[Natalie] Alternate Reality

Strona 7 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Czw Wrz 27, 2012 11:11 pm

- Unbeliveable – zaśmiał się Henry Golbaum, skrzekliwym głosem. – I might have been an insane cult-leader, but you don’t seem very sane youself, right? You power-hungry freak?
- Sane or not, but stupid to boot – Nick pokrecił głową. – You may have been an excellent thief, but that doesn’t do you any favors. You managed to steal our precious lives, and you still are so naive to think there is someone behind us? Heaven? Stupid bitch, I don’t mind hell, if I can rip your pathetic ass to shreds!
- Still arogant, huh? And gutsy – uśmiechnął się Seven. – calling your sister a parasite. Then what are you? You’ve been leeching of everyone all your life, your family, your abilities, your organization, all those unfortunnate people that came your way. Humans, Transcendentals, Darks, strangers and your flesh and blood and mind. Taking money, things, lives. Never giving anything back, pushing anything inconvinient onto others. Yes, you are a great thief, but the lowest of scum nonetheless, aren’t you? Right, Natalie?

- But that doesn’t matter anymore, dearie – dodała Nine. – Even if you try to trick us, even if you try to analyze us, even if you try to fight us, or run away from us, it’s all meaningless. There is no exit. There is no salvation. There is no hope. We will kill you over, and over and over again, until you can’t come back anymore.
- It’s not about gain or loss, you single-minded girl – podjął Six. – Unlike you, we don’t mind oblivion. That’s why, we’re gonna test that „as long as it takes” attitude of yours.
Przez otaczający ją pierścień przeszedł monotonny pomruk: „Kill. Rip. Tear. Consume. Destroy. Kill…” i Natalie nie mogła oprzeć się wrażeniu, że mówi do oślizłej ściany.

Nevarez postanowiła zmienić zasady gry. Zerwała się i pobiegła w losową stronę, odpychając pierwszego napotkanego truposza. Ręce otarły się o jej przedramię, ale już rozwijała przyzwoitą prędkość. Kolejny dostał podstawą dłoni w skroń, co przy obecnej prędkości powinno go skutecznie wyeliminować, jednak błyskawica bólu jaka temu towarzyszyła nie zapowiadała świetlanej przyszłości. Więc gdy następny zagrodził jej drogę wykorzystała podłoże do pięknego wślizgu, przy okazji muskając ledwie łokciem kolano. Trzasnęła rzepka, ale ona już turlała się po błocku i biegła dalej.

Dwie rzeczy działały na jej korzyść: początkowe zaskoczenie i stan części chodzących zwłok efektywnie wykluczający możliwość pościgu. Niestety dotyczyło to może połowy, a reszta ocknęła się po kilku sekundach i rozpoczęła pogoń. Mimo przewagi zdawali się tuż za nią. Do tego, chociaż otaczały ją dziesiątki, może setki postaci, w półmorku ciężko było to ocenić, im dalej od dotychczasowego centrum, tym rzadziej one stały. Dlatego po kilku pierwszych spotkaniach, gdzie wyciągnięte szpony niemal ją chwytały zyskała sporo swobody, lawirując między ludźmi i pędząc przed siebie.

Przed nią wyrastało wzgórze, błoto chlapało wszędzie. Przebiła się przez krąg oprawców, ale dziesiątki stóp rozchlapywało rzadką substancję za jej plecami. Przed nią, na szczycie wzgórza stał Seven.
- I thought, we told you? There is nowhere to run. Nowhere to hide. You can never…
Wbicie mu dłoni w twarz przy pełnej prędkości było co najmniej nierozsądne, ale całkiem satysfakcjonujące. Twarz Sevena zapadła się w sobie a jego ciało zwiotczało. Niestety przy okazji pękł jej nadgarstek.

Za szczytem wzniesienia znajdowało się spore, dość strome zbocze, po którym ciało prototypu potoczyło się bezwładnie. Natalie wpadła w poślizg i pomnkęła w dół przy znacznej prędkości. Podnóże zbocza zbliżało się szybko, za sobą słyszała kolejne ciała staczające, albo ześlizgujące się po jego powierzchni. Gdyby uderzyła o podnóże przy takiej prędkości, zapewne coś by sobie połamała. W normalnym świecie, ma się rozumieć. Temu jednak daleko było od normalności, postanowiła więc coś sprawdzić. Niczym Alicja, skacząca na drugą stronę lustra.

Usiadła na ile mogła, wciąż zjeżdżając, po czym odbiła się do góry tuż przed końcem trasy. Wpadła w podłoże z impetem. Oślizłe błocko, które do tej pory zachowywało się jak ziemia, choć pokryta do kostek rozmiękłą substancją, tym razem zachowała się jak woda. Dość gęsta woda. Natalie zapadła się w nią jak kamień. I od razu zrozumiała, że to był błąd. Niczego tu nie było, nawet rdzawego blasku. Jedynie jeszcze więcej zimna i napierające na nią ciśnienie, chcące ją zmiażdżyć i przeżuć. Po drugiej stronie lustra niczego nie było, a raczej było nic. Na własne życzenie zagłębiła się bardziej w krainie śmierci, pogrążając się zamiast znaleźć wyjście.

Straciła orientację, nie mogła oddycać, zimne błocko wdzierało się w jej nowe ciało pchane podziemnym ciśnieniem. Co gorsza to samo błocko, które na górze było raptem chłodne i mokre, tu zmieniało się w kwas, próbując przeżreć się przez to co jeszcze można było nazwać nią. Szamotała się instynktownie, próbując znaleźć wyjście, ale nie miała pojęcia gdzie jest góra, ani jak głęboko trafiła. Tym razem umierała inaczej niż wcześniej, sama, ogarnięta pierwotnym strachem, w ciemności w której niczego nie było. Otoczenie wysysało z niej siły wraz z tą resztką życia jaka jej pozostała. Tym razem żadna ilość woli życia jej nie pomoże…

Coś schwyciło jej nadgarstek. Czyjaś dłoń. Szarpnięcie. Pociągnięcie dłuższe niż mogło się to wydawać możliwe, ale oto jej oczy zalał krwawy blask. Upadła na śliskie błocko i zwymiotowała tym czego zdążyła się nałykać. Ktoś ją czymś przykrył. Koc. Spojrzała w górę. Człowiek, który ją wyciągnął miał na sobie pancerz zwiadowcy, który za jej czasów uznany byłby za przestarzały: segmentowany, cienki ale pełen zgrubień, nie jak nowsze, opływowe wersje, z odblaskowym wizjerem hełmu, w którym widziała siebie.
- Can you stand? – dobiegł głos z dna studni. Jedyne co dało się o nim powiedzieć, to że wydawał się męski, choć i tak brzmiał typowo syntetycznie. Mikrofon albo głośniki musiały przerdzewieć. Gdy się bliżej przyjrzała, pancerz był nie tylko stary, ale i popękany wszędzie.
- Get ready. They’re comming.

Stali na skarpie, Nevarez pod nimi widziała zbocze z którego zjeżdżała. U jego podnóża kłębiły się postacie, które w tej chwili zaczynały wspinać się ku ich pozycji. Widać chwilowo stracili trop, ale gdy się wynurzyła od razu go podjęli. Żołnierz sięgnął do pasa, odpiął od niej coś i wsunął w jej ręce. Beretta. Trochę stara, pokryta drobnymi pęknięciami wzdłuż lufy, ale wygladająca na sprawną.
- If any come close: shoot. – Powiedział mechaniczny głos, po czym zdjął z pleców dwie rzeczy. Pierwszą był najzwyklejszy wojskowy plecak, który rzucił na ziemię. Drugą był karabin snajperski.

Broń przypomina nieco mrówki. Z pozoru wszystkie wydają się takie same, ot lufa, kolba i spust. Jednak im dłużej ktoś ją studiuje, tym więcej rodzajów, modeli i wariacji dostrzega. Prawdziwi znawcy potrafią poznać rodzaj, czy nawet model broni po samych tylko odgłosach. Natalie poznała ten karabin, bo kiedyś miała taki sam, choć tylko w celach kolekcjonerskich. Był to ambitny projekt, ale z góry skazany na porażkę w czasach, gdy każdy pistolecik napakowany był elektroniką wspomagającą celowanie i chipami obliczającymi trajektorię pocisku za strzelca. Było to wielozadaniowy karabin snajperski o dużej mocy i dużym kalibrze, jednak wymagał od strzelca ogromnej precyzji, wyczucia, techniki i siły, żeby wytrzymać miażdżacy odrzut.
.50 Cal Field-Dominance Semi-Automatic Sniper Rifle, Vladimir.

Mężczyzna przyłożył lunetę do wizjera, oparł pewnie kolbę. Słychać było długi wdech, a potem całkowity wydech. Huknęło. Jedno z ciał w dole rozpadło się na kawałki, niesione nie tyle kulą, ale siłą uderzenia. I następne, i następne, i następne. Strzelec przechodził od celu do celu płynnie i bez wysiłku. Dwunastonabojowy magazynek został opróżniony w kilka sekund, wyrzucony, wymieniony, by kolejne złote wybuchy mogły buchnąc z lufy. Błoto bryzgało wszędzie wraz z częściami ciał. Zmarli parli naprzód, niepomni na straty, ale z góry lał się na nich piekielny ogień.

Kilka minut i kilkanaście magazynków później u podnóża skarpy zaległa cisza. Mgła z rozgrzanej brei przysłaniała pobojowisko, ale w dole nic już się nie ruszało.
- Don’t shoot, I surrender – powiedział głos za ich plecami. – I don’t really remember it that well, but it was a while, since you erased me from existence. Right, Natalie? – powiedziała Krwawa Nadya, stojąc z rękami na wysokości głowy.
- Don’t listen to her. They regenerate quicker, if some are still alive – powiedział mężczyzna w pancerzu. – Shoot her.
- But she won’t shoot me. Right? Not while I’m not a direct threat. Too much possibilities for her poor, little head. Payback. Interrogation. Accidental leak of cricial information. Killing a lone, unarmed girl, while there is so much to gain? Isn’t it fun, to be you, Natalie? But that’s not even the important part. You must have realised it already, didn’t you? – Nadya uśmiechnęła się. – How is it, Nevarez? You did so much, been so much, seen so much. Yet, do you think you even scratched the surface of truth about all of this? Do you really have the slightest idea what is really going on? Are you sure you moved even one step forward from the start line? And what’s more: do you really think, that your will is your own? You of all people should know this very well: a real puppetmaster let’s his doll think that her choices are her own.
- Shoot her. Otherwise they’ll be back – ponaglił ją mężczyzna.
- Yes, shoot me. But is pulling the trigger your own will? Is not pulling it your own will? Is revenge your own will? Is anything your own will? Arrogance may grant you many things, but definetly doesn’t grant you immunity to being manipulated. Life or death aren’t so easy. So who is pulling your strings? Who do you dance for, Natalie Nevarez?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Pią Wrz 28, 2012 12:34 am

Nevarez odwróciła się do Nadyi gdy ta tylko się odezwała, Beretta była wycelowana prosto między oczy Levchenko.
- Yeah, you might be even right. If not the circumstances maybe I wouldn't shoot you. But now, frankly I don't care sweetie, I saw your mind for just enough long so I wouldn't even regret killing you for real. No rules in here, if you would like to get out of here you wouldn't talk this bullshit. So daswiedania.. - Nevarez oddała dwa strzały, jeden między oczy Levchenko a drugi w miejsce w którym powinno znajdować się serce. Tak na wszelki wypadek. - Oh, and by the way. I don't dance anymore

- You know, lately I became suspicious to people looking too much alike myself. Bad touch, literally. Oh, did I say thanks for the help already? Now I'm quite curious who are you, I know at least two people stubborn enough to survive here I guess. Some actually would help me, although judging by your gear I would wildly guess that you died from cardiac arrest? That would also explain why in fact you helped me. - Nevarez rozejrzała się po okolicy wypatrując ewentualnych zagrożeń do wyeliminowania - Hey, as we're alive and not being eaten alive or torn to pieces, got any suggestions what's next? I guess that I've pretty much seen it all already. Mudville, if I had to summarize it in one word. Oh, out of curiosity, their clothes are tainted? I'm not really in the mood for running in this Mudville almost naked and barefeet.


Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Pią Wrz 28, 2012 9:47 pm

Beretta plunęła ogniem i szarpnęła w dłoni agentki. Przyjemne uczucie. Kule wbiły się w czoło i klatkę piersiową Levchenko. Bryznęło błoto i szlam uchodzący tu za krew i inne płyny organiczne. Ciało Krwawej upadło na kolana. Jednak jeszcze się nie przewróciło. Choć jedno oko pękło pod wpływem uderzenia kuli, drugie otwarło się szeroko, spoglądając na Nevarez intensywnie.
- And what exactly makes you think that you are any better than me, eh? Did you ever think about why is it that everybody keep dying around you? Oh well... I guess I'll retreat. For now...
Nadya westchnęła, jej ciało spękało i rozpadło się na kawałeczki. Już tylko miednica tworzyła wraz z nogami pewien wzgórek w ogólnym krajobrazie. Wokoło zapadła martwa cisza, zmarli odeszli. Przynajmniej chwilowo.

- I don't think you said - przyznał mężczyzna, zabezpieczając karabin i zakładając go na ramię. Zauważyła, że przy ramieniu i kostce ma pochwy z nożami, a przy pasie zapasową Berettę. - Me? - spytał, klękając przy plecaku. - Don't know. Been here so long. Too long. Cardiac? Heart? Torn. Ripped. Pierced. Sliced, I think. Don't remember arrested.
Wyjął z plecaka Walthera PPK2, pistolet, który z powodzeniem mógł służyć za kastet i podał jej. Następnie wyciągnął kilka magazynków i też jej podał. Zakończył całość solidnym, wojskowym nożem.
- Not alive. Dead - poprawił ją, zapinając plecak i wstając. Zarzucił tobołek na plecy. - Next? Nothing. Mud. And more mud. Mud everywhere. Nowhere to go, just mud.
Podszedł do resztek ciała Levchenko i kopnął je, rozsypując dookoła.
- Tainted? - odwrócił się. - Not tainted, I think. But not good. Better make yourself.
Następnie odwrócił się i zaczął schodzić ze wzgórza nie spoglądając za Nevarez. Zupełnie jakby już o niej zapomniał.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Sob Wrz 29, 2012 2:32 am

Nevarez zerknęła na zwłoki, potem za chodzącym pancerzem, zaskakująco pomocnym. Trzymała chwilowo podane zapasy z braku miejsca żeby je schować i podążyła za snajperem.
- Hey! Wait a minute, where do you think you're going? What you don't want to catch a train out of this Mudville? I know for sure that I want, although probably in this case the more the merrier. Aaand you didn't exactly said why did you help me. Well obviously I'm not complaining, but it is somewhat disturbing when you say the next thing is "nothing". - w międzyczasie spróbowała zarówno podleczyć swój organizm, sprokurować sobie swój ulubiony cyberkombinezon z kaburami i pasem taktycznym.

Zwiadowca zatrzymał się i spojrzał za nią, gdy go goniła.
- Where...? Forward, I think. Demons follow you everywhere. Moving gives a little advantage. And I don't think there are trains here. Never saw one.
- I didn't say - przyznał, gdy się zrównali. - And I said nothing, because there is nothing. Only mud. Dark. Glow. Demons. Chase. Fight. Other people. Torn apart. Fall to the ground. Wake up. Again, again, again. That's all.
Ruszyli dalej, a Natalie spróbowała przywołać swoje ulubione sprzęty, albo choć wyleczyć niedawne obrażenia, jednak o ile dłoń przestała ją boleć, o tyle wciaż nie mogła ruszać palcami.

- Nothing is still something in a matter of fact, and I was speaking figuratively. Then, as you didn't say, maybe you would now? Damn, I wouldn't mind one of them good old APC's. Ok, question what did you tried already to get out of this mess?

Mężczyzna w pancerzu zignorował jej słowa o nicości. Może ich nie zrozumiał, a może zwyczajnie go nie obeszły.
- Why I helped you? - powtórzył w zadumie. - I think, I wanted. Just that. It seems very long, since I wanted something. Mhm.
- Walking is better. Less to think about - wzruszył ramionami, gdy wspinali się na kolejny pagórek. - Get out...? Where to...? - przekręcił wizjer w jej stronę, ale zaraz spojrzał znów przed siebie. - Sometimes I think I was somewhere before. Other place. Feels strange. Sweet, but painful. I think I was looking that place. Long time ago. Couldn't find. Nothing but mud. Don't know if I would recognize it anymore. Blurry. Fuzzy. Fragmented. Don't think there is time here. But too much had passed.

Nevarez kontynuowała próby materializacji bardziej odpowiedniej odzieży idąc obok mężczyzny.
- Yeah, that place is called reality, or life or..whatever I intend to get back there. And however walking is indeed silencing the thoughts, you need to think to stay sane. I guess. Also time has to exist here, somehow. If it would not, we wouldn't be able to move anywhere or do anything. In theory. Oh, and once again, thanks that you wanted to help me. That was nice, and quite good timing by the way.

Chociaż wciaż próbowała, efekt był ten sam. Skoro inni byli w stanie, to ona też powinna, ale wydawało się, że czegoś brakuje. Albo może sposób był nie taki. Nie miała chwilowo pojęcia co jest czy robi nie tak.
- Really? If you say so... - żołnierz nie wydawał się przekonany, co do tego całego życia czy czasu, ale widać nie chciał się kłócić. Albo nie miał argumentów by się sprzeczać. Przekroczyli szczyt wzgórza i rozpoczęli kolejne zejście. Ożywił się nieco na wspomnienie o dobrym zgraniu w czasie.
- Well, that wasn't coincidence. Arms Dealer visited. He said that there would be something. Something that I would want. If I just walked in that direction for three phases - wskazał w stronę miejsca kaźni.

- Arms Dealer you say? And who is he exactly, well not mentioning his proffesion, obviously? And hey, could you give me a hint about making clothes and all? Can't figure it out, usual methods don't apply, at least now. And what is this guy doing here anyways, and what's more important how could he know about some certain me appearing here, hm?


- He is... hmm - żołnierz zamyślił się na dłuższą chwilę. - Don't know. Not even his name. So I call him Arms Dealer. Can't remember very well, but he did save me. I was loosing to Demons. Over and over. And then he came. Guns blazing. Taught me how to make things. Sometimes he visits. I think I like him. Don't know much about him, tho. Why don't ask him? Don't know when he'll visit, tho.
Zejście. Dół. Wejście. Szczyt. Zejście... Hipnotyzujący i syzyfowy rytm.
- Sure. I'll show you. When we'll camp. Not that hard, once you know the trick. Blanket not good? Haven't made one before.

- Guns blazing, sounds familiar. I suppose I like that fella too, after all if not him, you wouldn't help me and I would be still in that circle of madness. Nah, blanket is fine, although I'm used to clothes somewhat. Hmmm say, why are you calling those zombies demons? Well I suppose name as good as any, although they're not real, right? Not like you or me. And when we'll camp, out of curiosity? And what do you mean by phases, color shifts of environment? Hm..I guess it's quite proper term. - Nevarez spróbowała ponownie stworzyć sobie pożądane przedmioty, tym razem koncentrując się na wyrwaniu ich z błocka. Jakby..odwrócić proces rozkładu całkowicie, zdaje się że tym było to błoto, rozkładem. - Hmm... how much phases passess usually betwen his visits?

That's good. We'll cloth you soon. Butwe aren't out of that. Madness. Circle. Never out. They are always behing. Two, three steps. Always come back. Relentless. Be ready. Don't lower guard. Dispatch all, before more come. Why Demons? - zastanowił się. - Don't know. They are Demons. Never thought about it. Mine look a bit differen, tho. And they are real. As real as this place can be.
Żołnierz stanął na szczycie kolejnego pagórka i rozejrzał się wokoło. Odszedł na bok, stając na skraju błotnistej skarpy jakich setki było wokoło. Niczym szczególnym się nie wyróżniała, ale widać mu się spodobała, po machnął na nią ręką, żeby podeszła.
- Good spot. Well camp here for now.
Natalie skupiła się na błocie pod sobą. Odwróceniu procesu rozkładu. Wysiliła się... szlam pod jej stopami zabulgotał, ale to wszystko. Miała dziwne wrażenie, że błocko się z niej śmieje. Zwiadowca zdawał się tego nie zauważać. Ukląkł na ziemi i zaczął grzebać w niej rękami zakutymi w rękawice.
- Yeah. Phases. Starts grey, turns silver. Rots to greenish, burns in red. Cools down in yellow, until grey again. Like ash. Phases. Don't know, varies. He comes as he pleases. Maybe soon. Maybe long. No one knows. There is no one to ask.
Zaczął lepić błocko i formować je pracując z równą prostą zręcznością jak wcześniej przy zdejmowaniu trupów. Musiał to robić wiele, wiele razy. Błoto, uformowane w prostopadłościany było następnie układane na kupce w stosik. Po pewnym czasie nawet zaczęło przypominać ognisko. Wyciągnął z kieszeni zapalniczkę i podpalił drewno. Zajęło się bardzo ochoczo, ale buchnęło błękitnym płomieniem, który niemal nie dawał ciepła. Dobrze, że z blaskiem było lepiej. Mężczyzna w pancerzu usiał i zapatrzył się w płomienie.

- Right, they're always somewhere. Possible, yet I wonder if those phases are the key to finding a way out. Hey, want to hear a funny story? You could say that I somehow multiplied myself and got killed by my other self, and if I won't get out of here now, and kill some crazies everything will be gone, oh well restarted is better word I suppose. Heh, restart of universe that's one crazy thing. - Nevarez ogarnęła koc tak by móc na nim usiąść i odłożyć na chwilę broń, tylko po to by ją naładować ponownie jeżeli poza magazynkami do Walthera miała też magazynek do Beretty, zerknęła na siedzącego snajpera ściągnąwszy brwi. - Technically speaking, at the moment there is someone to ask, you or me, but I get the point, nobody knows when he'll arrive. Say, what about those clothes? The key to made things is to carve them from the mud and think about what they should be? As it is for those demons, well I guess that for everyone they would be different. What was difference between yours and mine? Hey, and cheer up. There must be a way out of this mess. I just need to lear how this place works and I'll figure something out, and by then you're as out of here as I am. I know how to return a favor. Well, of course there ain't really much time before those whackos will destroy the universe, so I guess I should learn as fast as it is possible...Hm I miss days when everything was much more simplier.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Sob Wrz 29, 2012 9:57 pm

- Multiplied...? Got killed by Demon, now must kill Demons? - upewnił się żołnierz. - Sounds logical to me. But restart of that universe thing? Is it broken? Engine won't start? - chyba lekko się zgubił w tej kwestii, więc nic więcej nie powiedział.

Nevarez usiadła na kocu i odłożyła broń i amunicję na jego skrawek. Beretta i Walther, trzy magazynki do pierwszego i pięć do drugiego. Przeładowała oba i sprawdziła wszystkie mechanizmy. Mimo pozornie opłakanego stanu oba pistolety wydawały się w pełni sprawne i gotowe do pracy.

- Oh, right. Making things. - Snajper podskoczył, jakby wyrwała go z zamyślenia. - I nearly forgot. Well, there are two things. One: mud is stupid. Two: it hates you. So you must show it who's in charge. And what you want it to look like. Yes, doing it by hand helps. You can smear cloths on you. Or make them and wear them. As you like. Try something simple at first. A stick or something.

Zajęli się więc pracą. Natalie próbowała zrobić rzeczony patyk, ale błocko rozpływało się w jej dłoniach i ściekało między palcami. Tymczasem opancerzony otworzył kieszeń, grzebał w błocie i robił pociski. Nevarez jeszcze nie bardzo rozumiała czemu szlam rozpływa się w jej dłoniach, a w jego formuje równo i łatwo. Trzy pociągnięcia i kulka błotka zmieniała się w pocisk 9mm, a następnie lądowała w kieszeni. Gdy kieszeń się wypełniała, robił magazynki, wykonując osobno dwie połowy i łącząc je na koniec. Następnie uzupełniał je amunicją z kieszeni. Skończone wrzucał do plecaka.

- Demons, eh? - podjął, spoglądając na nią. - No, no. Don't treat it like mud. Like child. You want it to listen, no? It will defy you as long as you allow it. You are master.
Natalie miała talent do podporządkowywania sobie innych. Jakieś błocko nie będzie z niej kpić. Potrafi zrobić przecież jakiś cholerny patyk. Trudno było tu zachować poczucie czasu, ale chyba z pół godziny zajęło jej załapanie tej sztuczki. Wystarczyło wtłoczyć wyraźny obraz tego co się chciało w błocko i włożyć w to mnóstwo stanowczej woli. Jeśli się nie skupiała efekt był żaden, albo psuł się od razu. Pierwszy patyk się rozpadł, ale zrobiła jeszcze kilka. Używanie rąk rzeczywiście ułatwiało sprawę. Dorzuciła do ognia. Snajper też zrobił kilka szczapek, po czym zajął się nabojami do Vladimira, a ją poprosił, żeby zrobiła dla siebie nóż i więcej amunicji. Miał wyraźną potrzebę gromadzenia zapasów.

- My demons... hmm... - podjął. - I got this feeling that they looked different. Long time ago. But now they are like arrr and grrr and stuff - wyjaśnił przy okazji gestykulując: rozczapierzając palce i machając nimi w powietrzu niby w ataku. - Not so much like you or me. More like... those... what you call them... - nie mógł znaleźć słowa, więc skończył sakramentnym: You know, Demons.

- Out of here...? - powtórzył za nią. - Ahh, this universe-life thing. Life, eh? Sounds nice. Is it nice? Do you have Demons there? - zaciekawił się dla odmiany. Siedzieli tak już chyba z kilka godzin. Czerwień zaczęła blednąć i żółknąć.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Sob Wrz 29, 2012 11:40 pm

- Yeah, I guess that you could say that. Although I would rather call them crazies, you see there is nothing wrong with the universe, there are just those crazy assholes called Darks who want to reverse everything for their comfort. About those roaming in Mudville, zombies is the word you're looking for... Hmm life, is it nice? Absolutely. Well, I don't have exactly something what you would call an average perspective, but well. You can do everything out there, I for example tried most of it I guess. Quite literally, sex drugs and rock'n'roll. - mruknęła rozsmarowując błoto po nogach jednocześnie stanowczo nakazując mu przemianę w obuwie, typowo wojskowo i przy okazji błotoodporne. Następnie zajęła się nożem i amunicją, przy czym z amunicją spróbowała nakazać błotu wierne odtworzenie magazynka trzymanego w jednej ręce, na stworzony w drugiej. - As it is for life, universe and all. You should remember it, at least partially. Black skies filled with glowing stars, white or yellow at night. Moons. Also trees, usually many of them, buildings, people, animals...

Nevarez dobrą chwilę poświęciła na sprokurowanie sobie cyberkombinezonu na sobie, oraz wzmacnianego wojskowego płaszcza obok. Następnie zajęła się prokurowaniem kabur na broń i pasów utrzymujących owe kabury. Po namyśle skoncentrowała się również na skonstruowaniu dziesięciu granatów odłamkowych standardowego typu i stosownego pasa do przewieszenia przez ramię. Na zakończenie spróbowała odtworzyć...paczkę cigaretów i zapalniczkę. Następnie skontrolowała efekt ostateczny przy pomocy wzroku i węchu, jeżeli efekt był zadowalający odpaliła papierosa i zajęła się rozlokowywaniem wyposażenia do stosownych kabur, oraz schowków przymocowanych do pasa.

- You know, this place is incredibly worse, than one that I know. For example I was able to create things at will from air, just by mere thought. No need for mud. Damn I created one building in personal dimension, and I want those abilities back. Good news is that I have some sort of plan, or idea. The point is to change the rules of engagement. And for that I guess we would need more people. To establish an perimeter, and a base. - mruknęła spacerując w tę i z powrotem obok ogniska. Co i rusz zaciągając się papierosem jeżeli okazał się zdatny do palenia. W pewnym momencie zwróciła swój wzrok na snajpera - Hey, why don't you show me your face? Maybe I even knew you when I was still alive, so I could shed some light on your past. - Nevarez w razie potrzeby pstryknęła peta w ogień, następnie rozglądając się po okolicy z bronią gotową do strzału, kto wie kiedy zwłoki znów zaatakują. - Say, what about them zombies, they are somehow limited in how they appear? I mean..can they appear just behind you out of nowhere, once you killed them and escaped, or they appear in some decent distance? This might be important, however as long as they're not bulletproof, it suits me. I guess that's one of those kind of things you get for being a mercenary for some time. - jeżeli nie było widać w pobliżu bezpośredniego zagrożenia Nevarez zajęła się kreowaniem z błota porządnego SVD wraz z amunicją, oraz naturalnie pasem do przewieszenia przez ramię.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Nie Wrz 30, 2012 6:10 pm

THEME

- Zombies... yeah, that may be the word. Zombies. Crazy zombies.
Podczas prac Natalie zauważyła, że jej nadgarstek się naprawił, ale nie miała pojęcia, czy to jej ciało tak szybko się regeneruje, czy może minęło już tyle czasu.
Jakiś czas zajęło jej zrobienie sobie porządnych butów. Od razu też pojawił się minus, nakładania błota bezpośrednio na ciało: buty przylegały ściśle do jej skóry jak guma. Cóż, zważywszy na warunki, nie było to ani szczególnie przykre czy nawet niekomfortowe, ale dość dziwne. Następny był nóż. Potem magazynek. Skopiowanie wzorca, tak by szlam w jej ręku sam się formował było trudniejsze niż wyrzeźbienie go, ale gdy nabrała trochę wprawy to nie aż tak bardzo. Pierwszy okazał się nieprzydatny do niczego: naboje w środku skleiły się z obudową. Musiała więc zacząć od nowa, mając to na względzie.

Przy okazji im więcej czasu spędzała w tym świecie, tym bardziej uświadamiała sobie, jak bardzo on ją irytuje. Rozumiała już, że jej ciało nie potrzebowało ani pić ani jeść. Mimo to miała ochotę coś zjeść jak i się napić. Nie tylko czegoś mocniejszego, ale choćby wody. Nie potrzebowała snu, a jej ciało, jakkolwiek kruche, nie męczyło się. A jednak miała ochotę się przespać, jak i przestać cokolwiek robić, zwyczajnie odpocząć. Tak samo działo się z każdą kolejną rzeczą: pragnienia, nawet te których dawno nie czuła od czasu swojej przemiany, od czasu studiów, może i jeszcze dawniej, wracały do niej. Co gorsza, jakkolwiek drobne i w zasadzie nieważne, wnikały w nią i drążyły jak wszechobecny tu brud i chłód.
- Say... - zadumał się snajper, słuchając jej. - In that life thing. You have like... little people? Never saw them here. But sometimes I can see them. In my dreams. They are like half the height of a proper person and... nevermind - wrócił do swojej roboty.

Srebrzyło się już, gdy udało jej się stworzyć resztę kombinezonu i całe konieczne oprzyrządowanie. Żołnierz zauważył granaty w jej rękach.
- Not so good - powiedział z przekąsem. Wziął od niej jeden, wyjął zawleczkę, pstryknął rączkę i rzucił. Huknęło i chlupnęło błockiem. Ale Natalie od razu wyłapała, że coś jest nie tak, dźwięk był nie taki co trzeba, wybuch też jakby mniejszy. Druga demonstracja potwierdziła fakty: granaty miały połowę zamierzonej mocy, może trochę więcej, dość żeby urwać rękę, ale nie tyle ile by chciała.
- This is that... - opancerzony się zamyślił. - Hmm, upper-energy-boundary... no, limit? Something like that. Energy-something. Property-something, maybe?

Wzruszył ramionami i wrócił do roboty. Uzupełnił już zapasy i przeprowadzał przegląd całego dobytku, naprawiając szkody wedle potrzeb. Natalie zauważyła, że nawet dobrze wykonane przedmioty degenerują się zastraszająco szybko. Dlatego pewnie pancerz wraz z bronią, które wpierw u niego zobaczyła i wydały jej się stare i zniszczone, musiały być w istocie niedawno naprawiane.

Natomiast Nevarez na koniec sprokurowała w ręce paczkę Carosso i zapalniczkę. Obejrzała ją krytycznie. Wyciągnęła jednego. Wygląd miał dobry. Pociągnęła nosem, ale nic nie wyczuła, poza wszechobecnym zapaszkiem błocka. Zapaliła i zaciągnęła się ostrożnie. Od razu się zakrztusiła i wypluła to gówno. Wywaliła całą paczkę w ognisko. Co prawda agentka nigdy nie próbowała, ale przypuszczała, że tak może smakować palone błoto. Albo i gorzej.
- Water is no good. Food's even worse - skomentował ponuro jej towarzysz.
Natalie pochowała wszystko do odpowiednich miejsc.

- People, eh? Not that many around. Poor, tormented bastards - snajper znowu się zamyślił, dorzucając ostatnią szczapkę do węgli. - Met a woman once. Screamed and run. Got tired of chasing her. Met a man, too. He promised to keep watch, while I slept. I woke up with zombies at my throat. Never saw him again...
Spojrzał na nią przez wizjer i podniósł dłoń do hełmu.
- My face...? - zawahał się, ale pokręcił głową. - No. Don't want to. Because... silver!
Nagle poderwał się na równe nogi i kopniakiem rozrzucił ognisko.
- It's silver already! They strong in silver. Must go. Safer walking.
Spakował wszystko w pośpiechu, zarzucił plecak i karabin na plecy. Odwrócił się do niej przez ramie.
- Not bulletproof. Comes anywhere from the mud.
Po czym zaczął pośpiesznie schodzić w dół wzgórza, co logicznie nie miało większego sensu, ale musiało być jakąś wyrobioną reakcją na zmianę fazy. To, że zmarli mogli pojawić się gdziekolwiek z błota też niezbyt pomagało. Wszystko tu było jednym wielkim zwałem błota.

[I skończył się dzień dziecka i odpisywanie co dzień ;p]
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Nie Wrz 30, 2012 10:26 pm

Nevarez westchnęła po czym ruszyła za swoim nowym towarzyszem przyjmując tempo standardowego szybkiego marszu, trzymając przy tym karabin w gotowości.

- Yeah, well good news is that I'm no ordinary woman. Like seriously, I can see the point of running, but I never really understood what's with the screaming. About those "little people", they do exist. Usually they're called kids, or brats. Basically just younger people, those which you see might be even your own.

Nevarez rozejrzała się po okolicy, niby od niechcenia, w rzeczywistości wypatrując nowych zagrożeń, również przez ramię.

- So what was that about your face? Before you've mentioned silver phase. Which is in fact good, because I got an idea to test, regarding those zombies. - mruknęła zwalniając lewą dłoń w rękawiczce by zgarnąć trochę błota i uformować z niego pierścień, czarny jak noc z osadzonymi w nim dwiema literami N usytuowanymi naprzeciwko siebie na całej obręczy. Jedna z błękitnego kamienia księżycowego, druga z krwistoczerwonego rubinu. Koncentrując się przy tym na istniejącym połączeniu mentalnym między trupami a nią samą, musiało jakieś istnieć. Trupy wiedziały rzeczy o których nie miały prawa wiedzieć, a Nevarez zamierzała to w pełni wykorzystać by zmienić połączenie na tyle by trupy były jej podległe zamiast na nią polować. - You know, I've been thinking about idea of saying "better reign in hell than serve in heaven", well obviously there is no heaven, but as this place is referred to hell, I might as well give it a try, don't you think? Hey, how do you like this ring? It should come in handy, if my theory is right. Aand that's one thing which won't be easy to check on. Anyways, is there something important about those phases except for silver-zombie-powering, which I don't know... - Nevarez na chwilę się zawiesiła - Hey now, how would you like me to call you? Maybe Mort? Short for Mortimer. Mine name you already heard, Natalie Nevarez, and I guess that it wouldn't be bad to use names sometime. Mmm in case if my idea won't work, say do you think that zombies could emerge from surface which wouldn't be mud anymore? Damn, I have another idea. - Nevarez mruknęła biorąc jeden z średnio użytecznych granatów koncentrując się przy tym by zmienić jego strukturę, a dokładniej by zmienić granat odłamkowy w granat IEM. Jednak zamiast zwykłego impulsu Nevarez włożyła sporo wysiłku by wtłoczyć do granatu obraz porządnej betonowej nawierzchni, dość grubej, w postaci elektrycznego zapisu myśli. Połowa energii zwykłego granatu odłamkowego, w przypadku IEM powinna pokryć teren w promieniu kilkunastu metrów, więc nie zaszkodziło spróbować. Gdy granat był gotowy, wyciągnęła zawleczkę i rzuciła przed siebie na jakieś pięć metrów. - Fire in the mud, I guess. If this one will work, we're on good path to establish some sort of base, so running won't be neccessary.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Wto Paź 02, 2012 9:01 pm

Ogromne łańcuchy górskie błota wspinały się na niebotyczne wysokości aż do odległego sklepienia. Krajobraz wciąż i zawsze składał się z bliźniaczo podobnych stoków, pagórków, wzgórz i dolin pełnych fosforyzującego błocka. Okolica wydawała się iście wymarła, chociaż jak zawsze w bladej poświacie nie dało się niczego zobaczyć na dalej jak kilkanaście metrów.

- Kids, huh? - Mruknął do siebie snajper, gdy zsuwali się ze zbocza, ale nie poruszył już tego tematu.

- My face...? Ahh. - Przez chwile milczał, gdy wspinali się na kolejne wzniesienie. - It's just. I'm not sure. Maybe it's not there anymore. My face. They are always around. Too risky without protection. Haven't seen or felt my face, since... long ago. Don't know if it's still there. Don't want to know.
Natalie przelotnie zastanowiła się, co by zrobiła gdyby jej fotograficzna pamięć ją kiedyś zawiodła. Gdyby nie pamiętała kim jest, gdzie jest ani co tu robi. Gdyby spojrzała na swoją twarz w lustrze i niczego nie zobaczyła. Było to trochę surrealistyczne, ale nawet pasowało do nieprzyjemnego miejsca, które mieli wątpliwą przyjemność zwiedzać.

Nevarez zgarnęła trochę błota i przez chwilę formowała z niego pierścień aż nie przybrał zadowalającej formy. Spróbowała skoncentrować się na domniemanej więzi między nią a zmarłymi. Ile by jednak nie próbowała, czuła się równie samotnie we własnej głowie, co gdy pierwszy raz, gdy się to obudziła i zdała sobie sprawę, że nie ma już swoich zdolności. Pierścień póki co nie zdawał egzaminu.
- Mmm, nice, I think? - powiedział żołnierz rzucając przez ramię spojrzenie na pierścień. Nie wydawał się jednak specjalnie zainteresowany biżuterią. - Phases, hmm? It's like, a cycle, perhaps? Greenish starts. At red the mud is most active. Harder to do things. They fall off easier. Yellow slows down. Silver brings it close to zero. The activity. And the Zombies appear more frequently in silver than in red.

- And Mort's fine - zgodził się, gdy już się odwiesiła. Zamienili się rolami, gdy on się zastanawiał. - Don't think so. Can't come out of our armor or weapons - zdecydował w końcu.
Zatrzymali się na jej życzenie na niewielkiej przecince między kolejnymi wzniesieniami. Agentka pomajstrowała chwile przy jednym z granatów zmieniając jego strukturę. Wtłoczyła w niego tyle swojego wyobrażenia o betonowej podłodze ile była w stanie i rzuciła. Granat poszybował po łuku i chlupnął w błoto. Przez chwilę nic się nie działo, a potem łupnęło.

Fala uderzeniowa rozeszła się w promieniu kilkunastu metrów od centrum detonacji, ale zamiast chlapać błotem, sprawiła, że utwardziło się ono z chrzęstem. Świat zafalował, gdy błoto pod ich nogami stwardniało w betonową skorupę. Natalie uklękła i popukała beton. Chciała czegoś grubego, ale oszacowała nawierzchnię na jakieś trzy centymetry. Spodziewała się więcej, ale nieźle jak na pierwszą próbę. Nie dane jej było się jednak długo tym nacieszyć.

- Well, well, aren't you two quite lovely-dovely now, eh? You've got quite the nerve to call us out, Natalie - Nadya stała na wzgórzu po prawej, ale nie miało to większego znaczenia. Byli otoczeni. Nevarez zauważyła, że betonowa powłoka pozostała nienaruszona, ale poza tym okolica wokół nich zaroiła się od zmarłych.

Jednak nie byli to tylko jej zmarli. Drugą połowę kompanii zaliczyła od razu do prześladowców Morta. Faktycznie, różnili się od jej truposzy. Kształt ciała był zadziwiająco ludzki, jednak bardziej przypominali bestie z piekła rodem niż ożywione zwłoki. Poruszali się na czworaka, byli całkiem nadzy, łysi i bladzi. Z palców wyrastały im szpony, a wystająca linia kręgosłupa prowadziła do ostro zakończonego ogona. Głowy były pozbawionymi twarzy, idealnie gładkimi owalami, rozwierającymi się w połowie by ukazać kolekcję ostrych zębów i wielkie jęzory. W przeciwieństwie do jej zmarłych warczały, syczały i kłapały paszczami.

- We already told you - podjęła Levchenko. - There is no way out. There is no exit. There is no survival. There is no salvation. There is...
Vladimir plunął ogniem, zdejmując Krwawej głowę, wraz z szyją i częścią klatki piersiowej.
- Bitch talks too much - podsumował Mort.
Ciało Nadyi drgnęło, ale zamiast przewrócić się i rozpaść, błocko wokół niej zabulgotało i wlało się na miejsce straconych części ciała.
- That was quite rude - powiedziało coś co było rosyjską agentką, choć obecnie na jej głowę składała się bezkształtna masa o czerwonych, płonących oczach. - You're not supposed to interrupt a lady while she is talking.
- That's new - mruknął towarzysz Natalie, wyraźnie zaskoczony.
- And I was trying to play it nice - jątrzyła się Krwawa - but that does it. I have enough of you two, you damn anomalies. I'll turn both of you into nice piles of mud. I'll tear your consciousnesses to shreds myself, if I have to! Rip them apart! - wrzasnęła wskazując na dwójkę ręką, a zmarli zawyli przeraźliwie jednym głosem. Dziesiątki, setki ciał ruszyły do przodu.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Wto Paź 02, 2012 9:58 pm

Nevarez uśmiechnęła się krzywo wyjmując kolejny granat gdy tylko usłyszała trupy. Przynajmniej sprawdzała się teoria o połączeniu, jakkolwiek nie udało się jej jeszcze uchwycić tego połączenia.

- Agreed - mruknęła na podsumowanie Morta jednocześnie z namysłem chwytając drugi granat oraz wtłaczając w niego obraz betonowych "pancerzy" obejmujących trupy. Gdy skończyła, odbezpieczyła obydwa granaty upuszczając je tuż obok swoich stóp. Do wolnej ręki z kolei wzięła Berettę. - First of all, you stole my line, and you're certainly no lady, in fact you don't even exist. And as I called you out, then as your, from lack of better word master I order you to stop. - w ostatnie dwa zdania Nevarez włożyła maksimum koncentracji myśląc o trupach nie jak o trupach ale raczej tak jak o wszechobecnym błocie w fazie formowania. Również ton głosu Natalie przybrał przy tym na intensywności, ten typ głosu którym wydawała swojego czasu rozkazy najemnikom niższym stopniem, lub ludziom którym zwyczajnie wciskała piękne historyjki pozwalając im uznać ton głosu ponad same słowa. - You know Mort, it might be pointless killing them, although it's always buying some more time, and time is a thing which I exactly need to take them out for good. So, keep up the shooting a'ight? - Nevarez mruknęła sama również dokładając swój ołów do puli strzelanej w truposzy. Gdy skończyły jej się naboje w magazynku karabinu zwyczajnie go odwiesiła, pożytkując drugi pistolet, w końcu gdy któryś z nich byłby już cały wystrzelany agentka przeszłaby do innej taktyki, a mianowicie schowania wystrzelanej broni do kabury, zmieniając ją na kolejny granat, który z kolei równiez bazując na IEM miał przesłać....dźwięki. A konkretniej parę zdań, potem granat został odbezpieczony i wciśnięty w twarz lub otwór gębowy najbliższego agresora...A słowa, słowa brzmiały tak ; " Well allright, this is a basic message for all of you dead PEOPLE, I mean those thinking, and or maybe even using guns. Got a proposition for all of ya ; Just figured out how to establish a nice base safe of those other assholes trying to kill you. Although they're quite persistent, so if you're tired of running...Oh fuck the PR, just follow your ears in direction in which you heard this message, and run as fust as fucking inhumanly possible. Could use some help here, probably"

Po pozbyciu się granatu Nevarez zaczęła ewentualnie pożytkować noże, zarówno w rzutach jak i walce wręcz wspomaganej ogniem z broni palnej. Niekoniecznie w tej kolejności i konfiguracji.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Pią Paź 05, 2012 7:20 pm

Dwa granaty potoczyły się po betonowej nawierzchni i wybuchły, omiatając falą wybuchu dwójkę w środku niczym uderzenie wiatru. Najbliższe dwie dziesiątki zmarłych pokryły się warstwą betonu. Niektóre z nowopowstałych posągów przewróciły się inne zastygły w miejscu przesłaniając widok na nadciągające kolejne dziesiątki.

Natalie zmieniła taktykę i wydarła się na nie z całą mocą na jaką było ją stać. O dziwo, pojawiła się reakcja. Trupy będące najbliżej zwolniły wyraźnie, niektóre nawet się zatrzymały, zdezorientowane.
- Impressive... is what you wanted to hear? Oh, please. What are you standing there for, you idiots? Kill them already! - zmarli zawyli i ruszyli do przodu z nową mocą.

Vladimir nieprzerwanie pluł ogniem, ale teraz dołączyło do niego SVD. Psowaci zmarli, poruszali się szybciej niż ich dwunożni krewniacy, często skakali na boki albo w górę, jednak Mort celował w nie z łatwością i trafiał bezbłędnie. Widać było przerażająco dużą wprawę. Naturalną koleją rzeczy Natalie wzięła na cel "swoich" truposzy, pakując po pocisku w te puste łby. Może i byli zbudowani z gliny, ale po trafieniu w głowę rozsypywali się jak każde szanujące się zombie.

Puste magazynki upadały z grzechotem na beton, nowe trzeszczały wbijane jednym ruchem do gniazd, szczękały wsuwane do komór naboje. Jednak nawet celne, zasadniczo synchroniczne strzelanie nie w pełni wystarczało. Celów było zbyt wiele jak na dwie osoby, jakkolwiek wyszkolone. Błotniste, częściowo stwardniałe kupki, pozostałe po ciałach zalegały coraz bliżej, a nieboszczycy ciągle nadchodzili. Wydawałoby się, ze wystrzelali już kilkudziesięciu, przynajmniej tylu ilu ich okrążało, a jednak półmrok nieustannie wypluwał z siebie nowe ciała.

Karabiny zostały odwieszone i zastąpione parą pistoletów. Celując dwiema rękami zwiększyła się chwilowo siła ognia, ale i zużycie amunicji. Poza tym pistolety nie miały już tak dużej siły obalającej, więc niektórych agresorów trzeba było poprawić. Jeden z takich przeszedł przez pole statui i wyciągnął ręce w kierunku Nevarez mając tylko połowę głowy. Ona była już jednak przygotowana. Porządny kopniak usadził delikwenta - pancerz działał cuda, chociaż sam przy okazji niepomiernie się kruszył i rwał - a wsadzona w rozwarte do gryzienia usta cytrynka przesądziła sprawę.

Błocko chlapnęło wokoło, ciało opadło na beton. Głos agentki rozszedł się około niczym echo, odbijając od wzgórz i pagórków. Żadnego natychmiastowego odzewu nie było. Ani minutę później. Ani pięć. Celem oszczędzania amunicji strzelali tylko z jednej spluwy, pomagając sobie nożami, gdyż kłębowisko zbliżało się na niebezpieczną odległość. Natalie mimo wszystko błyskawicznie opróżniała magazynki w zbliżające się ku niej, śmierdzące, pseudotwarze; kopniakami przetrącała wysuwające się w jej stronę ręce, podrzynała gardła i przebijała czaszki...

Stali plecy w plecy, opędzając się od tłumu ostatkami pocisków, gdy rozległ się nieludzki wrzask. Szybko przebiegł po skali dźwiękowej, balansując na granicy ultradźwięków. Dwójce wojowników wnętrzności się skręciły, a głowy zaczęły pulsować tępym bólem. Celowanie czy walka stała się zajęciem ponad siły. Na szczęście zmarli mieli się chyba jeszcze gorzej. Ich jęki dokładały się do wrzasku, ale nie wzmacniali go, tylko protestowali. Ludzcy zataczali się jak pijani, a psowaci padali i tarzali się, przestając się interesować swoimi niedawnymi celami. Pojawiały się pęknięcia i kończyny zaczęły im odpadać, powiększając juz i tak wielkie góry błocka na betonowym spłachetku.

Źródłem dźwięku okazała się Levchenko. Nevarez nie widziała sytuacji od początku, ale mogła się go domyślić. Krwawa, obserwując masakrę dziejącą się w dole przeoczyła człowieka, który zakradł się za nią. Odwróciła się w ostatniej chwili, rozdziawiła paszczę jak wąż i wydarła się przeraźliwie, ale coś co łudząco przypominało Colta Single Action Army, zwanego też Peacemakerem zaglądało jej do tej paszczy, z drugie celowało w tors. Rozległo się dwanaście nie tyle strzałów, co łupnięć i Nadya kawałek po kawałku rozbryznęła się w powietrzu. Jej strzępy jeszcze jakiś czas niszczały, spadając niczym popiół. Ci ze zmarłych, którzy jeszcze pozostali rozsypali się w proch.

Mężczyzna, właściciel Coltów, zjechał po zboczu do nich i podszedł szybkim krokiem, chowając rewolwery do kabur. Jego buty miały wysokie cholewy. Na skórzanym, brązowym płaszczu, nosił takie poncho, a na głowie kapelusz z szerokim rondem. Oczy nie bardzo było widać, choć skórę miał żółtawą i pomarszczoną, a wokół ust wąsy, które łączyły się z bródką poniżej w sporą brodę sięgającą do piersi.
- Arms Dealer...! - ucieszył się Mort.
- Hi there, children. I heard you could use some help. Seems you did.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Sob Paź 06, 2012 3:09 pm

Nevarez wyszczerzyła się przeładowując wszystkie sztuki posiadanej broni palnej, mimo lekkiego dyskomfortu ćmiącego bólu po wrzasku odezwała się do Morta - Now that's what I'm calling an useful screaming. - po przeładowaniu, pistolety schowała na powrót do kabur, a karabin pozostawał przewieszony przez ramię. -Hi, nice day in mudville, eh? Now seriously, thanks for the help. I'm glad you stepped in. Things were getting quite zombiefic. Now, it would be nice if you could stay for a while, for a nice talk and to provide covering fire while I'll make more suitable accomodation.

Nevarez zmieniła pozycję siadając na skraju betonowego placu i zaczęła formować dziesięciometrową aluminiową tyczkę ze spłaszczonym i szerokim gumowym zwieńczeniu z jednej strony z podręcznego błota, z haczykami co 2,5 metra na oko. Gdy skończyła, tknęło ją coś, drgnęła lekko - Right, I forgot because of probable lack of time. You know Mort, I'm Natalie and you...you surely have a name other than Arms Dealer right? I wouldn't mind hearing it. Although there is still some work to do...Hey, any chance that you know something about exit from this madness? -Nevarez zwróciła swój wzrok na rewolwerowca w międzyczasie wtłaczając w błoto rozkaz kopiowania poprzedniej tyczki. I tak jeszcze dwa razy, po wszystkim przełożyła tyczki na beton i zaczęła kopiować granaty do ilości odpowiadającej hakom czyli szesnastu. Granaty podzieliła na małe stosiki, po czym zgarnęła dwie tyczki i je rozstawiła w odległości na oko 7 metrów od siebie. Następnie to samo zrobiła z pozostałymi tyczkami, wszystkie chwilowo leżały na płask.

- This isn't exactly something what you would call an ordinary method, yet it should work. - mruknęła idąc po granaty, wrzuciła dwie garści do kieszeni płaszcza a w ręce zgarnęła spory kawał błota. Potem przeszła w stronę tyczek i zaczęła kopiować granaty z błota, po wtłoczeniu w nie obrazu obiektu który miały stworzyć, następnie granaty rozwiesiła po dwa na każdym haku odpowiadających im tyczek, tę samą procedurę zastosowała z resztą granatów. - Almost done I guess, just a few more minutes - mruknęła skręcając z błota zwój żyłki na oko 25 metrowy. Po udanym skręceniu podeszła do tyczek i obwiązała żyłkę przez zawleczki granatów w ten sposób że przy pociągnięciu za koniec prowizorycznej liny wszystkie się odpalą. Następnie podniosła ostrożnie tyczki do pionu by nie zainicjować przypadkiem któregoś z granatów przedwcześnie.

Następnie Nevarez z uśmiechem chwyciła koniec linki i zwróciła się do Morta i Dealera - Gentlemen...heads up, here goes...nothing? Or something.. - I z tymi słowy Nevarez szarpnęła za linkę pozwalając by granaty na tyczkach zaczęły kształtować rzeczywistość zgodnie z jej wolą. Mianowicie agentka rozłożyła na każdej tyczce po 8 granatów, każda tyczka odpowiadała za jedną czwartą wieży strażniczej, wysokiej na piętnaście metrów z czego zagospodarowanie przestrzenne wewnętrzne zaczynało się dopiero na 7 metrze. Ot kilka pomieszczeń, które od biedy można nazwać mieszkalnymi, zbrojownia, w której zamiast gotowego wyposażenia była kadź wypełniona błotem przemienionym w glinę, by uniknąć powstających trupów. Pierwsze siedem metrów od podstawy licząc było litym żelbetem, podczas gdy na owym nieszczęsnym siódmym metrze było wejście, do którego prowadziła składana aluminiowa drabinka.

Nevarez wtłoczyła w granaty dość solidny obraz trwałej konstrukcji, z domyślnie rozwiniętą drabinką. Podwójna ilość granatu służyła wzmocnieniu konstrukcji, podobnie jak lekkie opóźnienie w zapłonie zdublowanych granatów.

Jeżeli wszystko poszło zgodnie z koncepcją agentki ta zwróciła się w stronę pozostałych dwóch ludzi, z braku lepszego słowa.

- Well, shall we enter? As far as I can tell it should be more comfortable inside, although going up might be somewhat pain in the ass. - Na zakończenie agentka teatralnie strzepała niewidzialny kurz, lub bardziej widzialne błoto z rękawów. Okazyjnie też kątem oka sprawdziła stan swojego stroju po przeprawie z umarlakami.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Sob Paź 06, 2012 9:33 pm

Agentka przeładowała wszystkie dostępne sztuki broni i zabrała się żwawo do roboty.
- You're welcome - odparł Arms Dealer. - I don't mind telling you, although, most find it difficult to remember and pronunce, so you can call me whatever you like. The name's Rephaite.

Przez chwilę obserwowali formowanie tyczek.
- I'm sorry, but what are you actually doing? - spytał Rephaite.
- This thing called "base". I think - odpowiedział mu Mort.
- Ahh... well, she looks like she's having fun... although there isn't that much time to waste - stwierdził tamten, ale ostatecznie nie przeszkadzał.

Natalie uformowała tyczki w liczbie sztuk cztery i odpowiednio granaty w liczbie sztuk szesnaście. Choć nabierała wprawy i tak szło to opornie i czasochłonnie. Mort starał się jej pomóc jak umiał. W końcu cztery tyczki stanęły pionowo, obwieszone parami granatów na przeznaczonych im haczykach. Pozostało już tylko obwiązać wszystko linką i gotowe.

Nevarez odsunęła się, stając przy tamtych. Chwyciła mocniej linkę i pociągnęła, urywając zawleczki w granatach i uwalniając ciężarki. Eksplozja niemal nie zwaliła ich z nóg, szarpiąc nimi na wszystkie strony. Otoczenie zafalowało, a betonowe podłoże zmiękło i popłynęło w stronę tyczek. Szlam wtłaczał się pod górę, wspinając po tyczkach niczym odwrócony wodospad, a gdy już dotarł na miejsce, twardniał i zmieniał wygląd. Szczyt wieży strażniczej puchł i pęczniał, przybierając bardziej owalną niż sześcienną formę.

Formacja trwała dobrą chwilę, a gdy się zakończyła, agentka oceniła efekt procesu. Ściany były porowate i pokryte bąblami, ale mniej więcej równe, a przede wszystkim odpowiednio twarde. Góra poza zaokrągleniem wyglądała w porządku. Ze szczytu zleciała drabinka linowa, dyndając nad gruntem.

Natalie oceniła jeszcze swój strój. Najbardziej ucierpiały te części, które miały najwięcej kontaktu ze zmarłymi: rękawice i buty, aczkolwiek na całości zauważyła rozdarcia i pęknięcia, które wypadałoby załatać w wolnej chwili. Mort był pod wrażeniem, Dealer nie tak bardzo.
- Well, it's a nice, exquisite grave, but we don't have much time left. In fact, I'd like to point you towards the exit and send you on your way before Cerberus comes back. And the fact that she's taking her sweet time means probably that she's collecting enough energy to come in her true form. Which is bad enough, but there's more. Natalie, it's been already 28 hours since you came here. You should realize what that means.

Rephaite wyciągnął rękę w bok i błocko zabulgotało gwałtownie. Wysunęła się z niego chromowana bestia, która po obcieknięciu szlamu okazała się motorem. Motorem kogoś z poczuciem humoru. Z przodu umieszczono czaszkę, z której oczodołów padało światło, a koła obleczone były setkami zadziorów, a dodatkowo pulsowały wewnętrznym żarem, od którego błocko parowało i twardniało.
- This thing runs on willpower. You should ride in that direction - wskazał na północny wschód - until you see a river in the sky. There will be a harbor there, and once you go there, a boat will float by. From there you have a chance to cross back into the world of living.

- However, it won't be easy. All of this is Cerberus's hunting grounds. She's invincible in here. We might've caught her by surprise this time, but she will be back ten times stronger and vicious. Also she's faster than any machine, so it would be better if you went as soon as possible. I'll try to buy you some time, but in a head on fight I'm no match for her.
Spojrzał spod kapelusza na motor, który miał wyraźnie miejsca dla dwojga, jednak pokręcił głową.
- It would be better to go alone. Every gram might count. You can always come back, once you do all that is to be done, right?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Nie Paź 07, 2012 10:13 am

Nevarez ściągnęła brwi na komentarz Rephaite'a, jednak zaraz uniosła je słysząc ile czasu minęło.

- Well, that ain't good news obviously. Hmm... - przez chwilę nic nie mówiła jednak zaraz się uśmiechnęła widząc motor - Now that's some sweet ride, right no time to lose. - Mruknęła wyciągając pistolety i wtłaczając w nie obraz innych w razie czego posiłkując się błotem. Konkretnie ujednolicona broń ręczna miała przyjąć postać półautomatycznych FN 5.7, o dużej pojemności magazynka i mocy obalającej. Podobnie z magazynkami. Potem zwróciła się w stronę Dealera - You know Rephaite, you don't have maybe another one of those? Could solve the time problem. If not well..- spojrzała na Morta - It's your call, I said I'll get you out when I'll go, and I'm mad enough to try it now, so if you want to go now, feel free. Although if you want to stay here and cover my back, so I'll have better chance to preserve whole universe from degradation, you should know that I keep my word so all in all I'll be back to bust you out. Yet if you choose to stay here for a while longer I wouldn't mind seeing your face before I'll go.

Nevarez podeszła energicznie do motoru, jednak zaraz się odwróciła do pozostałych wprawiając płaszcz w lekki łopot.

- Rephaite, once again thanks for your help, although no offence, it's not really nicest place to be, I mean seriously, even cigarettes taste like mud - Natalie wzdrygnęła się na wspomnienie obrzydliwego smaku - And I don't exactly intend on dying once again, as it is for this Cerberus bitch, well I hope this tower I've just build will be of some use for you. Should be easier to fight them back from height, unless they'll learn how to fly that is. - agentka usiadła na motorze by jeszcze poprawić swój strój łatami z błota przekształcanego w ubranie, po czym wstała i z salutem wypowiedziała "Farewell, gentlemen and good luck to you."/"Well farewell, Rephaite and good luck with Cerberus, if I'll be able after all to come back here alive and kill that bitch, then you can certainly count on that".

W zależności od decyzji Morta, jeżeli ten się zdecydował jej towarzyszyć dalej poczekała na niego zajmując pozycję za kierownicą naturalnie, jeżeli jednak wolał osłaniać tyły Nevarez od razu ruszyła we wskazanym kierunku wkładając w motor całą swoją tłumioną wściekłość, chwilową radość z pokonania trupów, a także palącą żądzę zemsty i wolę przetrwania.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Pią Paź 12, 2012 6:27 pm

Dodatkowa warstewka błota poczęła się kształtować i twardnieć zmieniając Berettę i Walthera w dwa FN 5.7. Magazynki szczęknęły wsuwane na miejsca.
- I can make you as many as you want - powiedział Rephaite, ale w jego głosie wyczuwała nadchodzące "ale". Nie przeliczyła się. - But to operate it a certain deal of adaptivness is required. I'm sure you can manage, because of your recent experiences and the fact that you were here only for a short time. For a long-term dweller of this place... well, if we had time... but we don't have - powiedział dobitnie.
- It's ok. Don't want to be a burden - Mort uniósł dłonie, jakby chciał przekazać, że nie przeszkadza mu pozostanie tutaj.

Powietrze rozdarło wycie mrożące szlam w żyłach. Odbijało się od wzgórz i gór błocka, by powrócić zwielokrotnione. Czuć było w nim gniew i żądzę zemsty. Niczym łowca dający znać ofierze, że zaczyna się czas polowania. Bezsłowne stwierdzenie, że można uciekać, ale nie można uciec.
- Well, on a second thought... - Mort odwrócił się w stronę wzgórz i cofnął o krok. - Being a burden isn't so bad after all. Still mad enough to take me?
- Whatever, hurry - ponaglił ich Rephaite, wskazując na motor. Colty już trzymał w dłoniach. Na wzgórzach pojawiła się sylwetka ogromnego psa. Ogara piekieł. Wielkiego jak wzgórze, o głowie wielkiej jak autolot i oczach niczym gorejące węgle. Wokół niego kłębiło się mrowie mniejszych sylwetek. Cerberus patrzyła w ich kierunku. - Well, that's her, two steps short from being serious.

Natalie usadowiła się na siedzeniu motoru, nakładając prowizoryczne łaty na ubranie. Mort usadowił się za nią, tyłem, w jednym ręku trzymał Vladimira, drugim przytrzymywał drążek nad tylnym kołem. Nevarez położyła ręce na drążkach kierownicy. Niewidzialne wici natychmiast wsunęły się w jej dłonie i wpełzły po rękach do barków. Nie czuła bólu, niemniej uczucie było dziwne. Zupełnie jakby motor był żywą istotą - może był? - a ona trzymała nie kierownicę a lejce, tyle że nie w dłoniach, a w całym ciele. W pewnym sensie stali się jedną istotą. Silnik zawarczał butnie, światła zamrugały wzmocnione. Poczuła jak energia płynie z niej do maszyny. W duchu mogła już tylko dziękować, że jej nowe ciało pomimo wielu wad nie męczyło się. Skoro miała robić za bak, bezsensu byłoby gdyby skończyły się jej soki w połowie drogi.

Arms Dealer odwrócił się ku niej, gdy go zawołała.
- Yeah, good luck to you too. Say "hi" to my mother, when you meet her, okay? - dodał, po czym przyłożył lufę Colta do czoła odpowiadając na salut.
Chromowana bestia zaryczała i wyprysnęła do przodu, sypiąc wokoło zwęglonymi kawałkami błocka. Odpowiedziało jej wycie tysiąca gardeł. Nevarez widziała kątem oka jak całe morze sylwetek rusza i uderza falą tam gdzie widoczna była malejąca szybko wieża. A pomiędzy nimi jeden potwór wielkości wzgórza.
Pożegnało ich dwanaście łupnięć towarzyszących opróżnianiu magazynków Coltów.

Nie było jednak czasu na skupianie się na czymkolwiek poza prowadzeniem. Wskazówka na liczniku od razu minęła setkę i podeszła pod dwie setki. A okolica nie sprzyjała szybkiej jeździe. Co prawda błoto zmieniało się pod kołami w rodzaj żużlu, tworząc cienką ścieżkę relatywnie dobrej nawierzchni, reszta była mało stabilna. Dodatkowo pofalowane ukształtowanie sprawiało, że musiała lawirować, by dostać się do dłuższych zboczy, czy równin, a omijać serie wzgórz i pagórków, które bez jej psychicznych zdolności z pewnością by ich zabiły. Przynajmniej tymczasowo, ale czy nie właśnie o czas tu chodziło?

Przez pewien czas mknęli niczym srebrna kometa przez wieczny półmrok podziemia. Jednak Rephaite tylko kupował im trochę czasu. Pierwszą oznaką pogoni były delikatne wibracje motoru. Cały krajobraz drżał od tysięcy łap bijących mokry szlam. Mort krzyknął, że ich doganiają. Nevarez przyśpieszyła mimo niesprzyjającego terenu, ale pojazd zaczął się ślizgać: to koła nie nadążały z przemianą nawierzchni, musiała więc wrócić do bariery dwustu kilometrów na godzinę. Walka z przyśpieszeniem i przyczepnością o każdy kolejny kilometr na liczniku zaowocowała okrzykiem jej towarzysza: mniejsze paskudy nie nadążają!

Cerberus wręcz przeciwnie. Coraz wyraźniejsze wibracje wskazywały, nawet bez odwracania się, że masywne cielsko się zbliża.
- Right!! - wrzasnął Mort.
Agentka zobaczyła jak gorejące oko wielkości pięści zrównuje się z nią. Kły wielkości męskiego ramienia, w otwierającej się paszczy...
Odbiła w lewo, jadąc w górę zbocza, a szczęki zacisnęły się obok jej łokcia. Mort złożył się do strzału i Vladimir plunął ogniem. Cerberus dostała w ramię, potknęła się i stoczyła po zboczu, a tyłem motoru zarzuciło niebezpiecznie. Natalie wyrównała i pojazd ponownie wyprysnął do przodu. Jednak upadek, który powinien pogruchotać ogara, nie zrobił na nim większego wrażenia. Po przetoczeniu się kawałek, bestia była ponownie na nogach i pędziła w ich stronę. Mort zaryzykował kolejny strzał, ale ich prześladowczyni nie miała zamiaru dwa razy nabrać się na to samo i uskoczyła zaskakująco zręcznie jak na masywne cielsko.

Gdy była bliżej, okazało sie, że jej forma miała niewiele wspólnego z psem, może poza pewnymi fragmentami. Jednak grzywa i budowa sylwetki wskazywały na bardziej dziką mieszaninę. Chimerę można by rzec.

Chimera zbliżała się niebezpiecznie, gdy coś jaśniejszego pojawiło się na horyzoncie. Jechali po zboczu jednej z dwóch gór tworzących dolinę. Za krawędzią doliny, za szczytami błotnistych gór coś lśniło w powietrzu. Jakby rzeka. Wodnista wstęga wiła się po niebie, migocząc. Na jej tle coś się odbijało, jakiś cień. Przystań. Jednak była wysoko, strasznie wysoko...

Potwór skoczył na nich i Nevarez musiała odbić ostro w prawo. Pazury machnęły nad głową agentki, gdy przelecieli pod monstrum. Cerberus wbiła się w zbocze, wzburzając fontanny szlamu, a oni popędzili w dół, ku dnu dolinki. Wściekły ryk odbił się echem od górskich zboczy, ale wydawał im się zniekształcony, bo pędząc w dół dobijali już trzeciej setki na liczniku. Natalie skorygowała kurs na lewo, by nie zaryli w dnie. Ciemna sylwetka na tle zbocza już się pozbierała i ponownie ich ścigała, jednak mogło im się udać...

Wściekłe wycie przeszyło okolicę, wzburzając ją. Powierzchnia zagotowała się. Przed nimi, u wylotu doliny coś zaczęło się podnosić. Gigantyczna głowa, ramiona niczym masywy, tors jakby wyrwany wprost z wnętrza ziemi... Kolos podnosił się przed nimi, tysiące ton błocka, o wielkich płonących oczach i otwartych do krzyku ustach, z których bił ogień. Gigant był wyższy niż zbocza i stał im wprost na drodze do przystani, wciąż się formując. Prawą rękę wyciągnął z błocka do nadgarstka, zostawiając dłoń zakopaną, opierając się na niej jak na wsporniku, za to formując do końca lewą rękę, której nie omieszkał unieść z zamiarem opuszczenia im na głowy.

Kolos wydał z siebie niski ryk, a akompaniowało mu wycie ich prześladowczyni z lewego zbocza. Ale gdzie teraz? Lewe zbocze? Prawe? Ale nawet gdyby użyła ich jako skoczni, oceniała, że zabrakłoby jej trochę dystansu do umieszczonej na niebie przystani.
- If you got any great ideas: now's the time!! - Mort odchylił się opierając się plecami o jej plecy i krzyknął próbując przekrzyczeć wycie wiatru.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Sob Paź 13, 2012 2:17 am

Nevarez nieco przyspieszyła odbijając w stronę prawej ręki kolosa, jednocześnie zwracając się do Morta. - Oh yes, I got one nice idea. Mosquitos, I'm telling you, mosquitos. Now, turn around and better grab me by waist, because gravity ain't gonna like what I'm up to. Needless to say, better hold on tight.

W międzyczasie skoncentrowała się na przerzuceniu wici chwilowo na prawą rękę, lewą z kolei sięgając do kabury po FN 5.7, gdy tylko Natalie chwyciła broń złapała lekkim chwytem ponownie kierownicę. Jednocześnie tłoczyła w FN-kę obraz granatu IEM, w którym z kolei ulokowała obraz asfaltowej, dziesięciometrowej rampy wznoszącej się z głowy kolosa.

Gdy tylko skończyła modelowanie, podała w miarę możliwości granat Mortowi do ręki.
- On my mark, trigger it and throw at the giant's head, got it? Great. Now hang on.

W trakcie całego zamieszania agentka starała się trzymać motor w żelaznym uścisku woli, a zarazem w stanie koniecznej równowagi. Nieraz niemal w karkołomny sposób unikając zagrożeń, za każdym razem gdy udało jej się taki unik zastosować dziękowała swojemu upodobaniu do jazdy przy wysokich prędkościach, w różnych warunkach.

Jednocześnie, mimo świadomości zagrożenia, oraz niezaprzeczalnie parszywej sytuacji w jakiej się znajdowała, usta agentki rozciągały się powoli w uśmiechu, uśmiechu który przywoływała prędkość, daleko wykraczającej poza granice bezpieczeństwa, czy też spokojnej jazdy.

Gdy przednie koło motoru zaczęło się niebezpiecznie zbliżać do kolosalnej ręki, agentka włożyła całą energię i wolę w uniesienie przodu motoru na tyle by wjechać na niemal pionową rękę. Szczęśliwie Mort powinien całkiem sprawnie posłużyć za balast stabilizujący. Jednocześnie jednak, by nie kusić losu, losu którego jakże ironicznie nazywała siebie władczynią, Nevarez przedłożyła motorowi bardzo dobitną sugestię by wykształcił sobie przyzwoite metalowe kolce, lepsze niż te będące na obecnym wyposażeniu. Sporo swojej uwagi poświęcała od-niedawna-martwa zabójczyni również na przyczepność motoru do kolosa, wbrew grawitacji.

Nevarez od momentu wjazdu na biednego szlamowego kolosa który chciał ją i Morta zabić, koncentrowała całą swoją uwagę na jeździe, jeździe w górę ramienia. W momencie najechania na bark olbrzyma, Natalie dała znać Mortowi krzykiem by rzucił granat. I niemal natychmiast po tym rzucie skierowała motor w dół pleców olbrzyma, gdzieś w połowie zwracając gwałtownie kierownicę w bok jednocześnie wydając motorowi komendę hamowania, tak by wejść w poślizg i obrócić się o 180 stopni. W trakcie manewru przemknęła przez umysł agentki bardzo nietypowa myśl, żeby zwrócić się do jakiegoś bożka o pomoc, niby nie zaszkodziłoby.

Ale świadomość ustroju wszechświata bywa uciążliwa, Nevarez więc tylko prychnęła zdając sobie sprawę że istoty określane przez ludzi "bogami" to w większości którą znała idioci i świry. A że sama do niedawna mogła się zaliczać do tej grupy gdyby nie gardziła nazwą "bóg" dodał szczyptę irytacji i rozdrażnienia do chwilowej euforii wynikającej z wysokich prędkości kojarzonych przez umysł ze wzrostem produkcji adrenaliny oraz endorfin. Czego Nevarez nie omieszkała spożytkować na przyzwoity rozpęd, wzdłuż czegoś pośrodku pleców kolosa, co u zwykłego człowieka odpowiadałoby kręgosłupowi.

- So you were asking if I'm still mad enough to pull this off, aye? How about driving through mud-giant to nearest exit for an answer, eh Mort?

Gdy tylko ostatnie słowa rozbrzmiały, Natalie ponownie poświęciła uwagę swojemu jakże miłemu środkowi transportu, sugerując mu dwie rzeczy. Pierwszą była modyfikacja napędu, tak że w dodatku do zwykłego napędu z jej własnej woli dochodził jeszcze napęd wręcz rakietowy, zasilany zarówno standardowym paliwem rakietowym jak też podtlenkiem azotu. Załączając obie rzeczy 15 metrów przed wytworzoną przez granat rampą, pozwalając by pojazd się rozpędził nawet do ponad 450km/h.

Jeżeli mimo wszystko zapowiadałoby się na nie dotarcie do celu, Nevarez podjęłaby próbę improwizacji ostatniej szansy, przemieniając drugą FN-kę w granat identyczny do poprzedniego. Aczkolwiek w tym wypadku rampa-most miała zaczynać się tuż pod motorem a kończyć u celu.

Tak czy owak jeżeli ostatecznie wszystko kończyło się zgodnie z zamierzeniami Nevarez, ta pożegnała jeszcze piekielnego ogara.

- Sorry Cerberus, you pathetic excuse of a hell hound, I won't throw you a bone. Although I might send you few new residents, just you know... Work on your hospitality, this place should be really more visitor-friendly. Those ads about fire or ice and all, are obviously exaggerated.

Z drugiej strony jeżeli jednak cały manewr nie wyszedł, agentka z jękiem "Not again, I hate dying. And it obviously destroys my records..", mimo wszystko próbowała jakimś cudem skierować motor na kolosa bądź zbocze błotnistych gór by możliwie złagodzić upadek.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Pon Paź 15, 2012 11:33 pm

Natalie odbiła na lewo, zbliżając się do prawej ręki kolosa, ale także do ich prześladowczyni, która ani myślała odpuszczać. Mort przerzucił nogę wpierw na jedną stronę, a potem na drugą, żeby obrócić się w jej stronę, po czym objął ją w talii. W tym czasie Nevarez, prowadząc jedną ręką przekombinowała jedną z FNek na granat. Już stwardniałe błocko miało swoje obiekcje, ale ostatecznie zmieniło kształt napełniając się wizją rampy. Podała granat swojemu towarzyszowi.

Z lewej pojawiło się masywne cielsko. Otwarte szczęki celowały w tylną połowę motoru. Agentka zrobiła unik w prawo, ale jeden z kłów zdążył rozorać nogę Morta i wbić się w lewą rurę wydechową. Motorem szarpnęło, gdy kawałek metalu poleciał do tyłu, a Cerberus zmyliła pół kroku.

Natalie wyrównała kurs, po czym włożyła całą wolę w uniesienie przedniego koła. Płomienie zafurkotały na wietrze, gdy na jednym kole wpadli na ramię giganta. Motorem szarpnęło okrutnie, ale już pędzili w górę pod kątem siedemdziesięciu stopni. Równocześnie pojazd spełnił rozkaz prowadzącej, a kolce na jego kołach wydłużyły się trzykrotnie, ryjąc w ramieniu kolosa.

Ten wydał z siebie kolejny basowy ryk. Jego głowa mozolnie obracała się by spojrzeć na pchły wspinające się po jego ramieniu. Cały czas jechali w cieniu uniesionej lewej ręki, która teraz zaczęła opadać wprost na nich. Byli jednak za szybcy, a masywna dłoń za wolna. Masa powietrza wpierw przygniotła ich do ramienia, a gdy dłoń uderzyła w przedramię, fala uderzeniowa popędziła ich do barku. Co więcej uderzenie kolosa musiało niechcący wstrzymać Cerberus, bo mieli ją z głowy na kilka sekund.

Był to pierwszy moment w którym Natalie mogła sobie pogratulować dodatkowych kolców, bez których fala od uderzenia mogłaby zepchnąć ich z ramienia. Drugi nadszedł, gdy dotarli do barku giganta. W normalnych okolicznościach, siła pędu oderwałaby ich i przelecieliby nad plecami, tym razem jednak stało się inaczej. Nevarez dała znak Mortowi, jednocześnie skręcając kierownicą i skupiając ponownie całą wolę na przyczepności motoru. Jej towarzysz rzucił granatem, który wylądował wprost na czubku potylicy giganta. Impuls rozszedł się po niej, a szlam zaczął zmieniać kształt, tworząc dziesięciometrową rampę. Niewiadomo, czy powodem było przeformowywanie ożywionego błocka, starcie woli Natalie i Cerberusa, czy wada granatu, ale jej rampa przypominała bardziej stalagmit, czy sopel lodu wystający z tyłu głowy olbrzyma. Któremu to się bynajmniej nie spodobało, gdyż z charakterystyczną powolnością zaczął reagować na zadane mu rany, z rampą włączenie. Monolityczne cielsko zaczęło odchylać się do tyłu, głowa zaczęła ruszać się w obie strony, jakby poszukując zguby, a ogromna ręka poczęła wyciągać się ku plecom.

Oni jednak przejechali jakoś za krawędź barku, wyrywając przy tym ochłapy golemowego cielska, i runęli w dół pleców, krzesząc fontanny stwardniałego błocka. Obok nich i ponad nimi spadały urwane kawały wielkości menhirów. Całość drżała i kruszyła się, jakby ulegała siłom naprężeń. Zwalniali stopniowo i zatrzymali się u podstawy pleców, choć ściana nie była już nawet pionowa, jej kąt był już bliższy setce niż dziewięćdziesiątce i stopniowo rósł. To był trzeci raz, gdy mogła podziękować sobie za dodatkowe kolce i ich przyczepność.

Przed nimi plecy giganta, potencjalne pole śmierci i rampa, a za nimi, w dali, przystań. Wyjście. Popieściła manetkę gazu, a silnik zaryczał w odpowiedzi. Koło zabuksowało w miejscu, a potem wystrzelili w górę. Podejście było o wiele gorsze niż poprzednio ze względu na pionowość startu. Minęli setkę i gonili do dwóch, motor dawał z siebie wszystko. Natalie zauważyła jak na licznikach pojawiają się pęknięcia od siły naprężeń. Czuła między nogami jak silnik wibruje, przeobrażając się, jak zmienia się rura wydechowa z tyłu. Wyminęła kilka lecących głazów, które przy tej prędkości przypominały stojące im na drodze ściany, a nie lecące obiekty.

Dotarli z powrotem do karku i agentka mogła teraz wyraźnie zobaczyć przed sobą iglicę rampy. Olbrzym cały czas kręcił głową, a choć jego ruchy były niewiele szybsze od ruchów kontynentalnych, nawet najlżejszy skręt szarpał skocznią we wszystkie strony, a żeby dotrzeć do oddalonego, niewielkiego punktu, musieli wyskoczyć w odpowiednim momencie. Idealne zgranie prędkości i ruchów kolosa było wszystkim...

Rozmyta sylwetka skoczyła na nich z ramienia. Nie było czasu ani miejsca na odbicie w bok, więc agentka odchyliła jedynie głowę tak daleko jak się dało. Cios był ewidentnie wymierzony by zdjąć jej głowę z ramion. Tymczasem dosięgły jej jedynie czubki pazurów, rozcinając ciało na policzku i skroni. Krople szlamu porwał wiatr, ale nie było czasu zwracać na to uwagi. Nawet Cerberus, która szarpnęła się w powietrzu, wymierzając im drugi, chybiony cios, nie zaprzątała już ich uwagi. Co prawda chimera odbiła się od spadających skał i wpadła na plecy giganta, ale już nie miała szansy ich dogonić.

Chwile mijały jedna za drugą, niczym ustawione równo w kolejce, a ona musiała wybrać tą właściwą. A gdy już ją zobaczyła, jej palec wcisnął guzik, którego tam wcześniej nie było. Silnik zaryczał ponownie, coś zabulgotało wewnątrz maszynerii i z rury wydechowej plunął ogień. Wici zagłębiły się w jej ciało, powstrzymując od upadku, a Mort złapał się jej kurczowo. Tarcza prędkościomierza kończyła się na trzystu kilometrach na godzinę, jednak igła dobrnęła do tej liczby i przytuliła się do prawej ścianki, napierając, jakby próbując ją zmusić do zwiększenia limitu. Przeciążenie ich sparaliżowało, kierownica zaklinowała się na amen, tracąc sterowność. Szybki liczników popękały i wybuchły, Natalie czuła jak cały motor się trzęsie i jęczy, jednak nie można już było nic zrobić. Za nimi podążyło wściekłe wycie.

Wpadli na rampę i wystrzelili. W kierunku przystani. Do góry nogami. Przytulili się do karoserii i powoli odkręcili, by nie lecieć twarzą do ziemi. Była tak daleko. Jedynie kilka drewnianych pomostów z desek zbitych razem.
Przelecieli połowę drogi, gdy coś wewnątrz maszyny kaszlnęło, ale motor trzymał się dzielnie. Nie zmieniało to jednak faktu, że o ile paliwa mieli tyle ile było potrzeba póki co, materiał pojazdu, nawet tak dobrze wykonanego, szybko niszczał. Natalie widziała coraz to nowe, niewielkie ryski, to tu to tam, łączące się w większe i większe. Co chwilę słyszała jakiś kawałeczek, który się ukruszał i odlatywał w ciemność.

Jednak im bliżej byli, tym wyraźniej jawiła się prawda: chybią. Nevarez zrobiła wszystko co było w ludzkiej mocy, ale przy takiej odległości, potrzebowałaby komputerowej precyzji, żeby trafić. A najlepiej automatycznie sterowanej, prostej rampy, a nie tego ruchliwego kolca na głowie poruszającego się giganta. Włożyła też całą siłę i wolę w dodatkowy napęd, nie myśląc o jakimś systemie sterowania, na który teraz było już za późno. Czuła przez coraz bardziej wycofujące się wici, że jej pojazd tracił integralność, czy też można nawet powiedzieć, że umierał. Resztki sił wkładał w jeszcze odrobinę ognia z rury wydechowej, nie był już zdolny do dalszej transformacji. A i tak zwalniali. Więc o ile zyskali te brakujące metry odległości, wciąż przelecą kilkanaście metrów obok drewnianej konstrukcji.

Natalie przemieniła drugi pistolet w granat i wcisnęła w niego obraz kładki prowadzącej do celu. Rzuciła go, wybuchł, impuls rozszedł się w powietrzu... gdy zrozumiała swój błąd. Byli w powietrzu. Widziała jak materia granatu rozciąga się w kilkumetrową plamę i spada w przepaść, a przednie koło rozciąga się na kilkanaście centymetrów, ale to wszystko. Jakkolwiek potężna byłaby jej wizja i wola jej spełnienia, nie było tu żadnych materiałów do tego.

- You know, it came back to me. My life, that is - powiedział Mort przy jej uchu. Uścisk na jej talii wzmocnił się, stał się niemal duszący. - I remember how high I got stepping on others, and how painfully I fell to the ground, when someone bigger stepped on me. But what was even more painful, was a realization: how much I took and how little I gave, when it really mattered. You were right, I had two kids. Bad seeds, both of them. But then, all I ever gave them were things... a sorry excuse for a father, eh? How pathetic it must be to only notice your mistakes after death?

Wytracali prędkość, zbliżając się do drewnianej wysepki. Mort podciągnął się na kolana, a potem stanął ostrożnie na siedzeniu.
- Don't struggle, or we both will fall - ostrzegł ją, po czym złapał za kołnierz i pas, po czym podciągnął do pozycji stojącej. Być może rozorana przez Cerberus noga powinna się pod nim załamać, ale stał pewnie, na przekór wiatrowi. Przystań znalazła się po ich prawej. - Do you remember when I said that it will come back to me what I wanted to do here? Well, I guess that's it. One thing I could do for my good-for-nothing daughter. I think I won't show you my face after all. I don't want you to see me like that. So... - jego głos się załamał. - Go there, and find happiness, you hear me? Don't make me claw my way out of here to kick your ass to kingdom come, okay? And now, you sorry excuse of a daughter... fly!!
A potem, wziął zamach i z całej siły, używając motoru jako podstawy, rzucił Natalie w kierunku przystani. Odległy pomost przybliżył się do niej, a krawędź drewnianego molo uderzyła ją w klatkę piersiową. Trzasnęło żebro. Zaczęła się zsuwać. Jej ręce przesunęły się po gładkiej powierzchni i zahaczyły o szparę miedzy deskami. Zawisła nad przepaścią.

Rzuciła spojrzenie za siebie. Jej wzrok przykuł gasnący żar rury wydechowej. Złapała ostatnie mignięcie rozpołowionego motocykla i postaci w zbroi, spadających w mrok. Po chwili sylwetki zlały się z wszechobecnym półmrokiem w dole.
Podciągnęła się, wciągając ciało na podest. Spojrzała ponownie poza krawędź, ale nie była w stanie niczego rozróżnić. Nawet ogromny kolos, ze swoją gigantyczną paszczą i oczami był tylko odległym światełkiem w morzu luminescencyjnego półmroku.

Obok przystani płynęła powietrzna rzeka, jakby dla kontrastu z otoczeniem, pełna niemal przezroczystej wody. Gdy Nevarez dostała się na pomost, do przystani przybiła gondola. Na tyle stała postać w czerni o długich, powiewających srebrem włosach i płonących, błękitnych oczach. W rękach trzymała długie wiosło zanurzone w bystrej przezroczystości.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Wto Paź 16, 2012 9:30 pm

Trzask pękającego żebra, mimo że jako jedyny był słyszalny, nie był osamotniony. W niemym trzasku coś jeszcze uległo uszkodzeniu, ledwie na moment poprzedzając pechowe żebro.

Nevarez przez dobrą chwilę leżała na pomoście spoglądając w półmrok, w miejsce w którym wydawało jej się że zanikł błędny ognik. Jej usta wykrzywiły się w grymasie, który trudno nazwać uśmiechem. A jeżeli już przywodziłby na myśl uśmiech osoby obłąkanej.

Fakt że miała rację sprawiał jej radość, nawet pewną narcystyczną dumę z tytułu dodatkowego potwierdzenia wiary jaką Natalie pokładała w swój osąd. Zgadywała wcześniej że Mort mógł być jej ojcem, nawet mu to zasugerowała, wręcz rzuciła prosto w...maskę.

Dłonie Nevarez zacisnęły się na drewnie desek pomostu, niczym imadła. Nie zastanawiała się nad tym czy nie rani sobie dłoni, czy może błotnoskórzanych rękawic. Nie była w stanie się zdecydować, czy się cieszyć, czy też wyć z irytacji że faktycznie miała rację.

Zamglony wyraz oczu wyraźnie wskazywał na celny i jakże ironiczny cios, w pewien sposób. Ostatecznie powodem dla którego znalazła się na NRS było wyjaśnienie niejasności związanych ze śmiercią jej ojca..I utratą rodzinnego majątku, a teraz gdy okazało się że miała rację, i była w stanie rozwiązać ten problem, przynajmniej wcześniej... Na chwilę obecną nie dysponowała niczym jak tylko swoim umysłem i kiepską imitacją swojego organizmu.

Na tę myśl agentka wypuściła deski z dłoni, podnosząc się przy tym do pozycji przyklęku na jednym kolanie. Groteskowy uśmiech spełzł z jej ust, oczy odzyskały zwyczajowy lekki błysk. Syknęła czując igły bólu od stłuczonego czy też pękniętego żebra. Jednocześnie odczuła wściekłość, jakkolwiek może i był jej ojcem, ale kto mu dał prawo ją osądzać? To tylko i wyłącznie jej sprawa co robi ze swoim życiem, co jej sprawia radość. I jak traktuje innych ludzi. I kto mu pozwolił tak głupio się poświęcać, Nevarez aż prychnęła. Mimo beznadziejnej sytuacji zaledwie przed chwilą wciąż uważała że byłaby w stanie dotrzeć na tę przystań z pasażerem.

Ale czy aby na pewno? Ostatecznie przez jeden błędny osąd sytuacji nie tak dawno temu zginęła... Natalie przygryzła lekko dolną wargę nieświadomie. Podnosząc się na równe nogi odczuwała konsternację. Z jednej strony instynkt jej nie zawiódł co do Morta, z drugiej strony taka Nya..A właściwie "loki"...

Nevarez potrząsnęła głową wprawiając w chaotyczny ruch swoje włosy barwy głębokiej czerwieni. Zmęczenie, tak. Zmęczenie. I jeszcze więcej konsternacji, kiedy ostatnio właściwie odpoczywała? Ile to już czasu się użera z idiotami rojącymi sobie zmianę wszechświata, czy to nieprzeniknionymi czy mrocznymi. Dzień? To był jeden dzień, a właściwie dwa, potem cztery...

Kobieta z irytacją ścisnęła nasadę nosa jakby kwestia czasu, który od zawsze był jej sprzymierzeńcem, nagle stała się drażniąca. Kto wpadł na idiotyczny pomysł stawiania mrocznych ponad czasem? To było..frustrujące.

A zarazem orzeźwiające w pewien nieprzyjemnie palący sposób, przypominało o pewnej zdradzieckiej suczy. Której Nevarez zamierzała się odpłacić z nawiązką, nie dość że za zdradę, to jeszcze za pokrzyżowanie planów. Gdyby nie zginęła pewien "Mort" w ogóle by tu nie trafił na pierwszym miejscu.

Jedyna kwestia to jak...Co jeżeli wróci do życia w obecnej formie, pozbawiona nawet swoich naturalnych zdolności...Z irytacją odegnała od siebie niepewność, jeszcze nie. Nie ma na to czasu, tutaj płynie on inaczej...Dłoń kobiety powoli odsunęła się od nosa, wracając do bardziej naturalnej pozycji.

Czas, Nevarez jedynie prychnęła na to złośliwe zjawisko odwracając się zbyt energicznie w stronę tajemniczej srebrnowłosej postaci, wywołując przy tym ponowne falowanie włosów. I wzbudzenie iskier bólu, które zaowocowało lekkim drgnięciem przebiegającym przez jej twarz.

Podeszła energicznym krokiem do gondoli, najwyraźniej zbierając elementy swojej psychiki ponownie w swoisty monolit absurdu. Wrócił jej pierwotny zamiar wyrównania rachunków z kilkoma osobami, a właściwie odebrania swoich należności z nawiązką.

Ignorowanie skradającej się niepewności na skraju umysłu zdecydowanie pomagało. W końcu, wytłumaczenie że w ciągu krótkiego czasu, nieprzekraczającego tygodnia nawet, przeżyła tyle absurdów jak kilka zmian stanu bytowania we wszechświecie, oraz własna śmierć, i odwiedziny u zmarłego ojca...I brak snu, zwłaszcza brak snu. Nevarez uznała że w ostatecznym rozrachunku nawet ją taka kumulacja miała prawo nieco skołować.

Skinęła głową postaci na powitanie.

- Good...uh phase? I'm not aquainted with local traditions and greetings...But, well. I've heard that you could help me with getting my life back. - chwila przerwy, w trakcie której agentka poczuła się nieswojo wypowiadając tę jakże dziwną dla niej kwestię. Pomoc, od kogoś. Otrzymać. Nie zmanipulować dla tej pomocy tylko...prosić o nią? Tak...absolutnie szczerze? Sama myśl wywoływała w niej wrażenie dyskomfortu. - Mmm...is there anything I should know, or I should rather quit talking and just get in the...boat?

Nevarez odczekała chwilę na ewentualną odpowiedź werbalną, w razie braku takowej zwyczajnie wsiadła do łodzi wzruszywszy ramionami. Ostatecznie, w obecnej sytuacji raczej nie miała zbytnio wyboru. W końcu, gorzej już chyba być nie mogło.

Dziewczyna prychnięciem wyraźnie zaznaczyła w stronę wszechobecnego błota, i wszechświata że to stwierdzenie retoryczne. Nie wyzwanie.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Pon Paź 22, 2012 6:42 pm

Natalie podniosła się i ruszyła w kierunku gondoli. Za jej plecami, echem od niebotycznych ścian dominium śmierci odbijało się przeszywające wycie. Drewno pomostu skrzypiało i kruszyło się za jej stopami. Przystań pękała i rozpadała się, w miarę jak zbliżała się do łódki.

Wykonana ona była z jakiegoś półprzezroczystego, ciemnego materiału, niczym przydymione szkło. Wiosło wykonano z identycznego tworzywa. Nevarez zmierzyła gondolierkę spojrzeniem, Sheol je odwzajemniła.
- Welcome back, Natalie. - Śmierć skinęła nieproporcjonalnie dużą dłonią w rękawiczce, by weszła na pokład. Następnie przeczesała srebrzyste włosy. Psycholożka zauważyła spękaną bransoletę obleczoną miodowym blaskiem, na jej przegubie. Wszystko co pozostało z niegdyś absolutnych więzów. - Be careful. Your ancestors called this river "the Styx". It will dissolve you into nothingness if you touch it - przestrzegła ją.

Właściwie jedyną różnicą między śmiercią teraz, a w tamtym lesie, był jej rozmiar, typowo ludzki. Zapewne mogła być dowolnego rozmiaru - o ile odgrywał on jakąkolwiek rolę.
Gdy tylko agentka postawiła stopę na szklanej powierzchni, gondolierka odbiła się wiosłem od przystani, a resztki drewnianej konstrukcji runęły w wieczysty półmrok. Ruszyły bystrym strumieniem przezroczystej, migotliwej wody.
- It is true that, if you follow the current of this river, you can find a way back to the world of the living. But this world is not as firm and stable like the one you know. It's everywhere and nowhere, it's always and never. It's my body, it's the shadow of everything. And what I mean by that is: although, one can find the doorway through here, there is no fixed doorway to be found. You, Natalie, are a being of many lives, but you are not a being at all.

Wiosło zagłębiało się to z jednej to z drugiej, gdy Sheol lawirowała w nurcie. Świat błyszczał wokół nich, pulsując światłem w półmroku. Pomimo, że bezsprzecznie poruszały się ze znaczną prędkością, wydawało się, jakby były zawieszone nieruchomo w przestrzeni.
- From my point of view, you are a consequence. An outcome of countless decisions by countless beings preceding you. Your life started long before you were born. That is why it has such improbable weight on the scales of the world. You said you were the wind. I said you were the herald of the storm. And indeed a storm is brewing, a storm strong enough to shake the very foundations of existence. And no one can predict what the world will be after it passes. That being said, it is up to wind, how the storm goes, isn't that correct?

- What matters right now is that you didn't give up. You braved your way out and managed to get into my range of influence. By doing that you acquired a right for a second chance, a privilege never before granted to those who can truly die. You, who tasted all forms of existence, and beyond. You of many lives, you who shoulders the weight of the world, what will you aim for? Win and lose or lose and win.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Sob Lis 10, 2012 12:57 am

Nevarez stanęła w okolicy środka "łodzi" krzyżując ręce na biuście. W ostatecznym rozrachunku była zwrócona profilem do Sheol.

- Thanks for the warning, and surprisingly it's quite good to see you again.

Agentka pochyliła lekko głowę spoglądając w nieskończone morze półpłynnego błota, dziewczyna lekko się uśmiechała kącikami ust słuchając opinii odnośnie swojej osoby. Słuchanie o tym jak bardzo nie jest istotą, wcale nie poprawiało jej humoru, ale zważywszy na to że osoba mówiąca była ponoć Śmiercią, a sama Nevarez niedawno umarła... No cóż w pewien chory sposób groteska sytuacji bawiła agentkę. Co nie zmieniało faktu że była również zirytowana niepewnością swojego powrotu do życia, a dokładniej swoich możliwości. Sam ich brak nawet w tej chwili wywoływał irytację.

Nevarez przekręciła lekko głowę w stronę Sheol, spoglądając na nią kątem oka, poprzez lekko rozwiewane krwistoczerwone włosy.
- Not at all. By this definition, neither are you. In end it would come to simple fact that everyone and everything is consequence. Consequence of existence of first being as you called it. Although the bigger picture is quite ironic, basically you could say that I was planning on fakin’ my own death… And yet here are we., I’m temporary truly dead, you’re about to regain your freedom…and tell me, why is that? – Nevarez opuściła lekko głowę spoglądając w bezkresne morze błota.. zabójczyni rozłożyła ręce, kierując dłonie w stronę dna – This is the shadow of everything, dying isn’t worst thing in life, however it s indeed unpleasant. Although there are many ways to die without dying. You are asking me, what will I aim for? I have already lost, haven’t I? I wouldn’t be dead, if I hadn’t. Yet it would imply that I can only win now. Unfortunately it isn’t a binary choice, it’s like idea of resurrection. Those who believe it, think that death is inconsequential, those who are alive, like to toy with the idea that they can’t die, if they can be resurrected. Yet again, here we are – Natalie podniosła głowę opuszczając jednocześnie ręce, jakby w geście rezygnacji, któremu jednak przeczył blady uśmiech goszczący na jej twarzy – It indeed is up to wind how the storm will go, previous approach to the problem wasn’t good enough. My adversaries, are far too old to listen to voice of reason, then what else can I do except of granting them their wishes? You see, there are two ways of destroying someone’s mind. By not allowing certain person to fulfil it’s desires, or on the contrary by granting their fulfillment. Truly it is very hard to defend from the second one, as it would require death… as in my case..- chwila nerwowego śmiechu – or becoming a completely different person in a blink of an eye.

Kobieta zdecydowała się usiąść pośrodku pokładu, opierając prawą rękę na o dziwo prawym kolanie. Przez chwilę nic nie mówiła, jedynie zaczęła zdejmować nadwątlone rękawice pochodzenia błotnego.

- Things that I aim, are perfectly clear for me, although there is a single problem. And hopefully here’s the place where you could step on the stage. You see, I decided that I’ve played in an unnecessarily fair manner with Darks, so depending on my possibilities I’ll take off the gloves, and course of action will probably speed up from bad to worse in no time. No pretty games this time. So, your question. I aim for taking revenge on certain imposter, making her regret that she ever was born as immortal by simply showing her rightful place, that she deserved not so long ago. Set Darks a little bit more straight, nothing too cruel, I simply want to strip them off the only thing they still value…Small price for interrupted life. Also, I can’t forget other issues that need clarifying…For example, two things that I want quite badly. Like bringin’ one dead man back to life, and denial. Denial of being one who can truly die, you see I decided that current state of existence doesn’t really suit me. But hey, it ain’t anything personal..You’re quite nice Death after all, in fact best one that I know, let’s don’t brag about that you’re also the only Death I know, that would… - Nevarez uniosła prawą dłoń czyniąc bliżej nieokreślony gest lekkiego kręcenia dłonią jakby szukała słowa - … spoil the moment I guess. Yet I’m still curious about something, by any chance you know why I haven’t died immediately after extraction of certain fragment? I found that fact quite interesting, and intriguing… However I have one even more important question, what are my current options? I still remember that you have some fragments in your possession, although that might be tricky thing…nonetheless I wouldn’t mind a little advantage over those overly insane Darks.

- Hate, dissapointment and desire for revenge are things that I actually feel, surprisingly intense they are, still my thoughts are as clear as cold steel. They have to be, as I don't want to die again. And I don't ask for too much I guess not in comparison to continuation of this circle of madness, I simply want to switch current stalemate to checkmate. And I really don't care if Darks won't like their own deepest desires.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Pon Lis 12, 2012 10:48 pm

Sheol skinęła nieznacznie głową, nieustannie przekładając wiosło z jednej strony na drugą.
- You are free to interpret my words however you like. It seems that people tend to think that the death is the end, while some say that it is only the beginning. But while the flow of life and death remains constant, up until now no one had been resurrected. Yet as you say, here we are. Times are changing, hopefully.

Śmierć nie patrzyła na Natalie, spoglądała gdzieś w bok, w dal, poza niebotyczne ściany trawionego życia. Rzeka była o wiele bliżej sklepienia, więc agentka mogła zobaczyć jak pod wpływem grawitacji całe góry błota obniżają się niby stalaktyty. Część osiągała masę krytyczną i wielkie krople spadały w dół, by rozprysnąć się w półmroku.
- Some scars run too deep - powiedziała gondolierka, choć ciężko było powiedzieć, czy to potaknięcie, czy może próba usprawiedliwienia kogoś. - I see. Hate. Resentment. Revenge. Splendid, we might as well proceed.

Sheol odłożyła wiosło na haczyk i zeszła ze swojego stopnia.
- Let me make myself clear from the start. As I am now, I am powerless. Nonetheless, I wasn't doing nothing. Bringing you back in flesh or energy doesn't pose any problems, but it seem that wouldn't satisfy you. So there are at least two other choices. I could convince the twelve Fragments I have here, to assist you. That would give you considerable power and survivability, I presume.
- There is also another way, a phrase "gamblers way" might be to your liking. This... - z rękawa jej szaty wyleciała niewielka, może półcentymetrowa kulka. Lśniła wszystkimi kolorami tęczy. - is the Inner Core, the heart of the First Being, so to speak. Also the reason why ripping your Fragment out wasn't enough to kill you. Well, it is dormant at the moment, so it's emitting only one thousandth of its power, so it couldn't protect you from more damage. But you do realize what that means, right? Awakened, it has enough power to overpower all the Darks combined. It has enough power to shackle Death. Although, it is utterly impossible for any single being to conquer this power. On the other hand, you are the woman of miracles, right?

- In any case... - pięść jak bochen chleba zacisnęła sięna kulce. - I won't lie to you, as I never did. As I told you before, I intend to kill God. I will kill the First Being. I don't know what will happen then. Am I my own person? Or maybe I'm just a shadow, which will disappear along the First. Who knows. I'd like to borrow your powers for that, but depending on your choice we might end up as enemies. And if you, by some impossible chance, manage to replace the First Being, I will crush you along with the Inner Core - pięść zacisnęła się jeszcze bardziej, po czym wypuściła kulkę, by ta płynęła lekko w powietrzu. - I would want to said things like "I trust you" or the like, but power corrupts, and ultimate power corrupts ultimately. This world had enough of one tyrant, it doesn't need another one.

- That being said, it is an unthinkable task, most likely a suicidal mission. I predict that regardless whether I win or lose this battle, I will cease to exist. Then again... - na neutralne dotąd oblicze Śmierci wypłynął pełen ekscytacji uśmiech. Było w nim coś niemal drapieżnego. - It was a very boring eternity. I exist longer than you could possibly imagine and this world exists longer than me. I saw every outcome of every battle, waiting for this setup. Being uncertain of what lies ahead feels refreshing.
- Now, decide, time is running up. I don't know whether your sister will manage to destroy this world or leader of the Darks will spin it to the source first, but if either one of them succeeds, both mine and your dreams and ambitions will be crushed. - Sheol wyciągnęła do niej dłoń. - Even if we end up on the opposite sides of this battle, let's strive for the future we desire with all our might!
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Nie Lis 18, 2012 9:03 pm

- Am I? Maybe..Although it is utterly impossible...It only requires certain circumstances to be done. Hopefully times are changing as you say. - Nevarez powoli wstała zwracając się jednocześnie w stronę Sheol - "Trust me" ? Well, technically speakin' you could take that risk. As you can be certain that I'll do everything that takes to survive, and grant myself what's best for me. - Natalie lekko uniosła kąciki ust w ironicznym uśmiechu - On the other hand there is quite ironic fact, you said yourself I'm a liar. I rarely make deals or promises, although when I make them, I keep 'em. That's one of the reasons why despite suspicion of possibility that we could end up as enemies I signed that contract - dziewczyna wzruszyła ramionami przybierając neutralny wyraz twarzy.

- However dying changes perspective a little bit, I would say that it's still possible to arrange an agreement when the mess will be cleared up. Well... In fact I don't want too much, someone made my believe that I possess a Fragment, that wasn't a smart move as I intend to get one now. Might require almost suicidal thinking, yet I'm not leaving it as nothing ever happened. Now...let's cut to the chase, shall we? - Nevarez odwzajemniła uśmiech dodając do niego swoją własną szczyptę szaleństwa - I like the look of this shiny jewel...But, I guess there must be some "but"...I suppose it...hmm - Natalie uczyniła dłońmi gest jakby próbowała coś zaklinać, ot gest który kojarzył jej się z biednymi chorymi psychicznie ludźmi którym zaledwie wydawało się że mają zdolności psi, i że to jest sposób korzystania z nich - Has some suspicious, arrogant older-than-thou-universe inhabitant, and that's the risky part, eh? Just tell me few things, how to awaken it, what's the risk of awakening also this suspicious figure living inside of it...And what's important, I'll be able to create few black holes with specified behaviour after getting back to interrupted life...right? Also...Hmm... - Nevarez skrzyżowała ręce, trzymając przy tym prawą dłoń przy swojej twarzy jakby się nad czymś zastanawiała - What about mind burglary, let's say that I'll get inside someone's mind while it'll be sleepin'. In theory I should be able to enforce contract upon such unlucky fella, yes? It would be great if you'd tell me how to break into some darkish minds, pretty please? - Natalie przyjęła przejaskrawienie proszącą minę - I like violatin' privacy of those who violated mine...It's a good hobby. Oh and a bodyless fragment is possible to be bound in contract and revived, right? Oh, and grabbing one certain Mort from...uh you know, land underneath us at the moment will be possible on my own, right? And one last thing, case of taking energy form and this shiny jewel, possible, right?

Natalie podeszła jeszcze trochę do antropomorficznej personifikacji Śmierci zerkając nieco podejrzliwie na wyciągniętą dłoń.
- You know, nobody pays me for killing nowadays, so as long as nobody gets on my nerve I have nothing against them...I would shake your hand but I couldn't help to notice that earlier you avoided physical contact...And I wouldn't want to die again...Well technically I'm somewhat undead at the moment yet...still. I like myself existing...You could say I became quite attached to my life. Now let's get back to business. As the worse possible outcome is possible, and I mean fighting 'till one of us ceases to exist...I would like one condition to be met before this slightly cliche end of the world scenario, just let me deal with whole of this Darks mess, and my personal business from last 40 years...including fragment aquiring, 'kay? Now, something unusual for me ; fair disclaimer : Dealing with Darks case might include spinning the world back, as I said that I want to destroy Darks personalities by their wishes. By granting them in slightly different way, meaning "without destroying whole life and death of universe". In my opinion it is possible, and as you should know I'm not fond of "god" idea either, nor tyrant idea...Dictator sounds better. Anyways if everything will go from bad to worse or best in no time, I would rather discuss the situation before we go on war to the knife. Somewhat insanely maybe, but I guess that I'm beginning to like you - Nevarez wzruszyła ramionami po czym dokończyła z krwiożerczym błyskiem w oku - Now... let's get the doorway open, shall we? I have an promise which someone gave me to enforce from her....And some old power-freak to kill.... Right, and I used to joke that I'm crazy. There might be something in phrase "A lie repeated thousand times becomes truth"... - Nevarez nieco się skrzywiła na koniec. Jakby jadła cytrynę w sposób bezpośredni, a nie na przykład w drinku.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Sro Sty 02, 2013 12:22 am

- You sure like to talk, don't you? - spytała Sheol, opuszczając wzgardzoną rękę. - However, since you made your choice, let's not play twenty questions, shall we? I really can't stress enough how every second counts. And if you really care about survival and what's the best for you, you should count every second too.

- So let me say just this - uniosła palec - the more power can you extort from the Inner Core, the more possibilities open for you, obviously. Yes, those nasty, shameless ones like invading privacy and subjugating people too.
Wspomniany palec zakręcił się w kółko, a tęczowa kulka poszła jego śladem. Zakręciła się wokół łódki po spirali, wznosząc się coraz wyżej i raptownie zanurkowała, wprost w piersi Nevarez. Pomimo "uderzenia", nic się nie zmieniło. Wniknięcie w niczym nie przypominało postrzału, wydawało się wręcz, że Fragment nie jest fizycznym obiektem w jakimkolwiek sensie.

Śmierć wydawała się coś mówić pod nosem, bo jej usta się poruszały, choć nie dobiegał z nich żaden dźwięk. Wyciągnęła rękę przed siebie i w piersi Natalie rozlało się cudowne ciepło. Wypełniało ją i nadawało, jakby to rzec... konkretności. Poczuła się prawie tak samo jak gdy stała się istotą nadnaturalną w Sercu. Tyle, że lepiej.
- Well, that's all I can do. This is about 1% of First's power leaking. The rest is up to you, so off you go. Good luck. Ah, and by the way, before I inserted this in you, you were still truly, 100% dead, so you would be fine...

Sheol wykonała mistrzowskie pchnięcie i uderzona w pierś Natalie wypadła z łódki... wprost gdzieś. Nie oblały jej prądy żrącego nurtu, co zawsze jest plusem, choć nie wiedziała czy wciąż by na nią działał.
To co można było powiedzieć o zewnętrzu było to, że panowała temperatura zera absolutnego. Obok... no w zasadzie w odległości jakichś kilkunastu milionów kilometrów płonęła smętnie stara, błękitna gwiazda. Wokoło latały mniejsze lub większe asteroidy, ale zapewne były ty tylko przelotem. Nawet masywna planeta kilkaset milionów kilometrów od gwiazdy wydawała się krążyć po torze ucieczkowym, by za parę milionów lat wyrwać się ze studni grawitacyjnej niebieskiego słońca i opuścić to przykre miejsce.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Sro Sty 02, 2013 2:24 pm

Nevarez zamrugała odruchowo z lekkim zdumieniem, zaskoczona przez nagłe pchnięcie. Rozejrzała się nieufnie z początku, ale zaraz nieufność ustąpiła uldze gdy zamiast nieprzeniknionego oceanu błota było widać...coś.

Trudno jej było dobrze określić gdzie, bardziej precyzyjnie niż jakiś bliżej nieokreślony fragment wszechświata, ale wciąż był to niezmiernie przyjemny widok po masywach błota.

Natalie zerknęła na swoje dłonie z lekkim uśmiechem, wszystko wyglądało chwilowo lepiej. Wszystko jest lepsze niż bycie martwą. A po chwili wraz z chłodnym nieprzyjemnym wrażeniem przypomniała sobie że mimo wszystko żyje w pożyczonym czasie. Nieco mniej przyjemna myśl.

Well, thanks for your help. Oh, one more thing, I thought we'll talk a minute longer or so, so..Rephaite says hi, I suppose it was intended for you. And about the hand thingy, it's a matter of perspective you know. It still felt quite like being alive, and obviously I don't have your abilities to tell whether someone's dead or alive, I guess that comes with the title. Oh, and good luck to you too. - Nevarez mruknęła jeszcze do Sheol, po chwili dorzucając do tego zdanie przeznaczone tylko i wyłącznie dla siebie. - I guess that I have some sort of death wish after all.

Następnie uparcie żywa agentka skoncentrowała ostrożnie swoją wolę na obecnie posiadanym "fragmencie" starając się wyciągnąć nitka po metaforycznej nitce więcej energii, gdzieś tak do 10-15%. Na dobry początek.

Po dłuższej chwili poświęconej na próby, w razie braku jakiegokolwiek sukcesu spróbowała inszego podejścia, poprzez sięgnięcie do pobliskiej gwiazdy jako źródła poboru energii. Jeżeli i to nie odniosło skutku, Nevarez spróbowała wchłonąć nieco więcej ponoć wszechobecnej energii kosmosu.

Tak czy owak po odświeżeniu się nieco ożywczą energię, uznała że warto odświeżyć również swój wizerunek. Poprzez zmianę postbłotnego cyberkombinezonu na ciemnoszare dżinsowe spodnie lekko poprzecierane i poprzecinane w sposób stwarzający wrażenie artystycznego chaosu, do tego naturalnie skórzane czarne obuwie za kostkę z kategorii zaczepno-obronne z dwoma klamrami na cholewie, czarny top najprawdopodobniej z najzwyklejszej w świecie bawełny i na koniec mitenki z czarnego syntetyku do połowy przedramienia.

Wszystko to metodą nieco podobną do zastosowanej w Mudville. Początkowo Nevarez zwizualizowała sobie elementy odzieży poszczególnie, by potem ukształtować materię stworzoną z energii poprzez połączenie swojej woli i zobrazowania by nadać materii pożądany kształt.

Następnie, by nie marnować więcej czasu spróbowała znaleźć Scotta i Huntera, tak jak jej się to udawało przy poprzednim fragmencie. Tej próbie towarzyszyło już nieco niepewności, bo na ile samo działanie było dość wygodne, Nevarez nieco nieufnie do niego podchodziła. Trudno było stwierdzić jak do końca to funkcjonuje. Niemniej jednak spróbowała zlokalizować ich fazowo, czyli najpierw kierując swój wzrok do miejsca w którym ostatnio ich widziała, potem próbując wyszukać ich poprzez unikatowe sygnatury umysłu, lub jeżeli to nie dawało pożądanych rezultatów poprzez zerknięcie w przeszłość strumienia czasu do momentu w którym ich widziała po raz ostatni by prześledzić ich aż do momentu obecnego. W każdym razie, jeżeli dwaj wyżej wymienieni wciąż żyli i nie mieli jakiegoś przesadnie niepokojącego towarzystwa, agentka zdecydowała się do nich przenieść, poprzez zmianę przypisanych do siebie koordynatów w czasoprzestrzeni, innymi słowy korzystając z jakże rozpowszechnionego w literaturze i sztuce teleportu.

Po przeniesieniu się w bardziej cywilizowany region oszacowała straty wśród ludzi i spróbowała coś z nimi zrobić, cały czas monitorując kątem oka swój stan swoją drogą, gdy pozostali byli już w stanie znośnym(innymi słowy, byli fizycznie zdrowi, w razie potrzeby z niewielką pomocą Nevarez poprzez zainicjowanie naturalnych procesów odnowy organizmu, nieco przyspieszonych poprzez zastrzyk zasilającej procesy energii, przytomni[poprzez sięgnięcie i "dotknięcie" umysłu komendą przebudzenia w razie konieczności] i żywi[w najgorszym wypadku przywrócenie do stanu znośnego zakładało sięgnięcie umysłem w przeszłość i uchwycenie esencji istoty obydwu wyżej wspomnianych ludzi tuż przed ich śmiercią nominalną by przenieść je w czasie do teraźniejszości i do skopiowanych na podstawie wzorca z przeszłości organizmów, z naprawą ewentualnych uszkodzeń) uniosła palec wskazujący prawej ręki i odezwała się.

- Yes, somehow I'm still alive, although before you two come to some suspicious conclusion like throwing a funeral for me, one thing. Just don't remind me that I've been dead for somewhat day or so. I'm already a wreck, and only thing that keeps me from freaking out is not thinking about all of this insanity I've been through last days, and what I have to do...Oh and by the way, Scottie. You've been right and wrong, right thing is that your gabler instinct is still intact, wrong thing is 'bout dying. Sole dying thingy isn't so bad, although certainly not desired state...The real pain in the ass is coming back, now that's something I'm not sure if I could pull it off again. Oh, right. Dad's still complaining, even after death. Although 'bout dying part I think I might do something...just give me a minute or two. I need to get used to real world again...it's so much better than Mudville...


Ostatnio zmieniony przez Az dnia Pią Sty 04, 2013 1:13 am, w całości zmieniany 2 razy (Reason for editing : Shit happens...sometimes twice.)

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Pią Sty 04, 2013 12:04 am

Dialog z Sheol przerodził się w monolog, gdy Śmierć nie odpowiedziała. Natalie nie miała pojęcia, czy tama jej nie słyszy, nie słucha, czy zwyczajnie milczy, ale w każdym razie przesłanie powinno do tamtej dotrzeć. Przynajmniej tyle.

Nevarez zajęła się bliższymi jej kwestiami. Czuła wyraźnie w głębi siebie Fragment Pierwszego, czuła rozchodzące się po niej ciepłe pulsowanie jego mocy. Widziała jak zbiera się ona cieniutką warstewką na jego powierzchni i odrywa nitkami, rozpływając się w jej wnętrzu w życiodajną energię. Wyobraziła sobie, że ciągnie za te nitki i wyciąga je, by wydobyć jej więcej. Wewnętrzny Rdzeń jakby tylko na to czekał. Gdy tylko sięgnęła do niego umysłem, nitek pojawiło się więcej; widać też było kilka nowych, jaśniejszych plamek, gdzie zbierało się więcej energii.

Choć zmiana wydawała się drobna, jej efekty były kolosalne. A przynajmniej takie się wydawały z perspektywy najemniczki. Wypełniła ją nowa fala energii, zalewając i rozpychając się w jej wnętrzu. Przypominało to trochę moment, gdy wchłonęła energię przy Aylammos, ale było nieporównywalnie potężniejsze. Całe jej jestestwo pękało w szwach.

Nie czuła zimna jako takiego, nie przykładała więc wiele uwagi do otaczającej ją próżni. Przynajmniej do teraz, gdy próżnia wokół niej zaczęła się gotować. Jej ciało jaśniało jak gwiazda i pulsowała w rytmie wypełniającej jej mocy przez chwilę, a potem wszystko się unormowało. Jakby ostygła. Co więcej nie czuła się tak potężna jak przed chwilą, mimo, że wzrost mocy pozostał. Tylko cała reszta wszechświata wydała jej się jakby mniejsza.

Następnie Natalie użyła nowonabytych pokładów energii, by stworzyć z nich materię i ukształtować w porządaną formę materii, tworząca jej nowy strój.

Potem zdecydowała się odszukać Scotta i Huntera. Wszechświat rozłożył się w jej umyśle niemal jak wojskowa mapa holograficzna i skierowała swoje spojrzenie tam gdzie ostatnio zobaczyła swoich towarzyszy. Znalazła opuszczony frachtowiec, do ładowni którego uciekli, a gdzie znalazł ich Kovic. Scotta tam nie było... jedynie ciało Devine'a.
Zmieniła więc metodę i spróbowała znaleźć rezonans unikatowej sygnatury jej brata i znalazła ją na pewnej stacji medycznej w Systemach Światła. Scott wydawał się być w ciężkim stanie, ale żywy, w przeciwieństwie do Oprawcy.

Nie tracąc czasu, Nevarez zmieniła przypisane do siebie koordynaty w czasoprzestrzeni i wszechświat wprowadził samorzutnie poprawkę, umieszczając ją wewnątrz rzeczonej sali szpitalnej na stacji orbitalnej - dość podobnej do tej, gdzie widziała wcześniej córkę Huntera, którego jednak brakowało w okolicy. Wyglądało to jak oddział intensywnej opieki. Jej brat leżał pod kloszem, pod opieką maszyn lekarskich jak i kilkoro innych pacjentów. Wydawał się być w śpiączce, część jego ciała była poparzona, część posiniaczona.

Natalie przelała niedużo - odrobinę - życiodajnej energii w swojego brata przyśpieszając naturalne procesy regeneracyjne. Scott wydawał się jej teraz drobną, kruchą istotką i miała dziwne przeczucie, że łatwo byłoby go popsuć zamiast naprawić. Sińce nabrały prawidłowego koloru ciała, a poparzeliny i pęcherze zostały wchłonięte. Poczerniałe ciało zastąpiła świeża, różowa skóra, choć to chyba nie wchodziło w zakres naturalnej regeneracji. Do tego Nevarez skopiowała sobie w pełni sprawne ciało Devine'a wprost z przeszłości, gdzie był w pełni sprawny. Skopiowała sobie jeszcze jego umysł z momentu przed śmiercią na frachtowcu i umieściła w mózgu kopii. Nakazem skierowanym wprost do mózgu przebudziła obu.

Przebudzenie nie było lekkie. Mimo, że obaj powinni być fizycznie sprawni, Hunter wyglądał na mocno zdezorientowanego całą sytuacją i toczył wokoło wzrokiem podejrzliwości, skrobiąc się po głowie. Scott spróbował się podnieść, ale dostał mdłości i zapaskudził bok kapsuły w której leżał. Pierwszy ogarnął się jej brat. Udało mu się usiąść, opierając się na kolanie.
- Wait... wha...? Slow, slow down, will ya... Dead? Dad? You make no sense, I don't follow... we were somewhere and there was this light or something...
- Form what I'm getting out of it is that we died. Or at least I died - powiedział powoli Hunter. - I remember dying, or being very close to death. Very close... and now I'm here. And you seem different, Nevarez. And I don't mean the outfit. It's like, I don't know, you're not even there at all.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 7 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach