Denwheel (Jasmine)

Strona 5 z 25 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 15 ... 25  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sob Maj 18, 2013 12:50 am

- Ja też cię kocham, Jas - powiedział mały wtulając się w siostrę. Został delikatnie odsunięty na długość ramienia. Wpatrywał się wielkimi oczami, niby chłonąc informację całym, małym, ciałkiem, ale łowczyni nie była pewna ile naprawdę z tego zrozumiał. Wiedziała jedynie, że zdołała go nastraszyć, bo do oczu napłynęły mu łzy, a wargi zadrżały od powstrzymywanego z trudem płaczu.
- Nie będę rysował! Nie pokażę! Nie chcę, żeby mnie zabrali, Jas! - ponownie się do niej przytulił. Zwykle dzieci po prostu wierzą w to co się im mówi, niezależnie, czy to prawda, czy nie. Jeremy natomiast wierzył podwójnie, bo wiedział, ze jego siostra naprawdę ma na myśli to co mówi.

Tuląc brata, Jasmine powróciła myślami o tamtego pokoju. Puzderełko wciąż unosiło się przed nią, otwarte, jednak jego zawartość wirowała leniwie w środku. Tym razem nie sięgnęła po swój dar, a spojrzała do wnętrza, gdzie znajdowało się kilka świstków papieru, niby wróżby z ciasteczek. Zostały zapisane ładnym, kobiecym pismem. Łącznie było ich pięć:

- Replica: Phase Change
- Sync/rate: 53%

- Replica: Suiton Shihai (Ruling Over Water Element)
- Sync/rate: 27%

- Replica: Addasu Symud (Movement Adaptation)
- Sync/rate: 13%

- Replica: Flame Incarnation
- Sync/rate: 3%

- Replica: Echopathy
- Sync/rate: 7%


Trzy pierwsze były podarunkiem od Strixa, czwarty pojawił się po spotkaniu z Merlinem. Piątego do dzisiaj nie było. Gdy się trochę uspokoił, podjęła rozmowę z Jerem. Przypominał trochę psa, ponieważ miał bardzo mądre, inteligentne spojrzenie, jednak ciężko było stwierdzić ile z tego ogarnia rozumiem. Pokiwał głową, przyjrzał się uważnie rysunkom, namyślając się.
- Nie wiem... - stwierdził w końcu. Wyciągnął rączkę w stronę ostatniego rysunku tańczącej kotki i wróbla i pogłaskał czarny łeb. - Ale wiem, że ich kocham - wyraz twarzy mu się rozluźnił. - Wiem, że choć z zewnątrz się różnią, że choć często się kłócą i są uparci. To wewnątrz mają takie same głosy: "Chcę ich ochronić. Chcę, żeby byli szczęśliwi..." - zostawił rysunki i spojrzał na nią.
- Myślę... myślę, że to znaczy, że jestem inny niż wszyscy. Że my jesteśmy inny. Że mamy w sobie coś takiego... takie specjalne coś. Takie coś, czego nawet ludzie inni niż wszyscy nie mają. I często słyszę ludzi, kiedy mówią, choć nie mówią. Od razu widać różnicę, bo czasem milczą, choć w środku mówią, a czasem mówią na zewnątrz coś zupełnie przeciwnego niż w środku. Bardzo to mylące...

Przez chwilę spoglądał gdzieś w przestrzeń z otwartą buzią, mrugając powoli, po czym zamknął usta i spojrzał jej w oczy.
- Nie chcę już czytania, jestem głodny! Jas, zrób mi jeść, proooszę! - dodał idealnie w temacie. Atmosfera zmienił się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Malec wstał i pobiegł do zlewu, umyć ręce. Musiał przystawić sobie stołeczek, żeby dosięgnąć. Jasmine sięgnęła do książeczki, żeby ją zamknąć i odłożyć na miejsce, gdy jej wzrok przykuł napis na pustej stronie obok ostatniego obrazka. Napis, którego tam wcześniej nie było, a którego Jer świadomie nie pisał. Zamiast zwykłej czcionki, znakomicie udającej drukarską, użyto ładnego pajęczego pisma, którego Jasmine nie rozpoznawała. Ponadto cały dotychczasowy tekst zapisano zwykłym językiem, ten zapisano jezykiem magii:

A wind is blowing
A storm is coming
I'm afraid, I'm afraid

Until wind has blown
Better stay at home
Third day, third day


Zjedli, zajrzeli do matki, w miedzyczasie Josh wstał. Nakarmili pacjenta, który odzyskał nieco więcej humoru i życia. Obejrzeli nieco telewizji. Pod wieczór wróciła Jenn, zmęczona, ale zadowolona. Okazało się, że próba była na tyle udana, że zmienili plany. Zamiast ćwiczyć w niedzielę, miała ją spędzić w domu, oszczędzając głos. Nakarmili śpiewaczkę, a ta potem też zajrzała do matki. Ogarnęli nieco w domu i zanim się spostrzegli była już późna noc. Posnęli. Sytuacja tak normalna, a tak niezwykła.
Wszyscy zgodnie wstali w niedzielę rano i zasiedli do wspólnego śniadania. Tak się złożyło, że choć Jas została zwolniona z obowiązku pilnowania młodszego brata, to fakt, że całą trójka miała wyjątkowo zostać cały dzień w domu zniechęcał do wychodzenia gdziekolwiek.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sob Maj 18, 2013 7:02 pm

Kiedy już miałam odłożyć zeszyt, zatrzymałam się na chwilę i zerknęłam kątem oka na Jera. Chwyciłam za kartkę z wypisanymi słowami w języku magii i delikatnie szarpnęłam, aby wyrwać ją tak, żeby pozostał jak najmniejszy ślad. Po tym złożyłam kartkę parę razy, po czym wsunęłam do kieszeni spodni. Same rysunki mogły być niebezpieczne, a co dopiero sam język magii.

W niedzielę musiałam nadrobić kilka książek do szkoły. Może "nadrobić" było jednak złym słowem. W sumie nikt od nas nie wymagał zbyt wielu wiadomości oprócz udawania zadowolenia i wyrażania zachwytu wobec Kapitolu. Większość dzieciaków nie miała z tym problemów, bo informacjami bombardowano z każdej strony, jednak czy przychodziło to mnie czy im z przyjemnością - była to kwestia dyskusyjna. Jednak poza tym, przy odrobinie chęci i sprytu, można było znaleźć w bibliotece, albo co u bardziej życzliwych nauczycieli, bardziej życiowe pozycje. A prawdziwym skarbcem była Madge. Książki trzymałam już dość długo, więc należało je niedługo zwrócić. Nie były to oczywiście żadne z zakazanych pozycji, jakieś atlasy zwierząt, "Jak odróżniać rzadkie rośliny lecznicze od trujących", "Słów kilka o uprawie zbóż", a ponadto "W jaki sposób tworzy się transgeniczne organizmy i dlaczego ich uprawa oraz hodowla może przynieść liczne korzyści i zagrożenia" czy "Uzyskiwanie niezbędnych substancji ze zbędnych chwastów" oraz "Napraw to sam". Większość z nich byłaby dla innych ludzi jedynie stertą papierów, jednak dla kogoś, kto potrafi wychodzić poza obszar dostępny dla ludności mogły być coś warte. Nic dziwnego, że pozycje od Madge były niemal nie do osiągnięcia gdzie indziej. Kapitol nie widział przecież zysku w zachęcaniu ludzi do działania na własną rękę, ale nie widział też widocznie potrzeby w wytropieniu całej literatury, która jednak nie podkopywała autorytetu władzy.

Jenn też często korzystała z jej książek. Jednak z racji mojego napiętego grafiku, to zwykle ja byłam sprawczynią "przetrzymywania" makulatury.
Coraz częściej łapałam się również na zabawach magią. Od czasu zajęć z Wingiem i treningów ze Strixem nie raz łapałam się na kręceniu palcem w powietrzu z goniącymi z nim magonami. Wcześniej starałam się oddzielić oba światy, oba plany, to, co "widzialne" i "niewidzialne", starałam się ograniczyć używanie magii. Ostatnio jednak działo się tak, jakby to moje ciało podświadomie wypuszczało magię z siebie i mnie prowokowało. Jakby te akcje stały się niezależne od mojej woli, jak bicie serca.
Strzepnęłam magony jednym ruchem palca i wróciłam wzrokiem do rysunku. Po chwili zmarszczyłam brwi i sięgnęłam go kieszeni. Pogrzebałam w niej trochę po czym wyciągnęłam kartkę i jeszcze raz przeczytałam zapisane na niej słowa. O co w tym wszystkim chodzi? Rzuciłam książkę na materac, papier włożyłam z powrotem do kieszeni i ruszyłam w poszukiwaniu Jen. Po drodze starałam sobie przypomnieć, ile dni ma trwać festyn.
- Jenn, słyszałaś coś o rozszarpanym poprzedniej nocy Strażniku Pokoju, na mieście? - zmarszczyłam brwi i bezwiednie przygryzłam wargę. Przyglądałam się badawczo siostrze, jakbym próbowała przejrzeć ją na wylot, sondowałam myśl, rozważałam za i przeciw.
- Którego dnia festynu występujecie? - rzuciłam po chwili, całkowicie zmieniając temat. Pokręciłam głową. - Aha, przepraszam, nie powinnam zaczynać.. - położyłam jej rękę na ramieniu i wróciłam do pokoju, ponownie zagłębić się nad książką.

Oczywiście po obiedzie należało pobawić się z Jerem z kalambury. Mały może zdołałby przekonać Josha do udziału. Dzień zapewne upłynąłby nam na rozmowach o codziennych sprawach, wyjściu do miasta czy poprawieniu tego czy owego w domu i "ogrodzie".
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Pon Maj 20, 2013 8:51 pm

Jasmine znalazła Jenn w piwnicy, oprawiającą i marynującą upolowane przez łowczynię wcześniej ptactwo. Jenny, cała we krwi i pierzu, z nożem w ręce wyglądała niemal jak maniakalna morderczyni. Zrobiła wielkie, zdziwione oczy.
- Ojej... nie, nie wiedziałam... ale gdy o tym wspominasz, to faktycznie, tak mi się wydawało, że jakby więcej patroli chodzi po okolicy. I jakby liczniejsze są... mam nadzieję, że znajdą tego maniaka zanim zabije więcej ludzi - westchnęła. Wcześniej nuciła pod nosem, teraz straciła widać ochotę.
- Hmm? A! - uśmiechnęła się. - Nie mówiłam? Pierwszego, gdzieś tu miałam ulotkę... - spojrzała na pokrwawione ręce. - Może potem ci dam. W każdym razie całość zaczyna się koło 16 jutro, nasz występ jest o 19. Potem jest pokaz fajerwerków i zabawa do późnej nocy. Całość kończy się pojutrze, od 10 bodajże do 19, 20? Będą chyba jakieś mniejsze atrakcje, ale występujemy tylko pierwszego dnia. Pierwotnie festyn miał trwać trzy dni, tak słyszałam, ale zapowiedziano gwałtowne pogorszenie pogody w środę, więc całość skrócono.
- Nie no, w porządku przecież...

Jasmine wróciła do siebie i skończyła czytać. Zjedli obiad. Jas zasiadła z Jerem do kalambur. Josh, zgodny jak od dawna nie, przyłączył się. Grali i gadali. Jenn nie mogła usiedzieć w bezruchu, przeniosła się więc do ogródka, a Josh poszedł za nią jako osoba do towarzystwa, bo wciąż nie czuł się w pełni sił. Jas zabrała małego na spacer po okolicy. Spotkali się znowu przy kolacji i poszli wcześnie spać.

W poniedziałek Jas i Jenn, jako wzór obowiązkowości, poszły do szkoły. Josh wziął sobie wolne i obiecał zabrać się bratem. Szkoła minęła tak jak można by się spodziewać, tyle, że później z Jenn już się nie widziały, gdyż ta od razu pognała na teren festynu, a Jas miała jeszcze wrócić do domu. Wszystko oprócz jednego drobnego szczegółu, który jednak zapadł łowczyni w pamięć. Siedziała na zajęciach z matematyki - jakkolwiek niezbyt zaawansowanych, ale jednak. Wydawało jej się, że spisuje wzory i zadania jak zwykle, jednak kiedy spojrzała na zapiski, żeby zrobić porównanie, zobaczyła na całej stronie napisane:
DESTROY GOD!
Nie miała pojęcia kiedy zaczęła pisać takie głupoty, ale mazała to tak intensywnie, że niemal przebiła kartkę na wylot. Wyrwała stronę i schowała do kieszeni. Przy odrobinie skupienia następne notatki były już tylko notatkami.

Po szkole wróciła do domu. Madge, która sama z siebie zaoferowała się, że posiedzi z ich matką była już u nich. Jak sama stwierdziła, wiem już ją dopada i nie ma sił łazić po takich imprezach, choć na oko Jas nie była jeszcze taka stara. Pożegnali się, wzięła Josha i Jera za fraki i ruszyli na teren festynu.
Zmianę widać już było w drodze do i z szkoły, jednak prawdziwą skalę wydarzenia poznali, gdy doszli do "centrum" Denwheel. Sam festyn zorganizowano na placu miejskim, jednak już uliczki prowadzące wokoło zostały prowizorycznie zadaszone i ozdobione lampionami, a pod nimi ustawiły się stragany i kantorki. Handel odbywał się jak można się było spodziewać: sprzedawano wszystko, jedzenie, picie, bibeloty, ozdoby, biżuterię, przedmioty religijne, świece zapachowe, zimne ognie, drobną elektronikę, przedmioty niby "magiczne" - choć Jas wiedziała, że jedynie niewielka część z nich ma cokolwiek wspólnego z magią, a reszta to zwykłe cyrkonie i plastik - różnorakie słodycze, a nawet maski i stroje karnawałowe.

Już ludzi w alejkach było sporo, na placu było ich jednak jeszcze więcej. Gdy ludzie spędzali większość życia nie wychylając się za bardzo, łatwo było zapomnieć ilu ludzi tu mieszka. Posuwali się do przodu powoli nie tylko z powodu ścisku, ale i dlatego, że różnorakie atrakcje atakowały ze wszystkich stron i zabiegały o ich uwagę. Jas wzięła Jeremiego na ramiona, nie tylko dlatego, żeby lepiej widział, ale żeby go przypadkiem nie stratowano.

Jasmine gdzieniegdzie widziała Białogwardzistów, mających chyba pilnować porządku. Jednak zniknęły gdzieś srogie, obce twarze, broń przewieszona luźno na ramieniu i zamiast na nieustraszonych żołnierzy Ładu i Porządku wyglądali niemal przyjaźnie rozmawiając między sobą, a czasem i z mieszkańcami. Samym mieszkańcom też jakby coś się przydarzyło, nie tylko wylegli na ulicę en masse, ale śmiali się i zachowywali przyjaźnie zupełnie jakby ktoś wstrzyknął w nich trochę życia. Sama łowczyni musiała przyznać, że było coś takiego w powietrzu, coś między zapachem jedzenia i świec, coś niewyczuwalnego dla zwykłych ludzi. Jakaś niewidoczna, pulsująca siła, rozlewająca się wokoło niepostrzeżenie.

Wyszli z domu o wpół do piątej, na plac jednak przedarli się dopiero kwadrans po szóstej, bogatsi o napój w kubku i kanapkę dla każdego i kilka świecidełek, które pozyskali niewiadomo skąd i niewiadomo kiedy w sumie. Z boku placu ustawiono scenę, ale nie taką jak zwykle, prowizoryczną. Ta wyglądała bardzo profesjonalnie, a do tego posiadała w pełni funkcjonalne zaplecze, o budowanie którego normalnie się nie trudzono. Sprzęt audio stojący już na scenie był strasznie rozbudowany i wyglądał na piekielnie drogi. Wokół sceny stał kordon Strażników Pokoju i aż dziw, że uzyskano takie zaangażowanie z ich strony, szczególnie w obecnej sytuacji.

Na sporym placu, oprócz wielkiej masy ludzi ustawiono też kilka atrakcji, więc ludzie korzystali, strzelając do celu z wiatrówek, łowiąc jabłka zębami, siłując się na ręce, czy grając w specjalnie przyniesione automaty do gier.
- Mamy jeszcze 40 minut do występu Jenn - zawołał do nich Josh choć stał tuż obok. Poziom szumu tła przytłaczał. - Co chcecie robić? Zdecydujmy razem, bo jak się rozdzielimy to nigdy się nie znajdziemy w tym tłumie...
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Wto Maj 21, 2013 9:33 am

Rozejrzałam się na ile mogłam, ale w związku, że nie byłam zbyt potężnego wzrostu, posłużyłam się magicznym zmysłem, aby ocenić zagęszczenie tłumu i jego ruch oraz możliwe wolniejsze przestrzenie. Zastanowiłam się nad tym, czy oprócz strzelania z wiatrówek nie było jakiegoś stoiska do strzelania z łuku.
- Josh, pójdziemy najpierw do stoiska, żeby wziąć coś dla Jera. Później, jeśli chcesz, będziemy mieli chwilę, żeby pójść i zobaczyć co chcesz. A myślę, że jakbyśmy jeszcze zdążyli, moglibyśmy spróbować dostać się za scenę, żeby jeszcze dodać Jenn otuchy przed występem. A potem musimy znaleźć dobre miejsce do obserwacji. - jeszcze raz postarałam się rozejrzeć, czy nie dałoby nam się ulokować na dachu jakiegoś domu czy innego miejsca, gdzie nie rzucalibyśmy się w oczy, ale jednocześnie mielibyśmy dużo miejsca i dobry widok na scenę.

Gdyby się zdarzyło, że po drodze możliwe będzie zakupienie lornetki lub czegoś powiększającego widok w korzystnej cenie lub wypożyczenie, to korzystam z tego.

Gdyby nie było stoiska do wygrywania maskotek i innego rodzaju zabawek, to podchodzę do stoiska z wiatrówkami. Chyba nie musi to się aż tak bardzo różnić. W sumie oko powinno się wytrenować podczas strzelania, a ręka nie powinna mi drżeć.
- Przepraszam, ile kosztuje strzał i co mogę za niego wygrać? - zapytałam sprzedawcę, podnosząc głos, jeśli będzie taka potrzeba. Potem skonsultowałam się z Jerem, co chciałby dostać. Na takich loteriach "ceny" powinny być korzystne. Popatrzyłam przez moment jak inni strzelają, a potem wzięłam łuk/strzelbę w ręce i skupiłam się na tarczy/kaczkach czy do czegokolwiek trzeba było strzelać. Zmrużyłam oko i wstrzymałam oddech, jak zawsze, po czym puściłam strzałę/nacisnęłam spust. Miałam nadzieję, ze mi się udało. Jeśli nie, próbowałam maksymalnie trzy razy.

Gdy już załatwiliśmy ten punkt imprezy, na który miałam nadzieję poświęciliśmy nie więcej niż 10 minut, ruszyłam za Joshem, jeśli miał swoje życzenia. A potem postarałam się przepchnąć do tylnego wejścia za scenę, jeśli to było tylko możliwe. Jeśli zaś starania o przepuszczenie typu "bo moja siostra występuje, Jennifer Hide, i muszę się z nią zobaczyć" nie dają skutku, staram się z całym rodzeństwem przekraść niezauważenie pomiędzy sprzętem, być może przy delikatnym, ale równie subtelnym i niezauważalnym użyciu magii.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Pon Maj 27, 2013 11:13 pm

Josh skinął tylko głową w odpowiedzi. Jeremy pochylił się i do ucha powiedział jej, że chce cokolwiek pluszowego. Oceniając przepływ ludzi, wrócili się na chwilę w jedną z alejek ze stoiskami i zakupili lornetkę za 15$. Jakością wykonania nie powalał, ale powinna spełnić swoją rolę. Na samym placu znajdowały się dwie atrakcje związane z trafianiem w cel, żadna jednak nie uwzględniała łuku. Pominęli rzucanie piłkami tenisowymi do sterty puszek, bo można były wygrać jedynie plastikowe zabawki i paczuszki słodyczy, podeszli do stoiska z wiatrówkami. Tu - jak wyjaśnił postawny właściciel - należało zestrzelić jak najwięcej blaszanych wiader ustawionych w piramidkę. Im więcej tym lepsza nagroda. Na ścianie znajdowała się cała kolekcja pluszaków od myszek przez pieski do sporych misi.

- Strzał 2$, trzy strzały 5$, spróbujcie szczęścia - dodał, mrugając porozumiewawczo.
Jasmine chwyciła wiatrówkę i wycelowała. Pierwszy strzał przeleciał obok celu. Celowanie samo w sobie było takie same, jednak o ile łuk miał swego rodzaju ciąg, wiatrówka zaskoczyła ją odrzutem, choć zauważyła go już u innych uczestników. Drugi strzał także zszedł w bok, ale już strącił dwa wiadra. Ostatni w końcu trafił tam gdzie chciała i kolejne pięć wiader spadło na ziemię. Za strącenie siedmiu z dziesięciu wiader Jas dostała szarego, pluszowego króliczka, którego podarowała Jerowi. Mały z miejsca się zakochał i królik zajął zaszczytne miejsce na głowie siostry.

Przecisnęli się potem na drugi koniec placu do automatów z grami, obleganych przez młodzież. Zapowiadało się długie stanie w kolejce, jednak Josh stanął na końcu tłumu za jednym z automatów z napisem "Rooshem: Kosmiczny Ninja" i po chwili wzruszył ramionami.
- Strata czasu i pieniędzy - podsumował - chodźmy zobaczyć się z Jenn!
Przecisnęli się jakoś przez tłum pod scenę... wprost do kordonu Białogwardzistów. Przedstawili swoje racje najbliższemu, ale ten tylko roześmiał się i pokręcił głową. Stojąca obok Strażniczka Pokoju nachyliła się do nich i rzuciła głośno:
- No pewnie, pewnie. Gdybym dostawała dolara za każdą rodzinę zespołu miałabym już... jakieś 12$. Był tu już wujek, matka, dziewczyna...
Kobieta nie zdążyła jednak skończyć swojej wyliczanki, bo drzwi prowadzące na sceniczne zaplecze wpierw się rozchyliły, a potem otworzyły szeroko i wyszedł z nich ktoś niebieski.
- Przepraszam! Przepraszam! Możecie ich przepuścić?! Oni są ze mną! Dziękuję bardzo!
Jenny podbiegła do nich machając w stronę Białogwardzistów czymś co wyglądało jak przepustka prasowa. Strażnik rzucił na nią spojrzeniem i wzruszył ramionami. Trójka rodzeństwa nagle znalazła się po drugiej, wolnej przestrzeni placu. Młodsza siostra uśmiechnęła się do nich. Josh zagwizdał z podziwem.

Po przybyciu musiała się przebrać, bo miała na sobie czarne, ciężkie buty, białe skarpetki, biało-czarną spódniczkę i bluzkę, a na to narzucony błękitny płaszczyk. W ręku ściskała nerwowo karnawałową maskę przedstawiającą jakiegoś ptaka.
- Zdążyliście, to super! Nie wyglądam głupio...? - wszyscy zgodnie zapewnili, że wygląda szałowo. - Naprawdę? Byłam przeciwna, ale powiedzieli, że taki image niby... o jezu... - spojrzała ponad nimi na kłębiący się na placu tłum. - Zgodziłam się na prosty, małomiasteczkowy występ, a co to się z tego porobiło... gdyby mnie ktoś uprzedził, nigdy bym się nie zgodziła...
Jas zapewniła, że da sobie radę, wystarczy, żeby się nie denerwowała.
- No... może. Postaram się. Ja...
Drzwi na zaplecze otworzyły się i wychyliła się z nich kolejna postać, objuczona słuchawkami, okularami, jakimiś kablami na szyi i z formularzem w dłoni.
- Te, wokalistka! Wołają cię, za 10 min wychodzicie! - zawołała do Jenn postać.
- Już idę! - odkrzyknęła ta. - Sprzętowiec - dodała gwoli wyjaśnienia. - Musze już iść... poradzicie sobie? Chciałam wam zarezerwować jakieś miejsca, ale widzicie jak to wygląda, nie bardzo było co rezerwować...
Poradzą sobie. Na pewno? Na pewno. Odbiegła, powiewając niebieskim płaszczykiem i zniknęła w czeluściach zaplecza. Pozostała trójka cofnęła się za kordon żołnierzy.
- Lepiej się sprężajmy, bo zacznie się zanim znajdziemy miejsca! - powiedział Josh.

Przecisnęli się z powrotem przez tłum, do jednego z boków placu. W Denwheel budynki mające więcej niż dwa piętra były rzadkością, ale okolice placu miejskiego były wyjątkiem. Tu, gdzie znajdowały sie najważniejsze obiekty miejskie jak ratusz, bank, kwatera Białych, czy szpital (w zasadzie jedynie szkoły i kościół Ra'zah były istotnymi budynkami zbudowanymi z dala od placu), znalazło się miejsce dla wyższych, bogatszych budynków. Trzy i czteropiętrowe kamienice miały osobne, żelazne wyjścia przeciwpożarowe, prowadzące aż na dach. Ludzie, w szczególności młodzież, nierzadko wyposażona w podejrzaną butelkę zawiniętą w papier, albo towarzystwo osobnika płci przeciwnej, nie przeoczyła obecności tych wejść i wspięła się jeśli nie na sam dach to na podesty na poszczególnych piętrach. Hideowie skorzystali z jednego z takich wejść i znaleźli się na dachu. Przemieścili się do części znajdującej się naprzeciwko sceny, po drugiej stronie placu i rozsiedli wygodnie na pochyłych płytkach dachu. Jasmine cały czas uważała, żeby któremuś nie powinęła się noga i nie skończyło na bruku w dole. Zdążyli niecałą minutę przed dziewiętnastą. Lornetka znalazła się w pogotowiu, przekazywana z rąk do rąk.

Punkt 19 nagle zgasły wszystkie lampiony oświetlające do tej pory cały plac. Ciemności jakie zapadły nie były może egipskie, ale niemal nic nie rozświetlało okolicy. Szum głosów, dotąd tętniący zewsząd, umilkł jak na komendę. Specyficzne napięcie w powietrzu sięgnęło zenitu. Na środku sceny zapaliło się pojedyncze światło. Stanęła w nim Jenn, ubrana w swój kostium, z założoną ptasią maską. Dookoła słabo było widać pozostałych członków zespołu, ubranych podobnie jak ona. Jasmine zauważyła dwie gitary - z czego jedna równie dobrze mogła być bassem - perkusje, pianino, a nawet skrzypce. Doznała przy tym niejasnego uczucia deja vu. Cała ta scena odlegle jej się z czymś kojarzyła, ale nie mogła sobie uzmysłowić z czym. To jednak przestało mieć znaczenie, gdy rozległy się pierwsze dźwięki skrzypiec. Jenny podniosła w górę bezprzewodowy mikrofon i zaczęła śpiewać w momencie, gdy dołączyło się pianino:

You listen to my voice,
Listen to my heart
Now I see it clearly
You listen to your voice,
Listen to your heart
Do you even smile?

There is nothing you can’t do
Only you can do to make yourself happy
You listen to your voice,
Listen to your heart make yourself live

Efekt był niesamowity, trudno było uwierzyć, że dźwięk idzie przez jakiekolwiek głośniki. Pomimo, że byli całkiem daleko od sceny, wydawało się, jakby stali tuż przed sceną, a Jenn śpiewała wprost do nich. Jednakże jakość dało się wytłumaczyć jeszcze dobrej klasy sprzętem. To, że głos dziewczyny zdawał się pomijać uszy i rezonując w kościach i żyłach docierać wprost do serca, tego już nie dało się wytłumaczyć inaczej jak magią. Zespół przejął pałeczkę na refren:

(chorus)

We are free like water flows
We are one
As we feel the love

Gdy Jenny podjęła, przed oczyma Jasmine stanęły nagle dawno zapomniane wspomnienia. Może nie tyle zapomniane, co raczej takie, których nie pamiętała na co dzień. Przypomniała sobie te nieskończenie długie dni, kiedy była w wieku Jeremiego, kiedy spędzała dnie z Mamą i Tatą, a troski tego świata były jej bardziej obce niż inne galaktyki. Te dni, kiedy na świecie zaczęły pojawiać się małe istotki, a ona stała się starszą siostrą. Bezpieczne, szczęśliwe dni.

How long will it take
To find our way out?
But she never lost her way
And made herself to home

So we hold each other’s hand
As we walk along the way
No more fears and tears to fall
We find our way to home

(chorus)

We are free like water flows
We are one
As we feel the love

How long will it take
To find our way out?
But she never lost her way
And made herself to home

So we hold each other’s hand
As we walk along the way
No more fears and tears to fall
We find our way to home

How long will it take
To find our way out?
But she never lost her way
And made herself to home

So we hold each other’s hand
As we walk along the way
No more fears and tears to fall
We find our way to home

Jenny podjęła końcówkę samotnie, wkładając w to masę uczucia. Jas zauważyła, że nie jest jedyna, na którą to tak wpływa. Niektórzy krzywili się i łapali za piersi, jakby z bólu, po czym odchodzili chyłkiem, albo wręcz uciekali. Jednak zdecydowana większość miała twarze mokre od łez i zauroczone spojrzenie. Jej obaj bracia wpatrywali się z otwartymi buziami, z twarzami lśniącymi w nikłym świetle sceny. Słona woda powoli skapywała z jej własnej brody, choć sama nie wiedziała, kiedy właściwie zaczęła płakać. Jedynie w sercu czuła taki pulsujący splot... kiedy ostatnio była taka szczęśliwa?

You listen to my voice,
Listen to my heart
Now I see it clearly

You listen to your voice
listen to your heart
do you even smile?


Gdy po ostatnich słowach zapadła absolutna cisza, świat jakby zatrzymał się na chwilę. A potem widownia zebrana na placu wybuchła aplauzem. Entuzjastyczne krzyki przebiły cały chaos jaki panował przez występem. Jenny uniosła ręce w górę i lampiony porozwieszane dookoła placu zapłonęły ponownie, a wraz z nimi zapaliły się światła sceniczne, odsłaniając zespół i sprzęt. Jenny chwyciła mikrofon ze stojaka i bez żadnej zapowiedzi rozpoczęła się druga piosenka, w zupełnie innej tonacji. Tak samo, stojąca nieruchomo wokalistka, zaczęła tańczyć w rytm muzyki.

I was never right for the hero type of role
I admit it
With my heart shivering in fear
I can see today's reflected in each past tear

Even so
It has been calling the heavens to me
But I cannot hide
All the emptiness inside
My fleeting heart

Once in my dreams
I rose and soared
No matter how I'm knocked around
Or beaten down
I will stand up, restored

All of my love
Has yet to wake
I know your strength is what I lack
You've got my back
And know that I've got yours

I have you to thank
For lighting up the dark

Because you're here with me
Our dreams will soar free
Forever


Na dwie krótkie wstawki Jenn milkła, podczas gdy pałeczkę przejmowała reszta żeńskiej części zespołu.

(I wanna always be with you
I give you everything I have)

I could never find light to guide me through the night
And with one touch
I'd recall every memory
All too precious to not hold them all close to me

It's tempting to close your eyes
And turn from the world
But it's bittersweet
Like you've somehow missed a beat
With no restart

When every wish has overlapped
You'll realize if you carry on
With every dawn
Your hesitation fades

All of your scars will disappear
I will become your sword and shield
This Crossing Field's
the path that we select

The promise we made will last for all our days
If it's our bonds we'll live by
I will put my
Faith in you

I only need one miracle
Can you not hear me
Call at all
Until that day
I'll keep screaming your name

Once in my dreams
I rose and soared
No matter how I'm knocked around
Or beaten down
I will stand up, restored

All of my love
Has yet to wake
I know your strength is what I lack
You've got my back
And know that I've got yours

I have you to thank
For lighting up the dark

Because you're here with me
Our dreams will soar free
Forever

(I wanna always be with you

I wanna hold you tight right now

I swear that I'll be who you choose
I'll give you everything I have)


Kolejna piosenka dobiegła końca, a kołyszący się w jej rytm tłum ponownie wybuchnął przepełnionymi emocjami krzykami. Wokalistka skłoniła się po czym ruszyła na zaplecze, przekazując mikrofon gitarzyście. Ten wyszedł na przód sceny.
- Dobrze się bawicie?! - zawołał, a odpowiedział mu ryk tłumu. Jasmine za to przeszedł dreszcz po plecach. Nareszcie zrozumiała swoje uczucie deja vu, część układanki wskoczyła na swoje miejsce. Ale co Strix robił na scenie?!
- Zanim nasza urocza wokalistka wróci na wielki finał, zagramy jeszcze dwie piosenki. - Podjął Strix. - Te chciałbym zadedykować komuś szczególnemu. Ta osoba z pewnością wie o kim mowa, więc bez zbędnego przedłużania...!
Josh pochylił się do jej ucha:
- Nie wiedziałem, że twój chłopak gra w zespole - powiedział lekko zaskoczonym tonem. Właściwie nie było w nim nic poza tego lekkiego zaskoczenia, efekt koncertu mocno oddziaływał na wszystkich.
Strix odstawił mikrofon na stojak i złapał swoją gitarę.

The secret side of me
I never let you see
I keep it caged
But I can't control it
So stay away from me
The beast is ugly
I feel the rage
And I just can't hold it

It's scratching on the walls
In the closet, in the halls
It comes awake
And I can't control it
Hiding under the bed
In my body, in my head
Why won't somebody come and save me from this?
Make it end!

I feel it deep within,
It's just beneath the skin
I must confess that I feel like a monster
I hate what I've become
The nightmare's just begun
I must confess that I feel like a monster
I, I feel like a monster
I, I feel like a monster

My secret side I keep
Hid under lock and key
I keep it caged
But I can't control it
Cause if I let him out
He'll tear me up
And break me down
Why won't somebody come and save me from this?
Make it end!

I feel it deep within,
It's just beneath the skin
I must confess that I feel like a monster
I hate what I've become
The nightmare's just begun
I must confess that I feel like a monster

I feel it deep within,
It's just beneath the skin
I must confess that I feel like a monster
I, I feel like a monster
I, I feel like a monster

It's hiding in the dark
It's teeth are razor sharp
There's no escape for me
It wants my soul,
It wants my heart

No one can hear me scream
Maybe it's just a dream
Or maybe it's inside of me
Stop this monster!

I feel it deep within,
It's just beneath the skin
I must confess that I feel like a monster
I hate what I've become
The nightmare's just begun
I must confess that I feel like a monster

I feel it deep within,
It's just beneath the skin
I must confess that I feel like a monster
I'm gonna lose control
Here's something radical
I must confess that I feel like a monster

I, I feel like a monster [4x]


Następnie kontynuowali z czymś spokojnieszym:

I have nothing left to give
I have found the perfect end
You were made to make it hurt
Disappear into the dirt
Carry me to heaven's arms
Light the way and let me go
Take the time to take my breath
I will end where I began

And I will find the enemy within
Cause I can feel it crawl beneath my skin

Dear Agony
Just let go of me
Suffer slowly
Is this the way it's gotta be?
Dear Agony

Suddenly
The lights go out
Let forever
Drag me down
I will fight for one last breath
I will fight until the end

And I will find the enemy within
Cause I can feel it crawl beneath my skin

Dear Agony
Just let go of me
Suffer slowly
Is this the way it's gotta be?
Don't bury me
Faceless enemy
I'm so sorry
Is this the way it's gotta be?
Dear Agony

Leave me alone
God let me go
I'm blue and cold
Black sky will burn
Love pull me down
Hate lift me up
Just turn around
There's nothing left

Somewhere far beyond this world
I feel nothing anymore

Dear Agony
Just let go of me
Suffer slowly
Is this the way it's gotta be?
Don't bury me
Faceless enemy
I'm so sorry
Is this the way it's gotta be?
Dear Agony

I feel nothing anymore

Cisza ponownie rozlała się po placu. Maska zasłaniała twarz zastygłego chłopaka, ale wydawało się, że targają nim silne emocje. Głos jednak miał cichy i spokojny, gdy rzucił miękko:
- A teraz, panie i panowie, to na co czekaliście...
Odsunął się od mikrofonu i wrócił na swoją stronę sceny. Kurtyny oddzielające scenę od zaplecza uniosły się, odsłaniając Jenny. Pozbyła się maski i płaszczyka. Włosy upięła wysoko w kucyk, a dzięki sztuce makijażu i butom na obcasie wydawała się nie tylko wyższa ale i starsza. Ponownie chwyciła mikrofon i przymknęła oczy. Gdy je otworzyła, z jej ust znów popłynęły słowa piosenki, rezonując z wnętrzem widowni.

I hear your voice on the wind
And I hear you call out my name

"Listen, my child," you say to me
"I am the voice of your history
Be not afraid, come follow me
Answer my call, and I'll set you free"


W powietrze wystrzeliły fajerwerki. Które fajerwerkami nie były. Publika, składająca się w większości ze zwykłych ludzi mogła dać się oszukać, ale ona widziała setki, tysiące magicznych pocisków szybujących w niebo i wybuchających różnokolorowym ogniem. Feria błysków na niebie była niezwykle precyzyjna i skoordynowana, tworząc krzyże, koła, kwadraty, gwiazdy i wzory gwiezdnych konstelacji. Do tego niewiadomo czy były bezgłośne, czy nad placem wisiała jakaś bariera, jednak oprócz tańczących świateł zalewających plac, nie słychać było ani jednego wybuchu. Nic co mogłoby zagłuszyć śpiew Jenn.

I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice that always is calling you
I am the voice, I will remain

I am the voice in the fields when the summer's gone
The dance of the leaves when the autumn winds blow
Ne'er do I sleep thoughout all the cold winter long
I am the force that in springtime will grow
Z każdą kolejną linią tekstu, Jenny coraz bardziej skupiała się na śpiewaniu, a w końcu zamknęła i oczy. Jas podejrzewała, że jej siostra zapomniała w ogóle, że śpiewa dla kogokolwiek. Teraz liczył się dla niej tylko jak najlepszy przekaz tego co miała do przekazania. Włożyła w to całe serce. A z jej ciała uniosły się dwa amorficzne twory i z rozmachem rozłożyły w parę majestatycznych skrzydeł, zawieszonych za jej plecami.

I am the voice of the past that will always be
Filled with my sorrow and blood in my fields
I am the voice of the future, bring me your peace
Bring me your peace, and my wounds, they will heal

I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice that always is calling you
I am the voice

Wysoko na niebie coś nabrzmiało, niczym ogromne jajo, po czym pękło wypluwając z siebie wielkiego ognistego ptaka. Mityczna bestia zakręciła się w powietrzu i opadł a w dół, przelatując nad placem tuż nad dachami domów. Jasmine mogła wyciągnąć rękę i dotknąć jego gorejącego skrzydła... choć może gorejącego to złe słowo, gdyż niemal w ogóle nie czuć było od niego ciepła. Feniks wzbił się w górę potężnym machnięciem skrzydeł, a gdy znalazł się nad centrum placu, wybuchł. Wielokrotne eksplozje rozrzuciły nad całą okolic setki tysięcy niewielkich iskierek. Jedna spadła na dłoń łowczyni, była chłodna.

I am the voice of the past that will always be
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice of the future
I am the voice, I am the voice
I am the voice, I am the voice


Jenny skończyła śpiewać i otworzyła oczy. Skrzydła na jej plecach rozpadły się w obłok magicznego pyłu. Stojąc tam, skąpana w miriadzie iskierek, wyglądała doprawdy, pięknie i dostojnie. Skłoniła się w pół, a reszta zespołu poszła jej śladem. Widownia dosłownie oszalała, bijąc brawo, krzycząc i podskakując z radości.

Resztki deszczu iskierek skończyły się, a zespół skłonił się ponownie i wszedł za kurtynę. Brawom i krzykom jednak nie było końca, wyszli więc ponownie, stając w rzędzie i skłonili się wszyscy razem. Jasmine przez lornetkę zauważyła, że Jenn ma łzy w oczach. W końcu jednak zespół zniknął na dobre i światła na scenie zgasły.
- No, to było... no... - mruknął Josh, drapiąc się po głowie.
- Piękne - powiedział Jer.
- Tak, dokładnie. Piękne. Idziemy po Jenn? - spytał starszej siostry. - Może lepiej ją stąd ewakuować, zanim tłum fanów ją rozedrze na strzępy - zażartował.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Wto Maj 28, 2013 8:58 pm

- Ja też nie wiedziałam - powiedziałam przez zęby tłumiąc w sobie irytację. Magia po występie Jenn została odsunięta na dalszy plan. Fakt, wszystko zaczynało układać się w jakąś całość. Pytanie tylko, czy dobrze składałam te puzzle i czy przypadkiem czegoś nie zgubiłam po drodze.

Rozluźniłam się dopiero podczas finałowego numeru. To było coś. Tylko skąd wzięła się tam magia? Feniks, fajerwerki, to można było zrozumieć. Tylko skąd ta siła przekazu? Jenn nie byłaby raczej w stanie oddziaływać na ludzi w ten sposób. Czy ktokolwiek bez użycia magii mógł? Tego bałam się najbardziej. Ktoś, kto kontrolował te magiczne sztuczki.. jeśli to nie jego sprawa, w takim razie też mógł to zauważyć. Zastanowiłam się chwilę, czy mogliby uzyskać takie widowisko jedynie za pomocą kryształów. Moja wiedza na ten temat nie była zbyt obszerna. Jednak tak czy siak, musieli tu przybywać Czarodzieje i to w większej ilości niż zwyczajnie. Ten feniks mi się nie podobał. Budził strach i nadzieję jednocześnie. Tak, jak i pojawienie się Strixa.

- Fakt. Ale bardziej niż o krwiożerczych fanów martwiłabym się o co innego. Poza tym... - przygryzłam wargę - i tak mam jeszcze z kimś do pogadania, zanim mi zniknie. Szybko, zanim opadnie to wrażenie i ludzi zaczną się przemieszczać. - chwyciłam Jera za rękę i pociągnęłam go w stronę zejścia, spiesząc się, aby jak najszybciej przedostać się znowu do granicy sceny i dostać się za nią, jak najszybciej, aby znaleźć Jenn, a być może i Strixa.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sro Maj 29, 2013 1:15 pm

Jasmine chwyciła młodszego brata za rękę, ale ten stał wryty jak kołek. Wzrok miał wbity gdzieś w przestrzeń, a łzy płynęły mu po policzkach, mimo, że koncert dobiegł końca. Jednak reakcja widowni dopiero się rozkręcała. Dziewczyna pamiętała to ogłuszające uczucie, gdy spojrzała na świat jego darem, a przecież wtedy wokół nie było ani tylu ludzi, ani w takim stanie. Dla niego to było zapewne jak dostanie granatem ogłuszającym, nawet jeśli potrafił kontrolować swój dar. Nie mając więc wyjścia, wzięła go na ręce i ruszyli w drogę powrotną, po dachach, w dół i przez plac.

Ludzie rozmawiali, śmiali się, albo wpatrywali w przestrzeń. O dziwo, przejść było o wiele łatwiej niż wcześniej, mimo sporej ciasnoty, gdyż gdy ludzie widzieli że dzieciaki chcą przejść, to robili im miejsce z uśmiechem. W powietrzu czuć było tą szczególną atmosferę życzliwości, która wydawała się wcale nie słabnąć z czasem. Doszli do kordonu pod sceną. Białych było niemal dwa razy tyle, jednak stali jakoś tak luźno, wydawało się, że niektórzy wręcz bezwiednie dryfują w stronę sceny i zaplecza. Najbliższy Strażnik Pokoju spojrzał na nich.
- Tu nie wolno... - powiedział, ale jakoś tak bez przekonania. Zza niego wyszła Strażniczka, która wcześniej się z nich wyśmiewała i położyła mu rękę na ramieniu. - Wszystko w porządku, znam tą trójkę, to rodzina wokalistki - rzuciła.
Biały zmierzył ich od góry do dołu.
- Szczęściarze... - rzucił.

Weszli na zaplecze. To okazało się halą o boku kilkunastu metrów, zawaloną skrzyniami i pudłami ze sprzętem i postawionymi kilkoma prowizorycznymi pokoikami. Wokoło kręciło się kilka osób zwijając kable i zbierając sprzęt. Jenny znaleźli siedzącą na jednej ze skrzyń. Na kolanach trzymała jakąś walizkę, a w oczach miała niezrozumienie. Reszty zespołu nie było nigdzie widać.
- Hej Jenn, byłaś wspaniała! - zawołał do niej Josh, gdy podeszli. Spojrzała się na nich wielkimi oczyma. - Hej... co się stało?
- Nie rozumiem... - powiedziała jakimś takim odległym głosem. - Wszystko było przecież dobrze. Zeszliśmy ze sceny, a potem...

*** 5 minut wcześniej ***

Zespół przeszedł za kurtynę i zszedł po schodach. Na zapleczu wciąż słychać było owacje i brawa. Koncert okazał się wielkim sukcesem!
Pozostała piątka zrobiła jeszcze kilka kroków, zanim zorientowała się, że jeden z członków zatrzymał się raptownie.
- Jake...? - zdziwiła się Jenny.
Hive ściągnął maskę, która wypadła mu z palców na posadzkę.
- Ja... - zaczął, ale głos go zawiódł. Opadł na kolana, a potem na czworaki. Dotknął głową posadzki. - Ja chciałem wam podziękować, gdyby nie wy to nigdy... jestem wam taki wdzięczny...
Mer doskoczył do niego i pomógł mu się podnieść niemal siłą.
- Hej, hej, co ty wyprawiasz, zawstydzasz nas wszystkich, a Jenny w szczególności...! - syknął, stawiając Jake'a do pionu. Ten zakrył twarz, nie mogąc powstrzymać łez.
- Nigdy wam tego nie zapomnę...! - dodał jeszcze Hive.
- Bez przesady, warto było przyjechać dla czegoś takiego - powiedział Nero uśmiechając się - zobaczyliśmy tu coś niezwykłego, więc jesteśmy kwita.
- Czy ktoś mi może wyjaśnić, co się nagle dzieje? - poprosiła Jenny.
Mer zostawił Jake'a, ściągnął swoją maskę i podszedł do dziewczyny.
- Usiądź, proszę - wskazał jej skrzynię. - Dzisiejszy dzień był dla nas niezwykły, świetnie się bawiliśmy. W większości to twoja zasługa. Niestety na nas już czas, musimy iść.
- Chwila, ale czemu tak nagle? Przecież odnieśliśmy taki sukces, powinniśmy to uczcić, możemy przecież... - zaprotestowała dziewczyna, ale Mer położył jej rękę na ramieniu. Spojrzał na nią tymi błękitnymi oczami i pokręcił powoli głową.
- Bardzo byśmy chcieli, Jenny - powiedziała Mab, podchodząc i przytulając się do jej nogi. - Chcielibyśmy zabrać cię w jakieś fajne miejsce i świętować do rana, ale nie możemy. Zrozum, proszę.
- Czy... czy to dlatego, że ja jestem z Dystryktu, a wy z Kapitolu? O to chodzi? Ale ja o to nie dbam, ja...! - wyrzuciła z siebie Jenny.
- Spostrzegawcza dziewczyna - zaśmiała się Silver. Mer obrzucił ją karcącym spojrzeniem.
- Nie, to nie o to chodzi - spojrzał ponownie na Jenny. - Po prostu tak już jest. Chciałbym ci powiedzieć dlaczego, ale nie mogę. - Spojrzał w kierunku wyjścia na plac. - Naprawdę musimy już iść.
Każdy po kolei podszedł by się pożegnać. Ostatni był Nero.
- Byłaś naprawdę niezłą, mała - Podał jej sporą walizkę. Jenny ją otworzyła. Zamknęła. Otworzyła ponownie.
- Co... ale... ja nie mogę tego przyjąć, panie Nero... - jęknęła. Nero i Silver byli najstarsi z ich szóstki.
- Jak powiedział Merlin, chcielibyśmy dać ci coś lepszego od takiej taniochy, ale uznaliśmy, że w tej sytuacji to minimum tego co możemy ci dać... wybacz nam, co?
Ruszył za resztą ku drugiemu wyjściu. Jeszcze przez chwilę słyszała ich głosy:
- Wiecie, najdziwniejszą rzeczą w was jest zdolność do pogrywania z kobiecym sercem w trybie pełnej ignorancji. To musi być jakiś szczególny rodzaj daru... - rzuciła Silver.
- Ale o czym mówisz...? - zdziwił się Merlin.
- Dokładnie o tym...
A potem już ich nie było. Nie minęła minuta, gdy drugim wejściem weszła Jas z braćmi.


*** Teraz ***

- Co się właściwie stało...? - jęknęła Jenny. - I co ja mam z tym zrobić...? - odkręciła do nich walizkę i uniosła wieczko. Wnętrze było wypchane równymi rządkami stosików dolarów. Nominały były różne od dziesiątek do dwusetek, więc w walizce mogło być równie dobrze i sto tysięcy jaki milion dolarów.
Nagle jakby coś sobie przypomniała i wyciągnęła z kieszeni skrawek papieru.
- Jake kazał ci to przekazać, mówił, że to ważne... - dodała tym samym otumanionym głosem, podając siostrze zwitek.

Jasmine rozłożyła kartkę i przeleciała treść wzrokiem. Na pierwszy rzut oka pusta kartka, była zapisana w normalnym języku, ale przy użyciu magii, przeczytała ją więc nie tyle wzrokiem ile zmysłem magicznym.

"Droga Jasmine,

Chciałbym podać ci powód, chciałbym wyjaśnić, ale robiłbym tylko wymówki. Żadne wymówki nie usprawiedliwią jednak niczego. Denwheel nie jest już bezpieczne. Użyjcie pieniędzy, które daliśmy Jenny i jedźcie na południe, daleko, tak daleko jak zdołacie. Południowy kontynent został trafiony magicznym bombardowaniem w przeszłości, jednak poziom tła magicznego opadł już do normalnych wartości. Z twoimi zdolnościami dacie sobie tam radę. Uciekniecie spod władzy Kapitolu, wreszcie będziecie wolni. Nikt was tam nie znajdzie, oprócz Merlina. Zajmę się Merlinem.

Zaufaj mi. Nie zastanawiaj się, nie pytaj, nie szukaj mnie. Raz w życiu zrób o co cię proszę i wyjedź stąd jak najdalej. Zabierz całą rodzinę i nigdy nie wracajcie.

Jake "Strix" Hive"
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sro Maj 29, 2013 9:59 pm

Zmrużyłam oczy, patrząc na Jenn. "Chyba kpisz, wiem coś, czego Ty nie wiesz. Poza tym, pisząc tą kartkę dałeś mi kolejny powód - jeśli mnie dobrze znasz, wiesz, że będę Cię szukać. A to utrudni mi sprawę, ale nie poddam się tak łatwo." pomyślałam, mówiąc niemal do Strixa. To uderzyło mnie z drugiej strony. Że niby pieniądze na podróż? Bo raczej później by nam się nie przydały. A ja miałam Go chronić. I dlaczego ciągle mówi o Merlinie? A co z Mab? Kto jest w końcu po jakiej stronie? Muszę Go powstrzymać, zanim zrobi coś głupiego.
- Wiedziałaś, kim oni są, prawda? - zwróciłam się do Jenn i nabrałam powietrza, biorąc w dłoń rączkę Jera. - Nie bój się, nic się nie stanie, zrobimy to samo, co rano. A potem musisz mi pomóc, pokierować mną, dobrze? - powiedziałam do młodszego brata i oczyściłam swoje wnętrze, łącząc się jedynie ze swoim darem. Z wizualizowałam swój cień w umyśle, skupiłam się na barierze Jera i połączyłam obie części układanki. Miałam nadzieję, że nie jest jeszcze za późno. Jak daleko mogli się przedostać? Mieli świadomość, że będę ich szukać? Przecież niemal się minęliśmy. "Mab, liczę na Ciebie" pomyślałam, mając nadzieję, że będzie jeszcze chciała się gdzieś zatrzymać.

- Znajdziemy ich. Musimy. Ale... Josh, kiedy już będziemy blisko, musisz zabrać Jera i Jenny w bezpieczne miejsce. Najlepiej do domu. Albo, jeśli to możliwe, sam wiesz gdzie. A teraz trzymajcie się koło mnie, nie mogą nas wykryć. - zacisnęłam zęby szykując się na uderzenie daru Jera. Byłam świadoma co on czuł, a ja nie byłam do tego przyzwyczajona. Ale musiałam zaryzykować. Wzmocniłam swoje łącza i postawiłam barierę, która miała za zadanie przynajmniej ograniczyć napływ informacji z zewnątrz. Magony wprawiłam w drgania o częstotliwości równej falom mózgowym, ale to był zupełny strzał - nie miałam pewności, czy zadziała. Dary miały swoje zasady. Gdy jednak bariera zadziała, obniżam ją stopniowo, tak, aby się przyzwyczaić, jednak robię to w miarę szybko.

- Dobrze, teraz uważaj Jer. Nigdy tego nie robiłam i gdyby cokolwiek Cię zaniepokoiło, wycofaj się, ok? Teraz musisz mi zaufać, a potem musisz mnie poprowadzić. - wcześniej robiłam to jedynie z Jenny. Ale to było zwyczajne połączenie. Teraz... położyłam dwa palce na skroni brata. Następnie zamknęłam oczy i postarałam się z nim połączyć.

- Jer, to ja, Jasmine. Wiem, to może być zaskoczenie, nie wiem, czy kiedykolwiek tak się z kimś komunikowałeś. Nawet jeśli tak, to nie możesz tego robić z obcymi, dobrze? Teraz słuchaj uważnie. Słyszysz te dziwne głosy, widzisz prawdę o ludziach, czasami ich myśli. Ludzi dookoła. potrafisz rozpoznać tych, których znasz? Musimy razem wyśledzić drogę poruszania się trzech osób. Może ktoś po drodze będzie coś wiedział, może będzie ich widział. Musimy to usłyszeć. Więc zaraz skupimy się razem na otoczeniu. Sięgnij do tego, gdzie słyszysz te dodatkowe głosy, głosy bez ruszania ustami. Potem poszukamy tych trzech osób. Wszędzie w okolicy. - w tym momencie także zasięgnęłam do miejsca, z którego pochodził mój dar, wzmocniłam go, odpowiednio ukształtowałam i przeniosłam na pogranicze kontaktu, a potem poczekałam na Jera i delikatnie połączyłam Go z jego mocą. Robiłam to w taki sposób, jak przekazuje się magię innemu magowi, aby go wzmocnić. Nie wiedziałam jednak, czy dary działają tak samo. Ciągle stanowiłam podporę dla Jera i gotowa byłam w każdej chwili przyjąć na siebie jakiekolwiek spięcie.

Przekazałam obraz Mab, Merlina i Strixa, scalając go w pewien sposób z darem, tak, aby Jer mógł, jeśli miał taką możliwość, rozpoznać niewidzialne myśli ludzi dookoła i wyłowić te trzy, albo jakiekolwiek informacje, że poruszali się w jakimś kierunku. Prowadź, pomóż mi ich odszukać, dobrze? połączyłam swój umysł, podążając za mentalnymi wskazówkami Jera, mając nadzieję, że takie skanowanie umysłów doprowadzi mnie do upragnionego celu, za którym będę mogła czym prędzej podążyć. Oczywiście czerpiąc ciągle nowe informacje z otoczenia, gdy nie będzie to sprawiać zbyt wielu kłopotów, a także pytając Strażników czy kramarzy, czy nie widzieli grupy muzyków, czterech chłopaków, blondyna i bruneta, i dwójki dziewczyn, udających się w jakimś kierunku. Przy opisie kolejnych korzystałam równiez z pomocy Jenn. Przy okazji starałam się też odkryć jakiekolwiek ślady pyłu feniksa czy innego śladu, który mógłby mnie doprowadzić do szóstki muzyków. Może jakiś magiczne pozostałości czy znacznik? Z drugiej strony starałam się zamaskować swoją obecność, a także rodzeństwa, rozciągając nad nami barierę, które powinna zapobiec wnikaniu obcych zmysłów do wnętrza [podobną do tej wcześniej, próbując zakłócić fale mózgowe], opuszczając ją tylko na momenty korzystania z daru Jera.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Czw Maj 30, 2013 3:06 pm

- Z początku nie... - przyznała Jenn, kładąc ręce na walizce i wbijając w nie wzrok. - Potem zaczęłam się domyślać, że są z Kapitolu. Nikt stąd nie miał takich pieniędzy ani możliwości, a i to jak armia się ugięła... nawet burmistrz strasznie się pocił i płaszczył... ale! - Podniosła wzrok i spojrzała na siostrę. - Oni nie są złymi ludźmi! Zawsze myślałam, że w Kapitolu mieszkają same potwory, ale oni byli mili... uprzejmi... normalni... tacy jak my... - odstawiła walizkę na bok i chciała wstać, ale nogi jej nie utrzymały. Opadła na kolana ze zdziwionym wyrazem twarzy. Oparła się o skrzynkę na której siedziała i przyłożyła sobie palce do nadgarstka i szyi, a następnie do czoła.
- Nic mi nie jest - powiedziała - to tylko zmęczenie. Pewnie opóźniona reakcja stresowa... przejdzie jeśli odpocznę kilka minut.

Jeremy zamrugał oczami i skinął głową.
- Dobrze, Jas, pomogę - uśmiechnął się do niej.
Jasmine sięgnęła do swojego daru i przywołała dar Jeremiego, Echopatię. W niczym nie przypominało to pierwszego razu, gdy byli w miarę z dala od ludzi. Tutaj ludzie byli wszędzie, setki, tysiące rozentuzjazmowanych hałaśliwych ludzi. Wcześniej czuła się jakby stała na plaży, a wysokie fale zbijały ją z nóg i zalewały niezrozumiałym potokiem informacji. Tym razem stała naprzeciw fali tsunami, która nieustępliwie parła, żeby pogruchotać ją doszczętnie i wciągnąć w mroczne odmęty. Gdy uderzyła w nią pierwsza fala głosów z otoczenia, równie dobrze ktoś mógł ściskać jej mózg imadłem. Pulsowanie było nieznośne i bolesne, jeśli spróbuje używać tego dalej, mózg wycieknie jej uszami...

- Ćśśśś... - Jeremy przytulił się do niej i dźwięk nagle zniknął. Nastała idealna cisza. Świat przed jej oczami składał się z pozbawionych stałego kształtu i faktury dźwięków, ich źródła i wypadkowe tworzyły kształty i składały świat w całość. Jednak mimo, że widziała dźwięki, nie słyszała już ich. Jeremy całkowicie wyciszył ten monstrualny tłum. Nijak nie dało się tego wytłumaczyć doświadczeniem w używaniu daru, nie u trzylatka. Czy to był zwykły talent? Geniusz magiczny? Czy to były zdolności człowieka, który miał podobno zostać w przyszłości kimś w rodzaju Tyriona?

Chodź... odpowiedział jej w myślach, wyraźnie skupiony, niby w transie. Choć ich ciała zostały na ziemi ich wzrok wzniósł się w górę, poszybował nad scenę, nad plac, nad miasto.
Tam... opadli i pomknęli ulicami złożonymi z płynnej masy dźwięków i zatrzymali się przy piątce postaci, idących na północ.
Postać po lewej zatrzymała się i odwróciła, a Jasmine zobaczyła półpłynną twarz Strixa.
[Czemu się zatrzymujesz, Strix? Tobie najbardziej zależało na pośpiechu] Powiedziała kobieta idąca po prawej.
[Ktoś nas obserwuje] Rzekł Strix.
[Ja nic nie czuję...]
[Ma rację.] Dodał Merlin. [Jakaś nikła obecność... czujki Kapitolu?]
[Nie, poznałbym. Poza tym, ten ktoś kompletnie zignorował moje bariery, nie jestem w stanie go zablokować.]
[Bardzo to ciekawe, choć nie wiem, czy bardziej powinnam być pod wrażeniem wyczulenia naszych etatowych potworów, czy tego kogoś, kto was śledzi]
[Hej, Silver, teraz już przesadzasz. Powinnaś popracować nad swoim językiem, lata na wszystkie strony] rzucił mężczyzna, którego Jasmine nie znała.
[W każdym razie lepiej się pośpieszmy. Poza tym nasze zdolności nie są przystosowane do wywiadu i kontr-wywiadu... Mab?] poprosił Merlin.
[Skoro muszę...] Westchnęła dziewczynka. [Ktoś się dzisiaj obudzi z bólem głowy... Luna: Guadana. Muro de la Muerte].

Próbowali się wycofać, ale było już za późno. Jasmine nie widziała co faktycznie Mab zrobiła, poza tym, że coś przeleciało w powietrzu i nagle wszystko znikło, gdy wrócili do swoich ciał. Jeremy krzyknął i zwisł jej w ramionach. Chciała przejąć efekt ewentualnego spięcia, ale wyglądało na to, że stało się wręcz odwrotnie. Odruchowo wyłączyła Echopatię, gdy okoliczny szum znowu wyrżnął ją obuchem w głowę.
- Jeremy!! - Jenny poderwała się z podłogi i na wpół biegnąc, na wpół idąc na czworaka, dopadła do nich i wzięła młodszego brata od siostry. Przyłożyła ucho do jego piersi, obmacała we wszystkich możliwych miejscach i odetchnęła z ulgą. - Tylko zemdlał, nic mu nie jest... - jęknęła.

Faktem jednak było, że ani Jer ani Jenny chwilowo nie nadawali się do transportu, a tamta piątka oddalała się z każdą sekundą. Nie było czasu na rozważania. Josh zaoferował się, że zaopiekuje się młodszą dwójką, a Jasmine wybiegła tym samym wyjściem, którym tamci wyszli. Nie wiedziała dokładnie jaką drogą szli, bo ciężko było przełożyć geografię ze świata dźwięku na topografię miasta, wiedziała jednak dokąd zmierzają. Na wpół opuszczony parking, z którego mało kto korzystał, niemal na północnym skraju Denwheel. Widziała przed oczami złoty pojazd przykryty płachtą brezentu o którym myślało jedno z nich.

Reszta zlała jej się w jedno. Biegła przed siebie, najkrótszą drogą. Kilka ulic za placem niemal nie było ludzi, ostatni pokaz festiwalu musiał wyciągnąć z domów nawet tych, którzy nie mieli zamiaru iść. Biegła więc przy pełnej prędkości, tamci przecież tylko szli, miała więc szanse ich złapać. Biegła. Brakowało jej może ze sto metrów, gdy bardziej poczuła niż usłyszała szum silnika. Na parkingu, po drugiej stronie ulicy coś złotego wzniosło się w powietrze na 10, 20, 40 metrów i wciąż się wznosiło, wykręcając kurs na północ.

Spodziewała się, że wszyscy będą na pokładzie, jednak na parkingu stała jedna z nieznanej jej dwójki, ta kobieta, Silver. Choć czy nieznanej? Coś w jej wyglądzie, może twarzy sprawiało, że Jasmine miała wrażenie, że gdzieś już ją widziała.
- A więc to ty jesteś Jasmine, tak? Chciałabym powiedzieć, że wiele o tobie słyszałam, ale Strix się nie rozgadywał, jeśli mam być szczera. Jestem Silver McNamara. Czy jeśli cię poproszę spokojnie wrócisz do domu? Po tym, że nas goniłaś, wnoszę, że nie. Wyglądasz na taką, która nie słucha dobrych rad. Ale warto spróbować, nie?
Oczywiście! Teraz ją skojarzyła... ale Silver McNamara była jedna z nowych członkiń 12! Co ona tu robiła?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Czw Maj 30, 2013 6:51 pm

Nie. Nie zrobią mi tego. Nie teraz. Nie obchodziło mnie, ile osób to zobaczy. Teraz nie było czasu na myślenie, a kiedy nie myślę, robię głupie rzeczy. Nic się nie liczyło. Żałowałam, że nie mam przy sobie swojego łuku. Nie obchodziło mnie, czy Strix się domyślał i dlatego na parkingu stała ta kobieta, czy nie. To była ostatnia szansa. Sięgnęłam do wnętrza siebie, po odpowiednią ilość magii, zmrużyłam oczy w biegu i wysłałam z największą jaką mogłam uzyskać prędkością tą część magii w górę, jak strzała - Wide range! - krzyknęłam bez zastanowienia, jakby to miało pomóc mi w odpowiednim nakierowaniu magii. Pokierowałam magonami w ten sposób, aby utworzyły one na niebie płonące serce. Potem podeszłam do kobiety. Czy był sens gonić pojazd? Czy byłam w stanie osiągnąć taką prędkość? Podróż z Joshem.. nic już nie wiedziałam. Nie, wiedziałam jedno. Byłam bardzo sfrustrowana. A jedyny obiekt, na którym mogłam odcisnąć uczucia, w tej chwili, stał przede mną. Wolałam nie myśleć, co bym zrobiła Strixowi, gdyby zawrócił.

Odetchnęłam, aby na chwilę uspokoić organizm, a tym samym uśmiechnęłam się łobuzersko. Gdzie się podział strach? Gdzie zniknął rozsądek?
- Tak, jestem Jasmine. Zdecydowałaś, pod czyim wrażeniem jesteś? Jesteś w lepszej sytuacji niż Mab... no cóż, lubię ją, ale... chyba jednak przeceniła swoje możliwości. - wyszczerzyłam zęby. Jeśli mam się z nią w jakikolwiek sposób mierzyć, muszę wykorzystać swoją przewagę. W starciu z kimś z 12... matko, czy ja faktycznie o tym myślałam? Chyba duża ilość nadzwyczajnych wydarzeń i ten kop adrenaliny dał mi podstawy, żeby chociażby myśleć o równaniu się z kimś pokroju Silver. Ale przecież poświecenie Jera nie mogło pójść na marne. nawet, jeśli to by znaczyło, że zginę tutaj.
- Jednak trzeba zaznaczyć, że nie do końca wiedziała, z kim ma do czynienia. Cóż, straciła dużo w moich oczach. Zapewnię Cię także, że teraz tego żałuje. - ponownie się uśmiechnęłam, dodając całej sytuacji element grozy. Ale co innego mogłam zrobić? Ona była najpotężniejsza z jednego rodu Kapitolu. Musiałam doprowadzić do sytuacji, kiedy nie będzie chciała sprawdzać mojej wytrzymałości.
- Ale, ale. Odpowiem na Twoje pytanie, a Ty odpowiesz na moje, zgoda? - zmrużyłam oczy i kontynuowałam - Nie, nie wrócę do domu, dopóki nie porozmawiam z Hivem. Może to zaskakujące, ale wiem coś, o czym on nie ma bladego pojęcia. Poza tym, nie wiem, ile masz z tym wszystkim wspólnego, ale mógłby się zdecydować. Albo pojawia się tutaj i wyjaśniamy sobie pewne sprawy, albo powinien nigdy tutaj nie przychodzić. A zachował się jak dzieciak, który boi się rozmawiać. Przyznasz mi chyba rację. Więc teraz moje pytanie - dokąd polecieli i jak mogę ich dogonić? Ciekawi mnie, czy zostałaś tutaj z mojego powodu, czy jakiegoś innego. - wzmocniłam swoją tarcze, jakby dopiero co przypominając sobie, że mogę dostać pociskiem w każdej sekundzie. Poza tym, nie miałam przy sobie łuku. To bolało bardziej, niż teoretyczny brak ręki. Skupiłam się na swoim wnętrzu i powoli starałam się odzyskać dar Jera. Może tutaj będzie już łagodniejszy, a jeśli wystarczająco skupię się na Silver, będę mogła odczytać jej intencje. A może ruchy? A może to, gdzie pojechał Strix? Bez Jera będzie mi trudno, ale mogłam spróbować. Zawsze mogę powrócić do poprzedniego stanu.
- Zamierzasz się z nimi jeszcze spotkać? Bo obawiam się, że będziesz mnie musiała trzymać siłą, żebym nie poszła za Tobą. - podniosłam brwi i czekałam na reakcję kobiety.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Czw Maj 30, 2013 8:27 pm

Niebo rozświetliło płonące serce wielkości której nie dało się przeoczyć, nawet z oddalającego się na niebie pojazdu. Jednak Jasmine poczuła ten uszczerbek w swojej mocy bardziej niż wcześniejszy sprint po mieście.

- Ach, więc to byłaś ty. A byłam pewna, że coś im się ubzdurało - powiedziała Silver. Zmrużyła oczy i uśmiechnęła się lekko. - Słyszałam, że jesteś zaradna, ale żeby Mab tak spaprała sprawę? Zupełnie jakbym wlazła do króliczej nory czy innej krainy cudów.
Jasmine sięgnęła do daru Jeremiego i przywołała go powoli, mówiąc do kobiety.
- Hej, hej, mogłabyś zostać, gdzie jesteś? Po co ta bojowa postawa? Odpuściła byś mi trochę, co? Nie jestem potworem jak reszta z was - rzuciła McNamara, unosząc otwarte dłonie na wysokości piersi.
W Jasmine uderzyło kilka głosów z otoczenia, ale w porównaniu z miejscem przy placu panowała niemal cisza idealna. Gdzieś za nią dudnił głos tłumu. Jeden z obecnych głosów brzmiał jak Silver.
[...akurat moje szczęście trafić na kolejnego potwora. Co jest z tymi dzikimi? Najpierw jedna wybija połowę dwunastki a teraz co? Nie pisałam się...]
- Nie jestem tu, żeby z tobą walczyć, dobra? - dodała. - Przyznaje, że nie nazwałabym to idealnym pożegnaniem, ale widziałam gorsze. W każdym razie nie moja decyzja, choć zgadzam się, że jak na monstra przystało mają dziwne pojęcie o zachowaniu w społeczeństwie. Co tylko potwierdza kiepski wybór partnera, nie uważasz? - zrobiła ruch głową w kierunku resztki po sercu. - W sumie się wam nie dziwię, dzieciaki. Sądząc po tym jak mała robiła maślane oczy do Merlina, kiepski wybór facetów to pewnie wasza cecha rodzinna.
[...współczuję ci dziewczyno, ale to lepiej dla ciebie. Miłość, miłością ale kto chciałby się wiązać z...]
Mimo wszystko mogła wydobyć tylko urywki, a i te wydawały się przypadkowe. Gdzieniegdzie wkradał się szum od którego zaczynała boleć ją głowa.

McNamara cofnęła się o dwa kroki.
- Widzę, że dobra rada cię nie przekona... w porządku, nic się nie stanie, jeśli ci powiem - wzruszyła ramionami.
[...nie żebyś mogła coś z tym zrobić. Skoro my go nie znaleźliśmy to i ty nie zdołasz. To dlatego nie znoszę gówniarzerii...]
- My wracamy do Kapitolu, tak się składa, że jesteśmy zajętymi ludźmi. Strix coś wspominał, że pokręci się po okolicy, póki bezpiecznie się nie ewakuujecie. Jak widzisz, nie spotka się z tobą czy tego chcesz czy nie.
[...nie żeby mi aż tak zależało, nie jestem jego cholernym adwokatem ani strażnikiem...]
- Ale po co miałabyś się z nim spotykać? Nie sądzisz, że miał jakiś powód? Jest ściganym kryminalistą, wiesz? Nie masz przypadkiem braci i siostry, o których bezpieczeństwo musisz zadbać?
[...lepiej przemilczę kwestię zabójców, wygląda na taką, którą to tylko zachęci do spotkania. Co za ból dupy...]
Błyskawica bólu przeszyła mózg Jasmine. Wszystko na chwilę podwoiło się przed jej oczami. Potarła nos, rozcierając kropelkę krwi po wierzchu dłoni. Kiepska synchronizacja dawała jej w kość. Czuła, że nie powinna dłużej zmuszać się do używania Echopatii.
- Hey, dobrze się czujesz? Od pewnego czasu dziwne się krzywisz...? - Silver przechyliła lekko głowę marszcząc brwi.
[...pod tym kątem przypomina mi babkę Madge. Z jakiegoś powodu strasznie działa mi to na nerwy...]
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Czw Maj 30, 2013 9:09 pm

Wzięłam kilka głębszych wdechów, ale tak, aby nie pokazać tego po sobie, po czym wyłączyłam dar. To było dziwne uczucie. Ale gdyby zauważyła, że jednak nie jestem aż tak biegła.. Mogła to zawsze wziąć za "ranę" po działaniu Mab i przeciwstawianiu się jej mocy. Siła z wewnątrz, aby nie przestać, była bardzo silna. Jednak co mogłoby się stać? Rozstrojenie organizmu w takim momencie to nie przelewki. A Silver chyba faktycznie uznaje mnie za dziką. Po wydarzeniach z ostatnich miesięcy można przypuszczać, że ma się czego bać. Tylko... to oznaczało jedno - wie, gdzie mieszkam i kim jestem. Strix może nie działał z polecenia Kapitolu, ale co robił z jedną z dwunastki? Co robiła z nimi Jenny? Zbierało się na porządną rozmowę z siostrą...

Skrzywiłam się jeszcze raz i potrząsnęłam głową.
- Wszystko w porządku. Zastanawia mnie tylko jedno.. co skłoniło Cię do przybycia tutaj. I dlaczego jesteście... "znajomymi" ze Strixem, jeśli jest ścigany. Sądzisz, że aż tak trudno byłoby go schwytać, że razem organizujecie koncert? Dziwne metody radzenia sobie z przestępcami... - zaśmiałam się delikatnie pod nosem i ponownie pokręciłam głową - i nie, ja też nie zamierzam z Tobą walczyć. Nie na rękę jest mi uśmiercenie kogoś z Kapitolu. Szczególnie takiego kogoś. Chociaż sama nie wiem, co przysporzyło by mi więcej kłopotów. Wcześniej tylko o mnie słyszałaś, teraz wiesz, jak wyglądam.
- Poza tym, jeśli budzę w Tobie taką odrazę, to dlaczego mi "pomagasz"? Co teraz zamierzasz zrobić? Zesłać mi na głowę cały zespół interwencyjny i polować na mnie jak na zwierzynę? Dlatego Strix kazał mi się wynosić? Szkoda, że nie raczył nawet zapytać, jak spodoba mi się pomysł przeprowadzki. Mógł najpierw przemyśleć sprawę, zanim doprowadził do sytuacji, kiedy wie o mnie jedna z Dwunastki. - ostatnie słowo wypowiedziałam delikatnie wolniej, bacznie obserwując reakcję Silver.
- Jak dużo mam czasu z waszej strony? Jeśli skłamiesz, dowiem się. - zastanowiłam się przez chwilę, jak wiele wie o mnie Silver. Strix nie mógł powiedzieć jej wiele. Ale musiał COŚ powiedzieć. Dlaczego akurat teraz opadałam z sił? Nigdy nie brakowało mi magii, a teraz tak strasznie jej potrzebowałam.
- I dziękuję mimo wszystko za informacje. Mam jednak nadzieję, że więcej się nie spotkamy. Mogłoby to się, chyba, źle skończyć. - wzruszyłam ramionami i już miałam odejść, kiedy jeszcze odwróciłam się na chwilę - Rozumiem, że mogę liczyć na to, że to spotkanie nie miało miejsca? Szczerze w to wątpię, ale wtedy mogłybyśmy mówić o tym, że jestem Ci winna przysługę. Żegnaj - powiedziałam, po czym odeszłam w swoją stronę, do mojego rodzeństwa. Oczywiście cały czas badałam magicznym zmysłem sytuację dookoła i ani na moment nie opuszczałam swojej bariery.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Czw Maj 30, 2013 10:57 pm

- Och, jej, jej, i gdzie się podział ten cały "podziw dla dzielnych obrońców Impierium" który mi wciskano? No nieważne - Silver wzruszyła ramionami. Jas nie słyszała już jej wewnętrznego głosu, ale domyślała się jakiegoś ciętego komentarza na jej temat. Czy wszyscy ludzie tak myśleli, czy tylko McNamara? Czy Jer musiał tego cały czas słuchać?
- Dla sprostowania, choć Strix jest u nas kimś w rodzaju legendy, poznałam go dopiero przy okazji przygotowań do tego koncertu. Jeśli o mnie chodzi, znam... kogoś, kto zna Merlina i to od nich wyszło zapytanie. Co mogę powiedzieć, miałam trochę wolnego czasu i tyle. Strix może być i poszukiwany przez Kapitol, ale ja nic o tym nie wiem - pokręciła głową.

- I dlaczego od razu "odrazę"? Zasadniczo nic do ciebie nie mam, nic mi nie zrobiłaś. Twoja siostra to miły dzieciak. Jeśli o mnie chodzi, jeśli się grzecznie wyniesiecie, to nikt o nikim wspominać nie musi. Po co sobie robić problemy? - w tym uśmiechu było przynajmniej trochę szczerości. Jasmine zdążyła nieco zrozumieć, że ta konkretna członkini 12 nie lubi sobie robić kłopotów.
- Co do samej przeprowadzki, nie wiem czy ci się spodoba, czy nie... - przeczesała włosy - a życie ci się podoba? Bo mnie się podoba. A ten kraj zmierza do rynsztoka szybciej niż myślisz. Słuchasz uważnie? To podzielę się z tobą odrobinę niespotykanych informacji. Wiesz po co w ogóle założono Imperium? Czemu mamy taką wielką armię, czemu Dystrykty pracują na Kapitol, a ten się mieni Protektoratem? Oczywiście, ze strachu przed wojną, przed wojną, tym kataklizmem, który zniszczył ładny kawał świata w przeszłości. A jak ci się wydaje, co się szykuje? O, tak. Nikt nie mówi o tym głośno, ale jak dodasz dwa do dwóch... - McNamara nagle przestała się uśmiechać. - Ludzie zaczną ginąć. Bardzo, bardzo wielu ludzi. Cały kraj stanie się polem bitwy. To jest bliżej niż myślisz, właściwie tuż za rogiem. Wynoś się stąd póki możesz i masz szanse, dziewczyno. Zanim będzie za późno i będziesz tego żałować.

- Mną się nie musisz przejmować... zresztą, co ja tam wiem. Strix uważa, że nie jesteś tu dłużej bezpieczna i z takim nastawieniem go spotkałam, więc nie wiem czy to ma coś wspólnego z Kapitolem czy nie. Sama powinnaś wiedzieć najlepiej. Też mam nadzieję, że już się nie spotkamy...

Jasmine odwróciła się i zaczęła odchodzić. Obecność Silver nagle się nasiliła, zaraz jednak całkiem znikła. Choć żaden atak nie nadszedł, gdy łowczyni się odwróciła, na parkingu nikogo nie było. Na niebie też nikogo nie dostrzegła.

Wróciła na zaplecze sceny. Większość sprzętu została już popakowana i monterzy gdzieś wynosili spore skrzyni i paczki. Pozostałą część rodzeństwa Jasmine znalazła w jednym z prowizorycznych pokoików. Jenny trzymała Jera na kolanach, a chłopczyk wyglądał jakby już zwyczajnie spał zamiast być nieprzytomnym. Pili jakąś zupkę instant w kubku i Josh podał jej właśnie jeden z takich, z tanim acz gorącym napojem.
- I co się stało? - Zapytał. - Wracamy do domu?
- Już mi przeszło - zapewniła Jenny. - Mogę normalnie chodzić.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Pią Maj 31, 2013 9:39 am

Wzięłam od Josha kubek i spróbowałam. Wystarczająco wrażeń, jak na jeden dzień. Postawa Silver mnie zdziwiła. Nie tak wyobrażałam sobie "Dzielnych obrońców imperium". Westchnęłam i wróciłam umysłem do rzeczywistości.
- Nie zdążyłam, odlecieli. Spotkałam się tylko z Silver McNamarą. - tutaj krytycznie spojrzałam na Jenn - Dlaczego mi nie powiedziałaś, że chodzisz na próby z jedną z Dwunastki? Ach, a do tego... Ten brunet to Strix. - spuściłam wzrok w dół. Dobrze wiedziałam, że Jenn trudno by było powiązać osobę z opisem, ale mimo wszystko czułam odrobinę żalu. Do siebie. Dlaczego nie pofatygowałam się na jakąś próbę? To by mogło sporo wyjaśnić... i skomplikować cały festyn. Ponownie spojrzałam na Jenn.
- A Merlin to ktoś.. trzeba na niego uważać. Jest niesamowicie potężny. Mab zrobiła to Jerowi... - wskazałam głową na chłopca. - Jenn, nawet nie wiesz, jak się ciesze, że nic Ci się nie stało - powiedziałam, zaciskając usta i hamując się przez płaczem. Głos mi się załamał. Podeszłam z boku i przytuliłam siostrę.

Po chwili oderwałam się od Jenny i pociągnęłam nosem, przesuwając palcem u jego podstawy.
- Sprawdziliście co z Jerem? Mab mu coś zrobiła, ale nie mam pojęcia co i jak. - powiedziałam. Gdybym tylko miała jakąkolwiek wiedzę na temat działania jej daru. Ta sprawa kuła mnie w środku i nie dawała spokoju. Przecież nie co dzień spotykam kogoś takiego. Mogłam to zrobić, zaryzykować...

- Jenn, myślisz, że mogę zobaczyć, co się z nim dzieje i jakoś mu pomóc, żeby go jak się obudzi... "nie bolała głowa"? - stanęłam przed nią z głupim uśmieszkiem, licząc, że może Jenn z czymś to skojarzy. Jeśli Jenn wyrazi aprobatę, dotykam delikatnie skroni Jera i staram się przeskanować jego działo na poziomie fizycznym za pomocą mentalnego zmysłu. Gdybym zauważyła jakieś nieprawidłowości, z którymi mogłabym sobie porazić za pomocą magii, czynię to. Może jeśli nie jestem w stanie całkowicie usunąć skutków magii Mab, będę przynajmniej mogła załagodzić jej skutki na organizm brata. Gdybym napotkała trudności, proszę Jenn o pomoc.

Po skończonej akcji, wstanę i dopijam resztę napoju z kubka.
- Dobrze, możemy iść. Ale nie wiem, czy już wiecie - spojrzałam na Jenn, potem na walizkę - ale będziemy się musieli przeprowadzić. Wiem, jak to boli, mnie też. Najgorsze, że.. z tego co się orientuję, nie będziemy mogli o tym wprost powiedzieć ani Oakowi i jego rodzinie, ani profesor Megane, ani nikomu innemu. Nikt nie może wiedzieć, że sami odeszliśmy, ani gdzie pójdziemy. Oficjalny powód to obecność Dwunastki. Najchętniej sama bym uciekła, żebyście mogli żyć tutaj.. Ale obawiam się, że Kapitol nie zostawiłby was w spokoju. Poza tym.. Strix miał chyba jeszcze inny powód. No i Jer... on nie jest taki jak inni.. - powiedziałam i zmarszczyłam czoło. Posługiwanie się darem u dziecka w takim wieku. Może niezbyt wiele o tym wiem? Dar rozwija się w różnym okresie, ja długo o swoim nie wiedziałam, ale to mogło być spowodowane też innymi okolicznościami. - W takim razie ruszamy.

Kiedy już wróciliśmy do domu bez żadnych niespodzianek, zatrzymałam rodzeństwo na chwilę w kuchni i nałożyłam na nas osłonę, która zapobiegała jakiemukolwiek wydostawaniu się dźwięków z niej i do niej.
- Więc tak. Nie mam pojęcia, ile dokładnie mamy czasu, żeby zniknąć. Bardzo mi się to nie podoba, ale... obawiam się, że nie mamy innego wyjścia. Strix radził udać się na południe. Jest to możliwe, ale.. bardzo ryzykowne. Szczególnie w obliczu możliwości, jakie ostatnio się pojawiły - zagryzłam wargę i spojrzałam na starszego brata - Tylko tutaj wszystko zależy od Ciebie, Josh. Jeśli wyruszymy na południe, być może nigdy tutaj nie wrócimy. Ani tutaj, ani do.. miejsca, które ostatnio mi pokazałeś. Jednak myślę, że jeśli nikt nie odkrył go przez tyle lat, będziemy tam, przynajmniej przez jakiś czas, w stanie zamieszkać. Pytanie brzmi, czy dasz radę zaprowadzić tam mamę, Jenn i Jera. To dodatkowe trzy osoby. Teraz wszystko zależy od Ciebie - położyłam mu rękę na ramieniu - To miejsce jest pewną gwarancją bezpieczeństwa. Nie chciałabym zmuszać Was do mieszkania w lesie i ciągłej obawy, że ktoś nas znajdzie. Fakt, byłam na początku niechętna Twoim wypadom, ale teraz... to może nas uratować. Dasz radę ją przekonać? - spojrzałam pytającym wzrokiem na Josha. Potem zwróciłam się do całej trójki/dwójki.
- Chyba, że ktoś ma inne pomysły, gdzie możemy się zatrzymać, przynajmniej na jakiś czas? - poczekałam chwilę, przechodząc wzorkiem po każdym z rozmówców.

- Jak mówiłam wcześniej, nie wiem, ile dokładnie mamy czasu. Najbardziej optymalnie.. zdołacie pozałatwiać swoje sprawy i spakować się do jutra w nocy? To da nam dzisiejszy i jutrzejszy dzień. - podrapałam się w głowę i przypomniałam sobie "trzy dni" z przepowiedni. Czy to mogło mieć jakikolwiek związek? Jer pisał o teraźniejszości, więc.. czy mógł przewidzieć przyszłość? Tylko od którego dnia liczyć te dni?
- Jeśli przeniesiemy się do Josha, będziemy mogli zabrać więcej rzeczy. Co nie znaczy, że zdołam przetransportować cały dom, bo musimy pamiętać, że każda podróż w tą i z powrotem będzie groziła coraz większym ryzykiem wykrycia. Jeśli wybierzemy marsz, weźmiemy jedynie to, co niezbędne. Josh, przez tyle miesięcy radziłeś sobie z niezauważonym wykradaniem się, ja też mam w tym jakieś doświadczenie.. gdyby się udało, poszlibyśmy z pierwszą partią rzeczy i ustalili trasy. Potem przeniosłabym Jera i Jenn z mamą, jeszcze nie wiem, czy osobno, czy razem. Gdybyśmy potrzebowali jeszcze jednego transportu, mogę zabrać resztę pakunków sama w ostatnim przejściu. Resztą zajmę się sama. - spojrzałam, czy rodzeństwo zrozumiało, o co mi chodzi.
- I jeszcze raz powtórzę - nie możemy dać żadnych sygnałów, że coś się szykuje. To trudne i bardzo boli, ale również niezbędne. Zostawię Oakowi pewnie poszlaki, żeby nie stracił nadziei, ale.. to w sumie będzie jeszcze do dogadania. Nie wiem, czy dać mu jakąkolwiek nadzieję, że nas jeszcze może zobaczyć, czy lepiej będzie, jeśli o pocierpi i zapomni. Na pewno nie może to być coś oczywistego, co nas zdemaskuje. Jakieś pytania i sugestie? - spojrzałam ponownie po rodzeństwu.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Pią Maj 31, 2013 11:30 pm

Zupa nie była szczególnie smaczna, ale chociaż ciepła. Jenny i Josh spojrzeli na nią i zamrugali.
- O!
- A! - Jenny uderzyła bokiem pięści w otwartą dłoń. - A faktycznie. Teraz, gdy to mówisz... a więc Jake to Strix... w zasadzie, to by wyjaśniało parę rzeczy - przyznała i pokiwała głową.
- Zauważaj takie rzeczy szybciej! - jęknął Josh.
- Ja... przepraszam. Wydawało mi się, że gdzieś już ją widziałam, ale widuję tylu pacjentów i tyle osób na ulicy. Zasadniczo nigdy bym nie pomyślała, że ktoś taki może tu przyjechać... - uśmiechnęła się krzywo.
Jednak gdy Jasmine przestrzegła ich przed Merlinem, Jenny nagle spojrzała na nią z takim jakimś błyskiem w oku. Jenny, ostoja pracowitości, rozsądku i dobroci, zawsze usłużna i pomocna...
- Jesteś pewna? - rzuciła od niechcenia głosem o który można by się pokaleczyć. - Z mojego miejsca wyglądało na to, że raczej ty mu coś zrobiłaś... - nagle jakby jej uczy dogoniły język, bo raptownie zamknęła usta. - Przepraszam, nie chciałam tego powiedzieć - mruknęła, spuszczając wzrok.
- I oczywiście, że nic mi się nie stało, jestem twarda, nie? - powiedziała, oddając uścisk.
- Hej, hej, a ja? - burknął Josh, wyjątkowo jak na niego dołączając do nich.

Gdy już się rozdzielili, Jenny także potarła oczy spodem dłoni. Odchrząknęła.
- Zbadałam go dokładnie w międzyczasie. Nie wiem jak to się stało, ale stracił niewielki fragment cienia. Jeśli miałabym to jakoś nazwać to został on odcięty... choć do tej pory nie spotkałam się z czymś takim. W takim przypadku, gdyby była to ręka czy noga, sprawa byłaby bardzo poważna, jednak jego cień zaczął się już odbudowywać i wypełniać odcięty fragment, by odzyskać poprzedni kształt. Więc o tyle dobrze. Co do efektów czegoś takiego... no cóż, mogę stwierdzić, że zemdlał z szoku, a co poza tym? Możliwe, że nic i to by było najlepsze wyjście. Może też uda się załatwić sprawę apapem czy innym panadolem. Oczywiście mogą nastąpić jakiekolwiek komplikacje, ale póki co wolałabym poczekać aż się obudzi. Zwykle organizm pacjenta najlepiej wie jak się uleczyć - wyjaśniła. Jasmine zauważyła, że przemilczała kwestię sytuacji w której Jer się nie obudzi. Z drugiej strony ze słów Mab wynikało, że jednak się ocknie.

- Przeprowadzić?! - Jęknął Josh. - To... dość nagłe. Nie żebyśmy nigdy tego nie rozważali, ale... jezu.
- Przepraszam - powiedziała znowu Jenny. - To moja wina. Nie myślałam jasno. Gdybym zorientowała się wcześniej...
- Teraz już nic na to nie poradzimy - uciął jej brat wzruszając ramionami.
Wyszli z zaplecza i przeszli koło sceny. Jasmine zauważyła pokrywające ją, delikatne smugi, które wcześniej przeoczyła: pył feniksa pozostały po koncercie. Teraz nie miało to już wielkiego znaczenia.

Pył miał jednak do odegrania jeszcze jedną rolę tego dnia, gdyż gdy dochodzili do domu, stanęli jak wryci.
- Co do...?
Cały ich dom skąpany był w gęstej, połyskliwej poświacie. Na ścianach piętra utworzyły się wręcz całe narośle, niczym skorupiaki wyrzucone przez niewidzialne morze. Co tu się stało? Cokolwiek to było, było duże. Atak? Pułapka? Mniejsza o ich rzeczy, nawet mniejsza o łuk. W środku była przecież ich matka i Megane. Zanim jednak ruszyli do domu, musieli się jeszcze naradzić. To mogła być ich ostatnia okazja. Uklękli przy drodze, a Jasmine otoczyła ich barierą dźwiękową. Josh przetarł twarz i oblizał usta.
- Nie obraź się, bo nie znam za bardzo tego twojego chłopaka, ale gada jak potłuczony - powiedział. - Na południu nic nie ma, żadnej cywilizacji, niczego. Co prawda nie do końca wierzę w skażenie przed jakim "chroni" nas Kapitol, ale mniejsza o to. Nic nie wiemy o tamtym miejscu, nie jesteśmy przygotowani, poza tym mamy tu osoby, którymi trzeba się cały czas zajmować... może, gdybyś miała iść sama. Może. Choć dla mnie to wciąż brzmi głupio. Gdybyśmy poszli, wiesz gdzie...
Zaczął wyliczać na palcach.
- Alicię zostaw mnie, to nie problem. Kilka dodatkowych osób czy bagaży też da radę przenieść. Jednak co ważniejsze, wątpię, żeby nas znaleziono, w każdym razie szybko. Za to będziemy mieli bieżącą wodę, elektryczność, jedzenie, opiekę medyczną, co chcesz. Nawet gdyby nas znaleźli, to co? Nawet ostrzał rakietowy nie stanowi zbytniego problemu. Poza tym, nie miałem kiedy o tym wspomnieć, ale pamiętasz jak Alicia mówiła o... - spojrzał szybko na Jenny, ale podjął - o tym poprzednim projekcie? Wciąż tam jest, sprawny o ile mi wiadomo. Dla armii to może były nic nieznaczące siły, ale do pomocy jednej rodzinie chyba starczy, nie?
- Hmm, nie wiem za bardzo o czym mówicie - przyznała Jenny - ale jeśli to prawda to miejsce Josha brzmi wspaniale. Mnie samej nic nie... no dobrze, jest może jedno takie miejsce. Ale nie chciałabym tam być, jeśli nie byłoby to absolutnie koniecznie. Poza tym nie różni się tak bardzo od dżungli, poza tym, że jest w okolicy i nie sądzę, żeby nas tam szukali. Ale na tym kończą się pozytywne aspekty.

Josh skinął głową.
- Ja mogę iść choćby zaraz - przyznał.
- Ja... hmm... - Jenny potarła czoło, zastanawiając się usilnie. - Myślę, że nic się nie stanie, jeśli zostawię moich pacjentów i obowiązki. Większość jest na tyle rozsądna, żeby po prostu poszukać pomocy gdzie indziej, a jak nie, to... a nie. No tak. - Westchnęła głęboko. - Pan Rasov. Będę musiała mu zanieść proszki i zostawić przepis. Jeśli tego nie zrobię, po prostu pójdzie bez nich i umrze gdzieś w lesie... jeśli zignoruje przepis to chociaż sumienie będę miała czyste, ale w ten sposób...
Jasmine przypomniała sobie gburowatego drwala i ile wysiłku kosztowało Jenny nakłonienie go, żeby brał swoje leki na serce.
- Może chociaż uda się to szybko załatwić to potem będę już gotowa do drogi.

- Jeśli mamy iść do mnie, zabierzmy tylko niezbędne rzeczy. Jedzenie i ubrania można zostawić. Po pierwsze łatwiej będzie iść, po drugie w razie czego wzbudzimy mniejsze podejrzenia, jeśli nie będziemy dźwigać wielkich pakunków - powiedział ekspert w przekradaniu się w tajemnicy. - Przypuszczam, że moglibyśmy ruszyć już w południe, ale może lepiej poczekać i ruszyć dopiero pod osłoną nocy - stwierdził.
Nikt już nie miał nic do dodania. Czas na pułapkę. W końcu to był ich dom. Jasmine ruszyła przodem, Josh został kilka kroków za nią, a Jenny szła trzymając Jera kilka kroków za nim. Gdyby coś poszło nie tak, byli gotowi nie czekać i uciekać od razu.

Jasmine zbliżyła się do drzwi wejściowych, które nagle się otwarły. Stanęła w nich Madge, poprawiając okulary na nosie.
- Ach, dziecko - spojrzała dalej - i reszta. Wspaniale. Właśnie się zastanawiałam co was zatrzymuje. No co tak stoicie? Wejdźcie, wejdźcie. Właśnie miałam robić więcej herbaty.
W powietrzu wirowała magia - czy też raczej ślad po magii, ale łowczyni nie czuła zagrożenia, weszła więc do środka. I stanęła jak wryta. Madge położyła jej rękę na ramieniu i wyszeptała:
- Nie mam pojęcia kiedy zasnęłam. A gdy się obudziłam już... - poklepała dziewczynę i odsunęła się z drogi. Josh i Jenny stanęli w drzwiach i zastygli w identyczne słupy soli.
Rebecca Hide, ich matka, pozostająca od zniknięcia ich ojca w stanie katatonii, siedziała przy stole, trzymając w rękach kubek z herbatą. Na ich widok odstawiła kubek i wstała uśmiechając się.
- Mama...? - wymsknęło się Joshowi.
- Josh, Jenny, aleście podrośli... - rozłożyła ręce co jakby przełamało czar. Oboje wystrzelili niczym siedmiolatki i z rozpędu wtulili się w stojącą przed nimi kobietę.
- Mamo...! - zapłakała Jenny. Rebecca pogłaskała ich po głowach i spojrzała na Jasmine.
- Jas... jesteś już prawie kobietą. - Dodała z jakąś taką nostalgią i wyciągnęła rękę ku córce. - Musiało być wam ciężko...
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sob Cze 01, 2013 9:21 am

Otworzyłam szeroko oczy, patrząc na Jenn. Silver miała rację! Ale.. mnie przecież ciągnął do niego jego dar. I tak musi zostać. Teraz przynajmniej będę bardziej ostrożna.
- Jenn, nie znasz całej historii. Nie mam pojęcia, czy wam też wymazali pamięć, czy nie, ale.. to nie była tylko moja wina. Gdyby się tutaj nie pojawił, nic by się nie stało. A on mnie... zabrał, daleko. I kompletnie nie wiem, jakie ma motywy działania. Możesz wybrać, czy wolisz ufać jemu czy mi. Może znasz go lepiej niż ja. - powiedziałam i zmarszczyłam oczy, z delikatnym, siostrzanym zatroskaniem w głosie. Ale nie mogłam przecież ganić siostry za moje własne błędy? Przecież sama zachowałam się dokładnie tak samo. Może nie zupełnie tak, ale skutki mogły być podobne.

- Josh, zabierzemy tyle, ile będziemy mogli. Wiem, ograniczanie się jest konieczne, ale... obawiam się, że nie będziemy mieli do czego wracać.. I pamiętaj, jakiego typu ubrania posiada Alicia. Może się w nich czuć jak w jakimś więzieniu! - powiedziałam i zaśmiałam się pod nosem. - Nie mniej jednak. Ja zabrałabym wszystko, co może się nam przydać. I wiem, że jest to bardziej ryzykowne, ale myślę, że dam radę wszystko ukryć. Część rzeczy możemy ukryć dzisiejszej nocy po drodze, albo w umówionych miejscach. Później łatwiej będzie do nich wrócić, niż do samego domu. Co do jedzenia - fakt. Zaniosę je Oakowi i Megane. Szkoda, żeby się miało zmarnować.

Po wejściu do domu, stanęłam niemal w samym progu. Nie patrzyłam na nic innego, tylko wbiłam wzrok w matkę. Zrobiłam krok do przodu, a po moim policzku popłynęła łza. A potem stanęłam jak wryta, zatrzymując się w pół kroku. Moje rozluźnione ciało, momentalnie, jakby samo, postawiło się w stan gotowości. Opuszczona magiczna tarcza natychmiastowo znowu otoczyła moje ciało. Zaklęłam w duchu, że nie zatrzymałam rodzeństwa. Takie ilości magii nie biorą się znikąd. Tak bardzo żałowałam tych kilku sekund słabości. Kompletnie nie wiedziałam co robić. Cała trójka była tak blisko.. albo azylu spokoju i bezpieczeństwa, albo śmiertelnego zagrożenia. Czy nadal winiłam matkę za to, że nas "zostawiła" w tak trudnym momencie? Że jako dopiero nastoletnie dziecko musiałam zająć się wszystkim? Że jej pomoc ograniczała się do letargowego marszu, aby odpowiedzieć na pytania opieki społecznej? Czy jednak była to ta druga, o wiele bardziej mroczna przyczyna? Cały czas są krok przede mną. Jedyną osobą, którą znam, która mogła to zrobić... był Merlin.
- Witaj, matko. - powiedziałam niemal grobowym, neutralnym głosem, bez jakichkolwiek emocji. Sama lekko zaskoczyłam się tym, że potrafiłam wyzbyć się w nim wszystkiego, ukryć wszystkie moje obawy. Nie potrafiłam łatwo ufać ludziom. A nigdy nie spotkałam jeszcze osoby, która była w stanie odzyskać moje zaufanie. Zbyt dużo dziwnych rzeczy zdarzyło się ostatnio. W umyśle zastanowiłam się, jak daleko znajduje się nasz pokój i jak długo zajmie mi skoczenie do niego, aby wyjąć z podłogi łuk.
- Co powiedziałaś, kiedy po raz pierwszy wróciłam z ojcem z polowania i co on na to odpowiedział? - zmrużyłam oczy, nie ukrywając już więcej podejrzenia. Sondowałam postać przede mną. Zbyt duża ilość magii nigdy nie wróży nic dobrego.
- I jakie było pierwsze słowo wypowiedziane przez Jenny - dodałam jeszcze. Jeśli ktokolwiek przejął jej wspomnienia.. wolałam o tym nie myśleć. Czy wobec tych wszystkich okoliczności będę jeszcze w stanie żyć obok niej?
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sob Cze 01, 2013 2:23 pm

Sus do pokoju, odrzucenie desek, wyciągnięcie łuku i powrót do pokoju. Ile to mogło zająć? 15 sekund? Spojrzała na dłoń gładzącą włosy Jenny. Ile mogło zająć skręcenie karku niczego nie podejrzewającej osobie? 2 sekundy?
Rebecca drgnęła i opuściła rękę.
- No tak, trudno się dziwić, że macie do mnie żal, w końcu was zawiodłam - powiedziała, opuszczając wzrok na tulące się do niej dzieci. - No, już, już. Usiądźmy.
Odsunęła je delikatnie od siebie i opadła na krzesło, po czym wskazała im miejsca naprzeciwko. Jasmine zauważyła, że jej matce brakuje tchu. W sumie ciężko się dziwić, kiedy od... ilu to już? Pięciu? Nawet więcej niż pięciu lat większość dni spędzała leżąc albo siedząc. Starali się, żeby nie miała odleżyn, ale nic nie mogli poradzić na to, że stopniowo chudła, a nieużywane mięśnie zanikały powoli. Z drugiej strony dzisiaj wyglądała lepiej... bardziej żywo niż przez cały ten czas.
- Jas, co ty... - zwróciła się do niej Jenny, ale Josh położył jej rękę na ramieniu i pokręcił głową.

- No cóż, na mnie już czas. Na pewno macie dużo do obgadania - powiedziała Megane, stawiając przed nimi świeżą herbatę.
- Tak, przepraszam, że zawsze ci sprawiamy kłopot, Meg - powiedziała ich matka.
- Żaden kłopot, żaden kłopot. Miło było z tobą znowu pogadać Becco. Dobranoc dzieci - pożegnała się ich sąsiadka i wyszła.
- Pierwsze słowo Jenny? - Przykryła usta dłonią i zaśmiała się. - Zakładaliśmy się z Arturem, czy będzie to "tata" czy "mama". Jakie było nasze zdziwienie, kiedy pierwszym jej słowem było "jajko"! - spojrzała na Jenny z uśmiechem.
- Mamooo...! - młodsza siostra poczerwieniała.
- A tak, polowanie... - Chciała chwycić kubek prawą, dominującą ręką, ale nie mogła jej zacisnąć. Spojrzała na nią, poruszyła palcami i chwyciła kubek lewą dłonią. Do Jasmine nagle wróciły wydarzenia tamtej strasznej nocy sprzed lat. Żołnierze. Krzyki. Strzały. Na wieść, że ich ojciec jest kryminalistą i został złapany przez Białych ich matka wpadła w histerię, o nich nie wspominając. Dopiero później wyszło, że ucierpiała od lekkiego udaru. Jednak o ile wyjaśniał on początek dolegliwości, nie tłumaczył dalszego pogorszenia i ostatecznego stanu letargicznej katatonii. - Pamiętam to - podjęła - obiecaliście, że zaraz wrócicie, ale szwędaliście się do późna. Byłaś strasznie dumna, bo ustrzeliliście jakiegoś ptaka. Zrobiłam wam straszną awanturę, bo wasz ojciec zachowywał się tak lekkomyślnie, ciągając cię po lesie... A on tylko położył mi rękę na włosach i powiedział "nie martw się, po burzy zawsze wychodzi słońce", bo wiedział, że jak to zrobi to mu wybaczę... - Nagle odstawiła kubek z herbatą i zakryła oczy rękami, opierając łokcie na blacie. - Wydawało mu się, że jest fajny jak tak mówił, czy coś? W życiu nie słyszałam takich bzdur. Wasz ojciec naprawdę był nieprawdopodobnym idiotą...
Przełknęła i przygryzła dolną wargę. Po jej policzkach popłynęły łzy, ściekając spod dłoni i skapując z brody.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sob Cze 01, 2013 2:43 pm

Przez cały czas rozmowy stałam. Coś mi tu nie grało i nawet, jeśli matka nie była temu winna, nie mogłam udawać, że nic się nie stało. Że życie wróci do normy jak dawniej. Szczególnie, że teraz... już nie wróci. Nigdy. Przez chwilę trawiłam dostarczone informacje. Jeśli to byłaby pułapka, wtedy ktoś musiał ją dokładnie zaplanować. W sumie czego mogłam spodziewać się po kimś, kto zostawia pył? Że spartaczy robotę i da się wykryć przy pierwszej lepszej okazji?

I zawsze pozostawał żal. Przeszłam koło stołu i położyłam dłoń na ramieniu matki. Zrobiłam to z kamiennym wyrazem twarzy, jednak nawet taki gest kosztował mnie wiele w środku mnie. Odeszłam pod ścianę, spojrzałam na Josha.
- Po północy wyruszamy z pierwszą paczką. Najpierw niezbędne rzeczy, najważniejsze weźmiemy ze sobą, resztę na końcu. Josh, załatw sprawę z Alicią do tego czasu. - lekko opuściłam kąciki ust w momencie delikatnego zaciśnięcia warg. Wypuściłam powoli powietrze w ust i zwróciłam wzrok na matkę.
- Kapitol o nas wie. Nie wiem, czy ktoś jeszcze, ale.. na razie nie możemy tutaj zostać. - zakomunikowałam w skrócie i odwróciłam się w stronę drzwi, po czym weszłam do swojego pokoju i położyłam się na materacu. Spakuję się w nocy. Teraz muszę odpocząć, a przynajmniej spróbować. Nastawiłam budzik i oblałam go magią tak, abym poczuła we wnętrzu, że moje magony się poruszyły i obudziły tylko mnie. Sprawdziłam jeszcze tylko, czy łuk był na miejscu. Potem postarałam się zasnąć, nie myśląc o tym, że najgorsze jeszcze przede mną.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sob Cze 01, 2013 4:44 pm

- Przepraszam... - powiedziała Rebecca, ocierając oczy. - Kapitol? To straszne, wasz ojciec tak się starał, żeby nigdy was nie znaleziono! Pomogę wam w noszeniu...
- Nie, mamo, w twoim stanie na nic nam się nie przydasz w lesie po nocy - powstrzymał ją Josh.
- Ale...
- Naprawdę, będziesz tylko zawadzać. Bardziej byś pomogła, gdybyś o siebie zadbała -dodał. - Ja i Jas w zupełności wystarczymy. Alicię zostaw mnie - powtórzył do siostry.
- Jas... - Jenny wyglądała jakby chciała iść za odchodzącą siostrą, ale Josh znowu ją powstrzymał.
- Daj jej trochę czasu. Daj nam trochę czasu - powiedział półszeptem.
Łowczyni położyła się i zasnęła. Drzemka do północy niewiele jej dała. Jenny spała obok. Przeszła do pokoju chłopców i obudziła Josha. Jeremy spał z matką na górze.

Na pierwszy rzut spakowali rzeczy osobiste, trochę narzędzi Josha, przyrządów z kuchni, trochę rzeczy z piwnicy. Wzięli kilka takich paczek ze sobą i przemknęli do tajnej bazy wojskowej. Alicia powitała ich z radością. O dziwo nie robiła żadnych problemów odnośnie przeprowadzki.
- Ech, tyle lat minęło odkąd miałam tu stałą załogę - rozmarzyła się. - Okresowe wizyty jednej czy dwóch osób to jednak nie to samo. Może powinnam poprawić oświetlenie? Trochę tu ciemno, nie sądzicie? Albo można jakieś ozdoby powiesić. Mam w pamięci kilka kolekcji klasycznych obrazów, mogłabym przygotować reprodukcje...
- Alicio? - spytał Josh, pomagając Jas upchnąć paczki na razie w jednej z kajut załogi.
- Tak?
- Jak wygląda stan Jedynek?
- Wiele jednostek ucierpiało ze starości, jednak 26 532 jednostki wciąż są w pełni sprawne, oczywiście z pełnym osprzętem. Czemu pytasz?
- Chciałbym, żebyś je przygotowała do służby, możliwe, że będziemy ich potrzebować.
- Nie widzę problemu. Ilu potrzebujecie?
- Wszystkich...

Kiedy wracali, przystawali na rozgałęzieniach i omawiali alternatywne drogi prowadzące od bazy do ich domu. Największym problemem pozostawał sam klif, kilkadziesiąt metrów niemal pionowej skały. Dało się go obejść idąc na północny zachód, gdzie opadał niemal do samej ziemi, jednak nadłożyli by w ten sposób kilkanaście kilometrów drogi, co nie było zbyt zachęcające.
Do domu wrócili około trzeciej nad ranem i padli na materace. W zasadzie tylko po to, żeby rano wstać i kontynuować przeprowadzkę. Do rana ślady po pyle niemal zniknęły całkowicie. Jednak Jeremy wciąż się nie budził. Rebecca została więc, żeby się nim zaopiekować, podczas gdy Jenny udała się do swojego leśnego pacjenta, a Josh i Jas udali się pozałatwiać resztę spraw.

Wpierw uregulowali długi u lokalnych kupców, a następnie udali się do Megane i Oaka, podarować im resztę jedzenia, wymawiając się przy tym udanym polowaniem. Jasmine przy okazji wręczyła Oakowi zalakowaną kopertę z aktem własności do ich ziemi i podpisaną notką wyjaśniającą, że w razie gdyby coś im się stało przekazują wszystko właśnie Oakowi. Sama koperta miała być tylko "na wszelki wypadek", poprosiła więc, żeby otworzył ją dopiero jeśli coś im się stanie.

Obrobili się w kilka godzin i przed czternastą byli już prawie w domu. Jednak, gdy już się zbliżali, zauważyli Rebeccę na drodze. Kobieta szła, ledwo trzymając się na nogach. Wyglądała na oszołomioną, a po policzku płynęła krew z rany na głowie. Podbiegli, a gdy ich zobaczyła, wyciągnęła do nich rękę.
- Pomóżcie mi... Jeremy, coś się... coś złego...
Josh podtrzymał matkę, podczas, gdy Jasmine już biegła sprintem do domu. Wpadła do środka i w kilku susach znalazła się na górze. Jednak, gdy już tam się znalazła, nie zauważyła nic niezwykłego. Ot, chłopczyk śpiący w łóżku ich rodziców. Podeszła i zbadała go, ale nic nie wyczuła. Rana po spotkaniu z Mab też musiała już się zagoić, gdyż jego cień wydawał się cały i w porządku.

Po chwili dołączyli do niej Josh i ich matka. Ta rozejrzała się wokoło ogłupiałym wzrokiem.
- Ja... nie rozumiem... Jeremy nagle zaczął strasznie krzyczeć... - spojrzała na śpiącego spokojnie chłopca - a na ścianie pojawiło się takie dziwne grafitti... - wskazała na całkiem zwyczajną, bieloną ścianę, taką samą od dnia w którym ją pomalowano. - Chciałam go uspokoić, ale nagle coś rzuciło mną o ścianę... - dotknęła zakrwawionego czoła i spojrzała na ścianę, na której powinna zostać jakaś smuga, jednak żadnej smugi nie było. - Nie rozumiem... - opadła na krzesło.

Nagle drzwi na dole otworzyły się raptownie i huknęły, a za nimi trzasnęły drzwi do łazienki, z taką siłą jakby ktoś chciał wyrwać je z zawiasów. Po chwili poleciała woda z prysznica.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sob Cze 01, 2013 5:25 pm

Zapewniłam Josha, że będę w stanie przetransportować wszystko z klifu, jeśli zajdzie taka potrzeba. Robiłam to już wiele razy, a ostatni rajd z bratem dawał nadzieję na to, że moje siły wystarczą do takiego zadania. Zapytałam również go o Jedynki i po co będą nam potrzebne. Chyba nie szykujemy się do jakiejś wojny.

Chwyciłam małego i podałam go Joshowi. Niemal jednocześnie wysłałam swoje magiczne zmysły poza ciało tak, aby przesondować cały dom.
- Trzymaj i krzycz, gdyby cokolwiek się do was zbliżało. - syknęłam cicho. Zamknęłam oczy, nabrałam powietrza i sięgnęłam po magię. Machnęłam rękami przed rodziną i otworzyłam oczy. Utworzyłam dookoła nich prowizoryczną tarczę. Nikt przecież teoretycznie nie powinien mieć mocy większej niż tysiąc moli, a taka osłona wystarczy na włamywacza. Poza tym, zanim ktokolwiek się przebije, ja będę już tutaj. Bezpieczniej byłoby ich wyprowadzić, ale nie chciałam, aby natknęli się na kogoś, kto próbowałby uciekać. Potrzebowałam też czasu, więc nie mogłam zabrać ich ze sobą - mogliby tylko przeszkadzać tam na dole, a tutaj było względnie bezpiecznie. Obawiałam się jednak, że to coś poważniejszego niż zwykły rzezimieszek. "Silver, ile warte jest Twoje słowo?". Rozszerzyłam delikatnie swoją własną tarczę i wzmocniłam ją, szczególnie w dolnej części. Szybko zrobiłam dwa kroki do tyłu, stając w miejscu, gdzie powinna znajdować się łazienka i drzwi od niej. Złożyłam ręce, ponownie zamknęłam oczy dla lepszego skupienia i zaczerpnęłam magii. Jednym pewnym ruchem rozłączyłam ręce, kierując je po łuku ku dołowi. Ten nieznaczny ruch poprowadził ze sobą magony w dół, które miały za zadanie wkręcić mnie niczym śrubę w podłogę, na dół. Nie dbałam o to, czy popsuję podłogę i sufit tylko trochę, czy zniszczę e doszczętnie. Liczyło się jak najszybsze znalezienie się na dole, prosto w łazience. Użyłam swojej tarczy, a także wzmocnionego dysku pod moimi stopami, aby delikatnie wylądować na podłodze w łazience.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sob Cze 01, 2013 5:57 pm

Brat przypomniał jej wtedy o pierwotnych założeniach projektu w którym brał udział, o robotach bojowych odpornych na magię i że wyniki testów nie były zadowalające, więc przeniesiono skupienie na żywych ludzi. Jednak samych robotów nie zniszczono, jedynie zmagazynowano. Jasmine przypomniała sobie humanoidalnego robota stojącego przy budzącym się Joshu. Chłopak zapewnił, że oczywiście na nic się nie szykują, ale w razie czego woli mieć je pod ręką i sprawne niż jako kawał złomu w magazynie.

Teraz jednak wziął od niej posłusznie młodszego brata.
- Jasne - przytaknął.
- Co się dzieje? - spytała ich matka, ale nikt jej nie odpowiedział. Nikt nie wiedział.
Jasmine przeskanowała cały dom swoim magicznym zmysłem. Ktoś w łazience do złudzenia przypominał Jenny. Jednak... coś było nie tak. Łowczyni nie potrafiła uchwycić co ją niepokoi, ale w sygnaturze cienia Jenny było coś takiego co stawiało jej włoski na karku.
Było też coś innego. Spojrzała na ścianę, na którą wskazała jej matka mówiąc o grafitti. Jakiś ślad, jakby coś zostało wepchnięte w samą ścianę... przed jej magicznym wzrokiem pojawił się bohomaz, który ułożył się powoli w słowa zatopione głęboko w ścianie. Nieco przypominały tamten ostatni napis w książeczce Jeremiego, jednak tamten wyglądał jak napisany piórem przez arystokratę. Tymczasem tutaj ktoś umoczył pędzel malarski w magicznej farbie i chlapnął nią na ścianę, nie dbając o otoczenie. Resztki magicznego śladu układały się w napis:
"ABANDON ALL HOPE, YE WHO ENTER HERE"
Bardziej jednak niż złowieszczy napis, po którym zanikał ślad, niepokoiła ją sytuacja Jenny.

Uklękła i zamaszystym pchnięciem magicznej energii przewierciła się przez podłogę pokoju i przeleciała na podłogę łazienki. Tylko po to by zobaczyć swoją nagą siostrę, przykucniętą w misce pod prysznicem. Jej ubranie leżało rozrzucone dookoła w niedbały sposób, a w powietrzu unosił się jakiś szczególnie obrzydliwy fetorek czegoś zgniłego. Odór zdawał się promieniować od rzuconego w kąt płaszczyka z koncertu na którym była wieka, paskudna plama po czymś.

Jenny wpatrzyła się w nią wielkimi, wytrzeszczonymi oczami, mokrymi od wody i łez. Drgnęła coś sobie przypomniawszy i zasłoniła rękami wielkie, fioletowo-żółte limo wokół lewego oka i skroni.
- CO. TY. TU. ROBISZ? - wycedziła przerażonym głosem. - Co ty wyrabiasz? - jęknęła, ale jej stan gwałtownie przechodził z przerażenia do furii. - Wynoś się stąd! Zostaw mnie! WYPAD STĄD, ALE JUŻ!!! - wydarła się piskliwym głosikiem i rzuciła w siostrę wpierw kawałkiem mydła a potem gąbką i zaczęła rozglądać się za kolejnymi pociskami.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sob Cze 01, 2013 6:25 pm

Stałam, gapiąc się w nieokreśloną przestrzeń przed sobą, kiedy mydło fruwało gdzieś w pobliżu. Normalnie pewnie wyszłabym, przepraszając. Przewiercanie się do cudzych łazienek należy przecież do moich codziennych obowiązków. Jednak nie tym razem.

Otworzyłam delikatnie usta, robiąc karpika.
- Ktoś rzucił.. mamą o ścianę i Jer zaczął krzyczeć. A Ty trzasnęłaś drzwiami łazienki i myślisz, że będę czekać z założonymi rękami, aż się wykąpiesz? To najgorsza rzecz, jaką możesz zrobić. Usuwasz ślady. - mówiłam, patrząc na dziurę w suficie. Chciałam kupić sobie trochę miejsca i czasu. Jakby ktokolwiek z wymiaru sprawiedliwości miał się zająć tą sprawą... zastanawiałam się, czy moje słowa rozśmieszą Jenn, czy jednak jeszcze bardziej mnie pogrążą - Fakt, może trochę przesadziłam, ale widzę, że nie bez powodu. - spojrzałam Jenn w oczy i wzruszyłam ramionami. Zastanawiałam się tylko, czy to jedynie to, czy coś więcej. Jer to musiał wyczuć. To dlatego krzyczał. To on odrzucił matkę? To jego napis? Równolegle spojrzałam w swoje wnętrze i delikatnie otworzyłam szkatułkę. Ile potrzebuję czasu? Jak dużo jeszcze zniosę? Czy wystarczająco odpoczęłam? Jer był na górze, nie ma sensu po niego iść, zbyt dużo czasu. Jenny potrzebuje pomocy tu i teraz. I nie potrzebuje więcej świadków. Oceniłam, czy mogę jeszcze użyć daru Jera, po czym zaczęłam go delikatnie uruchamiać. Poszukałam także w pobliżu jakiegoś czystego ręcznika, po czym ostrożnie podeszłam do Jenn i otuliłam go nim, jednocześnie przytulając. Moje ruchy były powolne, delikatne, ale również stanowcze. Z pewnego rozluźnienia przeszłam w stan ostrza sprawiedliwości. Nie wiedziałam, jak zachować się w takiej sytuacji, ale z pewnością nie mogłam zostawić jej samej. Odór, odorem, ale ukrywanie podbitych oczu nie jest zwykłym zachowaniem u trzynastolatek.
- Powiedz tylko słowo, a ten, kto ci to zrobił, nigdy więcej nie odważy się podnieść na ciebie ręki - szepnęłam jej do ucha. Mój głos był delikatny, ale jednocześnie nie znoszący sprzeciwu i stanowczy, ostry jak brzytwa. Przeszukałam w myślach wydarzenia w ostatnich miesięcy i tylko jedno przychodziło mi do głowy. Jedno słowo, że to ON. Teraz mi na niczym już nie zależało. Nie będą mogli wydalić mnie ze szkoły, do której i tak już nie będę uczęszczać. Może nie byłoby to zbyt wychowawcze względem Josha... ale nie zamierzałam nikomu tego wybaczyć.
- Powiedz mi, kto Ci to zrobił. - powiedziałam raz jeszcze, mocno tuląc siostrę do siebie. Zaskakiwałam sama siebie. Chyba ta duża ilość wydarzeń, które nie powinny były się wydarzyć wpływała na mnie... dość destrukcyjnie. Jedna noc. Tyle by wystarczyło, żeby się nie wtrącać.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sob Cze 01, 2013 8:18 pm

- Nic się nie stało... Nic się nie stało... Nic się nie stało...
Jenny skończyły się łatwo dosięgalne pociski i stała tylko z opuszczoną głową, dysząc i zaciskając pięści. Wyglądała jak na skraju histerii albo może paranoi, ale było w tym coś dogłębnie niewłaściwego.
- Nic się nie stało... Nic się nie stało... Nic się nie stało...
W normalnym wypadku Jenny z miejsca zainteresowałaby się co siało się z jej matką i bratem. Teraz jednak tylko stała tam, niczym na krawędzi wybuchu, powtarzając cały czas tą samą frazę.
- Nic się nie stało... Nic się nie stało... Nic się nie stało...
Jasmine nie była pewna, czy zdoła dobrze zutylizować moc Jeremiego, ale postanowiła spróbować i ją przywołać. Chwyciła czysty ręcznik i zbliżyła się, żeby otulić nim trzęsącą się siostrę. Jednak, gdy tylko to zrobiła dreszcze nagle ustały.
- Each and every one of you... - powiedziała Jenny nie swoim głosem, podnosząc głowę. Jej źrenice rozbłysły czystym błękitem, bardzo podobnym do tego jaki prezentował Matt, jednak o wiele czystszym i głębszym. Jednak podobieństwo mogło być czysto przypadkowe, gdyż nie widać było nigdzie charakterystycznego przebarwienia żył, szczególnie na twarzy. - Don't touch me, you inferior creature!
Coś uderzyło w Jasmine niczym ciężarówka, aż pobielało jej przed oczami.

Spojrzała na świat jakby z niższej perspektywy. Była w miejscu przypominającym chatę drwala.
[To są pańskie proszki na ten miesiąc]
Powiedziała to brodatego jegomościa.
[Mhm]
[A to jest przepis, tu są składniki, a tu sposób przygotowania. Może pan zrobić je sam, albo poprosić kogoś. Tak?]
[Mhm]
[Będzie pan je brał regularnie?]
[Mhm]
[Ech, co ja mam z panem zrobić? No trudno, idę.]
[Dzieciaku.]
[Tak?]
[Uważaj na siebie.]
[Dobrze, proszę pana.]
Zaśmiała się i wyszła. Jasmine widziała kilka urywków z leśnej ścieżki. Przejście na pola pomiędzy lasem a właściwym Denwheel. Trzy sylwetki po lewej. Zboczyła w prawo, ale oni także ruszyli w prawo.
/Idź naturalnie, pewność siebie cię uratuje. Nie okazuj strachu. Znudzą się jeśli nie będziesz na nich zwracać uwagi/ mówiła do siebie w myślach. Tamci jednak wcale się nie znudzili i po chwili się z nią zrównali. Jasmine znała te krzywe mordy ze szkoły. Rafael Fritz, syn burmistrza Aleksandra Fritza i jego dwóch przydupasów, jakimtam. Coś nieśli w wiadrze, śmierdziało nawet z tej odległości.
[Czemu uciekasz? Czekaliśmy tu na ciebie!] zawołał Rafael.
[Nie uciekam, idę do domu]
[Daj spokój, porozmawiajmy!]
[Nie mam wam nic do powiedzenia!]
Otoczyli ją półkolem, odgradzając drogę do domu.
[Co ty, mała kurewko, co ty? Co ty sobie wyobrażasz? Że kim ty niby jesteś?]
Synalek burmistrza porzucił jakiekolwiek pozory.
[Nic wam nie zrobiłam, przepuśćcie mnie! Chcę wrócić do domu!]
[Nic, tak? A wczoraj to co? Chyba nikt ci dawno nie pokazał, gdzie jest miejsce takiego ścierwa jak ty! Myślisz, że ci pozwolę paradować po moim mieście w tym kurewskim stroju?]
Jasmine spojrzała na swój płaszczyk. Po co go wzięła? Nie przemyślała tego, dobrze się w nim czuła, więc go wzięła...
[Pozwól, że poprawie ci to ubranko, żeby pasowało do takiej szmaty jak ty!]
[Nie, przestańcie, to moja pamiątka, nie...]
Chlusnęli na nią śmierdzącą zawartością wiadra. Nie wiedziała co to było, ale od smrodu zebrało jej się na wymioty. Choć bardziej wezbrała w niej złość. To był jej jedyny prezent od Merlina! Jak śmieli! Ludzkie śmieci!
[Jesteś tylko Hidem!]
Tak się przejęła zniszczeniem płaszcza, że nie zauważyła ciosu, który zbił ją z nóg. Świat rozbłysnął w ferii barw, a jak wrócił do normy, połowa jej wizji była ciemną plamą. Lewa strona jej twarzy pulsowała bólem. Spojrzała na stojących nad nią oprawców. Rafael trzymał w ręce białą, gumową pałkę, jaką nosili niektórzy Biali. Straci wzrok, będzie ślepa... Podniosła rękę i wyleczyła tyle ile mogła z obrażeń oka. Twarz nie była teraz ważna.
Przez tych skurwieli mogła oślepnąć!
/Co? Nie, ja tak nie myślę! Nie można odpowiadać przemocą na przemoc! Wtedy nie różniłabym się niczym od tych.../
tych śmieci! Podrzędne istoty! Trzeba je zniszczyć, zabić, wymazać z powierzchni ziemi!
Wstała. Tym razem przesadzili. Tym razem ich zabije. I sprawi jej to frajdę...
/Nie! Nie! Nie! Nie można, ja tak nie myślę! Co się ze mną dzieje?!/
[Głupia dziwka, trzeba było zostać na ziemi. Ale skoro jeszcze nie masz dość, to ci przyłożę jeszcze raz...!]
Nagle z lewej dobiegł ich warkot. Nie dalej jak pięć metrów od całej czwórki stało bydle z piekła rodem, ogromny wilk o połyskliwie błękitnej sierści i takich ślepiach. Cała czwórka zastygła niczym słupy soli. Jednak wtedy wilk ruszył w kierunku trzech chłopaków, a ci jakby skrzydeł dostali, odwrócili się i odbiegli sprintem.
[Co to jest?!]
[Uciekaj debilu a nie się pytasz!!]
Wilk ich jednak nie gonił, tylko przeniósł uwagę na Jasmine, a potem, jeśli wilki były w stanie coś takiego zrobić, skłonił łeb. I odszedł. Tak po prostu. Łowczyni czuła jak zaciskają jej się wnętrzności, jak rośnie gula w gardle. Targały nią sprzeczne emocje, chciała krzyczeć. Zamiast tego pobiegła prosto do domu. Wpadła do środka i zatrzasnęła za sobą drzwi. Zerwała z siebie ubranie i rozrzuciła wokoło i wskoczyła pod prysznic. Musi się umyć. Musi zmyć z siebie ten smród. Musi zmyć z siebie te myśli. Co ją napadło? Jak mogła tak pomyśleć? Chciała zostać lekarzem, chciała pomagać ludziom! Przemoc rodzi przemoc, jeśli ktoś nie przerwie kręgu przemocy, nic się nie zmieni!
Jednak ile by się nie szorowała, ile by nie krzyczała na siebie w myślach, nie mogła pozbyć się z pamięci tamtego momentu, kiedy wstała z zamiarem zamordowania tamtej trójki. Nie myślała o tym, nie planowała ani nie rozważała tego. Było to po prostu płynące z jej głębi pragnienie, które zamierzała spełnić.
Brudne, mroczne pragnienie.

Nagle sufit się rozpadł i Jasmine spojrzała na wersję samej siebie lądującą na posadzce łazienki.
/Nie./
/Nie patrz na mnie./
/Nie zbliżaj się./
/Nie dotykaj mnie./
/Odejdź ode mnie./
Usta jej większej wersji poruszały się, ale nie słyszała dobiegających z niej słów. Świat stał się bardzo cichy i składał się tylko z dudnienia krwi w jej głowie. Jej drugie wcielenie chwyciło ręcznik i podeszło do niej.
/Jestem brudna./
/Jestem spaczona./
/Proszę, odejdź!/
/Błagam, nie chcę cię skrzywdzić.../

Jasmine zamrugała i świat powrócił na właściwe miejsce. Znowu była sobą. Dar Jeremiego zniknął wewnątrz wyimaginowanej skrzynki w jej głowie. Świat falował przed jej oczami i mdliło ją od tego. Plecy, a w szczególności prawy bark pulsowały bólem. Prawa ręka jakby zdrętwiała. Dookoła walały się resztki drzwi łazienkowych, a ona sama leżała pod ścianą naprzeciwko. Przed nią stała jakaś kobieta, której nigdy do tej pory nie widziała. Sprawiała wrażenie delikatności, jakby większy powiew wiatru mógł ją przewrócić, miała na sobie prostą, letnią sukienkę, a na głowie słomkowy kapelusz. Była w połowie przezroczysta.
- What a cruel thing to do to one's sister - powiedziała zjawa odległym głosem. - Well, it is true that Replicas are natural enemies of the Shi, so perhaps this outcome was unavoidable?

Jasmine potrząsnęła głową i jej wizja niemal wróciła do normy. Zjawa w słomkowym kapeluszu zniknęła bez śladu. Z łazienki spoglądała na nią Jenny, jej oczy wróciły do normalnego koloru. Zakryła rękami usta i pokręciła głową, jakby czemuś przeczyła.
- Nie... nie, ja tego nie zrobiłam... nie, ja... - jęknęła, po czym nagle zerwała się do biegu, chwyciła leżący w kącie płaszczyk i wybiegła z domu niemal całkiem naga.
Josh zbiegł po schodach, a za nim dreptała ich matka.
- Co się stało? Co to za huk? - rzucił, stając na dole. - Jezu, Jas, nic ci nie jest? - podbieg do niej i wyciągnął rękę, żeby pomóc jej wstać. Łowczyni zauważyła, że Jeremy mamrocze i rzuca się we śnie na ramieniu brata.
- Zaczął tak zaraz jak mi go oddałaś, ale nie wiem co mówi - sprostował Josh. Słowa były ciche, ale Jasmine mogła przysiąc, że mały powtarza w kółko: "don't let 'em take her... don't let 'em take her..."
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sob Cze 01, 2013 9:01 pm

Przecież nic się nie stało. Przecież nic się nie stało. Na początku miałam jedynie nadzieję, że kolor oczu to jedynie dziwny odblask światła i wszystko, co się dzieje, to jedynie wymysł mojej wyobraźni. Potem wszystko przestało być takie zabawne. Czy Jer ponownie oberwał, kiedy używał bezwiednie swojego daru podczas snu? Przyglądałam się wydarzeniom z pewną grozą w oczach. Ile to wszystko mogło trwać? Jak mogłam na to pozwolić? Najchętniej zapadłabym się pod ziemię. Chciałam przeprowadzić poważną rozmowę z Jenn. A wtedy dostałam prawdopodobnie magicznym pociskiem, czy czymkolwiek to było. Magiczny policzek prosto w twarz.
- Jenny, zaczekaj! - krzyknęłam za wybiegającą siostrą, jeśli tylko byłam w stanie cokolwiek powiedzieć. Automatycznie uwolniłam magony w miejscu prawego barku i ręki. Niech to szlag! Chwyciłam rękę Josha i postarałam się jak najszybciej wstać.
- Goń ją! Szybko! Jenn! - wrzasnęłam na Josha, już biegnąć do pokoju obok i niemal wyrywając z podłogi deskę, rzucając ją w bok, po czym złapałam łuk i zaczęłam biec w stronę, w którą podążyła Jenn. Wysłałam przed siebie magiczny zmysł, mając nadzieję, że dam radę ją wykryć. Jeju, żeby tylko nie zniknęła jak Matt. Dlaczego w tej chwili wierzyłam bardziej młodszemu bratu niż sobie? Bo był mądrzejszy ode mnie. Miał intuicję. Jeśli mówił, że mam ją ratować, to znaczy, że jest nadzieja. A Shiva nie były byle jakim przeciwnikiem. A teraz... łzy napływały mi do oczu.
- SCAR, I promise, I will KILL YOU! - wrzasnęłam w biegu, nie bacząc, czy ktokolwiek to usłyszy. W najlepszym wypadku można by to uznać za okrzyk bojowy. Ile bym dała, żeby cofnąć czas i dogonić wtedy tego wilka. To dziwne, jak jedna myśl mogła zmienić Jenn. Jak mogła pozwolić na to, że straciła czujność. Czy naprawdę jestem takim bezdusznym człowiekiem? Że potrafię zabić z zimną krwią? Przecież nigdy nie zabiłam człowieka.. ale ile razy o tym pomyślałam? Co ze mną jest nie tak. I dlaczego Jenny? Nie mogę pozwolić na to, żeby zabrali ją do ich miejsca, tam, gdzie będą w stanie ja zmienić...

Jest tylko jedno miejsce, gdzie Jenny mogłaby uciec. Do lasu. A droga wiedzie przez otwarte pola. Tam ją zobaczę. Gorzej, jeśli ucieknie w stronę miasta. Liczyłam na Josha i swoje tropicielskie umiejętności. Przecież nie raz goniłam za zwierzyną po lesie. Gdyby było to potrzebne, tworzę dysk pod stopami, aby dogonić Jenn. Jednak gdyby ona biegła, liczę na to, że jednak będę szybsza od niej i zdołam ją dogonić w zwykłym biegu.
- Jenn, walcz z tym, nie pozwól jej wygrać! Wierzę w Ciebie! - krzyczę za nią, jeśli ją zobaczę.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Nie Cze 02, 2013 12:32 am

- Rozumiem! - rzucił Josh, choć widać było, że jest skołowany i niemal siłą wcisnął brata w objęcia ich matki. Następnie rzucił się biegiem i wypadł przez drzwi. Jasmine w kilku susach była w pokoju, wyrwała łuk z podłogi i zaraz była na zewnątrz.

Zatrzymały ją trzy lufy karabinów zwrócone nagle w jej stronę.
- Puśćcie mnie, nie mam czasu się z wami bawić! - krzyknął Josh, trzymany przez dwóch rosłych Strażników Pokoju. Obok stało jeszcze kilkunastu. Skąd się tu wzięli? Co tu robili do cholery? No to tyle jeśli chodzi o słowo Silver... nagle jej wzrok przykuł jeden z Białych w mundurze kapitana. Mimo, że minęło kilka miesięcy, doskonale pamiętała tą mordę. To był ten sam, który niemal napadł na nich podczas tamtego polowania na dzikiego!

Teraz jednak nie bardzo ją obchodził, gdzie była Jenny? Przeleciała wzrokiem po polach, ale nigdzie jej nie widziała. Niemożliwe, żeby przebiegła całą drogę do lasu w tak krótkim czasie! Nawet Jas nie dałaby rady, a miała się za szybszą.
- Mieliście nosa, sierżancie - usłyszała głos tego gbura, który dobierał się wtedy do Jeremiego. - Ale gdzie tam rutynowe przeszukanie, to grubsza sprawa...
- Panie kapitanie, proszę spojrzeć tam. Zdziwi się pan - powiedział mężczyzna nazwany sierżantem, stojący za oficerem. Wskazał na niebo nad polami.
- Co do cholery? Na ptaka mi to nie wygląda.
Jasmine spojrzała i zobaczyła Jenny szybującą na parze magicznych skrzydeł w kierunku lasu. Były to te same skrzydła, które widzieli podczas koncertu. Trudno było uwierzyć, że były czymś więcej niż fantazyjną ozdoba, ale w sumie czemu nie? Przecież Jenny właśnie na nich leciała.

- Zestrzelić mi to! - zakomenderował kapitan, a jeden z szeregowców uniósł lufę karabinu w niebo.
- Nie waż mi się strzelać do mojej siostry, draniu! - wrzasnął Josh, a karabin szeregowca nagle wybuchł, strzelając wokoło szrapnelami. Pechowy strzelec upadł i zaczął tarzać się po ziemi, krzycząc. Kilkoro świadków odniosło lekkie rany, ale nikomu poza strzelcem nic wielkiego się nie stało.
- To wszystko dzicy, pojmać ich! - krzyknął sierżant. Josh dostał po głowie od jednego ze swoich oprawców. Identyczną białą pałką, którą Rafael potraktował Jenny. Z nosa poleciały mu kropelki krwi, ale nie zemdlał. Trójka celująca w Jasmine trzasnęła bezpiecznikami karabinów.
- My pojmiemy zbiegłą dziką - rzucił jeszcze sierżant i wskoczył wraz z dwoma szeregowymi do jednego z dwóch stojących obok poduszkowców. Ciche dranie, a więc dlatego ich nie usłyszeli.

Wszystko to trwało może kilka, kilkanaście sekund, podczas których Jas była rozdarta między pościgiem za siostrą, a zostawieniem Josha w rękach Białych.
- Na co czekasz, biegnij za nią! - krzyknął Josh, choć wyglądał na ogłuszonego ciosem - Mnie nic nie będzie! - Jeden z trzymających go strażników skrzywił się i uniósł pałkę do drugiego ciosu.

Jak gdyby sytuacja nie była dość zła, nad ich domem nagle przeleciał myśliwiec, a za nim drugi. Zakręciły i poleciały w stronę lasu. Za Jenny. Za nimi leciał większy, wolniejszy statek powietrzny, w eskorcie kolejnych czterech myśliwców. Statek powietrzny był oznaczony, jednak logo nie należało do Kapitolu. Należał do Kościoła Ra'Zah. Co było nie tak z tym dniem? Wszystko szło nieźle, a potem jakby świat spłynął w rynsztoku.
Całość trwała nie więcej jak dwadzieścia sekund, ale Jasmine obiecała sobie, że nie będzie marnować ani sekundy. Zebrała tyle informacji na ile pozwalała sytuacja, teraz musiała działać.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 5 z 25 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 15 ... 25  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach