Denwheel (Jasmine)

Strona 6 z 25 Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 15 ... 25  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Nie Cze 02, 2013 10:52 am

Co to ma być do cholery? Silver, miałaś rację, że nie chcesz się drugi raz ze mną spotkać. Rutynowe spotkanie z uzbrojonymi po zęby statkami? To było niewiarygodne. I dlaczego teraz? Dlaczego Jenny musiała uciec teraz? Nie maja z nią szans. Tak samo jak Josh nie ma szans z tymi na dole. Zabiją go. Teraz zastanawiałam się tylko, czy mogę ich zabić. Jenny tak się przed tym broniła. Jeśli ja nie zabiję ich... to oni zabiją Josha.

Mogę mu dać trochę czasu. Kto będzie szybszy? Tarczę powinnam była wzmocnić już wcześniej, kiedy zaczęli we mnie celować. Jeden ruch ręki i magony powędrowały w stronę ręki, która miała uderzyć Josha paląc ją żywym ogniem. Miałam nadzieję, że to wystarczyło, aby zdezorientować tego strażnika. Druga ręka, z łukiem, niemal w tym samym momencie poszybowała jak pięść w stronę drugiego strażnika trzymającego Josha. Miałam nadzieję, że reszta też zainteresuje się mną, a nie Joshem. Złączyłam ręce na łuku i wysłałam osobisty magiczny pocisk powalający w stronę każdego pozostałego Strażnika, wystarczająco silny, aby zdołał każdego z nich powalić na ziemię. Przyciągnęłam Josha pod swoją tarczę, nie powinien przecież stać zbyt daleko ode mnie, a potem odwróciłam się w stronę poduszkowca. Czy w tym czasie zdążyliby go odpalić?
- Hola, nie tak szybko! - krzyknęłam i wysunęłam obie ręce do przodu. Sięgnęłam po magię i nadałam im postać szybko poruszających się elektronów, jak w wyładowaniu elektrycznym, starając się porazić każdego z trzech Strażników siedzących w środku. Mimo tak szybkiego działania, starałam się tak dobrać natężenie, aby ich nie zabić oraz nie uszkodzić poduszkowca.
- Mamo, szybko, chodź do nas! - krzyknęłam rozpaczliwie, patrząc przez moment przez drzwi domu. Musiała tam stać z Jerem. Pociągnęłam Josha za sobą w stronę mamy i Jera, żeby ich wszystkich schować pod osłoną.

- Do poduszkowca! - wydałam komendę gromadce i szybko postarałam się ocenić, który jest lepszy. Dobiegłam do tego, w którym powinni leżeć zemdleni żołnierze, po czym zręcznie, być może z pomocą Josha, wyrzuciłam ich "za burtę". Zabrałam im także widoczne uzbrojenie - pałki, lżejsze karabiny, a resztę zniszczyłam szybkim wybuchem magii wysłanej do środka. Sprawdziłam, czy poduszkowiec nadaje się do lotu i czy można nim sterować. Gdyby tak się nie stało, szybko przeprowadzam rodzinę do drugiego (wraz z częścią ekwipunku), a pierwszy niszczę, wysadzając go podobnie jak karabiny. Staram się go uruchomić. Drugi poduszkowiec, w każdej sytuacji, niszczę. Kiedy zdołamy ruszyć, być może odpalam poduszkowiec za pomocą magii, lecę w kierunku, w którym odleciała Jenn i reszta, w stronę lasu. Za sobą, w miejscu strażników, rozrzucam trochę rozproszonych magonów i tworzę dęsty dym, który powinien odciąć nas od strażników z tyłu. A Ci z góry nie powinni się zorientować, że w poduszkowcu jest ktoś inny, przynajmniej nie do czasu, gdy dotrą do lasu. Ile im to zajmie? Musi mało. Tam będzie i trudniej szukać, ale i trudniej znaleźć. W wolnej chwili kładę rękę na policzku Josha i przesyłam mu trochę zaprogramowanym na ogólne leczenie magonów. Organizm powinien wiedzieć, co z tym zrobić, a Josh chyba nie oberwał zbyt poważnie.
- Trzymaj - mówię do Josha po tej akcji i przekazuję mu stery, a sama ostrożnie przesuwam się na bok. Tworzę już w tym momencie pod sobą dysk z czystej magii, który zaczyna mnie unosić, aby nie zachwiać równowagą pojazdu.
- Chroń ich. Spotkamy się tam, gdzie się umówiliśmy. - rzuciłam. Ile czasu zużyłam? Miałam nadzieję, że mało. Poza tym, lecące myśliwce powinny wskazać mi drogę. Uniosłam dysk i zaczęłam go rozpędzać w kierunku Jenny, najpierw maskując swoją obecność w momencie, kiedy opuszczałam poduszkowiec, później wznosząc się do góry i nie zważając na to, czy Ci na górze mnie wykryją, czy nie. Liczyło się jak najszybsze dogonienie Jenny. Jednak nie znaczyło to, że dam się łatwo wykryć tym na górze. Jednak starałam się lecieć tak, aby nie zauważyli podmienionej załogi poduszkowca na dole. "Teraz jest dzień, muszę ją znaleźć do zmroku. Jestem dobrym tropicielem. Dam radę. Muszę. Muszę." powtarzałam w myślach i napędzałam dysk niemal własnymi emocjami. Jakby ten dzień nie był wyjątkowo szalony, to musiał zjawić się tutaj cała eskadra lotnictwa Kapitolu... Miałam tylko nadzieję, że nie natrafię na żadnego maga. Przynajmniej nie... podczas "rutynowej kontroli".
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Nie Cze 02, 2013 5:32 pm

Biały nagle wypuścił pałkę z ręki, zaczął krzyczeć i złapał się drugą ręką za nadgarstek. Pancerz drugiego z oprawców Josha wgiął się do środka i mężczyznę odrzuciło do tyłu niczym szmacianą lalkę. Przez twarzą Jasmine wykwitły kwiaty ognia. Jednak pociski musiały być zwyczajne, bo jedynie odbiły się od jej tarczy, odskakując nieszkodliwie. Poczuła przy tym siłę uderzenia, która odchyliła ją do tyłu, ale efekt był niemal znikomy. W ciągu kilku kolejnych sekund reszta wciąż stojących Strażników została powalona uderzeniem magii. Poszło nadspodziewanie łatwo. To byli Strażnicy? Żołnierze?

Poduszkowiec został już odpalony, uniósł się i ruszał właśnie. Sierżant odwrócił głowę w jej stronę na zawołanie. Coś w jego wyszczerzonym grymasie jej się nie podobało. Chwycił ręką za siebie, schwycił siedzącego z tyłu szeregowca i dosłownie wyrwał go z siedzenia, rzucając w powietrze wprost ku Jasmine, niby żywą tarczę. Większość jej ostatniego ataku uderzyła w nadlatującego człowieka, odrzucając go na bok, a resztka jedynie musnęła poruszający się pojazd. Poduszkowcem zarzuciło, ale zaraz wyrównał lot i pognał nad polami.

Część powalonych Strażników zemdlała, część leżała jęcząc i nie mogąc się podnieść. Dwójka stawała na nogi, więc wymagała poprawin, by zostać na ziemi. Josh jęknął i splunął krwią, próbując się wyprostować, ale widać było, że kręci mu się w głowie. Ich matka wyleciała z domu w momencie gdy Jasmine odwróciła się, żeby ją wołać.
- O matko boska... - jęknęła, spoglądając na pobojowisko. Pogoniła ich do pozostałego poduszkowca. Josh wskazał go ręką, a ten załączył się, uniósł i podleciał jak na zawołanie. Zapakowali do środka kilka najbliższych karabinów i pałek, a Jasmine unieszkodliwiła resztę niewielkim wybuchem wewnątrz broni. Wsiedli do środka, Josh machnął ręką, a poduszkowiec sam ruszył przed siebie, bez nikogo za kierownicą. Josh zwalił się na tylnie siedzenie, zasłaniając sobie oczy rękami.

Jasmine przesłała mu trochę własnej magii nastawionej na leczenie i wzburzyła kurz nad pobojowiskiem. Następnie wstała i wzleciała w górę, oddzielając się od poduszkowca. Ze statku powietrznego nadano komunikat:
- Do jednostek naziemnych! Tu oddział paladynów. Z rozkazu Arcybiskupa Kapitolu macie natychmiast wycofać się i wrócić do własnej jednostki. Powtarzam, wycofajcie się!
Josh odbił poduszkowcem w prawo, pozornie zakręcając ku Denwheel, a faktycznie po prostu zmieniając trasę dojazdu do bazy.

Jasmine zdołała dolecieć aż do granicy lasu zanim ją zauważono. Dwa myśliwce odłączyły się od statku i ruszyły w jej stronę.
- Do Niezidentyfikowanego Obiektu Latającego, jesteś w strefie zakazanej, natychmiast zawróć, albo otworzymy ogień! - No proszę, żadnego zidentyfikuj się, ani pocałuj nas w dupę? Jednak te myśliwce to nie przelewki, nie znała się na tym dokładnie, ale każdy miał parę czegoś co wyglądało na działka pokładowe i wielkie coś przypominające działo, biegnące przez ich całe podwozie. Nie wiedziała co to, ale wyglądało groźnie. Poza tym dzięki napędowi odrzutowemu i parze wirników w skrzydłach były nie tylko szybkie, ale zwrotne.

W dole zauważyła dym. To drugi poduszkowiec został rozbity na pierwszym lepszym drzewie. Sierżanta nigdzie nie było widać, za to drugi szeregowiec, który z nim jechał wciąż leżał w środku. Wyglądał jakby coś go rozszarpało, tyle krwi...

Przed sobą widziała wielkie, półprzezroczyste skrzydła Jenny, która leciała nad lasem. Na szczęście nie znikała jak Matt i Jasmine cały czas widziała ją magicznym zmysłem. W każdym razie widziała coś przed sobą. Jenny zanurkowała w dół, miedzy drzewa. Spomiędzy gałęzi błyskała woda i Jasmine wydawało się, że powinno się tam znajdować niewielkie jeziorko z wysepką pośrodku. Dwa myśliwce, które poleciały przodem zaczęły kołować nad tym obszarem.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Nie Cze 02, 2013 6:29 pm

"Jak widać, nie wszystko jest przeciwko mnie. Ktokolwiek to był, wyświadczył mi przysługę. Dziękuję." uśmiechnęłam się delikatnie, kiedy spojrzałam na rozbity poduszkowiec. Może nie takiego finału oczekiwałam, ale.. nie mogłam powiedzieć, że nie było to mi na rękę. Miałam tylko nadzieję, że to samo nie stanie się z drugim pojazdem. Mogłam chociaż nałożyć na nich prowizoryczną osłonę. Zaklęłam pod nosem.

Potrzebowałam tylko chwili. Chwili, która trwała zbyt długo. Sięgnęłam ponownie do wnętrza swojego umysłu i ponownie zmaterializowałam wszystko to, co istniało we mnie.
- Phase Change - szepnęłam niczym do siebie i skierowałam wzrok na myśliwce. Muszę zdążyć. Jeśli coś zrobię nie tak.. Poczułam płynącą przeze mnie moc, która zmieniała każdą komórkę mojego ciała - DISpersion! - krzyknęłam, rozkładając ręce w bok i szybując w dół, po spirali, aby wyglądało to tak, jakbym została zestrzelona. Jeśli dar nie zdąży zadziałać, a oni zaczną strzelać... nawet nie chciałam o tym myśleć. Gdy znalazłam się już w koronach drzew, albo poczułam, że dar zaczyna działać, obojętnie w jakim miejscu, ponownie ruszyłam z pełną szybkością w kierunku Jenny, do wysepki, do jeziora. Tam, gdzie krążyły myśliwce. Prosto w otchłań.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Nie Cze 02, 2013 7:28 pm

Jasmine poczuła jak jej dar budzi się do życia. Myśliwce zajęły pozycję za nią. Poprzez pęd powietrza i szum wirników słyszała metaliczny zgrzyt przesuwających się działek pokładowych. Namierzali ją. Rozłożyła ręce i zaczęła pikować w dół, ku ziemi na pograniczu lasu.

Wraz z uderzeniem o korony pierwszych drzew jej ciało rozpadło się, rozproszyło i nadęło, zmieniając w obłok pary. Myśliwce zniżyły lot i zaczęły kołować nad miejscem w którym powinna wylądować, ale ona już pędziła ku jezioru. Jej ciało rozdzielało się, prześlizgując miedzy konarami i gałęziami, rozdzierając i łącząc ponownie w locie. Wężowaty obłok przemknął między drzewami i skręcił się w kształt osoby. Jasmine zestaliła się na skarpie na brzegu jeziorka. Była to właściwie część rzeczki niedaleko ich domu, jedynie nieco szerszej i głębszej, rozdzielonej na dwie połowy wokół niewielkiej wysepki na środku. Od brzegu lasu do wysepki nie mogło być więcej jak piętnaście metrów.

Naga Jenny wynurzyła się z wody, wyprostowała i zarzuciła do tyłu mokre włosy. Skrzydła tymczasowo znikneły. Spojrzała w górę na prześwitujące między koronami sylwetki myśliwców. Wydawało się, że na razie tylko ją śledziły, czekając aż dogoni ich wolniejszy statek powietrzny.
Przeniosła spojrzenie tych błękitnych oczu na Jasmine.
- So, you've come after me. And you've brought some annoying insects with you.
Weszła na wysepkę i usiadła na jednym z kilku głazów. Zarzuciła nogę na nogę i oparła brodę na dłoni. Spomiędzy konarów po drugiej stronie wyleciała chmara Shiva, unosząc na sobie płaszczyk, który Jenny otrzymała od Merlina. Wyglądał na świeżo wyczyszczony. Podleciały i założyły go na ramiona jej siostry, choć ta ledwo zwróciła na to uwagę.
- Now what? Why don't that inferior brain of yours can't comprehend that neither I or my vessel want to see you? I even let you live, you damn Replica, but no, you and your kind just can't take a hint, can you?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Nie Cze 02, 2013 7:59 pm

Zacisnęłam pięści i rozluźniłam je. Myśliwce były tu nie ważne. Dopóki nie dotrze tu główny.. oby nie prędko. W jednym momencie wyłączyłam swój dar i sięgnęłam po kolejny, tym razem tylko delikatnie poruszając ustami.
- Suiton Shihai - po czym podniosłam wzrok na Jenny. Moja tarcza wróciła na swoje miejsce. Ufałam Jenny, ale teraz to nie była ona.
- I did not come here to talk to you! - powiedziałam władczo, spokojnie, ale równie donośnie, mrużąc przy tym oczy. - She is not your possesion, leave her alone. - powiedziałam, zagryzając zęby i jedynie z delikatną przerwą kontynuowałam. Wystrzeliłam tak, aby mnie usłyszała, magicznie nakierowując swój głos tak, aby trafił wprost do uszu Jenny. Żeby Shiva nie mogła go w żaden sposób zablokować.
- Jenny, musisz walczyć, wiem, że masz siłę, nie pozwól jej panować nad sobą. Jeśli cokolwiek zrobiłam źle, przepraszam! - upadłam na kolana, jednak ciągle bacznie obserwowałam ruchy... kogo? Shiva?
- Przepraszam, że mnie tam nie było! Już nikt Cię nie skrzywdzi, nie pozwolę na to! Wiem, zawiodłam, nie potrafiłam Cię ochronić, chociaż obiecałam! Ale oni się nie liczą! Jesteś Hidem! Aż Hidem! Pamiętasz, co mówił nam tata? Jesteśmy wyjątkowi! Nie pozwól jej, im żeby Cię kontrolowali! Nie wiem, co Ci zrobili, ale powiedz tylko, jak mogę Ci pomóc! Josh i Jer Cię potrzebują! I.. ja Cię potrzebuję! Jenn, kocham Cię! - przełknęłam ślinę, a po moim policzku niespodziewanie spłynęła łza. Nie wiedziałam, co mogę zrobić. Nie mogę walczyć z własną siostrą.
- Jesteś najczystszym człowiekiem, jakiego znam! Jenn, walcz! Pomyśl, ilu ludziom pomogłaś, ilu z nich może dzięki Tobie żyć! Pomogłaś mnie! Nie poradzę sobie bez Ciebie! Walcz z nią! Powiedz mi, jak mogę Ci pomóc! Nigdy Cię już nie zostawię! Jenn, proszę! Wróć do nas! - wyciągnęłam przed siebie ręce, w stronę Jenny. Przeniknęłam wzorkiem jej postać, jej sylwetkę, starałam się znaleźć te szczegóły, te cechy, które świadczyły by o tym, że to naprawdę moja siostra. Starałam się odnaleźć to, co się w niej zmieniło, to, co wcześniej świadczyło to tym, że cień Jenny się zmienił. Jak mogę to odwrócić? Cała niemal drżałam od emocji.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Nie Cze 02, 2013 10:15 pm

Jenny, czy też raczej to coś co w niej było, odgoniło machnięciem ręki kręcące się wokoło Shiva, niczym pospolite owady. Uśmiechnęła się z pobłażliwością i Jasmine nie miała wątpliwości, że spogląda na nią z wyższością.
- Fight me? There are limits to how clueless you can be. Fine, I'll allow it, you can speak with her if you so desire. However, if you will try something against me, it won't end like before. Keep in mind I already walked over crumbled bones of your ancestors, so don't try my patience...
Jej siostra zamknęła oczy, a gdy je otworzyła, zniknął z nich magiczny blask. Poderwała się na równe nogi i złożyła nerwowo ręce przed sobą.
- Jas... ty wiesz? Ale jak... skąd...? Nie, nie, nie, to nie może się dziać... - zaczęła spacerować po dwa kroki w jedną stronę i dwa kroki w drugą stronę. - Jas tak mi przykro, byłam zła na siebie, a wyładowałam się na tobie... tak strasznie cię skrzywdziłam... - łzy pociekły po jej twarzy. - Jak mogę teraz ci spojrzeć w oczy? Jak mogę spojrzeć w oczy Joshowi, Jeremiemu, mamie? Nie chcę, żeby to było prawdą, ale gdzieś w głębi... a co jeśli się dowiedzą? A co jeśli mnie znienawidzą? Czy ty mnie nienawidzisz? - zatrzymała się i spojrzała na siostrę, jakby nie wierzyła w jej deklaracje. - Błagam, nie nienawidź mnie...

- Nie słuchaj jej, Jenny! - krzyknęła Jasmine. Druga Jasmine, która wyszła z wody na wysepkę chwiejnym krokiem. Krzywiła się z bólu i trzymała za bok w którym ziała straszna, krwawiąca rana. - Wiem, że to trudne do zrozumienia, ale musisz mnie posłuchać, Jenny - jęknęła - to jest bardzo niebezpieczne stworzenie, które podszyło się pode mnie, żeby się do ciebie zbliżyć. Musisz mi zaufać, swojej siostrze, ono tylko czeka, żebyś się rozluźniła, żeby zaatakować! Ono chce cię zabić, uważaj! - Druga Jasmine jęknęła i opadła na kolana, łapiąc się oboma rękami za ziejącą ranę.

Jasmine stojąca na brzegu lasu wyraźnie widziała jak jej siostra głupieje. A co gorsza jak na widok ziejącej rany wyłącza jej się myślenie, a włączają odruchy lekarskie.
- Jas, o mój boże...
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Pon Cze 03, 2013 8:24 am

Wybałuszyłam oczy i spojrzałam na... siebie? "Ty cholerny paciorkowy potworze, gdyby to nie była Jenny, leżałabyś w ziemi razem z moimi przodkami..." Przez chwilę przez umysł prześlizgnęła mi się jeszcze myśl, czy to Shiva powinna bać się Replik, czy Repliki Shiva. A może siebie nawzajem? Postarałam się sprawdzić, czy moja druga ja posiada własny cień, czy jest rzeczywista, czy jedynie jest wytworem niebieskich światełek.

- Jenny, myśl, proszę! Nie mam pojęcia co to jest, może i wymaga leczenia, ale to niebezpieczne! - jednym krótkim spojrzeniem przeszyłam coś, co wylazło na brzeg - A Ty nie waż się mówić jako ja! I daj nam rozmawiać! - warknęłam, jednak trzymając emocje na wodzy i zwróciłam się do Jenny - Wiem od Jera. On widzi więcej, widzi to, co mówi serce człowieka, a nie jego usta. Jenny, nie mogłabym Cię nienawidzić. Jesteś moją siostrą, mimo wszystko. Nie myśli są ważne, a czyny. Jer i ja wiemy, że jesteś dobra, widzieliśmy to - uśmiechnęłam się przez kolejną spływającą łzę - I jeśli nie chcesz, nikt inny się nie dowie. Ale tutaj nie ma powodu do wstydu. I to nie Ty mnie uderzyłaś, ale to coś, co w Tobie siedzi. Shiva. Nie możesz pozwolić jej się kontrolować. Jenny, kocham Cię i nigdy bym Cię nie skrzywdziła. - "to chyba jedyny powód dla którego mogę jeszcze tutaj siedzieć i nie rozszarpać tego czegoś wewnątrz Ciebie..." dodałam w myślach. Skąd to się u mnie wzięło?
- Chcę, żebyś wróciła ze mną, do Jera, Josha, mamy. Do mnie. Nie będę potrafiła bez Ciebie żyć. Nigdy sobie nie wybaczę, że pozwoliłam im Cię zabrać. Szukałabym Cię do momentu przesłuchania wszystkich Shiva żyjących na całym świecie. Jenny, nie pozwól im, proszę. - powiedziałam. Zacisnęłam usta, starając się zahamować drżenie.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Pon Cze 03, 2013 2:27 pm

Druga Jas bez wątpienia była realna i posiadała własny cień. Z wierzchu wyglądał nawet jak jej własny, ale... było z nim coś bardzo nie w porządku. Ale jeśli była realna to jak mogła jej nie zauważyć zanim ta nie znalazła się kilka metrów od Jenny? Przypominało to to co zrobił Matt, jednak jej sobowtór nie przypominał Shiva. O co tu chodziło? Miała wrażenie, że ze stresu i emocji nie myśli tak szybko jak powinna. Skupiła się więc na Jenny, która była dla niej teraz najważniejsza.

Jej siostra spojrzała na jej drugie wcielenie - ubrane, bądź, co bądź jedynie w muł rzeczny - niczym ofiara pobicia i ograbienia, z rozkrwawionym paskudnie bokiem. Przygryzła wargi i zacisnęła piąstki na piersi, walcząc z odruchem pomocy. Odwróciła się raptownie z powrotem w kierunku Jasmine stojącej na brzegu lasu.
- Jas... co tu się dzieje? Nic z tego nie rozumiem! Dlaczego ona wygląda tak jak ty, co jej się stało, co ja mam robić... Jas, kocham cię, ja...
Umierająca wersja Jasmine bez ostrzeżenia poruszyła się jak atakująca kobra. Jenny zrobiła zdziwiony wyraz twarzy. Jasmine dokładnie widziała jak jej źrenice poszerzają się, a brwi zbiegają pośrodku czoła. W dziwnie zwolnionym tempie opuściła głowę, by spojrzeć na okrwawioną dłoń wystającą z jej brzucha. Jej ciało zgięło się w spazmie, a z ust wyleciała krwawa ślina.

Zza Jenny wynurzyła się druga Jasmine... która już w ogóle jej nie przypominała. W ogóle ledwo przypominała człowieka. Jej ciało pulsowało i nabrzmiewało jakby w środku coś się gotowało, albo gnieździły się tam robaki. Skóra przebarwiała się naprzemiennie, wszędzie tworzyły się i znikały bąble.
- Ahhhh! Nie zniosę tego dłużej! - powiedziało stworzenie gardłowym, niemal zwierzęcym głosem, długi, rozszczepiony język przejechał po szyi Jenny, pozostawiając po sobie krwawy ślad. Stwór zadrżał z rozkoszy. Jedno z nabrzmiałych, wypełnionych krwią ślepi zwróciło się ku Jasmine. - Nie rób nic głupiego, hmm? Nie chcesz, żeby twoja siostra nadziała się na twój własny atak jak tamten żołnierz, co? - zabulgotało stworzenie.

Oderwało stopy Jenny od ziemi, unosząc ją w powietrze niczym tarczę. Oczy Jenny naprzemian t to rozbłyskiwały to gasły, jakby żadna nie mogła przejąć kontroli nad ich wspólnym ciałem.
- Stop struggling, you stupid girl...
Stwór szarpnął ręką zanurzoną we wnętrznościach dziewczyny, a ta wygięła się i zaczęła wrzeszczeć.
- Gjaaaaaaaaaaa!!!
Dam ci przyjacielskie ostrzeżenie. Powiedziała Wyrocznia. Wokół ciebie kręci się Bestia, musisz być ostrożna...
Czasem bywa tak, że coś idzie nie tak i magia wymyka się spod kontroli. Dodał Matt. To już nie są ludzie, dlatego nazywam ich Bestiami. Zwykle nie zajmuje to tyle czasu, ale to kłopotliwy przypadek, potrafi wymazać swoją obecność, a prawdopodobnie też podszywać się pod innych... Czy poluje na czarodziei? Do tej pory zabijał różnych ludzi, ale nie możemy tego wykluczyć...
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Pon Cze 03, 2013 3:41 pm

Lekko otworzyłam usta w momencie, kiedy nie byłam w stanie nic zrobić. Teleportacja? Nikt nie był w stanie. Nie byłam w stanie go zablokować? Ile mam czasu? Cztery minuty, a może nawet mniej. Wyrocznia, Matt. Wszystko stanęło mi w oczach w ciągu jednej sekundy. Ból, mój własny brzuch, za który się chwyciłam. Muszę walczyć. Dla niej. Bałam się, ale w tym momencie obudził się we mnie gniew. Olbrzymia fala gniewu, która byłaby w stanie zniszczyć całą okolicę, z całym Denwheel włącznie. Moje wnętrze wrzało. Chciałam krzyczeć, ale powstrzymałam się, aby urósł on jeszcze bardziej. To nie była zwykła magia. I nie wiem, ile mnie to będzie kosztować. Ale w tym momencie byłam gotowa oddać za Jenn życie.

- Ts, kto powiedział, że będę Cię atakować? - powiedziałam to, wstają i zaciskając pięści. Moje oczy błysnęły. Nie potrzebowałam już materializacji, magia gotowała się we mnie, mój cień, podobnie jak ciało napędzane adrenaliną, nie potrzebowałam tego. Czułam magię. Czułam ją całym moim ciałem.
- Zaczepiłeś nieodpowiednią osobę. - tutaj powinno nastąpić właściwe splunięcie. Nie miałam na to czasu. Wciągnęłam powietrze, niczym wchłaniając do swojego ciała duchy przodków. Czy dar Repliki dziedziczył się w linii? Czy to możliwe, że zachowałam w sobie część nich?

Trenowałam wystarczająco długo, miałam nadzieję, że nigdy nie będę do tego zmuszona.
- "Twój dar jest tak silny, jakim sama go stworzysz" - te słowa musiał wypowiedzieć ktoś bardzo mądry. Gdzie je słyszałam? Nic się teraz nie liczyło. Obiecałam sobie, że będę ćwiczyć. Że będę tak silna, że ochronię swoją rodzinę. Ochronię Jenny. Nie mogę zawieść, ona na mnie liczy. Rozpoznała mnie, nie jest stracona. A dopóki istnieje chociaż promyk nadziei, ja się nie poddam. Gniew odepchnął strach na dalszy plan, jedynie miłość do siostry zapłonęła obok niego i zdawała się nawet go przytłumiać. Nie mnie było teraz rozsądzać, co się dzieje wewnątrz mnie. Jedynie co wiedziałam, to że nie mogę dać opanować się bezsilności. Treningi czy to ze Strixem, czy z Wingiem, czy samotne.. bardzo mnie zmieniły. Teraz nadeszła godzina prawdy. Robiłam to już wcześniej, ale nigdy nie na człowieku. Czy zadziała? Jeśli tylko wystarczająco nagnę wolę, oczyszczę umysł, wykonam parę szybkich, ale dokładnych ćwiczeń Winga... nie mogło mi to jednak zająć długo. Instynkt czy rozum pozwolił mi dobrać odpowiednie paramenty. Moment ciszy. I nagle wszystko wybuchło
- Blood bender, now - powiedziałam i wymierzyłam dwa wyprostowane palce w kierunku Bestii. Dar nie potrzebował szkatułki, był teraz całą mną. On nie miał możliwości, żeby to zablokować. Taką miałam nadzieję. Dary nie były magonami, były czystą magią, która w nieznany sposób przenikała świat. Była moją mocą. Mój umysł uderzył w impetem w to, co mógł opanować. Mógł i musiał.

Moje palce w jednej chwili zmieniły swoją pozycję, jakby trzymały lalkę na sznurkach.
- Get your hideous paws away from her! - wycharczałam, sama nie wiedząc, czy to jeszcze był mój głos, czy tylko mi się wydawało, albo że mówił ktoś inny. Jednocześnie ze słowami szarpnęłam dłonią i dwoma palcami w niej.

Kiedy się tego nauczyłam? Zawsze lubiłam bawić się magią. Zazwyczaj to ograniczałam, w domu i kiedy byłam mała. Potem już nie. A w ciągu ostatniego pół roku moje bariery niemal zniknęły. Zaczęłam doceniać swój dar. A że nieczęsto spotyka się kogoś, z kim można poćwiczyć mój dar, a Strix był bardzo skryty... odkrywałam sekrety tego, co miałam pod ręką. I tego, jak mogę to wykorzystać. Zaczęło się od tego, jak nie byłam w stanie znaleźć w lesie wody. Zwierzyna była nieliczna, początek wiosny. Nie chciałam wracać do domu z niczym, ale gdybym się zapuściła dalej, mogłabym umrzeć z pragnienia. I wtedy ta polanka... może ta sama co później? Jak wtedy ze Szramą? Dużo trawy. I wtedy to przyszło mi do głowy. Roślinność była pełna wody. I wtedy pierwszy raz postarałam się wyczuć wodę darem nie tylko tam, gdzie wszyscy jej szukają. Tam, gdzie jest ukryta. Wyciągnęłam wodę z komórek, z każdej najmniejszej cytoplazmy. Została tylko plama czegoś, podobnego do popiołu, ale zachowująca delikatny zielony kolor. Później przyszło skaleczenie. I trochę eksperymentów ze zwierzętami. Czy to było humanitarne? Z pewnością cierpiały. Ale przecież większość i tak zabijałam. Dlaczego nie polowałam w ten sposób? Bo w ten sposób nie działa łowca. Musiałam być zdesperowana, kiedy chwytałam zwierzęta w ten sposób. Poza tym - czy można tego używać w nieskończoność?

Miałam nadzieję, że teraz miałam wystarczająco siły. Powinnam czuć wodę w organizmie Bestii. Krew. A może komórki, cytoplazma? Przecież "to JUŻ nie są ludzie". Musiał zachować budowę. Musiał. Jedno poruszenie ręki powinno spowodować, a raczej wymusić wyciągnięcie łapy z Jenny. To na początek, zaskoczenie. Muszę zrobić wystarczająco dużo, zanim się zorientuje o co chodzi. Nigdy nie powinien ze mną zaczynać. Z Repliką. Z Hide'ami.

Drugi ruch ręki i powinien upaść na kolana. Wtedy już biegłam. Biegłam do Jenny.
- Water ray - szepnęłam. Obok mnie wznosiły się słupy wody, które leciały w stronę Bestii. Miałam nadzieję, że zdołam oddzielić siostrę od przeciwnika. "Water chages, ice!", wypłynęły kolejne słowa. Woda, zmieniona w sople lodu miała za zadanie na początku przekuć Bestię, a jeśli to nie podziałało, otoczyć go pewną ilością wody i zamrozić - zapieczętować w lodzie. Starałam się kontrolować wodę na najwyższym poziomie, tak, aby nie zraniła bardziej Jenny. Jednym z wodnych jęzorów, a może nawet samymi magonami i magiczną tarczą, starałam się przeciągnąć Jenn pod swoją własną tarczę. Gdybym zapieczętowała Bestię, za pomocą lodu, a również kontroli wody w jego ciele, zaczynam go zgniatać do środka, starając się załamać jego barierę, jeśli jakąkolwiek posiada. Gdyby wydawało mi się, że zagrożenie zmalało, staram się zatamować krwawienie z brzucha Jenn i przyjrzeć się bliżej obrażeniom, w jaki sposób mogę działać.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Pon Cze 03, 2013 6:49 pm

- Co to za spojrzenie? Nie możesz się doczekać swoje kolejki, a?! - Zasyczał stwór. Jego twarz się rozszczepiła i otwarła, okazując paszczę bardziej przynależną czemuś co wykluło się z jaja niż opuściło ludzkie łono.

Jasmine płonęła. Jak i świat wokół niej. Wokoło ptaki zrywały się z przerażeniem z koron drzew i uciekały w popłochu, instynktownie wyczuwając zagrożenie. Powietrze wokół niej falowało niczym w kuźni. Fragment rzeki nad którym stała zaczął syczeć i parować, a w końcu na powierzchni wody pojawiły się bąbelki, zupełnie jak gdyby żar który czuła był faktycznym zjawiskiem.

W okolicach jej piersi rozchodziło się gorąco. Gdzieś w głowie słyszała zaśpiew, jak gdyby ciśnienie bardzo szybko się zmieniało. Słyszała bicie serca, jednak nie swojego. Bum-bum, bum-bum, bum-bum. Stworzenie przed nią mogło zrezygnować z człowieczeństwa i poddać się spaczonym żądzom, a jego ciało mogło podążyć w tym kierunku jak gdyby toczyła je ciężka choroba. Jednak zasadnicza struktura nie uległa zmianie.

Jasmine machnęła ręką, a ręka stwora wyszarpnęła się z rany, a sama bestia zatoczyła się do tyłu. Kolejne machnięcie i opadła na kolana. Jenny wrzasnęła i upadła na ziemię, łapiąc się za brzuch. Jasmine już biegła, przeskakując po powierzchni wody. Choć trzymała stwora w żelaznym uścisku, ten szarpał się, próbując oswobodzić, jednak łowczyni nie zamierzała się przekonywać, czy zdoła go utrzymać. Z rzeki uniosły się słupy wody niby węże, zakończone soplami lodu, którymi plunęły w bestię, przebijając ją w kilku miejscach. Rany poczęły sinieć i pokrywać się szronem. Stwór wrzasnął.

Jasmine wbiegła na wyspę i ruszyła ku Jenny, która podnosiła się na czworaki. Zanim jednak zdążyła pochylić się ku siostrze, ta zacisnęła dłoń w piąstkę i uderzyła nią w wysepkę.
- That little FILTH!!! - woda w rzece eksplodowała, a łowczyni straciła równowagę, gdy ziemia się zatrzęsła i nagle wybiła ku górze. Wysepka wzniosła się w górę na dobre trzydzieści metrów nad korony drzew i łowczyni musiała złapać się najbliższej skały, żeby nie zsunąć się w dół.
Jenny wstała na nogi i spojrzała na swoją ranę, wytrzeszczając oczy.
- What that's supposed to be?! My precious vessel!! - spojrzała na unieruchomioną bestię. Z jej pleców wyleciały dwa amorficzne, magiczne twory, w locie formując się w skrzydła. Zanim jednak w pełni się uformowały, zatoczyły kolo, jednym, podwójnym uderzeniem odcinając stworowi ręce i nogi. Bestia zawyła. Sam korpus przeważył i spadł na ziemię, a następnie stoczył się z tego co teraz było urwiskiem.

- I went easy on him, but my vessel takes priority - mruknęła do siebie. Usiadła na najbliższej skale. Dziura w brzuchu Jenny zarosła pyłem feniksa, który teraz bardziej niż cokolwiek innego przypominał strup. - What am I supposed to do if there is a scar, huh? - mamrotała w złości. - You think I can attain any decent males with scarred body, you piece of shit? It would be hard enough with this underdeveloped body, and you want to make it harder on me, a? What about my mantle, I just had it washed...
Potarła zadrapanie na szyi, dosłownie ścierając je wraz z krwią. Spod jej dłoni wychodziła czysta, gładka skóra. Skorupa na brzuchu spękała i rozpadła się, odsłaniając zwykłą, gładką skórę, zupełnie jakby nigdy nic jej się nie stało. Spojrzała na Jasmine.
- That wasn't half bad for your age. For a Replica. Well it was your sister's fault for getting all hysterical, but... well... thanks, I guess.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Pon Cze 03, 2013 7:34 pm

Odetchnęłam z ulgą. Przynajmniej jeden problem z głowy. Chciałabym widzieć minę Matta, kiedy o tym usłyszy. Szkoda, że będzie musiał odejść. Poradziłam sobie. I wtem uświadomiłam sobie, że to może zaboleć. Kiedy? Dzisiaj, jutro? Postarałam się rozluźnić mięśnie. Zabicie Bestii nie rozwiązywało wszystkich problemów, ale przynajmniej częściowo zmieniało nastawienie ducha, znajdującego się w ciele Jenny. Bałam się, że teraz nie będę w stanie walczyć. Szczególnie, kiedy poziom hormonów opadnie. Tego bałam się najbardziej. Że nie będę potrafiła uwolnić Jenny. Ćwiczenia Winga, ćwiczenia Winga... czy było coś na odprężenie, na powolne wyprowadzenie ciała z szału? Nigdy nie robiłam czegoś takiego. Wiedziałam, że musiałam sprowadzić wszystko we wewnątrz na właściwe tory, byle nie zbyt szybko.

- I'll do it for my sister. I would do everything for her. - powiedziałam do Shivy czy czymkolwiek było coś siedzące teraz w Jenny, ale skinęłam głową, dając znak, że rozumiem.
Spojrzałam na pozostałości po stworzeniu. Muszę pamiętać, żeby następnym razem poprosić Alicię o jakieś pojemniki na próbki. Kto wie, kim to coś było, albo czy nie jest ich więcej. Poza tym... coś mnie kusiło. Matt przyznał, że ta Bestia była wyjątkowa. Spokojnym ruchem ręki zaczerpnęłam część pozostającej pod moją kontrolą wody i otoczyłam nią jeden mały kawałek pozostałości po potworze, po czym pozwoliłam, aby spokojnie przylewitował do mnie. Spokojnie, ale tak, aby zdążyć z czynnościami preparacji przed nadlotek statku.
- Maybe you know, what are you fighting against, but I'll be happy to check it myself, shall I? - powiedziałam, kiedy część kończyny potwora zaczęłam lewitować w moim kierunku. Otrzepałam kurz z mojego ubrania i wstałam. Poprawiłam swoją barierę. Spojrzałam w niebo. Uniesienie całej wyspy ponad drzewa nie wydawało mi się zbyt dobrym pomysłem.
- Could we talk somewhere else? I would not have unpleasant meeting with these flying structures. They are my enemies, but I would like not to kill them. They are my race, wheather you understand it or not. And I think you owe me a talk. Even if you consider me to be inferior creature. - powiedziałam mając nadzieję, że nie będziemy wystawiać się na bezpośrednio ostrzał. A może statki zawróciły? Gdy pozostałości po potworze dotarły do mnie, wybrałam odpowiedni kawałek, który najlepiej nadawał się do badań nad pochodzeniem potwora i analizą jego tkanek, a także.. sprawdzenia, czy ta wyjątkowość znikania z radaru, nawet z radaru Shiva, nie jest przypadkiem spowodowana czymś więcej. Schowałam odłamek do kieszeni, uprzednio zamrażając go w warstwie lodu, po czym resztą wody umyłam swoje ręce i automatycznie wyrzuciłam z niej nieczystości, tworząc lewitującą kulę wody obok mnie. Na wszelki wypadek.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Pon Cze 03, 2013 10:15 pm

Jasmine zaczęła oddychać piątym schematem oddychania; głębokie, powolne wdechy nosem, wstrzymać przez moment, wypuścić ustami.
- If dealing with filth makes you happy, then do as you like - Jenny wygięła się do tyłu, spoglądając w niebo. Łowczyni zamroziła i przywołała do siebie kawałek potwora, który po szybkiej selekcji schowała do kieszeni. Trudno było uwierzyć, że to coś było kiedyś człowiekiem.
- Hey, hey, now, don't take it so personally. It's just what you are. To me you are an inferior species. Your bodies are so short-lived, easy to repair, but so fragile... you can so easily burn, freeze or starve to death. You can't survive without water or air. Really, and you are supposed to be our successors? Even now this idea seems unbelievable to me. Well, even the Shi fall under the rule of time - wyprostowała się.

- I don't really feel like going anywhere, but I don't feel like dealing with those flies either. And Jenny just won't shut up about not killing this, not hurting that. Really, I wonder how did you survive until now with that kind of attitude?
Wstała i przeciągnęła się najpierw w lewo, potem w prawo.
- So...
- If I may ask you to wait a moment - w powietrzu zmaterializowała się czarna sukienka. Jej właścicielka stała na niczym, co jednak nie dziwiło, gdyż była niematerialna. - My name is Keira, and those are my ships. I'm here to welcome Angel's Egg, Jennifer Hide and Rosario of the Shi and ask you to come on board - powiedziała.
- So you know my name, huh? And you think that's enough for me to suddenly fall on my knees or something? Or maybe you think you have some kind of advantage with those silly machines? Don't think that if your form is trapped on the magical plane that you are my equal, human!
Choć Jenny nic nie zrobiła, sam ton jej głosu sprawił, że Keira, choć niematerialna i nieuchwytna, cofnęła się o krok.

- You're misunderstanding me here, venerable one! - zjawa uniosła ręce w obronnym geście. - This is just invitation and they are an honor guard, nothing more. I have a message for you from my master, Elize "Esmerald" Hawthorne.
- Never heard of her. Get lost.
- Well... as you wish. The message was "Chiaroscuro" by the way.
Wyraz twarzy Jenny momentalnie się zmieniła.
- Wait! - krzyknęła do odchodzącej Keiry.
- Yes? - rzuciła ta przez ramię.
- Tell me more.
- I'd like to, but someone like me couldn't comprehend such matters. Why don't you ask my master directly? Comfortable quarters has been prepared if you'd like to accept our invitation.
Jasmine widziała jak szczęki i pięści Jenny się zaciskają.
- Keep quiet for a second, Jenny, I'm trying to think here.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Pon Cze 03, 2013 10:51 pm

- So it is you! - zmarszczyłam brwi, patrząc na dziewczynę-ducha, mój głos chyba tracił na mocy. Jeszcze tego mi tu brakowało? Dwie istoty, które pożerają ciała innych. I one śmią się nazywać wyższymi? Wyrocznia.. Zabierzesz Jenny? Po moim trupie. Skupiłam się i ponownie wyostrzyłam wszystkie zmysły.
- Jenny, nie pozwól jej! Powiedz co mam zrobić! Jak Ci pomóc! Walcz! - wypaliłam znowu, zaciskając ręce w pięści.
- Such supperior creature and have to depend on body of a little girl. Don't take it personally. It's what you are. If you want to go with her - spojrzałam z wrogością na dziewczynę w powietrzu - you have to leave Jenny. - powiedziałam. Jak mogłam mierzyć się z prehistoryczną... osobowością? Ostatnio spotkałam tyle dziwnych stworzeń i tyle.. dziwnych zdarzeń.

Kiera była smutna. To przykuło teraz moją uwagę. Dlaczego? Zamknęłam spokojnie oczy i spojrzałam na Jenny. W głąb jej oczu. W głąb niebieskiego morza, gdzie chciałam znaleźć moją siostrę. Była tam. Shiva sama się do tego przyznała. Słyszała ją
- Josh Cię potrzebuje, Jer... nie możesz pozwolić jej Cię zabrać. Ja na to nie pozwolę! Obiecałam, obiecałam.. że będę Cię chronić. Jak byłaś mała.. - przełknęłam ślinę, starałam się jednak opanować emocje. Tylko to jedno brzmiało w mojej głowie. Otworzyłam usta, z których wydobył się cichy dźwięk. Cały czas patrzyłam na Jenny i szukałam w niej.. jej. Kiedy była mała i nie mogła zasnąć.. śpiewałam jej, tak jak kiedyś mama. Starałam się ją zastąpić ze wszystkich sił. A teraz... zawiodłam. Drgające magony, które jakimś cudem chciałam kontrolować, wibrowały w powietrzu oddając dźwięk uderzanych przez młotki strun.

-Neoreul wihan gili hana ittdamyeon,
geugeon jigeum baro neo ane isseo,
geureohkedo gyeondyeonaelsu ittdamyeon,
geugose neoeui modeun geol mat gyeo bwa,

Holding you, holding you, it's in you
River flows in you
cheoncheonhi deo cheoncheonhi nae mamsoge gangeun heuleugo,
Holding you, holding you, it's in you
River flows in you
gidarim geu gidarim ggeuteneun naega isseulgga...


Gdyby cokolwiek niepokojącego działo się w danym, gdybym tylko mogła jakoś pomóc.. robię to. Wyciągam ręce do Jenny. Liczę na to, że ma wystarczająco siły. Przecież to jej ciało.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Wto Cze 04, 2013 12:30 am

- Yes and I gave you a proper warning, didn't I? Don't blame me for your own inability - Keira wzruszyła ramionami.
- You seem to be mistaken about something, Replica - powiedziała Rosario. - Jenny can't "fight" me. You can't "help" her or get "rid" of me. I am your sister, this is my body. It has always been, even if I may had been dormant. And that's true, this is what I am. I can't maintain physical form without a vessel anymore. Maybe when you will be my age you'll find a better way - dodała bez złośliwości.

Jasmine zamknęła oczy i poczęła cicho śpiewać. Nie wiedziała, czy Jenny naprawdę ją usłyszała, ale jak inaczej wytłumaczyć, że także przymknęła oczy i przyłączyła się do śpiewu? Głos młodszej siostry został wypolerowany tygodniami ćwiczeń do festiwalu i brzmiał pięknie. Jednak tętniła w nim też ta sama magiczna siła, która przemawiała wprost do serca słuchaczy, a która zapewne pochodziła od Rosario.

Gdy przebrzmiały ostatnie słowa, Jenny otworzyła oczy. Błękitny blask cofnął się z tęczówek, ustępując jej siostrze.
- Jas... jest tyle rzeczy, które mam ci do powiedzenia. Tobie, mamie, Joshowi, Jeremiemu... jednak to jest na razie ważniejsze, reszta musi poczekać. Ja... ja rozumiem, napływają do mnie te obrazy... wiem o co chodzi. Chiaroscuro to...
Zamilkła na chwilę z rozdziawioną buzią. Po chwili ją zamknęła a jej usta zmieniły się w poziomą kreskę. Zagryzła zęby.
- Nie mów tak... - powiedziała cicho. - Jesteś niesprawiedliwa, Rosario. Skąd możesz wiedzieć, czy to bez sensu? Jak możesz mówić, że nie zrozumie? To moja siostra! - krzyknęła. - Oceniasz ją tylko po tym jaki ma dar... ale na to nie ma się wpływu! Tak jak na to czy urodzisz się wysoki, czy niski, czarodziejem, czy nie, nie po tym się ocenia człowieka! Nam też było ciężko, straciliśmy rodziców, a mimo, że jakimś cudem odzyskaliśmy mamę, to wciąż nie mogę w to uwierzyć... Więc dla odmiany to ty się zamknij, bo wcale jej nie znasz! - znowu podniosła głos.

Nabrała powietrza dla uspokojenia i odetchnęła.
- No. Należało jej się - uśmiechnęła się blado. - Posłuchaj Jas, bo to bardzo ważne. Nie rozumiem jeszcze wszystkiego, ale mam nadzieję, że będzie to miało dla ciebie sens. No więc Shi to przodkowie Shiva. Tak właściwie Shiva to jest to co pozostało z Shi których ciała się rozsypały... jednak mniejsza o to. Shi miały... rodzica, kogoś kto dał im życie. Coś pośredniego między matką a ojcem. No i ten ktoś... odszedł. Nie wiem, może umarł, nie rozumiem. W każdym razie nie ma tego kogoś już, ale coś po nim zostało. Chiaroscuro. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale to coś jak... serce? Może? Coś drogiego i prywatnego. Świętość dla Shi. Gdy ten ktoś odszedł Shi zostały opuszczone, jak dzieci, które straciły rodziców i nigdy już nie były prawdziwie szczęśliwe... Jas, ten smutek, ten smutek jest taki rozdzierający - Jenny potarła swoją twarz i pokręciła głową. - W każdym razie, Chiaroscuro to było coś co pozwalało im znowu poczuć obecność tego kogoś. Pamiątka. Relikwia. Nazwij to jak chcesz. A potem... potem wydarzyło się coś strasznego. - Oczy Jenny stały się puste, gdy wspominała nie swoje wspomnienia. - Człowiek. Z darem replikacji. Ukradł Chiaroscuro. Shi nigdy nie brali czegoś takiego pod uwagę. Byli całkowicie zaskoczeni. Nie był pierwszym, który posiadał taki dar, a nie miał on wpływu na Shi. Jednak Chiaroscuro było inne. Dało mu niewyobrażalną moc. Shi próbowały odzyskać swój skarb, ale były bezsilne. Ginęły setkami, tysiącami. Panował niewyobrażalny chaos, Rosario nie wie jak to się skończyło, czy Shi wygrali, czy skradziona moc zniszczyła Replikanta. Jednak po tamtym incydencie nigdy nie odnaleziono Chiaroscuro. Od tamtej pory szukają go i szukają. Wielu jednak zginęło. Ich ciała rozsypały się. Wielu się poddało. Nie są już w stanie utrzymać fizycznej postaci, potrzebują ludzkiego ciała... jednak większość ludzi nie jest w stanie utrzymać w sobie Shi i odpowiedni kandydat pojawia się raz na 100 lub 200 lat... - Jenny opadła szczęka, jakby ja najbardziej zaskoczył ten fakt.

Rosario wróciła ich szczękę na miejsce i znowu błysnęła błękitem w oczach.
- Well, now that you know our shameful past, I don't feel like I owe you anything anymore. Yes, it's true, with all our might, with all our superiority, we lost to a single human being. We lost everything because of your kind's greed and ego. Since that day we were searching for Chiaroscuro, which should be lost somewhere on this world. Of course while fighting off others like that Replica and other fools, blinded by greed and lust for power. Most of my comrades lost their will to live to shame or powerlessness or hopelessness. But I am not like them. I still believe. I will find my parent's legacy and restore it to its rightful place, even if this will be the last thing I do. Even if I have to travel this earth countless times. Even if I have to force your sister to help me. Even if I have to bow down to you humans, who brought forth our downfall... if it's to hear or see my parent for one more second I will not hesitate to do anything. You said before that you would do everything for your sister. This is the same thing, or even more than that. Any last words to your sister, who believes in you so much, Jasmine Hide?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Wto Cze 04, 2013 9:26 am

- Don't interrupt her, when she is talking to me! - niemal krzyknęłam, gdy emocje znowu zaczęły we mnie wzrastać. I co zrobię? Zabiję się? Nie. Shi tego pożałuje. Czymkolwiek jest. Czy Jenn właśnie łamała mi serce? Byłam z niej dumna, gdy uciszyła Rosarię. Lekko uśmiechnęłam się wtedy, kiwając głową.
- To musi poczekać? To jest ważniejsze? Chcesz poświęcić swoje życie dla zachcianek jakiejś prehistorycznej istoty? Jenny, a co z nami? My się nie liczymy? Chcesz z własnej woli pomóc komuś, kto traktuje Cię jako naczynie, narzędzie do wykonania swojej woli? Poświęcisz się dla mrzonki, chociaż mogłabyś ocalić miliony? - zmieniłam ton głosu. Oddalałam się. Tam sam, jak Jenny oddalała się ode mnie.
- Wiesz, że ona będzie musiała zabić wielu ludzi? Wtedy już nie będzie patrzyła na Twoje zdanie. Jesteśmy dla niej tylko narzędziem, gorszymi istotami. Ona nie zawaha się, żeby mnie zabić. - pozostawiłam na chwilę usta i dodałam - Nie martw się, nie pozostanę jej wtedy dłużna. - ponownie się uśmiechnęłam. To, co kiedyś by mnie przerażało, to, co budziło we mnie pewnego rodzaju odrazę teraz... zaczęło mi się podobać?
- Gdyby Shi dalej żyli, ludzie nie byliby w stanie się rozwinąć. Traktowaliby nas jak niewolników. Tak jak Rosaria traktuje teraz Ciebie. - wypuściłam gwałtownie powietrze nosem, parskając.

- You see. - zwróciłam się do Rosari. - You know my shameful present now. You've created my past. You're nothing more than pathetic parasite. Replica used his own body at least. Replica even do not steal powers. You know what Replica have done to you. You did the same thing to me now. - zacisnęłam pięści. - I understand you better than you think. And I do exactly the same thing to save my sister.

- And you - wskazałam wzrokiem na Kierę lewitującą w powietrzu. - You're now beyond my powers. Enjoy your moment. While my come, you will regret things you thought about my actions. - westchnęłam.

"Jenny, znajdę sposób, żeby Ci pomóc. Nie zostawię Cię." kiwnęłam głową. Miałam nadzieję, że będzie jeszcze co ratować.
- It's hard for me.. - opuściłam znowu głowę i przełknęłam ślinę. Czułam się, jakby coś ugrzęzło mi w gardle. - It's painful. - "and somebody will pay for it later..." dodałam w myślach. Starałam się z całych sił zapanować na swoim głosem.
- My predecessor found Chiaroscuro once in the past. With his or her power it was possible. I can find it now. - powiedziałam i zacisnęłam pięści w ramach protestu.
- Jenny, jeśli tak Ci na tym zależy.. mogę Wam pomóc znaleźć to zaginione coś. Chociaż musisz pamiętać, że wcale mi się to nie podoba. - znowu się zatrzymałam. Najchętniej wypatroszyłabym to siedzące w niej coś a szczątki powiesiła na każdej gałęzi drzewa w lesie. Gdyby tylko miało własne ciało.
- Jeśli Replika potrafiła znaleźć Chiaroscuro, kiedy było jeszcze chronione przez same Shi, to dlaczego teraz mam mieć problem, żeby je odszukać? Potrafię widzieć to, czego nie widzą zwykli ludzie. A jeśli Chiaroscuro posiada moc, która jest wyczuwalna przez Repliki, będę w stanie je namierzyć. Jeśli tego chcesz. Jenny, to jest aż tak ważne dla Ciebie? Nie rozumiem tego. To jest całkowicie bez sensu. Nie wiem, może taka jestem. Nie wymagaj ode mnie więcej, nawet te słowa kosztowały mnie wiele. - "Ale nie mogę pozwolić, żeby ten leśny duszek mieszał się w nie swoje sprawy" dodałam. Zamknęłam oczy. Już nigdy nic nie będzie takie jak wcześniej.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Czw Cze 06, 2013 6:07 pm

- Well, if for nothing else, I'll commend you for your effort. Unfortunately, I doubt that Replicas have any special sensory powers. As far as I know that one... pretended... to befriend one of us and tricked his way to our sanctuary - Rosario wzruszyła ramionami. - Now I think I will... ugh...!
Głowa Jenny bez żadnej widzialnej przyczyny została szarpnięta w górę z taką siłą, że jej stopy oderwały się od ziemi. Shi opadła na wysepkę i zachwiała się odzyskując równowagę.
- Jen, you fiend, what are you...!
- Nigdy! Nigdy... Nigdy... Nigdy nie byłam taka wściekła!! - krzyknęła Jenny, wybuchając irracjonalnym, bezzasadnym gniewem i Jasmine po raz pierwszy w życiu zobaczyła mord w tych orzechowych oczach. - Obie jesteście skończonymi kretynkami! Co ty wygadujesz? O co tu chodzi? Śpisz na jawie, czy co? CO SIĘ Z TOBĄ STAŁO?! - wrzasnęła, wywołując falę uderzeniową, która zmusiła myśliwce do szaleńczej walki o zachowanie sterowności. Jasmine musiała zaprzeć się nogami, żeby nie spaść. - Zawsze cię podziwiałam - skupiła się ponownie na siostrze - zawsze byłam ci wdzięczna. Byłaś dla mnie jak druga matka. Kocham cię najbardziej na świecie. Ale tak jak nigdy nikogo intencjonalnie nie uderzyłam, tak mam ochotę wybić ci wszystkie zęby! - zacisnęła małą piąstkę, wokół której coś wiło się i skręcało. Co prawda nie mogła jej dosięgnąć z tej odległości, ale... - Zagryź zęby, Jasmine. Może to cię obudzi!

- Co ja Ci zrobiłam, u licha? - wrzasnęłam i skupiłam się odruchowo na przedniej części tarczy, aby zablokować cios. - Zaproponowałam pomoc.. - rozłożyłam ręce i wzruszyłam ramionami w geście beznadziejności - Przepraszam, że we mnie też nie drzemie snobistyczna arystokratka. I przepraszam, ale serio, Jenny, nie zniosę tej dziewczyny na górze. Przyleciała do nas do domu i zaczęła na mnie wrzeszczeć, że zmieniłam przeznaczenie Josha. - klepnęłam się ręką w czoło - Bo akurat to mnie najbardziej interesowało. Jenny? - powiedziałam i spojrzałam na siostrę.

- Co mi zrobiłaś? Co mi zrobiłaś?! Zacznijmy od tego, że zmieniłaś się! Moja siostra miała dość jaj, żeby mi zaufać! Żeby we mnie uwierzyć! - Zamachnęła się małą, chudą rączką. Kule z wojskowego karabinu, wystrzelone niecałe dwa metry przed jej twarzą, odbiły się praktycznie bez efektu od jej zwykłej tarczy. Jednak to co dosiągło jej głowy było niczym uderzenie ciężarówki. Bariera przyjęła na siebie główną siłę uderzenia, jednak szok musiał dosięgnąć jej mózgu, bo jej ciało zrobiło się ciężkie i ospałe. Zrobiło się strasznie cicho. Dźwięk powrócił wraz z krzykiem Jenny.
- Wracaj tu, jeszcze z tobą nie skończyłam!! - Musiało ją wyrzucić poza wysepkę, bo czuła, że spada. Coś złapało ją i owinęło od ramion po kolana. Coś co do złudzenia przypominało półprzezroczystą, pancerną rękawicę. To coś ściągnęło ją z powrotem na wysepkę, niemal nos w nos z dyszącą siostrą.
- Ciężko ci, tak?! Boli cię, tak?! - zazgrzytała zębami. - Tyle lat starań, tyle lat trudu! Tyle pracy! Myślisz, że nam jest lekko? Myślisz, że mi jest lekko? I po co to było, co? Po to?! Chcesz mi powiedzieć, że zacharowywałam się na śmierć wśród ludzi, którzy mieli mnie za nic, że Josh zamartwiał się na śmierć o swoje lekkomyślne siostry, że Jeremy spędzał dnie samotnie, albo przed cholernym telewizorem DLA TEGO?

Magia szybko podążyła we wskazane miejsce i owinęła moją twarz, bariera starała się oderwać od skóry i wyswobodzić z dziwnego objęcia - Jeśli chcesz mi wcisnąć, że nie doceniałam Twojej pracy, to jesteś w błędzie. Uważam tylko, że zmarnujesz się wyruszając na poszukiwanie mrzonek. - powiedziałam, zaciskając zęby. To było niewiarygodne. Jak możliwe, że moja własna siostra przebiła moją barierę? Uśpiony demon? - I myślisz, że mnie to nic nie kosztowało? Że siedziałam na Wyspach Kanaryjskich i się opalałam? Marzłam w lesie, słońce nie raz paliło moją twarz, biegałam tysiące kilometrów, starałam się wszędzie wrócić na czas, wszystko zapamiętać, dostarczyć wam posiłków, ubrań, zabawek, łapałam każdą pracę dorywczą od 12 lat, a może nawet wcześniej, kłóciłam się z masą ludzi po to, abyście mieli przyszłość. Chroniłam was przez całe moje życie najlepiej jak mogłam. Myślisz, że nie wkurza mnie, że moja praca, trud pójdzie na spełnienie zachcianek jakiegoś ducha, który pojawił się w Twoim ciele? Zagwarantujesz mi, że nie zginiesz podczas tego rajdu? Kto wie, gdzie Cię to zawiedzie. Ona zrobi wszystko, ona Cię zabije, aby tylko dotknąć tego czegoś, tak? I ja mam się potulnie na to zgodzić, bo to jest dla Ciebie dobre? W jakim aspekcie? Wiem, pomagasz ludziom, ale do cholery, czy to nie wydaje Ci się nierealne? Z kosmosu? Uwierz mi, w ostatnich dniach spotkałam mnóstwo różnych osób. Powiedziałabym, że nawiedzili nas kosmici. Ale to przechodzi wszelkie pojęcie. Rzucić wszystko i pójść szukać czegos, co być może już nawet nie istnieje. Dla kogo? Dla jakiejś kobiety, którą usłyszało się w swoim ciele pierwszy raz w życiu. Ludzie! - wzniosłam ręce ku górze, jeśli mogłam. To zaczynało mnie frustrować. Mocno frustrować. Zbyt dużo, zbyt wiele, zbyt szybko.

Bariera Jasmine starała się rozrosnąć i odgiąć oplatające ją palce, jednak na każdą próbę te odpowidały zwiększeniem nacisku. W głowie się nie mieściło skąd jej siostra nagle miała tyle siły, Shi, czy nie Shi. Było to wybitnie nieprawdopodobne, jak wiele rzeczy w zasadzie.
- Nie mówię teraz o Rosario! To nie ma z tym nic wspólnego! Mówię o tobie! O nas! Tyle... tyle wszystkiego! Trudu, bólu, starań, trosk, strachu! I po co to wszystko było? No bo chyba po coś?! Zawsze mi się wydawało, że żyjemy, nie, że walczymy o życie, że dajemy z siebie wszystko, żeby coś się zmieniło! Żeby w końcu słońce wyszło, żebyśmy mogli żyć normalnie! A teraz co? Nagle już wszystko nieważne? Wszystko można spuścić do kanału? Od kiedy myślisz tylko w kategoriach kto kogo zbije? Od kiedy zabijanie jest w porządku? Pozabijacie się? Jas... kiedy przywdziałaś biały mundur co? - spytała grobowym tonem. - Jesteś taka potężna, więc możesz decydować kto ma umrzeć, a kto żyć? Zbijesz każdego kto ci się nie podoba? A może zamkniesz ich w obozach? Skąd w tobie tyle jadu? Sączy się z każdego twojego słowa, z każdego gestu i już nie wiem, czy patrzę na własną siostrę, czy na oficera śledczego Kapitolu... jak mogę żyć, wiedząc, że najbliższa mi osoba we mnie nie wierzy? Jak cokolwiek ma się zmienić na lepsze, jeśli ty w to nie wierzysz?

- Bo jakby realizm nie miał tu nic do gadania.. - mruknęłam pod nosem i odwróciłam wzrok w bok. Zaczerpnęłam powietrza - Teraz Cię całkowicie nie rozumiem. Chyba nie tylko ja się zmieniłam.. - podniosłam brwi, ponownie zwracając wzrok na siostrę - Walczymy po to, aby żyć. Przetrwać. Prawo dżungli. Silniejszy zawsze wygrywa.. - postarałam się wzruszyć ramionami - Nie brzmi to rozsądnie w momencie, kiedy właśnie mnie trzymasz? - powiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam - I czym jest dla Ciebie normalne życie? Zachowujesz się jak Josh. Uciekasz w marzenia. Uważasz, że możesz zmienić cały świat? I nie mam pojęcia, kiedy mówiłam cokolwiek o zabijaniu. Zabijałam od dziecka, polowałam. Po to, abyście mogli przeżyć. My albo inni. Zawsze tak było. Chcesz mi teraz powiedzieć, że powinnam was żywić powietrzem? Czy żebrać? - spiorunowałam dziewczynę wzrokiem - Nie waż się porównywać mnie do nich. - zmrużyłam oczy - Nie zabijam tych, którzy mi się nie podobają. Nikogo nie zabiłam. Jeszcze. Ale zabiłabym tych, którzy krzywdzą mnie lub osoby, na których mi zależy. Złe duchy się wypędza. Jeśli ktoś wejdzie mi w drogę, zrobię wszystko, żeby go powstrzymać. Kapitol na nas poluje. Teraz sytuacja jest tragiczna. Co byś zrobiła na moim miejscu? Co?
- Mam Ci pozwolić odejść? Mam się zamknąć i ja mam odejść?
Mówisz, że nie mówimy o Shi, a sama przytaczasz jej przykład. I nie chcę już mówić, kto mnie pierwszy zaatakował. Pewnie drzwi od łazienki same się wywróciły - przekręciłam oczami.

- A po co żyjemy? Żeby żyć? Bez żadnego innego celu? Nie chcę żyć w dżungli! Jestem człowiekiem nie lampartem! - zazgrzytała zębami - I nie, nie uważam, że mogę zmienić cały świat. Uważam, że mogę zmienić ludzi wokół mnie, ciebie. Że mogę cię wyleczyć z tej żółci...
- No, na przykład teraz mówisz! I nie wiem, co masz robić, ale może jakbyś dla odmiany mnie spytała o zdanie, to może byśmy coś wymyśliły, zamiast jak zwykle układać jakieś pirmidy z tajemnic! A tak w ogóle to nie chłuśmy sie jusz - powiedziała i oczy jej się zaszkliły od łez. - Nie kce siem z tobom chłusiś... ja cie kocham Dżas... ja nikcie nie pójte, wienc pogóćmy sie... z duszkiem tesz siem pogódź... choć tu duszek...
- Ja? - nagle ocknęła się Keira przypatrując się do tej pory kłótni z bezmyślnym wyrazem gapia. W powietrzu od drugiej ręki Jenny wystrzeliła druga półprzezroczysta rękawica i owinęła się wokół zjawy. Bardzo, bardzo zaskoczonej, gdy próby oswobodzenia się spaliły na panewce. Cwany wyraz zniknął z jej półprzezroczystej twarzy, zastąpiony przez obraz czystej grozy. Jenny przyciągnęła ją i postawiła naprzeciw Jasmine.
- Czeba rzyć w sgocie - wybełkotała. - No jusz, posałujcie sie na sgote... - Jasmine obserwowała jak głowa przerażonej, wierzgającej w potrzasu Keiry zbliża się do jej własnej. - Łahahahahaha... - zarechotała jej młodsza siostra. - Ha... ha... ha.....
Rękawice rozpłynęły się w powietrzu, zostwiając obie kobiety wolne, ale niebezpiecznie blisko siebie. Jenny zamknęła oczy i bezwładnie padła na plecy, zastygając w dość niedystyngowanej pozie. Uniosła jedną powiekę, pod którą migotał ledwo, ledwo błękitny blask.
- Damn girl... - jęknęła. - Using other people's powers... without permission... I lay defeated by one little girl... how shameful... you... - oko powoli przesunęło się ku Jasmine. - You don't like me... and I don't like you... but we must talk... later... so tired...
Powieka opadła, a Jenny, choć nie miała tego w zwyczaju, zaczęła chrapać na całe gardło. Keira opadła na kolana, łapiąc się za serce, jak gdyby jakieś miała.
- Gosh, that scared the hell out of me...
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sob Cze 08, 2013 4:56 pm

- Jenny, to nie ja wybiegłam półnaga z domu. Nie próbuj całej winy zrzucić na mnie.. - szepnęłam, z nutą irytacji całą sytuacją, zaciskając usta, kiedy dziewczyna jeszcze mówiła. Na całą resztę sytuacji przyglądałam się ze zdziwieniem. Zastanawiałam się, czy powinnam była teraz uważać. Zmęczyła się.. Sprawdziłam czy tarcza ponownie może powrócić do poprzednich rozmiarów. Stałam chwilę tak, jak stałam, nawet jeśli musiałabym podeprzeć się własnymi magonami. To nie było normalne. A ona nie chciała, żebym jej dotykała. I co mam teraz do cholery zrobić?
- Nie możesz tak po prostu zasypiać, wróć tu! - powiedziałam delikatnie podniesionym głosem, takim, jak siostra wymusza na drugiej siostrze posłuszeństwo, ale z nutką zatroskania. Tego było stanowczo za wiele.
Po chwili spojrzałam na zbliżoną do mnie twarz Kiery. I kto tutaj kogo traktuje jak laleczki? Gdybym ja miała się tak zachowywać, to musiałabym już dawno wybić połowę miasta jak zwierzęta na polowaniach. Ludzie, którzy nie chcą krzywdzić, są zawsze na straconej pozycji. Ich się wykorzystuje. I nikt nie będzie się wtedy zastanawiać czy to dobre, czy złe. Tak samo robi Shi. A Jenny? Została wykorzystana. Zrobiłam delikatny dzióbek z ust i spojrzałam jeszcze raz na Jenny.
- You would say, that nobody did such a thing to you. I must admit, I'm impressed too. - powiedziałam, po czym moje instynkty zaczęły bzikować. Chciałam chociaż przykryć siostrę, ale to wiązało by się z podejściem bliżej, a ostatnie podejście skończyło się niezbyt ciekawie. Fakt, że Jenny wtedy nie spała, ale.. czy teraz może być lepiej?
- What do you do now? - zwróciłam wzrok na Keirę i prześwidrowałam ją swoim wzrokiem. Musiałam coś wymyślić na potem. Jednak stadko krążących wyżej myśliwców nie nastrajało atmosfery pozytywnie. poza tym.. na wyspa wystrzelona ponad konary drzew. Ludzie się będę zastanawiać, co się stało. Jeśli wydarzenia z wcześniej nie byłyby wystarczające. Miałam wszystkiego serdecznie dość. Co mam zrobić z Jenny? Zdjęłam z siebie swoją kurtkę i ostrożnie podeszłam do siostry, bacznie obserwując każdą reakcję na mój krok. Kiedy już się nad nią znalazłam, delikatnie opuściłam ubranie na Jen, układając je ostrożnie pod szyją. W mojej siostrze siedziała starożytna osobowość, Josh z mamą umierają pewnie ze strachu, a ja jestem uziemiona na tej wyspie z bandą Keiry. Mogłabym ogłuszyć Jenn i spytać się Alicii, czy mogłaby coś poradzić.. ale czy to byłoby fair? Zagryzłam wargi.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sob Cze 08, 2013 5:48 pm

Jedyną reakcją Jenny na napomnienie, było przekręcenie się na bok i wymamrotanie:
- Nie... nie, jusz wiencej nie mogę zjeść... nie... - mlasnęła ustami i wróciła do chrapania.
- Well, touching me is impressive in itself. This isn't something you can usually manage with just magic. Even Liz, as great as she is, can't do that. But what was that thing? How are we supposed to handle that gigantic... thing? - Keira przygryzła kciuk, namyślając się gorączkowo. - This shouldn't have happened. It wasn't supposed to be that way. She was supposed to come with us of her own volition. Why couldn't we predict such a violent outburst...?
Jasmine podeszła i przykryła siostrę kurtką. Ta złapała materiał we śnie i przytuliła.
- The truth is if we don't bring her back with us, our position with the Church might suffer... but on the other hand, we can't handle a monster like that with just a handful of paladins. Which means if she doesn't want to come, then we must retreat for the time being. Really, who would have thought that saving the world would be that hard... oh well, I guess today is your victory of sorts. We will probably see each other sometime...
Keira zwyczajnie zniknęła. Nie minęły dwie minuty, gdy statek powietrzny Kościoła zaczął zawracać, a myśliwce okrążyły po raz ostatni wysepkę i poleciały za nim. Jasmine i Jenny zostały same... chciało by się powiedzieć, jednak nie była to prawda.
Wprost z ciała Jenny, niczym duch, wyszło jakieś stworzenie. Było nie wyższe niż kilka centymetrów, w całości zakute w swoisty, średniowieczny pancerz. Jednak nie miał on żadnych spojeń ani łączeń, a zamiast przyłbicy miał coś przechodniego miedzy hełmem, a twarzą. Ze skrzydeł skrzacika wyrastały pierzaste skrzydełka.
- Ahhh...! I'm so spent, I can't even move a muscle. You there, human! - stworek wskazał na Jasmine.
- Carry my vessel to a safe place, at once!
Skrzacik nagle się skrzywił i zacisnął ząbki.
- Unconscious people should stay out of this! - krzyknęło to coś piskliwym głosikiem. - Really... would you be so kind, as to take us to a safe place?... wha...? You gotta be kidding me...! Shesh, fine! - Wizualizacja Rosario odchrząknęła i zaczęła patrzeć gdzieś w bok. - Would you, please?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sob Cze 08, 2013 8:33 pm

- I've told you many times, that predictions aren't accurate. And that people make their destiny, not anything else. Be careful on your way to home, young! - krzyknęłam, miałam nadzieję, że jeszcze zanim dziewczynka zniknęła.

Nie zdążyłam się dokładnie zastanowić, co zrobić, kiedy.. z Jenny wylazło to coś. Podniosłam wysoko jedną brew, przypatrując się wcieleniu Rosario. To nie było to, czego oczekiwałam. Ciekawe, czy w takiej postaci posiada jakąkolwiek moc? Chyba nie, bo... nie prosiłaby mnie o pomoc. To takie śmieszne. Jest teraz taka bezbronna. W pierwszej chwili, tuż po jej pierwszym poleceniu, miałam ochotę spróbować zamknąć ją w w lodowej czy magicznej kuli. Ciekawe, czy byłoby to możliwe? Potem jednak zmarszczyłam czoło i potarłam je.

- Don't. Call. Her. Vessel. Ever. Again. - wymamrałam przez zacisnięte zęby, po czym zrobiłam kilka wdechów, żeby opanować emocje. - Can Jenny talk to you when you're in this form? - spojrzałam na małe stworzonko i starałam się przynajmniej wstępnie zanalizować jego strukturę. To coraz mniej mi się podobało. Chociaż.. mogło z niej wyjść. Tylko beznadziejność sytuacji nie pozwalała mi na pozytywne myślenie w tym aspekcie. Gdy cokolwiek jej zrobię, Jenny będzie wściekła. Byłam zła na siebie i na nią. Jak mogła?

- There is no safe place here now. I appreciate your reqest, but I am not able to take you there, where we would like to go before you appeared. It would be too dangerous for me and my family. My heart is bleeding, I hope Jenny will forgive me this, but I have to protect my other siblings. Rosario, you are a mistery to me and I cannot take such a risk. I can't even say how strong you are. I could not have had enough power to stop you yet. And if Jenny founds out where we are hiding, you probably will found out too. We also cannot go back to home. I really don't know what to do. - rozłożyłam ręce, dobitnie podkreślając, że naprawdę nie mogę nic zrobić. Choćbym bardzo chciała. Sama stanowiłam zagrożenie dla bazy. A co mogłaby z nią zrobić Rosario? Siebie w jakiś sposób potrafiłam kontrolować, ale ją.. Shi była poza moim zasięgiem. Nawet gdybym zabrała samą Jenny, to i tak nie miałoby sensu. Chciałabym przynajmniej poinformować w jakiś sposób Josha.. ale Alicia tylko jemu dała nadajnik, nawet kiedy sugerowałam, aby przydzieliła mi drugi. To była faktycznie beznadziejna sytuacja.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Nie Cze 09, 2013 10:20 pm

Jasmine przejrzała niewielką postać, co nie było trudne. Było to jedynie skupisko zagiętych fal świetlnych. Mała postać była jedynie iluzją. Shi wciąż tkwiła w Jenny.
- Fortunately, no. That was just her subconcious speaking, she is dreaming at the moment - odpowiedziała Rosario całkowicie ignorując zakaz nazywania jej siostry naczyniem. Wysłuchała argumentu Jasmine, siadając w powietrzu i zakłdając nogę na nogę, i opancerzone ręce na równie pancernej piersi.
- I see - skinęła głową - I can understand your point. Certainly, I know what Jenny knows and vice versa, alas it will take some time before we will come to full understanding. And yes, usually I would agree, that no human is a match for me, regardless of how much your sister's body restricts me. But is it really true, that I am the dangerous one here? That thing you're wearing. I admit it has a very nicely done structure and coating. Humans probably can't even tell that it is anything out of oridynary. But you can't fool me. Really, I would never imagine that humans would come such a long way in mere several thousand years. From savages, living in caves to beings capable of building such a thing... such a dangerous toy. Well, be careful, I don't really get if it was trying to help you or what, but don't be surprised if its will suddenly changes.
Rosario rozłożyła rączki i wzruszyła ramionami.
- So, if you can't help us, so be it. We should be fine as long as the girl gets her beauty sleep. After that... I don't know, we will probably go back to your house. As long as no outstanding human shows up, like you or that band from before, we should be fine. You called me a parasite before, but that's not true. If anything, I'm more of a symbiont, yes I benefit from my host, but I care for them in return. Makes sense, since I need their bodies, wouldn't you say? Also I won't go anywhere for now, Jenny made that quite clear for some reason. I guess I could force her, since half of this body is mine, but that wouldn't be very smart, would you? It's hard enough without half of the body rebelling. That should still be pretty favourable to you, no?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Pon Cze 10, 2013 7:59 pm

- I don't know, what it is. But you're not the first person saying that. This girl Jenny grabbed.. Kiera, she said that I am Bearer of The Crest. I think I know little about my past or future, less than you know about yours. But I find out some day. I take you home now.- powiedziałam, po czym podeszłam do Jenny i delikatnie, wspierając się magią, gdyby to było konieczne, biorę siostrę na ramiona, tak jak wtedy, kiedy zanosiłam ją do łóżka z pokoju chłopców po wieczornym oglądaniu telewizji. Uśmiechnęłam się lekko, po czym utworzyłam dysk pod swoimi stopami i delikatnie, tak, aby nie obudzić siostry, zleciałam na dół.
- You care about her just because you need her to fulfill your plans. And symbionts don't control someone's body. You said it yourself. Parasites cares about their prey until they need their body. After that they kill them. - przeszyłam wzrokiem iluzję Shi, jeśli jeszcze istniała w powietrzu. Dałam tym samym wyraźny znak, że na to nie pozwolę. Po chwili ciszy znowu kontynuowałam rozmowę w trakcie drogi do domu.
- My house is not a very safe place now. As if it had been once.. But I make any effort to ensure the safety of my sister. Maybe I speak with someone and bring you to my family. But now it is beyond my powers. - mówiłam, a gdy doszliśmy do domu, sprawdziłam, czy nikogo nie ma w domu. Potem podniosłam na pomocą magii materac Jenny i wsunęłam go do piwnicy wraz z paroma innymi niezbędnymi sprzętami typu szafka czy lampka. Potem zleciałam z Jenny do środka.
Położyłam ją na materacu, który poległ na stercie koców i specjalnej folii ochronnej stosowanej do uprawy. Zamknęłam oczy i zaczerpnęłam magii, napełniając nią przedmioty w pokoju i lewitując je do odpowiednich pozycji.
- This must be enough for now. I'll rapair damages, I hope and Jenny will be able to use all building. But remember, all events occuring today will not remain invisible. Be careful and get this.. - powiedziałam i położyłam rękę na płaszczu Jenny, pozostawiając na niej pulsujące źródło magonów, kulkę, która pozwoli mi je wyczuć ze znacznej odległości - You can remove that sign easily. But even then I will find you at the back of beyond. I've lost piece my sister once. I don't let it happen again. - powiedziałam, po czy podeszłam do wlotu i nałożyłam na Jenny prostą barierę utrzymującą ciepło - I lay two bariers. Nobody who don't have enough power won't break into the this basement. But from the inside you will be able to break it easily. - kiwnęłam głową i poczekałam jeszcze na ostatnie słowa Shi. Następnie wyszłam z piwnicy, zasunęłam dokładnie właz i nałożyłam na niego dwie bariery. Jedną, bardzo silną, w od środka, która miała zabezpieczyć przed wtargnięciem do piwnicy. Druga, maskująca, po pierwsze ukrywała właz, a po drugie nadawała wrażenia, że po otworzeniu włazu piwnica jest ciemna i bardzo zwyczajna - ciemny kolor substancji magonów. Zamaskowałam także sam właz, aby wyglądam tak, jak podłoga. W tym celu nałożyłam w szpary włazu odpowiednią ilość magonów, aby całość wyglądała jak drewniana podłoga. Następnie ponownie zamknęłam oczy i ułożyłam wszystkie odłamki drzwi i podłogi w jedno miejsce, po czym prowizorycznie zamaskowałam dziury oraz ustawiłam drzwi w ich poprzedniej pozycji. Następnie postarałam się wymknąć z domu niepostrzeżenie i udać się do kryjówki Josha.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Pon Cze 10, 2013 11:08 pm

- That persistent hostility of yours is getting on my nerves, stubborn girl - figurka Rosario spojrzała krzywo na Jasmine. Łowczyni wzięła siostrę na ręce i zleciała z nią na dół. Iluzja trzymała się w tym samym miejscu relatywnym do ciała, niezależnie od prędkości z którą się poruszali. - Well, whatever, you can think what you want about me.
Weszli do domu, zgarnęli potrzebne przedmioty i przenieśli się do piwnicy.
- You are the one in the right - dodał fantom, na pół do Jasmine, na pół do siebie - You look at things realisticaly and act within your possibilities. On the other hand, Jenny is a young, naive fool, who dreams of impossible. Yet... I can't say I despise fools like her - Shi się uśmiechnęła. Spojrzała na Jasmine zadziornie.
- Gifts of magic are unique existences bestowed upon chosen one. Yet Replicas are beings capable of mastering every and all of them... was it? Quite an insurmountable wall it is, right? But one of this days... my instinct is telling me that this girl will surpass that wall. She will surpass you... maybe? - wzruszyła ramionami, ale ten uśmieszek sugerował, że nie ma żadnych wątpliwości.
- Anyway, be careful, okay? It's all great and all, when you and that Crest or whatever of yours work together, but if it changes it's mind, things would look bad, wouldn't you say? I'm just saying that Jenny would be sad, if you accidentaly let it kill someone, especially your family members. So... come back anytime, we will be here. Jenny would surely liked that.

Jasmine zostawiła swój ślad, po czym wyszła z piwnicy i zamaskowała wejscie. Przemknęła się niepostrzeżenie do granicy lasu. Kątem oka zauważyła trzech sąsiadów z okoliczych domostw dyskutujących miedzy sobą i wskazujących na widoczną ponad lasem grań skalną. Na szczęście byli zbyt zaaferowani sobą i znaleziskiem, by ją zauważyć z tej odległości.
Przeszła przez las i zleciała ze skarpy w dół wąwozu. Wodospad rozsunął się przed nią. Za kaskadą wody stał hologram Alicii Grey, co było nowością. Na suficie zamontowano szynę po której poruszał się specjalny projektor, dzięki czemu hologram mógł pojawiać się wszędzie, nie tylko w wyznaczonych do tego miejsach. Później okazało się, że Alicia zamontowała specjalny system szyn na przestrzeni większości kompleksu.
Ucieszyła się na widok łowczyni i przez chwilę opowiadała o tym jak nie czuła się właściwie utkwiona w jednym tylko miejscu i że teraz też powinni czuć się trochę lepiej w jej obecności (do przemalowania kompleksu jeszcze nie doszła). Jasmine widziała jednak, że tamtą coś gryzie i że nie po to po nią wyszła, żeby rozmawiać o projektorach.
- Coś... coś jest nie tak - wyznała w końcu pamięć po pani profesor. - Twoja rodzina jest w bufecie i je właśnie spóźniony obiad. Nic odbiegającego od normy nie zgłaszali. Moje kamery i sensory nic nie wykazują. A mimo to... mam takie wrażenie... - nie mogła się wysłowić. - Nie wiem jak to ująć, nie programowano mnie do tego. Po prostu pomyślałam, że ci powiem - wyznała.

Jasmine zjechała na poziom bufetu i kwater i weszła do jadalni. Jej matka Josh i Jer siedzieli przy stole. Na stole postawiono talerze z bułeczkami, dżemem i masłem, a także dzbanek czegoś co wyglądalo jak mleko i kilka szklanek. Rebecca i Josh rozmawiali o czymś po cichu, a Jeremy wiercił się na krześle, trzymając w rękach nadziewaną bułeczkę, na którą nie zwracał zbytniej uwagi. Co jakiś czas rzucał szybkie spojrzenia w bok, na czwartą siedzącą postac. Piękna, ale delikatna niczym figurka z porcelany kobieta siedziała u szczytu stołu obok jej rodziny, popijając herbatę i podjadając bułeczki. Ubrana była w lekką, letnią sukienkę i słomiany kapelusz, który zawiesiła na szyi, odsłaniajac płomiennie rude włosy. W rękach trzymała książkę, którą w skupieniu czytała. Ani jej matka ani Josh nie zwracali na nią uwagi.
- Jas... gdzie Jenny? Co się stało? - zawołał Josh.
- Jesteś głodna? - spytała jej mama z zatroskanym wyrazem twarzy.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Sro Cze 19, 2013 7:49 pm

Pokiwałam głową do Alicii i podziękowałam jej. Zawsze coś musi się stać.. ale w sumie, gdy przybyli tu w takim stanie jak ich zostawiłam... nie byłoby w tym nic dziwnego.

A później kolejny kamień spadł obuchem na moją głowę. Zmrużyłam oczy. To, że czegoś nie ma, nie znaczy, że nie istnieje. Szczególnie, że Jer ją czuł. Ale to mógł być jedynie przypadek.
- Kim ona jest? - spojrzałam na rudą kobietę siedzącą przy mojej rodzinie. Czy mogłam powiedzieć co z Jenny, gdy ona tu była? I po co?
- Z Jenny nie wszystko w porządku, ale jest bezpieczna. Przynajmniej na razie. Mam taką nadzieję. - spojrzałam na Josha i zagryzłam wargę - A jak Ty się czujesz? Wszystko w porządku? - podniosłam delikatnie jedną brew i spokojnie podeszłam do stołu tak, aby móc w każdej chwili zaregować w odpowiedni sposób. Wciąż trzymałam w ręce łuk, nie mogła tego zlekceważyć. A Alicia, mimo, że zmieniona, nie wpuszczała ot tak gości do swojego azylu...
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Deithe on Sro Cze 19, 2013 10:03 pm

- Kto jest kim...? - zdziwiła się jej matka, gdy Jasmine całkowicie zignorowała zaproszenie do posiłku. Josh zmarszczył brwi, ale zbył dziwne pytanie wzruszeniem ramion. Jeremy spojrzał wpierw na Jasmine a potem na przybyszkę, po czym wbił wzork w stół, machając nogami.
- Ze mną wszystko w porządku - machnął ręką. Powietrze przeszył szelest delikatnie przekładanej strony.
- Josh - odezwała się nieznajoma nie odrywając wzroku od książki - bądź tak dobry i przynieś nam czerwonej herbaty - poleciła. (*Nieznajoma mówi o sobie w liczbie mnogiej*)
- Co to znaczy bezpieczna? Dlaczego nie wróciłyście razem? - dopytywał się brat, pozornie ignorując rudą. Jednak wstał i podszedł do maszyny wydającej posiłki. Jasmine zauważyła, że tym razem nie wstukiwał żadnego kodu, jedynie odebrał zamówienie, po czym postawił je przed nieznajomą, ani razu na nią nie patrząc. Wydawał się w pełni skupiony na rozmowie z siostrą. - Rany, wydawało mi się, że jednak jakoś to będzie, gdy Młody odzyskał przytomność w poduszkowcu, a tu takie rzeczy... - podrapał się po głowie.
- Josh powiedział, że skierował poduszkowiec na drogę do następnego Dystryktu, więc przy odrobinie szczęścia ktokolwiek go znajdzie i powiąże z nami, uzna, że tam się udaliśmy - dodała jej matka, na co Josh skinął głową.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Selainwila on Wto Cze 25, 2013 9:20 am

Zmrużyłam oczy, jednak nie spuszczałam ich z rudowłosej dziewczyny.
- Nie wróciłyśmy razem, bo Jenny ma gościa, którego nie mogłam tutaj przyprowadzić. - odpowiedziałam lakonicznie, jednak z wyraźną irytacją w głosie, jakby dając znać, że dalsze wyjaśnienia przyjdą dopiero wtedy, kiedy upewnię się, że mogę je tutaj wygłosić. 
- I muszę zaznaczyć, że mam serdecznie dość kolejnych niespodziewanych wizyt. Więc Josh, czy mógłbyś mi wyjaśnić kim jest Twoja przyjaciółka i dlaczego tutaj przebywa? Alicio, błagam. - powiedziałam, zaciskając usta i unosząc delikatnie głowę ku górze.
- Z Jerem powinno być wszystko w porządku. - kiwnęłam głową i podeszłam ostrożnie do malca, kładąc mu rękę na ramieniu i delikatnie sondując stan jego ciała z zewnątrz. Nie żebym była wściekła na Mab, bo nie wiedziała, w kogo celuje, ale jednak zamierzałam się jej w jakiś sposób odwdzięczyć. Nie dopuścić do tego, aby jeszcze raz do tego doszło. 
- Dobrze. Wątpię, żeby nas tutaj szybko znaleźli. Będę jeszcze miała trochę pracy. A później muszę jeszcze znaleźć... Matta - powiedziałam i delikatnie podniosłam wzrok w kierunku matki. Zacisnęłam wargi i jeszcze raz spojrzałam na nieznajomą-znajomą.
avatar
Selainwila

Liczba postów : 327
Join date : 16/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: Denwheel (Jasmine)

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 6 z 25 Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 15 ... 25  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach