Denwheel (Jasmine)

Strona 3 z 25 Previous  1, 2, 3, 4 ... 14 ... 25  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sro Lut 20, 2013 12:21 pm

Rodzina zdziczałych gołębi przycupnęła już na gałęziach, szykując się do snu, gdy nagle coś uderzyło w drzewo. Reakcja była natychmiastowa i całe stado poderwało się do lotu. Wyprysnęły wprost w rozgwieżdżone niebo, uciekając przed nieznanym. Nagle jednak coś nadleciało z dołu, rozpadając się po drodze. Gołębie leciały przed siebie i nie widziały, tylko słyszały jak kilkoro z ich braci i sióstr zostaje trafionych tym czymś i spada na ziemię.

Josh uważnie obserwował polowanie, a teraz patrzył za oddalającym się stadem gołębi.
- Nie poradzę sobie... - uśmiechnął się kpiąco. - No tak i przecież nie mogę tracić dzieciństwa... - pokręcił głową. W półmroku gwiazd i księżyca wyglądał na kilka lat starszego niż był.
- Moja droga siostro, jakbyś nie zauważyła, żadne z nas nie ma szansy na dzieciństwo. Może Mały, czego mu gorąco życzę. Ale nie my. Na to już za późno, w tym świecie nie ma na to miejsca. Ale w porządku, w porządku...
Rozłożył ręce, jakby się z nią zgadzał. Łowczyni nigdy nie słyszała u niego tak cynicznego tonu.
- To świetna okazja, żeby sobie coś wyjaśnić, skoro jesteśmy tylko we dwójkę. Owszem, zawsze wiedziałem, że jestem inny, że do was nie pasuję. Choć nigdy nie wiedziałem jak bardzo. Zawsze wiedziałem, że ty i Jenn jesteście niesamowite w sposób, którego nie rozumiem. Choć nigdy nie wiedziałem jak bardzo. Nawet Mały... ha. W sumie to nawet zabawne, jaki byłem ślepy... - zaśmiał się gorzko. - Nic nie wiedziałem. Jesteś niesamowita, Jas. Większość z tych dupków z karabinami mogłaby ci co najwyżej lizać buty - odniósł się do Białogwardzistów. - Zazdrościłem wam, nawet wcześniej, przyznaję. Bałem się. Bałem się, że przyjdą i mi was odbiorą, a ja nie będę mógł nic zrobić. Za każdym razem jak się wymykałaś po nocy... Tak jak zabrali ojca... jak zabrali jego życie. I co wtedy? Skończę jak matka, całymi dniami spoglądając za okno i mamrocząc do siebie?

Opuścił ręce wzdłuż boków, przestał się uśmiechać.
- Ale wszystko się zmieniło. W jednym się mylisz, siostrzyczko. Ten nóż to wszystko co mi potrzebne. Nie jest łatwo dorównać komuś takiemu jak ty... ale już niedługo będę silniejszy od ciebie... - błyskawiczne spojrzenie w bok i ostry szept, który brzmiał jak "cicho!". Po czym Josh spojrzał ponownie na siostrę. - Nie musisz się o mnie martwić, nie musisz się przejmować. Przyznaję, że opiekowałaś się mną jak byłem mały, w miejsce rodziców i jestem za to wdzięczny. Tym bardziej nie musisz już dźwigać tego sama! - dodał z mocą. - Chcę się stać silniejszy bym to ja mógł was chronić! Nie potrafisz tego zrozumieć? Robię dokładnie to samo, co ty przez tyle lat...
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sro Lut 20, 2013 12:56 pm

- Przestań, bo zaczynam się o Ciebie bać bardziej niż zwykle. - spojrzałam uważnie na brata lustrując go spojrzeniem. - A co ja mogę zrobić? Co mogłam zrobić, kiedy zabrali ojca? Oni są zbyt potężni Josh. Mogę starać się was ochronić, ale sam wiesz, jak to jest żyć każdego dnia z lękiem, że coś może pójść nie tak. Wtedy trzeba uciekać jak szczury, chować się po kątach i liczyć na łut szczęścia. - pokręciłam ze zrezygnowaniem głową - masz szanse na wspaniałe życia jak każde z nas. Ja po prostu musiałam szybciej dorosnąć. Ty nie musisz, możesz poczekać. I sam dobrze wiesz, że od dawna mi pomagasz. No, może ostatnio mniej - zmarszczyłam brwi.
- Brutalna siła to nie wyjście. Kiedyś, ba, nawet niedawno, sama tak myślałam. Tak, siła jest potrzebna, bo może się przydać. Ale myślenie jej kryteriami nie jest właściwe. Liczy się to, kim jesteś. W środku - ledwo powstrzymałam się od przyłożenia sobie ręki do serca. Odruchowo drgnęłam i sprawdziłam swoje pokłady energii, czy wszystko jest na swoim miejscu. Czemu nie ma tu tego cholernego Strixa?

- Silniejszy za jaką cenę? - zrobiłam krok do przodu, przesuwając ciężar ciała na nogę z przodu, tak, abym w każdej chwili była gotowa, żeby zacząć biec - Widziałeś wilki, niedźwiedzie czy lwy? W telewizji? Brutalna moc jest chaotyczna, niekontrolowana, one same nie potrafią opanować swoich instynktów, bo żądza jest zbyt duża. To się stało z pewnymi osobami w Kapitolu - jednak ich brutalność weszła na wyższy poziom, bardziej wysublimowany. Chciałbyś być taki jak oni? Albo jak zwierzęta? Zapłaciłbyś taką cenę, swoje człowieczeństwo, po to, aby stać się silniejszym? - ponownie podniosłam brwi wpatrując się w brata. - I tu się mylisz. Jenn jest o wiele silniejsza ode mnie. Dlatego, że ja musiałam zapłacić pewną cenę za to, kim się stałam. I uwierz mi, że moja ofiara wystarczy. Bo to nie jest ciężar do podzielenia, a cały pakunek, który jeśli się rozdzieli to tylko zwielokrotni swój rozmiar, a nikomu nie będzie lżej. - wyciągnęłam rękę do przodu i położyłam swoją rękę na barku brata, po czym zacisnęłam wargi.
- A jeśli już o tym mówimy, chciałbyś się nauczyć strzelać z łuku? - uśmiechnęłam się delikatnie.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sro Lut 20, 2013 6:39 pm


Josh roześmiał się, tym razem szczerze. Bardziej w tym momencie przypominał swoje dawne wcielenie, to które Jas znała. Położył na chwilę czoło na jej łokciu i zaraz ją podniósł. Kiedy stał się taki wysoki? Prawie jej dorównywał, a przyzwyczaiła się, że jest od niej o głowę niższy.
- Nieee, łuk to nie mój styl, dzięki. Ale naprawdę, miałem nadzieję, że uda mi się zachować to dla siebie do końca... ale nie mogę ci się oprzeć, naprawdę siostrzyczko. Chodź ze mną, teraz. To nawet lepiej. Zobaczysz... nie uwierzysz co zobaczysz! Niesamowite, niespotykane... właściwie to wszystko dzięki tobie - powiedział niespodziewanie.

- Kapitol nas okłamywał - dodał - nie musimy tak żyć. Oni wcale nie są lepsi od nas, mamy takie same prawa jak oni. Możemy żyć jak ludzie, nie jak szczury... - złapał ją za dłoń i uścisnął mocno - oni nie są tacy silni jak ci się wydaje, rządzą nami jedynie strachem i kijem, a to za mało, żeby spętać cały naród. - Oczy zaczęły mu się świecić z przejęcia. - Nie chcę siły dla samej siły, nie chcę być jak oni czy tracić człowieczeństwa... ale czy wydaje ci się, że jeśli miałby to zapewnić wam lepszą przyszłość, to bym się zawahał? Nie mówię, że chodzi tu o tracenie czegokolwiek - dodał asekurująco - po prostu, wyobraź to sobie. Nigdy więcej tyrania w polu, nigdy więcej nalotów Białych, prawdziwa szkoła, zamiast tej budy, uczciwa praca. Mogłabyś zostać kimś, zamiast kłusować po ciemku i nadstawiać karku. Jenn mogłaby pójść do szkoły medycznej, pracować w prawdziwym szpitalu, pomagać ludziom. A Jer? Życie bez cienia strachu, bez propagandy? Może na razie jeszcze tego nie rozumie, ale wcale nie chce, żeby zrozumiał... nie chce, żeby się przyzwyczajał do takiego świata. Dlaczego nie mielibyśmy zmienić go na lepsze? - Jasmine uderzyła taka fala młodzieńczego idealizmu, że niemal ją przewróciła.

- Zresztą nie musisz mi wierzyć na słowo. Chodź i sama zobacz. Oczywiście nie możesz nic powiedzieć tamtej dwójce, ani w ogóle nikomu innemu. Jeszcze nie. Wkrótce. A tak... wiesz, że nigdy cię o nic nie proszę, ale teraz to robię. Jedna noc z twojego życia, a kto wie co może się zdarzyć? A jeśli ci się nie spodoba wystarczy, że powiesz słowo i nie będziemy do tego wracać... hmm?
Josh znowu spojrzał w bok i zmarszczył brwi. Stał bliżej Jas, więc tym razem wyraźnie usłyszała jak mówi do siebie "co? Nie. Oczywiście, że to dobry pomysł! Cicho!".
- Co ty na to? Nie jest daleko, a ty przecież nawykła jesteś do chodzenia po ciemku... - ruszył w kierunku lasu, odwracając się co kilka metrów i spoglądając na nia zachęcająco.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sro Lut 20, 2013 7:23 pm

Nie podobało mi się to. To zaskakujące, że Josh chciał mi cokolwiek pokazać. Może faktycznie ostatnio trochę bardziej go olewałam? Coś dziwnego od niego emanowało. To nie była tylko "fala młodzieńczego idealizmu".
- Mają całą armię, propagandę, Dwunastu. Nawet gdyby wszyscy ludzie ruszyli na Kapitol, to nie zdołaliby go zdobyć - powiedziałam przyciszonym głosem, po czym wróciłam na "normalnego" tonu - Zbyt dużo czasu minęło. Może kiedyś pojawi się jakaś nadzieja, może ludzie staną się lepsi. Nie wiem, skąd bierzesz swoje domysły, ale wątpię,że jest tak jak mówisz. Przecież już dawno temu ktoś wykorzystałby sytuację, gdyby się dało.
Odczekałam chwilę i dodałam - Jesteś gorszy niż ja w Twoim wieku. - pokręciłam głową - świat nie jest tak czarno biały jak Ci się wydaje - powiedziałam z westchnieniem. Sama kiedyś tak myślałam, ale czy aż tak bardzo? A czy nadal tak nie myślę? Cząstka dzieciństwa w zakamarkach ludzkiego umysłu, które pokrywa kurz czasu.
- Dobrze, ale ja też będę musiała Ci coś powiedzieć? - powiedziałam i zebrałam zestrzelone gołębie do torby. Przy jej zawiązywaniu specjalnie postarałam się zasupłać jedną z linek. Potem ruszyłam w stronę Josha, żeby go dogonić - Tylko pamiętaj, że w dwójkę idzie się trudniej, bo nigdy nie przewidzisz, co zrobi druga osoba. Musimy uważać i jeśli spotkamy jakiegoś drapieżnika, to ja się nim zajmę, dobrze? Ach i pewnie nic się nie stanie, ale gdyby... wtedy musisz mnie słuchać, bo od tego będzie wszystko zależeć. Moje i Twoje życie. - pozbierałam myśli i zaczęłam znowu.
- A, wracając. Ten sierp co go dzisiaj podniosłeś z podłogi. On nie jest zwyczajny. No i... o kurczę - zmarszczyłam czoło, kiedy przez linkę nie mogłam właściwie zarzucić plecaka - Ej, Josh, mógłbyś mi na chwilę pożyczyć swój nóż? - powiedziałam, patrząc to na torbę, to na brata.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Wto Mar 19, 2013 4:24 pm

- "Ktoś dawno wykorzystałby sytuację..." - powtórzył po niej Josh, jakby do siebie. - A czemu myślisz, że ja nie jestem tym kimś, hm...? Ktoś to musi być, więc czemu nie ja...?
Jasmine zebrała gołębie do torby, czując nagle jak ciąży jej brosza. Siła, która zmienia pływy świata i zmienia niemożliwe w możliwe, czy nie coś takiego powiedziała Wyrocznia? Mówiła, że to magia tak potężna, że zmienia przeznaczenie, rozmywa los...
Co za bzdury, takie rzeczy nie działy się w prawdziwym życiu. Potęga Kapitolu była absolutna i nic tego nie zmieni, to wbijano im do głów od narodzin.
- Dobrze, dobrze, jakby co, ty dowodzisz - zgodził się jej brat na odczepkę, ale poznała po tonie, że myślami był już gdzie indziej.

Ruszyli razem i łowczyny "zauważyła" problemy z plecakiem.
- Mój nóż...? - spytał Josh, zaskoczony. Przez chwilę spoglądał tępo na przypięte do boku ostrze i supeł plecaka i Jas była niemal pewna, że odmówi oddania przedmiotu, ale wzruszył ramionami. Wyciągnął nóż i podał jej rękojeścią do przodu. - Jasne, tylko nie zgub. To cenny prezent od mojej siostry - mrugnął, w jego mniemaniu zapewne zawadiacko, po czym odwrócił się i wszedł w las.

Jasmine przyjrzała się uważnie ostrzu, ale nie dostrzegła niczego niezwykłego. Było bardzo ładne, miało piękne zdobioną rękojeść, posrebrzane a może i całkiem ze srebra, no i było dość stare, choć widać było, że Josh bardzo o nie dbał. Nie wyczuła jednak w nim ani grama magii, niczego niezwykłego. Dla niej był to po prostu ładny kawałek metalu, tak samo jak wtedy, gdy kupowała go na targu.

Nie miała jednak wiele czasu na dumanie, jeśli nie chciała zgubić brata w lesie. Odruchowo poradziła sobie z plecakiem i ruszyła przed siebie. Josh szedł powoli, czekając na nią, jednak gdy się zrównali, przyśpieszył kroku.
- A tak, sierp - podjął Josh, gdy szli przez gęstwinę, skręcając na południe. - Nie wiem czy dobrze to powiem... co? A tak, tak - mruknął do siebie. - W każdym razie powinniście z nim uważać, jeśli dotyka go ktoś z... hmm... nie-kom-pa-ty-bil-ną - przesylabizował sobie - magią, magony w środku się burzą i kto wie co się może stać. Komuś z was może stać się krzywda.

Choć Josh obiecywał ostrożność, emocje musiały brać w nim górę, bo szli coraz szybciej. Po dziesięciu minutach weszli w zagajnik osikowy, więc trochę mniej musieli uważać na gałęzie. Po kolejnych dziesięciu minutach doszli do charakterystycznego wgłębienia o stromych zboczach, gdzie osiki się kończyły, a zaczynały się drzewa iglaste z dominacją sosen. Zeszli na dół, i weszli na górę. Kolejne dziesięć minut parcia lekko pod górę i znaleźli się w niemal na płaskowyżu. Spora połać lasu przed nimi zdominowana była przez drzewa, których Jasmine nigdy do tej pory nie widziała: o grubych pniach i cienkich gałęziach, rzadkich u góry i coraz gęstszych u dołu, o wąskich, grubych liściach. Rozpoznała drugi rodzaj liścia, który zauważyła w kapturze brata.

Słychać był szum wody, gdzieś tu musiała płynąć rzeka, albo chociaż strumyk. Może nawet odgałęzienie rzeczki nieopodal ich domu. Nie poszli jednak w głąb nowego gaju, z którego być może Josh brał drewno, a w prawo, nad krawędź płaskowyżu. Tu trawa nagle się urywała w spadku kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu metrów w dół. Wapienny, pionowy stok kończył się kamienistym podłożem. Rzeczka wymykała się tu z gaju i przechodziła nieopodal w wodospad, rozlewając się na piaszczystej równinie w dole, gdzie rwący nurt zmieniał się w szeroką, spokojną płyciznę.
- Ostrożnie, ziemia może się łatwo osunąć, a do dna daleko - przestrzegł Josh i ruszył w prawo, wzdłuż zbocza. Po kilkudziesięciu metrach znaleźli skałę za załomem której znajdowała się wyrwa w zboczu, szeroka może na metr. Skrywała coś, co gdyby kamienie nie były tak wygładzone przez wiatr i czas, można by wziąć za schody.
- Trzymaj się ściany, bywa ślisko - dodał jej brat, po czym zaczął schodzić niczym kozica górska, prawie skacząc po owalnych kamieniach. Czy to znaczy, że tak często tu chodził? Ale nawet wtedy...

Zejście na dół zajęło Jasmine ponad pięć minut, a i tak był to niezły wynik. Gdyby nie jej wysoka sprawność nabyta przez lata kłusownictwa, nie wiedziała, czy byłaby w stanie zejść na dół. Kilkukrotnie miała wrażenie, że najlżejszy powiew wiatru mógłby ją zwalić wprost na kamieniste dno. Pewnie mogłaby uratować się magią, ale sama perspektywa była mało zachęcająca. Josh czekał na dnie i ruszył przed siebie, gdy tylko stanęła na dole. Zawrócili i podeszli z powrotem do wodospadu. Josh stanął obok niego z dumą, choć niczego tu nie było. Odchrząknął.
- Możemy prosić...? - mruknął.
Coś poruszyło się na górze i nagle wodospad rozszczepił się na połowy, ukazując sporą jaskinię kryjącą się za nim. Ciemność została rozproszona sukcesywnie rozpalającymi się światłami.
- Mogę panią prosić? - spytał jej brat, kłaniając się zapraszającym gestem. Widocznie humor mu się poprawił.

Przeszli pod wodospadem, który zamknął się za nimi wodną kurtyną. Jasmine zauważyła szynę pod sufitem, na której poruszało się coś o stalowych rynnach na podobieństwo ramion. Jaskinia, która w rzeczywistości była korytarzem, oświetlona została białymi, podłużnymi światłami jakie czasami widywało się w Kapitolu, albo bliższych mu Dystryktach. W ich Dystrykcie światło halogenowe było praktycznie niespotykane.

Koniec korytarza, po jakichś trzydziestu metrach, zamknięty był wielkim kołem ze stali. Musiało mieć dobre dziesięć metrów średnicy. Jednak gdy tylko się zbliżyli zaszczękały i zaklekotały jakieś ukryte mechanizmy a wielki kawał stali odtoczył się na bok, znikając w zboczu płaskowyżu. Miał przynajmniej dwa, może trzy metry grubości. Przed nimi zaczęły zapalać się kolejne światła oświetlając tym razem korytarz ze stali. Na końcu tego korytarza majaczyły mniejsze, podłużne drzwi. Josh wskazał zachęcająco, żeby weszli dalej, a Jasmine ogarnęło przejmujące wrażenie, że gdyby chciała się jeszcze wycofać, to to może być jej ostatnia szansa na to.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Wto Mar 19, 2013 5:51 pm

- Oczywiście, nie śmiałabym. - uśmiechnęłam się do Josha, kiedy przekazał mi swój oręż.

Zwykły kawałek metalu. Coś mi tu śmierdziało. Nie wiem, jakie jeszcze rzeczy Josh zdobył przed zmianą jego charakteru, ale ten nóż był jedną z tych rzeczy. Był podejrzany. Jeszcze raz przejechałam palcem po ostrzu, próbując się zauważyć może coś podobnego do pisma runicznego, może jakiegoś skryptu, napisu, charakterystycznych linii. Ciekawe, czy Josh jakkolwiek spostrzeże, że w nim grzebałam. Tym bardziej wolałam zaniechać próby umieszczenia w nim sondy. Rozcięłam węzeł i zawiązałam należycie linki plecaka. Jeszcze przez moment zagłębiłam się w strukturę metalu, rękojeści, starałam się zbadać niektóre cząstki materiały osobno, na niektóre rzuciłam magicznym okiem, starałam się nie przegapić nawet najmniejszych zagłębień. Jednak z braku czasu musiałam się spieszyć.
- Ładny. Nie miałam okazji go wcześniej dokładnie widzieć. Cieszę się, że Ci się podoba. - powiedziałam do Josha oddając mu nóż. Uśmiechnęłam się przy tym.
Dodatkowo całkowicie zignorowałam uwagę brata o sierpie. Od kiedy on zna się na magii? Jak? Wolałam uznać, że to tylko mi się przesłyszało.

Jednak przy wodospadzie było już tego za wiele. Dolna szczęka lekko odsunęła się od górnej, a powstała tak przestrzeń nie dawała złudzeń co do jej charakteru. Po ułamku sekundy słabości zamrugałam oczami i i spojrzałam ostrym wzrokiem na Josha. Przy stalowych drzwiach w mojej głowie zaczęło dzwonić tysiące przeróżnych instrumentów.
- Jak? Nie, musisz mi to wyjaśnić, tutaj. Dlaczego ta woda się rozsunęła na bok? Jak otworzyły się te drzwi nawet bez dotknięcia ludzkiej ręki? I skąd wzięły się tutaj te halogeny? - położyłam ręce na ramionach Josha i spojrzałam mu prosto w środek gałek ocznych - Powiedz mi jeszcze, że tutaj nie ma żadnych tajnych sił Kapitolu i że nie włamujemy się do jakiejś ściśle strzeżonej bazy. Powiedz mi, co tutaj jest grane. Bo to ani trochę mi się już nie podoba. Tu może być niebezpiecznie. Powiedz mi, w co Ty się znowu wpakowałeś? - wszystkie moje słowa wypowiadane były szeptem, ale zarazem stanowczo i z pewną dozą zaniepokojenia. Mówiłam tak, jak wtedy kiedy Josh zbił zdobioną wazę w szkole, ale nie chciał się do tego przyznać, a cała administracja szkoły z uporem maniaka prowadziła śledztwo w tej sprawie.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Wto Mar 19, 2013 6:58 pm

Dalsze śledztwo nie przyniosło rezultatów. Ostrze było gładkie, a ornamenty - zdaje się w kształcie wilków, czy podobnych zwierząt, ciężko było wywnioskować z zawiłych kształtów - nie nosiły śladów żadnych inskrypcji, czy tym podobnych śladów. Jednak, gdy zaczęła drążyć głębiej znalazła coś... a właściwie nic. Niewielka, półokrągła przestrzeń ukryta w rękojeści tuż pod bolcem ostrza. Niemal bąbelek powietrza, którego jej magiczne zmysły widziały tylko dlatego, że nie widziały go...

Normalnie nie zwróciłaby na coś takiego uwagi, bo i dlaczego? Teraz jednak czepiała się wszystkiego do czego popychała ją intuicja i ta właśnie malutka, pusta przestrzeń była bardzo podejrzana. Może gdyby przeprowadziła długą analizę, jednak nie było na to czasu. Poza tym wyglądało to raczej na szukanie dziury w całym niż na faktyczną poszlakę, choć jej instynkt mówił co innego.

Większość drogi przeszli we względnym milczeniu, jednak za wodospadem wybuchła. Josh uśmiechnął się i poklepał ją uspokajająco po ramionach.
- Jak to dlaczego? Widzisz ten mechanizm pod sklepieniem, prawda? - wskazał coś, co z grubsza przypominało wieszak na ubrania osadzony w szynie pod sufitem, jednak zamiast ramion mający metalowe rynny do rozdzielania wody. - No dobrze, dobrze przepraszam. Nikogo tu nie ma oprócz nas, to opuszczone miejsce i było takie gdy je znalazłem. I nie ma nic wspólnego z Kapitolem, wręcz przeciwnie, ale... byłoby mi to dużo prościej wytłumaczyć, gdybyśmy dotarli już na miejsce, wiesz?

Westchnął po czym wskazał na koniec korytarza.
- Tam jest winda, którą zjedziemy na czwarty poziom podziemi do serca tej budowli można powiedzieć. Tam czeka na nas ktoś kto może odpowiedzieć na twoje pytania. To moja... eee... znajoma, można powiedzieć. W każdym razie, pracujemy tu razem i ona się wszystkim zajmuje. Światła, drzwi, wodospad - to wszystko ona. Co prawda była przeciwna sprowadzaniu cię tu, ale myślę, że się dogadacie, jest całkiem rozsądna. No i jak to brzmi? Chyba nic niebezpiecznego, czy podejrzanego, prawda? Spójrz na to z tej strony, im szybciej tam dotrzemy, tym szybciej będziesz mogła stąd odejść, jeśli ci się nie spodoba, dobrze mówię?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Wto Mar 19, 2013 7:40 pm

Zamyśliłam się przez chwilę, a moja twarz przyjęła nieobecny wyraz.
- To, to... dziwne. I skąd jest ta dziewczyna? Jakim cudem tu się znalazłeś i jakim cudem jest tu to wszystko. - pokręciłam głową - jeśli wpakujesz nas w kłopoty, to pamiętaj, że gorzko tego pożałujesz. I sama tego dopilnuję. Wiesz, że Kapitol mógłby nas nawet za przebywanie tutaj powiesić? - zdawałam sobie sprawę z kruchości argumentu, ale dopóki wychodziłam za granice Dystryktu i miasteczka, zawsze byłam narażona. Ale robiłam to po coś. A te świecidełka nie były nikomu potrzebne.

- Dobrze, więc prowadź. - uniosłam brew i wytężyłam wszelkie dostępne zmysły.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Wto Mar 19, 2013 8:24 pm

- Już tu była, gdy tu trafiłem, a trafiłem... eee... hehe... przypadkiem, khm - Josh zaśmiał się nieszczerze, uciekając wzrokiem na bok. - No dobrze, bardziej przez głupotę niż przypadek, ale każdy się czasem myli, prawda? - westchnął, ruszając korytarzem. Zaklekotały mechanizmy drzwi i stalowe koło wtoczyło się na swoje miejsce. Jej brat nie wyglądał na przejętego. - Nie przejmuj się, zawsze tak jest. Względy bezpieczeństwa czy coś. W każdym razie widziałaś jakie kruche jest tu zbocze... nie rozgadując się w pewnym momencie byłem na górze, a potem już na dole. Gdyby nie ona pewnie bym stąd nie wrócił do domu - wzruszył ramionami.

Przeszli stalowym, rozszerzającym się korytarzem do długich drzwi. Skoro była to winda, to najwyraźniej towarowa. Po obu stronach znajdowały się przezroczyste kwadraty, a chłopak położył na jednym z nich dłoń. Płyta rozjarzyła się i zgasła.
- Witaj, Josh. Wykryto nieznaną sygnaturę biologiczną w twoim otoczeniu. Przyjaciel czy wróg? - rozległ się bezcielesny, kobiecy głos.
- Moja siostra - parsknął śmiechem zapytany.
- Przyjaciel czy wróg?
- No już, już, przyjaciel rzecz jasna.
- Przyjęłam. Kod identyfikacyjny sygnatury?
- Eee... Jasmine?
- Przyjęłam. Jaki stopień dostępu nadać, Jasmine?
- Hmm, o tym nie pomyślałem - chłopak podrapał się po głowie z zakłopotaniem. - A jaki mogę?
- Obecnie od 1 do 4. Pamiętaj, że wyższy stopień daje dostęp do większej części obiektu i nie należy nadawać go osobom niepowołanym. Jaki stopień dostępu nadać, Jasmine?
- Czwarty w takim razie.
- Potwierdź.
- Potwierdzam - dodał Josh już trochę poirytowany.
- Przyjęłam. Witajcie w Wojskowej Bazie Naukowej #17, Aegis. Życzę miłego dnia.
- No nareszcie... potem robi się mniej formalnie - dodał pocieszająco, a drzwi windy rozsunęły się.

Wnętrze było w całości wyłożone lustrami, poza niewielką konsoletą po prawej. Miała tylko pięć przycisków, w kolejności:

P
B1
B2
B3
B4

Josh wcisnął B4, a drzwi windy się zasunęły. Światło w windzie przygasło, a z luster zaczął promieniować poziomy, szeroki, biały promień, który omiótł ich z góry na dół i z dołu na górę. Jasmine wytężała swoje zmysły gotowa do obrony, ale światło wydawało się praktycznie nieszkodliwe. Promień zniknął tak nagle jak się pojawił, a światła ponownie rozbłysły pełną mocą.
- Spokojnie, to tylko skan, żeby komputer cię rozpoznał następnym razem. A także gdyby ktoś chciał się pod ciebie podszyć, jak rozumiem. Kompletnie nieszkodliwy - zapewnił Josh, całkowicie nie przejęty całą sytuacją.

Podświetlenie guzików powoli przesunęło się od P aż stanęło na B4. Drzwi windy rozsunęły się, wpuszczając ich do środka. Środkiem okazało się spore pomieszczenie, średnicy przynajmniej pięćdziesięciu metrów, choć ciężko było to poznać z powodu natłoku sprzętów. Miało kształt rombu, z windą na jednym z kątów. Wszystkie cztery ściany pokryte były wielkimi monitorami i sprzętem jakiego Jasmine nigdy nie widziała. Od każdej ściany ku środkowi odchodziły dwa rzędy stanowisk operacyjnych z czymś co zapewne było komputerami, a cały środek zajmował spory, okrągły stół, wykonany z metalu i szkła. Drugi taki blat umieszczono pod sufitem pięć metrów wyżej. Pozostałe trzy wierzchołki pomieszczeniu mieściły troję innych drzwi, w tej chwili zamknietych.

Gdy weszli ciemność zaczęła pryskać, gdy rozpalały się lampy i włączał sprzęt, od ścian począwszy na podświetleniu stołu skończywszy. Całość opadała o dwa stopnie od ścian ku środkowi. Josh zszedł, niemal zbiegł, i stanął obok stołu.
- Jas, przedstawiam ci, to jest Alicia Grey. Khem! - odchrząknął. - Alicia?
Blat stołu zamigotał i pomiędzy nim a sufitem pojawiło się przezroczyste widmo kobiety. Miała czarne włosy do ramion, delikatne rysy i piwne oczy. Do ciemnych spodni nosiła biały, laboratoryjny kitel. Wyglądała na ponad trzydzieści lat.
- Alicio, to jest moja siostra, Jasmine - podpowiedział Josh.
- Tak... miło cię poznać, Jasmine. Josh wiele mi o tobie opowiadał - powiedziała zjawa głosem bardzo podobnym do tego słyszanego w korytarzu, ale mniej bezosobowym, bardziej jakby słowa wypowiadała prawdziwa osoba a nie maszyna. - Jestem profesor Alicia Grey, dowódca naukowy tego obiektu. Zapewne masz jakieś pytania... może mogę ci zaproponować coś do picia? Kawę? Herbatę? Coś mocniejszego?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sro Mar 20, 2013 7:50 pm

To nie było... bezpieczne. Ale było interesujące. Jednak nie tego się spodziewałam. Po co Josh tutaj przyszedł? I czy faktycznie jest tutaj tylko jedna osoba? Jak pozostała niezauważona przez cokolwiek? Musiała jakoś zdobywać jedzenie, poza tym - jak sprowadziła tutaj tyle sprzętu.
- Witaj, profesor Alicio. - powiedziałam zdobywając się na jak najbardziej uprzejmy ton, tak, żeby nie okazać swojego zakłopotania i zmieszania. Zmrużyłam oczy. Przerzuciła wzrok na rzeczy dookoła i jeszcze raz dokładnie obejrzałam otoczenie.

- Całkiem pokaźny ośrodek badawczy. - pokiwałam głową, po czym dodałam - jeśli to nie sprawi kłopotu, byłabym wdzięczna za szklankę wody. - po czym rozejrzałam się, czy mogłabym gdzieś usiąść - Ach, i jeszcze miała bym jedną prośbę. Jestem przyzwyczajona do rozmawiania z ludźmi twarzą w twarz. Czy mogłaby jednak pani pojawić się tutaj osobiście, a nie przez hologram? No.. nie, żebym miała coś przeciwko, ale... wydaje mi się, że czułabym się bardziej komfortowo. - wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się lekko.

Kiedy już wszystko zostało wyjaśnione, zapytałam nieśmiało.
- Wiem, że w sumie to głupie pytanie i pewnie gdyby tak było, to i tak nie odpowiedziałabyś szczerze, ale... czy współpracuje pani z Kapitolem? Nie chciałabym się plątać się w coś, czego potem mogę żałować. I... jeśli nie, to jakim cudem jest tutaj, pod nosem Imperium, nieznane nikomu centrum badawcze z pełnym wyposażeniem, i dość dobrze trzymające się jak na obecną sytuację. Długo już tutaj pani przebywa? - upiłam łyk ze szklanki wody, uprzednio dokładnie ją sprawdzając, a w ustach jeszcze magicznie podgrzewając i schładzając, aby wyeliminować ewentualne zagrożenie. Starałam się robić to tak, aby nie wzbudzić podejrzeń gospodyni, nawet jeśli wymagało to zużycia większej ilości energii niż normalnie. - Ach, zadaję jak zwykle tyle pytań. Wiem, że Josh dużo Ci o mnie opowiadał, ale może pani także chciałaby jeszcze się czegoś dowiedzieć? - spojrzałam w kierunku pani profesor.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sro Mar 20, 2013 11:32 pm

- Woda. Oczywiście - profesor skinęła głową, spoglądając pod ścianę. Między oprzyrządowaniem stało coś bardzo podobnego do zlewu, gdzie kilka rurek łączyło się w jednym kranie nad niewielką, metalową misą. Ze ściany wysunął się plastikowy kubeczek, a z kranu poleciała woda. Josh wziął napełniony kubeczek i podał siostrze. Woda był silnie zmineralizowana, zimna i krótko mówiąc, przepyszna, nawet po przetworzeniu w ustach. Jasmine nie doszukała się w niej niczego podejrzanego, ale ciężko powiedzieć, żeby ją to uspokoiło.

Pod rzędami stanowisk operacyjnych, wokół stołu zamontowano kilka prostych, obrotowych krzeseł. Być może siadano na nich z okazji konferencji czy innych spotkań, a łowczyni zajęła teraz jedno z nich. Jej brat usiadł na kolejnym, po drugiej stronie niewielkiego przejścia między rzędami.
- Niestety - podjęła Alicia. - To jest najwyższy stopień interakcji jaki jestem w stanie zapewnić. Mój fizyczny odpowiednik został zlikwidowany 267 lat 3 miesiące i 4 dni temu. Jak już starałam się wytłumaczyć Joshowi, to co tu widzicie jest jedynie cybernetycznym interfejsem sztucznej inteligencji, skonstruowanym na podstawie i pod kierownictwem oryginalnej profesor Alicii Grey. Interfejs ten stworzono by zapewnić odpowiednią elastyczność i zdolność działania w określonych działaniach, nadając mi połowiczną samodzielność i quasi-świadomość. Czy to zrozumiałe?
- Całkiem jak duch, nie? - wtrącił Josh.

- Jeśli zaś chodzi o twór zwany "Kapitolem", to nie, nie utrzymuję z nim żadnych stosunków ani kontaktów poza pasywnym nasłuchem szerokiego spektrum częstotliwości radiowych. Co do tego dlaczego nie odkryto tego miejsca wcześniej... nie jestem w stanie jednoznacznie na to odpowiedzieć - stwierdziła Grey, czy też to co przybrało jej formę. - Faktem jest, że gdy wybuchła wojna, lokalizacje wielu baz utrzymywano w ścisłej tajemnicy. Faktem jest też, że poprzednia władza, budowniczy i pierwotny właściciel tego miejsca Zjednoczona Federacja Północnej Ameryki, wysłała ogólny rozkaz hibernacji, rozkaz rozbudzenia nigdy nie nadszedł. Być może tej lokalizacji nigdy nie odkryto, być może uznano, że została zniszczona w jednym z ataków obszarowych. Pozostawałam w hibernacji, w tym czasie miejsce to było zamknięte i wyłączone, poddane pasywnej konserwacji.
- Potem zjawiłem się ja - ponownie wtrącił się Josh, wyraźnie dumny z siebie.

- Zgadza się, w okolicy pojawił się sygnał, który odebrały moje sensory, choć nastawione na najmniejszy zakres. Sygnał należał do generała Gerharda Wulfa, wojskowego dowódcy tej stacji. Biologiczna sygnatura towarzysząca sygnałowi nie należała do Wulfa, jednak nosiła oznaki ciężkich obrażeń ciała. Podjęłam inicjatywę na mocy regulacji o ratowaniu życia członków załogi, otworzyłam bazę, ściągnęłam poszkodowanego do środka i wyleczyłam. Wciąż posiadam pełny raport medyczny, jeśli życzycie sobie zajrzeć: liczne otarcia i obtłuczenia, pęknięta czaszka w okolicy potylicy, złamany lewy obojczyk, złamane trzy lewe żebra, złamane jedno prawe żebro, złamane obie kości lewego przedramienia, zwichnięty nadgarstek lewej ręki, wybite dwa palce lewej reki, złamana kość podudzia...
- Dobrze, dobrze, zrozumieliśmy! Bolało! Możemy już do tego nie wracać? Jezu... - Josh zamachał rękami i skrzywił się w proteście.
- Wedle życzenia. W każdym razie, po wyleczeniu miałam możliwość zdecydowania o następcy generała, na mocy regulaminu o stratach w załodze. Po uzupełnieniu wiedzy o współczesnym świecie i ocenie kandydatury Josha, zdecydowałam o tymczasowym mianowaniu go wojskowym dowódcą tej placówki.

- Mam nadzieję, że to odpowiada na twoje pytania, a korzystając z możliwości zadania własnych... - hologram zamyślił się na chwilę, być może przetwarzając dane. - Choć w pamięci jesteś oznaczona jako przyjaciel, Jasmine, chciałabym żebyś określiła swoje cele i intencje. Z twoim potencjałem, w czasie wojny zostałabyś oznaczona jako nieprzyjaciel klasy S na skali od F do SSS. Dodatkowo nosisz ze sobą artefakt emitujący wysokie poziomy krótkich fal magicznych, potencjalnie mogący służyć za broń dużego rażenia. Powinnam nadmienić, że pierwotnym celem ośrodka Aegis było opracowanie na rzecz Federacji technologii do walki z wrogimi osobami używającymi magii...
- Hej, hej, hej, po co od razu jakieś oskarżenia? Jasmine jest spoko, ręczę za nią - żachnął się Josh.
- Nawet jeśli to rozkaz dowódcy, protokoły bezpieczeństwa obiektu mają pierwszeństwo w tej kwestii - odparła niewzruszona Alicia.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Czw Mar 21, 2013 2:05 pm

Otworzyłam delikatnie usta, po czym je zamknęłam.
- Aha, przepraszam. - uśmiechnęłam się blado. Kiedy opowiadali z Joshen swoje spotkanie, miała ochotę go udusić.
- Po co zapuszczałeś się tak daleko i nie uważałeś? Jak mówiłeś, że nie wróciłbyś do domu, to myślałam, że... że to zbocze było zbyt strome, a nie że z niego spadłeś i prawie się zabiłeś! - pokręciłam głową i już obmyślałam wykład, jaki dam mu po powrocie do domu.

Kiedy Alicia zadała mi swoje pytanie, uśmiechnęłam się - Nie mam pojęcia, jakie mam intencje i cele. To, co tutaj zastałam jest dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Josh nic mi nie powiedział. Ale nie wiem, co miałabym zrobić wbrew protokołom bezpieczeństwa. Nie, nie zamierzam tutaj niczego umyślnie niszczyć, dopóki nic nie będzie próbowało zabić Josha albo mnie, oczywiście. - zamyśliłam się na chwilę i upiłam kolejny łyk wody - Ale.. - zmrużyłam kolejny raz oczy i spojrzałam na hologram z nadzieją - jeśli mówi pani, że ośrodek specjalizował się w doskonaleniu technik przeciw magii.. to czy magia przed czasem hibernacji była zakazana? Czy jedynie pracowaliście nad tym, jak unieszkodliwiać wrogich magów?

Poczekałam na odpowiedź, ale potem dodałam - Jeśli prowadziła pani eksperymenty na magii.. czy znajduje się tutaj jakaś sala treningowa, którą można by wykorzystać do treningu technik obrony przed magią? I... to z ciekawości - uśmiechnęłam się pogodnie, nie mogą pohamować żądzy wiedzy - czy ma pani jakieś zapiski czy zdjęcia z czasów sprzed wielkiej wojny? Zawsze mnie to fascynowało, to jednak jest biała plama w naszej historii. Fakt, zapełniają ją czymś, ale sami nie ukrywają, że nie mają jednej spójnej wersji. - wzruszyłam ramionami. Zaczęłam kręcić palcem w powietrzu, wirując dookoła niego magonami. To podobny odruch do tego, kiedy ludzie wyginają palce czy je trą, kiedy są podekscytowani.

- I jeśli to nie będzie kłopotem... Czy naprawdę tutaj nie ma nikogo więcej? Bo gdyby pani chciała... w sumie, w zamian za pomoc w szkoleniu może ja mogłabym popracować przy ulepszaniu.. tego wszystkiego. Wiem, że moje zdolności są ograniczone i nie wiem, czy w ogóle jestem w stanie zdobyć cokolwiek, co by się pani przydało, ale mogłabym spróbować. Może z czasem nauczyłabym się obsługiwać te maszyny. Co trzy głowy to nie dwie. Josh, umiesz posługiwać się.. tym wszystkim? - zatoczyłam krąg ręką nad sprzętem dookoła. Zawsze byłam zafascynowana nauką. Gdyby nie okoliczności, to może poszłabym do jakiejś szkoły, a potem na studia i została naukowcem. A tak... gdybym przerzuciła część zajęć i zrezygnowała z części polowań, być może mogłabym poradzić sobie z wygospodarowaniem odrobiny czasu, aby tu przychodzić. Spojrzałam pytającym wzrokiem na profesor.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Pią Mar 22, 2013 1:08 pm

- Kojarzysz tego lakiernika, któremu sprzedaję swoje rzeźby? No więc któregoś się zgadało, że dzisiejsze drewno to już nie takie co kiedyś, że ciężko o dobry materiał. Zaczął nawijać jak to lata temu miał układ z drwalami, że dawali mu po cichu takie naprawdę piękne drewno, wiesz zanim wprowadzili tą nową falę zakazów odnośnie lasu - odpowiedział Josh. - No to pomyślałem, że zobaczymy, może gra jest warta świeczki i faktycznie drewno z tych drzew na górze jest bardzo ładne, łatwe w obróbce. A skoro już tu byłem, to chciałem się rozejrzeć, myślałem, że to porządna skała, ale jak tylko się wychyliłem, wapień się ukruszył... zresztą, nic się nie stało, to o co znowu afera? Żyję, nie? - przewrócił oczami, zbywając temat.

- Zakazana? - zdziwiła się profesor. - Nie, oczywiście, że nie. Od jej odkrycia i uwolnienia ludzkiego potencjału, magia rozprzestrzeniła się po świecie w postępie geometrycznym i stała się częścią ludzkiego życia. Technomagia była ważną gałęzią cywilizacji, użytkownicy magii byli bardzo powszechni, a używanie magii stało się codziennością. Jednak po wybuchu wojny, ten sam czynnik, który dotychczas przysparzał światu prosperity, stał się zagrożeniem. Siła bojowa użytkownika magii rośnie w postępie geometrycznym, nieuzbrojony użytkownik magii rangi D ma potencjał bojowy uzbrojonego żołnierza. Zdarzały się przypadki, gdy użytkownik magii rangi S równał z ziemią całą bazę wojskową, nawet jeśli posiadała mechaniczną obronę i liczną załogę z użytkownikami magii niższej rangi. Było to szczególnie niebezpieczne, ponieważ Europa, gdzie rozpoczęła się wojna, posiadała statystycznie więcej użytkowników magii nie tylko w randze ale i liczebności. Zjednoczona Federacja Północnej Ameryki próbowała zrekompensować to przy pomocy zaawansowanej technomagii i technologii. Naszym... to znaczy, zadaniem mojego oryginału i pracującego tu zespołu, było opracowanie technologii przeciw magicznym atakom. Badania obejmowały szerokie spektrum aplikacji głównie defensywnych i znajdowały się w zaawansowanym stadium, gdy prace przerwano, a zespół ewakuowano. Niestety, z tego co mi wiadomo, transport naukowców i oficerów zestrzelono kilka kilometrów stąd i nikt nie przeżył. Mnie dowództwo poddało hibernacji, natomiast teraz, po przebudzeniu podążam za główną dyrektywą opracowania technologii antymagicznej.

Trudno było się oprzeć wrażeniu, że Jasmine nagle cofnęła się w czasie o prawie trzysta lat. Że siedzi w centrum dowodzenia tajnej bazy wojskowej nie teraz, a wtedy. Niemal mogła zobaczyć przed oczami ludzi siedzących dookoła na stanowiskach operacyjnych, nasłuchujących raportów, analizujących wyniki badań, oglądających relacje z frontu. A może wręcz próbujących nawiązać ostatni kontakt z bliskimi?
A potem ich stąd zabrano. Niektórzy zginęli zapewne od ostrzału transportowca, inni dopiero od uderzenia w ziemię. Może ich ciała spłonęły, a może pochłonęła je ziemia i roślinność...

- Zdjęcia...? Proszę czekać... - hologram zastygł na sekundę. - W podręcznej bazie danych mam zdjęcia celów taktycznych wykonanych przez drony szpiegowskiego na początku wojny. Mogę uruchomić i przeszukać serwery archiwum, ale to trochę potrwa. Czy chcecie obejrzeć te zdjęcia?
Josh i Jasmine popatrzyli na siebie i skinęli głowami.
- Bardzo dobrze. Przechodzę na tryb wyświetlania.
Monitory i światła w pomieszczeniu przygasły o połowę. Hologram Alicii Grey zniknął, zastąpiony przez zdjęcia, które wcale nie były zdjęciami, a hologramami tego co szpiegowały drony. I nagle kolejne pół godziny zniknęło z ich życia.
- Londyn, budynek Parlamentu w skali 1:200 - opisywał bezcielesny teraz głos pani profesor. - Rzym, odnowiony budynek Koloseum, centrum badań technomagicznych w skali 1:350... Północna część Sydney, z zaznaczonymi prawdopodobnymi miejscami zamieszkania oficerów operacyjnych, w skali 1:500... Biokopuła w Sankt Petersburgu... Knososs... Wenecja... Kuala Lumpur... Nowy Hong Kong... - głos wymieniał kolejne nazwy dawnych miejsc i miast.

Modele pozostawały na wyświetlaczu przez pół minuty, minutę i zmieniały się w nowe, fantazyjne kształty. Wszystkie porażały, niektóre rozmachem, inne kolorami, kształtem, czy perfekcyjną synchronizacją. Niektóre były prawie tak wielkie jak Kapitol. Niektóre były większe. Spoglądając na te zdjęcia, obrazy dobrobytu sprzed wojny, ciężko było oprzeć się wrażeniu, że większa część współczesnej cywilizacji przepadła. Jeśli wierzyć w los Europy i wielu innych części świata, większość z tych cudów dawno znajdowała się pod wodą, albo zwyczajnie przestała istnieć.

Gdy ostatnie zdjęcie zniknęło, powróciło światło i osoba Alicii.
- To wszystkie zdjęcia dawnego świata z podręcznej pamięci. A wracając do poprzedniego pytania, owszem, za mną - wskazała ręką przejście naprzeciwko windy - znajdują się pomieszczenia testowe, gdzie przeprowadzano eksperymenty. Przy okazji nadmienię, że po bokach - wskazała dwa pozostała przejścia - znajdują się magazyny i przejścia techniczne do podziemnych systemów: komputerowych, grzewczych, pozyskiwawczych, chłodzących, klimatyzacyjnych, sanitarnych i oczywiście serwerownia. Nad nami, na trzecim poziomie podziemi znajduje się poziom medyczny, na drugim poziomie podziemi są kwatery załogi, na pierwszym poziomie jest kantyna, sanitariat i pomieszczenia ochrony.

- Eee... w sumie to nie - przyznał Josh - nie umiem, ale po co? Alicia wszystkim się zajmuje i dobrze jej to idzie. Czasem jak mi się nudziło to pytałem o to czy tamto, czasem wymienię jakiś kabelek, czy płytkę, ale to nie takie proste jak obsługa komputera.
- Dziękuję, Josh. I to prawda, jesteście tu pierwszymi żywymi istotami od przeszło dwustu lat. Ale raczej nie potrzebuję pomocy przy ulepszaniu czegokolwiek. Nie wydajesz się posiadać odpowiednią wiedzę, czy kompetencje niezbędne do takiej pracy, Jasmine. Poza tym to prawda, że baza staciła 12% zdolności operacyjnych przez czas hibernacji, nawet pomimo biernej konserwacji, ale wciąż jest uznawana za w pełni sprawny obiekt.
Alicia wbiła w łowczynię iluzoryczny wzrok, najwyraźniej zastanawiając się nad czymś.
- Oczywiście oboje jesteście tu mile widziani, jako wysokiej rangi oficerowie tej placówki, o ile dotrzymacie regulaminu bezpieczeństwa. W drodze wyjątku przystałam na sprowadzenie cię tu, Jasmine, gdyż gdybyś próbowała zatrzymać Josha z dala siłą, mogłoby to zaszkodzić rozwojowi badawczemu. Jednak w każdym innym wypadku jesteście zobowiązani do zachowania tajemnicy pod groźbą pozbawienia uprawnień, mam nadzieję, że to zrozumiałe. Jeśli jednak chcesz w czymś pomóc, to brakuje mi użytkownika magii, by testować skuteczność technologii obronnej. Domyślnie w załodze znajdowało się trzech użytkowników magii od rangi D do B, ale po ewakuacji nie miałam możliwości dowiedzenia słuszności swoich obliczeń w praktyce. Tymczasem... Josh, jak już mówiłam, niepokoi mnie poziom twoich hormonów, szczególnie wysoki poziom testosteronu. Zgodziłam się na tą rozmowę ze względów psychologicznych, jednak uważam, że to najwyższa pora, żebyś udał się na poziom medyczny. Twoja siostra może zostać lub iść z tobą jeśli ma ochotę.
- Pff, przesadzasz - Josh wywrócił oczami. - Nic mi nie będzie, czuję się dobrze. Nie wiem o co w ogóle obie się plujecie... jak macie jakiś problem, to...
- Właśnie o takim agresywnym zachowaniu mówię! - ucięła Grey. - Niedopuszczalne!
- Dobra, dobra, jezu... już idę. Podkręć sobie chłodzenie obwodów, czy coś - wstał i ruszył ku windzie. - Idziesz, Jas, czy masz ochotę na babskie pogaduchy?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Pią Mar 22, 2013 7:33 pm

Podziwiałam "zdjęcia" przedstawiające najróżniejsze bazy. Aż trudno było uwierzyć, że coś takiego mogło istnieć. Fakt, mówiło się o zaginionych skarbach, o wojnie. Starałam się dopasować hologramy do rycin i szpiców w książkach. Do tego, co o nich już wiem. Chłonęłam całą sobą ukazywane mi widoki. Nawet jeśli były fałszywe, to i tak ktoś musiał to coś wymyślić.

- Pani profesor mnie nie docenia - wyszczerzyłam zęby, kiedy Alicia uczyniła uwagę na temat moich kwalifikacji - jeśli tak, to w takim razie po co były tutaj te wszystkie stanowiska badawcze? - wskazałam na krzesła dookoła sali - Ale faktycznie, obsługa nie jest łatwa. Dlatego może mnie pani tego nauczyć. Wiem, że może pani zarządzać wieloma czynnościami naraz, ale czy nie przydałaby się tutaj... ludzka ręka i pomysłowość? Oczywiście nie mam zamiaru pomniejszać pani wiedzy i doświadczenia, ale jednak.. nawet ludzie pracują w zespołach Dodatkowa głowa i para rąk może się przydać. Może byłabym w stanie wykorzystać i zrealizować kilka moich pomysłów. - spojrzałam proszącą miną uczennicy na hologram Alici. Taki, jak uczniowie, kiedy bardzo pragną wymusić lepszą ocenę. - A co do testowania - jestem gotowa podjąć to wyzwanie. Może też przy tym się czegoś nauczę.

Przyglądałam się z zaciekawieniem wymianie zdań Josha z Alicią. Przydałaby się tutaj Jenny. Ale czy wciągnięcie jest do tego miejsca, dopóki nie sprawdzę, czy jest bezpieczne, to dobry pomysł?
- Pani profesor, na czym polega protokół bezpieczeństwa? I.. bardzo chętnie potowarzyszę Joshowi. Przecież nie mogłabym go teraz zostawić samego. - powiedziałam neutralnie, ale w głębi czułam pewien niepokój. Co ta kobieta może z nim robić? Może to odpowiada za jego dziwne zachowanie? Czy ze mną będzie chciała zrobić to samo? Fakt, Josh dojrzewał, ale przecież wszyscy to przechodzą. I nie potrzebują wykonywania testów przez jakiejś dziwne machiny zamieszczone w tajnej bazie zbrojeniowej. Musiałam się temu dokładnie przyjrzeć, a jeśli miałam okazję, nie mogłam wypuścić jej z ręki. Gdy tylko Josh ruszył we wskazanym kierunku, podążyłam za nim.
- Co tam się robi na tym... "poziomie medycznym"? - zapytałam Josha, ciągle mając wrażenie, że cokolwiek powiem, zostanie usłyszane przez Alicię. To nie była komfortowa sytuacja. Zawsze mogłam spróbować nałożyć magiczną barierę antydźwiękową, ale to nie był dobry czas, aby tworzyć rysy na cieniutkiej nici zaufania, jaki wytworzyła się po tym, jak usłyszałam o uratowaniu Josha. Ale o jaki "rozwój badawczy" chodziło? Czyżby ta maszyna potrzebowała żywych ludzi tylko do testowania i wykonywania zapisanego setki lat temu "protokołu"?
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sob Mar 23, 2013 2:25 pm

- Propozycja zanotowana i zostanie wzięta pod rozwagę w późniejszym terminie. - Obiecała Alicia. - W międzyczasie nie krępuj się pytać, czy korzystać z zasobów Aegis. - Dodała w zasadzie dobrodusznie, o ile można tak określić poczynania maszyny.
- Protokół bezpieczeństwa stwierdza, że wiedza o lokalizacji, wyposażeniu, celach i załodze #17 Wojskowej Bazy Naukowej Aegis jest ściśle tajne i nie może być rozpowszechniane osobom bez upoważnienia. W waszym przypadku, nie możecie nikomu o tym powiedzieć, podkreślę jeszcze raz, nikomu, bez zgody dowódcy naukowego bazy, czyli mojej. W razie wątpliwości, proszę pytać.

Weszli do windy, Josh wcisnął B3 i drzwi zasunęły się za nimi.
- Co się robi...? Mmm... badania, leczenie, eee... tam mnie poskładano na samym początku. Mają takie bajeranckie komory z płynem i różne takie. Początkowo wygląda nieprzyjemnie, ale można się przyzwyczaić - powiedział jej brat. Drzwi się otworzyły i wyszli na korytarz oświetlony mocnymi halogenami.
- Pokład medyczny początkowo służył tylko do oceny stanu zdrowia załogi, ich sprawności i udzielania pierwszej pomocy. Jednak w późniejszej fazie istnienia bazy, gdy główny kierunek badań zmienił się z czysto technicznego na również biomedyczny, pokład medyczny poszerzono i wyposażono w sprzęt laboratoryjny wysokiej klasy. - Podpowiedział usłużnie głos profesor Grey z niewielkich głośników umieszczonych w równych odstępach pod sufitem.

Po kilku metrach przeszli przez kolejne drzwi do niewielkiej klitki trzy na trzy. Nad ich głowami zapalił się czerwony napis DEKONTAMINACJA.
- Bez obaw, ten środek jest obojętny dla ludzkiego organizmu - uspokoił głos, gdy ze ścian buchnęła chłodna para, zalewając całe pomieszczonko. Po kilku sekundach strumień ustał i mogli przejść dalej. Rozum podpowiadał, że powinni być cali mokrzy, ale środek wyparował nie pozostawiając po sobie śladu. Jedyne co w nim mogło przeszkadzać to, to, że pomimo całej domniemanej obojętności śmierdział starym dywanem.

Następne pomieszczenie było o wiele większe, niemal przestrzenne. Ścianę naprzeciwko drzwi i tę po prawej zajmowało kilka osobliwych, przeszklonych komór, do których od podłogi i sufitu odchodziły jakieś kable, przewody i rurki. Na lewej ścianie znajdował się szereg ekranów i wyświetlaczy o silnym podświetleniu, jak i kolejna stacja holograficzna, choć mniejsza niż w centrum dowodzenia. Po lewej znajdowały się też przeszklone drzwi, które prowadziły jakby do osobnych sal szpitalnych, podczas gdy drzwi po prawej i na wprost były nieprzezroczyste i zdawały się prowadzić do schowków medycznych i pomieszczeń użytkowych.

- Ech, co za zawracanie... głowy - westchnął Josh. - Poczekaj tu sekundę - dodał, po czym wszedł do jednego z pomieszczeń po prawej. Wyszedł po minucie ubrany tylko w coś co bardzo przypominało spodenki kąpielowe, albo wręcz część osprzętu dla nurków. Podszedł do jednej ze stojących w pomieszczeniu komór.
- No więc... wszystko jest w porządku, jakby co - powiedział odwracając się do niej - wiem, że zawsze wszystkim się strasznie przejmujesz, ale nie ma o co, robiłem już to dziesiątki razy. Chodź czasem zasypiam w takcie... w każdym razie jak już mówiłem w domu być może będę musiał tu zostać dzień, czy dwa. O szczegóły możesz spytać Alicię, no i oczywiście możesz zostać, albo wrócić do domu, żeby się dzieciaki nie martwiły. Tak, Alicio?
- Oczywiście - przyznała pani profesor, materializując się jako hologram w stacji po lewej.
- No właśnie, więc do zobaczenia jakby co.

Josh przestąpił próg komory, a jej odsunięta domyślnie przednia ściana zasunęła się za nim. Z dołu zaczął wypływać różowawy płyn, w szybkim tempie wypełniając niewielką przestrzeń, ale chłopak zdawał się tym nie przejmować.
- Bez obaw - zapewniła Grey - roztwór ten jest wysokonasycony tlenem, ludzie mogą nim oddychać - dodała, gdy płyn zalał głowę Josha. Na twarzy chłopaka odbiła się przez chwilę panika, ale wciągnął płyn do płuc i zaraz się rozluźnił. Komora wypełniła się całkowicie, a z sufitu spłynęły na dół szeregi kabli, które Josh skrzętnie poprzylepiał sobie do skroni, szyi i torsu. Następnie chwycił coś w czym Jasmine rozpoznała jakiś rodzaj strzykawki i wsunął sobie w nadgarstek. Przymocował całość kawałkiem elastycznej taśmy. Zamknął powoli oczy i uniósł się nieco w roztworze płynu, najwyraźniej zasypiając jak kamień.

- Skoro już tu jesteś, Jasmine - podjęła pani profesor, jakby nigdy nic. - Może zgodziłabyś się na kilka standardowych testów? Co prawda przeanalizowałam twoją sygnaturę czujnikami, ale to nie pozwala na zbyt precyzyjne odczyty, ani dogłębną analizę. A choć nie mam na stanie wielu urządzeń technomagicznych, wciąż znajdują się tu skanery, których używałam to badania stanu zdrowia użytkowników magii stanowiących część poprzedniej załogi. Jest to zalecana operacja, skoro masz mi pomagać, a być może w zamian będę mogła pomóc i tobie. Stań proszę na tamtej platformie - tu wskazała niewielką platformę w rogu.
Łatwo było ją przeoczyć, bo nie rzucała się w oczy jak komory, a także jej pulpit i ekrany wtopiono w ścianę, przez co nie były tak dobrze widoczne.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sob Mar 23, 2013 9:40 pm

Z zadziwiającym nawet mnie samą spokojem patrzyłam, co się dzieje z Joshem. Zastanawiałam się, jak długo wytrzymam patrzenie na brata w takim stanie zanim staranuję tą szybkę i wyciągnę Josha stąd siłą. Ciekawe, czy Alicia kłamała o tym, że byłabym w stanie zrównać z ziemią tą bazę. Jeśli zrównanie z ziemią dotyczy jakiejkolwiek podziemnej bazy, oczywiście. Jaki by miała w tym cel? Sprawdzić mnie? Czy nie spróbuję tego i będzie miała dobry pretekst, żeby się mnie pozbyć? Komputery i elektronika to jedno, a coś w stylu niezależnego AI, które potrafi mnie w każdej chwili zabić to drugie. Czułam się, jakbym znalazła się w cudownym domu arystokraty z Kapitolu, który nagle użyczyłby mi swojego majątku. Niby wszystko jest piękne, mogę niemal wszystko, mogę robić to, co wcześniej było niedostępne. Ale wystarczy jedno skinienie palcem, abym przestała istnieć. Alicia była dla mnie jedną wielką zagadką.

- Nie ufam Pani. - wypaliłam, strzelając słowami w próżnię przed siebie. Wiedziałam, że jest wszędzie, więc czy było sens zwracać oczy na hologram. Nie chciałam też tego mówić przy Joshu, nie byłam pewna, czy chciałam to powiedzieć teraz. - Proszę jednak nie brać tego bardzo osobiście. Sama Pani musi przyznać, że nasza wizyta tutaj nie jest codziennym zjawiskiem. Nie wiem też, czy ma pani jakieś rodzeństwo, rodzinę... jeśli pani ma, to mnie pani zrozumie. - zastanowiłam się teraz, czy taka "osobliwość" może mieć jakiekolwiek uczucia różne od woli wypełniania protokołu, ale to akurat najmniej mnie martwiło w tym momencie.

- Gdyby pani brat czy siostra zostali wpakowani do cylindra z różowym płynem i zostałby podłączony do dziwnej aparatury, której przeznaczenia pani nie zna... i nie wiadomo co się z nim stanie. Skąd mam mieć pewność, że nie chce pani go skrzywdzić? Przecież nie jest członkiem załogi, mianowała nas pani tylko dlatego, że nie ma tutaj żadnych innych ludzi. Może właśnie dlatego, że jesteśmy pani w jakiś sposób potrzebni? Że Josh jest potrzebny? - przełknęłam ślinę i nabrałam powietrza do płuc - Zwykle chłopcy w jego wieku nie potrzebują wyszukanej technologii zaginionej przez 300-stu laty wiedzy. Mogłaby mi pani chociaż wyjaśnić, po co mu to? Tak, fascynuje mnie ten ośrodek, zawsze marzyłam w dzieciństwie, które szybko się skończyło, o czymś takim. Ba, każde dziecko pewnie o tym marzy. Ukryte przed światem centrum dowodzenia. Ale niestety rzeczywistość jest brutalna. Ja jestem na obcym terenie. To pani może tutaj mnie albo Josha prawdopodobnie zabić za pomocą jednej myśli. jeśli pani może, niech postawi się pani na moim.. naszym miejscu. - spuściłam nieznacznie głowę i westchnęłam. - Naprawdę, chciałabym pani ufać. Jednak to wszystko przechodzi moje najśmielsze wyobrażenia. Więzi nie buduje się w taki sposób. Przynajmniej nie w moim świecie - wskazałam ręką na komorę z Joshem - Może to dla jego dobra, może nie. Ale musi pani zrozumieć, że nie mam pewnie nawet ułamka wiedzy, jaką pani posiada. - pokręciłam ze zrezygnowaniem głową spojrzałam na komorę.

- Zgodzę się na badanie, ale tylko wtedy, jeśli najpierw przedstawi mi pani całą procedurę i możliwe komplikacje oraz czego będzie ona dotyczyć. Oraz pozwoli mi pani, abym to ja kontrolowała całą procedurę i jeśli jakieś informacje ze mnie "wyjdą" to wyłącznie za moim pozwoleniem - dopiero teraz odwróciłam głowę z komory na hologram pani profesor i spojrzałam jej w oczy, jeśli takowe posiadała.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sob Mar 23, 2013 11:12 pm

Hologram oczy oczywiście posiadał. A przynajmniej coś co wyglądało jak oczy, ale oczywiście nie pełniło żadnej realnej funkcji poza reprezentacyjną.
- Zaufanie, hmm? - Profesor zamyśliła się na chwilę, czy też raczej program przetwarzał dane. - Trudno mi mówić o tak abstrakcyjnych rzeczach jak zaufanie. Albo rodzina. Mój oryginał była jedynaczką, ale z oczywistych względów trudno mówić o jakiejkolwiek rodzinie w moim przypadku. To tylko słowa. Musisz pamiętać, Jasmine, że nie kieruję się emocjami ani instynktami. Choć jeśli miałabym się określić, to także ci nie ufam.
- W "moim" świecie, jeśli można to tak określić, istnieją dwa stany, O i I. Coś jest jakieś albo nie, nie ma miejsca na szarości. Ponieważ istnieją odpowiednie protokoły, mogłam oznaczyć cię w systemie jako przyjaciela - na dowód wyciągnęła rękę i przed jej dłonią zmaterializowała się tabelka z ich imionami wpisanymi w pola pulsujące lekką zielenią. Alicia opuściła rękę i tabelka zniknęła. - Jednak gdyby nie zaawansowane algorytmy mojego elastycznego interfejsu, nie byłoby to możliwe. Istnieje 79% prawdopodobieństwa, że zadziałasz przeciw projektowi i zaszkodzisz bazie. Uznawanie pozostałych 21% za bardziej prawdopodobne byłoby nielogiczne w normalnych warunkach. Czy to właśnie nazywasz zaufaniem?

- Mówiąc bardziej dobitnie - podjęłą Grey - nie potrafię cię "zrozumieć", nie "czuję" tego co czujesz, nie mogę się też "postawić na twoim miejscu". To tylko abstrakcyjne słowa. Ale - uniosła palec w górę, jakby dla podkreślenia swoich słów - to co mogę zrobić to obliczyć prawdopodobne wzory zachowania i przeprowadzić wnioskowanie na podstawie danych dotyczących psychofizjologii w mojej bazie. Z twoich słów wnioskuję, że czujesz się niepewnie, obawiasz się krzywdy i nie rozumiesz co się dzieje. Pozwól więc, że wyjaśnię.

- Jeśli chodzi o uczynienie krzywdy tobie lub Joshowi, w jakikolwiek sposób, to jest to wykluczone. Jesteście oficjalnie członkami załogi i moim obowiązkiem jest dbanie o wasze zdrowie i ochrona od krzywdy. Oczywiście możecie zostać kranie usunięci z listy załogi, jeśli złamiecie protokoły bezpieczeństwa lub wystąpicie przeciw interesom placówki. Powinno to być dla ciebie logiczne, prawda? Jeśli zaś chodzi o twojego brata...

Hologram przeniósł spojrzenie z Jasmine na komorę wypełnioną różowawym płynem. Josh unosił się tam ze spokojnym wyrazem twarzy. Łowczyni przypomniały się czasy gdy sprawdzała czy wszyscy śpią przed wyjściem na łowy i widziała wtedy tą samą, śpiącą twarz, choć nieco młodszą. Czasem śliniącą się.

- ... to widzę jak twoje serce zaczyna szybciej bić i podnosi się ciśnienie krwi, gdy na niego patrzysz. Podejrzewam, że twoje ciało może teraz wydzielać dużą dawkę hormonów stresu, co w kumulacji może zaćmiewać twój osąd. Wiele organizmów biologicznych podejmuje błędne decyzje pod wpływem stresu, nie chciałabym, żeby to była taka sytuacja.
- Jak już mówiłam, Aegis zajmowała się rozwojem technologii antymagicznej. Nie mam tu na myśli wykorzystania obronnego magii, a właśnie technologię do obrony przed magią. W czasach po rozpoczęciu wojny społeczeństwo było podzielone. Po ogólnej aprobacie dla wykorzystania magii, po kilku atakach obszarowych przy użyciu magii lub technomagii, narosły nastroje antymagiczne. Uważano, że to użytkownicy magii doprowadzili do wojny i niezależnie od tego kto wygra, ludzkość czeka następna wojna magiczna. Aegis zostało sfinansowane właśnie ze środków ludzi, którzy mieli właśnie takie poglądy.
- Początkowo rozwijano antymagiczną robotykę, do pewnego stopnia z powodzeniem. Natura magii jest bardzo zbliżona do natury światła: jest zarówno cząstką jak i falą, istniejącą oddzielnie i razem. Oryginalna profesor Alicia Grey opracowała specjalny, syntetyczny materiał na bazie węgla, który był niemal "niedotykalny" dla magii. Fala magii opływała go, nie podlegając interakcji. Materiału tego użyto jako pokrycia automatycznych żołnierzy i był to udany projekt. Do pewnego stopnia.
- Jednakże magię i światło dzieli zasadnicza różnica. O ile światło jest neutralne, obojętnie oddziałujące jednakowo na materię czy to ożywioną czy nie, magia wydaje się w pewien sposób przystosowana do organizmów żywych, jak można zobaczyć tutaj - przed hologramem zaroiło się od skomplikowanych grafów i wizualizacji, które dla Jasmine były jedynie niezrozumiałą ferią barw.
- Innymi słowy, pokrycie żołnierzy mogło wytrzymać około tysiąc jednostek magii na centymetr kwadratowy, po czym jego powierzchnia traciła jednolitą strukturę i rozpadała się. Naukowcy doszli do wniosku, że w teoretycznym modelu, w tej sytuacji fala magii napotykała na pustą skorupę, więc po przekroczeniu odpowiedniego progu całość zawalała się do środka. Odpowiedzią wydawało się użycie żywego organizmu, dzięki czemu naturalna przynależność magiczna działałaby jako wypełnienie, jako wspornik dla pancerza.

Z każdym słowem, Jasmine ogarniało złudzenie, że znajduje się bardzo daleko od domu, w jakimś dziwnym, obcym świecie. Gdy kolejne rzeczy wskakiwały na swoje miejsce, żołądek zaczął zaciskać jej się w supeł, serce przyśpieszyło biegu, a krople zimnego potu spłynęły po kręgosłupie. Przeczuwała co usłyszy dalej, ale nie mogła przerwać tamtej, mając nadzieję, że jednak się myli.

- Ponieważ ludzkie ciało jest oparte na węglu, zastosowano nanotechnologię, by stworzyć żywych, antymagicznych żołnierzy. Dzięki nanotechnologii możliwe było przekształcenie skóry w idealny, syntetyczny pancerz antymagiczny. Niestety, trójka kandydatów nie przeżyła transformacji. Pomimo pomocy medycznej, ich organizm nie wytrzymał stresu nałożonego przez nanoboty. Wysnuto jednak teorię, iż, gdyby operację przeprowadzić przez dłuższy okres na organiźmie w wieku dojrzewania, gdzie ludzkie ciało naturalnie podlega procesom przemiany, możliwe byłoby uzyskanie satysfakcjonujących wyników.

Wzrok Jasmine powędrował od zawieszonego w kisielu chłopca do marionetki sterowanej przez ukryty gdzieś w ziemi komputer.

- Jak już wspomniałam - podjęła Alicia - dbanie o wasze zdrowie jest jednym z moich priorytetów. Projekt miał 92% szans na powodzenie według najnowszych wyliczeń opartych na wynikach badań Josha, które uzyskałam przy okazji rekonwalescencji po upadku. Oczywiście zawczasu powiedziałam mu to co i tobie, opisałam korzyści jak i ryzyka. Twój brat wyraził zgodę - powiedziała, jakby to cokolwiek znaczyło. Na dowód zmaterializowała jakiś długi, zawiły dokument, gdzie na dole widniał podpis Josha.
Gdzieś pod czaszką łowczyni kołatało się, że jeśli jej brat nie umrze z powodu jakichś nieludzkich, starożytnych eksperymentów medycznych, to sama go zabije.

- Tak wygląda obecnie wnętrze Josha - podjęła tamta, znikając. Na jej miejscu pojawiło się granatowe odwzorowanie sylwetki unoszącego się w płynie chłopka. Wypełniały je miliony, miliardy maleńkich iskierek. - Światełka reprezentują kolonie nanobotów. Nanoboty reagują na impulsy elektryczne płynące przez nerwy pacjenta. Innymi słowy reagują na emocje, które są największą siłą napędową u ludzi. Bardzo ważna jest regulacja zarówno ich koordynacji jak i efektów ich pracy.Chce uniknąć wszelakich nieprawidłowości. Zapewniam, że przez te miesiące, organizm pacjenta wykazał bardzo zadowalający stopień synchronizacji z nanobotami. Poza zwiększonym poziomem irytacji i agresji związanym ze zwiększoną produkcją hormonów, wystąpiły same pozytywne efekty zdrowotne.

Model Josha zniknął, zastąpiony znowu przez profesor Grey.
- Jeśli zaś chodzi o badanie - wskazała na niewielki podest, podczas gdy Jasmine zdążyła już zapomnieć, że miało być jakieś badanie. - Jest ono oczywiście całkowicie nieszkodliwe. Staniesz na tej platformie, a specjalnie dostosowane zestawy czujników zbadają twoje ciało z przodu i z boku. Następnie odwrócisz się i procedura powtórzy się z drugiej strony. Oczywiście będę wymagała twojej kooperacji, ale twoim największym zadaniem będzie się rozluźnić. Jeśli będziesz próbowała się bronić przed skanem albo kontrolować proces, zafałszujesz wyniki.
Jasmine nagle uderzyło, że jakkolwiek zaawansowane algorytmy nie rządziłyby tą sztuczną inteligencją, jakkolwiek nie potrafiła teoretyzować o wzorcach zachowań i czym tam jeszcze, to brakowało jej empatii. Najwyraźniej nie widziała niczego złego w wykorzystywaniu Josha do eksperymentów, nie potrafiła rozczytać atmosfery, wnioskując, że podług logiki wszystko jest w porządku.

Twarz, która należała kiedyś do żywej osoby, obecnie nie wyrażała żadnych uczuć, poza lekkim uśmiechem, który zapewne w zamyśle miał być miły.
Jasmine uświadomiła sobie coś jeszcze gorszego: jeśli się nad tym zastanowić, to komputer tylko wykonywał polecenia nałożone na niego przez ludzi. Kiedyś poświęcono już troję ludzi, czego wnioskiem było to, by użyć dzieci. Czego co prawda nigdy nie zrobiono, ale czy dlatego, że sumienie ich ruszyło? Nie, raczej po prostu nie zdążyli. Ewakuacja...
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Nie Mar 24, 2013 1:51 pm

- Pani żartuje. - powiedziałam stanowczo i wbiłam w hologram krwiożerczy wzrok. Bezwiednie wzmocniłam magiczną tarczę dookoła mojego ciała. Kiedy to spostrzegłam, otworzyłam lekko oczy ze zdziwienia. Zacisnęłam jednak usta i zwiększyłam ją do rozmiarów bańki, po czym zaczełam drgać w niej magonami w taki sposób, aby zderzając się z materią w powietrzu wywoływały niekontrolowane drgania o zmiennej amplitudzie tak, aby Alicia nie była w stanie wyczuć mnie żadnymi swoimi czujnikami. Przynajmniej taką miałam nadzieję. Jeśli nie kieruje się emocjami, to przynajmniej będzie miała problem w obliczeniu prawdopodobieństwa mojej nieobliczalności.

- Jak pani śmie?! Czy kiedykolwiek przyszło pani do głowy, że 14-letnie dziecko nie może decydować o sobie i swoim losie, a już z pewnością tyczy się to pionierskich badań, które mają szanse niepowodzenia? - w jednej chwili pojawiły się w mojej głowie obrazy z pamięci Strixa. To zbyt wiele. Co oni mu zrobili. A co ona mu zrobi... - Czy ma pani zapisane w tym cholernym protokole, że od dzieci poniżej 16 roku życia nie można wymagać takich poświęceń? I że takie dzieci nie są w stanie samodzielnie podejmować takich decyzji, bo są niedojrzałe? Może jeśli ma pani te podręczniki od psychofizjologii, to znajdzie się też coś o zachowaniach społecznych ludzi i ich rozwoju psychologicznym? O dojrzałości psychicznej i społecznej? - kipiałam ze złości, jednak powstrzymywałam się, bo być może dałoby się to jeszcze jakoś odkręcić. A bez niej nie będę w stanie tego zrobić. Szczególnie, że zmusiła mnie do grania w jej grę, a ona jest tutaj bardziej doświadczona. Muszę zachowywać się jak robot. Ale mam jedną przewagę - potrafię ją przejrzeć. Ona może wyliczyć prawdopodobieństwo, ale nie istnieje nic, co w 100% opisywałoby ludzi. Ludzie są nieprzewidywalni. A maszyny tak.

- W świetle obowiązującego prawa ten dokument nie ma żadnej wartości. Czy pomyślała chociaż pani i przeprowadzeniu badań testowych? Jeśli pani bardzo chce, mogę przyprowadzić nawet orangutana z Kapitolu. Albo goryla. W dowolnym wieku. Skąd niby wyliczyła pani to prawdopodobieństwo? Na jakiej zasadzie trójka ludzi została dopuszczona do testów?! A nawet jeśli, to nie oznacza to, że w identyczny sposób nie zareaguje na to organizm dziecka. - chciałam jeszcze dodać, że mam jej protokół i wyliczenia tam, gdzie światło nie dochodzi, ale stwierdziłam, że i tak nic nie wniosłoby to do sprawy.

- Zaufanie to nie są żadne procenty. Ma pani rację, to jest poza pani percepcją. Zaufanie to pewność, że ktoś Cię nie skrzywdzi. Ciebie ani Twoich bliskich. A pani właśnie skrzywdziła Josha. - znowu postarałam się spiorunować Alicię wzrokiem - A te procenty mogą bardzo szybko ulec zmianie. Aż dziwne, że posługuje się pani procentami, a nie tym kodem zero-jedynkowym. Przecież procenty nadają życiu szarości. - uśmiechnęłam się, choć trudno mi to przyszło w takiej sytuacji - Może nie aż tak dużo, ale jednak. - wypuściłam spokojnie powietrze, aby trochę się uspokoić, ale ani na chwilę nie obniżyłam swojej czujności. Teraz czułam, że Ci ludzie zasługiwali na śmierć. Przynajmniej Ci, którzy do tego doprowadzili. Może to błąd systemu. Jednak trójka ochotników zginęła. Coś zawiniło.

- To, że uratowała pani życie Joshowi nie robi z niego pani własności, marionetki. On jest MOIM bratem, to JA za niego odpowiadam. W więc w świetle obowiązujących przepisów żądam natychmiastowego przerwania procesu przy zachowaniu wszelakiej ostrożności tak, aby Joshowi się nic nie stało. Pani nie widziała, co się z nim działo. Co z nim pani zrobiła. Co się dzieje z jego psychiką. Nie, nie jestem lekarzem, psychologiem czy psychiatrą. Ale mając tak wielką wiedzę, powinna pani zauważyć, że coś jest nie tak. I dobrze pani o tym wie. Ale oczywiście prowadzenie badań i protokołu jest ważniejsze. Dla mnie nie. Badania mogą poczekać. Dla dobra i bezpieczeństwa Josha żądam zawieszenia procesu i dalszych badań do czasu uzyskania niemal 100% prawdopodobieństwa powodzenia operacji. - przełknęłam ślinę, przygotowana na grom z jasnego nieba. Na to, że może próbować mnie unieruchomić, sparaliżować, rozpylić jakiś gaz usypiający czy po prostu ogłuszyć. - Dodatkowo w świetle znanych mi obecnie faktów żądam dopuszczenia do projektu jeszcze jednej osoby, która mogłaby pomóc w jego wykonaniu i zapewnić większe bezpieczeństwo mi i Joshowi oraz samej bazie. Proszę, niech pani obliczy, czy jeszcze jedna osoba może bardziej zagrozić badaniom niż moja osoba w obecnej sytuacji. - zacisnęłam usta i czekałam w napięciu na odpowiedź profesor. W moim umyśle kołatała się zamglona sylwetka jednej, jedynej osoby, która mogłaby w tej sytuacji cokolwiek poradzić. Miałam tylko nadzieję, że się nie zawiodę.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Nie Mar 24, 2013 3:23 pm

- Bynajmniej, żartowanie to abstrakcja, ja trzymam się faktów - zaprzeczyła tamta. Jeśli zauważyła coś odnośnie chaotycznych zawirowań wokół łowczyni, przemilczała ten fakt.

- Życie ma szanse niepowodzenia - stwierdziła za to wyjątkowo filozoficznie. - Mój oryginał zwykł mówić, że gdybyśmy bali się robić krok do przodu, wciąż siedzielibyśmy w jaskiniach, uderzając o siebie kamieniami i bojąc się ognia. Interpretuję to jako abstrakcję rachunku prawdopodobieństwa, wykonywanie akcji o niskim prawdopodobieństwu w celu dokonania postępu. Osobiście ciężko mi się z tym bezkrytycznie zgodzić, ale moi programiści nie mieli takich wątpliwości, wnioskując z listy moich priorytetów - zaznaczyła.

- Jeśli zaś chodzi o kwestię dzieci - podjęła - to nie, stan wojenny wprowadzony przez Zjednoczoną Federację Ameryki Północnej, prawo nigdy nie cofnięte, a więc wciąż obowiązujące na terenie tej bazy, nie gwarantuje żadnych praw cywilnych jeśli chodzi o osiąganie celów wojskowych. Zgodnie z tą doktryną nie ma żadnych wymagań wiekowych odnośnie obiektów testowych. A nawet, gdybym miała uznać obowiązujące w tym kraju obecnie prawo, z którym zaznajomiłam się po przebudzeniu z hibernacji, niewiele by to zmieniło. Ponieważ nie należycie do grupy rządzącej ani uprzywilejowanej, również nie mielibyście żadnych praw.

- To tyle jeśli chodzi o aspekty prawne, jednak ogólnie rzecz biorąc, twoje wzburzenie wydaje mi się bezpodstawne, a oskarżenia nielogiczne. W jaki sposób według ciebie, Jasmine, postępuję niewłaściwie? Spoglądając na fakty historyczne, istoty organiczne nigdy nie miały problemu z krzywdzeniem się nawzajem, włącznie z zabijaniem swoich młodych, czego ludzie od zawsze byli najlepszym dowodem. Moja dokumentacja psychofizjologiczna posiada tysiące odnotowanych przypadków wykorzystania i zabójstwa potomstwa. Ludzie zabijali i wykorzystywali tak młode innych gatunków jak i swoje własne. Napaść seksualna, przemoc psychiczna, wykorzystanie taniej siły roboczej... - wymieniała Alicia obojętnie. - Sami nigdy nie byliście zgodni co do sposobu traktowania własnego potomstwa. Niektóre kraje miały rozbudowane karty praw dziecka, podczas gdy inne spychały na dzieci najgorsze, najpodlejsze prace.

- W tym świetle, gdzie popełniłam błąd? Gdzie wykazałam nieprawidłowość? Gdzie wyrządziłam krzywdę? Przedstawiłam Joshowi jasno sytuację, potencjalne ryzyka i zyski. Zapoznał się z dokumentacją i wyraził pisemną zgodę. Zgodnie z obowiązującym mnie prawem i procedurami, przeprowadziłam całość zgodnie z wszelkimi zasadami. Przeprowadziłam wszelkie niezbędne obliczenia i symulacje, jak i testy na syntetycznych tkankach, wszystkie zakończone powodzeniem w zadowalającym stopniu. Proces przebiega pomyślnie od miesięcy, poza kilkoma marginalnymi, oczekiwanymi efektami ubocznymi, wszystko jest w najlepszym porządku. Możesz sama ocenić.

Obok hologramu wyświetliły się szeregi wyników analiz, chyba biomedycznych, bo Jasmine mgliście rozpoznała elektrokardiogram i chyba encefalogram, ale reszta pozostawała zbiorem cyferek obok skrótów i wykresów obrazujących bóg wie co.

- To prawda, że trójka ludzie zginęła w wyniku błędnych założeń projektu, ale byli żołnierzami, ochotnikami, wiedzieli jakie są ryzyka. Josh też wiedział. Różnica jest taka, że tym razem obliczenia i założenia są poprawne.
- Procenty są głównie na użytek użytkowników tego interfejsu. Nawet jeśli przedstawiam wyniki procentowe, ułamkowe, prawdopodobieństwa, grafy czy modele pełnowymiarowe, z mojej perspektywy, jeśli mogę tak powiedzieć, to wciąż zera i jedynki - uściśliła przy okazji.

- Fałsz. - Alicia uniosła palec podkreślając wagę swoich słów. - Josh nigdy nie był moją marionetką, nigdy nie roszczyłam sobie praw do niego jako do osoby, jest świadomym uczestnikiem tego projektu. Umieszczona w nim technologia to osobna kwestia, tą uznaję za moją własność. Poza tym mylisz się, Jasmine, wiem co się dzieję, bo towarzyszę mu w każdej chwili życia od miesięcy.
- Choć same nanoboty są wielkości zaledwie kilku atomów i same reaguję jedynie na polaryzację O i I, mogą łączyć się w większe grupy, a te przekształcać w różne, niewielkie przyrządy, takie jak choćby transmitery. Na potrzeby badawcze widzę i słyszę to co on, analizuję na bieżąco funkcjonowanie jego organizmu i jestem świadoma zachodzących w nim zmian. Dlatego zgodziłam się na zabranie cię tutaj, by bezproblemowo wyrównać poziom hormonów w jego ciele i tym samym zadbać o jego zdrowie.

- Dzielone DNA nie ma w tej kwestii nic do rzeczy - dodała - a jak już wspomniałam, wiele kultur uznawało 13 latków za w pełni dorosłych członków społeczności. Jeśli miałabym się posuwać do oceny, to wedle moich banków danych, twoje zachowanie można sklasyfikować jako nadmierną opiekuńczość, która może być potencjalnie szkodliwa dla rozwoju młodego człowieka.

- Co powiedziawszy... - hologram zastygł na chwilę, analizując dane. - Nie jestem skłonna do przerwania projektu, tym bardziej, że został ukończony w 88%. Ale - nie dała sobie przerwać w razie czego - jak już mówiłam, Josh jest tu z własnej woli. I ta właśnie wola jest niezbędna do powodzenia projektu, ponieważ cała zainwestowana w niego technologia zależna jest od emocji obiektu badawczego. Jeśli sam zainteresowany sprzeciwi się projektowi, całość straci poprawność, gdyż ryzyko niepowodzenia wzrośnie niepomiernie. To samo tyczy się zbytniego stresu nałożonego na psychikę pacjenta. Z tego względu, nawet pomimo, iż przerwanie eksperymentu nie leży w moim interesie, nie będę sprzeciwiać się próbom przekonania, Josha. Jednak miej na względzie, że stres może mieć zły wpływ na jego zdrowie, więc zbędne pobudzenie jest niewskazane...

Wbrew oczekiwaniom nic się nie stało. Nie spadł grom z jasnego nieba, a z otworów wentylacyjnych nie zaczęła sączyć się neurotoksyna. Jedynie monitory buczały cichutko, a niewielkie pęcherzyki tlenu podróżowały leniwie przez komorę wypełnioną różowym płynem.

- Dodatkową osobę? Kto to? Jakie ma kwalifikacje? Jaką ma przynależność? Nastawienie? Co może wnieść? Czy to profesor bioinżynierii? Specjalista od nanotechnologii? Ekspert w dziedzinie elektrotechniki? - Jasmine wydawało się, że zamiast zwykłego, obojętnego tonu, słyszy cichutką nutkę zwątpienia.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Pią Kwi 05, 2013 7:38 pm

- Myli sie Pani, bo nie ma Pani uczuć. - powiedziałam - Stan wojenny dawno powinien był już się skończyć. Obawiam się jednak, że nie ma człowieka, który by to Pani powiedział.
Nie obchodziło mnie, czy hologram miał jakieś szczątki informacji przewodowych dotyczących bólu czy strachu,ale mało mnie to w tej chwili obchodziło. - I to, że nie mam praw, nie znaczy, że nie mam żadnych moralnych wartości i nie będę bronić własnego brata przez starożytną maszynerią nie wiadomo jakiego pochodzenia. Dopóki Josh jest w moim otoczeniu, to będzie konsultował takie poważne sprawy ze swoją rodziną. Czy to się Pani podoba czy nie. - powiedziałam, żachając się.
- I chyba nie powie mi Pani, że Josh nie jest ochotnikiem? Jest i może skończyć tak samo jak tamci. Więc żądam natychmiastowej akcji przerwania procedury i odstawienia Josha w takim stanie, w jakim się tu pojawił. - w tym momencie tak bardzo żałowałam, że ten telefon od Strixa się stopił. Czego nigdy nie zapytałam go później o nowy? Bo nie wypadało. To durne, ale nie stać mnie było na takie coś. To było co najmniej krępujące. Bardzo chciałabym go znowu zobaczyć.
- Czyli wszczepiając te dziwaczne rurki do mojego brata uważa Pani, ze zdobędzie do niego prawo? Niedoczekanie moje. - buchnęłam magonami w postaci światła dookoła mojej osoby, zaciskając jednocześnie pięści. Wyrwało mi się.
- I jeszcze jedno. Jeśli Pani spróbuje nas jeszcze raz szpiegować, to nie ręczę za siebie. Znacie się może z Joshem od kilku miesięcy... a od ilu nas Pani szpieguje? Jak mówiła Pani, zaufanie to zbyt abstrakcyjne pojęcie do zrozumienia, ale nie, to nie jest dobra droga do jego zdobycia.
Wzięłam głęboki oddech i spiorunowałam ostatecznie hologram swoim wzrokiem - Pani patrzy na ludzi jako społeczeństwo, populację. Niestety ludzie są pełni wyjątków i nie da się ich zaklasyfikować do danego "worka". Proszę więc, niech Pani wyjmie Josha z tego durnego eksperymentu. A co do osoby - to taka, która przeszła piekło, jakie Josha czeka, jeśli jeszcze dłużej będzie przebywać w tym różowym pudle. Albo go Pani wyciągnie sama, albo ja się tym zajmę. - oddychałam głębiej niż zwykle, zaciskając i rozluźniając na zmianę pięści. Gdyby nic nie podziałało, bez słowa odwracam się i wybiegam jak najszybciej z bazy wojskowej, w razie potrzeby używając nawet siły, aby się wydostać, gdyby coś nagle mi tego zabroniło.

Gdy już wybiegłam na zewnątrz, nie tracę czasu na wspinanie się po stoku, buduję niewidzialną tarczę pod moimi stopami i unoszę się, po czym jak najszybciej wracam do znanej mi części lasu. W pewnym momencie nagle zatrzymuję się. Zbyt wiele wspomnieć, uczuć, bezradności. Wiem, co muszę zrobić, ale boję się. To mnie przerasta. Czy każdy nastolatek musi znaleźć sobie ukrytą bazę wojskową i wpakować się z jakieś dziwaczne doświadczenia, które nie były prowadzone od tysięcy lat? Zaczynam szlochać. Z mojej piersi wyrywa się potężny krzyk, wzmocniony magią. "Strix". Jedno słowo i wszyscy, co jest w nim zawarte. Mało mnie teraz obchodziło, że ktoś inny może mnie usłyszeć. Że jeśli strażnicy są w pobliżu, to będę w złej sytuacji. Że zachowuję się teraz tak irracjonalnie, że lepiej by było, gdybym od razu sama się zabiła. Upadłam na kolana. Uderzyłam pięściami w ziemię, a potem skuliłam się w kulkę i tak leżałam, czekając na cokolwiek i na nic. Cierpiąc i uwalniając z siebie to, co skumulowałam przez paroma minutami.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Czw Kwi 11, 2013 3:42 pm


Jasmine czekała w napięciu na ostateczny werdykt komputera, gotowa w każdej chwili uciec z tego miejsca. Choćby miała użyć do tego siły. Dawno nie czuła się taka spięta, niczym zwierze zapędzone w róg.
- Nawet jeśli tak, to niestety nie mogę... - zaczął mówić hologram Alicii, gdy nagle coś się stało. Przez widmo przeszły fale zakłóceń, jego części poczęły to znikać to pojawiać się, a głos zatrzeszczał i urwał się. Wszystkie światła w laboratorium medycznym zaczęły błyskać światłem, jak gdyby zasilanie całego kompleksu zaczęło umierać. Z głośników rozległ się monotonny, mechaniczny głos:
- Uwaga! Ostrzeżenie! Poziom tła magicznego osiągnął poziom krytyczny! Skażenie! Uwa... - w resztę komunikatu wdały się trzaski - ...tła... kry... ewaku... żenie...! - po czym i ten głos umilkł. Hologram pani profesor znikł niczym wyłączony telewizor.

Jednak Jasmine rejestrowała tylko część tego co się wokół niej działo, gdyż w jej głowie rozbłyskiwały szeregi obrazów, niczym światłocienie grające na świecie podczas burzy z piorunami. Co dziwne, nie było to nieprzyjemne uczucie, ale ogłuszało i oślepiało, nie pozwalając na nic, do tego nabierając intensywności.

Świat zmienił się w białą plamę z jakimś cieniem pośrodku. Następnie zgasł.

Łowczyni ocknęła się, siedząc na zimnej posadzce laboratorium, oparta plecami o komorę w której unosił się Josh. Cała zesztywniała, ale trudno jej było ocenić dlaczego. Być może przeleżała tak kilka godzin, ale równie dobrze mogło to być kilka minut. Jej brat wyglądał tak jak wcześniej, na ile mogła to ocenić, wciąż spał.

Laboratorium skąpane było w czerwonym świetle lamp awaryjnych. Wyświetlacz na którym wcześniej ukazywał się hologram wyświetlał napis: "restart systemu, proszę czekać...".
Całe wydarzenie zacierało się w jej pamięci, rozmywając niczym sen. Co to było? Magiczny atak? Nie, co prawda czuła ogromny przepływ energii, jednak nie wydawał się wrogi. A teraz przepadł bez śladu. Coś takiego było w ogóle możliwe? Nie wiedziała, z każdą sekundą coraz trudniej było jej uchwycić co właściwie się stało...
Pozostało jej tylko wrażenie, że powinna coś zrobić. Powinna coś zniszczyć...?
Sens tego odczucia ją opuścił.

A ona powinna opuścić to miejsce, tak jak planowała. Miała idealną okazję. Wystarczyło... nie. Nie mogła. Nie wiedziała czemu, ale nie mogła tak po prostu wstać i wyjść.
Mogło minąć kolejne pięć, czy dziesięć minut - czas zdawał się stać w miejscu - gdy halogeny zamrugały i odżyły ponownie. Pomieszczenie znowu wypełnił cichy szum maszynerii, niesłyszalny, dopóki wszystko nie zamarło. Światło projektora zamrugało także i ponownie pojawił się hologram profesor Grey. Wyglądała jakby inaczej. Wyglądała na zdziwioną. Lekko rozchylone usta, rozszerzone źrenice. Spoglądała uważnie na swoje dłonie, zaciskając je i rozchylając, jakby widziała je pierwszy raz w życiu.
- Co... co do... co się... jak... - mruczała do siebie, niezbyt głośno. Nagle spojrzała na Jasmine i zamrugała raptownie. - A tak... ojej... - Przeniosła spojrzenie na Josha.
- Nigdy tak o tym nie myślałam, ale faktycznie jak spojrzeć pod pewnym kątem, to wygląda trochę jak okaz w formaldehydzie... hmm... ojej... - hologram przeczesał palcami włosy, spoglądając z niemrawym wyrazem twarzy.

- Co zrobić, co zrobić... hmm... można go zasadniczo wyjąć z komory kultywacyjnej, jednak muszę go wpierw obudzić, żeby wykrztusił płyn z płuc, więc będzie trochę zamroczony. Jednak to nie rozwiązuje zasadniczego problemu. Nie mogę tak po prostu usunąć nanomaszyn z jego ciała, szok mógłby wyrządzić mu stałe szkody w ciele, jako lekarz nie mogę wziąć za to odpowiedzialności. Powinien zgłaszać się na regularne zabiegi, żeby stopniowo usunąć je z jego systemu. Idealnie powinien tu zostać na kilka tygodni, żeby upewnić się, że nie będzie żadnych nieprawidłowości. Oczywiście... hmm, mogę zaproponować coś do jedzenia? Wyglądasz blado, Jasmine.
Alicia spojrzała na łowczynię z czymś co u żywej osoby można by uznać za troskę.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Czw Kwi 11, 2013 5:44 pm

Zamrugałam ze zdziwienia, patrząc ponownie na hologram profesor. To nie było realne. Zastanawiałam się, czy jakimś cudem hologram może uzyskać formę ludzkiego ciała i zmrużyłam oczy. Może to moje zmysły? Może ja po prostu nie dostrzegam jej teraz jako człowieka z krwi i kości? Tak, mogłabym w to uwierzyć, gdyby to zdarzyło się przy czytaniu jakiejś powieści fantastycznej. Jednak stojąc tutaj, czując swój oddech i piekące uczucie, które pozostało po przejściu bliżej nie określonej magii, mogącej być jednocześnie moim wybawieniem oraz zagrożeniem, a co najgorsze kolejną siłą silniejszą ode mnie... nie, to nie mogło być prawdą. Ktoś się ze mną bawi, a ja bardzo tego nie lubię. A może to ten wstrząs tak na mnie zadziałał? A może to kolejny blef tego komputerowego robota, który postanowił poudawać człowieka? Nagle zaczerpnęłam gwałtownie powietrza, jakbym obudziła się ze złego snu.
- Ja już po prostu nie wiem, co tutaj się dzieje. I co ja mam o tym wszystkim myśleć. - rozłożyłam w rozpaczy ręce, bliska kumulacyjnej fali beznadziejności mojego położenia. Coś we mnie znowu zaczęło wzbierać. - Proszę, niech Pani przeprowadzi procedury tak, aby wyrządzić jak najmniejsza krzywdę Joshowi. Tak, żeby mu się nic nie stało. Jeśli nie będzie istniało żadne zagrożenie, to nie musi Pani szczególnie wszystkiego z niego wyjmować, jeśli nie rości sobie Pani do tego praw. Przecież ludzie potrafią żyć z metalowymi protezami z kolanie. Tylko błagam, niech Pani nie przeprowadza na nim nieludzkich eksperymentów, które nie do końca mają szansę powodzenia, są pionierskie i wiążą się z takim traktowaniem... - spojrzałam na unoszącą się sylwetkę Josha i poprzednie zachowanie profesor. Wcześniej jeszcze bardziej podsycała moją niechęć, teraz w jakiś sposób stopniowo znikała.

Otworzyłam szeroko swoje wewnętrzne oczy. Zdziwiłam się, jak diametralnie można zmienić swoje poglądy. Jeszcze chwilę przedtem byłam gotowa wyrwać Josha z tej szklanej pułapki. Teraz jednak dziwnym zbiegiem okoliczności miałam nadzieję, że jednak profesor spełni moją prośbę i że jakimś cudem Josh będzie mógł wyjść z tego cało. Miałam nadzieję, miałam tą nadzieję, że to nie jest kłamstwo.

Zastanowiłam się nad Joshem i zagryzłam wargę. Strażnicy Imperium noszą dziwne urządzenia i posłują się śmiesznymi gadgetami. Czy to faktycznie może być takie złe? Szpiegowanie jest złe. Ale gdybym potem wszystko sprawdziła, może zapytała Strixa... to czemu nie? Josh byłby zadowolony.
- Mam tylko jeszcze jedno pytanie.. prośbę, jeśli to by nie był problem. Czy mogłaby Pani zapewnić Joshowi jakiś drobny techniczny podarunek, w ramach rekompensaty - uśmiechnęłam się krzywo - tak, żeby nie był na mnie całkowicie wściekły? Wiem, że to pewnie musi kosztować bardzo dużo, ale sami nie mamy środków na kupowanie takich zabawek, a myślę, że mogłoby to Josha ucieszyć. Może coś jak to, co teoretycznie miał mieć teraz, ale bardziej bezpieczne i nie ingerujące w jego tkanki i bezpośrednio zagrażające życiu. Może dzięki temu mogłyby zostać przeprowadzone jeszcze jakieś dodatkowe testy? - zawahałam się przez chwilę i rozluźniłam mięśnie. Za to, że profesor zgodziła się uwolnić Josha byłam niemal zaraz gotowa spełnić każde jej życzenie i wskoczyć do tego miejsca "testów wstępnych". Zbyt łatwo ulegałam emocjom. Musiałam się jeszcze powstrzymać.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Pią Kwi 12, 2013 4:58 pm

Jasmine dokładnie przyjrzała się Alicii, ale nie mogło być mowy o pomyłce. Choć jej wizerunek nigdy nie był przeźroczysty, pani profesor wciąż unosiła się centymetr czy dwa nad powierzchnią projektora. Nie ruszyła się też na krok spoza obszaru wyświetlacza. Hologram wciąż pozostawał jedynie hologramem.

Prawda, czy sztuczka? AI przypominało teraz człowieka bardziej niż kiedykolwiek. Oczywiście sam wizerunek był idealnym odwzorowaniem niegdyś żyjącego człowieka, jednak gestykulacja czy mimika były sprowadzone do minimum. Chodziło jednak o coś zupełnie innego niż odwzorowanie gestów, o coś bardziej fundamentalnego.
Nagle wrócił do niej jakiś program Kapitolu, oglądany lata temu i na wpół zapomniany. Kapitol zawsze się chwalił, swoim dobrobytem, zaawansowaniem, potęgą. To było właśnie o czymś takim... o jakiejś równinie czy depresji... tajemniczej dolinie (uncanny valley)! Program był o tym, że ludzie mają pewien określony standard na temat tego jak inni ludzie powinni wyglądać i ich mózg rozpoznawał tak ludzi jak i roboty. Jeśli jednak roboty były zbliżone wyglądem do ludzi, jednak różne, ludzki mózg skupiał się na różnicach, co powodowało poczucie niechęci, zagrożenia czy agresji względem niedoskonałych robotów. To zjawisko nazywało się tajemniczą doliną.

Tak samo poprzednio nie można było przejść obojętnie obok tego, że jakkolwiek obraz Alicii nie wyglądałby jak człowiek, człowiekiem nie był, był jedynie obrazem komputera zakopanego gdzieś w głębi płaskowyżu. Teraz jednak ciężko było dostrzec tą różnicę. Łatwo było zapomnieć, że nie rozmawia się z prawdziwym człowiekiem. Taki nagły przeskok wydawał się równie nieprawdopodobny co całe tamte zdarzenie.

- Właściwie to sama nie wiem co się tu wydarzyło. Moje sensory nie są zgodne, niektóre nic nie zarejestrowały, inne mają odczyty poza skalę. Jeśli wierzyć większości to nastąpił tu... rozbłysk słoneczny. Co oczywiście jest absurdalnie nielogiczne, bo nie tylko ta baza a cały płaskowyż zmieniłby się w płonący krater.
Doktor Grey wzruszyła ramionami i przeniosła wzrok z nieokreślonej dali na Jasmine.
- Prototypowa nanotechnologia to niedokładnie to samo co proteza - uśmiechnęła się lekko - w każdym razie zrobimy tak: do wschodu słońca zostało jeszcze kilka godzin. Może się prześpisz? W tym czasie ja dokończę monitorowanie stanu pacjenta w trybie przyśpieszonym i skompiluje odpowiedni kod. Pod zaaplikowaniu kodu, nanomaszyny powinny się stopniowo wyłączyć w przeciągu kilku-kilkunastu godzin. W tym czasie dobudzę Josha i zaaplikuję mu roztwór z witamin i środków odżywczych, żeby zminimalizować szok. Nanomaszyny przez kilka miesięcy uczestniczyły w procesach jego ciała, więc mimo, że wciąż będą w środku, bez ich pomocy jego ciało będzie potrzebowało kilku dni na dostosowanie się. W tym czasie będzie się czuł osłabiony, nie powinien wykonywać żadnych forsownych czynności. Niech pije dużo wody. W najlepszym przypadku dezaktywowane nanomaszyny zostaną samoczynnie wypłukane z organizmu w przeciągu od kilku tygodni do kilku miesięcy. Aha, no i nie wolno mu się stresować, tak jak mówiłam ta technologia nie została opracowana do zdalnego sterowania, więc wysoka aktywność neurologiczna może na powrót aktywować nanoboty. To wszystko co mogę zrobić, jeśli chcesz go od razu zabrać do domu. Oczywiście pewniejszym sposobem byłyby stałe wizyty kontrolne, albo rekonwalescencja tu w laboratorium, ale to już pozostawiam wam do rozważenia. Mimo wszystko...

Hologram przeniósł spojrzenie na Josha zawieszonego w płynie kultywacyjnym.
- Muszę przyznać, że do tej pory nie rozumiałam ile Josh włożył w to wszystko wysiłku, poświęcenia i ryzyka. W końcu, gdyby coś poszło nie tak, nie mówimy tu o utracie kopii kontrolnej, czy wymianie podzespołu... w każdym razie, trudno mi sobie wyobrazić, żeby lekko to przyjął. I nie jestem pewna, czy jakiś gadżet coś tu pomoże... ale oczywiście możecie wziąć co chcecie. Koszty nie są dla mnie specjalnie ważne, a większość wyposażenia i tak została stworzona dla użytku ludzi, więc tylko się tu kurzy. Chociaż trudno będzie znaleźć jakiś substytut dla prototypowej technologii, ale możecie przejrzeć magazyny, może coś zwróci waszą uwagę. Hmm... - Alicia postukała się w dolną wargę. - To mi dało pewien pomysł, ale wpierw muszę przeprowadzić obliczenia... czy w czymś jeszcze mogę ci pomóc, Jasmine?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Pią Kwi 12, 2013 8:06 pm

Zastanawiałam się jak długo trwać będzie moje osłupienie. Ciągle miałam wrażenia, że zostałam zawieszona w nierzeczywistym eterze. Tak czy siak, będę musiała porozmawiać ze Strixem. Może nie konkretnie, ale przynajmniej ogólnie. Przecież mam jedynie nie zdradzać położenia bazy i nikogo o niej nie informować. Protokół nie zawiera chyba wzmianki o tym, że nie po znalezieniu się tutaj nie można już nigdy nikogo zapytać o starożytne technologie.
- Świetnie, tak.. będę go tu osobiście przyprowadzać, jeśli to ma zwiększyć jego bezpieczeństwo. Niestety nagłe zniknięcie Josha, czy mnie, czy kogokolwiek z wioski musiałoby zostać zauważone. Więc jeśli nie ma tutaj jakiegoś tajnego tunelu do naszego domu - wydałam z siebie coś, co mogło przypominać śmiech, a w tym stanie był to olbrzymi wysiłek - to raczej będziemy musieli pozostać przy czasowych wizytach. Przy okazji może... uda mi się spłacić ten dług. - zamrugałam powiekami z lekkim poddenerwowaniem, które w burzy uczuć przenikających moje ciało mogło się wydać nieznaczną drgawką - Chcę oddać te próbki do badań. Oczywiście, jeśli to nadal aktualne - miałam wrażenie, że stanęłam obok siebie i nie poznawałam swoich słów. Jednak postanowiłam zająć się tym później. W sumie, czy faktycznie tak dużo mogę stracić oddając trochę swojej krwi czy czegoś takiego? Teraz wydawało się to o wiele bardziej racjonalne, niż przez kilkunastoma minutami, chociaż nadal bardzo nierzeczywiste. Czyżby ciekawość wzięła górę?

Przeliczyłam w głowie czas, jaki potrzebny mi będzie na dotarcie do domu i z powrotem. Zostawianie tutaj Josha samego też nie byłoby dobrym pomysłem. Ale co myśli sobie teraz Jen? Ile czasu już tutaj jesteśmy? Co z jedzeniem? Kilka godzin... I tak nie zasnę. Czy czuwanie przy Joshu coś zmieni? Wątpiłam, ale to był tragiczna sytuacja.
- Ile czasu co najmniej minie, zanim wybudzi Pani Josha? Wróciłabym jeszcze do domu, żeby siostra się nie denerwowała, a potem bym tutaj wróciła. Nawet.. nie zdawałam sobie sprawy, jak dużo czasu minęło. - przetarłam oko, które zaczęło mnie mimowolnie swędzieć. Następnie, jeśli moje obliczenia się zgodziły i miałabym wystarczająco czasu, ruszyłam do wyjścia, dokładnie zapamiętując drogę, żeby w miarę potrzeb móc się tutaj nawet włamać siłą. Po drodze postarałam się jeszcze wytropić jakąś zwierzynę, która mogła chować się po drodze, a wybudzona ze snu pierzchła spod moich nóg.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Czw Kwi 18, 2013 1:29 pm

Hologram profesor uśmiechnął się lekko.
- Niestety, sprzęt górniczy nie stanowi wyposażenia tej bazy... - zażartowała - w każdym razie obudzę Josha za minimum 4 godziny, jednak optymalnie za około 6.
Jasmine obliczyła, że przejście od domu do bazy zajęło im jakieś pół godziny, łącznie ze schodzeniem po zboczu, więc czasu na przejście w obie strony było aż nadto.
- A więc, jeśli zechciałabyś stanąć na tej platformie, o tu... dziękuję. Panele w ścianach obsypią cię nieszkodliwym promieniowaniem i zmierzą czas reakcji.
Szklanopodobne ściany rozświetliły się na moment, sprawiając, że skóra Jasmine zaczęła mrowić, po czym zgasły.
- A teraz jeśli mogłabyś włożyć rękę do tego otworu tutaj...
Na wysokości piersi łowczyni znajdował się niewielki, okrągły otwór.
- Komputer przeskanuje twoją rękę w poszukiwaniu żył. Teraz poczujesz lekkie ukłucie...
Coś poruszyło się wewnątrz otworu i igła wkłuła się w zgięcie łokcia Hide. Po chwili było po wszystkim. Gdy wyjęła rękę z otworu, niewielki gazik był przyklejony tasiemką do ranki.
- Przytrzymaj gazę przez kilka minut. To wszystko, dziękuję za współpracę. Wyniki powinny być gotowe do czasu obudzenia Josha.

Jasmine wróciła do windy i wjechała na parter. Przeszła korytarzem, a wielkie, okrągłe drzwi odsunęły się z jej drogi i zasunęły za nią. Przeszła skalnym przejściem do wodospadu, gdzie stalowe ramiona rozsunęły go przed nią. Gdy przekraczała strumień wody, halogenowe światła jaskini zgasły. Ściana wody zamknęła się za nią, jakby nigdy nic. Gdy spojrzała na nocne niebo, przez chwilę nie wiedziała co właściwie ogląda. Jej oczy śledziły błękitne i blado zielone fale rozlane po nieboskłonie, aż nie dotarło do niej co widzi. Aurora! Ale jakim cudem? To zjawisko nie występowało na tej szerokości geograficznej... Bezmyślnie schowała gazik do kieszeni, rozruszała rękę i podleciała na górę klifu. Nie mogła nic poradzić na zjawiska atmosferyczne, ruszyła więc w drogę.

Wróciła przez żywiczny las, starając się odtworzyć trasę z pamięci, zeszła i weszła po niewielkim wąwozie i przeszła do bliższej strony lasu. Co prawda miała już trzy ptaki ze sobą, ale postanowiła skorzystać z okazji. Kilkanaście minut zajęło jej znalezienie śpiącego stadka kuropatw i upolowaniu jednej z nich. Stadko wydawało się skołowane przez rozbłyski na niebie, więc nie było to takie trudne. Reszta odfrunęła z oburzeniem, krzycząc po ptasiemu na agresora. Jasmine dołączyła ptaka do reszty zdobyczy - pod względem jedzenia nie mogła narzekać - i ruszyła do domu.

Dziwne zjawisko na niebie poczęło blednąć i przygasać, a mimo wszystko, światło jakie rzucało na las wydobywało z niego dziwne kształty. Nawet Hide, która była przecież przyzwyczajona do lasu nocą, zaczęła widzieć kątem oka duchy i demony. Pnie powykrzywiane w demoniczne twarze, gałęzie rozcapierzone niczym ręce podstępnych stworów. Nawet deszcz skapujący z gałązek, nadawał im sugestywnie realnych kształtów...

Przeszła jeszcze kilka metrów i zatrzymała się nagle. Deszcz? Ale przecież nie padało, a ziemia i gałęzie były suche. Wahała się przez chwilę, ale odwróciła się i przeszła z powrotem kilka kroków. Zawieszona w plątaninie gałęzi była ludzka ręka. Poszarpane ramię wyglądało jakby zostało brutalnie wyrwane z korpusu, a krew ściekała i spływała z palców. Ręka wciąż odziana była w rękaw białego munduru...

"Ostatnio ludzie zaczęli znikać. Znajdowano ich potem w lesie, w rowach, w krzakach. Czasem części tych samych ludzi w różnych miejscach..."

Ktoś nadchodził. Jasmine odruchowo skryła się za grubszym z pobliskich drzew. Ludzie... 1, 2... 3? Słyszała głosy kilkanaście metrów dalej.
- Znalazłeś resztę?
- Nie, wciąż brakuje kawałków...
- Niech to szlag, nie chcę tu dłużej siedzieć...
Dostrzegła jakieś poruszenie kątem oka, w kierunku przeciwnym do głosów. Między gałęziami... lupus dai! Jednak dziwnie wyglądający, co za paskudna szrama na piersi. A te oczy, jakby lśniące nienaturalnym blaskiem.
- Ale poważnie, co to mogło zrobić?
- Pewnie wilki.
- Idioto, wilki nie rozwłóczą swoich ofiar po całej okolicy!
- Bo ty się akurat znasz na wilkach!
Jej spojrzenie i wilka spotkało się. Jasmine miała wrażenie, że tamten spogląda pogardliwie. Zwierzę odwróciło się i wtopiło w cienie między drzewami.
- Dobra panowie, w dupie to mam. Poszukajcie jeszcze pięć minut i spadamy. Nie będę własnego tyłka narażał po nocy, jemu już i tak nic nie pomoże.
- Zgadzam się. Jutro trzeba będzie przepytać miejscowych.
- Znowu?
- Nie marudź, to i tak lepsze od łażenia po tym przeklętym lesie.
- Tak, tak...
Głosy zaczęły się stopniowo oddalać.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 25 Previous  1, 2, 3, 4 ... 14 ... 25  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach