Denwheel (Jasmine)

Strona 4 z 25 Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 14 ... 25  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Czw Kwi 18, 2013 4:17 pm

Badania wykonywane przez panią profesor wydawały się standardowe - przynajmniej taką miałam nadzieję. Wiedziałam, że za pomocą komputerów a także nauki z krwi człowieka można było wyczytać miliardy gigabajtów danych, ale w sumie nie martwiło mnie to. Jeszcze nie. Na razie jest czas na zaufania, a przynajmniej jego próbę. Bo co więcej mogłabym zrobić dla Josha?

Ale to niebo wcale mi się nie podobało. Raz, że wcześniej poczułam ten przepływ magii. Dwa, że takiego zjawiska nie powinno tu być. Trzy - las nie uwypuklał piękna zjawiska zorzy, a wręcz przeciwnie - tworzył obraz zgrozy i niebezpieczeństwa czyhającego na każdym kroku. W pewnym momencie miała ochotę czmychnąć z powrotem do Josha, wyciągnąć go z stamtąd i wrócić do domu, a przynajmniej sprawdzić, czy profesor nie wygląda teraz jak ten las.

Ale później pojawił się "deszcz". I to ukłucie w brzuchu. Chciałam mu pomóc, a może jej. To Białogwardziści, ale jednak.. w tej ręce coś mnie tknęło. Oczywiście, pierwszą myślą było, żeby jak najszybciej stąd zwiać i nie mieszkać się w tą całą sytuację. A kiedy pomyślałam, że Josh w podobnych warunkach w ostatnich miesiącach wracał do domu, to wstrząsnęły mną konwulsje. Chciałam ratować człowieka, który by mnie zabił za samo to, że tu jestem, nie patrząc pewnie nawet, że go uratowałam. Zmarszczyłam czoło. A może nie. Jednak przecież robiliśmy z nimi też interesy, paru było dobrze znanych w wiosce, niektórym można było sprzedawać towary i nigdy nie wydawali "czarnego rynku", oczywiście za odpowiednie profity.

Ale jeśli oni nie znaleźli wszystkich kawałków, to czy ja zdołam? I jak długo jest już rozczłonkowany? I czy w takim wypadku istnieje jakakolwiek szansa? Korpus musiałby zostać nienaruszony, a w takiej szarpaninie raczej to było niemożliwe. Może i potrafiłabym poruszać się szybciej od Strażników, znałam las, ale w sumie musiałam przyznać, że mają rację - nawet cud nie zdołałby go uratować. Ale jeśli krew była jeszcze świeża i nie zdążyła skrzepnąć. Otworzyłam szeroko oczy i rozszerzyłam źrenice, puszczając swoje magiczne macki dookoła i sondując otoczenie dokładniej, niż robię to odruchowo. Kiedy rozmowa się skończyła, ruszyłam lekkim łukiem w przeciwną stronę. Jeśli Go zobaczyłam, widziałam jego szramę.. to nie mógł być daleko ode mnie. Nie mógł zdążyć uciec. Po drodze bezszelestnie postarałam się ściągnąć z pleców łuk i być w gotowości, aby tchnąć w niego potrzebną moc. Starałam się też sprawdzić swoje rezerwy - dzisiaj jednak dużo robiłam, a brak snu może też zrobić swoje. Nigdy nie zdarzyło mi się, aby moc kiedykolwiek mnie zawiodła, jej całkowite zużycie równałoby się ze śmiercią. Kiedy biegłam i starałam się jednocześnie skradać, mój magiczny zmysł parł do przodu szukając jakiejkolwiek oznaki obecności wilka przede mną. Jeśli się ode mnie oddalili, to przynajmniej Strażników powinnam mieć z głowy.

Ten wzrok pogardy. Czy zwierzęta potrafią je okazać? Czy to On? Czy ja Go pamiętałam? A najgorsze, czy On zapamiętał mnie? I czy się nie mylę. Jak zwykle, w takich sytuacjach, w mojej głowie pojawiały się tysiące pytań i wątpliwości. Ale jeśli to wszystko jest moją winą... to ja powinnam się z tym rozprawić. Powinnam doprowadzić to do końca już wtedy, kiedy to rozpoczęłam. "Ale od kiedy człowiek myśli o takich rzeczach? Przecież to, co teraz się dzieje jest niemal fantastyczne." pomyślałam, starając się nie zgubić tropu wilka albo odnaleźć jakieś wskazówki, ślady i go odnaleźć. W końcu tropienie zwierzyny to mój chleb powszedni. A może powinnam coś teraz zrobić z tą zorzą? Przecież to jeszcze dziwniejsze niż pojawienie się lupusa dai w naszym lesie. Jedyną osobą, która przychodziła mi do głowy, była Mab. To, co od niej czułam w pewnym sensie odzwierciedlało dzisiejszą noc. Ale jej "kwiat" był czysty, ostry i niebezpieczny za razem. A tutaj, teraz... to nie była czysta mroczna moc, to było coś mistycznego i zakazanego, czarniejszego niż smoła.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Nie Kwi 21, 2013 4:51 pm

Jasmine przeszukała okolicę magicznym zmysłem, ale znalazła jedynie trzy grupy Białogwardzistów i oddalającego się wilka, nie licząc oczywiście okolicznych ptaków i gryzoni. Gdy głosy najbliższych żołnierzy się oddaliły ruszyła za śladem pozostawianym przez lupusa dai. Tyle, że choć wiedziała, że to on, wyglądał zupełnie inaczej. Jak się już zdążyła przekonać, choć magia płynęła w tych zwierzętach, sprawiając, że mimo rozmiarów i masy były szybkie i zwinne, a ich pazury i kły nienaturalnie ostre i twarde, nie były czarodziejami. Jednak pozostawiany teraz ślad był duży i przesycony magią.

Mimo tego, że się oddalał, nie sposób było go zgubić. Niemal... jakby była prowadzona. Choć oczywiście wilki nie działają w ten sposób, tropią swoje ofiary i atakują, zamiast wabić. Jasmine przygotowała łuk na wszelki wypadek i ni to pobiegła, ni to zaczęła się skradać za swoim celem.

Podążała tak może pięć, może dziesięć minut, podczas których resztki zorzy samoistnie wygasły na niebie, pozostawiając po sobie lekko rozświetlony granat. Za godzinę, dwie przejaśni się, więc ranek nastanie najpóźniej za trzy.

Wyszła na leśną polankę i doznała deja vi. To nie mogła być ta sama polanka co wtedy, choć wyglądała bardzo podobnie. Tym razem jednak z krzaków nie wybiegł antler, tylko lupus dai czekał na nią po drugiej stronie leśnej przecinki.
Tym razem mogła mu się dobrze przyjrzeć. Futro lśniące w świetle księżyca i gwiazd błękitem, oszpecone jedynie szramą pozostałą po jej magicznej strzale. Ślepia równie niebieskie, jakby przynależne nie do zwierzęcia, a do istoty nie z tego świata. Wokół wilka unosiło się kilka świetlików... choć nie do końca wyglądały jak świetliki, bardziej jak drobinki otoczone sferą światła.

- Really now, so what did you bring here... - powiedział głos, gdzieś z gałęzi. Z miejsca, gdzie niczego nie powinno być. Jednak nagle się pojawiło, uderzając o jej magiczne zmysły z siłą huraganu. Merlin...?!
Mężczyzna zeskoczył z gałęzi i wylądował lekko obok wilka. Nie, to nie był Merlin; serce Jasmine zaczęło znowu bić. Merlin był blondynem, podczas gdy ten był ciemnowłosy i nosił znoszony prochowiec do ciemnych spodni i ciężkich butów zamiast ubrania z Kapitolu. No i oczywiście twarz była całkiem inna. Inna, choć znajoma...
Jasmine doznała tego specjalnego uczucia, jakie ma się czasem przy dawno niewidzianych znajomych. Widziała już tą twarz. Znała tego człowieka. Jednak nie mogła połączyć go z żadną znaną sobie osobą, nie potrafiła osadzić tej twarzy w żadnym kontekście.
- And who is this? - powiedział nieznajomy w języku magii, zwracając się najwyraźniej do wilka. - This isn't our target, you useless animal!
Lupus dai obrócił w kierunku niego pysk i zawarczał gardłowo.
- No, I don't care if this is the girl that killed you, Scar! Jeez! Stick to the plan. How are we supposed to do this if you can't even lure one beast to me? Really...
Wilk ponownie zawarczał i kłapnął masywnymi szczękami.
- Don't you get all smug with me, you oversized dog! - mężczyzna pochylił się do zmarszczonemu pyskowi. - Seriously, fawning over one little deer! You sure are petty, mate.
Wilk warknął, pisnął i odwrócił pysk w drugą stronę, widocznie urażony.

Mężczyzna wyprostował się i spojrzał na Jasmine. Uśmiechnął się. Jego oczy błyszczały niczym szafiry, a skóra pokryta była siateczką niebieskich żył. Wokół jego głowy latał kolejny świetlik.
- Hej tam, nie bój się. Przepraszam, jeśli ten niesforny pies cię przestraszył - mężczyzna uniósł ręce do góry. Nawet jeśli jednak pomyliła się w pierwotnej ocenie i nie był równie potężny co Merlin, wciąż pozostawał czarodziejem o straszliwej mocy. - Nic ci nie zrobimy - zapewnił. - Ale młode dziewczyny nie powinny o tej porze ganiać po lesie, wiesz? Nawet jeśli jesteś czarodziejką i potrafisz poradzić sobie z wilkami, ostatnio grasują tu gorsze rzeczy niż wilki. Na drugi raz powinnaś być ostrożniejsza... ale, hmm... wyglądasz znajomo. Jak się nazywasz, dziewczyno?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Pon Kwi 22, 2013 3:07 pm

"Nie!" to jedno słowo wyrzucone z otchłani mojego umysłu przebiło się do podświadomości i falą dźwiękową wraz z magonami, które wyrwało ze sobą, powędrowało na orbitę mojej magicznej osłony, wzmacniając ją. Stanowczo zbyt często ostatnio musiałam w ten sposób zapewniać swoje bezpieczeństwo. Stanowczo zbyt często stawiałam ten rodzaj magicznej ochrony, który chronił przed magicznymi atakami. Miałam nadzieję, że także przed atakami mentalnymi. Na polowaniach w większości przypadków wystarczyła odrobina magii lub nawet jej brak, trochę zwinności i szybkość. Teraz poczułam się, jakbym od kołyski była przyspawana do tej bańki.

Ale zbyt dobrze zdawałam sobie sprawę, że moje ciało mogło reagować w ten sposób z innego powodu. Szczególnie przy tak potężnym czarodzieju. Zastanawiałam się tylko, czy moje napinanie i nadymanie się cokolwiek daje. I dlaczego.. ten wilk żyje? Bo z jego słów ewidentnie wynika, że go zabiłam.

Posłałam wilkowi spojrzenie z miną z serii "Jeśli bardzo chcesz, mogę Cię zaraz zabić po raz drugi, więc nie radziłabym Ci ze mną zadzierać". Otworzyłam już usta, żeby mu coś odpowiedzieć, ale zamknęłam je tylko powoli i oblizałam usta. Zostawia ślad. Mogę myśleć, że to dlatego, że chciał mnie zwabić. A może... jak długo to było? Pół roku? Może on jeszcze nie potrafi ukryć potencjału, jaki otrzymał? Ale jakim cudem? Tak czy siak, lepiej na razie nie zaskakiwać ich wiadomością tego, że dzięki Wingowi potrafię podsłuchać ich rozmowę.

- Byłabym ostrożniejsza, gdybym nie znalazła Twojego pupila w pobliżu kawałka ręki byłego Białogwardzisty. - rzuciłam w zmrużyłam oczy. Szanse miałam niewielkie. Ale jak na razie tylko od niego mogłam się dowiedzieć tego, co mnie tak nurtowało. A może nawet trochę więcej? Inaczej pewnie już by mnie tutaj więcej nie zobaczyli.
- I nie przestraszył mnie. Tylko może mieć kłopoty, jeśli to on pozbył się w tak... niewyrafinowany sposób tego człowieka. No i być może kilku innych. Chyba, że... masz inne wytłumaczenie? - przestałam mrużyć oczy mierząc niebieskawego człowieczka i podniosłam jedną brew, rozkładając ręce. - Jeśli to nie na mnie czekałeś, to w takim razie na kogo? Jakie to groźniejsze i gorsze rzeczy grasują w moim lesie? - nieznacznie drgną mi kącik ust. Zawsze tak mówiłam w myślach, ale co mi przyszło do głowy, żeby mówić to na głos? Gdyby okazało się, że to ktoś z Kapitolu.. przecież mogliby mi co najmniej uciąć język. Ostatnio wcale się nie kontroluję. Ostatnio spotykam też coraz to dziwniejsze osoby i to w coraz dziwniejszym towarzystwie. Jednak nie mogłam już tego cofnąć.

- I chętnie bym się też dowiedziała, kim Ty jesteś. Prawdę mówią, wydaje mi się, że pierwszy raz Cię tutaj widzę. Ja jestem Jasmine, jeśli to cokolwiek zmieni. - zawahałam się chwilę, zanim powiedziałam swoje imię. Przez to może mnie wyśledzić, znaleźć. Ale co mogłam zrobić? Kłamać?
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Pon Kwi 22, 2013 3:28 pm

- Nie, nie, Szrama tego nie zrobił - zaśmiał się tamten. - Właściwie to tropimy sprawcę. Mówię "sprawcę", ale tak właściwie to już nic więcej jak dzika bestia. Normalnie zajmuję się tym sam i nie ma z tym tak wielkiego problemu, jednak ten konkretny okaz okazał się trudnym przypadkiem. Nie tylko potrafi się kryć, ale ma jakieś resztki inteligencji, unika więc konfrontacji z nami i ucieka. Goniłem go już z 200 może 300 kilometrów z północy na południe, aż dotarł tutaj parę tygodni temu. Połączyłem siły ze Szramą, z uwagi na jego nos, ale jak na razie bez powodzenia.
Czarodziej wyglądał na poirytowanego całą sytuacją, ale nie rozwlekał tematu. Choć z drugiej strony nie wyglądało na to jakby chciał coś ukrywać. Za to jej imię zwróciło jego uwagę.

- Jasmine, Jasmine, Jasmine... - zamruczał do siebie mężczyzna, pocierając dłonią o brodę. Pochylił się w jej stronę, mrużąc oczy i nagle otworzył je szeroko, układając usta w "o". Uderzył bokiem pięści o dłoń, prostując się. - Faktycznie! Jasmine! Jasmine Hide! Mała córeczka Arthura! Może już nie taka mała, o jej, aleś ty wyrosła. Niemal cię nie poznałem. No, ale nic dziwnego, że mnie nie pamiętasz, trochę się zmieniłem, poza tym ostatni raz widzieliśmy się... kiedy? Dziesięć lat temu? Szmat czasu!
- Jestem Matt Ellis, przyjaciel twojego ojca, kojarzysz mnie? - uśmiechnął się do niej. - Gdy cię ostatnio widziałem, byłaś jeszcze taaaaka malutka - zaśmiał się, unosząc dłoń, gdzieś w okolicy swoich bioder.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Pon Kwi 22, 2013 4:09 pm

Po słowach rozpoznania i wtedy, kiedy nadeszła fala zrozumienia i zamglonych obrazów miałam ochotę palnąć się w czoło. Albo zapaść pod ziemię. Albo oba naraz. To było szokujące, a jeszcze to, że on był związany z ojcem. Nie wiem, czy w tym momencie bardziej go nienawidziłam, czy bardziej chciałam skoczyć mu w ramiona. To było tak dawno, że nawet nie mam pojęcia, czy to faktycznie on. A zbyt duża ilość wrażeń powoduje większą nieufność.
- Taaaak... - powiedziałam przeciągle, dalej stertując wspomnienia. To przynajmniej coś. Przynajmniej nie spotykam całkiem obcej osoby. - Tylko wydawało mi się, że te parę lat temu byłeś mniej... niebieski? - podniosłam ramiona w geście usprawiedliwienia - Ale dla pewności, oboje się upewnimy - zawiesiłam głos i delikatnie się uśmiechnęłam - Jaką rzecz dostałam od Ciebie wtedy, kiedy ojciec jeszcze żył?

Potem rozluźniłam się nieco i podparłam rękę na jednym biodrze.
- Wracając do morderstw. Mam rozumieć, że sprawca nie chce stąd uciec przez te parę tygodni? I kim on jest? A raczej - czym? - przemyślałam jeszcze chwilę swoją impulsywną decyzję, ale coś wewnątrz mnie pchało do tego - Prawdę mówiąc miałam wrócić do domu powiedzieć o czymś Jenn, ale.. krew była jeszcze świeża. Myślisz, że to coś może jeszcze grasować tu w pobliżu? Płoszy mi zwierzynę, a do tego muszę się bać o Josha, kiedy sam chodzi zbierać to swoje drewno. Jeśli ucieka od was, bo was zna, to może jednak potrzebujecie kogoś świeżego, kto... nie będzie świecić się w ciemności jak niebieska latarnia. Przepraszam, nie chcę oczywiście nikogo urazić, ale ja wystarczająco dobrze czuję, jak... - zawahałam się przez chwilę, nie wiedząc, jak go określić - Szrama zostawia swój magiczny ślad. No, chyba, że to część planu, aby mnie tu zaciągnąć. Albo tego "sprawcę". Chyba jednak ta taktyka się nie sprawdziła. Poza tym znam teraz las prawdopodobnie lepiej niż... Ty. To jak? - uśmiechnęłam się zawadiacko. Jenn musiała poczekać. Przecież to nie zajmie mi długo, jeśli nie znajdę tego czegoś, to wrócę do domu i potem z powrotem przejdę się do Josha. A ta jedna mącąca myśl nie dawała mi spokoju. W normalnych warunkach pewnie zostawiłabym tą sprawę, ale w sumie chodzę tutaj na polowania. Spotkałam dzisiaj już wystarczająco potężnych istot, że chyba ich limit się wyczerpał.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Pon Kwi 22, 2013 6:52 pm

Wzrok Matta opadł na jej piersi i zatrzymał się na ciemnej broszce.
- Pamiętam, pamiętam, że dałem ci tą broszkę... - wyciągnął rękę ku ozdobie, ale zawahał się i ją opuścił. - Coś z nią... hmm... coś ważnego. Było coś ważnego. Ale zapomniałem co. Przepraszam, moja pamięć nie jest już taka jak kiedyś.
Podniósł rękę do twarzy i odgarnął swoje włosy do góry. Na jego skroni widniała paskudna, pomarszczona szrama. Od kuli? Wyglądało to tak jakby ktoś mu przestrzelił głowę, a jednak Ellis jakoś przeżył.
- Od tamtej nocy dziesięć lat temu... czasem coś mi się przypomina, jednak wiele rzeczy zapomniałem - opuścił włosy i podniósł rękę do oczu. Ją także pokrywała siateczka błękitnych żyłek. Uśmiechnął się blado. - Tak, to dlatego tak wyglądam. Przez tych małych drani - odwrócił dłoń wnętrzem do góry i światełko spłynęło na nią. - Dziesięć lat temu zostałem zabity przez armię Kapitolu, a potem Shiva mnie uratowały...

Zamrugał oczami i potrząsnął głową. Strzepnął maleńką Shivę z dłoni jak paproch, a świetlisty okruch uniósł się w górę i zawirował z oburzeniem.
- Co wraca nas do istotnych spraw. To co tropimy... najprościej rzecz biorąc, kiedyś był to człowiek. - Wyjaśnił. - Jak może wiesz, wszystko ma swoje dobre i złe strony. Niektórzy ludzie rodzą się z dużym potencjałem magicznym i potrafią robić cudowne rzeczy. Jednak czasem coś idzie nie tak. Czasem powodem jest słabe ciało. Czasem ułomny umysł. Czasem powód jest nieoczywisty lub ukryty. W każdym razie coś idzie źle i moc wymyka się spod kontroli. Czasem taki człowiek umiera, a czasem... dostosowuj się. Degeneruje. Staje się bestią kierowaną pierwotnymi rządzami. Rzadko zdarzają się dwie takie same sprawy. Tym tropem podążam już od miesięcy. Nasz cel działa w cyklach, wpierw się ukrywa i ucieka, jednak potem jego defekt daje o sobie znać. Na ile się orientuję, nauczył się opanowywać wybuchy swoich mocy zabijając innych i kradnąc ich energię. W każdym razie po zabójstwie znowu się ukrywa do następnego razu, więc celujemy w to okno w którym się odsłania. Cykle stają się coraz krótsze, ale jesteśmy już tylko o krok za nim. Następnym razem, za kilka dni, zakończymy to raz na zawsze.
Matt uśmiechnął się pocieszająco.
- Jak więc widzisz, poradzimy sobie, wystarczy, żebyś przez kilka dni została w domu, albo choć chodziła za dnia. Poza tym, nie mógłbym narażać życia córki przyjaciela, prawda? Póki co, uważaj na siebie, bestia może udawać całkiem normalną osobę póki nie chwyci jej głód zabijania, poza tym potrafi wymazać swój ślad magiczny. Dlatego to takie trudne... a Szramą się nie przejmuj, może nie wygląda solidnie, ale dobry z niego tropiciel. Choć nie jest idealny... wiesz, że wciąż ma ci za złe tego jelenia? Nie do uwierzenia.
Mężczyzna przewrócił oczami i roześmiał się.
- A skoro już przy tym jesteśmy, odprowadzić cię do domu?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Pon Kwi 22, 2013 7:58 pm

"Czasem lepiej jest nie wiedzieć..." zabrzmiały mi w głowie słowa Strixa. Zbyt często o nim ostatnio myślałam. Szczególnie, że ta jego podróż coraz bardziej się wydłuża. Czy mi właśnie go brakowało. Potrząsnęłam głową.
- Nie wiedziałam - zmarszczyłam czoło, ale w sumie nie czułam się winna. Nagle coś ukuło mnie w serce i chrapliwie wciągnęłam powietrze do płuc. - Czy ojciec... ? - nie dokończyłam pytania i spojrzałam dziwnym wzrokiem na Matta. Co Strix mógł wiedzieć o ich przyjaźni? Co się tam wtedy zdarzyło? Czy on to pamięta. Jednak jego historia wydawała się realna. Dlaczego miałabym mu nie ufać?

Po tym jak uzyskałam odpowiedź na to druzgocące pytanie, zaczerpnęłam ponownie powietrza. Sfera. Czy to o nią chodzi? Zawsze była na mnie.
- Sfera? - zmrużyłam oczy, zawieszając kolejne pytanie w pustce nocy.

- Jeśli ścigacie człowieka... chcecie go uratować? Zablokować jego moc i wykryć ten defekt? - w głowie pojawił mi się znowu obraz ręki. Jeśli nie będą mogli sobie z nim poradzić... ale to może nie jego wina. W sumie, co mogłam o tym wiedzieć.

- Zawsze jestem ostrożna. No może prawie zawsze - dodałam z uśmiechem - pewnie bym mnie tu nie stała, gdyby było inaczej. Jak chcecie. Ale nie mogę obiecać, że nie będę wychodzić na polowania - od nich zależy moje życie. I prawdę mówią wolę spotkać to stworzenie, niż patrzeć, jak Jeremy umiera z głodu. Zawsze mogę uciec, zbyt dobrze znam las, jak już mówiłam. A jeśli mogę spytać... Czy ten "sprawca" to bestia? I czy wybiera na ofiary ludzi obdarzonych magią, czy raczej tych, którzy się nią nie posługują, albo robią to w małym stopniu? - poczekałam na odpowiedź, po czym dodałam - Ja na jego miejscu martwiłabym się jednak raną w piersi, niż jeleniem. No cóż, mam tylko nadzieję, że zabierzesz go ze sobą. Bo jeśli zamierza tu zostać, to przy takim nastawieniu spotkamy się znowu w mniej sprzyjających okolicznościach - uśmiechnęłam się wzruszając ramionami - Jeśli chcesz. Tylko pamiętaj, że musisz uważać przy tropieniu blisko obrzeży wioski i miasteczka. Ludzie już od tygodni plotkują, jak to Shiva wymierzają swoją sprawiedliwość na tych, którzy ostatnio zginęli. Gdybym Cię nie znała, sama mogłabym Cię o to posądzić. - uśmiechnęłam się łobuzersko i po chwili ruszyłam w stronę domu, aby powiadomić Jenny o tym, co zaszło.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Pią Kwi 26, 2013 8:06 pm

Matt przeczesał włosy zastanawiając się.
- Szczerze mówiąc, nie wiem. Może. Możliwe, że trzymają go gdzieś, w Czarnej Dziurze na przykład. Jednak nie robiłbym sobie na twoim miejscu nadziei... - dotknął palcem śladu po postrzale w głowę i wzruszył ramionami.
Na wspomnienie Sfery Feniksa, tylko spojrzał na nią nierozumiejącym wzrokiem i zbył temat. Jeśli coś o tym wiedział, wydawało się, że nie pamięta.

- Well, that would be convinient, wouldn't it? - zwrócił się do wilka.
Tamten jedynie zawarczał i potrząsnął głową, po czym odwrócił się i odbiegł w las.
- No cóż, jak chcesz - mruknął za nim mężczyzna. - Powiedział, że wraca do pracy, bo nie interesuje go ludzka paplanina. Powiedział też, żebyś zostawiła jego jelenie w spokoju - zaśmiał się.

Ruszyli w kierunku domu Hideów.
- Tak, jakoś mnie to nie dziwi. Chociaż to dość zabawne, biorąc pod uwagę, że to właśnie Shiva... no może nie chronią ich per se, ale zajmują się problemem. Oczywiście nie osobiście tylko z naszą pomocą, ale tak to już jest. Nazywają nas Ke'an, co znaczy mniej więcej "ręce i nogi". Trudno to przełożyć, bo oprócz dosłownego znaczenia, ma nacechowanie "kogoś kto robi coś za ciebie". Choć nie zdziwiłbym się przesadnie, gdyby nazywali nas zwyczajnie narzędziami. W zasadzie to nie takie ważne.
- Co do naszego celu... jeśli uda się go schwytać, przekazuję go Shivom i więcej go nie widzę. Nie mam pojęcia co z nim robią, nigdy ich potem nie widzę. Czasem jednak nie jest tak łatwo i problemu trzeba się pozbyć - powiedział w miarę delikatnie, ale bez szczególnych emocji.

Wyszli z lasu i stanęli na nabrzeżnej polance obok potoku płynącego obok pól wokół domu dziewczyny. Niemal dokładnie w tym samym miejscu w którym była kilka godzin temu z Joshem. Matt spojrzał w dal na widoczny w jaśniejącej barwie nieba dom. Zamrugał.
- No, to chyba stąd już sobie poradzisz. Co do bestii, wydaje mi się, że woli czarodziei od normalnych ludzi, ale z listy ofiar wynika, że to bardziej chyba zależy od tego jak silny zew go dopada... no cóż.
Odwrócił się w stronę lasu.
- Wiesz, teraz mi się przypomniało. Kochałem twojego ojca jak brata, zrobiłbym dla niego wszystko. Nie mam do niego żalu o to, że mnie przez niego zabito... ale jest coś czego nigdy mu nie wybaczyłem...
Spojrzał na nią przez ramię jakimś takim odległym spojrzeniem i jakby się rozmyślił. Ruszył z powrotem do lasu.
- Uważaj na siebie, dobrze? I dogadaj się, ze Szramą, co? Może to i prosty zwierzak, ale nie miałaś pojęcia, że wciąż się kręci w okolicy w ciągu tych paru miesięcy, prawda?
Rzucił, machając na pożegnanie. Złapał w rękę kręcącego się w pobliżu świetlika i znikł sprzed magicznych oczu Jasmine. Zaraz potem jego sylwetka wtopiła się w cienie między drzewami i także przepadła.

Łowczyni przekroczyła rzekę i przekradła się do domu. Wszystkie światła były dawno zgaszone. Weszła do środka i złożyła zwierzynę na stole w kuchni. Ich pokój był pusty. Jenn znalazła w pokoju chłopców, śpiącą razem z wtulonym w nią Jeremym. Pewnie znowu nie chciał zasnąć.
Jasmine poczuła jak opada na nią zmęczenie z całego dnia niczym ciężka kołdra. Na zegarze minęła już czwarta rano, właściwie było już niemal w pół do piątej w sobotę rano. Dziewczyna mgliście przypomniała sobie, że obiecała zostać w domu za siostrę za sobotę i niedzielę. Przez chwilę nie mogła sobie przypomnieć dlaczego... a tak.
Jenn pewnie miała kolejną próbę.

Od tamtego pamiętnego dnia, od dnia ataku Chiropter, ludzie w okolicy niechętnie organizowali jakieś większe targi. Oczywiście spotykano się w niewielkich grupach, umawiano, przekazywano sobie rzeczy, jednak trzydzieści cztery nowe nagrobki rzuciły pewien specyficzny cień na okolicę. Hideowie mieszkali na obrzeżu więc nie było tu tak tego czuć, ale nie sposób było tego przeoczyć nawet po tylu miesiącach.
Więc jakiś miesiąc temu postanowiono zorganizować festyn, prawdziwy festyn, nie żadne skryte targi, ale prawdziwą uroczystość dla ludzi. Święto, coś czego nie było tu od dawna.

Jasmine sceptycznie się wszystkiemu przyglądała, ale ludzie wydawali się zdeterminowani, nawet Oak i Megane brali w tym udział. Wyproszono nawet pozwolenie u władz, zorganizowano miejsce, materiały i ludzi.
Jakiś tydzień później Jenny nagle podjęła temat swojego głosu, a czy dobry, a czy czysty. Okazało się, że grupka dzieciaków organizowała kapelę na festyn i potrzebowali solistki. Jenn wpierw odmówiła, ale potem zaczęła się wahać, więc poszła po poradę do Jas. Starsza siostra, trochę wbrew sobie, zgodziła się żeby Jenn wystąpiła.
Co prawda nawet jeśli śpiewanie brzmiało niegroźnie, łowczyni wolała, żeby się nie wychylali, ale ten błysk w oczach jej siostry... radosny błysk, który tak rzadko ostatnio w nich gościł.

No i nie tylko się zgodziła, ale wręcz ją zachęciła, czego teraz skrycie żałowała. A festyn był w poniedziałek. Pewnie mieli teraz jakąś próbę generalną, czy coś w tym stylu.

Oczy niemal jej się zamknęły, ale wyprostowała się w drzwiach. Dzieci poruszyły się we śnie, ale się nie obudziły.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sob Kwi 27, 2013 5:20 pm

Czy byłam gotowa rzucić wszystko i ruszyć szturmem na Kapitol? Jeśli nawet dla Strixa przebywanie tak i jednoczesne ukrywanie byłoby awykonalne? Ale to znaczyło, że Kapitol odstawia szopkę. I że w odpowiedniej chwili mogę sobie o tym przypomnieć.

- Raczej niech to on zostawi moje jelenie. - rzuciłam, a kiedy Matt znowu wspomniał o Szramie - Jak mam się dogadać? W sensie.. - zamrugałam oczami i pokręciłam głową - nawet jak schwytacie to coś, to on tutaj zostanie i będzie mi podbierać zwierzynę? Nie zabierasz go ze sobą dalej? Dlaczego Ty skąd pójdziesz, a on ma tu zostać? - powiedziałam zbulwersowana i wypuściłam nosem gwałtownie powietrze z niezadowolenia.

"Cholera, dlaczego dopiero teraz muszę sobie o tym przypominać..." warknęłam w myślach, gdy trafiło do mnie niebiańskie olśnienie z góry, że po weekendzie jest festyn. W pierwszej chwili chciałam zabrać Jeremiego ze sobą, ale potem przypomniałam sobie jeszcze o matce. Wynosić całą rodzinę poza granice dystryktu byłoby dużym wyczynem. Znowu jeśli nie będzie mnie przy wybudzaniu Josha, może zrobić coś głupiego. Wróciłam do kuchni, złapałam pierwszą lepszą gazetę i wygrzebałam długopis z szuflady. Następnie napisałam "Przepraszam, wrócę jeszcze przed południem, Jera zostaw z mamą." po czym pchnęłam odrobinę magii w moje obolałe mięśnie, tak, aby odpędzić zmęczenie i usunąć zbędne metabolity oraz zregenerować ubytki białka we włóknach. Gazetę przyłożyłam jedną z kuropatw i wyszłam z domu w drogę powrotną, po Josha.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Pon Maj 06, 2013 8:46 pm

Czy to, że Szrama pozostanie w okolicy zależało w ogóle od Matta? To była jego decyzja, czy może jakiś odgórny rozkaz? Jasmine nie odniosła wrażenia, że polowanie sprawia Ellisowi przyjemność, ale nie miała pojęcia, czy robi to może z wdzięczności za uratowanie życia, czy może nie ma innego wyboru. Shiva wyglądały jak niepozorne światełka, kuzyni świetlików, ale trudno było uwierzyć, że to po prostu robaczki. Łowczyni nie miała pojęcia jak coś takiego może myśleć, o ile w ogóle myśli. Jednak musiały działać podług czegoś więcej niż instynkt, prawda?

Nakreśliła kilka słów na gazecie i zostawiła ją pod martwym ptakiem. Tyle musiało na razie wystarczyć, miała nadzieję, że uda jej się wrócić na czas.

Skrzywiła się na chwilę, gdy cząsteczki magii wypłynęły ze swoich naturalnych kanałów, współgrających z jej ciałem, i przesączyły się do jej mięśni, kości i naczyń krwionośnych. Chwilowy gorejący nacisk zniknął i Jasmine poczuła się odświeżona. Umysł jej się przejaśnił, wrócił jej wigor.

Wyszła z domu i ruszyła w drogę powrotną, mimo, że już świtało. Czy inni czarodzieje też to robią? Z pewnością 12stka, była obiektem kultu. Podobno posiadali nadludzką szybkość, siłę, wytrzymałość... kto wie co jeszcze? Choć Jasmine często zdarzało się nocować poza domem, koczować w lesie i odpędzać zmęczenie, jakoś nigdy nie zdobyła się na wzmacnianie swojego ciała bezpośrednio, skupiając się zazwyczaj na barierze.
Już samo odpędzanie zmęczenia nie było prostą sztuczką, wymagało skupienia i starannego proporcjonowania magii, a przede wszystkim określonego celu. Łowczyni wydawało się, że żywe ciało miało pewne ustalone parametry i procesy, które niechętnie zmieniało. Potrzeba więc było sporej wiedzy, zdolności i doświadczenia, żeby przeprowadzić jakąkolwiek zmianę. Odstępstwo od idealnych proporcji miało tym gorsze konsekwencje im większy błąd. Niczym dziwnym byłoby zabić się w ten sposób.
A co gdyby czarodziej był odpowiednio zdolny i potężny? Gdyby potrafił trafić w ten idealny środek? Możliwości byłyby nieograniczone...
Od razu na myśl przychodził Tyron, który oprócz wizerunku dumy Kapitolu, jako jeden z niewielu, jak nie jedyny z 12stki, miał też ludzką stronę. Kapitol zawsze chwalił się, że imponujący wiek czarodzieja jest zasługą ich cudownej technologii przedłużania życia, ale co jeśli to tylko kolejne kłamstwo? Abstrahując od super siły, czy szybkości, z pewnością potężny czarodziej mógłby kontrolować swoje ciało na poziomie komórkowym. Tyron co prawda wygląda na pięćdzisiąt kilka lat, ale wygląda tak od dziesięcioleci na ile Jasmine się orientowała. Z pewnością mógł wyglądać jak sobie zażyczył... jeśli przyjąć takie założenie, to nie ma powodu dla którego dany czarodziej nie mógłby być praktycznie nieśmiertelny, prawda...?

Rozważając przelotnie takie rzeczy przebyła po raz kolejny drogę przez las i spłynęła w dół klifu. Przeszła przez rozszczepiony wodospad i dalej za wrota korytarzem do windy. Mechaniczny głos powitał ją w ten sam sposób co za pierwszym razem, z jedyną różnicą, że teraz rozpoznawał ją już jako członka bazy. Najwyraźniej.

Zjechała w dół i wysiadła na poziomie medycznym. Komora Josha była pusta.
- Witaj, Jasmine - powitał ją głos pani profesor, wraz z materializującym się hologramem. - Josh obudził się niecały kwadrans temu i właśnie dochodzi do siebie w pokoju. - Wskazała ręką, na środkowe pomieszczenie za przeszklonymi drzwiami, po prawej.
- Ale zanim tam przejdziesz... zdarzyło się coś dziwnego. Nic złego - dodała szybko - po prostu niespodziewanego. Posłuchaj...

Z opowieści Alicii wynikało, że początkowo wszystko szło według planu. Przygotowała odpowiednie polecenia dla nanobotów i te poczęły się sekwencyjnie wyłączać. Wszystko było dobrze, póki nie nadeszła kolej nanomaszyn uczepionych nerwów. W tej chwili wszystko oszalało, włączyło się jakieś obce, nieznane oprogramowanie. Nanoboty wokół nerwów chłopaka zaczęły ściągać pozostałe z całego ciała i tworzyć struktury wokół jego nerwów i mózgu. A gdy skończyły wyłączyły się. Według słów profesor Grey, nanomaszyny zamiast być częściowo wypłukiwane, zostały całkowicie usunięte z całego ciała Josha, poza ośrodkiem nerwowym i rzeczonymi strukturami. A potem zostały uśpione według planu.

- ...co jest absolutnie niemożliwe! Te maszyny nie miały tego w programowaniu. Coś takiego mogłoby być możliwe, choć mało prawdopodobne, gdyby gospodarz był obudzony i bardzo wzburzony, ale monitorowałam czynności mózgu Josha i on cały czas spokojnie spał. Co więcej, nie mam pojęcia do czego służy połowa z tych struktur. Są tam przekaźniki, nadajniki, odbiorniki... a to tylko część większej całości. Nie wiem co o tym myśleć, rozważałam reakcję obronną na próbę ich wyłączenia, ale nie tylko jest to wysoce dziwna i nielogiczna reakcja obronna, to jeszcze czemu się wyłączyły? Gdy Josh odzyskał przytomność, zdaje się, że cała struktura przeszła w stan czuwania, ale to na razie wszystko co o niej wiem. Josh wydaje się być w porządku tak pod względem fizycznym jak i psychicznym. Mówił, że jest trochę obolały i zmęczony, ale to normalne, zważywszy, że jednak nanoboty usunęły się z jego ciała.

Jasmine zajrzała przez przeszklenie w drzwiach. Zobaczyła szpitalne łóżko, a na nim Josha w szlafroku, spoglądającego w sufit. Obok łóżka stał... manekin? Prawdopodobnie człekokształtny robot, bo choć wyglądał jak bardzo droga lalka pozbawiona twarzy, wyglądał na zrobionego raczej ze stali niż z ceramiki. Był też oczywiście wielkości dorosłego człowieka, a nie dziecka.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sro Maj 08, 2013 7:04 pm

Możliwości magii były zatrważające. Służyła mi ona niemal w każdej chwili mojego życia, chociaż starałam się ograniczyć jej używanie oraz poleganie wyłącznie na niej. Ludzie zazwyczaj nie potrafili robić takich rzeczy jak ja, więc wolałam się nie wychylać. Szczególnie, kiedy w grę wchodził mój dar. Tęskniłam czasami za jego uczuciem. Czy istnieje taka moc, która potrafiłaby wskrzeszać zmarłych? Jeśli Shiva to potrafią, w takim razie jest to możliwe. A gdybym zdołała odnaleźć ciało ojca..

To brzmiało niczym nekromancja. Ale nie mogłam zaprzeczyć, że etycznie "zakazane" praktyki magiczne nie były pociągające. Czytałam parę książek, w których magia nie znała ograniczeń i ludzie nadużywali jej tworząc potworne rzeczy. Ale z drugiej strony służyła też ona ludziom. Tak jak jest i u nas, tylko tamte opowieści wyglądały bardziej bajkowo.

Gdy doszłam już do centrum dowodzenia, zmrużyłam oczy słysząc słowa profesor.
- Czy w takim razie nie powinien wykonywać teraz jakiś akcji, czynności, dopóki nie dowie się pani, skąd wzięły się te struktury? - przekręciłam głowę - Dobrze, że to przebiegło w ten sposób.. bo nie wiadomo, co mogłoby się stać, gdyby nanorobotów było więcej. Teraz pójdę do niego, a później... chyba się położę - ruszyłam w stronę Josha i ziewnęłam po drodze. Może magia potrafi odpędzić zmęczenie, ale na pewno nie jest to zdrowe dla organizmu, a nic nie zastąpi prawdziwego snu. Chyba. Przynajmniej wolałam nie ryzykować.

- Cześć, Josh, jak się czujesz? Profesor Ci coś mówiła, czy nie? - powiedziałam zatroskana i zaczęłam dokładnie obserwować brata zarówno doszukując się jakikolwiek zaburzeń za pomocą wzroku jak i magicznych zawirowań wokół jego aury. - Dopiero się chyba obudziłeś, ale wyglądasz na zmęczonego? Chcesz coś do jedzenia? - zmieniłam nagle wyraz twarzy tak, jakbym sobie coś przypomniała - Ach, byłam w domu. Zostawiłam Jen wiadomość. Czegoś Ci trzeba?
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Czw Maj 09, 2013 5:43 pm

- Moją teorię roboczą jest na razie to, że tamten... hmm... nazwijmy go "rozbłyskiem słonecznym", musiał zaburzyć nie tylko moje działanie, ale i pracę nanobotów. Choć oczywiście nie mam na to dowodów, póki co. - Pani profesor rozłożyła bezradnie ręce. - Nie bardzo na razie wiem jak mogłabym się tego dowiedzieć. Powiedziałam już ile wynika ze skanów i na tym mi się skończyły nieinwazyjne metody. Być może mogłabym się dowiedzieć więcej, gdybym pobrała próbkę, ale póki te struktury nie stanowią zagrożenia wolałabym tego uniknąć. Szczególnie zważywszy na ich umiejscowienie w mózgu i systemie nerwowym. Jeśli naprawdę była to jakaś reakcja obronna, to nie chcę ryzykować kolejnej na próbę wycięcia próbki, tym razem mogłoby nie obejść się bez poważnych komplikacji...

Jasmine była na tyle dojrzała by zrozumieć, że "komplikacje" to eufemizm na "przemianę w warzywo". Albo i gorzej.
Ostatnio wydawało jej się, że im więcej zaczyna rozumieć, im więcej zaczyna dostrzegać i im silniejsza się staje, tym więcej świat rzuca jej w twarz i kładzie na jej barki. Czy chęć chronienia własnej rodziny była jakimś strasznym grzechem w oczach wszechświata, że wciąż poddawał ją tym próbom?

Najpierw ojciec, potem matka, teraz Josh. Niepojęte potwory z Kapitolu polują na spuściznę po jej ojcu, a całkiem inny potwór lata po okolicy i zabija ludzi. Nie wspominając o wyroczni, która kreuje się na jej przyjaciółkę, a z drugiej strony może okazać się najgorszym wrogiem. Strix jest ofiarą eksperymentów Kapitolu razem z tamtą dwójką, w dodatku podróżuje w jakichś szemranych interesach. Komputer nagle zaczął zachowywać się jak człowiek po nieznanym magicznym ataku. Matt wrócił z grobu wraz z wilkiem. Shiva są w ogóle niepojęte...
Czy już nikt normalny jej nie został?

- Oczywiście, jeśli chcesz możesz skorzystać z drugiej izolatki lub z kwater załogi piętro niżej - rzuciła za nią Grey, gdy Jasmine weszła do pokoju w którym był Josh. Jej brat przekręcił głowę w jej stronę, zmrużył oczy i usiadł powoli.
- Hej - rzucił - czuję się w porządku. Tylko słaby jestem i wszystko mnie boli, jakbym wczoraj przebiegł maraton. No i trochę senny jestem. A i wszystko jest takie cholernie jasne... no, ale cóż, bywa - chłopak wydawał się ospały, jakby nie do końca się obudził jeszcze.
- Tak, Alicia powiedziała mi co się stało - podjął - najwyraźniej wyszedł jakiś błąd w programowaniu nanomaszyn i większość uległa uszkodzeniu, poza częścią wokół moich nerwów... powiedziała, że przez kilka dni mogą występować efekty uboczne, ale nic wielkiego. Umówiliśmy się na wizytę kontrolną w przyszłym tygodniu, ale na razie mam tylko zdrowo się odżywiać, pić dużo wody i spać przepisowe osiem godzin, a mój organizm sam sobie poradzi.
Przetarł oczy i przeczesał włosy, ziewając rozdzierająco.
Chwila, czemu Jasmine została całkowicie pominięta w tej opowieści? Od kiedy maszyny potrafią kłamać? I po co Alicia miałaby ją kryć?
- Że też akurat mnie się to musiało przydarzyć, akurat teraz - powiedział, ale bez szczególnych emocji - co prawda Alicia już na samym początku mnie ostrzegała, że mogą być jakieś nieprzewidziane skutki uboczne, ale nie przypuszczałem... no cóż. Mam wrażenie, że powinienem być zły, wściekły w końcu tyle miesięcy pracy zostało zaprzepaszczone, ale jakoś nie mogę wykrzesać z siebie nawet iskierki gniewu. Mam tylko takie wrażenie... właściwie to głupie - dodał uśmiechając się z lekkim zawstydzeniem - wydaje mi się, że powinienem coś zrobić, ale nie mogę sobie przypomnieć co, nawet gdyby od tego zależało moje życie. Jednocześnie mam wrażenie, że chodzi o coś ważnego. Dziwne, co?

Jasmine nagle doznała deja vu. To ostatnie wyznanie brzmiało zadziwiająco znajomo i wróciło jej myśli do tych chwil po przebudzeniu w pomieszczeniu obok. Zaledwie kilka godzin temu. Powinna coś zrobić...?
Przyjrzała się dokładnie Joshowi. Fizycznie nie było widać niczego podejrzanego, poza tym, ze stracił całą energię z jaką tu przyszedł i tym razem naprawdę przypominał pacjenta w szpitalu. Zaś jeśli chodzi o magię... jego bariera nosiła pewne ślady. W sali medycznej tego nie widziała, ale tu dostrzegała. Coś jakby pył, bardzo drobny osad, którego śladowe ilości zostały tu i tam na jego barierze. Trochę przypominały smużki sadzy po wybuchu, ale jeśli coś naprawdę wybuchło, czemu nie było tego nigdzie indziej, jedynie na chłopaku? Do tego takie śladowe ilości nie mogły niczego zdziałać, nie mówiąc o przedostaniu się przez magiczną barierę. Czy naprawdę miały coś wspólnego z dziwnym zachowaniem programu Alicii Grey i programowaniem maszyn w ciele Josha? To mógł być przypadek, cokolwiek, ale ile ostatnio przydarzyło jej się szans jednych na milion? Stanowczo za dużo.
Czuła się niemal jakby wpadła do króliczej nory, gdzie wszelkie prawa prawdopodobieństwa spokojnie sobie hasały wokoło, nafaszerowane kolorowymi tabletkami.

- Czy czegoś mi trzeba...? Nie, chyba, nie. Przejdę się na stołówkę coś zjeść i położę jeszcze na chwilę. Alicia powiedziała, że mogę zostać, jeśli chciałbym odpocząć, ale... szczerze mówiąc nie czuję się tu tak dobrze jak zawsze. Całe to miejsce działa na mnie przytłaczająco w tej chwili, wolałbym wrócić do domu, więc jak odpocznę, moglibyśmy wrócić razem. Przejdziesz się ze mną coś przekąsić? Stołówka jest poziom niżej, obok kwater załogi... - ziewnął rozdzierająco.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Czw Maj 09, 2013 7:32 pm

- Dziękuję - rzuciłam z uśmiechem w stronę profesor uśmiechając się przy tym życzliwie.

Zachowanie Alici było naprawdę zaskakujące. I te uczucia. Po raz drugi. Starałam się usilnie myśleć, ale dobrze wiedziałam, że w takich wypadkach chwytana myśl ucieka jeszcze bardziej. Fakt, że Josh posiadał starożytne struktury, które przylepiły się do tego układu nerwowego nie poprawiały sytuacji. Jednak przynajmniej się uspokoił. Na ile? I dlaczego? Nie wiedziałam, czy powinnam się cieszyć, czy niepokoić, że przynajmniej chwilowo zniknęły jego dziwaczne kaprysy.

- Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. - powiedziałam do Josha uśmiechając się. - Poza tym o takich operacjach powinieneś informować w pierwszej kolejności mnie. Skąd miałeś pewność, że nie obudzisz się w nocy i nas wszystkich nie zabijesz? - zrobiłam poważną minę, która po chwili zmieniła się w zatroskanie.
- Doskonały pomysł. Myślę, że powinieneś odpoczywać. Jenny idzie na swoją próbę, więc wypadałoby, żebyśmy wrócili jeszcze przed południem. A po drodze... jeszcze Ci coś pokażę, w ramach rekompensaty, żebyś nie był taki przygnębiony - podeszłam do brata i potargałam mu włosy - Głowa do góry. To jak, idziemy do tej stołówki? To Ty przynosiłeś tutaj jedzenie? Wątpię, żeby zachowało się tutaj coś dobrego do zjedzenia przez tysiące lat tej hibernacji..- spojrzałam na brata podnosząc jedną brew w drodze po posiłek, by następnie zdrzemnąć się w izolatce obok pokoju Josha i zregenerować siły.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Pią Maj 10, 2013 12:27 am

- Daj spokój, Jas, nie zmieniano mnie tu w bezmyślną maszynę do zabijania - powiedział podnosząc się z łóżka. - Poza tym, nigdy byś się nie zgodziła - uśmiechnął się do niej zaczepnie. Zachwiał się na nogach i zarówno łowczyni jak i robot ruszyli się, żeby go podtrzymać, ale przegonił ich machnięciem ręki. Jakoś zdołał się wyprostować.
- Ludzie, jeszcze nie jest ze mną TAK źle. Dam radę iść sam, muszę się tylko odrobinę rozruszać. Zostań tutaj - rzucił do robota. Ten, choć miał kształt człowieka, nie miał żadnych cech takowego i z jego obłej głowy nie dało się nic wyczytać. Posłusznie wyprostował się i staną pod ścianą, po czym zastygł w bezruchu.
- Nie, nie... zresztą, zobaczysz - uśmiechnął się do niej zawadiacko unikając odpowiedzi na pytanie.

Przeszli do windy i zjechali poziom niżej. Z korytarza na wprost widać było szereg drzwi po prawej - kwatery załogi - i jedne, większe odrzwia po lewej - wejście na stołówkę. Kwatery wyglądały na nieużywane od dawna, zamknięte na długo, z zamkiem kodowym obok drzwi. Przejście do jadłodajni było jednak otwarte, widać było, że Josh korzystał już z tego miejsca i nie kłopotał się zamykaniem i otwieraniem drzwi.

Wnętrze było jasno oświetlone, z dwoma podłużnymi stołami i masą krzeseł, wszystko z jakiegoś białego, sterylnego materiału. Mogło tu jadać pewnie i pięćdziesiąt osób. Przeszli przez pomieszczenie na tył. Cała ściana zajęta została przez jedną wielką ladę, wyłożoną całym rzędem czarnych zasłonek i kranów. Josh podszedł do wyświetlacza i wstukał kilka kodów. Za ścianą rozległa się praca maszynerii.

- Pod nami, w podziemnych szklarniach - powiedział jej brat, wskazując za ścianę i na podłogę - znajdują się całe rzędy kultywatorów. W nich materiał genetyczny przechowywany w kriostazie, poddawany jest kultywacji. Gdy składasz zamówienie, odpowiednie składniki są pobierane z kultywatorów i przenoszone rurami próżniowymi na górę, gdzie trafiają do odpowiednich maszyn, zależy co chcesz przyrządzić. A tam już są obrabiane, siekane, gotowane, przyprawiane... co chcesz. A potem wyjeżdżają... o właśnie.
Przez czarne zasłonki wyjechały dwa talerze z parującym obiadem. Josh podstawił dwa plastikowe kubki i napełnił je z kranów.
- Po bazie wojskowej spodziewałabyś się sterty konserw, nie? - zaśmiał się.

Przenieśli talerze i kubeczki do stołu.
- Żywność jest sztucznie hodowana, ale poza tym smaczna i całkiem zdrowa, spróbuj. Niestety, sztućce są plastikowe, proszę - podał jej skromny zestaw, wraz z serwetką. Oboje mieli na talerzach coś co do złudzenia wyglądało jak posiekany kurczak, ziemniaki i marchewka z groszkiem, wszystko polane jasnobrązowym sosem pachnącym grzybami.
- Wziąłem ci herbatę Oolong, sobie normalnie wziąłbym jakiś napój, ale dziś myślę, że zadowolę się wodą... smacznego - powiedział, wgryzając się w swój talerz. Jedzenie, choć proste, było pyszne. Zapewne dowolna restauracja z Kapitolu nie pogardziłaby czymś takim w swoim menu. Herbata miała głęboki zapach i smak.
- Jeśli się nad tym zastanowić, ma to sens, prawda? - mruknął Josh, między jednym kęsem a drugim - w końcu była to super tajna baza. Przygotowywali się na wszystko, także na odcięcie od świata, musieli więc być samowystarczalni. Alicia ma tu wszystko, własny generator, system wody z podziemnego źródła, podziemną plantację, drzwi, które wytrzymałyby atak rakietowy... czego chcieć więcej? Istnieje coś bardziej fajowego?

Po jedzeniu wyrzucili talerze, sztućce i kubki i wrócili na poziom medyczny. Przy całym zaawansowanym stanie kuchni, właściciele bazy nie zainstalowali żadnego rodzaju zmywarek i używali plastikowych zestawów do jedzenia.
Położyli się w izolatkach i posnęli, najedzeni. Dla odmiany Jasmine nie miała ani wizji ani snów proroczych, od niewinne sortowanie informacji przez mózg. Po przebudzeniu pamiętała jedynie, że dokądś jechała, czując wiatr we włosach, ale szczegóły zaraz się rozmyły i znikły w obliczu jawy.

Wstała nieco obolała i przeszła do głównego pomieszczenia medycznego. Josha nie było w jego pokoju.
- Dzień dobry, Jasmine - powitał ją hologram Alicii Grey. - Dochodzi jedenasta, spaliście prawie pięć godzin. Josh wstał dwadzieścia minut temu.
W tym momencie rozsunęły się drzwi windy i wszedł Josh. Przebrał się w stare ubranie, wciąż miał mokre włosy.
- Skoczyłem wziąć prysznic - wyjaśnił - wcześniej nie zdawałem sobie tego sprawy, ale wciąż śmierdziałem płynem fizjologicznym... w każdym razie, też masz ochotę? Prysznic jest w każdej kabinie załogi. A potem możesz mi pokazać to tajemnicze coś - uśmiechnął się. Wyglądało na to, że ciepły posiłek, odrobina snu i prysznic przywróciły mu nieco życia i energii.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Pią Maj 10, 2013 1:54 pm

Całość procesów wydawała mi się niemal niemożliwa. Ale przynajmniej żyłam, a jedzenie nie wyglądało na zatrute. Tak, spodziewałam się konserw. Nie sądziłam, że morale wojska jest aż tak istotne i będą im serwować wykwintne posiłki zamiast najprostszych substancji zawierających niezbędne do życia substancje i produkowane małym kosztem. Może to tylko moje złudzenie, bo wiem przecież tylko jak Kapitol traktuje swoich żołnierzy. Ale przecież Dwunastka jest traktowana inaczej. Może ta baza była właśnie dla kogoś bardzo ważnego?

- Witam, pani Profesor - powiedziałam, po czym ziewnęłam i zakryłam ręką usta. Kiedy do pokoju wszedł Josh, spojrzałam na niego obojętnym wzrokiem.
- Mogłeś mnie obudzić, kiedy wstawałeś. - rzuciłam i zmrużyłam oczy na kolejne słowa Josha. "Prysznic"? To brzmiało, jak wtedy, kiedy w domu pojawił się Strażnik z nowym telewizorem pod pachą. I pomyśleć, że tysiące urządzeń stoją tu bezużytecznie. Przecież Jenny mogłaby tu umieścić tysiące chorych, leczyć ich i nie martwić się o zapasy jedzenia. Setki dzieci mogłyby tutaj odnaleźć swój dom. Potrząsnęłam głową i odpowiedziałam:
- Tak, tak, oczywiście jeśli nie będzie to problem. - miałam teraz w głowie tyle pomysłów. Tysiące możliwości i... wszystko zależało jedynie od tego, czy Kapitol byłby w stanie to wykryć. Poszłam do pierwszej lepszej kabiny, zrzuciłam z siebie ubranie i weszłam pod prysznic.
- Pani profesor, czy jest tutaj możliwość wysuszenia ubrań? - rzuciłam w przestrzeń, domyślając się, że tutaj sztuczny robot także ją obserwuje. A może już nie robot? Kolejno wymoczyłam dobrze swoje ubranie i postarałam się zmyć z niego brud dostępnymi środkami. Gdyby jednak Alicia nie odpowiadała, suszę swoje ubranie za pomocą magii i nakładam je na siebie. Z włosów robię warkocz i zawiązuję na końcu rzemykiem. Gdy już jestem gotowa, przeglądam się w lustrze, które zapewne tam się znajduje i wracam do Josha.

- Pani profesor, zanim pójdziemy, mam jeszcze jedno pytanie. Co Pani wie o stworzeniach nazywanych Shiva? - spojrzałam w stronę hologramu, jeśli takowy znajdował się w pobliżu. Gdy uzyskałam odpowiedź, powiedziałam do Josha:
- Niespodziankę pokażę Ci dopiero na zewnątrz. Mam nadzieję, że Ci się spodoba. - uśmiechnęłam się łobuzersko.

Kiedy znaleźliśmy się już poza bazą, spojrzałam w stronę południowego Słońca. Wysłałam też swoje zmysły dookoła oraz rozejrzałam się, sprawdzając, czy nikogo nie ma w pobliżu.
- Dobrze. Tylko pamiętaj, musisz obiecać, że nie będziesz się wiercić. Bo wtedy oboje możemy nabić sobie kilka siniaków. - powiedziałam na brata, kiedy wdrapywaliśmy się pod górę. Gdy już tam dotarliśmy, ponownie zbadałam otoczenia, aby się upewnić. Przymocowałam ciaśniej łuk do moich pleców po czym stanęłam za Joshem i położyłam mu ręce na ramionach.
- Teraz przez chwilę się nie ruszaj - zakomunikowałam lekko nieobecnym głosem. Zagłębiałam się już bowiem w swoje wewnętrzne źródło magii. Cząsteczki magicznej energii zaczęły spływać po moim ciele, część przepływając po barierze Josha, a część ześlizgując się po moich nogach. Magia wylewała się niczym płynne żelazo i formowała pod naszymi stopami coś na kształt dysku. Idealnego dysku. Przynajmniej taki miałam zamiar.
- Dobrze, gotowe. Uwaga, startujemy - powiedziałam z uśmiechem, nadal trzymając Josha i poruszyłam delikatnie dyskiem tak, aby uniósł się w powietrze. Oceniłam nową wagę, sprawdziłam, czy platforma jest wystarczająco gruba oraz oszacowałam zwrotność i moje panowanie nad "pojazdem". Ruszyłam delikatnie do przodu, żeby nabrać wprawy w kierowaniu, a po chwili, gdy już załapałam o co chodzi, uśmiechnęłam się raz jeszcze.
- To teraz trzymaj się mocno i uważaj na głowę - rzuciłam z uśmiechem i zaczęłam rozpędzać platformę, pędząc coraz szybciej i szybciej. Oczywiście magony wirowały również dookoła nas, aby w razie potrzeby mogły zostać natychmiastowo użyte do zamortyzowania upadku. Wymijałam drzewa jak kiedy, będąc jeszcze dzieckiem.. małym dzieckiem, gdy uciekałam tacie. Wtedy jedynie w taki sposób miałam jakiekolwiek szanse. Siła umysłu rozwija się o wiele szybciej niż fizyczna, a do tego jej możliwości są o wiele większe. Specjalnie jechałam czasami slalomem, aby poczuć na własnej skórze działanie siły odśrodkowej. Zatrzymałam się dopiero przy końcu lasu, tam, gdzie kawałek dalej mogliby nas zobaczyć ludzie z miasteczka, którzy zapuściliby się tak daleko.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Pią Maj 10, 2013 11:41 pm

Pod prysznicem Jasmine znalazła stos kosmetyków, ale w przeciwieństwie do jedzenia tak starych, że dawno już nie nadających się do użytku, użyła więc jedynie gorącej wody.
- W każdej kajucie znajduje się system grzewczy, mogę go przegrzać dla ciebie - dobiegł głos z jakiegoś niewidocznego mikrofonu, tym razem obyło się bez hologramów. - Jeśli jednak chcesz, możesz wziąć coś z próżniowo pakowanych ubrań. Na dole jest też sala eksperymentacyjna ze sprzętem, powiedzmy krawieckim.
Jasmine rozważyła to, ale na razie zrezygnowała, nowe ubrania, albo jeszcze gorzej, ubrania sprzed 300 lat zbyt zwracałyby uwagę. Umyła się i uprała ubrania, po czym rzuciła je na system grzewczy - który okazał się dość zwyczajnym grzejnikiem.

Ubrania po chwili zaczęły parować. Dziewczyna zdjęła je z gorąca zanim zdążyły się przysmalić. Przejrzała się w lustrze, ubrała i zawiązała warkocz. Zakładanie ciepłego ubrania na świeżo umyte ciało było miłym uczuciem.

- Shiva...? - Zastanowił się hologram, gdy Jas wróciła do Josha. - A tak, Shiva: popularny zabobon ludowy. W dawnych czasach łączono ich istnienie z szeroko pojętym Losem, bogami i innymi nadprzyrodzonymi istotami. Istnieją liczne relacje świadków, którzy rzekomo widzieli Shiva, zostali przez nie uratowani lub przeciwnie, widzieli jak te atakują ludzi. Jednak nie istnieje żadna naukowo potwierdzona teza na temat ich istnienia i znaczenia. Żadne z licznych podejmowanych badań nie przyniosło decydujących rezultatów. Shiva stały się gorącym tematem po Przebudzeniu, gdy magia stała się zjawiskiem masowym i na dobre zagościła w ludzkiej kulturze i codzienności. Jednak z racji na ulotną naturę tych domniemanych istot temat nie został należycie zbadany nawet podczas złotego wieku. Popularna hipoteza, którą się zazwyczaj przyjmuje, głosi, że Shiva są formą skrystalizowanej magii, pokrewną zwykłym kryształom magicznym, jednak przy tym świadomą i być może nawet żywą. Powszechnie uważa się, że pojedyncze Shiva, pod postacią świecących kulek czy kamyczków, często branych za Błędne Ogniki, są zbyt proste by posiadać inteligencję wyższą. Jednak częste przypisywanie im przez wieki roli wykonawców wyższej woli sprawiło iż wysnuto teorię o królowej Shiva, zarządzającej resztą albo o tym, że mają w istocie świadomość zbiorową i każdy ognik stanowi zaledwie neuron, fragment większej całości. Niestety tego także nie udało się jednoznacznie rozstrzygnąć.

Ponieważ Alicia nie miała nic więcej do dodania, wyszli na zewnątrz. Wspięli się po zboczu. Josh, który wcześniej niemal zbiegał po praktycznie pionowej ścianie, tym razem wchodził z trudem, łapiąc oddech co kilka chwil. Na górze Jasmine przeskanowała okolicę, ale nie dostrzegła żadnych ludzi w pobliżu.
- No dobra, nie będę się ruszał, ale co...?
Magia już spływała po nim w dół, pod ich stopy. Trawa w idealnym okręgu wokół nich została ścięta, gdy zmaterializowała się tam tarcza magii. Unieśli się do góry. Grubość nie stanowiła problemu, jednak gdy ruszyli do przodu, platforma okazała się trudna do ustania, więc Jasmine przymocowała ich stopy do powierzchni za pomocą pasów magii.

Ruszyli nad lasem, przechylając się pod kątem, a później trzymając podnóżek niemal horyzontalnie. W miarę jak nabierali prędkości wiatr bijący ich w twarze stawał się nieznośny, więc łowczyni stworzyła z wirujących dookoła magonów tarczę przeciwwiatrową. Rozpędzili się i prześcignęli jadący samochód, wchodząc w prędkość porównywalną z wystrzelonym pociskiem. Świat rozmył się w zielono-burą plamę, a ich żołądki skurczyły się od prędkości.

Nurkowali w gęstwinie, wymijając pnie i gałęzie, by potem wynurzyć się w górze i popłynąć w powietrzu slalomem, używając platformy niemal jak deski snowboardowej. Josh najpierw zaniemówił, a potem śmiał się i krzyczał na całego, choć i tak nie mógł przekrzyczeć wiatru.
Zabawa jednak szybko się skończyła, bo nawet lecąc slalomem przebyli w dwie minuty drogę, która poprzednio zajmowała im półgodziny. Opadli między drzewa. Jasmine trochę brakowało oddechu, rzadko miała okazję do takich popisów. Za to Josh był rozpromieniony.
- To było... było... po prostu... no ja cię...! O... - odwrócił się i zwymiotował w krzaki. Dziewczyna przestraszyła sie, że przesadziła, ale on tylko otarł usta i się wyprostował. - Spokojnie, nic mi nie jest, tylko trochę mi się zakręciło w głowie... już w porządku. Idziemy?

Do domu doszli dwadzieścia po jedenastej. W kuchni powitała ich Jenn z Jeremym, właśnie czytała mu książeczkę z obrazkami.
- No w końcu jesteście! - ucieszyła się. - Pogodziliście się?
- Hymhpf? - nie zrozumiał Josh.
- No wyszliście stąd pokłóceni...
- A... to. Tak, już w porządku.
- Josh... co ci jest? Jesteś strasznie blady... - Jenn skoczyła na równe nogi i podeszła do brata.
- Nic mi nie jest! Jezu, ale z ciebie panikara! Zjadłem tylko trochę jagód w lesie...
- Jagód?! Zatrułeś się? Myślałam, że jesteś dość dorosły, żeby...
- Myślałem, że były dobre, ok?! Zresztą już je wyrzygałem, muszę to tylko odespać i wszystko będzie w porządku - żachnął się Josh.
- Może lepiej sprawdzę...
- Nie jestem już dzieckiem, nie musisz się przejmować każdym skaleczeniem, Jenn! Nie umieram na litość boską! A teraz dobranoc wam! - rzucił i skrył się w pokoju chłopców. Jenny wyglądała jakby chciała za nim pobiec, ale westchnęła tylko i przeczesała włosy.
- Naprawdę, co za osioł... no cóż, Jas, chciałabym jeszcze posiedzieć w domu, ale jestem już spóźniona... na pewno sobie poradzisz...? - wymamrotała jakby to ona była starszą siostrą w tej rodzinie. Skoczyła do ich pokoju i wzięła stamtąd swoją sfatygowaną torbę naramienną. - Jakby co to wiesz, gdzie mnie znaleźć... to pa!

Rzuciła po czym wybiegła. Owszem, Jas orientowała się, gdzie Jenn ćwiczy, na terenie obok festiwalu, mieli tam jakąś starą stodołę i właściciel pozwolił im używać jej do ćwiczeń. Ale z drugiej strony, zadziwiające jak łatwo było zapomnieć, że Jenn to tylko dziewczynka. Była dojrzała ponad wiek, więc łatwo było zapomnieć, że nie jest drobną dorosłą a jedynie dzieckiem. Kiedy ostatnio widziała ją pędzącą gdzieś w ten sposób, oprócz nagłych przypadków?

Coś nagle weszło w jej pole widzenia magii. Odwróciła się raptownie. Od razu rozpoznała tą kobietę, choć widziała ją tylko raz, a ta się zmieniła od tego czasu. Ciężko zapomnieć kogoś kto jest przezroczysty. Zamiast koszuli nocnej nosiła prostą, czarną sukienkę, a wyraz zagubienia i przerażenia zajęła determinacja, ale bez wątpienia był to ten sam duch, którego spostrzegła na pamiętnym targu.

O dziwo Jer też ją zauważył, bo podniósł wzrok znad książeczki i zamachał rączkami.
- Proszę pani, poczytamy razem?? - zawołał.
- Stay away from this, Great Sage. Today, I came to this woman. You! - zwróciła się bez wątpienia do Jasmine. - What did you do? How did you do it? Why?
Łowczyni musiała mieć wyraz niezrozumienia na twarzy, gdyż duch dodał:
- What did you do this morning? Just a several hours ago something happened in this area and the destiny of the Black Knight vanished into thin air. Someone threw a hurdle into the river of history and changed its current a little. How? Why? Answer me!
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sob Maj 11, 2013 11:11 am

- Shiva istnieją i potrafią "wskrzeszać" żywe istoty. Może to Pani dopisać do spostrzeżeń ludzi na ten temat. Sama to dzisiaj widziałam na własne oczy. I dziękuję za wszystko. - uśmiechnęłam się pogodnie i znacząco kiwnęłam głową. - Tylko.. gdyby Pani nas potrzebowała, skąd mamy wiedzieć? Czy może są tutaj jakieś pudełeczka.. znaczy te, telefony? Albo nadajniki? - spojrzałam na Alicie, po czym jeszcze raz podziękowałam.

Wyglądałam na zaniepokojoną, kiedy Josh zwymiotował. Może w jego stanie nie powinnam wsadzać do na "karuzelę"? Miałam jedynie nadzieję, że to naturalny odruch i nie ma nic wspólnego ze strukturami na jego układzie nerwowym. W sumie to niedawno jedli..
- Trzymaj, napij się i wypłucz usta - rzuciłam mu małą butelkę z wodą przymocowaną do mojego pasa.

Z dziwną neutralnością przyglądałam się wymianie zdań przez rodzeństwo. Poczułam się dziwnie zbędna. Podeszłam do chlebaka i wyciągnęłam jakąś bardziej czerstwy kawałek chleba po czy, gdy Josh miał już zamiar udać się do pokoju wcisnęłam mu do ręki.
- Zjedz to zanim się położysz. - spojrzałam na niego ostrym wzrokiem, który miał zagwarantować wykonanie zalecenia starszej siostry po czym rozpogodziłam się i poklepałam go po plecach.

- Wszystko jest w porządku. Josh jak zwykle ma swoje humory, ale teraz powinno być lepiej. Musi po prostu odpocząć, miał dzisiaj dużo wrażeń - szepnęłam do Jen w ramach wyjaśnienia, gdy brat już wszedł do swojego pokoju. - Leć i połamania głosu życzę. Jakbym to pierwszy raz zostawała z dzieciakami w domu.. - uśmiechnęłam się i spojrzałam w sufit, gwiżdżąc jakąś melodię.

Po czym znowu uderzyło mnie uczucie gorąca i zimna jednocześnie. Takie, jakie towarzyszy mi ostatnio tylko wtedy, kiedy dzieją się rzeczy, które dziać się nie mogą. "Czy limit cudownych wydarzeń i nieprzystających do rzeczywistości istot nie wyczerpał się przypadkiem na ten rok?" pomyślałam i przewróciłam oczami. Chyba powoli zaczynałam się do tego przyzwyczajać. Może niedługo odwiedzi mnie sama Dwunastka? W sumie to chyba byłoby bardziej realistyczne niż duchy zmarłych, tajne bazy czy cudowne wieszczki przychodzące podczas snu.

- Well, I will lie, if I say that I don't know what you are talking about. But, have I any commitments to you? - spojrzałam na ducha podobnie jak pierwszy raz spoglądałam na wyrocznie. To było dziwne uczucie, ale chyba też trochę się uodporniłam. Poza tym, tym razem to ja byłam na swoim terytorium. Chociaż nie miałam pewności, że za chwilę nie wyląduję na jakimś planie eteru. Stanęłam obok Jeremiego i wzmocniłam barierę dookoła naszej dwójki.
- I also have to disapoint you, I have nothing in common with today morning magic blast. How can I? I'm not have enough power, you must have mistaken me with somebody else. - nabrałam powietrza i podniosłam jedną brew - Or, even suppose, I would know something about it. Why should I explain anything to you? I saw you only once ealier and you didn't speak to me then. Maybe you tell me someting, if you started. Have I also some nickname in your slang? - uśmiechnęłam się łobuzersko i skrzyżowałam ramiona na piersi.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sob Maj 11, 2013 12:40 pm

Jasmine zerknęła w stronę pokoju chłopców, gdzie zniknął Josh wraz z chlebem. Alicia powiedziała, że Josh ma przenośny transmiter ukryty w jednej z książek i chyba nawet domyślała się w której. Myśl jednak pojawiała się i zniknęła, bo co profesor mogła poradzić na duchy?

- Oh, and where is all this confidence coming from, country girl? - Keira uśmiechnęła się kącikiem ust i rozłożyła ręce. - Well, I guess, this shouldn't surprise me all that much. You're quite the sheltered country bumpkin, aren't you? Living carefree life like that. I suppose you have no idea, how many worked very hard just to let you, do you? Well, no matter, I can't exactly say I understand that either. Why would they? What makes you so special? Ha! Let me just state, that I'm not sympathizing as Esme is. I don't like you and, contrary to most it seems, I think you will endanger us all. Because I don't care how skilled and gifted you are in magic, when your heart is weak, then all it amounts to is crap.

- Jaaaaas, o czym mówicie? Nie rozumiem! - Jeremy przytulił się do jej nogi i pociągnął za skrawek koszulki, żeby zwrócić na siebie uwage.

- Really, playing with destiny, while you don't know what you are doing - zjawa założyła ręce na piersi. - Erasing our precious allies just like that... you may play dumb with me, but you won't be so smug in the near future. You thing changing the stream of history won't have any consequences? "Bearer of the Crest", "Pebble in the Pond", "Restorer" - ostatnie słowa zostały wypowiedziane takim tonem jakim inni ludzie rzucają obelgi. - Ha! I hope you're proud of yourself, since you somehow erased Josh's future as a Black Knight, for the time being it's obscured even for Esme. Don't blame us for what happens to him. Or the rest of this planet's future. Playing with future is not like a surgical removal of the tumor, when you remove what you don't like and that's all. It's more like a flutter of butterfly's wings, spawning hurricanes all over the place.
Zjawa nie do końca mówiła z sensem, a to, że z jej słów przebijała jawna niechęć niekoniecznie pomagało.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sob Maj 11, 2013 5:33 pm

Stopień mojej irytacji sięgał niemal do granic mojej wytrzymałości. Zaśmiałam się pod nosem i pokręciłam głową.
- Do you not see what you're doing now? How dare you, pyjama girl? You're breaking into my house, like it was your own, not even say "Good morning" and you started shouting at my brother and me, and accusing me of things I haven't done. Are those the manners they teach you at Your Pyjamas Highs? - przeniknęłam ją swoim wzorkiem i ponownie się usmiechnełam - Does even Esme know you're here? Whoever she is, I think she doesn't send you. Or does she?

Przełknęłam ślinę i położyłam rękę na głowie chłopca.
- Nie warto, żebyś zawracał sobie tym głowę, Jer. To głupoty. - powiedziałam, marszcząc brwi i ponownie zwróciłam się do postaci unoszącej się przede mną.
- And I'm surprised. How hard-hearted you have to be to judge people you don't know. You're so wise and mighty... But you have no rights to come here and say nonsenses about me! And for the record, blockheady, I didn't erase any of your allies. My brother isn't a puppet in your or anyone else hands. And don't be afraid, unlike you I don't blame other people for my mistakes. And I don't go to other people houses and shout at them. - mówiłam spokojnie, chociaż z nutą irytacji w głosie. Nie zamierzałam dać się sprowokować, jedynie sięgać do tej granicy, do której chcę.
- You should know that future isn't engraved in the stone. There is only some likelihood some people can predict. And you also should know that predictions have numerous meanings - it depends on us how we interpret them. So do you have something significant to tell me, or you've come here just to make groundless accusations? - przechyliłam głowę i posłałam postaci lekceważący uśmiech.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sob Maj 11, 2013 10:48 pm

- P-pyjama girl?! - duch się zdziwił i cofnął o krok. - You insolent, little... well, whatever - przechyliła głowę. - You can say that only because you have no idea how grim the future is. I believe Esme told you already, but we will need every ounce of strength we can muster to get through the upcoming storm. No one can stop it anymore...

Zjawa włożyła dłonie w kieszenie sukienki i wyprostowała się. Z jej twarzy zniknął gniew i wrogość, pozostała jedynie determinacja.
- You don't have to trust me or even believe me, if you don't want to. Frankly, I don't care. You don't even have to care about as for the next few days. As much as I would wanted to, we can't do anything with all those Powers gathered in the vicinity. But let me tell you something significant. You say that nothing is set in stone, but there are some things that you can't change. - Uniosła palec w powietrze dla podkreślenia swoich słów. - We will be back. And we will take Angel's Egg away from you. Be ready. And say your farwells.

Odwróciła się, ale chyba bardziej dla efektu niż z faktycznej potrzeby, gdyż po prostu znikła. Nie musiała przechodzić przez ściany, zwyczajnie rozpłynęła się w powietrzu, zostawiając rodzeństwo same. Jasmine nie mogła jej już wyczuć.
- Jaaaas, czy coś się stało? Czemu ta pani była taka smutna? Poczyyyytasz mi?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Nie Maj 12, 2013 9:36 am

- You. can. not. predict. whole. future. - wycedziłam przez usta z zaciśniętą szczęką - And there are no things you cannot change - dodałam po chwili i wypuściłam powietrze z płuc. "Są rzeczy potężniejsze niż przeznaczenie i stoją one po stronie dobra" dodałam w myślach i zmusiłam się do refleksji, czy ja faktycznie stoję po właściwej stronie. Chciałam, żeby każdy był szczęśliwy, więc chyba można było uznać, że po właściwej.

- Jer, ta Pani nie jest naszym przyjacielem. I nie była smutna, tylko zła. Zła na mnie za coś, czego nie zrobiłam. Nie ufaj jej, jeśli ją jeszcze spotkasz. Jeśli ją zobaczysz, masz przyjść do mnie albo do Jen i nam to powiedzieć. - westchnęłam. Znowu pojawiają się jakieś dziwaczne istoty, postacie, które mówią o jakiś dziwacznych rzeczach i przepowiedniach. Jeśli ona przyszła od Wyroczni.. to tym bardziej robi się to dziwne. Zbyt dużo obozów o sprzecznych interesach. Albo może tylko ja mam takie wrażenie? Jeśli w okolicy zebrała się moc.. temu akurat bym się nie dziwiła, bo obudzona tajna baza wojskowa, Shiva hasające po nocy w ciałach pół-zmarłych czy jakiś potwór rozszarpujący ludzi, a wcześniej nawet wizyta Merlina i Mab. Faktycznie, trochę się tutaj nazbierało dziwnych postaci, a o jak wielu jeszcze nie mam pojęcia? I dlaczego akurat tutaj? I czym jest to cholerne Anielskie Jajo? Czy to nie za dużo niewiadomych?

- Dobrze, tylko poczekaj chwilę, zaraz wrócę - powiedziałam do brata i z błędnym wzrokiem podążyłam do pokoju, zamknęłam drzwi, odłożyłam łuk z kołczanem w miejsce pod podłogą i wróciłam do kuchni.
- No, to na czym skończyliście? - zapytałam Jeremiego i zaczęłam czytać mu książkę. - A może chciałbyś sam spróbować? - spojrzałam na brata i na książkę.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Nie Maj 12, 2013 4:14 pm

- Taaaak, rozumiem. Jeśli zobaczę tą panią to wam powiem - powtórzył za nią Jer. - Dziwna pani, płacze, gdy jest zła - zrobił dziwną minę i pobiegł z powrotem do swojego miejsca przy stole. Gdy Jas wróciła, siedział grzecznie machając nogami, podpierając głowę rękami.
- O, tu, pokazał jej stronę w zeszycie.

Jeremy uwielbiał książeczki z obrazkami, a te były szczególne, bo choć miał ich całą szafkę, Jas kupiła mu tylko jedną. Było to jakiś rok temu, gdy zmuszona była dokupić kilka zeszytów i przyborów dla rodzeństwa. Pod wpływem impulsu kupiła wtedy też "Przygody Pana Żaby". Co prawda nie było ich stać na zbędne wydatki, ale o ile sobie mogła odmawiać, to rodzeństwu starała się jednak coś od czasu do czasu zapewnić.

Książeczka okazała się hitem u małego. Co więcej później znikł czysty zeszyt i kredki, a Jas znalazła w pokoju chłopców nową książeczkę, tyle że bez okładki. Jer przyznał się, że ją "narysował" a ona nie miała serca mu tłumaczyć, że inne dzieci nie używają magii do rysowania. Styl kreski został zapożyczony z "Przygód Pana Żaby" i w życiu nikt by go nie przypisał do zdolności motorycznych małego dziecka. Obrazki miały nawet podpisy, choć mały nie potrafił jeszcze pisać ani czytać. Co więcej całość miała jako taki sens, czego również trudno było wymagać w tym wieku.

Książeczki Jeremiego - gdyż później kupowanie czystych zeszytów było tańsze niż książek, a mały miał zajęcie i wyglądał na zadowolonego - obracały się wokół antropomorficznych zwierząt, żyjących na polanie w zapożyczonym z "Przygód Pana Żaby" Królestwie Zwierząt. Czasem ta czy inna książka obracała się wokół innych zwierząt, jednak większość koncentrowała się na przygodach czwórki rodzeństwa: czarnej kocicy Linki, podpalanego kundelka Linka, białej kaczki Liny i wróbelka Li.

Zwierzęta przeżywały różne przygody, ale miały też wiele problemów. Zły władca pobliskich bagien, ropuch Prajmer zabił ich ojca i zaklął ich matkę zaklęciem wiecznego snu. Zwierzęta chciały, ale nie mogły się zemścić, gdyż Prajmer władał komarami, muchami, pijawkami i całym innym robactwem bagien i gdyby tylko się zbliżyli, owady oskubałyby ich do nagich kości. Jednak zwierzęta miały wielu przyjaciół, jak choćby sowę Marę czy szopa Oma, którzy pomagali im w kłopotach i udzielali dobrych rad.

- Nieeee, litery są trudne. Cyfry już umiem, ale liter jeszcze nie. Ty czytaj! - zakomenderował młodszy z braci. Jasmine przekartkowała kilka poprzednich stron. Link miał kłopoty, bo gdy chodził po lesie wpadł do jamy w ziemi, która okazała się wielką jaskinią. Tam spotkał szarą gąsienicę, Alteę żyjącą w korzeniach wielkiego, starego drzewa. Gąsienica mu pomogła i opatrzyła rany. Jednak na dnie jaskini zbierał się gaz, który nie miał wpływu na gąsienicę, ale dusił Linka.

Przekartkowała do miejsca w którym skończyli czytanie z Jenn. Okazało się, że Linka znalazła kundelka i zdołała go wyciągnąć na powierzchnię. Ponieważ Link był słaby, złapali się przelatującego orła i polecieli do domu.
Jednak to nie był koniec ich przygód. Gdy wrócili do domu, zjawiła się Kynthra, leśna wróżka. Wróżka gniewała się na rodzinę zwierzątek, gdyż kiedyś gdy ich polanę zaatakowała chmara nietoperzy, Linka jej nie pomogła. Tym razem wróżka była narysowana ze łzami w oczach, machając energicznie małymi rączkami.
- To straszne, straszne! *krzyknęła wróżka* - Jas przeczytała podpis pod kolejnym obrazkiem. - Słońce zaszło nad całym Królestwem Zwierząt! To musi być znak! *załkała*
- Idź precz, wróżko! To tylko chmury, nie znak! *prychnęła na nią kocica*
- To znak, moja pani, biała kruczyca Emilia tak powiedziała! Nic już nas nie uratuje! Z pewnością rzeka Bug wyleje! To sprawka Prajmera! *lamentowała tamta*
Bug był rwącą rzeką, która płynęła obok lasu zwierząt i dla nich była końcem świata zarówno w sensie geograficznym jak i apokaliptycznym. Gdyby Bug faktycznie wylał z brzegów, zalałby cały las.
- Głupia! Prajmer nie ma takiej mocy! Poza tym, jesteśmy daleko od brzegu! *kocica była pewna swego*
- Jeśli wszystkie zwierzęta nie połączą swych sił, niechybnie zginiemy! *zawyrokowała Kynthra* Użycz nam Kaczego Jaja!
- Nigdy! Nie pozwolę na to, to zbyt niebezpieczne!
- Samolubna Linko! Bez waszej pomocy żadne zwierzę w lesie nie przeżyje!
*Wróżka odwróciła się i uciekła do swojej części lasu. Linka nic nie mogła poradzić na to jak się czuła. Wciąż miała w pamięci straszliwą potęgę bagien i ropucha, Prajmera. Wciąż bolała ją śmierć ojca i los ich matki, nie chciała więc narażać ich na niebezpieczeństwo, które czyhało zewsząd. Linka wspominała tamten dzień, gdy nad ich polankę nadleciało stado nietoperzy. Choć była najsilniejszym i najzwinniejszym kotem na polanie, sama nie mogłaby sobie poradzić z taką chmarą. Kynthra to rozumiała i nie miała jej za złe, była jednak zbyt uparta, żeby się do tego przyznać. Ponadto wiedza i mądrość starej kruczycy zaćmiewały jej umysł i serce.*
*Wciąż trwały przygotowania do wielkiego święta urządzanego na pobliskim stawie, za zezwoleniem żab..."
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Nie Maj 12, 2013 7:56 pm

Przerwałam czytać na głos i zaczęłam w głowie. Przerzuciłam szybko kilka dalszych stron zeszytu i przeleciałam wzorkiem, czytając, kilka kolejnych. Czy kiedykolwiek wcześniej interesowałam się bajkami Jera? Nie, dopóki nie zaczęły one czegoś przypominać.
- Jer, skąd masz ten zeszyt? - spojrzałam na brata ostrym wzrokiem, a nutką strachu - Ktoś Ci go dał? I dlaczego ten duch płakał? Przecież nie płakał.. - pytania wyleciały z moich ust, chociaż dziwne było oczekiwać od małego chłopca poważnych odpowiedzi na takie pytania. Ale przynajmniej dostarczyłyby mi informacji. A teraz najbardziej w świecie chciałam się rozdwoić albo i roztroić.
- Jak to robisz? Pokaż mi. Poczekaj. - Odstawiłam brata na jego krzesło, w ręku nadal trzymając książkę, po cichu wkradłam się do pokoju chłopców, tak aby nie obudzić Josha, wyciągnęłam pierwszy lepszy czysty zeszyt i kredki oraz parę ołówków i wróciłam do kuchni. Wzięłam też ze sobą wszelkie możliwe inne bajki Jera, które znalazłam w pokoju. Wręczyłam materiały młodszemu bratu.
- Masz. Możesz mi pokazać? Bardzo proszę. Od tego bardzo dużo zależy. - spojrzałam proszącym wzrokiem na Jeremiego. Serce biło mi coraz mocniej. Kiedy ostatni raz tam sięgałam? Czy to to? Może tak bardzo się do niego przyzwyczaiłam? Przecież miałam z nim kontakt od samego początku, mogłam wpisać to uczucie w jego osobowość albo cokolwiek. Albo może się jakoś przede mną ukrywać. W sumie czemu się dziwię - to tak wiele niewiadomych. To co wiem, to zasługa w większości Strixa. Przypomniałam sobie to uczucie ciepła, wybuch euforii, niemożliwość kontrolowania własnego ciała. A potem ten wybuch magii. Zawsze magia dostosowywała się do mnie, jednak z Merlinem było to coś innego, nie potrafiłam jej utrzymać. Dlaczego? Bałam się tego, ale bałam się też o to, co może się stać, jeśli nie spróbuję. A co, jeśli nie będę mogła przestać?
- Jeszcze chwilkę. Jer, pamiętaj, jeśli krzyknę "dość" to masz uciec jak najszybciej do Josha, obudzić go i powiedzieć, żeby mnie powstrzymał. Za wszelką cenę. Dobrze? - spojrzałam na niego i poczekałam, aż pokiwa głową - A jeśli wszystko pójdzie dobrze, to mi pokażesz jak to robisz. Ok?

Spoglądając przelotnie na moje ręce mogłam zauważyć, że drżą. Dlaczego akurat teraz? Zamknęłam oczy i sięgnęłam do swojego wnętrza. Wyczułam pulsowanie magii, podobne do pulsowania zwykłych żył, tylko chyba jakby bardziej leniwe. A może tylko teraz sprawiało takie wrażenie? Sięgnęłam głębiej. To już nie były magony, a jakby... wnętrze mojego umysłu? Musiałam to jakoś zwizualizować, wzięłam kilka głębokich wdechów i przed... w moim umyśle pojawił się błękitny pokój. Był umeblowany, miał dwie pary drzwi. Ale teraz najbardziej interesował mnie kredens. Podeszłam do niego i otworzyłam szufladkę. Delikatnie wyjęłam z niego pudełeczko, zdobione jakimś motywem roślinnym, które widziałam jeden raz w życiu w jakiejś książce wieki temu. Uniosło się ono "przede mną" i jedną myślą je otworzyłam. W tej samej chwili otworzyłam oczy i pociągnęłam za to, co było w pudełku, coś na kształt gumy i delikatnie, spokojnie położyłam rękę na ręce chłopca. Wyczułam cokolwiek? Czy cokolwiek innego? Coś się różniło od tego, co czułam w zetknięciu z Merlinem? Jeśli poczułabym cokolwiek niepokojącego, natychmiast odsuwam się od brata.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Nie Maj 12, 2013 11:15 pm

Kilka stron dalej opowiadało o przygotowaniach zwierząt do święta na stawie. Żaby ustawiały lilie wodne dla widzów i przedstawiający, a zwierzęta, które miały występować ćwiczyły za pobliskimi krzakami. Jasmine zauważyła białą kaczkę, Likę, trzymającą w skrzydłach coś co równie dobrze mogło być mikrofonem. Rysunki nagle urywały się.

- Tak, ktoś mi go dał - powierdził Jer, zdziwiony nagłym pytaniem Jas. - Ty. Nie pamiętasz? Nie ukradłem go, dałaś mi... - zamruczał pod nosem. - Duch? Ta pani z wcześniej? Nie widziałaś? Mówiła złym tonem, ale tu - położył sobie rączkę na piersi - był bardzo smutna. Ty tego nie widziałaś?
Jas skoczyła do pokoju chłopców po przybory, zeszyty i dawne książeczki.
- Dziwnie się zachowujesz, Jas. Nie wiesz jak się rysuje? - powiedział tym szczególnym tonem, którego dzieci używają wobec dorosłych nie rozumiejących podstawowych spraw wszechświata. - No to pacz... - chwycił za zeszyt, gdy siostra go powstrzymała.

Przekrzywił głowę słysząc ostrzeżenie i wydął wargi.
- No doooobrze, ale strasznie dziwnie mówisz. Teraz pacz! - otworzył przed sobą nowy zeszyt i wziął w rękę białą kredkę. Nikt nigdy nie używa do niczego białej kredki. Jer jednak nachylił się nad pustą stroną i zaczął rysować. A raczej "rysować" i to w więcej niż jednym znaczeniu. Jego ruchy były takie jak można by się spodziewać: przypadkowe, nieskładne i nieporadne. Jednak na pustej stronie zaczął formować się obraz i podpis, gdy magia zaczęła przebarwiać włókna papieru. Sam chłopak wyglądał na bardzo skupionego, nawet jeśli lekko nieobecnego. Wystawił nawet koniuszek języka.

Jasmine przywołała wizualizację swojego daru. Po czym uwolniła go i dotknęła brata. Poczuła coś, coś w głębi...

[...czemu nagle zaczęła panikować? Czy zrobiłem coś złego? Nie chciałem... ale przecież nic złego nie zrobiłem... Nie rozumiem...]
Głos Jeremiego dotarł do niej, ale nie porozumiewała się z nim tak jak czasem z Jenn. To nie był dialog. To był odbiór sygnału, do którego jej umysł dobierał słowa.
[Może moje obrazki nie były dość dobre? Dotychczas się podobały, ale zaczęła się dziwnie zachowywać podczas czytania... wiem, postaram się narysować świetny obrazek! To na pewno poprawi jej humor!]
Ich synchronizacja niespodziewanie skoczyła do góry. Świat pociemniał jej przed oczami, za to słuch jej się wyostrzył. Nadeszły głosy.
[...zamknąłem drzwi? Tak. Ale czy na pewno? Do cholery, nigdy nie wyjdę z tego...]
[...pszenica coś nie rośnie. Może trzeba było jednak posiać buraki? Nie, pogoda jest wyborna na...]
[...nie mogę już tego znieść, na pewno ma inną. Wiem to. Praca, ha! Już ja wiem...]
[...o jezu, co za obrzydlistwo. Dasz radę, uśmiechaj się i skomplementuj ją! Nie rzygaj, stary...]
[...mmm, och, czemu mój stary nie może wyglądać jak te młodziaki w mundurach? Wzięłabym takiego i...]
[...cholerny pies znowu ujada, jak się nie zamknę to mu...]
[...dzieciaki tego drania znowu...]
[...nie mogę już tego...]
[...dlaczego...]
[...tak, wiem...]
Czuła się tak jakby ktoś założył jej słuchawki na głowę i puścił kilka ostrych piosenek na maksymalnej głośności. Jednak to ogłuszające doświadczenie było jej najmniejszym zmartwieniem. Płynęły do niej uczucia... zazdrość, gniew, radość, pożądanie, smutek, przyjemność, nuda... Były wszędzie i napierały. Zaczęła się zatracać w nowym doznaniu tak jak podczas spotkania z Merlinem, jednak sytuacja była zupełnie inna. Dar Merlina opierał się na czystej mocy i ta moc, skopiowana przez Replikę w pewnym sensie ją upiła. Dar Jeremiego nie miał nic wspólnego z siłą, jednak nadmiar gromadzonych przez niego informacji działał ogłuszająco i ogłupiająco. Trudno było nawet...

- Jas?
Wszystko zniknęło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jeremy wpatrywał się w nią.
- To boli, Jas...
Podświadomie musiała zacisnąć rękę na jego ciele. Od razu puściła. Jej braciszek się uśmiechnął.
- Skończyłem! - zaraportował, podsuwając jej stronę z zeszytu.
Na obrazku wróbel Li i kotka Linka tańczyli na środku domu. Podpis głosił:
- To niesamowite, Li! *zakrzyknęła kocica, dowiadując się, że wróbel słyszy głosy zwierząt z całego Lasu* - Czemu mi nigdy nie powiedziałeś?
- Myślałem, że wszyscy to potrafią, ty tego nie umiesz, Linko? *odćwierkał jej zdziwiony Li*
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Pon Maj 13, 2013 7:46 am

Zamrugałam oczami i dla odzyskania właściwego postrzegania świata przez chwilę tępo wpatrywałam się w punkt przed sobą. Gdy już odzyskałam jako-tako kontrolę nad moim magicznym ciałem, objęłam Jera i przytuliłam go.
- Kocham Cię. I nigdy, przenigdy nie myśl, że jest inaczej. - trzymałam go chwilę w ramionach. Moje myśli wirowały teraz tylko wokół tego, co zrobię, żeby go chronić. I co będzie dla niego najlepsze. Poluźniłam uścisk, ale nadal trzymałam ręce na plecach malca, przytrzymując go i patrzyłam mu prosto w oczy.
- Może po prostu jestem ostatnio trochę zmęczona. Ale musisz coś wiedzieć. Inni ludzie nie słyszą tego, co Ty. - Jer już dawno pewnie wykrył moją troskę, więc nie było sensu jej ukrywać. Albo przynajmniej coś zbliżonego. - Jesteś wyjątkowy podwójnie. Nie wiem jeszcze dużo o tym, jak to coś funkcjonuje, ale dowiem się.
Puściłam chłopca i wskazałam na kartkę, którą przed chwilą narysował. Westchnęłam, ale w tym samym momencie też uśmiechnęłam się.
- Świetnie. - powiedziałam i pokiwałam głową w ramach pochwały chłopca. - Tylko.. wiem, że możesz tego nie zrozumieć, ale.. - zagryzłam dolną wargę i zastanawiałam się, jak mogę mu to przekazać. W sumie już od dawna o tym wiedziałam, dzisiaj jeden element przeważył. Wcześniej też było to przecież niebezpieczne, a teraz stało się zabójcze. - Inne dzieci nie potrafią tak rysować. I dlatego.. nie możesz pokazywać ani książeczek, ani tego jak rysujesz nikomu poza mną, Joshem i Jenn. Możesz rysować przy mamie, ale kiedy nikogo innego nie ma w pobliżu. Dobrze? Bo jeśli ktoś to zobaczy.. jeśli Strażnicy się dowiedzą... to mogą Cię zabrać. - powiedziałam delikatnie łamiącym się głosem i ponownie przytuliłam malca. Normalnie małe dzieci powinno się straszyć innymi, żeby czegoś nie robiły. Ale nigdy "ci inni" nie byli tak niebezpieczni i tak realni jak w Dystryktach.

Znowu puściłam po chwili brata i zastanowiłam się, czy dar we mnie został, czy nie.
- A teraz pokażę Ci, dlaczego Twoje rysunki są takie wyjątkowe. Wcześniej nie chciałam Ci tego mówić, ale mam nadzieję, że jeśli teraz nie zrozumiesz, to kiedyś. Inne dzieci też tak zazwyczaj nie potrafią. Ale.. kogo Ci przypomina kotka Linka? Albo jaka realna osoba przychodzi Ci na myśl, kiedy widzisz kaczkę Likę? A kundelek Linek? - zrobiłam pauzę, czekają na jakiś znak zrozumienia po czym kontynuowałam - Jer, w jakiś sposób, dzięki temu, że potrafisz zbierać informacje z otoczenia, potrafisz też narysować je na papierze. Dzięki temu, co czujesz, widzisz prawdopodobną przyszłość. W jakiś naturalny sposób łączysz wydarzenia i przewidujesz. Pamiętasz te programy z telewizji, które mówią jaki będzie przyszły rok? Ty jesteś kimś takim, na podstawie informacji tworzysz teraźniejszość i niedaleką przyszłość. - położyłam dłonie na ramionach malca - Czy potrafisz rozróżniać to, co osoba czuje w środku, a co tylko na zewnątrz? Jeśli nie, to postaram się Cię tego nauczyć. Pamiętaj, na głos, rozmawiając z obcymi, możesz mówić tylko o tym, co widzisz na zewnątrz. Dobrze? - poczekałam na potwierdzenie, a potem wzięłam malca na kolana i dokończyłam czytać poprzednio zaczętą książkę.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 4 z 25 Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 14 ... 25  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach