Denwheel (Jasmine)

Strona 25 z 25 Previous  1 ... 14 ... 23, 24, 25

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sro Sty 15, 2014 5:47 pm

*Not exactly. Phoenic's Dust is a state when magic particles temporarily solidify due to extensive magic use in the area. Cor Tar... simply put they are the dead magic particles. They are produced when ya use magic to make things or make things happen. Basically when ya exert their energy. A byproduct of sorts. It was Shi's job to make sure that Cor Tar are kept to a minimum. Unfortunately, with their numbers dwindlin' and with numbers of magic users risin'... ya get the picture.*

Replika wyprostowała się i spojrzała na Jasmine. Przeniosła spojrzenie od jej twarzy do nadgarstków i z powrotem.
*Ya sure...? Well then... don't mind if I do...* Dantalion zrobiła krok w jej stronę, wyciągając ręce. Nagle zamarła.

- "And the God said: stay thy hand and don't kill" or something along those lines, no? - odezwał się znajomy głos z boku.
*Queen...* jęknęła Replika.
- Well, hello there, ladies! - Joanna siedziała w powietrzu. Porzuciła letnią sukienkę na rzecz luźnego, młodzieńczego stroju: szaro czarnej bluzy z kapturem, bojówek moro i ciężkich butów. Rude włosy związała w warkocz. - How have you been, huh? Now, kneel before your queen. No, seriously, kneel.
Straszliwy ciężar opadł im obu na ramiona, zmuszając do klęknięcia.
- I love what you've done with the place, really. Sorry that I visit so rarely.
*And which personality are ya today, ah?* Dantalion podniosła z trudem głowę. *The Conqueror? The Rebel? Ya crazy bitch...*
- Now, now, now, that hurts my feelings. But enough about me. Let's talk about you. What the hell was you about to do to your host? Am I the crazy one? You came soooo close to killing your closes friend. Bad dog! - pogroziła Dantalion palcem.
*I'm not yer dog, ya insane bitch...*
- Right, right - Joanna wykonała ruch ręką i usta Repliki zamknęły się. - You're beneath a dog. At least, a dog knows not to bite his master's hand. Pathetic. Get off your high horse already, acting like a spoiled five-year-old. If this is the wisest your kind has to offer, then it's no wonder that this world is going down the drain.
Dantalion zaczęła się szarpać, żeby coś powiedzieć, ale została spętana dokumentnie niewidzialnymi pętami.
- Enough of you already! Do some of that precious rethinking of yours! Shoo! - Królowa machnęła na nią ręką i materializacja Repliki została pchnięta z wielką szybkością w tył, wpadając między kolumny i regały, by zniknąć poza zasięgiem wzroku.

- And you - Joanna spojrzała na Jasmine z przymrużonymi oczami. - I'm pretty sure I gave you a job to do. And what have you done since then? Running around like a headless chicken and fooling around. Soooo, you managed to help old Vlad find peace and killed off some small time freaks - nie dała sobie wejść w słowo - this has little to do with what I told you to do! So much for the fabled holy line - prychnęła. - And now what, you lock yourself here and want to commit suicide?! This is a lame joke... who told you you can do that, ah?!?! - wrzasnęła rudowłosa. - I'm not allowed to die and quit, so what's the big idea that you are, hm? Fine, speak for yourself - pstryknęła palcami.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sro Sty 15, 2014 6:27 pm

Moje źrenice rozszerzyły się szeroko, kiedy Joanna przygniotła mnie do Ziemi. Jednak byłam zbyt gotowa na śmierć, żeby cokolwiek zrobić. Moja magia trysnęła z mojego ciała i po chwili się rozpłynęła, jak ruch obronny zadziałał, ale nie uzyskał kontynuacji.

W przeciwieństwie do Dantalion, nie miałam tak wiele do powiedzenia, więc chyba moje spętanie miało charakter czysto formalny. Jednak kiedy bibliotekarka odleciała z olbrzymią prędkością, moje oczy powędrowały za nią, a źrenice rozszerzyły się poza naturalność.

Kiedy jednak magia mnie puściła, rozum odzyskł resztki świadomości i podpełzłam na kolanach do do sadzawki, tak, aby oddzielić Strixa i Joannę, stanąć jej na drodze. Moja magia poszybowała do przodu i utworzyła coś na kształt półtarczy, z moimi wyciągniętymi rękami.
- And You can't? And I can't.. - powiedziałam, a głos mi się załamał. Odchrząknęłam mocno i wstałam, ciągle z rękami wysuniętymi do przodu, jakby to miało pomóc utrzymać mi tarczę.
- You've tried to kill me.. so what are you saying now? - przełknęłam ślinę, rozglądając się na boki - And know everybody knows where Magna Bibliotheca is.. you the first, right? There will be more, and they destroy everythingand all will be be foult.. but after my death.. - sięgnęłam momentalnie wzrokiem w bok i zawiesiłam wzrok na pierwszej lepszej książce, przyciągając ją do siebie i otwierając wolną ręką.
- Come and help me.. - powiedziałam do książki szeptem i wyciągnęłam dar ze środka. Spojrzałam na niego, ale od razu potem spojrzałam na Joannę. Po tym jak mnie przygniotła.. po Wonderladzie, miałam jakiekolwiek szanse? Nie mogłam zaatakować. Ale nie mogłam przecież też pozostać bezbronna. Ręka znowu szybko sięgnęła w bok, i przytrzymałam grzbiet książki w ręce. Postarałam się unormować oddech, a później doszło do mnie, co powiedziała wcześniej Joanna. Stałam jak skamieniała i patrzyłam się na nią.
- You've said... - zmarszczyłam brwi i wytężyłam umysł, ale nadal nie opuszczałam pozycji bojowej - .. to change the future. I've changed more than I wanted.. - powiedziała i spuściłam mechanicznie głowę, ale natychmiast ją podniosłam.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sro Sty 15, 2014 7:20 pm

Gdy Jasmine stanęła między sadzawką a Joanną, ta parsknęła pod nosem, jakby starała się nie roześmiać. Odchrząknęła.
- No, no, no. I can't die. You can. You're just not allowed to. Not until you're of no more use to me. As long as you're a mage, you're my subject. You might not like it, but frankly I couldn't care less.
- Oh, please - założyła ręce na piesiach - that little thing? And yet you seem perfectly alive. Believe me, if I wanted you dead, you would be dead. And for the record, I always knew about this place. Of all Gift-related spaces for that matter. Comes with the job.

Jasmine wyciągnęła rękę w bok i jeden z tomów wyleciał wprost w jej palce. Zaszeleściły strony i w powietrzu buchnęło żarem. Łowczyni nie była pewna, czy to co wyszło ze środka było jakimś olbrzymim psem, czy niedźwiedziem, czy zwyczajnie istotą z koszmarów, gdyż otoczone było płomieniami i dymem.
- Cerberus? Seriously? - Królowa wywróciła oczami i założyła nogę na nogę. Bestia ryknęła na nią, zatapiając pazury w kamieniu. - Come on, I wouldn't hurt our sweet, little Jake. Didn't I help him out when that black-clad upstart tried to capture him some time before?

Potrząsnęła głową.
- You think you changed a thing? Wrong! Who cares about the details? That damn scheme is still going! - uderzyła pięścią o powietrze. O dziwo nic szczególnego się nie stało. - Hell, I can take a lot. But complete destruction of this goddamn place? You wouldn't believe the shit I've been through to keep this world running. I don't really care what happens as long as something happens! My own child is giving me such a headache, unbelievable!

Przeczesała palcami włosy.
- Anyway, get to work already. "Your life's tough" boo hoo. You're not even 18, yet! God! I'm an only child, but I heard that older sisters were supposed to be tough and shit. Play your role, and if I'm satisfied, then you may have my permission to die.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sro Sty 15, 2014 7:46 pm

Prychnęłam.
- I don't care.. - fuknęłam i opuściłam ręce, ale nadal starałam się utrzymać falę magii przede mną. - You can't die? And that's why? That's funny. - westchnęłam gorzko. - The Queen. - uśmiechnęłam się delikatnie - Even you don't have control over me. But you're somehow right. You're the missing puzzle. There's First Generation, there's Shi and Shiva, there's even Lilith. So where is the Evelynn? Shi are falling apart, and you could do nothing? Even with your power? So someone here's wrong.

Odetchnęłam.
- And there's your son. If you're pulling the strings why you just don't make order? How I am supposed to work without Magna Bibliotheca? It's.. - machnęłam ręką dookoła - It's what Eve wanted to see. These are thousends years of sloughter... and hard work. - wzruszyłam ramionami - And now.. what? Everything destroyed because of me?
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sro Sty 15, 2014 8:28 pm

- Oh, you so lack imagination - Joanna uśmiechnęła się. - It's true that I technicaly don't have control over you. And yeah, I try not to meddle in what you do if possible, since you're so special and all. But let me say this with full conviction: I can make you do whatever I please. Humans can endure only so much and can be broken in so many ways... you'd be crawling on all fours, begging to do as told. Oh, well enough useless bickering.

- How can I know, where Evelynn is? She was long gone, centuries before my birth. And yeah, I can't do anything to repair this system. It lacks manpower, simple. With the way it was set up it was doomed to fall the moment Evelynn ditched us. It's not like I can squeez more Shi from my ass, you know.

- And it's not that simple to just "make order" - wywróciła oczami. - Damn, young people are so dumb. I already tried that and it was big ass failure. I so not feel like explaining this, but well, whatever. Even if I have power to put everybody in line, that's useless. I'm just one girl, I'm not omnipotent or omniscient, I have my job to do too. So the only way I can make order and make sure no one is plotting anything is to impose general, strict rules. No one's happy, but at least there's peace, right? But then everything shifts, and people start treating you like god, depending on you with everything. They're more like sheep or vegetables. And that's just a shy step above making this planet a desolate wasteland - pokręciła głową. - People's problems should be resolved by people. They must feel that the result came from their own choices. Whether it's true or not. It just happens that this time people might actually kill everything here.

Pochyliła się do przodu.
- I don't care how you will do it, figure it out! Life's given you everything you could ever wish for. You had a row with your gift? Make up! Someone tries to destroy your life's work? Protect it! This is so elementary school-level stuff. Your little brother could figure that much out. - wyprostowała się. - I don't know, don't you feel sorry for all those people? Those little, weak people? I do. They spend their lives, wishing they could do something, but the forces of this worlds are just too strong. And here you are, with all this power, making shit out of thin air and throwing people with the power of your mind, moping around like a little bitch.
Cóż za porywająca mowa motywacyjna.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sro Sty 15, 2014 8:46 pm

- How kind of you. Not becoming a God. Maybe you can break me, but I still have will. It was impressive how you sent Dantalion off. I still believe you can be broken too. - uśmiechnęłam się spod zmrużonych oczu - But you're right at some point. It's only bickering.

- My little brother know much more about world that I did. But that makes him weaker in some way.. - wzruszyłam znowu ramionami. Jer był o wiele dojrzalszy od naszej trójki. Ale i przez dar, który musi ujarzmić, bardziej narażony. Ja mogłam wyłączyć Echopatię, on jedynie próbować ją stłumić.
- Yeah, tell me more about "forces of the world which are too strong". Like my life wasn't skrewed enough. I haven't asked for my power. So... how does it work? You let Oracle die or that wasn't planned? You feel every magic creature on this planet, so.. ? - podniosłam brew do góry. - The less powerful people living on Earth, the less power you have.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sro Sty 15, 2014 9:07 pm


- She'll be back, eventually. And I was broken more times than I care to count. That being said... - spłynęła na mostek i pstryknięciem w nos przemieniła Cerbera w chmurę iskierek. - I haven't asked for my power either, so tough shit. You can try to figure me out all you want, I don't care. Frankly, it doesn't bother me how many people die, Oracle or whatnot, with right amount life will flourish again, new generations will rise and take over. So do your job properly! - wskazała ją palcem.

- I will be watching - odwróciła się, ale spojrzała jeszcze przez ramię. - So, unless you think like my son, that the possibility of killing me is worth destroying this planet, you might want to do it from your own incentive. You're living here too, remember?
Co powiedziawszy opuściła przestrzeń Wielkiej Biblioteki.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sro Sty 15, 2014 9:28 pm

- There's only one succesor. I wouldn't be so sure. And nobody said that if you die the world will fall apart. We'll see who's right. - uśmiechnęłam się i uwolniłam swoje emocje, księga powirowała w powietrzu i ułożyła się na swoje miejsce. Westchnęłam raz jeszcze i ruszyłam przez korytarze w poszukiwaniu Dany, żeby zapieczętować możliwe wejścia do tej dziury między światami.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Pią Sty 17, 2014 3:46 pm

Jasmine ruszyła labiryntem korytarzy na poszukiwanie Dantalion. Choć droga powinna zanieść ją tam gdzie podążała, przez dłuższą chwilę wydawało jej się, że bibliotekarki nie było nigdzie w zasięgu wzroku. Zdążyła zatrzymać się w ostatniej chwili. W kamiennej drodze po której szła widniała dziura w kształcie człowieka. Wypełniona personifikacją Repliki.
*That crazy bitch, one of these days I'll shove my foot so high up her insane ass that she will have to spit it out of the other end...* mruknęła Dantalion, ale bez wcześniejszych emocji. Leżała, wpatrując się w sieć przejść i ciemność nad nimi.
*Hey, Host...* zagadnęła *don'tcha think that we got this whole thing backwards? I mean, I spent so much time and suffered so much to gather all of this, and of course it's pretty precious on its own, but... I mean, what was the point again? I seem to have forgotten what it was all fer. In the beginning this place was intended as a safe storage of knowledge and talent for enrichement and protection of humanity. So many important things could get lost so easily... but somewhere along the way it became all about power and whether people are good or bad. Somehow along the way, I stopped carin' about the important stuff... What do ya think?*
Usiadła w dziurze i spojrzała na łowczynię.
*Listen, I'm kinda sorry fer killin' yer relatives. And fer tryin' to take over yer body. And tryin' to kill yer family. And fer leavin' yer here all on yer own... ya know what I wanna say, no?* wyciągnęła do niej rękę. *Truce?*
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Pon Sty 20, 2014 1:32 pm

- And we'll do it togehter. - powiedziałam i uśmiechnęłam się delikatnie. To była już późna godzina, a po takim dniu tym bardziej potrzebowałam przynajmniej odrobiny odpoczynku. - Maybe real power isn't the power. - jeszcze raz się uśmiechnęłam i podałam Dany rękę i pomogłam wstać.
- I'm not perfect, I don't know everything and I don't have enough experience. Sometimes I just need someone who points me the right track. Truce. - powiedziałam i kiedy bibliotekarka wstała, przytuliłam ją. Pewnie normalnie bym tego nie zrobiła, ale od wpływem impulsu wręcz poczułam, że powinnam. Potem niezręcznie się uśmiechnęłam i zatoczyłam ręką półokrąg.

- Now it's time to protect all of them. If we take Jake back, will it change anything? I supose our magic is here stronger than anyone else. - powiedziałam i ruszyłam z powrotem w stronę sadzawki, spoglądając w oczy Dany z zapytaniem "możemy?". Kiedy zaczęliśmy iść wydałam z siebie cichy ton. Zmrużyłam oczy, a później powtórzyłam dźwięki, ale głośniej, patrząc, co się z nimi dzieje.
- It's so quiet. From the first time I see this place... how is it build? This steps.. - spojrzałam na stopnie układające się przed nami - Is my magic and my ancestors the same? Like it feel my pattern and theirs? Maybe if you were able to build this place.. maybe I could help you with building some defense machinery? If I put my magic there, it'll remain here, and I will be able to regenerate, right? - powiedziałam i wpuściłam przed siebie parę wirujących magonów które przez wywoływanie drgań powietrza nadały przestrzeni dźwięk tonu, który przez paroma chwilami z siebie wydobyłam. Przez moment je dostrajałam.
- What do you think about music? - uśmiechnęłam się i spojrzałam na Dany.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sro Sty 22, 2014 2:58 pm

Jasmine wyciągnęła Dantalion z dziury i przytuliła ją. Wyrwa zasklepiła się sama z siebie.
- Leave him here - powiedziała, gdy ruszyły - that pond is connected to the grand flow of the magic plane's lifeforce. We'll bide our time and in a few days he'll be as good as new. Then ya can take him. In the meantime, I'll make sure nothin' gets in here. This place could use some improvements since long time ago - przyznała.

- This place? At first, it's essentially the same as the void of space. An empty pocket of space in between. It borders both the physical and magical planes, so ya can harvest things from both to make it habitable. Some simple systems are very handy. For example there is a channel that gets the air ya are breathin' right now from the material plane to here. There are such systems fer lightening, heat, reserve power and such. I mostly draw magic particles from the magical plane and they fuel everythin' ya see, from the construction of supportin' structures to the copyin' of Gifts.
- Well, yer ancestors are yer ancestors and ya are ya. Yer all connected, but yer all yer own person, and because of that yer magical signature is different, naturally. Of course what ya do here would function as well as things ya do in the material world. But - Replika zatrzymała się i zwróciła twarzą do Jasmine - it's good to be eager, yet I believe ya should focus on what ya can do best.

- Obviously, I won't stop ya if ya wanna help me protect this place - wyjaśniła od razu. - I have no intention of cuttin' ya off this place again. Yer welcome to come and go as ya please. That bein' said, I hope ya aren't forgettin' yer priorities. I can protect this place fer now just fine. But who will protect ya? We are - or at least should be - partners. We can both help each other, but what we can do fer each other is limited. As much as yer insight and help is appreciated, ya can't manage or fortify this place as well and as efficiently as me. The same way as I could materialize through ya and fight beside ya, but I can't utilize yer power as good as ya can.

- I think we both can agree that all of this is precious - zatoczyła rękami po nieskończonych rzędach ksiąg. - But don't forget that yer as important. I can't cross to the material world without a Host. And yer siblings don't have yer aptitude or strenght. Without ya all of this can crumble as easily as with a mass scale invasion. That being said, think about it, I'll trust yer judgement. Fer now, have a few hours of sleep. Oh, and one other thing - uniosła palec i dotknęła czoła łowczyni. - I thought that I should give somethin' rather than take. So this is a little sleep-learnin' session.

Magia Repliki zawirowała w niej, okrywając ją ciężką kołdrą snu. Obudziła się w łóżku swojego mieszkania w Kapitolu. Nie miała pojęcia, czy spała trzy czy siedem godzin, ale czuła się dziwnie wypoczęta. Nic jej się nie śniło, a przynajmniej niczego nie pamiętała. Sięgnęła po dzwoniący telefon. 9:15. Odebrała.
- Pani Hide? - odezwał się nieznajomy głos. - Mówi Peter Graves z sekretariatu Centralnego Uniwersytetu Imperialnego. Dostałem ten numer z recepcji pani firmy. Chciałem upewnić się, że się pani zjawi. Nie zjawiła się pani na wczorajszej orientacji, a ma pani zacząć zajęcia o 10. Pani Hide?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sro Sty 22, 2014 4:09 pm

- I understand. - kiwnęłam głową. - But I didn't know that I am so important... I still don't believe it. There are plenty of people who are far more suitable for important tasks.. - westchnęłam i zagryzłam wargę.

- Tell me if you've any toruble. Probably you're right, however two brains are better than one. The same with me, I can have more power in my world, but still I can't use it at the same time. And being at two places. Partners. - kiwnęłam głową.

Szybko przeczesałam włosy i przetarłam oczy, wypuszczając powietrze w momencie zastanowienia. Wzięłam głęboki wdech.
- Tak, tak, przy telefonie. Dostałam informację, że orientacja jest nieobowiązkowa, a byłam zmęczona po wczorajszej podróży. O 10, oczywiście panie Graves. Mógłby pan przesłać mi mój grafik... na telefon? Albo mogę go odebrać osobiście za jakieś.. - wygięłam brwi i spojrzałam na zegarek, którego nie miałam - 15 minut w Sekretariacie Uniwersytetu. - powiedziałam, wstając z łóżka i w pośpiechu.. zakładając spodnie szkolnego mundurka. Zatrzymałam się w trakcie - I jeszcze tylko jedno pytanie. Czy obowiązuje jakiś specjalny strój? - powiedziałam i rzuciłam mundurek na łóżko, po czym jedną ręką trzymając telefon, drugą zerknęłam do szafy i na to, w co byłam ubrana. Moja garderoba nigdy nie była imponująca, ale u siebie przynajmniej mogłam coś wybrać. Tutaj jednak, oprócz starego ubrania, który był mundurkiem, no i tej nowej sukni.. nie miałam z czego wybierać. Przycisnęłam słuchawkę do ucha i zaczęłam wyciągać z mundurka moje rzeczy osobiste, po czym zaczęłam odkręcać próbki, żeby znaleźć tą właściwą.
- Czy powinnam wiedzieć o czymś jeszcze? - spytałam i wsadziłam bezpruderyjnie palec w żel sporządzony ze szczątków Vlada. Przez chwilę się relaksowałam, po czym, gdy skończyłam rozmowę, od razu połączyłam się z Alicią.
- Pani profesor, proszę mi przekazać nazwy wszystkich zajęć związanych z magią praktyczną na Uniwersytecie Imperialnym i jakby mogłaby mi pani przesłać ich programy nauczania, z zaznaczeniem pierwszych zajęć, jakie teraz wypadają. - powiedziałam a w tym samym czasie rzuciłam pusty mundurek na podłogę i uśmiechnęłam się do worka.
- Go, make it proper for first day at work. - powiedziałam i podrapałam worek w okolicy sznurka. Jako nauczycielka czegoś związanego z magią.. powinnam nosić coś na wzór szaty. Może to było dziwne, ale w umyśle skrzyżowałam szatę średniowiecznego wyobrażenia maga z formalnym ubiorem biurowym i przeszyłam nutą praktyczności. Wyszło coś na kształt kombinezonu w kształcie krótkiej togi, z dłuższym, magicznym zakończeniem, długimi rękawami i kapturem. W kolorze czerwieni.

Niewiele myśląc, wsunęłam się w to co zostało wytworzone i odesłałam dar. Szybko rozczesałam włosy i związałam je w prosty koński ogon, po czym wybiegłam z domu zgarniając próbki, łuk, inne rzeczy, włącznie z kartą pracowniczą w zębach i komórką przy uchu.
- Czy mogłaby mi pani to teraz przeczytać? - powiedziałam do słuchawki i ruszyłam na parter. Czy autolot tam na mnie czekał, czy sama musiałam sobie poradzić z dojściem do miejsca pracy? Czy latanie na dysku nad miastem było dobrym pomysłem? Zawsze mogłam skorzystać z Wanderera, ale to była ostateczność. Po drodze słuchałam tego, czego dowiedziała się Alicia.

Wpadłam pędem do sekretariatu, zgarnęłam papiery i postarałam się zlokalizować, gdzie mam pierwsze zajęcia. Po drodze starałam się przejrzeć tak dużo, z tego, co dostałam, jak byłam w stanie. Kiedy znalazłam się już na miejscu, spojrzałam na zegarek. Zdążyłam?
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sro Sty 22, 2014 11:06 pm

- Oczywiście była "nieobowiązkowa" - powiedział Graves po chwili milczenia - chociaż jednak "wskazana". No cóż, trudno. W tak krótkim czasie nie udało się wypracować dla pani grafiku. Zresztą przesłane przez pani firmę specyfikacje były dość, że tak to określę, niedostateczne. Dlatego też rektor postanowił, że dzisiaj odbędzie pani dzień przekrojowy. Szczegóły wyjaśnię, gdy już pani dotrze.
- "Zasadniczo" - podjął - nie ma, żadnych wymagań odnośnie stroju. Proszę tylko pamiętać, że jesteśmy elitarną jednostką uczelnianą i proszę nas godnie reprezentować swoim strojem. Chwilowo to wszystko, resztę wyjaśnię twarzą w twarz. Więc oczekuję na panią w sekretariacie, pierwsze piętro, pokój 101.

Jasmine otworzyła szafę, przeglądając jej zawartość. Wyglądało to trochę jak wystawa sklepowa. Kilkadziesiąt sztuk ubrania, zarówno męskich jak i damskich w czterech rozmiarówkach wrzucone były w odpowiednie kategorie. Zauważyła odzież sportową, luźną, galową, letnią, zimową. Ostatecznie jednak zdecydowała się na coś własnego projektu.
- Oczywiście, tylko daj mi chwilę na włamanie się do ich serwerów - przytaknęła Alicia, gdy łowczyni skończyła rozmowę i wybrała następny numer. - A korzystając z okazji, że mogę cię złapać. Wyjaśnisz mi, czemu twój sygnał czasami znika całkowicie? Oczywiście jest dużo wyjaśnień, ale jednak się martwię, że czasami GPS w komunikatorze wariuje i pokazuje, że nigdzie cię nie ma. Przy okazji, twoja siostra wróciła, chcesz porozmawiać z kimś z nich? Przekazać im coś? Jenny pyta, czy ma cię stamtąd wyrwać siłą.

Woreczek ucieszył się na jej widok. Od razu zabrał się do pracy. Pobrał od niej trochę magii, po czym pożarł mundurek, przeżuł i wypluł. Wyprasowany. Mundurek był teraz czerwoną biurową szatą ze spodniami, z kapturem i długimi rękawami. Przebrała się i odesłała dar, który zniknął ze smutnym piśnięciem. Złapała wszystkie rzeczy w zasięgu ręki i wyleciała z domu. Autolot już czekał, choć nie dzwoniła do dyspozytorni. Mimo to wsiadła i zaczęli się wznosić.

W przeciwieństwie do wczoraj, przestrzeń pasażera i kierowcy nie oddzielała nieprzezroczysta bariera. Ciemnoskóry kierowca spojrzał na nią w lusterku z uśmiechem, gdy wznosili się w tunelu powietrznym.
- Ciężki poranek, co? - zapytał, spoglądając na jej kartę w zębach. - Jestem Liroy Webber - przedstawił się - i zdaje się, że od dzisiaj będę pani woził tam, gdzie sobie będzie pani życzyć - zaśmiał się. Zwracał się do niej per pani, choć wyraźnie dobiegał trzydziestki. Podgrzewacz - oszacowała jednym spojrzeniem.
- Dobra mam - odezwała się Alicia w słuchawce - ale ciężko powiedzieć co mam ci powiedzieć bez wiedzy kogo będziesz uczyć. Centralny Uniwersytet Imperialny ma ponad 20 000 studentów, co daje od 100 do 200 grup audytoryjnych, 400 grup zajęciowych i 800 grup ćwiczeniowych. Wszystko to podzielone jest na cztery lata studiów - poza akademickimi - i która grupa czym się zajmuje jest mieszanką wymagań uniwersytetu, jednej z sześciu ścieżek specjalizacyjnych i własnych zainteresowań studenta. Ogólnie rzecz biorąc ledwo zaczął się drugi miesiąc letniego semestru - dodała.
- Ładna mamy pogodę, nie uważa pani? - spytał kierowca. - Pochodzi pani z ciepłych stron? Muszę przyznać, że jest pani sensacją w firmie - paplał pogodnie - mało kto w ogóle widział szefową, a tu pojawia się nagle jej protegowana. Wiadomo, każdy byłby ciekawy, prawda? Mam nadzieję, że nie jestem zbyt wścibski - dodał szybko - wszyscy mi powtarzają, że nie potrafię się zamknąć jak trzeba, ale ja im wtedy na to, że to naturalna ludzka czynność, takie mówienie, zgodzi się pani?

Dla odmiany polecieli nie do Iglicy a w kierunku murów. Kapitol wznosił się wysoko nad ziemię, nie miał jednak jednolitej struktury. Przy masywnych murach wysokość miasta sięgała dwudziestu czterech poziomów, by spaść do dwunastu dalej od murów, a następnie wznieść się ponownie do trzydziestu sześciu przy samej Iglicy. Centralny Uniwersytet Imperialny, czy też CUI, leżał w dwunastopoziomowej niecce w dzielnicy Kobaltu, zajmując sporą część dzielnicy nie tylko w poziomie ale i w pionie, rozciągając się na wszystkich dwunastu poziomach. Obok Areny był jednym z największych budynków w Kapitolu.

- Proszę zadzwonić, kiedy panią odebrać - powiedział Liroy - miłego pierwszego dnia!
Wylądowali i Jasmine wyszła na kampus uniwersytetu. Wszędzie dookoła roiło się od młodych magów. Wleciała przez główne wrota. W portierni ją zatrzymali i kazali się odbić kartą pracowniczą, tak jak przy wychodzeniu powinna. Uniwersytet był niczym własne, niewielkie miasteczko. Weszła na pierwsze piętro i znalazła sekretariat. Peter Graves był człowiekiem o osobliwej urodzie, którą można było określić słowem "ostra". Wysoki, chudy, z ostrymi rysami twarzy, zdawał się przecinać powietrze raczej niż iść. Podali sobie ręce. Mimowolnie oceniła go na dwanaście tysięcy jednostek.
- Następnym razem być może powinna pani rozważyć mniej "wyzywający" kolor - powiedział, poprawiając okulary. - Khem - spojrzeniem zmusił ją do przerwania rozmowy. - No cóż, pozwoli pani, że zaprowadzę do auli i wyjaśnię po drodze całą sytuację.

Wyszli i ruszyli korytarzami wymijając powódź ludzi.
- Skoro nie było pani na orientacji "zapewne" nie muszę tłumaczyć, ale szybkie powtórzenie. Parter: recepcja, ochrona, sale treningowe. Piętra nieparzyste: pomieszczenia administracyjne, dla personelu, usługowe i higieniczne. Piętra parzyste: sale wykładowe, laboratoria i biblioteki. Centralna część między klatkami schodowymi: aule wykładowe. Pole ćwiczeniowe i dormitoria znajdują się za głównym kompleksem.
Zaczęli wspinać się po schodach.
- Ponieważ nie znamy ani pani specjalizacji ani historii naukowej, oprócz tego co napisano w pani karcie - a dodam, że słowo "niedostateczne" nie oddaje w pełni tego co tam napisano - więc dzisiaj będzie pani miała lekcję przekrojową. Najpierw zajęcia z teorii animacji magicznych kreacji z pierwszym rokiem, następnie wychowanie fizyczne z drugim rokiem, potem aplikacje magii na przedmioty nieożywione z trzecim rokiem i na koniec symulacje bojowe z rokiem czwartym.
Zatrzymali się przed jedną z aul w centralnej części CUI. Peter położył rękę na klamce, po czym spojrzał na nią wymownie.
- Mam nadzieję, że rozumie pani, że to nie jest dla nas normalna sytuacja. Kształcimy tu elitę tego kraju, więc zwykle nie przyjmujemy nikogo poniżej pewnych standardów, niezależnie od rekomendacji, ale ponieważ tak "postanowiono" na górze, nie powiem nic więcej na ten temat. Jedynie tyle, że przykazano mi bym zapisywał pani postępy w dzisiejszym dniu i przedstawił z tego raport rektorowi. Jednak nie od tego będzie zależało, czy zostanie pani u nas na dłużej. Jak dowiedziałem się w ostatniej chwili, cała sprawa dotarła aż do uszu nadrektorki, z którą zobaczy się pani po zajęciach. Ostatecznie to ona podejmie decyzję.

Weszli do auli. Była 9:52. Część studentów siedziała już na miejscach, większość dopiero się schodziła. Graves wskazał jej miejsce za biurkiem katedry. Miała tam mównicę, wyświetlacz komputera, którego druga część zajmowała całą ścianę za jej plecami. Przejrzał pobieżnie materiały, które otrzymała od sekretarza. Same zwięzłe punkty.
- Zajęcia trwają po półtorej godziny z pięcominutową przerwą, z dziesięciominutową przerwą między zajęciami - poinformował ją jeszcze. - Gdyby miała pani jakieś pytania, proszę pytać, będę siedział w ostatnim rzędzie - dodał.

Ostatecznie na sali zgromadziło się ponad sto osób. Słyszała szmery rozmów, gdy zajmowali miejsca. Przerzuciła szybko to co otrzymała od Gravesa i Alicii na temat, który miała wykładać. Ogólnie chodziło o nadawanie pozorów życia rzeczom nieożywionym dzięki magii, tworzenie chowańców, konstruktów. Powinna powiedzieć nieco o historii tej dziedziny, wyjaśnić jej powiązanie z sednem magii i jak animacja w rzeczywistości nie była dawaniem życia, a jedynie jego pozorów. Potem miała przejść do teorii aplikacji, wyjaśnić jak można to zrobić, a najlepiej zademonstrować.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Czw Sty 23, 2014 12:18 pm

- Nie, dziękuję. Proszę przekazać, że wszystko w porządku, wieczorem do nich zadzwonię. A może i się zobaczymy, jeśli dobrze pójdzie. - powiedziałam i zaczęłam układać rzeczy.

- Ciężki. Miałam wczoraj trochę kłopotów... Jasmine Hide - powiedziałam uśmiechając się delikatnie. Kiedy Alicia pobierała dane, na chwilę odsunęłam telefon. Spojrzałam przez okno - Na to wygląda. - zmarszczyłam brwi i zastanowiłam się przez moment. W sumie... - Mieszkałam w Dwudziestym Dystrykcie dość długo. Klimat jak klimat. Przepraszam - uśmiechnęłam się najuprzejmiej jak potrafiłam i wróciłam do telefonu. Jeśli faktycznie dużo gada, to pewnie cokolwiek powiem, będzie rozpowszechnione w całej firmie. Plotki szybko się rozchodzą. Może to się przyda. Nawet w obie strony, jeśli mamy współpracować. - Do widzenia.. Dam znać. - krzyknęłam jeszcze, wybiegając z autolotu.

Kiedy Graves wspomniał o zbyt wyzywającym kolorze, uśmiechnęłam się przepraszająco i zaczęłam ładować ponownie Fair Trade. Odłożyłam chwilowo telefon i wysłuchałam krótkiego "przypomnienia" z wczoraj i uśmiechnęłam się jednocześnie do niego i woreczka, po czym brwiami dałam do zrozumienia darowi, żeby zmienił kolor mojej szaty na czarny. No cóż. Mag bojowy zawsze kojarzył mi się z czerwonym, widocznie tutaj sądzili inaczej. Pogłaskałam woreczek i wsadziłam go do kieszeni. Oczywiście cały czas obserwowałam reakcję Petera, wraz z wewnętrznym uśmiechem. A przed samą salą dodałam.
- Oczywiście. Przepraszam raz jeszcze, wczoraj miałam ciężki dzień, to już z pewnością się nie powtórzy. - uśmiechnęłam się do niego i podeszłam do katedry.

I wtedy mina mi zrzedła. Szybko przedyktowałam Alicii temat zajęć. Tworzenie projekcji.. w życiu nie zastanawiałam się nad historią.
- Czy mogłaby pani przesłać mi jakąś prezentację? - szepnęłam do telefonu i rozłożyłam papiery przed sobą, sprawdzając, czy mikrofon działa.

Ze strachem czekałam na godzinę 10. Czego się spodziewałam? Może przynajmniej te symulacje bojowe będą przyjemniejsze. Puknęłam jeszcze raz w mikrofon i poprosiłam o ciszę.
- Dzień dobry państwu, nazywam się Jasmine Hide i na czas trwania Festiwalu będzie waszym zastępczym wykładowcą. - spojrzałam na kartki i odchrząknęłąm - Jeśli będziecie mieli jakiekolwiek pytania, możecie je zadać w części praktycznej albo na koniec zajęć lub w czasie przerwy. Dzisiaj zajmiemy się tematem animacji i tworzenia magicznych projekcji. - spojrzałam z nadzieją na telefon i zaczęłam.
- Magowie przez wieki używali magii do kształtowania rzeczywistości. - spojrzałam po sali i zmrużyłam oczy - Robili to między innymi przez ożywanie rzeczy, które w teorii nie powinny być żywe. Tutaj mamy dwojaką drogę. Możemy skorzystać z czegoś, co jest już materialne, co jest oczywiście bardziej efektywne i potrzebuje mniej magicznej mocy, jednak nie zawsze mamy ku temu warunki. Wtedy możemy wytworzyć iluzję, która będzie stwarzać pozory materialności. - rozejrzałam się po sali. Czy było tu cokolwiek, co mogłabym ożywić? Nie robiłam tego zbyt często, na polowaniach wolałam raczej używać pułapek niż magicznego psa czy sokoła..

Zagryzłam wargę.
- To bardzo pożyteczna technika. Korzystając z niej we właściwy sposób możemy pokonać przeciwnika z o wiele silniejszym potencjałem magicznym, jeśli odpowiednio sprowokujemy go do ataku. Dodatkowo możemy uzyskać drugi punkt, z którego będziemy mogli wykonać atak. Oczywiście magiczne konstrukty możemy wykorzystać również do niebezpiecznych prac, które zagrażają życiu ludzi. Można także wzmocnić w ten sposób konstrukcje, co ma zastosowanie w budownictwie i architekturze. - zerknęłam na telefon i postarałam się wpleść jakieś fragmenty o przeszłych znanym kreacjonistach i podać zarys historii.

- Magony są materiałem z drugiego planu, przestrzeni. Kiedy przeciągniemy je na plan materialny, o wiele lepiej jest nie materializować ich, a użyć ich do "kontroli" cząsteczek właśnie z planu materialnego. Dzięki temu kontrola będzie odbywać się za pomocą siły naszej woli, a zaoszczędzona magia może przydać się do czegoś innego. Przy napełnianiu przedmiotów magią, trzeba bardzo uważać na to, żeby ich nie zniszczyć. A to się stanie, jeśli wykonamy to zbyt szybko. Zmrużyłam oczy, wzięłam do ręki długopis i uniosłam się razem z nim, tak, aby każdy widział. Chwyciłam go w objęcie magonów i uniosłam na wysokość mojej głowy.
- Oczywiście na początku będziemy próbować napełniać przedmioty bezpośrednio je dotykając. To łatwiejsza i, co najważniejsze, bardziej wydajna metoda. Jednak najpierw zademonstruję, co się stanie, jeśli zbytnio się pośpieszymy... nawet nie chce sobie wyobrażać, co by się stało, gdyby ten długopis był w czyjejś ręce, a bariera by nie wytrzymała.. - powiedziałam, zaciskając policzki i wsunęłam magię szybkim strumieniem z mojego palca, przez powietrze i długopisu... a ten powinien wybuchnąć. Zmrużeniem oczu rzuciłam wysłałam mnóstwo magonów, niczym sieć, które oplotły wybuchający przedmiot i zatrzymały każdy kawałek w takim stanie, w jakim go spotkał. Przez to utworzył się widok szczątek rozrzuconym w powietrzu na kształt kuli.
- Tego nie chcemy. - powiedziałam, utrzymując przed chwilę po czym jednym ruchem ręki "zamknęłam" resztki długopisu w kulkę, która wylądowała na moim biurku.
- Magia jest naszym tworzywem. Nie możemy zapominać, że jak z każdym tworzywem, musimy zachowywać się z nią w odpowiednio ostrożny sposób. - powiedziałam i sięgnęłam po plik kartek przekazanych mi przez Petera. - Najpierw ostrożnie wypełniamy magią przestrzenie między materią. Musicie je wyczuć. I nie zostawić dziur, bo inaczej nie będziecie w stanie osiągnąć pełnej kontroli nad przedmiotem.
Zamknęłam oczy i moja magia wpłynęła do kartek. Później uśmiechnęłam się delikatnie i rzuciłam kartki nad uczniów, a w powietrzu zawirowało i z pliku kartek w ułamku sekundy wyłoniło się stado motyli, zataczających spiralę. - To są jedynie kartki, prawda? - jeden ruch brwi i stado motyki zbiło się w sobie, zmieniając kształt papieru i już po chwili nad sufitem latało małe stadko ptako-podobnych stworzeń.
- Panie Graves. - odezwałam się do mojego "opiekuna" - czy mógłby pan ustawić tutaj silną tarczę magiczną? Obok pana. - powiedziałam i wskazałam przejście do ostatniego rzędu. Poczekałam aż magia zamigocze w powietrzu, a człowiek wyjdzie z pewnego rodzaju osłupienia, w które pewnie go wprawiłam. Kiedy już to uczynił, ptaki z góry zaczęły pikować w stronę ustawionej tarczy.
- Tylko papier. - powtórzyłam i naparłam na magony, a kartki znowu się zbiły i utworzyły coś na kształt strzały, która z impetem uderzyła w migoczącą tarczę. Zmrużyłam oczy i odwróciłam się, a kartki powędrowały za mną, rozwinęły się, znowu wygładziły i ułożyły w stosik.
- Proszę państwa, animacja to jedynie pozór życia. Oczywiście, im więcej szczegółów dodamy, tym realniej będzie ona wyglądać. Jednak wciąż nie będzie to coś z krwi i kości.. - powiedziałam i magony znowu wypłynęły z mojego ciała, tworząc tym razem iluzję jelenia. Starałam się jak najbardziej oddać podobieństwo do tych z lasu. Zwierzę poruszyło noskiem, jakby chciało coś wywąchać, po czym ruszyło galopem po sali, wskakując na ławki i przemieszczając się pomiędzy rzędami. Po kilku chwilach projekcja rozpłynęła się równie szybko, jak się pojawiła. Zerknęłam na zegarek.
- Musimy więc pamiętać, że ktoś może użyć takich projekcji także przeciwko nam. Rozróżnienie ich może wymagać nie lada umiejętności. W walce jest to ciągłe siłowanie się z przeciwnikiem. W pracy za to, walczenie z precyzją i dokładnością tego, co tworzymy i czym kierujemy. Po przerwie sami spróbujecie ożywić przykładowe przedmioty. - powiedziałam i zeszłam z mównicy, wychodząc na korytarz w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia. Musiało tutaj coś być. Żołądek niemal wciskał mi się w kręgosłup. Przynajmniej tak to czułam.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Czw Sty 23, 2014 11:28 pm

Peter nie wyglądał na zdziwionego widokiem Fair trade, nawet gdy to wyciągnęło mackę i czarny kolor rozlał się po szacie. Być może uznał to za jakieś kobiece, magiczne akcesorium. Choć wyglądał jakby przestał się dziwić czemukolwiek lata temu.

Alicia napisała na telefonie, że rozumie, tak by tylko łowczyni to widziała. Wyświetlacz sali pokazał łączenie, a potem przemielił przez chwilę dane i wyświetlił ekran początkowy, zatytułowany "Teoria magicznej animacji" i podpis "autor: mgr Jasmine Hide". Audytorium ucichło. Rozejrzała się po setce zgromadzonych, oceniła ich aury. Większość mieściła się gdzieś między trzydziestoma a siedemdziesięcioma tysiącami. Część miała mniej, a kilkoro niewiadomo w ogóle co tam robiło. O dziwo część była też w drugą stronę i z tego co wiedziała kilkoro z nich mogło równie dobrze być w Dwunastu. Dreszcz przebiegł jej po plecach i spojrzała na drobną blondynkę, drugi rząd, trzecie siedzenie od głównej nawy i postawnego bruneta kryjącego się w ostatnim rzędzie. Dwa dary na stu magów, to wciąż sporo.

Jasmine przedstawiła się, wykładając temat. Widać było, że z każdą jej kwestią narastały pytania studentów, ale czekali z nimi jak im przykazano. Łowczyni spojrzała na prompter by dodać kilka słów o historii dziedziny.
- Choć animację praktykowano od niepamiętnych czasów, za ojca współczesnych technik animacyjnych uznaje się Maksymiliana Aleksandra, zwanego Einstainem magii - przeczytała. - Powiada się, że jego konstrukty uchodziły za nieodróżnialne od żywych stworzeń, wykazywały pewien poziom inteligencji a nawet pozory osobowości i samoświadomości. Wielu próbowało replikować jego cudowne kreacje, jednak choć wielu zbliżyło się do jego prac w pewnych aspektach, nikomu nie udało się powtórzyć ich kompleksowości i wiarygodności.

Czarodziejka przeszła do prezentacji z użyciem długopisu. Uniosła się, a pisak uniósł się między jej dłońmi. Wtłoczyła do niego magię. Całość napuchła i rozpadła się na tysiąc kawałeczków, które z kolei wpadły do magicznej sieci, tworząc w powietrzu niemal abstrakcyjną rzeźbę. Pokaz wywołał powszechne westchnienie i kilka pisków. Kulka twardego plastiku opadła na biurko, a Jasmine na podłogę.

Następnie chwyciła w ręce kartki i rzuciła je w powietrze. Chwila koncentracji i nad głowami uczniów zaszeleściły papierowe skrzydła. Poskręcane kartki wyglądały teraz mniej więcej jak stadko motyli.
Graves uniósł brew na jej prośbę. W przeciwieństwie do studentów wciąż nie wyglądał na zaskoczonego. Obok niego zmaterializowała się magiczna tarcza. Oczywiście dla łowczyni nie było to nic szczególnego, ale trudno mu było odmówić opanowania sztuki i metodyczności. Mimo niewielkiego potencjału jego tarcza była wytrzymalsza od czegokolwiek co zaprezentowała Charlotte w ich drobnym starciu. Chmara motyli zawirowała, zbiła się w lancę i pikując rozbiła tarczę na kawałki. Peter drgnął, ale to byłą jego jedyna reakcja. Wrócił do zapisywania czegoś na tablecie. Stadko wróciło i opadło na biurko, tworząc równy stosik.

Łowczyni ponownie się skupiła i w powietrzu miedzy katedrą, a ławami pojawiła się iluzja jelenia.
*Oh, come on, a deer?* odezwała się Dantalion. *Why not a kirin, at least?*
Kirin był mityczną istotą - głownie dlatego, że nie występował na terenie Imperium - żyjącą na południowym kontynencie. Jasmine kiedyś o nim czytała, czy może widziała dokument, ale to tyle. A mimo to jej projekcja jelenia potrząsnęła głową i zaczęła się zmieniać. Pokryła się długim futrem, gęstym wokół szyi i ogona. Jego nogi, szyja i rogi wydłużyły się. Całość sprawiała wrażenie niesamowicie kruchego, a przy tym majestatycznego stworzenia. Iluzja rozejrzała się dookoła mądrymi oczyma, po czym pochyliła głowę i rozpadła się na tysiące blednących motyli.

Jasmine zarządziła przerwę i wyszła na korytarz. Musiała tu gdzieś być kafeteria, ale nie znalazła żadnej w zasięgu wzroku, zadowoliła się więc bułkami z serem z automatu i gorącą herbatą w kubku. Nabiła jeszcze dwa batoniki na swoją kartę i przemyślała reakcję grupy do tej pory. Większość była zwyczajnie zaciekawiona i pilnie słuchali tego co mówi. Część, szczególnie ci mniej utalentowani wyglądali na zmartwionych, że będą musieli coś robić. Zauważyła kilka osób, które były albo znudzone albo nie interesował ich ten temat. Za to w pierwszym rzędzie siedział chłopak, który wbijał w nią wyraźnie wrogie spojrzenie. Z jakiegoś powodu. Większość z obecnych wyglądała na rok starszych od niej, więc prawdopodobnie uczyli się tu w większości ludzie od 18 do 22 roku życia. Kilka osób wyszło z sali na chwilę jednak większość została w środku. W sumie to tylko pięć minut.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Pią Sty 24, 2014 12:24 am

*We can train later and you can show me some egzotic animals, if you wish..* powiedziałam do siebie w środku, przełykając ślinę i delikatnie się uśmiechając.

W czasie rozmyślania rozmyłam Fair Trade i sięgnęłam z odrobiną przestrachu po Echopatię. Dzięki Jerowi i jego poświęceniu był to chyba jedyny dar, który potrafiłam już obsługiwać bez zgrzytów. Westchnęłam. Odrobinę trudno będzie mi się skupić na głosach, ale w sumie to część praktyczna. Kiedy oni będą próbować swoich sił, ja będę mogła sprawdzić to i tamto.

Wróciłam do sali. Czy został jeszcze jakiś czas? Spojrzałam na terem przed sobą, czy jakiś ze studentów nie szuka mnie wzrokiem, żeby o coś zapytać. Postarałam się udzielić technicznych odpowiedzi na podstawie własnej wiedzy, ewentualnie wspierając się telefonem.

Odchrząknęłam i poprosiłam o ciszę.
- Dobrze, więc teraz zaczniemy część praktyczną. Liczę na waszą kreatywność. Możecie użyć wszystkiego, co znajduje się na tej sali. Tylko mi jej nie roznieście. Z pewnością część z was robiła to już wcześniej, więc pomóżcie swoim kolegom i koleżankom. Mentalne połączenie z pewnością lepiej wytłumaczy niż teoretyczne rozważania. Jeśli ktoś ma poważne wątpliwości, proszę podnieść rękę. - powiedziałam i westchnęłam w duchu. - I zachęcam do starania się. Część praktyczna zostanie podzielona na dwie części. W pierwszej będziemy animować przedmioty materialne. Można w niej będzie otrzymać ode mnie punkty, jeśli wpadniecie na pomysł, który mnie zaskoczy. W drugiej części stworzymy animacje-iluzje i urządzimy turniej walki naszych tworów, więc twórzcie je z głową. Zwycięzca będzie miał prawo do walki ze mną i nagrody. - uśmiechnęłam się delikatnie.
*So, a little bit of challenge? Do we see something special? Krin maybe? Or something more special?* powiedziałam w sobie. Przerzuciłam Echopatią nad studentami, chcąc wychwycić ich główne uczucia zbiorowe. - No więc, zaczynamy! - powiedziałam i podniosłam ręce, a nad moim biurkiem wyświetlił się duży zegar, a raczej magicznie iskrzące cyfry, odliczające 15 minut. Pierwszą osobą, którą dopadłam Echopatią, zanim jeszcze ruszyłam pomóc komukolwiek, była dziewczyna z drugiego rzędu.

Później ruszyłam powoli po schodach do pierwszej osoby z uniesioną ręką. Potem kolejne skupienie się, tym razem na chłopaku o wrogim spojrzeniu. Kolejny student. Od studenta do studenta. Celem był chłopak w ostatnim rzędzie. Wątpiłam, że osoby z darami będą miały problemy i też podniosą ręce, ale.. mogła przecież na to liczyć. Gdy 15 minut minęło, oznajmiłam, że teraz czas na iluzję. Gdyby faktycznie jakiś ożywieniec mnie zaskoczył, a powinnam mieć czas na przynajmniej pobieżne ich przejrzenie, przyznaję dodatkowe punkty. Kolejno nad stołem pojawił się nowy zegar z 15 minutami. Trudno było pracować z setką osób na raz, jednak starałam się.

Kiedy i ten czas minął, spojrzałam po sali na wyniki prac studentów. Te cholernie krótkie przerwy. Jak w ogóle można tutaj tak funkcjonować? Zazgrzytałam zębami. Nad iluzjami, które wybrałam, pojawiał się jarzący się jasny punkcik. Osoby z dodatkowymi punktami za poprzednie zadanie otrzymywały dziką kartę. Starałam się tak ocenić staranność chowańców, żeby wyłonić maksymalnie 20 osób. Najważniejsze w całym procederze było to, aby wybrać najbardziej realistyczne iluzje. Ilość mocy grała tutaj mniejszą rolę, bo przecież chodziło bardziej o kontrolę nad nimi. Bardziej realistyczny chowaniec będzie łatwiejszy do kontrolowania. Kiedy już wybrałam osoby, podzieliłam je w pary i posadziłam w boku sali. Poprosiłam, żeby wszyscy zebrali się po bokach sali, a środek z ławkami zostawili wolny. Podeszłam do pierwszej dwójki. Jednak mój głos był pogłośniony przez magię, aby słyszeli wszyscy.
- Nałożę teraz na was swoją barierę, żeby walka była fair play. Możecie korzystać jedynie z kontroli nad swoimi chowańcami, nie wolno wam doładowywać ich magią ani rozpraszać nią przeciwnika. - dwie bańki spłynęły na obie osoby i przykleiły się do ich barier. Były tak cienkie, że można je było zniszczyć szturchnięciem palca magonów. - Jeśli czyjaś bańka pęknie, przegrywa walkowerem. Wygrywa ta osoba, której chowaniec pozostanie najdłużej na naszym planie lub gdy czas się skończy będzie w lepszym stanie. Czas pojedynku to półtorej minuty. - rzut magiczną monetą zadecydował o narożnikach. Uczniowie powinni ustawić się w przeciwległych bokach, a swoje chowańce trzymać przy sobie.
- Zaczynamy! - dawałam znać i pierwsza walka rozpoczęła się. I tak kolejna, oraz kolejna, zwycięzcy ze zwycięzcami, wygrani mieli oczywiście czas, żeby naprawić swoje iluzje. Początkowo trwał on dłużej, później, w miarę zmniejszenia ilości walk - krócej.
*Do you have any idea which ilusion can we make?*
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Pią Sty 24, 2014 11:58 pm

Jasmine zmieniła dary. Ugięła się, gdy zalała ją fala dźwięków. Strząsnęła z siebie tysiące, dziesiątki tysięcy głosów pragnących jej uwagi i siłą woli zawężyła swoje pole słyszenia.

Wróciła na salę i przedstawiła im zarys zadania. Gdy objęła ich Echopatią, zauważyła, że część co zdolniejszych wyczuwa próby sondowania. Póki jedynie nasłuchiwała była bezpieczna, ale jeśli miała się zagłębić w czyiś Głos ryzykowała, że ten ktoś to zauważy. W każdym razie rozpoczęły się próby animowania różnych przedmiotów. Oczywiście nie mogła być wszędzie, więc zrazu wytworzyły się grupki od dwóch od kilku osób współpracujące ze sobą. Chodziła jednak tam, gdzie studenci sobie nie radzili nawet wspólnymi siłami.

Padały pytania o to czy posługiwać się aurą, czy barierą; o wektor magii; o sposób wypełniania przedmiotów, czy punkty wejścia w materię. Odpowiadała najlepiej jak umiała, choć o połowie z tych rzeczy słyszała po raz pierwszy w życiu. Ogólnie studenci byli zaangażowani i dobrze się bawili wyzwaniem, choć oczywiście nie wszyscy.

Szybko zbliżyła się do dziewczyny z drugiego rzędu. Drobna, nerwowa blondynka nazywała się Claudia Nars i była córką sadownika z dwudziestego pierwszego Dystryktu. Posiadała potencjał na poziomie sześćdziesięciu tysięcy a jej dar, Amaryllis, pozwalał jej porozumiewać się i kontrolować rośliny. Między jej dłonią a blatem ławy wyrastał lakierowany ent, jednak bardzo malutki, jakby nie chciała by ktoś go zauważył. Nie chciała pomocy, właściwie to unikała wszelkiego kontaktu wzrokowego. Gdy obok nich przechodziła, jej koleżanka próbowała ją namówić, żeby zrobiła coś bardziej imponującego, bo przecież potrafi.

Łowczyni następnie przedryfowała między rzędami  i znalazła się nieopodal chłopaka kryjącego się w ostatnim rzędzie. Większość z obecnych nosiła mniej lub bardziej galowe stroje, on jednak wybijał się z tłumu ubrany w luźną bluzę i workowate spodnie. Był wysoki i masywny, ale bynajmniej nie gruby. Wręcz przeciwnie, Jasmine wyczuwała, że ma piękną, wyrzeźbioną sylwetkę, nie miała więc pojęcia czemu stara się ją ukryć. Był jedną z nielicznych osób, która nie wykazywała żadnego zainteresowania zajęciami. Leżał znudzony na ławce, ale gdy tylko zagłębiła się w jego Głos, od razu na nią spojrzał. Nazywał się Albert Ulman i był nie tylko najwyższym, ale i najpotężniejszym studentem na sali, z potencjałem ponad dwustu dziesięciu tysięcy jednostek. Jednak nie był z tego powodu szczęśliwy, wręcz przeciwnie, jego talent był przeszkodą, która zmusiła go do porzucenia marzeń na rzecz szkoły i kariery. Dreszcz przeszedł jej po plecach, gdy zrozumiała jego dar: Movement Adaptation.
- Pani magister - odezwał się - wstawi mi pani cokolwiek co zalicza, co? Nie jestem dobry w animacji i ogólnie jestem tu tylko dlatego, że kurs jest wymagany przez Uniwerek. Niech się pani mną nie przejmuje - dodał, tracąc nią zainteresowanie.

Oceniła prace, czas się skończył i przyszła pora na iluzje i kolejną ocenę. Około jedna czwarta nie miała talentu lub sił do animacji i tworzenia iluzji. Kolejna jedna czwarta nie wykazała się zbytnią inicjatywą, tworząc pieski czy kotki, mniej lub bardziej przekonywująco. Z pozostałej pięćdziesiątki wyciągnęła dwudziestkę zwycięzców na podstawie przydzielanych punktów, inwencji i precyzji wykonania.

- Pani magister! - odezwała się jedna ze studentek - Został tylko kwadrans, nie zdążymy jeśli będziemy to robić pojedynczo!
Obleczenie większej ilości osób barierą nie stanowiło problemu, a czas rzeczywiście gonił nieubłaganie. Zasadniczo mogli to robić przez kolejny tydzień, a nie jedne zajęcia (choć nie miała pojęcia na ile rozplanowano ten temat). Ustawiła więc dziesięć par i pierwsza runda nie trwała nawet dwóch minut. Trzem osobom zabrakło sił, cztery straciły barierę, a trzy kolejne chowańca. Nakazała minutę przerwy. Druga runda skończyła się, gdy dwa kolejne chowańce rozpadły się z czasem, dwa zostały zniszczone, a piąta osoba straciła barierę. Zostało pięciu finalistów.

Byli to: Sara Newman (40k), która wzięła przykład z Jasmine i kontrolowała małego, ale niezwykle precyzyjnego motyla. Andrei Blaskovic (45k), który kontrolował kamiennego golema wielkości sporego głazu. Robert Rust (30k), który przywołał piaskowe, zmiennokształtne monstrum. Klaus Reinhardt (120k) - znany też jako 'dzieciak z morderczym spojrzeniem' - który mimo wyraźnej niechęci i animozji stworzył model rycerza dzierżącego dwa miecze. I Claudia Nars, która kontrolowała splecionego z trawy ludzika.

Na szybko uzgodnili między sobą, że Rust, który okazał się naturalnym talentem będzie walczył ze zwycięzcami pierwszych dwóch pojedynków, dla wyrównania szans. W tym momencie nie tylko zawodnicy, ale i większość grupy na tyle wciągnęła się w rozgrywkę, że potworzyły się kibicujące obozy i wszyscy byli skłonni poświęcić przerwę, żeby zobaczyć kto wygra. Finałowe eliminacje postanowiono przeprowadzić pojedynczo. Pierwsi naprzeciw siebie stanęli Newman i Blaskovic.

Od razu po rozpoczęciu motyl Sary wystartował i zaatakował bez litości. Był niesamowicie szybki i zwrotny, a dzięki wypracowanej na szybko technice czarodziejka mogła momentalnie przełączać całą moc wkładają w prędkość i zwrotność w siłę, dzięki temu owad zachowywał się niczym myśliwiec szturmowy. Golem Andreia zasłonił się rękami, nie mogąc w żaden sposób nadążyć za kawalkadą błyskawicznych ciosów. Motyl był na tyle szybki, że ciężko było podążyć za nim wzrokiem, a co dopiero grubym cielskiem. Co prawda uderzenia nie niosły ze sobą dużej mocy, ale mały pocisk nie odnosił praktycznie żadnych obrażeń, podczas gdy golemowi odpadały kawałeczki skał. Całość wydawała się przeraźliwie jednostronna, jednak Blaskovic zamknął oczy by skupić się na ruchu powietrza bardziej niż na locie chowańca. Motyl wykonał jeden z błyskawicznych nawrotów i runął pikując ku skale. Jednak ataki Newman, choć błyskawiczne, stały się przewidywalne. W momencie, gdy motyl miał uderzyć w golema, ten rozpadł się na chwilę na kawałki i momentalnie zlożył, niczym prasa fabryczna. Całość zachrzęściła, a Sara upadła w szoku na kolana. Zwyciężył Andrei.

Naprzeciw siebie stanęli Claudia i Klaus. Jasmine początkowo nie sądziła by nieśmiała dziewczyna miała jakieś szanse, gdy ją wybierała. Teraz jednak właścicielka Amaryllis dała się porwać okrzykom zachęty i dawała z siebie wszystko. Reinhardt stał z założonymi rękami, spoglądając dookoła spod przymrużonych oczu. Z pobieżnej analizy zdążyła się dowiedzieć, że był synem generała i w przyszłości planował samemu zostać generałem. Wszystko co niezwiązane było bezpośrednio z wojskowością traktował uważał za stratę czasu, ale mimo to starał się by narzucić wyzwanie i rygor samemu sobie.

Rycerz złożył się do ataku i pomknął przed siebie niczym pocisk. Miecze śmignęły z powietrzu cięły trawę. Rozpoczęła się jednostronna ofensywa przypominająca poprzednią walkę, tyle, że roślinny ludzik nie tyle się bronił, co był metodycznie mielony. Źdźbła trawy zawisły w powietrzu, niczym dmuchnięte spod kosiarki. Jednak, gdy wydawało się, że ostrza rozedrą go na strzępy, rycerz nagle zwolnił. Potem się zatrzymał. Pocięte źdźbła dryfowały w jego stronę, przyklejając się i hamując, oblepiając w całości. Reinhardt zdał sobie sprawę, że nie jest w stanie poruszyć swoim chowańcem, mimo, że był o krok od zwycięstwa. Chowaniec Nars zaczął się regenerować, a figura rycerza została nie tylko unieruchomiona, ale też systematycznie zgniatana. Przez moment Jasmine miała przeczucie, że Klaus złamie zasady i doładuje swojego chowańca by wygrać, moment ten jednak minął. Rycerz został zmiażdżony, a resztki traw wracały, by odnowić lalkę Claudii.
- Wygrałam? Wygrałam! - pisnęła dziewczyna. - Wygrałam... - Nagle zamarła, jakby coś sobie uświadomiła.
- Gratulacje - pochwiała syna generała uderzyła w blondynkę niczym powiew zamieci. Klaus odszedł na swoje miejsce, nie odwracając się, podczas gdy Nars pobladła jak śmierć. Łowczyni wyczuwała strach w powietrzu. Różnica w statusie tej dwójki była zbyt wielka. Klaus mógł zmienić życie Claudii w piekło w jakiś sposób i oboje to wiedzieli.

Starcie Roberta i Andreia było wyjątkowo krótkie. Blaskovic był już zmęczony, podczas gdy Rust miał się świetnie, choć jego animacja była o wiele bardziej skomplikowana i wymagająca niż pozostałych. Z pewnością był w tym lepszy i od Jasmine. Przejęcie fragmentów golema i strzaskanie ich o siebie było dziecinną igraszką.
- Twoja kolej - uśmiechnął się do Claudii, dumny z własnych osiągnięć.
- Nie... już nie chcę - zakryła usta dłonią. - Przepraszam, źle się czuję - mruknęła, wychodząc pośpiesznie z auli. Część studentów uciekła na następne zajęcia, większość jednak została by obejrzeć finalny pojedynek. Robert wzruszył ramionami i zwrócił się do łowczyni.
- Panie przodem...! - uśmiechnął się, otaczając się drobinami, niczym piaskowym wężem.
*Well, well, I'm tempted to go there myself, but I don't wanna spoil ya the fun. Think of somethin' to counter his sand-thingy. By the way, am I the only one who thinks that there will be trouble with that girl who ran? At some point anyways.*
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sob Sty 25, 2014 1:10 pm

Spojrzałam na Alberta spod przymrużonych powiek, chociaż.. musiałam przezwyciężyć ciekaowść i przerażenie ze środka.
- Nie na moich zajęciach. Pomijając sam fakt, że płacą mi za to, żebym was czegoś nauczyła, Ty jesteś wyjątkowy i nie powinieneś o tym zapominać. A może właśnie wyjątkowość przyćmiła Twój rozsądek? Bierz się do pracy, lekcja nie trwa wiecznie. I znajdź mnie po swoich zajęciach, będę na terenie Uniwersytetu. Jeśli nie.. ja znajdę Ciebie, ale może Ci się to nie spodobać. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego tajemniczo, po czym przeszłam do kolejnego studenta.

Kiedy Claudia wybiegła, poszukałam w przestrzeni sali Alberta. Damn it. Później odruchowo ruszyłam zmysłami za przyjaciółką, która próbowała rozmawiać z Nars. Mam nadzieję, że ją znalazłam. Jeśli nie, na szybko postarałam się wyszukać studenta o średnim potencjale, ale który wydawał współczujące dźwięki. Kogoś odpowiedniego.
- Idź za nią i nie spuszczaj jej z oczu, dopóki nie przyjdę. Albo znajdź kogoś dobrego na zastępstwo. Nie zostawiaj jej pod żadnym pozorem samej. - powiedziałam stanowczo, delikatnie nawet sama zaskoczona tonem swoje głosu.
*You're not the only. So many trouble. Why... ok,ok, I won't be complaining. First the boy.. Yeah, it will be interesing if you stand against his creation. But that won't be fair. Will it be a shame if I lose?*

Westchnęłam, kiedy uczeń, któremu nakazałam, opuścił salę. Joanna miała rację? Wątpiłam w to. Nawet ona nie może być w każdym miejscu jednocześnie. Pokręciłam głową.
- Oczywiście. - szepnęłam i lekko zrezygnowana zamknęłam oczy i wypuściłam ze swoje ciała magię, która uformowała się w wirującą kulkę, która wirowała coraz szybciej i szybciej. Układałam magony w łańcuchy, płaszczyzny, figury. Jeśli zbuduję dokładnie postawę, nie będzie w stanie nie zniszczyć. Przynajmniej taką miałam nadzieję. Nałożyłam okrągłe bariery, po czym otworzyłam oczy. Z kulka zaczął wypełzać... coś na kształt płynnego żelaza, gluta czy stopionego materiału. Coś jak przelewający się celuryt. A później ta masa uniosła się i utworzyła trochę obrzydliwą, jaszczurowatą smoko-podobną istotę. Masa stężała z zewnątrz, jednak ja wiedziałam, że materiał tworu był pół-płynny. Miałam przynajmniej nadzieję, że jeśli Robert mnie zaatakuje, będę mogła z łatwością "wtopić" w swojego chowańca części jego. Zbudowałam go na podobnej zasadzie co pisakowe monstrum, jednak różnica polegała na tym, że Robert atakował za pomocą rozdziału swojego tworu, ja zamierzałam połykać wszystko, co stanęło by mi na drodze.

- Dobrze. Więc może dla uczciwości pojedynku Pan Peter zgodzi się być sędzią i nałoży bariery? - spojrzałam na chudego pracownika.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 25 z 25 Previous  1 ... 14 ... 23, 24, 25

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach