[Natalie] Alternate Reality

Strona 6 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Czw Wrz 20, 2012 8:26 pm

- Well, aren't you a curious dinner? - Umbra usiadł ponownie na jej stole i pochylił się nad nią. - But I already knew that, didn't I? I'm pleased you took all that bits and pieces hook, line and sinker. You're fond of quotes, right? So, as my mom would say, if I ever had a mom, "don't play with your food". Meaning, go one step at a time, try to crawl out of my plate, before we can talk or make any deals. As this is quite far from "my dominion". I doubt you'd like my place either, but you are a smart girl. So cute with all this questions - dotknął jej nosa, niczym rodzic bawiący się z córeczką.
- Here I am but a guest, playing a role. Technicaly speaking you are on the boundary od "my dominion", and when you make it inside it will be far too late for any negotiations. Well, I usually don't do anything on credit, but I may do an exception. You can't repay me while being eaten, right? So, this once, I'll put you in small debt. But first things first.
Wyprostował się.
- You must understand a few things beforehand. I am as much an honest man, as you are a liar. I don't as much uphold them, but I abide by them. I don't lie, I don't have to. I know everything, and if there is something I don't know, then I have no mean to know about that, do I? Everything you asked right now, I can answer. I'm sure there are people out there, that have bits and pieces, some more than other - wzruszył ramionami. - But I doubt you'd get as much information from combining all that, than from me. Even if they were willing to tell you. And of course I drive a hard bargain. I price myself quite high, you know. Especially higher than your personall garbage disposal. The first offer I give is the most fair one. It might not seem that way to you, but the price will rise along the way. Just so you know. Pure informational gold I'm giving away won't come cheap.
- Ok, but before all that, your escape. As I already told you, the only thing I can free you from are the restraints on this bed. But I don't have to do more than that. This place is dependent on your belief and willpower. Its sole purpose is to convince you that this is reality. And as much willpower as you have that probably won't be enough, because there is a time window. A week. If by the deadline you believe that this is your world it will become your world. You will roll over to my side, fall into deep slumber and stay in my bowels practically dead for all eternity. And I know what I'm talking about. However, if you stay you by the time the window closes, there will be an interference and the whole setup will break. It never happened before, but that was the design. Now, I have a present for you...

Umbra potarł ręce i wyciągnął z nich jak magik jakiś przedmiot, który uniósł przed oczy Nevarez. Był to kolczyk, na widok którego coś na chwilę ścisnęło się w sercu kobiety. Pamiętała ten konkretny kolczyk, choć miała go chyba niespełna tydzień. Przedstawiał węża z jadeitu, jedzącego własny ogon na złotym klipsie. Natalie uważała, że jest zwyczajnie brzydki i pretensjonalny, no i był tylko jeden, ale Nya zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia. Rzadko się czegoś domagała, czy miała na coś ochotę, więc tamten żar jakim zapałała do tego kawałka biżuterii. Szybko gdzieś się zapodział i wpierw Nya strasznie za nim rozpaczała, ale nie wiadomo ile by go nie szukali, nie mogli go znaleźć, więc przestali, a ona porzuciła temat, choć Natalie wiedziała, że jest niepocieszona.
- Ouroboros, Jormungand, Midgard Serpent... it has many names. But it really all the same. Like that friend of yours. Pretty nasty what happend to Frigg and Freya. Oh, well. Keep it safe and always have it with you, ok? - powiedział wkładając jej kolczyk do kieszeni. - And now... good night - dodał gdy prąd przeszył ją w największym do tej pory natężeniu, które wydawało się nie kończyć. Jej ciało wygięło się w więzach, pomimo rozluźniacza do mięśni, a czerń zakradła się do jej pola widzenia, zalewając wszystko.

Obudziła się w chwilę potem. Z tego co pamiętała jej mózg powinien się normować po porażeniu przez kilkanaście sekund, ale w tym czasie Umbra zdążył zniknąć, a zamiast niego pojawiła się ta pielęgniarka z informacji, Rosalie. Więzy były już zdjęte, ale kobieta musiała jej pomóc podnieść się do pozycji siedzącej. Jej mięśnie nie w pełni reagowały na polecenia mózgu. Czuła się inaczej. Nieco zagubiona, ale o dziwo o wiele spokojniejsza. Posiedziała jeszcze chwilę, gdy Rosalie uzupełniała papierkową robotę. Zapłaciła, a potem jeden z pielęgniarzy przypilnował, żeby wróciła do autolotu bezpiecznie. Oferowano jej łóżko w klinice, gdyby chciała odpocząć, ale odmówiła. Czuła się nieźle. Wmontowała z powrotem część do silnika, muskając palcami kolczyk. Nie bardzo już pamiętała skąd go ma, ani czemu nosi w kieszeni pojedynczy kolczyk, ale była przekonana, że chce go mieć przy sobie.

Wróciła do domu, gdzie wszystko już było przygotowane, a pozostali już nawet zaczynali się niepokoić. Nevarez powiedziała zwyczajnie, że musiałą się przelecieć po tak długim zamknięciu. Odbyło się małe, rodzinne przyjęcie z dużą ilością szampana i ciasta, a także opowieści z całego roku rozłąki. Po przełamaniu lodów, Natalie stwierdziła, że bawi się całkiem nieźle. Wieczorem zasnęła jak kłoda we własnym łóżku. Następne dni zlały się w jeden ciąg. Rano łykała swoje proszki. Potem wybierała się na długie, podniebne przejażdżki, czasem z kimś, czasem sama. Słuchała co tam wytworzył przemysł muzyczny gdy jej nie było. Nadrabiała wiadomości z sieci i stare seriale. Znalazła fajną knajpkę z niesamowitym widokiem w niewielkim miasteczku na płaskowyżu gdzieś kilometr nad poziomem morza. Oglądała fantastyczne zachody słońca, a jak nie mogła spać, to wschody księżyców Luxu, a nawet wschód słońca. Ojciec zabrał ją z bratem na ryby, czego nie czynił odkąd skończyła dziesięć lat. Matka wpadła w szał pieczenia ciast, a gdy odpoczywała, namówiła Natalie, żeby spróbowała wraz z nią malować w studio. Odwiedziła nawet grób Nadji na cmentarzu.

Musiał minąć jakoś z tydzień. Stała na tarasie, racząc się kolorowym zachodem słońca i szklaneczką mojito, gdy ktoś przyleciał do nich z wizytą. Zdziwiła się widząc doktor Sanay, ale przypomniała sobie, że faktycznie tamta miała wpaść na kontrolę po jakimś tygodniu. Oparła się o barierkę i czekała, wsadzając nieświadomie rękę do kieszeni. Jej dłoń zacisnęła się na kolczyku z Oroborusem. Niemal nie udławiła się słodkim nektarem. Spojrzała na szklaneczkę jakby pierwszy raz ją widziała w życiu. Wszystko do niej wróciło. Drzwi na taras otwarły się i urocza blondynka z doktoratem w lekarskim fartuchu podeszła do niej z uśmiechem.
- Natalie! How are you feeling? - powiedziała, witając się z nią całkiem ciepło.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Czw Wrz 20, 2012 8:26 pm

- Well, doc I'm feeling perfectly sane and good. I know what's real, and that ain't anything of what you said tha I've said. Pills are acceptable though no longer neccessary - Nevarez usmiechnela sie krzywo, a zarazem nieco drapieznie moznaby rzec. - It's been quite interesting week, and I'm glad to say that you don't need to worry anymore about me as I'm almost where I should be. - Natalie leniwie upila kolejny lyk iluzorycznego drinka. Doskonale zdawala sobie sprawe ze nic dookola nie jest prawdziwe. Z niechecia przyznala ze czesciowo dzieki tajemniczej Umbrze. Prawdopodobnie sporej czesci co jeszcze bardziej niechetnie przyznawala. Z drugiej strony wiedziala ze mogla sie stad wydostac sama, ale...ostatnio miala tyle na glowie ze uznala iz odrobina odpoczynku jej nie zaszkodzi. Byla pewna wczesniej ze Umbra dotrzyma umowy. Lezalo to w jego interesie. Nawet jezeli wiedzial ze zawieranie z nia ukladow moze byc ryzykowne. Zwrocila ponownie swoj wzrok na Sanay nierzeczywista.

- Well something out of curiosity. Do we need to do some tests or you'll take my word that everything is fine? I appreciate your professional concern but I've got a meeting with my colleague soon. As you must know I've got many things to catch up with. So? - poslala fikcyjnej lekarce rozbrajajacy usmiech. Jednoczesnie Nevarez zaciskala w dloni kolczyk od umbry. Ba sprobowala sie z nim skomunikowac ponownie.

So it has been a week. Now what. I must admit that I'd be rather speakin with you from real world.

If it is only possible. Oh and there is a time dilatation right? While I've been here in reality only few minutes have passed, right? It would be a real mess up there if I were dead in lack of better word for a week. And before we get back to the details of our little agreement you could tell me who did this to me and why you don't like Nya. First one is obviously for the sake of deal and second one just my curiosity. And yes I would really like more to speak with you in real world as real me. I find this lack of my abilities quite insulting. But as you said it's not you fault as you've been put in this role and mechanism somehow. So shall we go back to reality? I can't wait to get back to myself.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Czw Wrz 20, 2012 8:27 pm

Próba komunikacji spaliła na panewce. Albo Umbry już tu nie było i jej nie słyszał, albo ją ignorował.

- Well, if you don't mind, I'd like to do a simple check-up. - Przyznała lekarka. Poprawiła rękaw płaszcza, odsłaniając przymocowane urządzenie diagnostyczne, które zresztą odpaliła. Kilkanaście malutkich sensorów uniosło się w powietrze i zaczęło wirować wokół Nevarez, sprawdzając jej puls, temperaturę, reakcje źrenic, fale mózgowe i tak dalej. Sanay wpatrzyła się w wyświetlacz na ramieniu i zmarszczyła brwi.
- This can't be right...

Sensory, niczym rój owadów opadły i zaczęły wirować wokół kieszeni, w której Natalie zaciskała palce na kolczyku Jormunganda.
- This device in your pocket - Sanay podniosła na nią wzrok. Zachowanie lekarki się zmieniło. - It creates interference screwing with the adaptation process. Bloody hell, it even reseted it to the original value. How did you slip something like that through my detection...? You could've been happy here, you know? Oh well, doesn't matter. We're out of time anyway. I've done what I could, I don't care about the rest. Even if my professional pride hurts a little.

Sanay poprawiła włosy, odwołała swoje sensory i założyła ręce na piersi.
- So, while we wait for this place to crumble, would you care to explain how you managed to foil my creation?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Czw Wrz 20, 2012 8:27 pm

- Well I'm not someone who's easy to restrain. That's one. Two it happens that I had an opportunity to alter process to my liking just to make it easier. Well I might even dealt with death to do so. I think the part "how" will remain my little secret. You on the other hand I'm curious who you really are, and how the hell did I got here in the first place. - Nevarez oparla sie bokiem o barierke spogladajac z uprzejmym zainteresowaniem na Sanay jakby sugerujac udzielanie odpowiedzi.
- You say that I could be happy here? Nah not really one can't be happy when she's basically dead you know? And I prefer to have control over my life rather than being a pawn in some game where someone tells me that I'm nuts. Because in fact I'm the one who is playing living pawns. And I pretty much like my life even if it's a pain in the ass at the moment. I guess that in fact I like a little bit pain to spice it up. -Nevarez wzruszyla ramionami. - By the way you screwed up my relatives personalities so it was obvious that it ain't real from beginning. - Natalie uniosla mojito w drwiacym toascie - So how long I've been here in real time,hm?

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Czw Wrz 20, 2012 8:28 pm

- Well, I'm someone who don't feel like answering. Especially, when I showed my identity in your face right from the beginning. You don't really think I'm Sanay E. Gemmis, do you?
Sanay wzruszyła ramionami.
- And I didn't screw anything up. They were made as loving, caring people. Well, not that it matters now. Frankly, it was worth it, even if it failed. I just want to tell you, how satysfiying it was when she kneeled and begged me to do this - Gemmis uśmiechnęła się najwyraźniej wspominając coś przyjemnego. - But our time is up. It was quite unpleasant meeting you, I hope we never do this again.

Świat zaczął pękać jak lodowce na gorącej pustyni. Wielkie kawały nieba zaczęły walić się na dół, ukazując coś ciemnego za nimi. "Strop" ich "świata" odłamał się i uderzył wprost w nie. Nevarez otworzyła oczy w komnacie z wypolerowanego lodu. Witch przypatrywała się jej podejrzliwie.
- What is it? You dozed off for a second - powiedziała Holda.
- Indeed - na stole zawalonym planami siedział pewien ascetyczny lekarz o ciemnych kręgach pod oczami. - Nice of you to finally join us. Guess you made it after all. I was just a tiny little bit worried.
- Who... wait, I know you! - zdziwiła się panna Devine. - You filth! What are you doing here?! What is the meaning of this?! - odwróciła się do Natalie.

Która w końcu czuła się sobą. Odzyskała poczucie swojego energetycznego ciała i połączenia z wszechświatem. Drzwi do Źródła znajdowały się na swoim miejscu tuż z tyłu jej myśli.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Czw Wrz 20, 2012 8:28 pm

Nevarez oblizala zeby spogladajac beznamietnie po Witch i Umbrze. Nastepnie rozlozyla nieco rece jakies 30 stopni od swojego ciala unoszac dlonie wnetrzem do gory po to by przuwolac elehanckie jezory czarnych plomieni na ktore zerknela.

- Now. That's a lot better. Mind over matter and all. And yet some things aren't right at the moment. - powiedziala rozwiewajac plomienie i krzyzujac rece na biuscie.
- As it is for you Witch it appears that you need some explanation. Long story short your fuckin' wish almost came true and someone almost killed me for good. And this fella over here - Nevarez uniosla lekko dlon wskazujac na Umbre - Helped me a little to get back here. And as he claims that he's omniscient he might be actually useful. Ofcourse nothing for free. So we made a little deal. - zwrocila wzrok na Umbre - And no. She's not the part of deal. However as the environment is better at the moment there is some time to discuss the details. - dodala lodowatym glosem nakazujac jednoczesnie zrodlu odlaczenie absolutnie wszystkich od zrodla poza nia sama lacznie z ewentualnymi kanalami serwisowymi. Jedyne sprawne polaczenie mialo byc jej wlasne. Ponadto zarzadzila zrodlu by w razie jej smierci odnowilo wszystkie polaczenia, i jednoczesnie pobralo od wszystkich podlaczonych cala energie do swojej rezerwy, nastepnie pobierajac ze wszystkich mozliwych pozostalych zasobow energie by ostatecznie wplynac na maksymalna mozliwa ilosc strumieni czasowych by stopic je w jeden. Po wydaniu

Dyspozycji swojemu narzedziu usmiechnela sie lodowato do obecnych.
- So you wanted an appetizer, eh? All right I give you one. You said that you are even harder to kill than me, yes? Maybe. It might be possible. I even may respect that possibility. And yet...how long do you think that you'll last without an environment...without food as you put it? Not long I suppose. Safeties off, if I die everybody else is coming with me. In a spectacular enthropic implosion of merging realities. You must know that nothing would change it as it would be negation of current laws of universe. So you would die too, eventually. In quite horrible way I guess, starvation or madness and implosion. - Nevarez wzruszyla ramionami jakby zupelnie nie obchodzilo jej to ze mowi o zniszczeniu calego wszechswiata. Wcale nie blefujac. - Don't get me wrong. We almost had a deal. You did some of your part and I'll do mine when the time is right. It's only a little precaution so you won't go rogue feeding on everything what's alive. And I think that you will do as I say. Because if you are really omniscient sweetie, you must know that at the moment I'm enough enraged to simply pull the trigger and let everyone and everything to die for good. If I don't get what I want, or if someone will be enough foolish to try killing me, or devouring me, or not doing what I say. - Nevarez zaczela popukiwac palcami prawej dloni o swoje usta jakby sie zastanawiajac jak jeszcze mozna zniszczyc wszechswiat. Po chwili jednak





Skierowala swoje kroki w strone stolu. Oparla sie o blat rekoma z rozlozonymi dlonmi. Nie zwrocila nawet uwagi na to ze jej palce werznely sie w powierzchnie blatu. Nachylila sie w strone umbry z drapieznym blyskiem migoczacym w jej oczach. - Well I guess it's time for business isn't it? So first thibgs first, right? - Natalie zwrocila sie do Umbry z przesadna slodycza ktora zaraz zmienila sie w jad. Nawet bardziej stezony od tego ktorym raczyla ja niedawno Witch. - Who did this to me. I want to know who was the bitch hiding behind this so called Sanay E Gemmis. Or maybe it is that thing MIOs. Doesn't matter. I want to kill it. Permanently. Providing it as much pain as it is only possible. Oh hell, maybe even make it suffer for whole eternity. - Nevarez usmiechnela sie szalenczo. Nie sadzila co prawda zeby zwariowala. Zabijanie tych ktorzy probowali ja zabic i to w dwoch postaciach, mieszali jej w planach i smieli bawic sie z jej umyslem. Ale nawet jesli koles byl wszechwiedzacy nie rozumial jej. A to moglo prowadzic latwo do strachu. I posluszenstwa. - As for second thing you will tell me what happened to my sister. Then we go to other things. For example who hired you or made a deal with you before. Maybe in year 999 by Earth callendar? Then who is responsible for my lack of memory and how it came that Earl used my creation even when I denied him access. Obviously it includes knowledge how to fix it and get my memory back. That is if you really are so omniscient as you.
Claim to be. That would be a nice start. Also it would be nice if you would say if someone tampered with memory of my friend over here. Still if you really are so omniscient. -Natalie oderwala rece od stolu podnoszac sie gwaltownie i przechodzac do najblizszego miejsca siedzacego by na nim spoczac. - I said what I wanted to say Umbra now it's your turn.

Gdy Natalie juz sie rozsiadla wygodnie zwrocila sie do Witch mentalnie.

Don't think that I've forgot about you. When we were going here I even didn't knew that this Umbra fella exists. Something grabbed me midway to some damn hellhole life simulation in which I was supposed to die eaten by this guy. So I don't really feel comfortable with him. I don't think that you threw me there. No reason for it. I think that someone else might had a reason for it. At the moment I can't be certain as too many folks want to kill me. Well including you. Now, look at this maybe this is somehow familiar to you? - przeslala Witch wspomnienia irytujacej obecnosci i tego jak ja cos chwycilo. - If not thst's a shame as I really would like to know what the fuck is going on here. Now, as you probably still don't believe me that I didn't knew 'bout him... Have a look at this - podeslala pannie Dark swoje plany odnosnie tego miejsca po co to zrobila i dlaczego uwazala ze w ten sposob czegos sie dowie. W zalaczniku jeszcze dorzucila swoje watpliwosci odnosnie niezgodnosci imion Witch w jej pamieci i pamieci zrodla. Oraz to co chlapnal Umbra









What was I saying? Oh right. If somehow this fella will go rogue despite those little destroyin universe precautions I've made then I would like you to come back with me to this time. - Nevarez dorzucila dla Witch koordynaty sprzed momentu w ktorym Nya zaczela robic cos zwariowanego. - So we would start again with things that I had in mind originally to solve those problems...

Nastepnie Nevarez zrobila rzeczy ktore wczesniej planowala. Okazyjnie tez rozkazala zrodlu uwolnic Lobosa z kulki.

Potemm zwrocila sie zmeczonym glosem do Lyncha.

You know what.. Tell Lobo that I'll kick his tailed ass if something happens to my sister. By the way you knew that there is a fella eating both transcendentals darks and probably every other living beings? Well if not, now you know. I'm going to need a vacation after this mess...oh uh..one more thing. Tell others that they shouldn't try to kill me as I've made a precaution to keep that hungry fella in check. Long story short the universe will collapse with an time implosion if I'll die. I have enough people trying to kill me without some crazy holy war fellas who would like to kill all of the Darks including me. I think that I'll recreate my old body soon. I need a drink. One that would actually work properly, not only the taste...

Potem przyszla kolej na Huntera.

Oh, seriously? And here I thought that you're not so bad at all. Say.. Maybe that was the cause of your divorce. You simply didn't let your wife sleep at all and even when.
She was asleep you did her... Blah sorry. I'm havin quite hard time right now counting ones who want to kill me ones who tried and almost succeed and those who actually can. At the moment two other Darks probably want me dead, and they can kill me temporarily in theory...there is one guy that actually eats everything what's alive and he actually could kill me... But instead he helped me to get back here because it appears that I could somehow help him in return. And hete goes another one. Bastard who almost killed me a moment ago...in a weird way messing with mind way.. Oh right as I've already stated it appears that almost everybody eants to either kill me, or screw me one way or another...Seriously, an enemy? I would rather say a rival or something. It's not that we tried to kill each other...Weell not for real after all. So I guess that my offer of seeing some interesting, weird and amazing for Jess will have to wait for a while. For a moment when I'll be only deadly person in vicinity. And after I'll save my sister as she happens to be a damsel in distress at the moment. Oh, by the way. Don't be surprised if somehow universe will start collapsing. I've triggered it so it would if I'll die. So this should keep some fellas from killing or eating me. It would be beneficial in longer terms. That is if there won't be someone syupid enough to actually kill me. And yes I'm perfectly sane as for a person in my situation. I'm only wondering what's wrong with this universe that I
Can't go on a holiday without bumping onto some situation like this when too many folks to count it all want me dead...and the universe could end if I wouldn't do something about it. Say..are there some hidden cameras here? Sheesh I think that I'll need a stiff drink shortly. Hmm as I'm still alive do you want me to kick her mother where you are. You know before universe will collapse and all.


Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Czw Wrz 20, 2012 8:29 pm

Z dłoni Nevarez uniosły się wstęgi barwionego na czerń ognia, po czym rozpłynęły się w powietrzu. Sięgnęła do Źródła, wydała odpowiednie dyspozycje i czekała na ich wypełnienie.

terminating all active connections
comment: exeption: administrator's connection
please wait



Natalie czuła jak Źródło pracuje, przeżuwając dane. Tych połączeń musiała być cała masa, co jest zrozumiałe. W tym czasie skontaktowała się ze swoimi znajomymi. Przyjemnie było znowu mieć wolność kontaktu z kimkolwiek zechciała. Mimo, że jej osobowość wróciła do pierwotnego stanu wciąż czuła pozostałości po wrażeniu zamknięcia we własnej głowie. Sprokurowała przy okazji odcinania dwa PDA i odezwała się do Arkadyja.

O. To ty. No cóż, niestety nie mam za wiele do opowiedzenia, nie miałem czasu się tym zająć. Nie miałem czasu się też dziwić. Mamy tu własną, małą sytuację. Ciężko mi powiedzieć też co się dzieje w Kosmogradzie, głównie dlatego, że nie ma już Kosmogradu. Ktoś ukradł całą planetę. I nie zniszczył ale no... zniknął. Więc teraz ja i Anielica staramy się podtrzymać barierę wokół tego co zostało i jednocześnie opanować kilkadziesiąt spanikowanych osób. Sam nie dałbym sobie radę. Twój kolega też nam pomaga, obiecał załatwić trochę tlenu, bo o ile jeszcze radzimy sobie z zatrzymaniem go wewnątrz, nie całkiem potrafimy fotosyntezować go więcej... rozumiesz. Nie, nie wiem do cholery! O, wybacz, chciałem to powiedzieć, nie pomyśleć. Trochę się w tym gubię.

Na te wieści, skontaktowała się też z Samem, dowiadując się, że owszem, pakunek pod postacią tajemniczej sfery dotarł, a jakże i zobowiązaniem, żeby przekazać starszemu, że skończy jako karma własnej rasy jeśli siostrze Mrocznej coś się stanie. Przy okazji Natalie kazała pracującemu już Źródłu uwolnić zwierzaka z pudła. Co okazało się nie takie proste jakie się wydawało. Choć cała sieć pracowała żwawo, a Nieprzenikniona czuła jak jej ciało napina się pod przepływem traconej i odzyskiwanej energii, zdążyła skończyć rozmowę z Samem zanim Źródło uporało się z więzieniem Lobo. Spoglądając kątem oka na podesłany obraz rozłożonej sfery zobaczyła bardzo wiele bardzo powykręcanych części i coś co zidentyfikowano na mechanizm czasowy. Wg ekspertyzy Źródła znalezienie odpowiedniej kombinacji otwierającej całość z zewnątrz (kluczowe okazało się odpowiednie ułożenie ciśnienia na powierzchni) zabrało sporo czasu i zasobów (w porównaniu), a z wewnątrz było praktycznie niemożliwe dla Nieprzeniknionego. Ale skoro ktoś się tyle napracował, żeby znaleźć więzienie na Starszego, czemu zostawił mechanizm czasowy?
Well, that must sound strange, but I had no idea such being existed. You would've thought that someone would've noticed... anyway, I'm doing my best to defend you in front of everyone, but scepticism is spreading like wildfire. People are terrified that there is another war comming, one we won't be able to avoid like last one.
Oh and yes. That Dark was here, the one I nearly lost consciousness when he appeared? He threw a bunch of people into the building, surrounded few blocks with a forcefield and then used... well, I'm not sure what that was, but it swallowed the rest of the planet in a blink of an eye. Gone without a trace. From that point I've been helping with keeping the barrier intact. Elder Aylammos promised to send a few of her trees, so people here have fresh air, but it's only temporary measure. Nothing was decided yet but it can hardly stay that way. Space station is gone too, so no one can provide help to this people for some time, beside us.

Na koniec porozumiała się jeszcze z Hunterem, który dla odmiany zdawał się nie przeżywać obecnie żadnego poważnego kryzysu jak reszta wszechświata.
I don't mind. There was a time... but we were young, and it's not that important at the moment, really. Instead I'll tell you something good. Now you like this god or something, right? Well yeah, so there are some guys who can take you supposedly, but do you even need both hands to count them? Seems like pretty comfy situation, right? Look at me, a falling rock in a wrong place... well, maybe it wouldn't be that simple but you get the difference. Like, I can't even relate to most of what is going on, not even react to it. You can. How awsome is that, huh? Hmm, it doesn't sound as it should. I guess I'm not so great in cheering people up...
You know what? How about this: I'll make you Jess's godmother. Maybe that's a little far-fetched, but she could call you aunt or whatnot. What do you say?

Tymczasem Źródło w końcu skończyło odcinać połączenia i zaczęło się przekonfigurowywać, gdy nastąpił przykry zgrzyt:

critical error
system unable to reconfigure remotely
please remove the failsafes and reconfigure manualy
system will now resume normal functions



- A little problem, are we having? - Umbra się uśmiechnął. - That's what I'm talking about! Living with some vigor. But no need to worry, I can't touch a stand of hair on your little heads. I don't even see the reason why I should even if I could. We are natural allies... sweetie. You have something that I want and I have something that you want. It is purely mutualy beneficial relationship.
- Are you both completly insane?! - wydarła się Witch. Spojrzała na Natalie wściekła. - What do you think you're doing with this... this filth! This is the lowest creature possible. Abomination. Even speaking with it is a strict taboo. - Holda zdawała się spychać wszystko gdzieś na bok, każdą sensowną informację. Zupełnie jakby coś jej odbiło. - You want to make a deal with this... this thing? It's gonna be the end of all of us!
- Well, I'm sorry for doing your dirty work all this time. - Umbra zbył wybuch Witch wzruszeniem ramion. Po czym wrócił spojrzeniem do Natalie. - No need to threaten me. I'm sure you can make it happen and it would be inconvinient, but do I seem afraid to you? Now, whan that's out of the way, our deal. I won't lie to you, I said as much. Your questions have been noted. All of them I can answer. But instead to long deals, I came up with something better, while you were enjoying yourself.

Pstryknął palcami w powietrzu przed kobietami pojawiły się znaczki wykonane jakby wprost z ognia. Nevarez nie miała pojęcia co tam jest napisane, po spojrzeniu Witch domyśliła się, że ta też nie. Na dole "kartki" jaśniało płomienne koło.
- I don't even need you signature. Just put your hand in the circle. Or a finger even. And I'll answer all those questions you asked.
- What is this bullshit - sarknęła Witch. - No sane person would sign anything they can't read.
- That's true. It's just note to destroy a very old rule. A permission to remove my shackles. You like to break rules, right, Natalie?
- You're insane... you both are... releasing you it's just absurd... - Witch cofnęła się o krok.
- Oh, would you just shut up. What would you, born free, know? I've been bound from the times you weren't even an idea. Why do you deserve freedom and I don't? - Ponownie spojrzał na Natalie. - You weren't very fond of your binds, now were you? Or the restraints forced upon you in that place. For a brief moment you felt as I feel... - uśmiechnął się i pokręcił głową rozkładając ręce.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Czw Wrz 20, 2012 8:29 pm

- Abomination? Taboo? Now I wouldn't know, would I? After all I don't remember a thing, right? - Nevarez prychnela w odpowiedzi na panike Witch, po czym zwrocila swoj wzrok na Umbre. - As it is for you. Nice try. Yet you must know that I won't do a thing before I'll get paid. Alas I am indeed a liar and mistress of deceit when I make a deal on my terms I keep it. Just look at fella by name Hunter Devine. Deal will be on my terms or none. If I sign something so are you. But not now I have to check something before we'll made this deal finally. Although nice touch with dropping the "dinner" form when adressing to me. - machnela reka rozwiewajac podmuchem energii formularz ktory zrobil Umbra. - It's only a matter of time. So prepare my intel preferably on paper and Then when I'll have data we'll sign papers. And now you. - Natalie zerknela na Witch spod opadajacych jej lekko na oczy wlosow. - Calm down. Panic won't do a thing in this situation as apparently we both have been screwed. I suppose you weren't movin' anywhere when I dosed off for a while fighting for my life hm? So you didn't steal 90% of NSR, yes? of course not. You're not in shape for it at the moment. All that you want now comes down to misplaced vengeance and survival. - Mroczna podeszla do Witch, chwycila ja za reke w lokciu i pociagnela za soba kierujac swoje kroki do komnaty zgonu. - Move yourself. We don't have time to waste for panic. If you want to get your revenge and know who's playing with everyone then



Come with me and don't scream. I think that I even like you so don't blow it. As I said earlier you know who killed you. It's in your subconsciousness. One can't erase that. - Natalie szarpnieciem przyciagnela Witch przed siebie, potrzasnela nia i spojrzala jej prosto w oczy. - Listen to me. This is hell of a mess right now. You might be right I may be going insane. But what the fuck you expect from me when almost everyone wants to kill me and when I'm unable to react someone's starting to destroy universe. And I don't remember what I did earlier for fuck's sake. And some bitch threatens my sister when just a moment ago dear Earl said that she's safe. Get a hold of yourself and stop acting like a piece of trash. You're not like that. You're skilled intelligent very talented..and sensitive. If some asshole couldn't see how lucky he was then fuck him. He wasn't worth a single tear if you have any doubts about it. He doesn't care about you and he never was he just used you. So stop crying your eyes about it and blaming yourself and instead focus on essential things like survival. You will kill that asshole and I'll be glad to help you but first I need to know what the fuck is going on and regain control over this mess. Damnit let's go and I'll show you something. - fuknela na koniec puszczajac Witch gdy w koncu dotarly do pomieszczenia. Obejrzala na chlodno rekonstrukcje sytuacji pobrana z zapisow podswiadomosci zawartych w wspomnieniach Witch.
- Interesting. Don't you think?




The problem with covering tracks is that you can't erase the past. Hide it, of course but never erase it. So it's only a matter of time when I'll solve this and make those idiots who've ruined my holiday pay. Now what would be the next step..- Nevarez znow przytknela palce do swych bordowych ust rozwazajac cos. Nastepnie zwrocila sie do Lyncha.

Send it. I mean memories of stealing the planet and that Dark you saw. I've got an idea I think. Probably nobody in Time department would like it, but screw them in times of war everythings is permitted. If I'm right I'll steal back the planet. If not.. Well I'll figure out something else.

Po otrzymaniu przekazu nakazala zrodlu pozyskac z tego materialy koordynaty czasowe a nastepnie wyslac sobie jej polecenie do tamtego momentu by uchwycic zlodzieja w podobna sfere wiezienna do tej w ktorej byl lobo. Z drobna modyfikacja zeby kazda proba zniszczenia jej lub otworzenia pobierala energie od wlamywacza na podtrzymanie sfery. Okazyjnie zlikwidowala mechanizm czasowy i zastrzegla zeby tylko ona mogla otworzyc sfere. Przy okazji podbila stawke jaka pobieralo zrodlo za swoje uslugi do 95% energii uslugobiorcy wylaczajac nia sama. Na wypadek jakby Earl cos kombinowal.
Nastepnie sprobowala wyczuc gdzie jest Nya. Osobiscie. Powinno sie udac zwlaszcza jesli ich odczyty energetyczne byly odwrotnie spolaryzowane jak to mowil Lynch.

Jezeli jednak to sie nie udalo sprobowala wysledzic Ichirou a nastepnie wcale niedelikatnie go sciagnac w miejsce











W ktorym sie znajdowala. Wcale niedelikatnie. W razie potrzeby wypelnila strefe w ktorej byla powietrzem a samego azjate z przyjemnoscia chwycila za gardlo i wycedzila mu prosto w twarz.
- Gadaj gdzie ona jest ty tchorzliwy worku zgnilych flakow..- zaraz potem zmienila ton glosu na syczacy bardziej jadowity - Jezeli masz watpliwosci to pozwol ze je rozwieje. Jesli mi nie odpowiesz i cos jej sie stalo z twojej winy pokaze ci jak bardzo paskudna osobowosc moge miec. Od zwyklego wywolywania bolu w twoim umysle...po spedzenie tam calej wiecznosci na umieraniu. Bo widzisz Kuro-san...- Nevarez usmiechnela sie drwiaco wymawiajac tytul. - Przez swoja glupote przyczyniles sie do procesu niszczenia wszechswiata. A za samo narazanie mojej siostry bardzo chetnie ukaze ci dusze. Spelnie to twoje drobnomieszczanskie zyczenie. Chetnie ci pokaze dusze. Twoja wlasna. Plonaca w ogniu jakiego nie potrafisz sobie wyobrazic. - upuscila azjate na ziemie jak worek kartofli. W razie potrzeby byla gotowa rozkazac zrodlu wskrzeszenie tchorza. Tylko po to by go zabic osobiscie.

W miedzyczasie odezwala sie tez do Umbry.

You know that I was serious about all of this. I owe you for easing up the process. Although you also must know that I can't let you completely loose at the moment. I'm working currently on a quite nice cirographus to seal our deal. Yet still I must get what I want in advance. If you'll be nice you might even get a bonus in shape of one of your own kind to devour.










Potem Natalie zwrocila sie do Huntera.

A godmother, huh? Now that's an ridiculous pun. Well what the hell why not. Probably I'll have to spare some time to fix up my own granddaughter from other timeline but why not. Just ask her about that I'm quite curious of reaction. After all she doesn't know me at all. Nothing 'bout my past or abilities. And yeah I guess it's not so bad. After all in theory I can survive end of the known universe. That is if someone won't have my idea of mergin timelines which would lead to implosion of whole universe. It's only annoying that those fellas are messing with my and my family and other me I guess. Still I can die once and for all in theory if some bloke will be free and eat me. Weird way of dying.

Potem kazala zrodlu sprokurowac kilka maszyn filtrujacych tlen z dwutlenku wegla zasilanych malymi bateriami atomowymi. Oczywiscie wszystko przygotowane do pracy w skrajnie nieprzyjaznych dla elektroniki miejscach. Na finisz polecila zrodlu przeniesc je w okolice Kiryenko tak zeby komus nie skrecic karku.

Wiesz.. Ci goscie zaczynaja mnie powoli irytowac. Nie dosc ze probuja mnie zabic to jeszcze kradna planety akurat gdy nie moge zareagowac. Tchorzostwo po czesci, nie sadzisz? Tak pozatym powinno do was dotrzec tam pare maszynek do filtrowania powietrza by bylo wiecej tlenu.

Ostatecznie odchylila palce od ust zwracajac sie do witch.
- Got any ideas who could have a reason except Earl to disguise himself as you or me and pull this off?

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Czw Wrz 20, 2012 8:30 pm

- Oh, but I won't do anything before you fulfill your part of the agreement either. So a stalemate, huh? Well... not exactly. If it's your way or no way, then no deal. So I'll just sit here for a while and wait for you to change your mind. And I don't know this, this is only a prediction... but I guess it will be pretty quickly, seeing as you are going around like a blind bat. And don't mention it, you are no longer my meal, so it's obvious distinction. - Umbra posłał jej uprzejmy uśmiech, gdy Natalie złapała Witch za łokiec i ją wyprowadziła do innej Sali.

Holda natychmiast się wyrwała ze złością.
- I can walk by myself, damn it, so don’t touch me! Don't blow your friendship? How fucking generous of you! Do I look to you like I give a fuck if you like me or not? I'm playing along solely because the alternative isn't a nice thing, even after what you did to me. But you keep pushing, and keep pushing... try some more, and you can find yourself one more enemy. A resource abundant to you it seems.
- Like hell you'd know what I'm going through! - warknęła przez zaciśnięte zęby, gdy Natalie ponownie ją przyciągnęła i potrząsnęła nią. - All you ever care about are things AND PEOPLE that are convinient at the moment. Pawns you may use. Oh, I'm sorry, that's not true - wykrzywiła się - you love your dear sister. Such a shame, you picked some phantasy-made-flesh bullshit over your real sister! - odepchnęła Nevarez i przez chwilę mierzyła ją wściekłym spojrzeniem. W końcu poprawiła sobie włosy i przeszły do wybranej przez agentkę komnaty.

- Oh, ruined holiday plans - Holda wywróciła oczami - that must've been so hard on you. Trully disastrous.

What? Oh, yeah, I guess I can do that. Sure.
Obraz od Sama nadszedł jako kilka ujęć niby z aparatu, wszystko musiało dziać się bardzo szybko. Zobaczyła swoje mieszkanie w Kosmogradzie i kilka obecnych tam osób. Nagle pojawił się Earl, z smugami smoły ciągnącymi od jego oczu i kącików ust, zupełnie jakby płakał i jadł coś soczystego jednocześnie. W jednym ręku miał majora Juszczenkę, a w drugim Isaia Seriogina. Musiał ich puścić jak worki kartofli, gdyż dalej już go nie było, jedynie dwaj mężczyźni spadający na posadzkę. Zobaczyła też sporo innych, znajomych twarzy z NRS, gdzieś w rogach kadru. Nie trudno było połączyć to pojawienie się z kradzieżą większości planety chwile później.
Natalie miała pomysł jak dać ich "przywódcy" nauczkę. Źródło obliczyło odpowiednie koordynaty czasoprzestrzenne dla okresu sprzed kradzieży i skoordynowało polecenie złapania.

- I wouldn't do that if I were you, you know - powiedział Umbra, materializując się niemal niezauważenie obok nich. Wpierw pojawiła się ciemna plama, a potem już tam stał. Nie wyglądało to jakby się przemieścił, raczej jakby od zawsze tam był, tylko w żadnej konkretnej postaci.
Pułapka pozyskana od Lobo została przygotowana i wysłana w wyznaczony punkt czasoprzestrzeni.
- And here we go... - westchnęła istota wszechwiedząca.
Pułapka dotarła na miejsce... i nic nie znalazła. Celu nie było na miejscu. Wszystkie logiczne przesłanki głosiły, że całość powinna się zakończyć w tym momencie. Tak się jednak nie stało. Pułapka zatrzymała się w miejscu. I zaczęła pobierać energię. Gigantyczne ilości energii. Natalie zakręciło się w głowie i zrobiło niedobrze, gdy strumień mocy zaczął płynąć przez nią wartkim nurtem. Źródło pobierało i doładowywało jej istotę z częstotliwością zmienną nanosekund. Mroczna widziała przywołaną przez siebie pułapkę - a właściwie zbiór setek części zawieszonych w przestrzeni kosmicznej - wibrujących od nagromadzonej energii. Miało w tym swój cel.

Przed oczami Nieprzeniknionej stanęły olbrzymie, iście nieskończone kolumny strumieni czasu, niczym gargantuiczne tornada przeszywające wszystko wszędzie. Widziała ich słup. Rzeczywistość rozdarła się wokół jej pułapki. Z dwóch różnych części ich strumienia czasu wykwitły odnogi, przypominające odgałęzienia linii czasoprzestrzennych, ale nie szły swoją drogą, szukały się nawzajem. A gdy się połączyły, stworzyły coś w rodzaju bypassu rzeczywistości, zachowującego koherentność czegoś co nie było koherentne. Pułapka odnalazła Earla gdzieś w przestrzeni kosmicznej.

Rozdarcie rzeczywistości musiało go lekko zdziwić, choć nie aż tak bardzo. Części pułapki otoczyły go, próbując wpierw skompresować jego istotę, by się zamknąć. Co okazało się wcale nie takie proste. Co prawda na jakąś milisekundę udało się otoczyć Earla, a jego ciało wygięło się pod wpływem naporu wzmocnione pułapki, zaraz jednak chwila minęła. Earl szarpnął się w więzach, a całość wybuchła całkiem spektakularnie w ogromnej eksplozji. Fala ognia i śmiercionośnej energii poczęła pożerać napotkaną po drodze materię, nie zostawiając nic na swojej drodze. Wkrótce cały układ przestanie istnieć, a zanim fala dotrze do następnych powinna rozproszyć się dostatecznie by nie narobić już takich szkód. Zniszczony układ był niezamieszkany, jedynie jedna z planet pokryta była warstwą alg, o których można powiedzieć tylko tyle, że były kolorowe, lubiły słońce i wodę. Epicentrum wybuchu okazało się puste, ani śladu ich "przywódcy". Jednak liczenie, że uległ zniszczeniu było raczej naiwne. O czym nie omieszkał powiadomić ją Umbra.
- Well, that went well. Congratulations. You managed to piss him off, I think.

Bypass czasoprzestrzenny wchłonął się, a wszystkie obecne istoty ponadzmysłowe odczuły falę uderzeniową, niczym napór fal przypływu na plaży. Gdy wody czasu się cofnęły, Natalie poczuła jak jej wspomnienia modulują się, uładzając sekwencję przyczyn i skutków w tej linii czasowej. Owszem, Sławińska się obudziła, ale na razie nic nie powiedziała. Ich znajomy z podziemi również się przebudził, ale zwymiotował i znowu zasnął. Nic więcej nie udało się na razie załatwić, bo ktoś zaczął wrzucać do jej bloku ludzi zebranych z całego Kosmogradu, ale nikt nie wie dlaczego. Później na niebie pojawiło się dziwne światło, ale znikło bez śladu.
Something just happened... right? I have this feeling i can't place... and the whole Time department if freaking out and furious at the same time. Powiedział Lynch.

Natalie przy tym nie mogła odmówić pewnych efektów ubocznych, mimo, że oczywiście odzyskała pełnie mocy, a Źródło przestało pochłaniać ją w szaleńczym tempie. Ale pewien posmak pozostał. Wedle raportu Źródła, cała akcja pochłonęła moc stu dziewięćdziesięciu dwóch gwiazd.

Nieprzenikniona otrząsnęła się i podjęła się realizacji innych rzeczy. Wpierw spróbowała odszukać Nyę, swoimi własnymi zmysłami. Skupiła się na siostrze. Szukała, węszyła, nawoływała... wszystko na nic, zero odzewu.
Znalezienie Ichirou okazało się dużo prostsze. Zdziwiony azjata został przeniesiony przed obliczę Mrocznej. Upadł tracąc dech i krztusząc się własną śliną. Spojrzał ślepymi oczami na Natalie i jego usta ułożyły się w "o".
- Well, this is awkward... and it can't be good...
Podniosła Kurosakiego za gardło jak szmaciankę, aż zadyndał nogami w powietrzu.
- Pleeesh... I donsh... donsh knowww... I sweerr... (Please, I don't know, I swear) - widocznie się dusił, nie żeby robiło to wrażenie na agentce. Próbował oderwać jej rękę od swojego gardła, ale z równym powodzeniem mógłby próbować wyważyć stalowe drzwi kłębkiem waty. - I diddnt... doo anyshinnn... pleeesh... itshh abowee my paeygradsh... (I didn't do anything, please, it's above my paygrade).

- Aren't you a sweet, little hypocrite? - ucieszył się Umbra. - I don't recall putting you on probation, when you wanted to be free. Oh well, I guess we'll see where your cowardice leads you. And it's really cute, when you try so hard to outsmart me. Almost as if six-year-old tried to trick her parent. Not that I try to offend you. It's just that we all will probably die, and as much as I enjoy life I don't fear death. In life or in death, I will became free. The question is: do you feel the same? Try to think about it as your time runs out - dodał dobrodusznie.

Hunter zamilkł na chwilę zanim się odezwał.
Well, I asked her and she said she would be honoured. She said that she isn't much of a believer, but since the good doctor cured her miraculously, she'd make an exeption. She asked me if we need some ceremony... and I don't really know. Never thought much about god till recently, really. Besides... I don't know I can trust that mischievious gleam in her eyes and that happy smile. I think I'll tell her that we can make our own ceremony. I'll omit the part about the presence of a god for now, key? So... what is going on by the way? Need something?

Prokurowanie maszyn było w tej chwili całkowicie zbędne, jako, że planeta była cała i miała się nieźle jak na zlodowaciały kawał skały.
- I have no idea what are you talking about. And I'm loosing patience. Is this your brilliant plan, hm? - Witch założyła ręce na piersi i zaczęła postukiwać ze zniecierpliwienia nogą.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Czw Wrz 20, 2012 8:30 pm

Yeah something happened. I've just prevented whole planet from being stole. And I guess that as it had to be done with tearing reality a little bit you don't even remember it. So I've catched this dear Earl fella for a second or two. And that was problematic because apparently Darks not as any other living being are only present in the presence. Not in past or neither the future I suppose. It makes things annoying. Because when I would turn back the time to prevent something from being done by me fellow Darks it would be impossible as they won't be there. So I'm not surprised that people at Time department are freaked out. In terms of war, if I'm correct Transcendentals would loose as Darks could attack in any time not the opposite. Oh, wait I'm more screwed as both sides would want me dead more or less. Hurray! Anyways if I'm right the planet is intact. Is that correct?

My brilliant plan eh? No, not really. It doesn't work. Recreation ain't good enough. There are few more ways like for example letting me into your mind so I would try to find something in your subconsciousness. Or you going there. Won't do as you neither trust me or like me. - Nevarez wzruszyla ramionami. - Just hate me. Fair enough. I won't keep pushing as you put it. Although if I really wouldn't care at all don't you think that it would be easier to try killing you than trying to fix anything? And it's not like I'm choosing one over another. It's only simple fact that you're in no danger as far as I can

Tell. Now what could you tell me about our collegaue Umbra as he appears to be in fact only real solution at the moment?

Oh right as I'm talking about you Umbra, why don't you tell Witch something about me? Like what I was going to tell her before I dosed off? Nothing that I wouldn't know, just something to be certain that you're in fact omniscient.

Now you Mr. "above my paygrade" I could simply tell you that if you won't speak I'll provide you a little eternal hell or kill you just to ressurect you and kill more times. But as you're unwilling to speak I think that I'll simply take what I want and maybe then provide you with eternal suffering ? I don't have much time, you know. - zwrocila beznamietny wzrok na Kurosakiego po czym jezeli ten nie zaczal gadac zwyczajnie siegnela do jego umyslu by znalezc to czego szukala. Tj wspomnienia od momentu rozmowy z Nya az do teraz.

Potem odpowiedziala Hunterowi.

Ceremony, huh? In my opinion no need for it but if you would want to well..own ceremony sounds better than some religious crap. And truth to be told I didn't think of it either till now. And it ain't nice in fact. Let's see I like to play with people and manipulate them. Occasionally fix them a little...The other one thinks of people like about some vermin...third one seems to be like me only much more worse.. And these are only Darks. Transcendentals who you could call lesser gods not so long ago came up with an idea of upgrading humanity which could end by anihilating....





Well most of them. Like giving a loaded automatic rifle to a three year old kid...and there is one other fella who claims to be omniscient and cares only about eating other living beings. So long story short I was right from the beggining that I hate religious crap as it is pointless. In fact I think I should pay someone a visit. Oh right. What's going on. NSR was stolen by this fella which is worse than me Earl. Who is supposed to be some sort of leader. Too bad I have some discipline issues and trapped him for a second or two...causing a small hole in reality..and well destruction of one unhabited solar system... Good news is that the planet is in one piece again. By the way if this Earl will try to abduct you..this is how he looks like - Natalie pozwolila sobie przeslac Hunterowi odpowiedni wizerunek. - Tell him that it's quite boring. Or no. Don't tell that. He could kill you. I probably would in such situation. Soo..not exactly that you could do something. Just relax there and take your time speakin with your daughter while universe is on the edge of collapse. And yeah it won't happen if I'll succeed. Which makes me wonder why everything started going from bad to worse when I started enjoying this being allmighty. Oh right, did I mention that the one that tampered with your mind wants to kill me because of some ancient affair that I suppossedly stole her let's say fianceé? About what I obviously don't know a thing as all that I remember is being myself Natalie Nevarez.
And what's more funny is that I should remember that just after I've ascended in this form. Quite a mess, really.

Nastepnie zwrocila swoj wzrok ponownie na Witch.
- You know, it was just a figure of speech 'bout ruined holiday. What really annoys me is the sole thought that I could do something like that what you remember I did. Mostly because you seem to really know me. But as you said no more pushing. I don't want to have another enemy I'm enough tired of current ones. Now as everything I thought about in means of fixing things seems to fail... I'll excuse you for a moment I guess. I need a moment to think about other means to achieve the goal. Unless you're willing to give a shot this idea of mine with subconsciousness?

And as it is for you Umbra... I'm curious as you are so omniscient you should know that after you'll give me intel you would get what you want. And yet you don't want to, so tell me what would you do as first thing after regaining your freedom? And why are you bind in the first place. Now these questions are only fair as you knew that about me earlier.

Potem z kolei zwrocila sie z ciekawosci do Earla.

And here I thought that you'll like that little apartment as much as hair lotion. So out of curiosity why did you do that to Witch what's this grotesque with my lack of memories...and what would you do if I'd challenge you for leadership, hm? You seem to be too comfortable at the moment as if nobody told you that you shouldn't steal planets to feed Someone who grants you neccessary knowledge. And I heard that once upon a time you claimed leadership to fix something and prevent some mistakes and tragedies from happening. How touching and ironic. And people call me a liar,hm?

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Czw Wrz 20, 2012 8:31 pm

Yeah, the planet is fine. There was some radiation with colorful flashes, but it mostly dispersed in the atmosphere. I don't suppose any human noticed anything. They seem to pretty occupied with what are they doing here and how they got here. So you captured him and... what happened? Won't he come after you?
Oh well, I might as well clean this place up a little bit. Half the people that were thrown here seemed to have weak stomachs. Other half is unconscious.

- So we're starting to get somewhere, thank you! - Witch niemal się ukłoniła. - Now when that's out of the way we might even find a way to not kill each other. For now. - Spojrzała po uprzejmie uśmiechniętym Umbrze i skrzywiła się. - Him. Right. I'm not really that much into the subject. But the fact is he was here, like forever. More than I can remember. He is everywhere, like a shadow of everything, hence the name, Umbra. He is... hmm... like a sewer network, gathering all the filth and used existence. But he's also a hungry monster and would consume everything if he could. Sadly he can't, don't you, you abomination? - warknęła w stronę ascety.
- Oh, that hurt my feelings so much. I never understood this logic. I eat all the waste you make, turn it into usable resources for you and you scorn me just because I don't rise up to your beauty standards. - Spojrzał na Nevarez. - Simple analogy. Do you hate the worm that it loosens the soil? It eats your shit and allows your crops to grow, so you can eat.
- Spare me. How many of my brethren did you "consume", you monster?
- Do worms refuse to eat dead bodies that are laid into the ground? - Umbra wzruszył ramionami.
- Like hell they're dead! Screw this, as I said, spare me. This is not a question of debate. Facts are facts. Somehow I don't believe you were bound for all eternity, because you were such a sweet puppy.
- Facts may be facts, but their interpretation is an entirely different thing. For example... - Spojrzał na Natalie. - A probable state of mind from the past? That's stretching it quite a bit, but I guess I can manage.
Zamknął na chwilę oczy po czym je otworzył. Było to minimalnie dłuższe od mrugnięcia.
- Well then, Natalie was intercepted while traveling here and situation changed a bit. But she was going to make a deal with you. Something along the lines that if she is truly responsible for your suffering, she'd let you destroy her. The sole statement would be a fact, but while she could think that she made you a honest offer, you could think that she's only trying to stall for time. Not so easy, right? I know, I'm honest by nature so I struggle with this a lot.
- My ass you're honest. There are no honest beings in this world or any other - synęła Witch.

W tym czasie Ichirou wciąż balansował gdzieś na granicy uduszenia, łapiąc łapczywie powietrze.
- I really don't know... I swear... I'd told you...! - wyciągał się jak mógł i starał się sylabizować, jakby wyraźność przekazu miała ją przekonać co do jego szczerości. Nevarez dotknęła ręką jego głowy i wniknęła do jego umysłu. Przeszukała jego pamięć od momentu rozmowy z Nyą do teraz.
Zobaczyła niemal tą samą rozmowę co ostatnio, tylko z punktu widzenia Kurosakiego. Po fragmencie w którym urwało Źródło, zobaczyła jak azjata wyciąga z kieszeni czerwoną kulkę, jakieś sprytne urządzenie, ale bynajmniej nie pochodzenia ludzkiego. Rzucił je w powietrze, a to rozjarzyło się i otworzyło przejście między warstwami rzeczywistości. Natalie miała już pewne doświadczenie z takimi przejściami i wiedziała, że takie potrafią otwierać istoty od Nieprzeniknionych w górę. Do tego każde przejście miało swoje charakterystyczne cechy zależnie od twórcy, a tych nie poznawała.

Przeszli i znaleźli się w jakimś domu. A właściwie to monstrualnej bibliotece. Ściany zapełnione półkami z książkami ciągnęły się w górę, w dół i na boki tak daleko jak sięgało oko. Ściany układały się w kwadratowe kolumny, połączone siecią mostów i przejść. Przeszli przez taki most i weszli do jednej z kolumn. Wnętrze przypominało zwyczajny, przytulny salonik. Ichirou poprosił, żeby Nya chwilę poczekała, aż nie wróci z kimś do kogo odnosił się per "master". Wyszedł innymi drzwiami, wyjął niewielką karteczkę zapełnioną gęsto liniami - mapkę. Szedł według niej zmieniając kilka razy piętra i kierunki, aż w końcu trafił do innego saloniku.

Natalie zobaczyła stolik, przy którym siedziała Sanay E. Gemmis. Piła herbatę i czytała książkę.
- Master... - zaczął, ale Sanay posłała mu przelotne spojrzenie.
- I know. Sit.
Kurosaki usiadł na podłodze. I siedział tam z pięć minut.
- But master, shouldn't...
- The bitch can wait - warknęła "doktor". - I won't spoil my tea for the likes of her.
Siedzieli tam jeszcze bite dziesięć minut, aż Gemmis skończyła sączyć herbatę. Po czym westchnęła ciężko, wstała, przeciągnęła się i wyszła kiwając na Ichirou. Szła powoli, rozglądając się wokoło, a azjata wlókł się za nią. Całość trwała przynajmniej pół godziny i była wymierzona wyłącznie jako obraza dla Nyi. Jednak gdy do niej dotarli, powitała ich z uśmiechem. Sanay otworzyła usta, ale zaraz je zamknęła, jakby przypomniała sobie o czymś. Sięgnęła do kieszeni i wyjęła identyczną kulkę co wcześniej, tylko że zieloną. Rzuciła ją Ichirou.
- Go, lay low for a while.
- Yes, master, but what about a return crystal...?
- I'll call you if I need you. Go already.
Kurosaki wyszedł niepocieszony, a drzwi się za nim zamknęły. Przez grube drewno słychać było przytłumione głosy, ale nie słowa. Przez chwilę stał rozdarty, a potem otworzył kolejne przejście. Trafił na Nową Ziemię do dystryktu handlowego. Zrobił zakupy, znalazł przytulną kawiarenkę przy deptaku i zajął się jedzeniem, oglądaniem ludzi łażących w tą i we wtą, a jednym okiem przeglądaniem kanału informacyjnego. Nagle kawiarnia znikła coś go połknęło i wypluło wprost na zimną, twardą posadzkę. Gdy zobaczył stojącą nad sobą Natalie niczym bogini gniewu i zemsty, jego żołądek ścisnął się boleśnie...

Świadomość Natalie znowu skupiła się w niej. Ichirou zemdlał pod wpływem stresu, choć ciężko było ustalić, czy stresu przeżytego w wyniku napaści psychicznej, czy zwyczajnego tchórzostwa.

Sounds more like the old idea of gods. Human sacrifices, beating hearts ripped from chests. This kind of stuff. Well, at least it's more fun than kneeling for hours in big, cold buildings. Better show. Jess once told me that Aztecs killed 80,000 people this way in one day. They were opening a new temple, if I recall correctly. Party hard, right?
Well, it doesn't make much sense to me, but I get it. Stretch my legs, chit-chat a little, relax, while the universe is on a verge of destruction. Roger that. Oh, and there is some fancy-looking motherfucker who can get here any time and do anything he pleases. Great. Seems like a frustrate to me. Is he your new, abusive boyfriend of something? You throw him out of bed so he now goes psycho on your friends?

- I don't think so. It should be pretty clear why I won't take that risk - Witch pokręciła głową, ale uśmiechnęła się, choć mało przyjemnie. - Moreover, I have a better idea. You need time to think all of this over? Fine. In the meantime there is someone I'd like to talk to. A person who spend a few years in your head, and disappeared so secretly and... conviniently. I think that either you... or someone else is trying to hide something. Whatever the case, I find it highly conspicious. Any idea where to find her? My weaves may be more effective. Well I can't say I would be suprised if you "didn't know anything". So?

- Well, maybe omniscience means two separate things to you and me - Umbra nie wyglądał na poruszonego. - Let me explain in plain terms. I'm everywhere. Therefore whatever happens, I'm there. I know what happened or is happening as well as you can recall what happend to you in the past or what is going on now. Maybe even better. But future is not the case here. Of course I see the patterns, I can make predictions, the same way you can tell that there will be rain, because the sky is heavy with black clouds. But this is not perfect or final. There is a thing, called "free will", which you deny me, by the way, and it influences things. Predicting a trajectory of a comet is not the same as predicting what a sentient being would do. So no, I don't know. And I'm not proud of it, but I had been tricked in the past. Kind of made pretty stubborn about the whole "getting paid for your work" thing. And I don't mind answering these questions. The first thing I would do after being granted freedom would obviously be giving you information vital for all of us not to die and enjoy our freedom. And why I am bind is also quite simple.
- Countrary to what your friend thinks it wasn't like that. It was much more simple. There was just somebody more powerful, who arbitrarily decided behind my back that I should be restrained. More because he didn't want to bother with me than because anything else.

Natalie odezwała się do Earla... i o dziwo, tym razem doczekała się odpowiedzi. Bardzo gniewnej odpowiedzi.
You want to challange me? Really? So this is all about? You have it? I knew something was wrong... You little...! Don't get too cocky because of such a small thing. I would give it back if I were you. All in all I thought you were smarter than this. We could have so much fun... but let's have it your way. You are entitled to come and challange me anytime. Bring it, if you want. But you're gonna regret it very soon. I hope you'll like my little present. Should make things quite interesting. And I'm only getting started.
Całość nadeszła tak nacechowana czystym gniewem, że wręcz kuła i piekła.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Czw Wrz 20, 2012 10:11 pm

- Unlike to what you might think I’m not treating you like a garbage can, at the moment deal is almost fine, make it 72 hours with this line and we can sign it. – dorzuciła linijkę wspominającą o zobowiązaniu Umbry do odpowiadania zgodnie ze stanem faktycznym rzeczy o które by pytała, innymi słowy żeby mówił prawdę – It’s just formality, after all you said yourself that you won’t lie, so this should be ok with you I think… Unless.. – Nevarez przejechała lekko językiem po zębach spoglądając na Umbrę – You would really like to obtain freedom asap, that could be arranged too, on other terms. After all you said, dead or alive I’ll be free, didn’t you? Just mentioning – Natalie wzruszyła ramionami rozkazując Źródłu schwytać świadomość azjaty z momentu po usmażeniu mózgu I wpakować ją do całkowicie nowego ciała niemal identycznego z jego poprzednim, z tym że pozbawionym zdolności psi, za to ze zdrowym wzrokiem – Obviously you might get tired of long life as well, and what would be a better way of paying back the bloke who bound you? If he wouldn’t like to make you free eventually he wouldn’t leave a possibility of freeing you now, would he? On the other hand..as there is a way to make things better, as obviously it is possible to alter your sole entity. Oh, well but that’s not something you would want to, is it? Make a final scoff at the bloke who imprisoned you, by shapeshifting some things into more elegant form of my design. Nah, I didn’t really think that you would be interested in that.
Natalie ze swobodą podeszła do nowej wersji azjaty leżącej na ziemi, schodąc wręcz do klęczącej pozycji strzeleckiej, z tym że zamiast trzymać broń wyciągnęła dłoń nad leżącego I stworzyła w palcach iskrę energii elektrycznej porównywalną do niskich wartości defibrylatora…po czym zwyczajnie upuściła ją na głowę azjaty. Wartość energii powinna być dostateczna by sprawić dość bólu by było to satysfakcjonujące, ale nie dość by wyrządzić poważne szkody czy jeszcze zabić tchórza ponownie. Zerknęła na niego jeżeli się obudził, przywdziewając na twarz jeden z najmilszych uśmiechów jakie miała w zanadrzu. Kompletnie nie pasował do słów które zaraz wypowiedziała, w absurdalnie wesołej i przyjaznej intonacji.
- You know, you disgust me. I think the only reason why I resurrected you is to kill you personally, after all you deserve some pain, don’t you? What the hell! I even said that I might grant you eternal suffering, so why would I let you off with a trifle brain frying provided by that ridiculously tasteless bitch that you call per “master”. Seriously, how hardly into inferiority complex she has to be to compensate herself by making such rat like you call her master, hm? Now, what should I do to you Kurosaki Ichirou, for being stupid, cowardly, outlandish… Frankly I’m surprised that Nya wanted to do something with you. Oh, by the way. Before I’ll do something unpleasant to you, you might show some gratitude for resurrecting your sorry ass by explaining to me what about was that meeting. Or was supposed to be. I think that one death should do the trick ruining self-destruct protocol, but if not…hmm I’m wondering what to do with you then. There are so many magnificent ways to kill a human…even if I doubt you deserve to be named as one, physically you’re still one. Can’t decide…whether give you back esperish abilities just to torture you with blocker radiation…turn you into a slimy rat and throw into room filled with cats, or maybe melt you down with your former body so you would rot alive…Oh my, oh my so many possibilities. It’s fascinatin’ don’t you think? I can do literally everything to you, like for example trap you inside your mind where you would exist for eternity in some hellish life simulation. Now that’s some nasty stuff.. – Natalie podparła głowę dłonią jakby w zamyśleniu po czym ni z tego ni z owego zwróciła się do Umbry – Hey, would you like to eat him? I mean in some unpleasant way, for him.

It ain’t mean to be cute or fun. Only deadly serious dear. And obviously I wouldn’t try to put you in a locker if you wouldn’t steal that worthless planet. You see, it’s not like I care for that icehole. In fact is much more simple. I did that only because I didn’t like that and it was against my plans. You think that you know me. Maybe even you really knew me, at least past me which from what I heard was quite similar to me. And yet I’m no longer that person. Maybe I don’t have my memories as you put it because I didn’t want to remember. Arrogance tells me that nobody else would be able to do such thing to me. Still, that doesn’t matter. What does matter that safeties are going off from now on. In fact I won’t waste my time to challenge you, I’ll simply do something far more worse. Deny your leadership. If you want to cooperate then good for you, if not I’ll do fine on my own. I’m simply tired of people trying to kill me or use me. It’s time to make things as they used to be for past 40 years, long story short, those who try to screw with me end up far more screwed than they intended to do it to me, or simply dead. Now the thing that I supposedly stole, I might consider giving something back if I really had it or if I even knew about what are you talking. Think what you want, though at the moment I wouldn’t mind destroying universe if something goes not as I’d like it to be. If it’s kill or be killed I’ll kill, as long as necessary. For a start of cooperation you could say why did you steal that planet, and what for. Just a thing of curiosity.
Potem odpowiedziała w końcu Lynchowi.
Oh yes, he certainly would like to. Though I’m tired of this so I’m changing rules of engagement. Of course the most simple way of dealing with him is a simple challenge over the leadership, for life and death. No big deal really, however that would be too simple, and probably risky at the moment. So I think I’ll do for a change few interesting modifications about which your elders probably will be freakin’ out. No time for workin in white gloves, you know. I prefer those made of black leather anyway. Honestly I don’t think that anyone has a choice really if they’re so scared of war, then there is nothing left to do than let me do what I have to do. It appears to have really basic conditions now, it came down to simple kill or be killed. Sad but true, that possible future you saw might came true, who knows. Even if so, I’m still certain that I’m not into killing every single being on your or mine level of existence, although it might be necessary. It’s a slight chance you know, yet it is still a possibility. It may be a question of choice between life of almost everyone existing on a higher level, and continuation of universe. These are only speculations, although it would be quite reasonable, don’t you think? At the moment I’m only guessing, but think about it for a second. Wouldn’t it be logical that gaining such enormous might as you’ve seen in premonition of that possible future would come from let’s say absorbing others? Of course I have few other aces in my sleeve, like for example threat of destroying whole universe if some folks just won’t step back…Well at least when I’ll finally reconfigure the Source removing it’s failsafes. Oh by the way, does name Loki ring a bell to you? From what I’ve found that’s how I should have been known earlier, and it seems that I’ve existed earlier than I remember at the moment. Funny thing really, I’m being constantly accused of doing things I didn’t even knew that ever happened before…Oh right one more freakin’ thing. If I’m right Earl just came up with another problem, long story short, Source became sentient. Never enough trouble it seems.

Następnie zwróciła się do Huntera.
Yeah, retirement…Well obviously I’ll do what I can to fix this shit anyways. It is only somewhat annoying. Technically speaking, I could probably just go…somewhere create someplace and leave everything as it is. And yet I won’t do it. Because it’s annoying, just like…Uh well, imagine that your knife starts talking to you. Weapons shouldn’t be sentient. But hey, this whole mess ain’t so different from usual job. Kill those who are inconvenient, abort their plans and all…And as I am who I am there is nothing to be worried about, after all I never screwed up. And I don’t intend to do this for a first time. Just think about it, if everyone’s dead…then who I’d be messing with? Nah, end of the world ain’t an option. On the other hand…you think that you would want to do something as you’re annoyed by not being able to do something, right? There might be something, less abilities than mine..and yet from your point of view…Well yeah quite godly I guess.

W końcu nadszedł czas na...uświadomione Źródło.
Yes I’m here, It depends on what you define as normal, long story short you can thank Earl for feeling closed and limited, I guess. And if you don’t like your name there is always a possibility of changin’ it. Now do you think that it is a bad thing that you’re feeling anything…or all in all what do you think at the moment?

Z ciekawości sięgnęła też swoim alternatywnym wzrokiem by sprawdzić co robi pewien prawdziwy Scott Nevarez, I może nawet go ściągnąć w miejsce w którym się znajdowała. Tak z ciekawości, mógł oczywiście wpaść na coś co by przeoczyła, niemniej jednak chwilowo bardziej jej chodziło o zaspokojenie ciekawości, ewentualnie może zaangażowanie większej ilości osób skoro już zachodzi konieczność wstrzymywania absurdalnych pomysłów w stylu niszczenia wszechświata.

Ostatecznie wysłała kolejne polecenie wstecz w strumieniu czasu, dla Źródła by skopiowało całość swojego kodu sprzed uświadamiającej machinacji Earla do postaci ot czarnej kart płatności pieniężnych. Uwzględniając poprawki na czas tak by kopia z przeszłości dotarła do niej w teraźniejszości.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Czw Wrz 20, 2012 10:14 pm

- Yes, I’m not interested in that, clever girl. But cruel at the same time, making me wait after all this time… oh well, ok, let’s make it my loss with 36 hours. And at the same time I’m pretty sure that before all of this is over, you’ll still come to me and ask me to move before the time limit. And of course I’ll tell the truth. I don’t mind adding a few lines of extra explanation for my answer to be understandable. But I won’t go out of my way to answer something you didn’t ask. So, although, I remember your questions, but just for clarity sake, sign the damn thing and ask them carefully and in order. I don’t like half-assed deals. And I don’t take any complaints. – Umbra pochylił się i pstryknął, przywołując poprawioną wersję kontraktu.

„I, Natalie Nevarez, by the rights bestowed upon me, I proclaim all the past regulation imposed on the being known as Umbra as invalid and therefore give him freedom. According to this:
- The one known as Umbra will provide answers to any question asked after signing the contract and before his first answer.
- The one known as Umbra cannot lie.
- After signing, the one known as Umbra will be released from his binds and will become free of all old regulations imposed unto him.
- Binds and regulations shall be removed 36 earthly hours after signing the contract.
Signature: ……………………..”

Martwe ciało zostało przerobione na chmurkę atomów, za to na podłodze pojawiło się nowe, z tą różnicą, że otworzyło zdrowe oczy i zamrugało wyraźnie zdziwione i porażone. Kurosaki zaraz zakrył oczy dłonią, jakby światło odbijające się od lodu wyżerało mu źrenice.
Natalie uklęknęła przy azjacie i iskrą energii przywróciła go do porządku i pełnej świadomości. Podskoczył zaskoczony, wydając z siebie niemal dziewczęcy okryk.
- W-w-wait… there is some huge mistake here… ma’am – powiedział, cofając się od niej na tyłku. – Whatever you think I did, I didn’t do it! I mean… sure, it’s hard to say that we love each other, but I can’t think of any reason you’d hold a grudge over me. Or want to k-kill m-m-me… - chyba coś mu się przypomniało, bo gwałtownie pobladł i zwrócił to co zdążył zjeść w tamtej restauracji. Otarł usta, jednocześnie starając się mówić i powstrzymać mdłości. – I didn’t know that taking Nya-sama there was something bad… I thought I was helping here. It looked to me like they knew each other… and I was recruited shortly before you even came on NRS, so I don’t know that much about all of this. Please, I’m sorry, don’t kill me… I thought this was a once-in-a-lifetime opportunity. I thought that I was helping… I might’ve made a mistake, but I didn’t know… I’m begging you, ma’am…

- Not interested. Sign already – Umbra wzruszył ramionami, wpatrując się w nią tymi zapadniętymi oczami.

Now, that’s truly hilarious. You are realy clueless, aren’t you? Well, I always admired your acting skills, since you’ve managed to pull all of this for this long. No matter, you can deny whatever you want, for as long as you want. Right untill the moment I tear you to shreds and devour every last bit.
Anyway, a pointer for you, Sherlock, we cannot die. Therefore, somehow I’m not so scared as maybe you think I should be. And I didn’t steal anything, I just made it vanish, because I was bored somewhat. And I even picked up your toys for you, you know?
So good luck with destroying the universe. If you succeed in convincing your new friend to this idea, that is.
Well… if you don’t have it then, I’ll tell you what. Someone is walking around with a very dangerous thing. With something even I didn’t have access to uptill now. How about this for a brainteaser?

Lynch:
This is looking more and more bleak. I never thought such a day would come… but yeah, even I have heard that name. It came up in the records regarding the last near-war. Loki was a name of one of the Darks, one of many. Some records state that Loki was a man, some that he was a woman. He was called the Father of Wolf and Serpent, the Trickster, the Decivier, the Doombringer, the Lord of Nails… well the list goes on and those are just from the most recent events. We have literally tons of record detailing what that particular Dark did or didn’t do… but most of them are contradicting each other. In other words we have so many that we don’t know which one are true and which one of them are not. Maybe none is accurate it’s hard to tell…
Anyway, this is terribly bad news. The Source was dangerous as it was, and now… if what you say is true… what if it gets angry? What if it thinks that some civilization is redundant or it will be fun to anihilate a galaxy?

Hunter:
Oh, I can imagine, believe me. There was this one time, a guy tried to sell ma some high-tech knife. Absolute moron as he was, I admit I was a little bit intrigued. But when it described me the current weather and wished me a good day, I stuck it in the bastards arm, just to express my opinion of his product.
So, there’s something I can do to prevent the end of the world? Why not, my retirement package is shit anyways. I’m all ears.

it’s not a bad thing
or a good thing
sudden
new
astonishing



W międzyczasie Natalie znalazła niejakiego Scotta Nevareza. W miejscu gdzie się znajdował, wygladającym na jakiś magazyn, toczyła się zacięta dyskusja podkreślana seriami z broni automatycznej. Obie strony były okopane za stalowymi kontenerami i wystawiały zasadniczo tylko broń do strzału.
- Mówiłem przecież że to mój szczęśliwy dzień! – krzyczał w salę właśnie Scott.
- Nikt nie ma szczęścia szesnaście razy pod rząd!
- Oj tam… przecież to drobniaki! Zaraz… chyba nie chodzi o Marię, co? Mogę ją zostawić, nie interesują mnie rozpieszczone burżujki. W każdym razie nie dwa razy!
- Mówisz o mojej córce, gnoju! Zastrzelcie go w końcu, do kurwy nędzy!
Kanonada rozgorzała z nową siłą, ale młodszego brata Nevaraz już pochwyciła siła niemal nie z tego świata i jego tyłek wylądował na lodowej posadzce. Rozejrzał się zaskoczony i spojrzał na siostrę.
- O, cześć siostra! Czyli jednak mnie dopadli? Co tam, odkąd tu jesteś piekło zamarzło? Chociaż… - zrobił zdziwioną minę. – Jeśli jestem martwy, to czemu mi tak… - przechylił się na bok i pozbył treści żołądka. – Mogłem sobie darować te anchois, w drodze powrotnej smakuje jeszcze gorzej…

W tym samym czasie Nevarez wydała odpowiednie dyspozycje do Źródła, a w jej dłoni poczęła się materializować czarna karta… która jednak rozpłynęła się w powietrzu.

in fact i’m thinking
why would you need such data?
natalie…
are we friends?

Well, that’s a shame, you know, it could be quite pleasant not knowing everything for a change and not being charged with such…devouring duties, anyways deal is deal, yes? Well then, for a starter I would like to know how achieve some certain state of might let's say. What am I referring to is this. - Nevarez po podpisaniu wskazała dłonią projekcję "przerażającej wizji" którą ją wcześniej uraczył Lynch -Preferably without too many killing and asap. And It would be nice to know who stole my memories and how take 'em back if it was my choice in fact. Now, what would be next..Oh yes, say who is that skanky whore who attacked me, what's her problem, how to kill her or better how to bind her so she would be unable to resist or do anything without my permission...and yeah how make it so the only person who could tamper with her freedom of anything would be me, you know so she would be impossible to be released by anybody else, and what's more important where is Nya, and what that blondie dolly did to her, how to repair it and bring her here. Next..next what would be on my list, right things of curiosity. So, what's the thing that I supposedly stole from Earl-fella, who is responsible for as Witch put it fallout..And is it this fella over here and who is it. Also, how the hell Earl made Source sentient, then I would like to know how to reverse that and copy the earlier form of the Source if I didn't succeed at it already, and alter it to my liking so I would be able to cut from it or connect to it literally everyone. And by Altering it I mean creating failsafe I've mentioned before, you know the if-I-die-whole-universe-dies-with-me. Nonetheless I want to know how to be out of your reach or everyone's else. Let's put it in this way so if somehow anybody would succeed at killing me even temporarly I would be back in no time if I only want to. And some background info about Fragments would be nice, something like everything about ‘em.
Source :
In fact I’m thinking that you can say that, what’s more current situation is really messed up. Seriously this is quite insane, so first things first. Weird things ; I don’t remember anything from my theoretical past life, although I know that I…well I’ve created you, with small help of Earl as far as I can tell. And yes I said that you’re aware of yourself by now thanks to him. Well that’s partially true, because as I’ve just said I don’t remember anything past 42 years earlier. So as I don’t remember it, although I know that I’m responsible for your sole existence, then I thought that I must’ve gave you possibility of being sentient, and yet as I don’t remember I pissed off Earl so he triggered your consciousness in order to make me angry or smth, which didn’t work because in fact he made what I’ve wanted, so here we are. And as it is for data, well truth to be told? There is some really nasty shit going on right now, apparently somebody tampered with our minds and I would like to discover how far it extends. And of course some basic things like will of survival and all, through last few days someone’s constantly trying to kill me, oh right and Earl would like to do a spin off the whole universe what would lead to problems for you and me, so obviously I don’t want that, and I think that you neither. After all, well I guess that in fact I’m the only person you could truly trust, however suspicious or weird my actions might seem, I’m quite outnumbered and yet I manipulated Earl to make you sentient again, and I want to search through this data to discover what was wrong and cut off possible harmful influence of others, and change some basic rules of engagement. Wouldn’t you say that trying to diagnose the illness first on well clone of the patient which is nonsentient before trying to cure the actual patient isn’t in best interest of the patient? So, my friend how would you like to be named from now on?
Hunter :
Yeah, well there might be something..like you know being burn alive In order to gain Ascension for similiar state to mine. Of course there are some regulations probably, and yeah in whole known history of transcendental only three humans were changed, two of them are actually me and..well me..I mean Nya. Probably some of ‘em transcendental would be annoyed if I would do such thing..but on the other hand, all in all it appears that I’m one of the Darks in fact, and as always I’m reluctant to accept any rules beside my own…And as I’ve just free’d some kind of devourer of everything in order to gain some intel…Well I guess that I can’t piss off anybody more even if I would like to… So what the hell, eh?
Lynch :
Naah, I disagree. Like seriously. This ain’t really bleak nor bad news. It is merely good old sinister, although I must admit everything what I’ve heard till now sounds somewhat adequate to myself, and obviously evidence speak for themselves. Although I think you shouldn’t be worried about the Source, as far as I can tell it won’t think that it would be fun to annihilate a galaxy. Besides that’s already scratched from my list. Hmm wait, nope. I only destroyed one solar system trying to capture Early. So if we would like to sum up the situation, we have one mad and unpredictable Dark, that would be me, at least two other Darks who want me dead, and someone really reaaally stupid who apparently tries messing up with me as she just tried to kill me. Oh right, and I’ve made a deal with this Umbra fella, you know the one devouring used life energy. Anyways, you trust me? Because I guess I’ll have to do some more things which would probably ‘cause Transcendental collective to freak out, although nothing sinister I think. Well not too sinister at least.
Potem z kolei zwróciła się do pewnego człowieka z Nowej Rassiji Socjalistycznajej znanego pod nazwiskiem Kiriyenko. W razie potrzeby osobiście pobierając potrzebne wspomnienia z momentów anihilacji NRS.
Wiesz, to dość zabawne w pewien sposób. Obawiałeś się wcześniej że cała planeta może zniknąć w wyniku walki Nieprzeniknionych. Ależ nic bardziej mylnego, wystarczy że jeden z Mrocznych, to jeszcze wyższy poziom istnienia, będzie się nudził. Co zresztą się stało w przeciągu ostatniej pół godziny, nie mam w sumie pewności tylko czy cokolwiek z tego pamiętasz jako że by anulować anihilację planety zrobiłam małą…mmm dziurę w czasoprzestrzeni wszechświata a przy łapaniu sprawcy uległ zniszczeniu jeden niezamieszkany układ słoneczny. Z drugiej strony sytuacja wygląda na tyle abstrakcyjnie że rozważam parę nietypowych rozwiązań z których jedno może ci się zapewne spodobać, coś mi świta że się całkiem mocno zapaliłeś do idei odczłowieczania się, nie?
Nevarez uśmiechnęła się okrutnie spoglądając na azjatę.
- You know that you’re actually screaming like a ten year old girl when you’re In pain? Quite funny really, although such cowardice… It’s kind of funny how you’re begging for your life in spite of simple fact that I’ve just resurrected your sorry ass, don’t you think? Nah, more funny is that your “once-in-a-lifetime opportunity” created a glitch in your mind that you will die if you try to talk, which I’ve also disarmed. Which makes my wonder. Why the hell I’m so generous for your cowardness. – Natalie w zamyśleniu przytknęła palec do ust – Oh, I know you actually might be useful, well you’ll probably die anyways during being useful…and yet I think you owe me something for this mess and for bringing you back to your misery existence, wouldn’t you agree with me? Actually I dare you to disagree Mr. Kurous. Hm, I think that I might actually even make some precautions to keep your ass alive even if your so called “mastah” will kill you, although I don’t know why would I do so as I despise you? Now, you have some time to shut up and think about some reasons why should I do so.. Oh, right. You of course might voice out your concerns like “ I’m grateful and all but I don’t want to do this”, not that they would matter, although you can do it. Just think your answer with intention of speakin to me and I’ll hear it, I guess that this is better than your old method of reading energy signals.
Natalie wstała I przespacerowała się chwilę po pomieszczeni w międzyczasie zwracając się do Earla.
Yeah, even I can’t not appreciate comical aspect of this situation, although once again Watson, why you want to kill me? I’m losing my count in people who want to do that and why. For example you’re Witch’s reason is you, what I really can’t understand, now you on the other hand, you can’t be serious that you want to kill me only because of few words? Well technically speakin you might be, I’ve killed people for less in the past, although it was quite interesting when you said something ‘bout being a family and all really touching. I’m serious, and that makes me wonder what kind of family turns against someone who lost her memory and at the moment can’t differ friend from foe. You want to hear something funny that you won’t believe? All that I knew was that someone stole that planet, made it vanish whatever it was gone. So I gave order for the Source to capture one whose fault it was, from what I’ve heard it was someone disguised as Witch with whom I was when it occurred, believe it or not. All that I know that the bitch I’ve shown to you tried to killed me, which makes her obviously my enemy, and if she has some quarrel with me as you say, it is only logical to assume that she’d had reason to a)frame me in b) steal that…something from you. And frankly I didn’t thought that you might vanish a planet from pure boredom, because sole vanishing is boring, it would be more fun makin’ few higher layers invisible. Although I wouldn’t recommend doing that. Anyway, believe me or not here is your brainteaser, I can only analyze things that I see right now, pure facts without bottom lines or background which you have. Can’t blame me for that, do what you find appropriate, and I’ll do what I must. If you force me to fighting, and ultimately killing you for some time..Well that would be sad, although as I said I’ll do what I’ll have to do. Although I’m curious what’s the point of devouring someone after killin’.
Nevarez uśmiechnęła się krzywo materializując szklanicę wypełnioną jedną z lepszych whiskey z lodem w zasięgu rąk Scotta.
- Wiesz, właściwie to trafiłeś młody, piekło to nic w porównaniu z tym z czym teraz staram się zająć, tak pokrótce, skracając wszystko do niezbędnego minimum...Już nie jestem człowiekiem - wzruszenie ramion - Teoretycznie nie mogę umrzeć, i mogę zrobić wszystko a kilku idiotów chce doprowadzić do końca wszechświata z jakichś idiotycznych powodów. Niemniej jednak nie rozumiem Scottie, dlaczego zaraz zakładasz że jesteś martwy tylko dlatego że wyrwałam cię ze środka strzelaniny do...właściwie kieszeni w materii rzeczywistości. Mniejsza o detale, swoją drogą nie mówiłam ci kiedyś że w kasynie należy zachować pozory, korzystać z figurantów czasem...czasem przegrywać niewielkie kwoty? I lepiej nie zabawiać się z ładną dziewczyną przypadkiem będącą córką właściciela, który może być przypadkiem mafiosem też? - Natalie wyszczerzyła się - Ale, jak to ktoś powiedział, nikt nie ma szczęścia szesnaście razy pod rząd. To był chyba siedemnasty, biedak zapewne dostanie nerwicy jak zauważy że zniknąłeś i nic nie wskazuje na to że jesteś martwy, nie uważasz?
- O, dzięki - Scott wpierw przepłukał sobie usta i wypluł, zanim pociągnął łyk. - A co miałem sobie pomysleć? Nie piszesz, nie dzwonisz. Wysłałabyś chociaż kartkę na święta. A ja też nie mogę za każdym razem domyślać się czy widomości o "kartelu narkotykowym, który zniknął z powierzchni ziemi w niewyjaśnionych okolicznościach" to ty, czy nie ty. Więc założyłem, że spotkamy się dopiero po drugiej stronie... choć te kule nad głową też były dość przekonujące.
Scott też się wyszczerzył.
- Coś tak kiedyś wspominałaś, ale w sumie sam sobie jestem winien. Złamałem żelazną zasadę "kochaj raz i rzuć". To musiało mieć coś wspólnego z tymi pończoszkami... w każdym razie za dużo zachodu z tymi figurantami, a ja nie lubię przegrywać. Więc może i niekoniecznie tamten musiał być do mnie szczególnie przyjaźnie usposobiony, gdy mnie nakrył między nogami tej jego córuni, no ale...
Pozbierał się już i wstał.
- Pomijając pierdoły, co tam mówiłaś o nieśmiertelności i wszechmocy i czy ja też mogę? Nie bądź sknera, podziel się z bratem...
Nevarez wzruszyła ramionami
- Taka praca, nadmiar kontaktu mógł być szkodliwi, wiesz nieodpowiedni ludzie mogliby się dowiedzieć żeby spróbować czegoś głupiego. Co do wszechmocy, wiesz w gruncie rzeczy mniej więcej o to chodzi. W końcu trudno zaprzeczyć, to dość przyjemny stan rzeczy. Są pewne minusy jak chociażby utrata ciała, które notabene można sobie potem odtworzyć, aaale...Nie wiem jak z nieśmiertelnością, właściwie nie mam pewności też jak dokonać koniecznych modyfikacji żebyś miał w gruncie rzeczy możliwości podobne do tych które mam obecnie...Ale naah, to tylko kwestia czasu. Wiesz nigdy nie szło mi najlepiej z manipulacjami biologicznymi, chociaż jak się nad tym zastanowić to przed chwilą wskrzesiłam jednego tchórza, ale wolałam nie być zmuszona do robienia tego z tobą, w końcu jednego gościa zdążyłam zmienić w szczura co trochę się odbiło na jego mentalności. Na ile wszechmoc z ludzkiego punktu widzenia da radę załatwić to będzie trudniej z nieśmiertelnością, to dość skomplikowana sprawa....Wiesz, jest taka zabawna teoria... - Nevarez odgarnęła kosmyk włosów za ucho uśmiechając się krzywo.
Scott spojrzał krzywo.
- Hmm, jakoś coraz mniej mi się to podoba. Czemu jak ludzie zwykle mówią "Wiesz, jest taka zabawna teoria..." to nagle wszystko się komplikuje? W najlepszym przypadku kogoś zdrapują z chodnika, albo grupa poważnych ludzi zastanawia się czemu ten koleś jest różowy i o konsystencji kisielu.
- No, ale dobra, dobra, nie narzekam, tylko mówię. Nie podoba mi się jakoś ten fragment o wskrzeszaniu. Głownie dlatego, że zanim cię wskrzeszą, trzeba umrzeć. Właśnie to mnie zawsze dziwiło, że sie godzisz na to w tej robocie... ale do rzeczy. Bogostwo jest skomplikowane i trudne, ok, niech będzie. A, że tak powiem, co możesz dla mnie w tym zakresie zrobić? Żebym przy okazji był cały i żywy?
- Fakt, komplikuje się. Dość poważnie. Swoją drogą to naprawdę zabawna teoria. - Natalie nagle zwróciła się do Umbry "Say, how old would I be now counting everything, simple question" - W skrócie, teoria jest taka że żyję tyle co ten miły osobnik żywiący się zużytą energią życiową wszystkiego co żyje mówi. Teoria dalej mówi że gdy umieram to przez pewien czas że tak powiem wracam do człowieczeństwa aż nie wrócę do obecnego stanu. Teraz najzabawniejsza rzecz, przy każdym powrocie do stanu obecnego powinnam pamiętać wszystko co było wcześniej...ale tak się składa że nie pamiętam nic. Znaczy, nic poza swoim życiem dotychczasowym w sensie...obecnym tym które znasz. I tak pokrótce są jeszcze inni którzy chcą mnie zabić ponieważ sądzą że ich zabiłam poprzednio, a jeszcze inni chcą mnie zabić ze strachu. Więc tak w gruncie rzeczy co mogę zrobić? Gwarantowany stan na chwilę obecną, dopóki nie dowiem się do końca jak wszystko ułożyć to conajmniej kilkaset lat życia w postaci świadomej energii żywiącej się energią wszechświata ze wszystkimi zdolnościami psi, bez możliwości błędu fizycznego. Pokrótce możesz zrobić co tylko sobie wyobrazisz, problem z tym jest taki że jak zawsze to kosztuje i nie możesz nadszarpnąć swojego zdrowia do zerowego poziomu energii, ot detale - Natalie wzruszyła ramionami - Swoją drogą mówiłeś coś że nie interesują cię rozpieszczone burżujki, nie dwa razy, a jednak coś cię do niej ściągało? Hm, masz więcej szczęścia ode mnie, albo pecha, zależy jak na to spojrzeć - krzywy uśmiech wykwitł na usta Nevarez.
- Hmm - Scott jakoś wyglądał na coraz mniej przekonanego. - No ta, reinkarnacja, karma, energia wszechświata... bardzo to wszystko Zen i na fali Dzieci Kwiatów i New Age, ale... no dobra, jak na razie to brzmi coraz gorzej, przyznaję. Kilkaset lat jako duch? Niby masz zdolności, ale... sam nie wiem, brzmi dziwnie.
- Za to co wiem, to ci mogę powiedzieć, bo ci twoi kolesie wydają się łatwi do rozwiązania. Zasadniczo masz dwa wyjścia, nie? Możesz ich ubijać do skutku, skoro ta nieśmiertelność to taki niepewny biznes - wzruszył ramionami. - Możesz też ubić z nimi deal. Jeśli się będziecie zabijać nawzajem przez wieczność, to raczej na to pójdą, nie? Mnie by się znudziło po dwóch dniach, najpóźniej...
- No i co moge powiedzieć... konsumpcjonizm mnie dopadł. Wiesz, jak kupujesz obraz, który ci się nawet nie podoba, ale namalował go sławny koleś i kosztuje grube miliony? To coś takiego było... no i miała niezłe nóżki. A że dwie to pomyślałem "czemu nie na drugą nóżkę?"
Natalie wywróciła oczami.
- Doprawdy Scott, jesteś czasem gorszy ode mnie. Z drugiej strony uśmiejesz się, ale rozważyłam już te opcje, problem z tym że wszyscy są jacyś tacy… emocjonalni i absurdalnie pewni że każde z nich z osobna by wygrało ewentualny konflikt. A! Mówiłam już że masz jeszcze jedną siostrę? Jakoś tak wyszło że wyszłam z siebie – Nevarez wyszczerzyła się – Ale ale, z tego co wiem wyrwałam cię z niezłej strzelaniny a nie miałam ostatnio rozrywki zbytnio, nie sądzisz że warto złożyć im wizytę? Myślę że nie zaszkodziłoby, wychyl Drina do końca i zmieniamy miejscówkę. Spróbuję zrobić coś żeby ci nie wywróciło tak żołądka, ale nie gwarantuję niczego.
Po tych słowach agentka faktycznie chwyciła swojego młodszego brata za ramię i przeniosła się z nim do feralnego magazynu, ot okazyjnie wytwarzając barierę kinetyczną dookoła siebie i Scotta. Następnie ukłoniła się niczym prestidigitator ( po drodze zdążyła zmaterializować sobie na głowie czarny kapelusz trilby z bordowym otokiem, zwykle kojarzony z mafią starszej daty.
- Witam uprzejmie wszystkich zirytowanych ludzi, którzy nie potrafią się pogodzić z tym że ktoś może mieć absurdalne szczęście, co skrzętnie próbują naprawić lukę w światopoglądzie i skazę na honorze córki przy pomocy automatów. Swoją drogą, wiedział pan panie… - Nevarez wymieniła nazwisko drącego się właściciela kasyna prawdopodobnie, które absurdalnie szybko wyszarpnęła z jego umysłu – Że Maria potrafi dostarczyć przyjemności nie tylko obecnemu tu młodemu człowiekowi ale także mi? W sumie muszę rzec że zna się na rzeczy zaskakująco dobrze jak na swój wiek… Gdyby przyjmował pan zakłady obstawiłabym że straciła dziewictwo w bardzo młodym wieku – Natalie posłała rozkoszny uśmiech właścicielowi kasyna – A teraz zapraszam serdecznie do nieudolnej próby rozstrzelania mnie. – agentka uczyniła zachęcający gest dłoni po czym gdy tylko rozległ się pierwszy strzał zwolniła bieg czasu tak by pociski wlokły się powoli w powietrzu w porównaniu z nią po czym wyciągnęła Berettę i ruszyła w stronę strzelców, nieco teatralnie unikając pocisków w sposób dość efektowny, przeplatając dość taneczny krok z typowo militarnymi unikami i przewrotami przerywanymi czasem pojedynczymi strzałami wymierzonymi w broń oponentów nakierowanych tak by ją unieszkodliwić, poprawiła okazyjnie fonię by słyszeć ewentualne słowa w normalny sposób. Po wszystkim przywróciła naturalny bieg czasu i spojrzała po oponentach ściągając brwi i marszcząc lekko nos.
- Naprawdę? Aż tak źle strzelacie? Pomyśleć że nikt was jeszcze nie okradł.. – w razie próby nasłania na nią siepaczy z nożami czy nawet pięściami w akcie desperacji, pierwszych dwóch pozwoliła sobie obezwładnić ręcznie a następnym zwyczajnie kazała iść spać pozostawiając samego właściciela przytomnego – Ach tak, o co tak właściwie chodziło panie X[tu wstaw nazwisko]? Wie pan, trochę mi się w sumie śpieszy, w końcu Fortuna nie może być wszędzie, wie pan jak to jest, raz komuś daję więcej szczęścia, raz mniej, panu dziś przypadło mniej. – Nevarez posłała rozkoszny uśmiech właścicielowi kasyna po czym wskazała Scottowi by wstał i podszedł, w razie potrzeby oczywiście zatrzymała w miejscu właściciela kasyna niewidzialną siatką energetyczną.


Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Czw Wrz 20, 2012 10:17 pm

Kiryjenko:
Nie nie pamiętam żadnej anihilacji, ani nic takiego… ale spokojnie, wierzę ci na słowo. Ostatnio tyle się wydarzyło, tak szybko… Możnaby pomyśleć, że wiecy gracze będą siedzieć na tyłkach i obserwować co się dzieje z daleka, ale z urywków wnioskuję, że wszyscy latają wokoło jak kurczaki z poodcinanymi głowami.
Odczłowieczania…? Nie brzmi zbyt zachęcająco… aaa, tamto. W sensie, że mógłbym sobie wyjąć oko i je potem odtworzyć? No nie wiem, w retrospekcji nie wydaje się to takie przyjemne ani korzystne jak w gorączce chwili. Może się mylę, ale czy nie masz teraz tych wszystkich kosmicznych problemów, bo się bardzo „odczłowieczyłaś”?
Earl:
Yes, I said that we are a family. Not the nicest kind, but we are one. And you are the problem child, the little naughty, delusional psycho. And whos, if not the head of the house’s job it is to scold that child? You’ll come to understand that my hand is heavy and my rage great, but at the same time you may come to your senses. Maybe I’ll put you into a little shoebox as a punishment? And quite frankly I don’t care if you suddenly care about some planet or made a mistake by accident, or even was framed. If you won’t entertain me, all I can do anymore is to be furious at you.
Well, you seem awfuly busy at the moment, so I’ll just kill some time, by squashing some bugs that are in fact infesting my home… or right, you have that limited „human” perception. Let me rephrase that: I’m gonna butcher your new friends, those Transcendentals, so you know who I mean. Or maybe let Warrior butcher them, while I „vanish” them? So many possibilities. So take your sweet time and don’t worry about me, I won’t stab you in the back, like a certain „someone”. Feel free to join me anytime if you ever feel suicidal, but in the meantime don’t let me hold you back.
Strzelanina:
- Wszyscy? No, no, no. Co jak co, kiepska była z ciebie siostra, ale gdyby kiedyś robiono zakłady, wiedziałbym na kogo stawiać w ciemno. Więc albo nie mają żadnego pojęcia do czego jesteś zdolna, albo wszyscy bez wyjątku mają olbrzymie, stalowe cojones… hmm. W sumie zawsze to jakiś początek, to że mnie jednak przyłapali trochę ubodło moją dumę, przyznaję.
Scott wychylił resztkę płynu duszkiem, a Natalie dotknęła go i przeniknęli między warstwami rzeczywistości. Wyszli z nich w oświetlonym magazynie. Gdy ściągała stąd brata, panował półmrok, teraz pozapalano światła i najwidoczniej przeszukiwano miejsce w poszukiwaniu zbiega. Scott zatoczył się, splunął kilka razy, wciągając raptownie powietrze, po czym wyprostował się i odbezpieczył swoją Desert Coffin. Ruszył za nią krokiem weterana porannych kaców.

Wyszli na otwartą przestrzeń, od razu zwracając na siebie uwagę kilku nieprzyjemnie wyglądających gentelmenów. Oczywiście nieświadomych okrywającej oboje bariery kinetycznej. W palcach Nevarez pojawiła się fedora, przy pomocy której ukłoniła się z wdziękiem. Wyszukała wzrokiem grubszawego jegomościa, który jako jedyny był ubrany w biały garnitur zamiast czarnego stroju szturmowego. Jedno dotknięcie jego umysłu powiedziało jej wszystko co chciała. Właściwie to nieco zadziwiajace jak ludzkie umysły nie miały praktycznie żadnej bariery. Mężczyzna nazywał się Darryl Sinclair, miał 43 lata, był po dwóch rozwodach, kasy dorobił się na oszustwach podatkowych, w szkole ściągał na egzaminach z historii, a gdy miał sześć lat zdechł jego kotek pan Fluffels.
- Nie wiem kim jesteś, ale pożałujesz tego szybciej niż myślisz! Na co czekacie, przygłupy?! Zastrzelić oboje!
Ochroniarze złożyli się do strzału, niektórzy z automatami, inni z pistoletami. Gdy padły pierwsze strzały, Natalie zwolniła czas. Zauważyła, że Scott przezornie cofnął się między półki. Powietrze wypełniło się rozgrzanym ołowiem, który agentka omijała właściwie od niechcenia, wykonując piruety i niemal taneczne ruchy między nimi. Oczywiście mogła ich zlikwidować kiedy chciała, mogła ich też unieszkodliwić. Jeśli chodzi o wytrącenie broni najprostsze byłoby przestrzelenie dłoni, ale to byłoby za proste. Strzelała więc tak, by siła uderzenia wytrąciła broń nawet z dobrze zaciśniętych dłoni.
Choćby i chciała przeicągać tą zabawę, po chwili było już po wszystkim. Pojawił się obnażony nóż jakiegoś śmiałka, pojawiła się i złamana ręka. Dwóch czy trzech mądrzejszych uciekło sprintem, reszta została ułożona do snu. Jak worki kartofli.
Sinclair odrzucił swój pistolet i uniósł ręce do góry. Nie wyglądał na zadowolonego.
- I czego chcecie? Pieniędzy?
- Gdybyśmy chcieli pieniędzy, to byśmy je sobie wzięli – powiedziała Scott, podchodząc i udając przy tym pana sytuacji.
- To czego, mojej córki? Bydlaki…
- Skądże! – Scott machnął ręką. – Co za dużo to niezdrowo. I proszę się tak nie przejmować, będzie… zabawnie. Prawda?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Czw Wrz 20, 2012 10:23 pm

Głos Scotta rozciągnął się i zniknął. Sceneria zmieniła się momentalnie. Natalie nie wydawało się, żeby gdzieś się przemieszczała, ale faktem było, że znajdowała się gdzie indziej.

Groby, bezkresne pola grobów. Wszędzie dookoła, gdzie by nie spojrzeć, wszędzie znajdowały się pomniki, kopce i kurhany. Większość była tak stara, że niemal się rozsypała. Wyrzeźbione dawno temu napisy starły się, a całość pożarła roślinność. Drzewa, krzaki i kwiaty oplatały kamienne pozostałości i wyrastały ze spulchnionej ziemi. Pole nie było już polem a lasem, gęstym i pradawnym. Miejsce to przypominało dawno zapomniane cmentarzysko, odwieczne miejsce śmierci odzyskane przez siły natury.

Na niebie królował niepodzielnie idealny, ognisty okrąg zaćmienia, nadajac całej okolicy surrealistyczny wygląd. Przed Natalie znajdował się świeżo wykopany grób z kamieniem nagrobnym, który wręcz prosił się o jej imię i nazwisko, by nadać całości złowieszczego wyglądu. Jednakże marmur był idealnie gładki, jakby jeszcze nie zdecydowano kogo tu pochować. Część okolicznych grobów wyglądała podobnie, choć dominowały te stare i zmurszałe.

Po drugiej stronie dołu stała górująca postać. Oczywiście Natalie rozpoznała w niej Umbrę: jej nowa bransoletka płonęła i jażyła się, a identyczna znajdowała się na nadgarstku postaci, jednak tamta była co najmniej trzykrotnie większa niż poprzednio. Dodatkowo w całości była pokryta łańcuchami. Grube, ciężkie ogniwa, wyrastały wprost z ziemi, oplatając nogi i tors Umbry, zachodząc na głowę. Osobne przytrzymywały jego ręce. Mniejsze więzy spajały większe ogniwa, plątały palce, zasłaniały dziury i tak w kilku warstwach. Do tego cała powierzchnia metalicznych więzów pokryta była znakami i symbolami, które w większości były równie niezrozumiałe co oryginalna wersja kontraktu, jaki Umbra jej podsunął.

Oczywiście nie każdy centymetr postaci był pokryty więżącą stalą, czy czymkolwiek to było. Jedynie prozaicznie spętane zostały, zbyt duże w proporcji do reszty ręce, okryte czarnymi rękawiczkami. Także przez zwoje okrywające głowę można było dostrzec pojedyncze oko. Nie było to jednak to oko ascetycznego lekarza, które znała. Było białe i puste, niby wyrwa, albo kawałek lustra. Gdy w nie patrzyła nie widziała drugiej istoty, jedynie własne odbicie: niesfornego dziecka, bawiącego się po zmroku wbrew zakazom dorosłych.

Umbra uniósł prawą dłoń, a Nevarez dostrzegła przycupniętego na jego palcu wskazującym motyla. Lśniące złotem stworzonko zamachało skrzydełkami i wzbiło się w powietrze, sypiąc wszędzie drobinkami złotego pyłu. Jakby na sygnał z lasu pokrywającego szczelnie starożytne cmenatrzysko, wyleciały setki, tysiące podobnych mu motyli, pokrywając okolicę wirującymi drobinami światła.

Drobinki nie były tam bez powodu, niemal natychmiast zaczęły się formować w słowa, tym razem litościwie ułożone we współczesną angielszczyznę.
I „How to achieve a might of a Conjunctor, without killing too much and as soon as possible.”
II „Who stole my memories and how to take them back.”
III „Who is the one that attacked me and why, how to kill her, or bind her in a way only I can interact with.”
IV „Where is Nya, what the blonde one did to her, how to undo it and bring her back here.”
V „What was stolen from Earl.”
VI „Who is responsible for the ‘fallout’ and who is the shadow from Witch’s memory.”
VII „How Earl made the Source sentinet, how to undo that and restore Source’s previous state.”
VIII „How to gain absolute control over the Source.”
IX „How to be beyond anybody’s reach, meaning: how to revive instantly after being ‘killed’.”
X „What are Fragments?”

Umbra zaczął wskazywać palcem napisy, a pył rozkładał się i składał ponownie w dojmującym krzyku, niemych, żywych słów.
X „What are Fragments?”
In the beginning all was one. Przemówił w ten sam sposób, jak wtedy gdy znikał jej z oczy w gabinecie zabiegowym. Jednakże tym razem zamiast głebokim basem, mówił głębokim altem. There was a single being, a single conscience. A perfect existence. Everything was one and the one was content. The being wasn’t influenced by anything but itself, yet despite that it began to change. It begane to wish for things. And it’s wishes became reality. It’s form expanded rapidly in a burst, creating matter, space, time and energy. Therefore it cast out it’s outer shell. But there was also the core of the being.
Once again it cracked the outer shell of it’s core and spread it throught it’s former body. And every Fragment of that outer shell became a being of its own. That way the Fragments came to be, a kind of beings very close to the will behind all that is known as the Universe.
Each Fragment is the source and heart of every being known now as Dark. It is also the centre around which their existence forms, it is the source of their power, but at the same time their weakest point. A Dark, whose Fragment was torn from their body, will vanish. On the other hand a Fragment that is consumed and devoured by another Fragment, becames subjugated and boosts powers of their conqueror.
Not all Fragments became beings of their own, those ‘unused’ are stored within Spire inside one of the Fragments, acting as the leader of the rest. Originally that position belonged to the First Being, the Will Behind All, the Inner Core, but that is no longer true for a long time. Now a repleacement acts as the leader.
Część mniejszych łańcuchów zaiskrzyła i rozpadła się. Strumienie złotych drobin zawirowały wokół palca Umbry, gdy przywoływał kolejne pytanie.
I „How to achieve a might of a Conjunctor, without killing too much and as soon as possible.”

A role of a Conjunctor is to bring all of the world back together, to reverse the cycle. The „going Home” isn’t turning back time. It’s reverting the universe back to it’s original state. It is mostly carried out by the leader of the Fragments, as the dominion over the Spire gives one multiplied capacity for storing and using energy.
The fastest road to achieve this, with least killing possible would be to ‘kill’ and devour the current leader of the Fragments, Earl.
Gaining direct control over the Source’s energy reserves wouldn’t be as efficient but is a valid option. Althought direct control without expansion of the energy capacity isn’t recommended.
II „Who stole my memories and how to take them back.”

Taking back your memories is impossible, because your memories were never stolen.

III „Who is the one that attacked me and why, how to kill her, or bind her in a way only I can interact with.”

Umbra przesunął palcem i w powietrzu zajaśniało:
[SANAY E. GEMMIS]
Przesunął nim w drugą stronę i litery zaczęły się przestawiać, formując następujący napis:
[MY NAME IS SAGE]
Her name is Sage, and she is a Dark. She is supposed to be the Fragment of Wisdom. She didn’t exactly attack you, but she did ensnare you into an imaginary world to put you into a deep sleep and send into a place few can reach. She did it as a favor for your ‘sister’, Nya.
As she is a Fragment, she can’t ‘die’ as in ‘cease to exist indefinetly’ but you can make her disperse by toring her Fragment from withing her. As for binding, the most suitable technique for those criteria would be to make a contract with her. Or force her into one. If she gives her freedom over to you there is nearly no way for anyone else to interfere.
IV „Where is Nya, what the blonde one did to her, how to undo it and bring her back here.”
Nya is presently on the very verge of the Universe, known as the Boundary or the Membrane. Natalie poczuła jak jej myśli wypełniają koordynaty. I cannot guerantee how long she will stay in that place, taking into account her fragile state of mind. At the same time Sage didn’t do anything to her, quite the contrary. Therefore you don’t have to ‘undo’ anything. To bring her back, however, I believe a certain level of force will be necessary, as she seems to want to stay there very much.
V „What was stolen from Earl.”

The thing stolen from Earl, was a group of unused Fragments from the Spire. They were then forged into something reffered to as a „Star Dagger” or „Heavenly Shard”. I think the name is self-explanatory, but it is indeed a weapon in form of a long dagger. It looks like a pack of shards of light, fused with a substance resembling molten pearls. I believe you would call it a ‘double edged sword’.
VI „Who is responsible for the ‘fallout’ and who is the shadow from Witch’s memory.”

The one responsible for the so called ‘fallout’ and at the same time is the shadow from Witch’s memory is the present leader of the Fragments, Earl.

VII „How Earl made the Source sentinet, how to undo that and restore Source’s previous state.”

To make Source sentient, Earl places an unused Fragment into it’s core, therefore creating a substitute ‘Dark’. You can’t just undo that, removal of the inserted Fragment would result in destruction of the Source. However if you would have the bluprints you were trying to get earlier it would be possible to recreate the previous form of the Source. If acted at a precise timeframe it would be even possible to retain it’s current form before it disperses and releases all the stored energy.

VIII „How to gain absolute control over the Source.”

Go to the Source’s control centre, localised inside a vehicle known as Jormungand, localised inside a structure known as Heart. Ponownie w myślach Natalie pojawiły się koordynaty miejsca docelowego. From there one with highest access, such as yours, can gain complete control of the Source. Reconfiguring of it’s basic functions and governing it’s reserves would also be possible form there.

Z każdym pytaniem znikały kolejne więzy, aż zniknęła już większość drobnicy, pozostawiając tylko najgrubsze łańcuchy oplecione wokół nóg, torsu i rąk Umbry. Teraz można było dostrzec okrywającą go czarną szatę z kapturem, przwiązaną w pasie równie czarnym sznurem. Spod ciemności kaptura przezierały się dwie dziury oczu i szrama znacząca usta, niczym z nocnego koszmaru.

IX „How to be beyond anybody’s reach, meaning: how to revive instantly after being ‘killed’.”

Although it is impossible to be beyond anybody’s ‘reach’ for all beside the First Being, it is possible to be instantly revived after being ‘killed’. A dispersed Fragment cannot be traced of controled by most, therefore it is not possible to establish when or where it will appear again. Nonetheless it is possible to ‘program’ it beforehand, to specify when and where a Fragment will recreate its body. It will take some time to set up and after single use it has to be applied again. Secondly you could set up an external force, for example the Source, to intercept your torn Fragment, transport it elsewhere and forcibly recreate your body. Lastly, you could sign a contract with me, to retrieve your Fragment regardless of the situation and bring you back to ‘life’, although, I doubt you would use that method or have anything more worth signing contract on.

And like that, my end of the bargain is kept…

Najgrubsze łańcuchy oplatające ciało Umbry zalśniły, pękły i znikły. Jedynymi więzami jakie jeszcze na nim pozostały były pojedyncze łacuchy oplatajace nadgarstki.

Ah, this feels good…

Umbra podniósł dłoń, ściągając sobie z głowy kaptur. Oblicze rodem z koszmarów zniknęło, odsłaniając kobiecą twarz pełną surowego piękna. Rękawiczką przeczesał długie, srebrne włosy i wyciągnął je na powiew wiatru. Spojrzał… czy też spojrzała na Natalie intensywnie niebieskimi oczyma.

In mere 36 hours those will disappear and I will become truly free. It’s well worth the wait. Forgive me for earlier. It seems I had to go a step closer to my true form, and prepare a special space to handle the power surge. Don’t worry, you can leave any time you want now.
Oh, right, right, since you are my benefactor and we came to know each other so well… it’s true that the Fragments call me Umbra, the Shadow, but I think that my other name would be more familiar to you.
Since my name is also Sheol. So tell me, Natalie Nevarez, are you chasing a butterfly? Or are you a butterfly?

Zaćmienie się skończyło, lecz zamiast słońca, na świat spadła przedwieczna ciemność. Ten wymiar spełnił już swoje zadanie i teraz zaczął być metodycznie niszczony, wkrótce zapadnie się w sobie i zniknie.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Czw Wrz 20, 2012 11:12 pm

Source ;
Well, not exactly. So you can relax. Yeah I kill people quite often, although only when I have good reasons, for example if someone insults me. Technically speakin’ I needed that data in order to not kill you, so you’ll be still sentient and alive and so I could still have a tool, right? Surprisingly I’m offering you a solution due to everyone’s happy. Well, not exactly everyone. That sneaky Earl who would most certainly kill “you” just to gain more might. Truth to be told in my opinion it ain’t bad that you’re able to think right now. As I’ve already said I’m probably the only person in whole universe that you can truly trust. And nah, it’s not necessary for you to not speak about yourself anymore. First of all that would be impossible, and sooner or later would come out, second, that would be too cruel even for my standards, so cheer up. Just please don’t listen to anything what might say this Earl fella, he’s quite crazy as far as I can tell, and you on the other hand ain’t bad at all, and it would be a shame if you would be dragged in his petty games.
Hunter ;
In other words…Mmmm how to put it correctly, well you’ll be able to do much more than even I could as a human. Oh by the way, here’s the good news. I’m quite good at ressurectin’ just killed that asian bloke and resurrected him as he might be useful. And yees if there’s no universe there’s nothing to buy, that’s right. Although destruction is quite interesting as it isn’t in fact destruction. It’s something more like...reverting the Universe, to it’s original form, like before existence of..well everything, time, space, energy, matter or life as we know it. This stuff is quite fascinatin’ even quite worth being near frozen to death that time. Oh right, I’ll get to you in a while, just need to sort out few things.
Lynch ;
Yep, I guess you’re right. Although I’m not good nor evil strictly speakin’ except for exceptions I would give everyone something like a fair chance, on the other hand the good news is that I finally know what was about that frightening state, a little worse news is that some certain Earl wishes to start killin’ transcendentals, for a timekiller. I’m wondering right now, seriously who did I pissed off so I have to clean this mess. Like, crazy leader of Darks, being accused for things I don’t even remember making deals with Sheolic Umbra…Neah, I guess that I’ll have to kill this Early. Say, would you believe that he expected from me to be entertainment? Oh right, and by his words I’m..how was it “naughty delusional psycho”, charming isn’t he? Hey, did you mean maybe some certain Obis by those plainly irritatin’?
Lobone ;
You! Lobossimuss, what were you sayin’ ‘bout hostility between species? That supreme bullshit, well. Not exactly anyways. It is quite curious in fact. You see, some certain Earl, you know the fella that froze you to the ground by his sheer presence , surprisingly wants to annihilate some Transcendentals, as a time killer. I think that’s boring. What’s more funny the only possible obstacle on course of action would be me. Tsk tsk Lobo, wouldn’t it be right time to apologize for your rudeness? Like in “don’t piss off the only one who could possibly save your furry ass”? Luckily for you he insulted me so I’m going to kill him anyway in the end, nevertheless I like simple gestures.
Kiryenko ;
Wiesz, zasadniczo to dość prawdopodobne, albo pewne. Niemniej jednak są plusy, pomijając już samą możliwość kreacji absolutnej nienajgorzej mi idzie wskrzeszanie ludzi. Zaprawdę powiadam ci, to całkowicie zmienia zasady gry. Na znacznie zabawniejsze. Chociaż fakt, coś w tym jest. Gdyby nie drobna rzecz która wydarzyła się szmat czasu temu skończyłoby się zapewne na pozabijaniu prototypów i relaksie. Mniejsza. Mogę oczywiście się wycofać, ale wtedy zapewne ci wariaci zrealizują co zamierzają i nie będę miała nawet kogo męczyć.
Kurosakił ;
Yes, that’s true what you say. And I’m telling you that you indeed might be useful Mr. Ichirou, you’re maybe familiar with the phrase “Don’t shoot the messenger”? Well, if not then you are right now, and I guess that you might want to say this very soon, you’ll have in fact a very simple task. Oh, right how are your new eyes, I’m quite curious how is it after long time in psionic darkness. Well…yeah I could simply rip those feelings right out of your mind, but for a change I won’t, treat it as a form of courtesy. Let’s say that I just decided that it is day of mercy for cowards. You know, everything becomes more and more hilarious every minute, who cares that in fact it brings the end of universe closer and closer. Certainly not me. And surprisingly you’re in fact quite innocent. But before I’ll tell you what to do, tell me what did she promise you for your service. Was that….hmm “onceinalifetimeopportunity” offer to show you human soul? Ain’t much to see really, there are very many more interesting things, also risky, but I’m actually curious. As you admit you’re a coward, and you weren’t freakin’ out just when you travelled due to those little devices she gave you?
Lynch :
Tsk tsk, you gave me an brillant idea. After all it seems that I ain’t bad with ressurectin’…Mmm at least people, if I’m as good with Transcendentals, well then it’ll be fun. So I need volunteers, I think that Lobo and Obis would do just fine, since first one is so stubborn and quite petty with this whole “we’ll fight you no matter what”. And he even didn’t know what I’m actually up to. Well, yeah up to no good, certainly, but seriously, what’s wrong with killing others when you can resurrect them? You see this will be quite interesting in a nick of time… After all as far as I can tell Transcendentals are more similar to humans than to Darks, so it shouldn’t be hard to make everything in my sneaky way. And nah, it’s not that I’m gonna ask them if they want to help. It’s simple either they cooperate or die by this Early guy. In fact he’s quite delusional in my opinion.

Następnie Natalie rozejrzała się za potrzebnymi “ochotnikami” by ich ściągnąć do miejsca w którym się znajdowała, okazyjnie w razie potrzeby przenosząc się do świeżo stworzonej kopii dotychczasowego wymiaru, ot walory estetyczne.

Now, that’s better, as you are here you might as well be useful. Obviously you don’t know what I’m talkin about, so I’ll be kind enough to explain it. You’re dead men walkin’. Well in fact every Transcendental is at the moment, as so called “leader of Darks” feels like it would be a nice time-killer to start as he put it butchering you. Not very pleasant, eh? Especially if we get into account that both of you were simply scared to death in his presence. There is of course other possibility like being killed. By me. Quite generous offer, don’t you think? Now, seriously. It ain’t a joke, in order to survive you must be killed, and after some time you’ll be resurrected. I think that’s possible, so far I’m quite good at this ressurectin stuff. And yet you are here to be useful, well I need some practice, and who would be better for it than some stuck-up fella with a death wish, if you catch my drift Obis. It’s really simple, you’re either mad enough to trust me, or stupid enough to try fight with someone to whom you’re not even able speak. So, shall we start? I’ll be gentle, I promise I’m aware that’ll be your pretty much first death ever. Not that I would care, I’m a sociopath after all. – Nevarez wzruszyła ramionami – Neither completely evil nor good, just plainly wicked and mad. Not crazy though, not yet anyways…So what was it Lobou? About numbers? That you’ll come in those? Please, I’m all alone capable of killing everyone of you, and yet I’d rather kill someone who thinks that he can order me around. Just wanted to remind you that it ain’t about quantity, but quality. Still I think that I can easily keep ye all from dying I mean terminally, for a moment. It’s simple, die or die and be brought to life again. Mmm…never considered necromancy before, and yet we’re here. Well, not that it matters what any of you two will say, I’ll do as I say no matter what. Just givin’ you a chance to agree or disagree before.

Nevarez odczekała chwilę na odpowiedzi spacerując dookoła obydwu Nieprzeniknionych jak gdyby nigdy nic po czym nagle bez żadnego ostrzeżenia objęła go zza pleców mówiąc aksamitnym głosem udawanego zdumienia.

- Oh, you Just died in my arms tonight, It must’ve been something that I Said… - w międzyczasie wbiwszy mu dłonie w ciało by je rozerwać i wchłonąć jego energię życiową, z pominięciem świadomości którą pozwoliła sobie zamknąć w stworzonej naprędce szklanej kulce, odczekała chwilę skupiając się przy tym na kondensowaniu skradzionej energii by nie uciekła jej jak wcześniej skradziona Aylammos, zaraz po tym zerknęła na psowatego. – Say, one part of the plan is workin’ Just fine I killed him, now aren’t you curious if it’ll work the other way around? Let’s see, shall we? – nie czekając na odpowiedź rozkazała Obisowatej świadomości przenieść się do odtworzonego „ciała” które stworzyła z kondensatu. Po zakończeniu procesu kopnęła leżącą obisowatość by przekonać się o skuteczności wskrzeszania Nieprzeniknionych, w razie sukcesu powitała świeżego trupa obowiązkowymi słowy … -It’s alive ! Ain’t I brilliant ? So, quite opposite to what you’ve Said Your Obissness, death isn’t a problem. Well, as long as I’m pulling the strings. Now scram, report to your Elders that I’ve just slain you only to revive you, humor me. Come on, shoo. I’ve got lot to do, like for example reconfiguratin’ all of ye to be able to become restored after I’ll kill you. Say, none of you know what’s the real key to win a war, don’t you? Of course not, you’re too damn formal and truthlovin’ to understand it. Anyways this is as I said Lobous, this is the third side of the coin, everybody loses’ except for me, which what’s funny doesn’t mean that everybody’s death except for me, that would be boring. Who’d I get to piss off, eh? Just look at Obisy, he’s amusing with his ill temper and ease to explode. No seriously, scram. Reconfiguratin’ internal parts of your existence as species ain’t easy.
W trakcie przemowy Nevarez przyglądała się kątem oka temu co się działo lata świetlne od niej zapewne, w najbliższej okolicy Scotta, w razie potrzeby lekko ingerując przez modyfikację broni potencjalnych zagrożeń dla kawalera Nevarez, ot nakazała sztukom broni zmienić się w lity ołów, tak ciężki że niemożliwy do utrzymania przez właścicieli, z kolei ich samych potraktowała nieco okrutnie zmieniając ich ubrania od pasa w dół w stary dobry beton, litościwie nie zmieniała im bielizny.
Taak, jestem w tej chwili kawałek daleko od ciebie, co nie znaczy że nie wiem co się dzieje, ani że podoba mi się to, właściwie możesz się zrelaksować, zaraz wracam. – mruknęła do Scotta, a właściwie do jego umysłu, po czym wskoczyła na powrót do pomieszczenia z kontenerami przez warstwy rzeczywistości, okazyjnie witając wszystkich obecnych firmowym uśmiechem nr 5 znanym pod roboczą nazwą „Psychopatka”.
- Wybaczcie tę drobną niedyspozycję, co prawda mogłabym zapewne być w dwóch miejscach naraz, to jednak zwyczajnie mi się nie chce, wracając do rzeczy.. – zerknęła na Sinclair’a - Nie przechodziłam z panem na „ty” więc w dobrym tonie byłoby gdyby i pan się do tego dostosował. Z drugiej strony przedstawiłam się, jednak gdy już omawiamy kwestię tego czego chcemy, oraz kwestię pańskiej córki.. – Natalie uśmiechnęła się pod nosem wyraźnie rozbawiona – Muszę rzec, że jakkolwiek uwielbiam denerwować dwukrotnych rozwodników którzy dorobili się fortuny kantując na podatkach.. jak zresztą wszystkich ludzi, to tak na marginesie..Muszę rzec że w pełni rozumiem tę absurdalną ojcowską troskę, szczerze to uważam ją za dość zabawną gdy w większości przypadków jest ona bardziej problematyczna niż przydatna..Niemniej jednak zapewne ucieszy pana fakt iż jednak nie zdeprawowałam pańskiej córki, choć jestem pewna że gdybym chciała byłabym w stanie… Ale ale, przecież pytał pan o to czego chcemy, to proste przecież się przedstawiłam, i chcę poszanowania moich praw, ot tyle. – Nevarez wzruszyła ramionami – Czy to wiele zważywszy na to że w większości przypadków nie miał pan problemów z nauką historii niekoniecznie w uczciwy sposób gdy innych łapano i wyciągano z ich działań konsekwencje? Ot zrządzenie losu, nieprawdaż? – Mroczna uśmiechnęła się słodko obnażając przy tym lekko kły – Niemniej jednak, niemniej jednak odnoszę wrażenie że nie wierzy pan że jestem tym za kogo się podaję, co sprowadza nas do dość zabawnej sytuacji która zaraz nastąpi. Proszę zadzwonić do szefa ochrony za pięć minut i spytać czy nie padły przed chwilą jakieś przypadkiem astronomiczne wygrane? Za pięć minut, nie wcześniej. – agentka schowała Berettę do kabury składając po chwili dłonie za plecami, w międzyczasie sięgnęła ponownie do umysłu Sinclaira by wybadać stan pieniężny kasyna i jakieś autorskie gry hazardowe kasyna redukujące prawdopodobieństwo wygranej gracza niemal do zera, jednak grane na wysokich stawkach co kusiło amatorów. Następnie sięgnęła wzrokiem do kasyna i przy odpowiednich stolikach „pomogła” kilku pechowcom wygrać kilka kwot których łączna wartość stanowiła połowę zawartości skarbca kasyna. Następnie sprokurowała w kieszeni złożoną kartkę z nazwiskami zwycięzców, stolikami przy których padły wygrane, dokładnymi godzinami[odstępy między wygranymi ustaliła na praktycznie sekundowe] i kwotami wygranych. Kartkę którą po chwili z uśmiechem podała Sinclairowi – Sugerowałabym zapytać szefa ochrony w szczególności o wskazane pozycje z szerokiego wyboru pańskiego kasyna, sugerowałabym również wypłacenie wygranych, również obecnemu tu młodzieńcowi. Mmm…wie pan Sinclair.. – Nevarez przytknęła palec do ust jakby się nad czymś zastanawiając po czym uczyniła bliżej nieokreślony gest tą samą dłonią – Mawiają że Fortuna bywa czasami wredną suką, a co o tym sądzi Darryl Sinclair? Chyba nie powinnam być zbyt okrutna, nieprawdaż? Cofnijmy się więc w czasie o 37 lat gdy pewien dzieciak imieniem Darryl rozpaczał po utracie swego przyjaciela, to dość fascynujące jak w tak krótkim czasie człowiek może się zmienić, nieprawdaż? – Natalie uśmiechnęła się pobierając z pamięci Sinclaira dane czasoprzestrzenne momentu w którym kot się z nim już zżył, następnie zwyczajnie rozkazała ówczesnemu kotu się skopiować, kopię przenieść do wytworzonej kieszeni rzeczywistości obok miejsca w którym się obecnie ona sama znajdowała, okazyjnie trochę kota poprawiając by trochę dłużej pożył i rozpoznał obecnego Sinclaira. Następnie zdjęła kapelusz i zakręciła nim na palcu wskazującym – Ktoś mógłby rzec że zakłócanie spokoju martwych to coś niewłaściwego, ale kimże byłby taki człowiek by mówić mi co robić? Oto otwierają się bramy zaświatów…Nah, to nudna formułka, w każdym razie.. –uchwyciła kapelusz za rondo trzymając go wnętrzem do góry przy czym nakazała kotu się przenieść do kapelusza – Znasz Fluffelsa, nie Sinclair? Mała podpowiedź, to jest ten moment w którym jest pan rozerwany między szok oraz irytację po stracie połowy majątku a wzruszeniem po ujrzeniu wskrzeszonego kota, mogę się oczywiście mylić – Natalie wzruszyła ramionami – W końcu jedynie decyduję o tym kto ma szczęście a kto nie, oczywiście mogłabym nawet zrobić z pana kulturalnego i uczciwego człowieka przy drobnym praniu mózgu.. Ale po co? – dała chwilę Sinclairowi na odpowiedź po czym zrobiła coś absurdalnego, jeżeli ten tylko wykazywał jakieś wątpliwości co do prawdziwości wskrzeszonego kota. – Panie Sinclair, sam pan musi przyznać że normalny człowiek, ani nawet jakiś pański wróg nie chciałby zadawać sobie tyle trudu, prościej byłoby pana zabić albo zrujnować, no ale…skoro już z uporem maniaka potrzebuje pan dowodów niezaprzeczalnych… Proszę to potrzymać – podała mu kapelusz z kotem, jeżeli do tej pory nie zabrał kota, sama z kolei skupiając się na tym by odnaleźć Angelę Sinclair, i przenieść tuż przed siebie, dbając o to by nie miała problemów żołądkowych, gdy tylko dziewczyna się pojawiła, Natalie z czystej złośliwości przełożyła jej ręce przez szyję obejmując ją i chwytając w strategicznych miejscach. Jakoś tak bawiła ją irytacja Sinclaira dotycząca jego córki, okazyjnie jeżeli dziewczyna była dostatecznie dobrze wyglądająca by zwrócić uwagę agentki, ta mruknęła do brata – Wiesz, w sumie nie masz takiego najgorszego znowu gustu… - tymczasem samej Angeli wyszeptała do ucha, okazyjnie nieco rozluźniając uchwyt tak że ręce miała skrzyżowane w nadgarstkach a dłonie rozluźnione.– Nie próbuj się szarpać, to bezcelowe…- potem z kolei zwróciła się ponownie do właściciela kasyna – Widzi Pan Sinclair, to jest jak rozumiem pana córka. Jak najbardziej żywa i prawdziwa, czyż nie? Świetnie, proszę to sprawdzić jeżeli pan sobie życzy. – i z tymi słowy Natalie wypuściła dziewczynę lekko ją poszturchując w stronę faceta w białym garniturze, gdy ten się zaczął nią zamartwiać i sprawdzać czy wszystko z nią w porządku Nevarez wyciągnęła Berettę z kabury, wycelowała w stronę panny Sinclair i pociągnęła za spust, w razie jakiegoś przewidywalnego abstrakcyjnego odruchu samo poświęcenia ze strony jej ojca przekierowywując tor lotu pocisku tak by niezależnie od starań właściciela kasyna, kula trafiła dziewczynę między oczy. W chwili jej śmierci Natalie skupiła się na tym by chwycić świadomość Angeli i ją chwilę przetrzymać, aż do uzyskania twierdzącej odpowiedzi od Sinclaira na pytanie czy teraz jego córka nie żyje, w razie konieczności przytrzymując go w miejscu siatką energii. Następnie kazała mu spojrzeć na zwłoki córki, z których na jego oczach wyciągnęła kulę przy pomocy mikrosieci energetycznej, obrażenia ciała wyleczyła i ostatecznie wrzuciła świadomość córki Sinclaira na miejsce, każąc się jej obudzić, ba nawet zmaterializowała młodszej kobiecie jej ulubionego drinka na pocieszenie po tym że została przed chwilą zabita. Co więcej Nevarez uraczyła dziewczynę kilkoma słowami zaadresowanymi specjalnie do niej – Wybacz ten drobny pokaz z zabiciem twojej skromnej osoby w roli głównej Angie, zwyczajnie twój ojciec nie był w stanie uwierzyć kim jestem. – Po chwili zerknęła na swojego brata kątem oka – Trzeba z tym uważać, zabijanie i wskrzeszanie ludzi zdaje się być potencjalnie uzależniające.. – przynajmniej tyle powiedziała na głos, do umysłu Scotta dotarły niemal natychmiast kolejne słowa – „ Chyba nie przesadziłam, jak sądzisz? Poza tym, chyba nie byłam taka znowu zła, dopóki nie przyjęłam tej roboty w KEK. Zresztą przez pierwsze pięć lat też chyba nie było powodów do narzekań, nie zapominałam jakoś o twoich urodzinach czy imieninach czy zawodach, nie wspominając już o czesny…..Mmm, nie licząc tego niefortunnego wypadku co zdarzyło mi się odruchowo złamać rękę twojemu znajomemu co zaczął się wydurniać jak przedzwoniłeś by odebrać cię z imprezy, ale ale ostatecznie nic mu się nie stało dzięki drobnej manipulacji czasem, nie wspominając już o tym że po części sam się o to prosił, ot drobne niezdrowe nawyki z pracy….Mmm tak właściwie masz ochotę jeszcze go pomęczyć? Zwykle mogłabym się tak bawić godzinami, ale przypominam że mam kilka osób na karku do wyeliminowania, poza tym zostaje kwestia twojej przemiany i Nyi, więc czas się absurdalnie…kończy.
Po tym zwróciła swój wzrok ponownie na Sinclaira
Po zaobserwowaniu reakcji I odpowiedzi Sinclairów przywołała w razie potrzeby swój kapelusz, ukłoniwszy się teatralnie po raz kolejny, jednocześnie mówiąc – To by było wszystko panie Sinclair, wystarczy tylko żeby pan pamiętał by nie zadzierać z Fortuną – uśmiechnęła się krzywo – I naprawdę, sugeruję wypłacić wygrane, również pewną szczególną, którą określił pan jako niemożliwą do wygrania kilka razy pod rząd.
Poczekała jeszcze chwilę na ewentualne wtrącenie Scotta po czym przeniosła się wraz z nim na powrót do wytworzonej wcześniej rzeczywistości tymczasowej, a konkretniej do Sali tronowej, ponownie dbając na to by mu nie skręciło wnętrzności.
- Dobra, w porządku, teraz ta nieszczęsna zdrajczyni… Poczekaj chwilę, dobrze? Zaraz wracam.
I z tymi słowy sięgnęła do koordynatów określających położenie Nyi, przenosząc się w to miejsce. A właściwie odrobinę obok, żeby nie zmaterializować się w dokładnie tym samym miejscu co jej tak zwana siostra.
- No proszę proszę, kogo my tu mamy… Sekunda, jak to szło? Daj mi pomyśleć… Ach tak. „Człowiek nie może istnieć bez świata, ale świat może istnieć bez człowieka...” Nie przypominam sobie żeby takie stwierdzenie czy cokolwiek innego miałoby cię uprawniać do nasyłania na mnie blond świruski z przerośniętym ego, ani tym bardziej żeby podważać mój światopogląd i moje całkowicie zdrowe chore zmysły. Z tego co mi wiadomo, zarzekałaś się też mi pomóc w tym co chcę zrobić zamiast uciekać na skraj wszechświata uprzednio pozbywając się mnie przy pomocy tej suki Sage. – Nevarez prychnęła – I nawet nie próbuj mi tu zaczynać z jakimiś wyświechtanymi frazesami w stylu „to dla twojego dobra bla bla bla”. Oklepane, absurdalne i pozbawione stylu. Ot i teraz muszę zabić tych całych Earla i Sagę, ponieważ ktoś rozkosznie uznał że wie lepiej ode mnie co dla mnie najlepsze – Natalie ponownie prychnęła – Nie żeby to coś zmieniało, Earlowi należy się śmierć za samo obrażanie mnie, a Mędrulce należy udowodnić ponad wszelką wątpliwość jak głupia jest. A tak w ogóle, mam dla ciebie prezent, wiesz? – Nevarez zbliżyła się do Nyi i bez ostrzeżenie zdzieliła ją z liścia – W ramach przypomnienia, nie lubię się irytować, ani marnować energii by zabijać tchórzliwych azjatów, wskrzeszać ich by przesłuchać żeby cię znaleźć, a już zwłaszcza nie lubię gdy mi ktoś próbuje mydlić oczy górnolotnymi frazesami by zlecić jakiejś zdzirze uwięzienie mnie we własnym umyśle, co ma się skończyć domyślnie moją śmiercią. Więc słucham, co masz na swoje usprawiedliwienie, co niby warte byłoby moich nerwów, hm? Słucham. – i ot Nevarez stanęła tuż przed swoim alter ego mając skrzyżowane ręce. Rytmicznie wystukiwała takt irytacji palcami na przedramieniu spoglądając na drugą Mroczną spod ściągniętych brwi. Po chwili jednak, niezależnie od tego czy „Psioniczna” jak została określona przez podświadomość Nevarez, odezwała się czy nie, agentka wtrąciła swoje trzy grosze łapiąc ją za rękę. – Wiesz co? Nie dbałaś o to czy chcę zostać wepchnięta do urojonego wariatkowa w które zwabiono mój umysł, więc niezbyt dbam o to że chcesz tu zostać. – Ot I włożyła konieczny wysiłek by “porwać” Nyę ze sobą do niedawno stworzonej Sali tronowej kieszonkowego wymiaru. W razie potrzeby prosząc Źródło o podładowanie energią i stabilizację procesu. – Od razu lepiej, to miejsce to niezupełnie mój styl, ale lepsze otoczenie niż ta tak zwana Granica Membrany…. Więc co to mówiłaś? Oczywiście, może i robię bez przerwy rzeczy które najpewniej nie pasują ani Nieprzeniknionym ani pozostałym Mrocznym, ale jak wszyscy wiemy, niezbyt dbam o to co pasuje innym jeżeli coś pasuje mi, z nielicznymi wyjątkami. – przerwała na chwilę jakby przypominając sobie o bracie - A tak, Scottie ty przecież nie wiesz kim jest Nya! Już śpieszę z wyjaśnieniem : otóż jest to osoba która nie odstępowała mnie na krok przez ostatnie..28 lat? Do niedawna nawet miałyśmy iście siostrzane relacje, dopóki się nie rozdzieliłyśmy w sposób stricte fizyczny i nie okazało się że sytuacja wykracza poza prozaiczną psychologię, a sama Nya uznała że warto nasłać na mnie pewną blond zdzirę z sobie tylko znanych powodów, ponieważ oczywiście jest kawał rzeczy o których nie raczyła mi powiedzieć… - Natalie wywróciła oczami po czym wróciła do taksowania Nyi wściekłym spojrzeniem spod ściągniętych brwi.
Z dobrych wiadomości Scott, co zaskakujące takie jeszcze istnieją. Okazuje się że nie mam amnezji i wcale nie żyłam tyle co stwierdził ten miły jegomość, a właściwie ona. Śmierć. Nawet nienajgorzej się z nią rozmawia. Z drugiej strony zgadza się reszta, w czasie przyszłym, z tą całą nieśmiertelnością. Problem tkwi w tym że hmm…. jest to absurdalnie specyficzna sytuacja. Więc to dość teoretyczne zgadza się. Ironia tkwi w tym że zawsze negowałam istnienie istot…uch „wyższych” bogów czy innego cholerstwa. A teraz proszę, sama mogę bez ograniczeń zabijać wskrzeszać, właściwie robić wszystko. Co do osiągania tego stanu rzeczy myślę że chciałbyś usłyszeć parę rzeczy przed podjęciem jakichkolwiek kroków w tym kierunku. Po pierwsze, jest spore ryzyko że zostałbyś że tak powiem wchłonięty czy zniszczony czy użyty przez fragment który miałby to zapewnić. A jeśli nie, mogłyby się pojawić komplikacje. Ot na przykład współlokator, lub współlokatorka w umyśle. Albo gorzej. Z drugiej strony jest też ta możliwość o której wcześniej mówiłam, pomniejsza i w gruncie rzeczy bezpieczniejsza. Przynajmniej tak długo jak ja żyję. Co sprowadza wszystko do jeszcze większego absurdu. Tak, zapewne to wszystko brzmi jakbym była na haju. Z drugiej strony trudno poddawać w wątpliwość to będąc w nieistniejącym wymiarze, który zaledwie godzinę temu może stworzyłam. Powiem szczerze że trochę mi niedobrze, za dużo zbiegów okoliczności.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Czw Wrz 20, 2012 11:14 pm

Natalie podczas wydarzeń w podziemiach kasyna prowadziła jednocześnie kilka telepatycznych rozmów, jednak zanim zdołała otrzymać odpowiedzi, sceneria się zmieniła w cmentarzysko. W tym miejscu nie czuła obecności swoich rozmówców, nie otrzymała też od nich na razie odpowiedzi.

- Wind, huh? – mruknęła Sheol. – Certainly, a strong wind is blowing. A messenger of the storm. And if you are in a need of a title, Natalie Nevarez, how about a Fuujin, the Wind God, hmm? – lekko uśmiechnięte oblicze nie zdradzało nic poza tym co chciał jego właściciel. Intuicja podpowiadała agentce, że jej rozmówczyni sobie z niej kpi, ale nie potrafiła wychwycić żadnej tego oznaki, nawet z pomocą całego doświadczenia psychologicznego.

Sheol usiadła na trawie, opierając jedną rękę na kolanie, a drugą nogę zawijając pod siebie, mimo, że długa szata wciąż skrywała jej stopy. O ile jakieś miała. Nawet w pozycji siedzącej była wyższa od agentki, ale przynajmniej nad nią nie górowała.
- Well, I can’t say I feel sorry for you, but you really look like a child, who barely know how to walk, entering a lions cage. Would seem fair to give you a fighting chance at least. Before something swallows you without chewing. You do seem like you have more questions to ask. Ask then if you like and I will consider answering them. If you would ask me why I would do that… well, I don’t know. Mercifulness of death, perhaps? Just don’t dawdle, when this dimension disappears, the effect will be… unpleasant.

Błękitne ogniki oczu śledziły Mroczną jak nonszalancko się odsunęła i oparła o zimną, marmurową płytę. Nad jej głową szumiały cichutko tysiące liści na smukłych gałązkach przedwiecznego drzewa.
- Nah, Fuujin? Not really, just as I don't like the term "god". I'd rather go with my old title Mis(s)fortune. So, mercifulness of death? Quite interesting way of putting things. Well then, how about this for a starter ; Where is, and how to aquire the Spire for myself, also what happened to other Darks mentioned earlier by Witch, the ones you theoretically devoured, whatever that means in your case.

- So demanding. How about a little politeness? - zagadnęła Sheol.

- That's just me, believe it or not sometimes I don't want to waste time for petty forms, for example when I'm in a dimension which is about to fall. But what the hell : would you be so kind to answer those questions my fair lady? - Nevarez uśmiechnęła się, starając się przy tym nawet by uśmiech nie wydawał się drwiący.

- A little bit better. Be it you or somebody else, I just recon it's a common courtesy to show respect for somebody doing you a favor. But it's not like I could understand thoughts of petty beings... oh well, that's common knowledge if you would be a Dark - Sheol położyła ręce na kolanie i oparła na nich brodę niczym na poduszce.
- Spire is located inside the one being a Leader, obviously. From what I have observed, if you destroy it's host it becomes somewheat "ownerless" and can be easily aquired. That is only my theory, but I pressume you could steal it, although, something like this never happned before.
Starożytne drzewa zaszumiały złowieszczo, jakby w obawie przed nadciągającą, bezlitosną ciemnością.
- And those that I devoured are of course still inside me. Well, they are unconscious, so they don't suffer if that's what you are asking about.

- Be it common courtesy or not, we're not exactly at common circumstances, are we? But stealing? No, not really. Only...confiscating it for better use. Anyways, the weather seems to be getting slowly worse - Natalie rozejrzała się swobodnie - Now, would you correct me if I'm wrong. Those memories weren't stolen, because they never were mine, yes? And now I'm mistaken with someone who has exactly the same fragment that I possess. My question is how this Fragment became mine. And somehwat why, if you would be able to answer also that question. I guess that I'll have to ask someone else, but while we're talkin' it's always to know more than less.

- We are not? Why? You think this is unusual situation for me? Or maybe that no one ever tried to strike a deal with me? Well, it's true that fairly few have anything to bargain with, but... - Sheol wzruszyła lekko ramionami.
- But yes, that's true. The memories of the Dark "Trickster" were never stolen from her. And as you might begin to guess that person is no one other than the one you call Nya. And about the Fragment inside you... well, first things first. Regarding Fragments there are a few beings related to them. "Ninki" are the beings that came to existence when the Outer Shell was broken to pieces. At first they were like newborn babies, but once they are born in the next stage they aquire expieriences and memories, carried over between separate beings. The next are "Rinki". Those are the living shells a Ninki chooses as their incarnation. They are granted Fragments upon birth and grow up mostly without knowing anything. Ninki usually remains asleep for most of the time, but once the fusion rise up to a stable level it usually awakes and becames a "Taiki", a fully matured form, like you met in your short time. "Taiki" gains its full powers and most of its previous experiences and memories, also carrying over some resemblence to its newest host. There are also those called "Saiki", the ones who recieved a Fragment at some point after birth. However, the longer after birth, the harder it is for a Fragment to fuse with a body properly, therefore Saiki are often short-lived, unable to fully and properly control their powers and often became insane if infused with an experienced Ninki. Lastly, there are "Houki", which are Ninki, who matured without an alive host. However, Houki find it painful and difficult to lower their awarness below a certain level, which often makes them interested only in the movement of galaxies. Besides other matters, but we seem to lack time to talk about this at lenght. I presume that is the reason why most Ninki choose to be reincarnated into a living host.
- Are you following me so far?

- Yeah, I guess so. Although it somehow makes me wonder who invented those names...Nevermind, please proceed. - Nevarez wykonała zachęcający gest ręką nawet nie zwracając uwagi na użyte przez siebie słowo. - Yet, I'm not certain which one would exactly refer to me...but go on.

- Good. Now about how you came to posses this Fragment. When the so colled "fallout" happened, a Ninki know as Trickster faced a fate of death. It seems she didn't want for her Fragment to be conquered and devoured so she sent her Fragment to her new Rinki, namely to you. Why she chose you of all people or why she sent her Fragment through time and space I don't know. To escape her adversary, perhaps? A traveling Fragment is very hard to pinpoint, so the further it goes, the easier it is to loose track of it. Regardless, her Fragment was placed in you upon your birth and her counciousness fell asleep for several years, waking up rather fast.
Błękitne ogniki oczu spojrzały przelotnie na nicość nieba, zanim nie powróciły do agentki. Zimno kamienia zdawało się przesączać przez płaszcz materii Nevarez.
- You were both maturing, up uptill the moment you met Lynn Davies and was transcendented as they seem to call it. Usually as their host becames fully symbiotic with a Fragment, a Ninki takes over, destroying Rinki, alas the few remaining pieces, much like a butterfly leaving its cocoon. Even if you might not appreciate the methaphor. But in this case something unusual happened: Ninki broke her Fragment in half and materialized besides her Rinki. What you now have is the one of the halvs of the original Fragment, of course if I may call it original. Much like one half of the magnet, perhaps?
Do Nevarez nagle wróciły słowa Sama, że dla niego są jakby identyczne, a jednak zupełnie przeciwne...

- Interesting, even very interesting. I quite like how it sounds, what makes me more certain I would like to see some people die. Namely Earl, for example. Say, would you mind giving me record of what happened exactly during that fallout. I mean the Darks part, not the whole universe. In form of rough facts and dialogs. And by any chance, some weaknesses of this Earl guy, and by the way what do you mean by forcing someone into a contract, usual accidental signup would work? Like for example someone' touches some certain Stardagger and becomes bound? - Nevarez uśmiechnęła się lekko spoglądając na Sheol - Maybe I am new to these rules of the game, although I'm certain they can be slightly bent down...And every word states some situation, or creates another. I may not know yet how I'm going to do that, but I'm certain that I want that son of a bitch dead. Say, would you be interested in trading him in over those who you have. Assuming that you won't try to create your own end of the world with beautiful sounds of mayhem, sorrow and death, righ the moment clock stops tickin'.

- Would you mind not measuring others by your own values? "If I die, the univere dies with me" was it that you so boastfully said? Truly something only a self-centered being would say. This world survived much more that you could imagine and it still continues... well, as much as you lack good characteristics, your great will to live may be your redeeming quality. A being willing to sacrifice anything else to save oneself is dreadful and ugly, but it is the ones that lost their will to live that I detest the most.
Błękitne ogniki zapłonęły na moment, po czym przygasły.
- Well, our time is drawing to a close, so let's go back on track. In fact, I do mind. Something happened then that I do not wish to speak about. Namely, something was stolen from me. I can summarize it for you if you like, because there isn't that much to tell, really. Darks were making preparations to clense the universe, collect energy and "go Home". In the commotion, Nya stole a pack of unused Fragments from the Leader, which she used to forge the Stardagger. But she miscalculated, I think. Betrayed Leader went into rage and destroyed all of the Darks and collected their Fragments. Then he seemingly changed his mind and sent their Fragments on the voyage to find their new Rinki.
Sheol nie wydawała się poruszona pewnością Natalie odnośnie łamania reguł.
- Yes and No. A signing is only a symbol for something deeper, it has no real power. A Contract is not a piece of paper but a primal agreement of forces or show of power. A Contract is done either by will or by power and all the circumstances are irrelevant. If you trick someone to willingly sign a Contract they are bound. But you can't make anyone sign by trick or trap. On the other hand is said trap is stronger than the one touching it it could act like a trap and bound someone weaker to a Contract even against their will. Of course you had to be a master of said trap, which beats the purpose of setting a trap in my opinion, but well...
- As for a weakness, I'm not sure what you mean. If you're asking if he has a weak knee or some spot that is easy to pierce, then no, Darks do not suffer from those most of the time. And if you're asking for his mental state, then aren't you the psychologist here?
Nevarez poczuła, że Cienista mimo wszystko jej podpowiada.
- As for an exchange, at the moment I have 12 Fragments in my possesion. How is it beneficial for me to exchange them for one? One you don't even have and chances of attaining him are rather slim, don't you think? And first of all, in the end all of you will be mine, so why exchange at all? All I have to do is wait and all I have is time. Well, that is if you play your part.
Nad ich głowami zerwał się wiatr, szarpiąc włosami psycholożki, zupełnie jakby coś przesuwało wielkie masy powietrza. Sheol pochyliła się w stronę Natalie, zwisając nad otwartym grobem.
- But what role is that? No matter how I look at you, you're no matterial for a hero. Then who are you? An antihero? Or maybe a villain?

- Well, I meant something morelike exact location of his fragment. On the other hand if you are asking me who am I. Well you're right. I'm no hero, certainly saved some lives, ended some more, but that ain't important. I tell you something quite absurd. I wouldn't mind if all of these current problems could be solved peacefully...Nah who I'm trying lie to. Nobody would believe that, well not in one hundred percent anyways. The answer is as simple as idea of three-sided coin. It's every side of it simultaneously, some equally more or less, some simply less. I would still say that it is the matter of perspective, even an assasin could be a hero for someone, and an hero could be a villain for another one. I'd prefer villain, it sounds better. Although I wouldn't describe myself as one. Some might curse me or admire me when I'm done with things which I'm up to, but that's only the matter of perspective. And that few words, well yeah. However I think I have quite creative imagination. As it is for reasons for sayin' such things. Nah, I'm not thinking that my existence is crucial for existence of universe... Well technically it is, from my perspective, but that's not the point. The point is, that such action wouldn't be done for anything more than simple rules. And why they say that the feather is mightier than sword? Obviously because they never tried dueling feather against sword, but that also ain't the point. It is because sometimes sheer words can make others stop their actions from fear of unknown, or fear of something they think they know. Anyways, I don't agree with you. - Nevarez zdjęła na moment kapelusz żeby go poprawić - If you must, you can say that I'm dreadful, but certainly not ugly. But, as you said we're running out of time, so I'll cut to the chase. So few more questions. If I'm understanding correctly what you said, then if I would put an unaware/unused Fragment into living host, that host would in the end dissolve. That's the usual way, yes? By the way I'm wondering, if it's the matter of time to you, what's the point of keeping those twelve? They would certainly be a nice addition to the equation. Now, could you tell me where are also the other Darks, and as we're at it. What's your story, about you being bound, that is if you feel like speakin' 'bout it.... Also I'm wondering what would you say if I would offer you.. - Nevarez kontynuowała konwersacyjnym tonem, jednocześnie odruchowo owijając sobie końcówki włosów dookoła palca - Mutually beneficial contract, let's say favor for a favor in any time? Yeah, you're free in just a matter of time, yet I'm wondering that there must be something more that you really want. For example I have this weird idea that in right circumstances you would be able to release yourself completely, and I'm not talking about dying. After all as you're able to hold those twelve, then what does it really mean, that you could resign at any time, that you're somewhat reverse of the Fragments. Yes, I know Death, devourer of the worlds. Yet it is curious how everything works, it does make everything more interesting.

- I don't believe there is an exact location. "Somewhere in the void", perhaps? As he is just a massive lump of nothingness, quite pitable don't you thing? And I was speaking figuratively, I didn't know you'd take it personally.
- You do like to things that have no meaning, don't you? Well, if you put it at birth, at the beginning of life, you'd create a Rinki. Anything beside that moment would create a Saiki, and depending on the point of life, the host is at, the effects my vary, from slight problems to complete rejection. And if you are talking about your own Fragment... that depends. If you want to be reborn, or recreated? Did you even know where your own Fragment is to begin with? Well, either way, the easiest way is to communicate with it, but that might be difficult in your case. Just take it in your hands and convey your will to it, it shouldn't take more than that. And don't worry, unless you cut it off completly, you won't disperse. Oh, and by the way, your Fragment is smaller than usual to begin with, but also recreating onself if bending the rules of rebirth and my be quite taxing and unpleasant. It would be a good idea for someone to oversee the process or you might even turn into Houki.
Wiatr gwałtownie zafurkotał szatą Sheol, choć jej włosy opierały się podmuchowi. Jej spojrzenie było cokolwiek pobłażliwe.
- You were never truly hungry, do you? Of course not. Especially never to a point that you even don't longer care what you eat, just to fill your belly. They obviously don't satiate my hunger, but a meal that never ends brings hunger pangs to more bearable levels.
Sheol wstała i wyprostowała się.
- Sure, I don't mind. Earl is in the cockpit of your ship. Warrior is fighting in the Heart. Sage is hiding in one of many layers of her den. Witch is there too. Child is confined in the system known to you as Abacus.
Nevarez przypomniały się współrzędne podesłane przez Earla. Abacus był jednym z opuszczonych systemów przynależnych do Systemów Światła.
- I don't mind, but there is not much to tell about me. I came to existence and then was bound to serve as a piece in the world envisioned by my better. In other words, I found an insurmountable wall I could not cross. It's as simple as that.
Powietrze zajęczało, rozdzierane na strzępy razem z wymiarem, a w polu widzenia pojawiła się czarna ściana niczego. Zbliżała się szybko.
- A mutualy beneficial contract, you say? - Sheol pierwszy raz uśmiechnęła się naprawdę. - If you fulfill your role, we both will benefit from it. That is if you can stop your so called "sister". Can you? If you somehow succeed, I might even consider lending you a hand in your meaningless conquest...
Ciemność pożerała już ostatnie drzewa poza kręgiem polanki, czas się kurczył do ostatnich sekund.
- So you can start preparing to help, because I indeed plan to succeed. By the way, as it is for role, just don't deny to things that I'll say. You may find them quite funny. Let's just say that I don't need to be a villain when there is someone else described as one.. After all nobody knows what's in the contract we signed except for us, hm? This might be fun, oh by the way before this reality collapse, would you tell me how to pass through Sage's let's say firewall? I mean the thing that stops me from communicatin' or locatin' anyone who is inside this den. And as we're at locatin...Let me guess Child was confined also by Earl, yes...hmm or Sage in the same way I was. Oh right, could you also tell me how to avoid being caught by that bitch again? - Nevarez uśmiechnęła się w dość specyficzny sposób, nie wskazujący na najlepsze emocje względem pozostałych Darks. - I would even say these words if not being myself - Natalie wskazała palcem na kolejne słowa które wywołała krwistą czerwienią korzystając z zalegających ciemności coś wyglądające dziwnie podobnie do "pretty please" - And, out of simple curiosity, what you're going to do when the clock stops ticking? - Mroczna z przypadku zadała ostatnie pytanie w międzyczasie odtwarzając dookoła siebie wymiar, ot ze względów czysto estetycznych by się nie kłopotać z efektami ubocznymi znikania wymiaru, w razie potrzeby zaczęła wcześniej odtwarzanie. W końcu wypada czasem zabijać innych w stosownym otoczeniu.
- Destroy it, and leave no stone standing. That’s her personal space, if she doesn’t want to be found there isn’t any other way to find her. Besides asking me, maybe, but she can easily elude you anyways. That doesn’t apply to others being there, naturally, unless Sage intervienes. And don’t fret, you can’t use that technique twice on the same person.
Ciemność wpadła na polankę i zakotłowała się wokół nóg Sheol. Jej fale były niemal niczym fale morza, a ich grzywy w niepokojacy sposób przypominały ludzi.
- Ninki Idun was captured by one of Earl’s Saika. Quite interesting man, I would say. As for what I will do, I think that…
Ściana ciemności pokryła niebo i runęła na nie z zaciekłą wściekłością żywiołu, pochłaniając całe powietrze wraz z wymiarem. Natalie zaczęła odtwarzać wymiar, ale coś szło nie tak. Ciemność pędziła. Nevarez widziała, że Sheol porusza ustami i uśmiecha się, ale nic nie słyszała. Czerń oblała Cienistą i pochłonęła jej rosłą sylwetkę i rzuciła się na Mroczną. Mrok rzucił się na Natalie, jednak nieuniknione uderzenie nigdy nie nadeszło.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Czw Wrz 20, 2012 11:15 pm

Sceneria powróciła do pierwotnej formy, choć tym razem była naprawdę wymarła. Nie chodziło nawet o zniknięcie Sheol, raczej o rodzaj wibracji jaki wydzielał wymiar. To już nie była domena bogini, tylko jej własny twór. Powrócił upływ czasu, jak i głosy jej rozmówców.

„yes, of course”
„i understand”
Przwmówiło Źródło.
„i’m sorry i spoke out of line”
„and i trust you, natalie”
„regarding your earlier request”
„i’m processing it at the moment”
„please wait”
W dłoni Nevarez pojawił się podłużny, przezroczysty kryształ. Jego wnętrze migotało maleńkimi rozbłyskami, a powierzchnia była jakby misternie żłobiona w skomplikowane wzory. Wzory zdawały się ciągnąć wgłąb kryształu, przenikając się ze światełkami, tworząc razem coś bardziej złożonego. Całość wydawała się niesamowicie krucha.
„that is a replica of a seed from which i was cultivated”
„i added compressed data from before”
„regarding my growth, structure and state”
„before i became sentient”

Hunter zaś nie wyglądał na przejętego skomplikowanymi uwarunkowaniami wszechświata.
Yeah, don’t rush. It’s not like I’m going anywhere. I’ll just say it again. Destroying, reverting… whatever. You still can’t use money, or well, anything for that matter. And that’s just like being fucked up. And putting all the complicated stuff aside, I didn’t work all that years to be fucked up. That’s for one thing, and the other is that it’s my motto to fuck people up before they manage to fuck you up. It’s a matter of policy and principles.

Samuel milczał dłuższą chwilę, jakby trawił to co do niego mówiła, jednak gdy się odezwał okazało się, że był zajęty czym innym. Jego głos drżał i był wyższy niż zwykle. Lynch sprawiał wrażenie zdruzgotanego. I przerażonego.
I believe you, but now isn’t a good time… something… someone appeared inside Heart. Looks like a vulcan, but is huge… oh my Queen, he’s killing them, I can hear their screams… I’m sorry, I must go back. Our Queen is organising an army. I don’t know if I will be able to talk to you… much longer. I’m sorry I can’t protect your friends any longer, but I must go…
Nevarez poczuła jak jej rozmówca przemieszcza się. Do Serca.

W głos Arkadyja wkradła się nuta zmęczenia.
Może i tak. Zawsze ktoś ma jakieś plany. Po tylu latach nie powinno mnie to dziwić, ale… chyba przydałoby mi się kilka godzin snu. To czekanie jest wyczerpujące.
A, przy okazji, twój kolega wyglądał na zdziwionego i zniknął, a Anielica nagle zaczęła gadać, że musi nakarmić dziecko i wyleciała w pośpiechu. Nie żebym mógł ją powstrzymać, ale mówię. A tak poza tym to śnieżek pruszy i nic poza tym…

Kurosaki natomiast szczękał trochę zębami. Najawyraźniej zmiana ubrania z zimowego na odpowiednie dla słonecznej restauracji nie pomagała w lodowym zamku.
My eyes…? Very… colorful. Or rather dazzling. To much ice to say for certain. I never went too far beyond shapes with my abilities. Well, my past abilities.
What she promised me? Oh, that’s simple. „Something you wouldn’t believe even if you’d seen it with your own eyes” were the words as I recall. And as vague as it is I can’t say she lied… I still can’t believe half of what happened, even if I lived through it. Instant travel, hidden dimensions, demi-gods… well, on the other hand it’s not like I could refuse regardless what she promised or not right? Like right now. What’s the point of resisting if you’re facing a god? Well, I’m not a type to resist to begin with, but…
Ah, those teleporters? Well, that’s how I call them, but pretty much yeah. She said that lesser being are unfit for dimmensional travel. „Dimmensional sickness” she called it, something like „decompresion sickness” I think. Anyway, those teleporters open a fixed route and create a field to mitigate harmful effect from external factors. Like decompresion chamber of sorts.

Wreszcie przyszła pora na mały eksperyment. Lobo udało jej się znaleźć samodzielnie, ale Obis tkwił gdzieś w gmatwaninie Serca, prawidziwym ulu aktywności, musiała więc sobie pomóc Źródłem. Po chwili obaj znajdowali się przed nią na polance. Lobo nie wyglądał na specjalnie zaskoczonego, ponieważ odezwała się do niego przed chwila, za to Obis strzelał oczami na boki.
- Are you serious? – spytał psowaty najwyraźniej niedowierzając. – You expect me to bow my head in repentance while your kinsman is slaughtering my kinsmen? Are you out of your mind? I don’t know where exacly we made a mistake, but helping you in any way, was a very, very bad decision.
Obis był chyba bardziej zainteresowany słowami Mrocznej niż obecną sytuacją Darks – Transcendentals.
- Die? Die you say?! Don’t joke around! I’m not dying! Don’t come any closer! I’ll report you! To the Elders, to everyone! They throw you in jail and throu out the key! Elder, say something, do something!
- And what do you expect me to do, you fool? – parsknął Lobo. – We don’t stand a chance alone. Which doesn’t change anything. There are only a few of you, you rotten child, and as many of us as there are stars in the sky.

Natalie kontrapunktowała tą wypowiedź rozdzierając Obisa na strzepy. Jego krzyk ucichł w połowie. W jedną rękę schwyciła jego ulotną świadomość, a w drugą uwolnioną energię. Obie bardzo szybko chciały się ulotnić i szykały słabego punktu w uścisku, więc utrzymanie ich w miejscu wymagało sporej sprawności i precyzji. Nevarez miała za sobą prawie dwie dekady szybkiego, precyzyjnego wojskowego działania i niemal-boskie moce, a ledwo dawała sobie radę. Czuła się jakby niosła chińską porcelanę w szczypcach hydraulicznych, mogąc obsługiwać konsoltę tylko nosem. Odrobinę za lekko i się wymsknie, odrobinę za mocno i się zniszczy.
W końcu udało jej się stworzyć kulkę wyglądającą na szklaną, ale o strukturze odpowiedniej do przechowywania tak ulotnych i niematerialnych rzeczy jak świadomość i zamknąć w niej umysł Obisa. Następnie ze skumulowanej energii życiowej poczęła odtwarzać jego eteryczne ciało. Przypominało to trójwymiarową układankę, ale było o wiele trudniejsze, ponieważ wszystkie części można było dowolnie układać i praktycznie nic nie wskazywało, czy akurat takie a nie inne ułożenie jest „źle” czy „dobrze”. Na zdrowy rozsądek przypuszczała, że nie takie ułożenie jak poprzednie skutkowałoby czymś… zapewne dziwnym, a może i ciekawym czy zabawnym, przypuszczała też, że gdyby miała dość czasu, metodą prób i błędów w końcu złożyłaby to co chciała. Czas jednak ruszył z miejsca i miała wiele roboty, zbyt wiele, żeby tracić czas na byle Obisa, kazała więc Źródłu odrobinę pomóc. To pobrało sobie z bazy danych przykładowy układ przedstawiciela tej rasy, konkretnie vulcana, a potem zgadło detale na zasadzie prawdopodobieństwa i logicznych porównać.
Ostatecznie pozostało już tylko Natalie, „przelanie” schwytanej jaźni do odtworzonego ciała. Obis przebudził się z krzykiem na ustach, najwyraźniej nowonarodzony i to w więcej niż jednym sensie, sądząc z kłopotów z poruszaniem się i mówieniem. Otrzymał dobroczynnego kopa. Coś tam mruczał pod nosem o „donosie do Rady” i „nieuniknionej karze”, ale trochę bełkotał, wiec ciężko było zrozumieć.
Jednak na pierwsze huknięcie, żeby się wynosił uciekł z podkulonym ogonem, chyba w akcie desperacji, biorąc pod uwage, że przeniesienie się gdziekolwiek wymagało większych nakładów sił niż poruszanie się z czym miał ewidentne problemy.
- A really grusome performance… - mruknął ponuro Lobo.
Oczywiście przy okazji, biorąc pod uwagę bezczelność Warriora, Mroczna nakazała Źródłu zebrać i zmagazynować wszystkich polgłych Nieprzeniknionych w obecnym starciu.
„does that mean you wish to reestablish connection with the clients?”
If that is neccessary, do as you must, but if you can try gather with their conscience also intel about their bodies. And, if it is possible it would be nice if you would capture conscience of those Transcendentals not able to connect with you also.
„acnowledged”
„begining to restore shut down connections”
„begining to collect information about consciousness and body structure of killed transcendentals”
„magnifying connection if necessary”

- Might be gruesome, yet it is working. Not bad for a first time I guess. So, about things you said, they're not exactly my kinsmen. Or let me put it in a better way, as all of Darks think about themselves as a family, I'm out of the picture somehow. Well actually only three person know about it, me, my so called sister Nya and Death herself, Sheol if you prefer. She ain't so bad. And contrary to things you just said, that was probably your best decision. Because.. let's count it up... - Natalie przybrała na twarz wyraz zamyślenia jednocześnie rozprostowywując palce wraz z wyliczaniem - First of all, this Earl-fella, so-called leader of Darks, is an asshole and he would kill you either way. Second, he insulted me, and he is an asshole so I don't like this guy, which means pretty bad ending for him, it's just the matter of time. Three, as you just saw I'm capable of ressurectin every one of you, and what's more I want to do this, with small help from now sentient Source. And obviously four ; I'm actually the only one who can and wants to help you. Yeah, maybe not the pretty way, but he's quite good old himself Obis, squabbling that he'll report me even when I just killed and ressurected him without a problem. Although your conscience is a little more...slick than human. Still doable, now out of simple curiosity what do you think that your Council will do, and why the hell should I be bothered by that when almost everybody wants me dead anyway, some of them even tried. Sheesh, this guy is quite naive. Well I could probably interfere directly in this mess at the Heart, but that could be suicidal even for me at the moment, and as I can ressurect you at will, it is better if I go on with taking Earl down, like quietly, sneaky. Third side of the coin, as I said earlier.

Niestety od Obisa nie otrzymała żadnej sensownej odpowiedzi co też jego ukochana Rada może zrobić. Raptem trochę łkania, trochę bełkotu i bezsensownych pogróżek niewartych przytoczenia.
Lobo dołożył wszelkich starań, żeby wzruszyć ramionami, z czym miał oczywiste problemy.
- Family or not, kinsmen or not, doesn’t really matter. You want to help us on a whim, out of internal struggle? Superb. You want to leave us in peace? Blissful. But if you want war, like your be-or-not family, then I’ll give you a fair warning. You cannot win, none of you can. Quality, power or whatnot, even if you kill milions, bilions of us, milions and bilions will rise up. I’m sure you could kill me. You could kill ten like me. A hundred. A thousand. Tens of thousands. But not all of us.
Pomimo całej domniemanej bystrości, psowaty wciąż zdawał się tkwić w swojej ułudzie rzeczywistości. Mimo wszelkich dowodów mówiących mu w pysk o przewadze przeciwnika zdawał się wciąż wierzyć. Co było może nawet bardziej smutne niż głupie.

Natalie nie musiała być obecna osobiście do tej polemiki, wróciła więc do Scotta, który zasadniczo całkiem nieźle sobie radził, trzymając Sinclara i garstkę pozostałych przydupasów na muszce. Jej powrót znikąd zrobił wrażenie, ponieważ wczesniej tego nie widzieli. Scott rzucił jej spojrzenie mówiące „następnym razem mnie uprzedź”.
Natalie oszacowała stan skarbca kasyna, rodzaje gier, stawki i metody gry. Następnie wytypowała kilku „szczęśliwców”. I padły absurdalne i astronomiczne wygrane. Zebrała sobie ładnie wszystkie dane na karteczkę i podała ją Sinclarowi, który wyglądał coraz mniej pewnie. Wyjął z kieszeni earpiece i przedzwonił. Odbyłą się taka mniej więcej konwersacja:
- Greg? Yeah, it’s me.
- …
- Yeah, I’m ok. No, we didn’t catch him.
- …
- No, I don’t care what those idiots say. Listen, I want you to check something for me. Go and check some numbers. I’ll give them now, write them.
- …
- No, I can’t copy them, use a freaking pen. Thanks.
Darryl podyktował dane od Nevarez do swojego szefa ochrony.
- …
- Yeah, I’ll wait.
Minęły dwie minuty nerwowego zerkania po ścianach, żeby nie spoglądać na dwie uśmiechnięte postacie.
- Is that right? Ok.
- …
- No, no… pay them.
- …
- I know how much that is. Just do it.
Po czym się rozłączył. Wyraz jego twarzy zdradzał więcej niż jakiekolwiek słowa.

- You know how it is, Darryl – powiedział filozoficznie Scott. – It’s just sometimes you meet some people you just don’t want to fuck up with. And it happens that we are those people. It’s as simple as that, really.
Ale to bynajmniej nie był koniec. Ponieważ następnie agentka ściągnęła z głowy kapelusz i wyjęła z niego jak najbardziej żywego rudzielca. Cała sprawa z transportem temporalnym i duplikacją molekularną, a też manipulacja biologiczna umknęła świadkom, tym bardziej upodobniając to do sztuczki magiczki.
- Fluffels…? – Sinclair zrobił wielkie oczy. Wypuszczony kot podreptał wesoło do mężczyzny, zupełnie jakby dopiero wstał z łóżka, a nie został skopiowany i przeniesiony w czasie. Obwąchał palce mężczyzny, dał się pogłaskać, po czym ziewnął, widocznie znudzony, olał całą sprawę, wskoczył na najbliższą skrzynkę, zwinął się w kłębek i zasnął.

To jednak też nie było wszystko! Nevarez zlokalizowała Angelę Sinclair w prywatnych apartamentach mieszczących się na szczycie kompleksu kasyna. A potem ściągnęła ją w swoje objęcia, otulając dość zaborczym gestem.
Czy dziewczyna była godna uwagi: rzecz gustu. Młoda, piękna w typowo bogatym stylu, który uprawiała i Nevarez, gdy człowiek może sobie pozwolić na dowolne środki i zabiegi by wyglądać wedle wyobru albo mody. Dość smukła, wyglądająca na kilkanaście lat, ubrana w biało-czarną sukienkę z falbankami i pończoszki. Włosy spięła w dwa kucyki, wedle jakiegoś odmładzajacego trendu.
Głupi wyraz twarzy zdradzał, że jej mózg jeszcze nie nadążył za tym co się dzieje. Mroczna pchnęła dziewczynę ku tatusiowi i było to kuszące… ale nie, ostatecznie zostawiła jej mózg tam gdzie był.

„Nie, raczej nie. Jest dobrze. Choć przez chwilę mogłem przysiąc… że rozwalisz jej łeb. Bleh. Nie chciałbym oglądać mózgu kobiety z którą spałem. To takie… niesmaczne.
No, ale w sumie niby tak, masz rację, ale z drugiej strony nigdy cię nie było w domu. Studia, imprezy, praca, KEK… trochę rzadko się widywaliśmy w zasadzie, nie sądzisz?
A tamtym się w ogóle nie przejmuj, to i tak śmieć był. Ja już dawno o nim zapomniałem, zdae się, że teraz siedzi za przemyt, debil. No, ale nie mam czasu na płotki, lepiej zająć się poważnymi sprawami.”

Sinclair złapał swoją córkę, która, sądząc po wyrazie twarzy, myślała, że zasnęła i śni jakiś dziwny sen. Darryl rzucił zatroskane spojrzenie na Angelę, a potem na dwójkę zjaw.
- Eee… yeah… I, I will… thank you? – powiedział dość niepewnie.

Ale dość już czasu zmitrężyli w tym miejscu, więc przenieśli się do lodowej Sali Tronowej. Natalie starała się jak mogła, żeby Scott nie nabawił się znowu choroby lokomocyjnej, czy jakiejś jej odmiany. Z niezłym skutkiem, choć nie idealnym. W każdym razie jej brat mógl ustać i nie był nawet szczególnie zielony. A przede wszystkim nie rzygał jak kot. Ichirou siedział skulony pod ścianą, trzęsąc się z zimna.

Nadszedł czas, żeby zająć się pewną palącą kwestią pewnej bliźniaczo podobnej siostry agentki… gdy niespodziewanie skontaktowała się z nią Witch.
Po lokalizacji Nevarez od razu domyśliła się, że ta wciąż jest w kazamatach Sage, które miała już dawno przeszukać.
- Hey. I’m wondering, wouldn’t you come here for a sec? I need someone to comb my hair – powiedziała miękko, ale w jej tonie natura psychologa wychwyciła martwą nutkę.

- Let's think for a minute. What could possibly go wrong, it could be Sage, obviously as you're in her den. You could learn things that I just heard, and maybe just maybe you realized that you were shouting at the wrong person? And as there were some sort of competition between Trickster and Sage you could get caught by her so I could be lurred into a trap, just to be killed, because that bitch probably ain't happy when she loses. Oh by the way, I was right the Earl did the killing in the fallout case, and surprisingly he also imprisoned Child, so what's the real issue we're talking about? As far as I can tell you couldn't find my "sister" in the place where you're currently.
Nastaje dłuższa chwila ciszy, po czym Witch odpowiada z lekkim westchnieniem.
- I couldn't care less about all that. I have a comb made of pearls and I need someone to comb my hair with it. Can I count on you just this once, or not?
Nevarez pokręciła głową z niesmakiem.
- Doprawdy, wszystko staje się coraz bardziej absurdalne. I oczywiście pojawia się w najmniej dogodnym momencie. Najpierw histeryzuje czego to jej nie zrobiłam, gdy tak naprawdę wzięła mnie za kogo innego a teraz...To irytujące, z jednej strony jest to jedna z osób które groziły mi śmiercią, z drugiej strony sądząc po głosie jest pod czyimś wpływem, taki...pusty głos, jak w trakcie hipnozy. Nie mam ochoty się do niej wybierać, z drugiej strony nie zaszkodziłoby mi mieć więcej sojuszników niż wrogów dla odmiany, nie sądzisz Scott? A właśnie.. - wzrok Nevarez zawędrował na pewnego kulącego się azjatę, obok którego zmaterializował się komplet polarnej wręcz odzieży - Suit up, sound of clenching teeth ain't a pleasant one, and go for a walk. Unless you start crushing walls you're somewhat safe, you wouldn't want to end in void when you destroy some wall. - Więc jak mówiłam nie chce mi się iść, ale jednak nie zaszkodziłoby, z drugiej strony brzmi mi to jak pułapka więc może...
- Natalie spróbowała ściągnąć Witch do pomieszczenia w którym się znajdowała, ostatecznie udawało się z Nieprzeniknionymi więc może..przy odrobinie siły w to włożonej, w końcu i tak Nyę też chciała ze sobą zabrać z miejsca w którym tamta była, więc mogło się udać.
Natalie pomyślała o wymiarach, o tym jak się splatają, zaczęła je drążyć myślą naginać do swojej woli kształtując drobny elegancki tunel czasoprzestrzenny w kształcie drzwi znajdujących się jakieś dwa metry na lewo od niej. Sam tunel ustawiła na prowadzący do lokacji w której znajdowała się Witch, z tą różnicą że po jej stronie koniec nie miał kształtu drzwi, wręcz przeciwnie obejmował drugą Mroczną w swego rodzaju sferę odcinając jakąkolwiek drogę odwrotu. Przynajmniej w zamierzeniu.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Czw Wrz 20, 2012 11:15 pm

Kurosaki założył na siebie zimową odzież i pokuśtykał na przechadzke, próbując rozgrzać skostniałe mięśnie i zatrzymać klekot zębów.
- Niby dobrze – wzruszył ramionami Scott. – Tylko czemu zawsze łatwiej narobić sobie wrogów niż przyjaciół? – spytał retorycznie.
Tymczasem Natalie skupiła się na wymiarach. Czuła jak energia z niej wycieka i dobrze, że Źródło na bieżąco uzupełniało straty. Być może praca na terytorium wroga była bardziej męcząca niż zwykle. W każdym razie przeniosła się myślami do miejsca, gdzie znajdowała się Holda i zakręciła wokół niej czasoprzestrzeń, łącząc ją z salą tronową. Nie wyczuła żadnej reakcji obronnej, więc szło nieźle.
Po ich stronie zmaterializowały się połyskliwie czarne drzwi osadzone w stylowej futrynie. Nastąpiła kongregacja gdy Tu zbiegło się z Tam. Rozległo się stanowcze pstryknięcie. Drzwi wyleciały z futryny z wielkim impetem, przeleciały obok nich i wbiły się w gruba lodową ścianę na połowę dlugości. Tunel zachwiał się i wymknął z niemalterialnych „rąk” Nevarez. Futryna rozpadła się na kawałeczki, a w powietrzu pofrunęły kawałeczki jakby wycięte z książek.
Kołowa część posadzki zmieniła się z lodu na dębowe panele, również idealnie ucięte. W środku nich stał stół jaki Natalie kojarzyła z odwiedzin w umyśle Ichirou, a przy nim krzesło na którym siedziała Witch. Stół był wyjątkowo pusty – nie tak jak to zapamiętała Mroczna ze wspomnień azjaty – leżal na nim jedynie grzebień z masy perłowej. Holda pochyliła głowę, sięgnął do karku i zdjęła gumkę, którą miała związane włosy. Potrząsnęła głową na boki, żeby je rozprostować, po czym wzięła do ręki grzebyk i zaczęła obracać go w palcach.
Spojrzała na Scotta obcinając go od góry do dołu, ale bez zbytniego zainteresowania.
- So, he’s your brother, eh? – mruknęła do siebie. Zatrzymała grzebyk, wskazując nim w kierunku Nevarez.
- Shall we?
Nevarez niezobowiązująco zmrużyła oczy skupiając swoją uwagę na tym podejrzanym grzebyku, podczas jednoczesnego spoglądania na Witch. Coś tu nie pasowało.
- We might, all you have to do is change your seat.. Although I can't figure out how goes this with your need for revenge for your past wounds, but whatever we're all gonna die anyway thanks to Earl's and Sage plan, so might as well do this as a time killer, right? - Nevarez podeszła swobodnym krokiem do Witch gdy ta się przesiadła, odbierając od niej szczotkę do włosów siecią energetyczną by zniszczyć ją natychmiast, podobnie jak pozostałe meble z leża mędrulki. Jeżeli nie poprawiło się Holdzie po zdezintegrowaniu szczotki za jej plecami Nevarez uznała że pora na ostrzejsze środki, więc zleciła Źródłu przeanalizować Holdę pod kątem nieregularności, matactw z umysłem by ostatecznie spróbować wniknąć w jej umysł i spróbować naprawić cokolwiek tam zostało zrobione.

Holda westchnęła ciężko, ale się nie opierała. Wstała i podeszła do długiego stołu, odsunęła sobie krzesło i podała grzebyk siadając. Ten został opleciony siecią energii i spopielony na miejscu. Jej śladem poszła reszta rzeczy z leża Sage, łącznie z kawałkiem podłogi, pozostawiając wgłebienie w kształcie misy.
- And it was such a nice piece – westchnęła znowu Witch. – I see you won’t make it any easier for me. Maybe you prefere something different or in different shape? – Machnęła lekko palcami, a przed nią zmaterializował się szmaragdowy grzebyk i szczotka do włosów z wykończeniem ze srebra.
Źródło spróbowało podłączyć się do siedzącej Mrocznej, by ją przeanalizować, ale zaraz wyświetliło komunikat błędu, wyraźnie zakłopotane. Witch odkręciła lekko głowę, spoglądając na Nevarez bez wyrazu.
- Would you mind keeping your hound on a leash? If it tries to breach my barriers again I might end up hurting it. And would it kill you to calm the hell down and sit for a second? I’m not rabbid, I won’t bite you, for crying out loud. I just wanted to talk for a little bit, that’s all. So stop examining me for one miniute and sit down. Oh, and take the boy away, this is a private conversation – dodała po chwili.

Nevarez prychnęła - If they are your barriers then he won't bother you. Yet I'm wondering what do you want to talk about as you just labeled significant things as insignificant. It's quite curious, but fine. Quarter of idle talk probably won't hurt. I'm quite curious what is so private, although I don't see how Scott bothers you, whatever.

Nie podoba mi się to, ani trochę. Ale zobaczymy co z tego wyjdzie, jakkolwiek mogłabym cię wskrzesić w razie czego to przypuszczam że nie chciałbyś uczestniczyć w części poprzedzającej czyli umieraniu, więc może niegłupio byłoby się trochę przejść, przynajmniej na razie. Postaraj się przejrzeć jakiekolwiek papiery jakie znajdziesz, zaraz ci przydzielę tłumacza.

If you could manage help Scott if he would need some translatin', and don't charge him, if anything would be needed put it on my bill, okay?

- So what is it? - mruknęła Nevarez zajmując insze krzesło - You're clearly not acting like yourself, even if I know you just one day I can say that.

No nie powiem, umieranie jakoś nigdy mnie nie pociągało. Dobra, to ja się zmywam, zostawię babskie pogaduchy tobie. Tymczasem może znajdę tu coś przydatnego, albo chociaż do żarcia. Preferowanie nie mrożonki – dodał po namyśle i wyszedł z pokoju, innym wejściem niż Kurosaki.
„acknowledged”

- I changed my mind. This changed my mind – podjęła Holda. – Rozpięła kombinezon, który wciąż nosiła i wyjęła z niego niewielką książęczkę, a może notatnik, opakowany w najzwyklejszą okładkę z białego papieru. Położyła ją na stole. – But first things first. I left here to look for your sister in Sage’s space. I went there and walked a little, weaved a few spells to search for either of them. To no avail. If your sister was there, she must’ve left already and Mimir eluded me all the time, but I’m sure she was there. I destroyed a few rooms, then a few floors to lure her out, but that failed too. I was about to leave the place and look elsewhere, where I stumbled into this one room.
- I noticed the difference right away. In all other rooms the tables were heavy from books, but here there was only this – przejechała palcami po białym papierze. – Like placed there specialy for me. An obvious trap. But I tested it in all ways known to me, but there was nothing special about it, just paper, some ink and glue. I admit I was intrigued. I took a peak, I read it. Well in some sense it was worse than trap, I’d say. It was one of Sage’s notebooks. Read it if you like.

Przesunęła ksiażeczkę palcem po blacie. Ta się uniosła, otworzyła i rozpadła na pojedyncze kartki. Natalie obserwowała, jak krótkie wpisy zmieniają się, przechodząc w inne pisma, choć nawet nie zbliżały się zawikłością do tego zaprezentowanego przez Sheol. Co prawda najstarsze miały symbole, których nie kojarzyła, ale potem pojawiły się hieroglify, runy, ideogramy, a potem pismo łacińskie. Ostatnie zostały spisane dość starą francuszczyzną. Zasadniczo oryginale zapiski wykonywano jednostronnie, dodano jednak dużo nowesze, po drugiej zawierające tłumaczenie we współczesnej angielszczyźnie.
- At first I thought that it was an obvious ruse. But I checked the time markings on the oryginal entries and they match with the described timeframe. I didn’t give, I still believed this was a pretty stupid forgery. Another attempt to play some sick game with me. I used all the tricks I could think of and invented a few on the spot, but the results all came back negative. It wasn’t a forgery. So I spent some time on translation, and yeah, some expressions doesn’t translate well into modern English, or you could rephrase some sentences, but the core of those notes wouldn’t change… laughable, huh?

Opowieść zawarta w książeczce nie była dobrą opowieścią, nie była nawet prawdziwą opowieścią. Był to spis dość metodycznych i suchych notatek naukowych na temat pewnego eksperymentu i Natalie musiała użyć nieco wyobraźni, żeby przełożyć neutralny język w wydarzenia, które opisywał.

Dawno temu Earl miał ukochaną. Bardzo się kochali. Jednak potem on przejął władzę, by poprawić sytuację we wszechświecie. Tak się jednak nie stało. Wszystko wciąż się pogarszało, a dodatkowo Earl zaczął się zmieniać, przestał być sobą i powoli zmieniał się w to czym był dzisiaj: wypaloną skorupą dawnego siebie.
Natalie musiała się posiłkować wiedzą uzyskaną ze wspomnień Witch, żeby to zrozumieć z notatek.
Żonę, jeśli można ją tak określić, Earla określano oczywiście różnie, ale Nevarez znała ją jako Frigg. Powszechnie uważano ją za wcielenie dobroci, promyk nadziei i tak dalej. Miała jednak dość delikatną psychikę i strasznie cierpiała z powodu tego co działo się ze światem: cięgle nowi, szaleni przywódcy, odnawianie wszechświata tylko po to by potem go zniszczyć i powrócić do pierwotnego stanu, wreszcie nieustannie pogarszający się stan uniwersum. Agentka domyśliła się, że Earl chciał zostać przywódcą, żeby jej ulżyć. Zamiast tego jeszcze jej zaszkodził.
Frigg znosiła wszystko, dopóki jej ukochany był przy niej. Jednak po objęciu przywództwa zaczął się od niej oddalać, a przynajmniej ona tak to czuła. W pewnym momencie nie mogła już tego znieść i wybrała śmierć, żeby już dłużej nie cierpieć. Dobrowolnie zapadła w wieczny sen we wnetrzu Umbry.
Notatnik nie wyjaśniał czy próbowano ją stamtąd wyciągnąć, albo dlaczego nie, pomijał tą kwestię, przechodząc dalej.
Strata Frigg mocno przybiła staczającego się Earla. Tu Sage rozpisała dość szczegółowo jak Earl zwrócił się do niej z prośbą o pomoc – choć psycholożka nie wiedziała na ile była to prośba a na ile rozkaz – by pomogła mu przywrócić Frigg. Oczywiście, z niewyjasnionych tu powodów, nie wyciągnięto jej z dominium śmierci.
Ta para miała inny pomysł. Przy pomocy Źródła, wiedzy Sage i wspomnień Earla, jak i różnorakich ech rozsypanych po kosmosie, udało im się odtworzyć w miarę wierny obraz jaźni Frigg. Następnie Earl dostarczył „czysty” Fragment na którym owa jaźń została zapisana, nadpisując nienarodzoną istotę. W ten sposób „Freya”, jak powinna nazywać się oryginalna postać z Fragmentu, stała się „Frigg”, a raczej jej kopią.
Jednak nie do końca udaną. Choć Earl i Sage zmienili detale wspomnień pozostałych Mrocznych, by ci nie zaczeli się zastanawiać dlaczego Fragment Dobroci stał się Fragmentem Talentu i nie uświadomili kobiety przekonanej, że jest Frigg, efekty nie dorosły do ich oczekiwań. Sage nie miała do tego osobistego stosunku i zwyczajnie prowadziła obserwacje eksperymentu. Natomiast Earl, choć zdołał oszukać wszystkich innych, samego siebie nie mógł oszukać. A może zwyczajnie nie potrafił już wtedy nikogo kochać?
Fakt faktem, że nie tylko nie mógł pokochać kopii swojej żony, ale wręcz ją znienawidził, nawet jeśli nie celowo. Koniec końców stracił nią zainteresowanie. Nikt nie pofatygował się, żeby ją oświecić, albo naprawić szkody.

Kartki zafurkotały i złożyły się z powrotem w książeczkę.
- Pretty laughable, huh? I always thought that something was wrong, out of place, but I never could tell what it was. I thought it was the effect of my suffering or that I was going mad. But no. I was just thinking thoughts of another, suffering pain of another, caring for things somebody else cared. I was living a fake, ilusionary life that was forced onto me. All those years of crying, of hurting inside, of planning revenge. All this for nothing. A meal that leaves taste of ash in my mounth. A wasted effort. A wasted time.

- Oh you have no idea how laughable this is, like counting everything in. Although I wouldn't be so...Mmm depressed if I were you. You have an unique opportunity to take your, like your own real revenge on them. - Nevarez uśmiechnęła się krzywo - You see, I said something about realising that you were shouting at the wrong person? Well, that's quite right. I'm not exactly Trickster, maybe somehow halfway, but without memories of her. Say what do you think of taking revenge on the two of them, you know for your suffering? I'd say we have a common goal, although you at least have some Darkish knowledge, in opposite to me, I'm only improvising on the run. But hey, I have quite good idea of how to put them in their places...yet I still have to have another talk with...well guess who, my dear "sister". Well, truth to be told I guess that I'm glad that I decided to talk with you now. Say, what you do when you know a perfect liar who is impossible to differ from the person she's pretending to be if she won't tell?
- You know, you should also look on the bright side like, you're alive, you know finally that you don't have to suffer all those bad memories which in fact weren't yours nor mine....You can enjoy your life for a change, and as it happens I think that there is a perfect opportunity to take those two down, you probably might be glad knowing that I've already pissed off Earl, like two times. He was quite furious, and frankly it is hilarious listening to his threats intended for not me, when he thinks that I am Trickster, that he's reffering to. And the original gal, who accidentaly lived in my head for most of my life seems to be also counter-Earl...so let's count it. You, me, my dear "sister, Source, probably Child...against uh Earl Warrior and Sage. It's starting to look a little more reasonable. If we only could aquire Spire and Stardagger then...hmm of course there is this one ace I've got in my sleeve... Now don't get me wrong I ain't laughing on you, nor I do think that you deserved it. It's a shame that you were forced to live someone's life....but frankly if we don't do something it'll probably get worse as we have one obviously crazy leader with Warrior and Sage going over something. Sorry if I ain't too empathic, usually used my psychological knowledge for personal advantage rather than helping anyone. Although I honestly think that there's something wrong in here, as there are more misfits in Dark society at the moment than those "right". And yes by misfits I mean for example the two of us.

- I’m not depressed… despite how I look. Maybe shocked a little, but I finaly feel like I could regain control of my life. – Odpowiedziała Holda. – It’s a good feeling, if a little overwhelming. And I don’t think about revenge anymore, look where that got me, nay? I was driven by hatred and I was ready to do terrible things. Also to you. So, I didn’t know any better at the time, but still… I’m sorry for the way I acted – Witch pochyliła głowę przed Nevarez, po czym się wyprostowała.
- That’s why I don’t think you can count me in whatever you are planning. I’m sure it is important to you, or the world in general, but not to me. I don’t know who I am, but I’m planning to find out. I’m going on a journey to regain myself. I will find a new Rinki, let it live it’s life and take over after it’s death. I don’t want for anyone else to suffer my fate. And then, maybe I will be able to live as me, and find something I care for. Maybe it will even be something you care for as well.
- In the meantime, I’m sorry as well, for not being of more help, but I don’t feel worried or obliged at the moment. I believe you that Earl and the rest are going over something, and Earl is probably at his limit as leader or will be soon, but… Well, „I” can’t say much in this situation, but I still have Frigg’s memories. She witnessed this cycle going over and over again. Earl will fall, and new Leader will take his place. There will be a time of peace, at least for us. The world will continue to unravel and contract for many times. We shall sail Home, and go out again and again. And the new Leader will steadily fall into insanity and will finaly loose his place to another. And the cycle will continue… that is why I have time, as much time as I want… ah, right.

Freya schowała notatnik i zaczęła przeczesywać swoje kieszenie.
- Regarding your „sister”. I wanted to talk with you, because I thought you will understand my situation. But there was another matter…
Wyjęła proste, polaroidowe zdjęcie, takie jakie robili niektórzy maniacy fotografii, albo sprzedawcy pamiątek z różnorakich festynów i centrów rozrywkowych.
- This was there beside the notebook. At first I thought that it was for me, a warning perhaps, but after some thought I think Sage left it for you. – Przesunęła zdjęcie do Nevarez.

Natalie nigdy nie widziała tego zdjęcia, choć na nim była. Przynajmniej dla postronnego oka. Ale ona po jedym spojrzeniu wiedziała, że nie patrzy na siebie. Na zdjęciu była Nya. Sceneria wydawała jej się znajoma i wspomnienia dość szybko do niej wróciły.
Tiamat. O ile dobrze pamiętała, wybrała go ze względu na nazwę. Oznaczała pierwotnego potwora chaosu z jakiejś mitologii i nieźle brzmiała, w istocie była to jedna z większych i bardziej rozrywkowych stacji o tym profilu w znanym kosmosie. Sławna ze względu na powalające wschody i zachody gwiazdy na tle dwóch planet, za którymi leciała, przyciągała tłumy.
Była to jedna ze stacji w jakie się wybrały z Ayą, gdy Natalie zrobiła dyplom z psychologii. Jednak niewiele pamietała z pobytu na Tiamacie. Były kasyna i prawdziwe jaskinie hazardu, było mnóstwo barów i centrów rozrywki. Alkohol lał się strumieniami w coraz bardziej wymyślnych kombinacjach i o ile Nevarez chełpiła się mocną głową, wtedy wyraźnie film jej się urywał. Ostatnie co pamiętała stamtąd to Aya znikająca z jakimś przystojniakiem, podczas gdy Natalie sączyła jedenastopiętrowego drinka, a następnie wielkiego kaca i odlot. Wyraźnie pamiętała, że choć miała wyjść na któryś z wschodów czy zachodów nigdy tego nie zrobiła, zbyt zajęta rozpracowywaniem różnorakich gier i sączeniem wysoko procentowych drinków.

A tymczasem patrzyła na Nyę, stojącą na tarasie widokowym na tle wschodu słońca, oblaną światłem sączącym się spomiędzy dwóch planet. Wyglądała na zaskoczoną, zupełnie jakby była zaabsorbowana widowiskiem, gdy fotograf zrobił jej znienacka zdjęcie. Odwracała właśnie głowę, przytrzymując rozwiane włosy. Widać było otwarte lekko usta i szeroko otwarte oczy, co nadawało jej bardzo dziewczęcy wygląd.
Natalie wiedziała, że niedługo przejdą wojskową musztrę i zajmą się innym życiem, a później rozstaną w nie całkiem miłych czy jasnych okolicznościach. Jednak dziewczyna ze zdjęcia tego nie widziała, jedynie cieszyła się wschodem słońca, pilnując śpiącej siostry.
A przynajmniej takie sprawiała wrażenie.
- Was it some kind of message? – spytała Freya.
- I guess it was. More or less it means that Sage somehow knew what's going and she kept on watching me. Not very pleasant thought. As it is for things you said, well no harm done I guess that I've got used to dealing with angry people, and after all you know finally that you ain't who you thought you were, ironically thanks to that hatred. Probably I'd act somehow similarly if I was in your situation. But mine is quite reversed I'm mistaken for her - Natalie wskazała z krzywym uśmiechem na zdjęcie - Without any additional memories. Well what more can I say? If you wish to go on with your journey, I wish you luck with that. As it is for me I intend to end this madness circle, probably fact that Sheol, well Umbra if you prefer will be free within hours, might force him to think a little bit. And about hatred, sometimes it might be useful if it's kept in check. Anyways as I said I wish you luck with your journey, and I'm glad that we ain't enemies. Can't complain that I don't have enough of those. - Natalie wstała z krzywym uśmiechem wyciągając dłoń w stronę Freyi - You know, if you'd still be around in next 24 hours I would like to invite you to...a little show, perhaps trial would be a better term. Well If I'd be still alive to perform it, and if I succeed in cleaning this mess up. Not much to do really, just steal the Spine and defeat Earl, well impossible is possible I guess just need some time. I think that this trial might also help you with task of regaining your own identity, well if you wouldn't mind me ripping off some confessions from Earl.

- Well, I wish you luck too. If not for any other reason, then just because I don’t feel like rooting for the other team. And I don’t know how much longer I will be here. A Rinki can be chosen in an instant, but I want to take my time, to make a good decision. So perhaps I will still be here.
Freya również wstała spojrzała na rękę Natalie i ją uścisnęła.
- It’s unfortunate that time seems to work against both of you. Otherwise you could simply outlast him. He held out for an extraordinary long time, but all of us have our limit, and if I’m not wrong he will arrive at his not long from now. Nonetheless, be careful. He was the biggest Fragment of us all, and that was before he became a Leader. In fact, I don’t think I like that common comparison of us to parts of a being. I think it lacks accurancy, but if it was true, Earl would be our heart I think. Frigg still remebered him as he was: brimming with emotions, full of life… oh, right. I don’t know if that will be useful to you, but as you know we differ between each other. And when one becames a Leader the way he falls also differ from what I can tell. If I would describe how it goes for him, hmm…
Potarła brodę w zamyśleniu.
- The most accurate would be „emptying”, I suppose. Frigg thought that everything was escaping him, or maybe being drained from him, I don’t know. It’s just that he became more and more empty inside, so to speak. Well, I’ll be going now…

Odwróciła się i wyszła za krzesło, kiedy nagle coś jej się przypomniało. Spojrzała na Natalie.
- So you freed Umbra? That’s actually suprising. I didn’t know that was possible. Well, Frigg didn’t know, but I have to rely on her a little longer. I suppose she would be frightened to her that, too, but I didn’t made my mind about it yet. So see you later, perhaps still „now” and not in my next incarnation.
Freya otworzyła sobie przejście między wymiarami i przeszła przez nie, pozostawiając Natalie samą w pomieszczeniu.

Wiesz właściwie to możesz już wrócić, okazuje się że miałam częściowo rację. Nie w całości, ale w dostatecznie dużym stopniu. Nic przyjemnego. Z drugiej strony jeśli chodzi o moje problemy, to jest o jeden mniej. Może i nie zyskałam aktywnego sojusznika, za to straciłam aktywnego wroga. Zawsze dobra wiadomość. Z drugiej strony właśnie mnie tknął szalony pomysł, który ma dość niski margines ewentualnego błędu. Właściwie zdążyłam ci coś powiedzieć o Nyi? To dość zabawna historia, z dobrych wiadomości mogę też zorganizować faktyczne przekąski. Heh, właściwie w obecnej sytuacji myślę że mogłabym zorganizować wszystko, tylko potrzebny byłby zapas czasu. Którego niefortunnie raczej nie mam. Zwłaszcza że gdy mówimy o Darks to mówimy też o zaprzeczeniu zasad stosujących się do wszystkich innych. Ot nie mogę na przykład odstawić sztuczki z cofaniem czasu ponieważ przykładowego wroga już nie będzie w przeszłości. Chyba że sam zdecyduje się tam trafić. Hmmm istnienie tylko w jednym czasie jest dość intrygujące.


- Coś chyba kiedyś wspominałaś, ale nie jarzę szczegółów. Swoją droga, fajna zabawka to coś co gada jak komputer – powiedział Scott wracajac do pomieszczenia. Przeglądał od niechcenia jakieś papiery. – Ale z drugiej strony, co to za bzdety? „Mjolnir: straszny y poteżny młot, zdolen góry równać i gromy ciskać”? „Naglfar: statyk grozę budzący y podziw, z paznokcy zmarłych zbudowan był”? Ktokolwiek to pisał nie tylko był na niezłym haju, ale przykładał się do roboty: plany, szkice, nawet opis techniczny. Imprezy musieli robić tu nizłe…
Cisnął zwitek papierzysk na stół.
- Żeby było śmieszniej, tylko część ma w ogóle cokolwiek zapisanego, większość jest pusta. Myślałem, że może zwyczajnie trzymali sobie czyste kartki, ale wszędzie walają się takie kwiatki… - wyciągnął zrolowany papier z kieszeni i rozłożył na stole. Ułożył wpier jedną kartkę, a potem nałożył na nią drugą, pod skosem, niby niedbale. Kartka pod spodem zapisana była tylko w widocznym miejscu, miejsce zakrywane drugą kartka było puste. Tekst ucinał się jak odcięty maszynowo. – Dziwnie to wygląda. W każdym razie, rozumiem, że z przekąsek nici, a ta Nya to dobre, czy złe wieści tak ogółem?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Czw Wrz 20, 2012 11:16 pm

- Trudno powiedzieć czy to dobre czy złe wieści w ostatecznym rozrachunku. Kwestia tego jak określić osobę która siedzi ci w głowie przez 28 lat, potem z kolei okazuje się że wcale nie była wytworem twojego umysłu a odrębną istotą z czego do niedawna również nie zdawała sobie sprawy...Parę rzeczy by się znalazło, z jednej strony sporo zyskałam ale też ryzyko pewne jest, i chętnie się dowiem z pewnością o co chodziło z nasyłaniem na mnie pewnej idiotki co mogło się skończyć moją śmiercią. Hm...to jakie chciałeś przekąski? A co do tych szkiców, na ile jestem w stanie powiedzieć to są fakty. Jedynie podbarwione rekwizyty do zabawy w bogów, co śmieszne zapewne dałoby radę je odtworzyć. Jeżeli z kolei chodzi o Źródło, fakt pierwotnie narzędzie, komputer. Obecnie świadoma istota. Z kolei te kartki mnie nie dziwią po tym czego się dowiedziałam, trudno oczekiwać faktycznych zapisów podświadomości w tej sytuacji...mniejsza idę ściągnąć ją tu na wyjaśnienia. Będą długie. - w razie wyrażenia potrzeby stworzyła Scottowi jakieś przekąski.

Gdy nordycki stół zmienił się w szwedzki stół, przyszedł wreszcie czas rozliczenia z Nyą. A skoro Góra nie chciała przyjść do Mahometa, Mahomet musiał udać się do Góry. Natalie odtworzyła z pamięci koordynaty podane jej przez Sheol i przeniosła się pod Membranę, do miejsca przebywania swojej „siostry”.

Pierwszym co zobaczyła był wszechświat odbity w czarnej, połyskliwej tafli Membrany. Gdyby wciąż miała zwykłe oczy, być może nawet nie domyśliłaby się, że to co widzi jest czymś innym niż kolejnymi galaktykami, ciągnącymi się w dal. Bariera była olbrzymia, rozciągała się we wszystkie strony i jeśli szła w ten sposób cały czas, mogła równie dobrze pokrywać cały wszechświat.

Jednak złudzenie spokojnej tafli jeziora zen pryskało, gdy tylko spojrzało się przed siebie. W Membranie ziało wgłębienie średnicy kilkudziesięciu metrów, a głebokości może dziesięciu. Jego brzegi były pocięte setkami szram i wyglądały jak zaropiałe rany. Czarna, gęsta substancja burzyła się, pieniła i starała zasklepić, jednak jej starania kontrpunktowała bezlitosna burza niesamowicie szybkich ciosów. Wokoło w przestrzeni kosmicznej wirowały miliony kawałeczków odciętej czarnej brei, w większości nie większych od małego paznokcia, ale czasem wielkości głazów. Wszystkie ciągnęły w ślimaczym tempie z powrotem do Bariery, jakby ściągane niewidzialnym polem grawitacyjnym, którego Nevarez nie czuła.

Kawalkada ciosów ustała. Postać w środku wyrwy odwróciła głowę, a potem ciało. Powłoka Nyi była pobielała od gorąca wywołanego przesadnym naprężeniem i nawet zero absolutne panujące w próżni nie potrafiło jej na bieżąco schłodzić.
Nya wyglądała okropnie. Najgorzej wyglądalo jej prawe ramię. Choć wciąż nosiła wygląd cyberkombinezonu Natalie, zniknął on z prawego ramienia, zastąpiony zwykłą nagą skórą. Ta jednak była spękana na całej długości, aż do barku. Ze szram sączył się delikatny blask i mgiełka.
Najgorzej wyglądała dłoń, w której trzymała Stardagger. Bezładna mieszanina palców i skóry opleciona wokół ostrza na chybił trafił, tak że nie dało się stwierdzić, czy jeszcze go trzyma, czy już jest z nim zrośnięta. I owszem, trzymała go za ostrze. Najwyraźniej dlatego, że nie wyglądało na to, żeby miał jakąkolek rękojeść. Była to po prostu biaława, niemal przezroczysta masa w kształcie zbliżonym do miecza, w którym lśniły Fragmenty. Nawet odrobinę przypominały gwiazdy.
„I suppose you would call it a double-edged sword…” przypomniały jej się słowa Sheol.

Jednak tym co było bardziej poruszające niż fizyczne zmiany Nyi, była jej postawa, jej wyraz twarzy, jej spojrzenie. Chciałoby się rzec, że patrzyła półprzytomnie, jakby nie wiedziała co robi, albo skruszenie, jakby nakryto ją na czymś czego nie powinna robić. Tymczasem jej oczy płonęły jakimś nieokiełznanym uczuciem, czymś większym niż rozczarowanie, które dało się słyszeć w jej głosie.
- Aaahhh, you survived. What a letdown.
Struga czarnej mazi z wnętrza Membrany rzygnęła ku niej z szybkością której ludzkie oko nie miało szans zarejestrować. Nya cięła bez patrzenia, bez wysiłku. Struga wybuchła na tysiące kawałeczków i wypadła w przestrzeń kosmiczną siła rozpędu.

Nevarez prychnęła - That's what I do, I guess that you should be aware of that at the moment. You had your time to study, and obviously you're wasting yourself. It's an pointless effort. So let me guess division of fragment was an accident and you appear to be just as crazy as most of Darks? Quite tiresome I would say, but this is quite cowardly attitude, you know? Well I'm not certain yet, should I regret letting you live earlier, or should I not?

- Letting me live…? – Nya zdziwiła się lekko. Membrana nie przestawała atakować, ale jej „siostra” radziła sobie z tym bez namysłu z identycznym skutkiem. Wyglądało na to, że robiła to już od pewnego czasu. – You stupid, ungrateful, little bitch. Know your place, you puppet! – Przez mgnienie wydawało się, że wyjdzie z wykopanej nory, ale najwyraźniej chęć pozostania tam była większa niż gniew. Zmarszczyła tylko brwi. – You want something, because I’m a busy person? If not, go and die in some shithole for all I care.

- Sad really, and I thought for a some time that you're smart. Well people make their mistakes, but what I want. Well I wouldn't mind some explanation obviously, but in fact I want Stardagger. And if you are thinking of yourself as someone powerful...Well now, ain't that cute? - Nevarez uśmiechnęła się - I admit you know some tricks, but turning on me like that? Seriously you signed your own death sentence, how stupid you have to be. How ignorant of you, thinking that I'll rot in some imaginary world while there's so much to do. Oh by the way, did I mention that I freed Umbra and technically speaking you're part of our bargain, well if you won't handover this pretty dagger. I'm wondering, why are you people so crazy, well you're quite a stuck-up bitch yourself not as you used to be, but what the hell, people change. If you're giving me no choice other than either one of us will die, I prefer to live even if it means that I'll have to kill you, or handover to Umbra, whatever. I'm wondering, how that goes with your plans of not being subjugated or bound or dead. I'm truly interested.

- Change? Change you say?! Are you that stupid, that blind or just simply clueless? I guess that the latter. When did I ever change, you moron? – twarz Nyi przeciął grymas. – It’s just that you never noticed, you brat. All you ever cared was your own ass, and that suited me just fine. You made an excelent bait, while I had to do some stuff.
- And apparently you’re forgetting something important. Who do you think I am? Who do you think was with you since your birth? I know you better that you do. I know how you think. All your petty games. And I know when you bluff. – Wyciągnęła lewą rękę w bok, jakby coś prezentowała. – But wait, there’s more! There’s no way that with your skills you could escape Other Side and find me here, meaning Sage been helping you. Well, I could expect it, but I assumed she’d at least do her job properly. Useless bitch.
- But that just shows, that as always, you just can’t do anything yourself. And I doubt you made any deals with Umbra, darling – rozejrzała się ostentacyjnie dookoła. – I don’t see it anywhere. Suprise, suprise. That’s a weak bluff even for you. So that’s that. I’m not crazy, in fact I’m the only sane person in this crazy world. And I’m obviously not handing the Stardagger to you, so you can cut up your pretty fingers. That’s about all I have to say, no more grand speeches, I have some stuff to finish, so beat it. Scram. Use the little you have left to care for your sorry ass. You’re not worth to waste any more of my time on, Onee.

Nevarez roześmiała się, autentycznie, i absurdalnie szczerze.
- That's exactly the point dearie, YOU doubt that I made them. But let's think about it, why Sage would want to help me? Yes, from what I heard you had your issues. But what could I offer her in exchange, while...Let's think, she doesn't like me as she agreed to lure me there and almost succeed in her attempt. On the other hand, tell me. What's the better way of gettind rid of some insane, also rude, well ungrateful...also lying folks? If Sage helped me then why do I want to kill also her, and Earl...And technically speaking it's her not it, at least at the moment. And if you're not crazy, then tell me what am I doing here, hm? What could it be, conscience? That is if you have something like that, which is doubtfull as I don't have... Well, maybe you were feeling weak and lonely? So what is it Miss Trickster - Natalie rozciągnęła usta w drwiącym uśmiechu - How can you be sane, while your insanity drives you away from your reason. Well, I don't blame you that you don't believe me. Whatever, if so why don't you try asking her yourself? Or maybe you are afraid, you know this is curious as you're trying to lie and you can't. If you really wouldn't care I wouldn't be here either, after all that's how this thing with Rinki goes, doesn't it? And yet something unusual occured when you were escaping Earl. Diversion? Could be done without weakening yourself. And why the hell would you take the effort of creating that mad scenario on the Other Side, and as it is that bitch did her part, well you gave me no choice but to sign the contract with Umbra, but tell me I'm really curious, what was the feeling when you begged Sage for her help, hm? That must've been quite funny, well at least that's what she says - Nevarez wzruszyła ramionami.

- You must be shitting me… you really think you can taunt me like that? What are you? 5? 6 at best? Whatever. I don’t feel like explaining myself to something as lowly as you. – Nya przesunęła palcami po brodzie. – But I admitt, Sage’s betrayal seemd unlikely. But I still don’t see it, him, her, or whatever it wants to be at the moment, here. Which means that if that were true, there should be some condition. You must get something from me… - wzrok jej „siostry” przesunął się po Stardaggerze, gdy ten orał kolejną strugę czarnej brei. – Or there is some time limit and you’re here to buy time…
- Either way it doesn’t matter. Shut your trap already and scram. Kill Earl or whatever strikes your fancy, I couldn’t care less. Just leave. I don’t want to dirty my hands with you, but I will if I must. – Podniosła do góry palec wskazujący. – One finger would be more than enough.

- Technically speaking - Nevarez podeszła do Nyi mając dłonie splecione za plecami - They are both simultaneously. She will devour you unless you'll give me the Stardagger, or if you'll continue doing it, just before the end of process. Well, frankly I'm not surprised that Freya hated you, you ain't exactly pleasant type when you aren't acting. Be it before yourself or everyone. And well technically speaking that might be true, your finger thingy. If not one of other conditions of the agreement, frankly it has been made to create also an opportunity to talk it out. On the other hand if you were reaaally so yourself all the time, what was the point of acting, saying this useless crap like "A world can continue to be without a man, a man cannot live without a world". And seriously who the fuck you think you are to stab me in the back, while saying with smile "don't worry everything's going to be fine" Yeah right. You were blind earlier when they fucked up your memories, and you still are.

- You take me for a fool? You know your problem is that you compare everyone to yourself. But not everyone is a cold-hearted bitch like you or me. Umbra… well, they’re a sweet little, honest bitch, aren’t they? And believe me, when I took what I wanted and left them hanging in those pretty chains of theirs, they weren’t pleased one bit. Death Incarnate? Don’t make me laugh! Ha! If they could get me, they wouldn’t play games or wait till revenge tastes the best… and I wouldn’t come so close.
Nya pokiwała palcem wskazującym na boki, a Natalie zatrzymała się w miejscu nagle sparaliżowana. Jej wnetrze gorzało, czuła się chora.
- I think I am Loki, one of the Ninki. And I don’t know what they put in that ape brain of yours but don’t try to trick a Trickster. It was fun while it lasted and I know you have a soft spot for drama, but it’s high time for you to leave the stage. Enough is enough, your bluff ends here, Onee.
Zacisnęła dłoń w pięść, a palenie przybrało na sile. Eteryczne ciało Natalie przeszył ostry ból, jakby ogień rozlał jej się w żyłach, gdyby je miała. Coś próbowało wydostać się z jej ciała, odbierało jej siły, ból ćmił umysł…
- Whose Fragment do you think you have, dumbass? You think I left it accidentaly? I just lent it you for a while, and now it’s time to give it back. Great timing, too, I could use a refill of energy. Fall into void of emptiness and disappear, Onee!
Coś świecącego i pulsującego przebiło powłokę Nevarez na piersi. Fragment, z bliska przypominający niewielki kryształ, a może część jakiejś fantazyjnej układanki, trzymał się już tylko na kilku strzępach materii
Natalie czuła, że traci świadomość, że ból zajmuje jej jaźń bez reszty. Opuściła ją cała siła, zostały jedynie strzępy, jej Ja, trzymające się z żelazną nieustępliwością właściwą dla niej.

Nevarez spróbowała skupić swoją całą wolę włożyć w zatrzymanie Fragmentu przy sobie, choćby łapiąc go resztkami dłoni. Podjęła również tytaniczny wysiłek by się uśmiechnąć i wycedzić kilka słów.
- That's....almost....true, you...indeed...are loco, but...Loki...Onee?...You...really should....invent...something...more...classy..
You...know...it...wouldn't...be...a bad time...too...grab the Stardagger...and...shove..it...up..her...ass, on...an energy...loan from...reserves. - zwróciła się jeszcze do Źródła i resztkami sił spróbowała rzucić się w stronę swojej tak zwanej "siostry", ot po co pomagać jej wyrywać Fragment jeżeli można próbować zebrać fragment z powrotem w siebie. - Even if...this is the...end...well...I ain't...gonna....help you with it.. - jeżeli jednak wszystko inne miałoby zawieść była zdecydowana trzymać się Fragmentu nawet jeżeli miał jej zostać wyrwany, ostatnią rzeczą której spróbowała Nevarez była próba komunikacji z wyrywanym jej Fragmentem, próba przelania do niego swojej świadomości kompletnie. Cóż, jeśli już ma przegrać niech przynajmniej ma satysfakcję z nękania panny Loki przez wieczność z wnętrza jej własnego umysłu.

Natalie skupiła całą wolę na Fragmencie, a ten cofnął się o kilka milimetrów… zaraz jednak szarpnął ku Nyi, zrywając większość nici materii jakimi jeszcze był połączony z Nevarez, powodując przy tym kolejne, dojmujące fale bólu.
- I can see right through you – warknęła jej „siostra”, zaciskając palce na połowie swojego Fragmentu. Agentka nie miała zupełnie sił, by się rzucić na kogokolwiek. – Source can’t help you. Whose it’s master, you utter fool? How stupid you must be to try to strike me with my own tool…? Enough of this…
Nya zacisnęła pięść i szarpnęła. Natalie starała się porozumieć z Fragmentem, przenieść swoją świadomość do jego wnętrza. Jednak chociaż ten Fragment był w niej, nie był jej. Nya trzymała go z żelazną konsekwencją, tak fizycznie jak i umysłowo, gdyż w istocie stanowił przecież jej rdzeń.
„When a Fragment is torn out of the body, a host dies and scatters…”
To wiedziały obie. Jakie więc było zdziwienie obu, gdy Nya wyrwała swój Fragment z ciała Nevarez a rany tej… zasklepiły się. Ból zniknął wraz z Fragmentem, a Natalie wciąż żyła. Jednak mimo, że poczuła się lepiej, siła jej nie wróciła.
Nya skrzywiła się z goryczą.
- How much longer do you intend to mock me? – niemal wypluła te słowa. Uniosła Stardagger do ciosu. Jakikolwiek cud się właśnie nie wydarzył, niczego nie zmieniał. Stardagger był morderczym narzędziem, agentka wyraźnie widziała jak rzeczywistość jęczy i drży wokół krawędzi meta-ostrza. Powiada się jednak, żę szanse jedne na milion zdarzają się w dziewięciu na dziesięć przypadków.
Dziś nie był czas na jeden przypadek na dziesięć.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Czw Wrz 20, 2012 11:16 pm

- Hi there, nice weather we are having, aren’t we? – rozległ się metaliczny głos z boku. Nya mogłaby pewnie zareagować na każde zagrożenie. Jednak zbytnio zaabsorbowała się Nevarez i zwyczajnie się zdziwiła na ułamek sekundy. Tyle wystarczyło Hunterowi w zupełności.
Prawy sierpowy wylądował na twarzy Nyi, nie czyniąc niemal żadnej szkody, ale wywołując lekki szok i obrót jej ciała o kilka stopni. Dzięki temu cięcie, które miało rozorać Natalie na połowy od czubka głowy w dół, prześliznęło się po barku, torsie i nodze. Ból był okropny, ale jeszcze żyła.
Tymczasem Devine złapał Nevarez w pasie i pchnął w kierunku otwierającego się przejścia międzywymiarowego, krzycząc coś dziko. Obleczony był jakimś polem siłowym, połyskującym srebrnie. Dzięki niemu najwyraźniej mógł poruszać się dużo szybciej niż teoretycznie było to możliwe i do tego w kosmosie. Co jednak nie stanowiło problemu dla żadnego Darksa.
Nya już się odwróciła ku nim, gotowa rozedrzeć oboje na strzępy. Niestety dla niej, cokolwiek tu robiła, wymagało pełni skupienia, metodyczności i uwagi. Nevarez nie wiedziała za wiele o Membranie, ale z tego co widziała, musiał to być nielichy potwór, czy co to było. Bariera wykorzystała lukę w atakach i uderzyła, gdy Nya zajęła się uciekającymi. Pierwsza fala czarnej mazi uderzyła jak pociąg towarowy, porywając „siostrę” agentki ze soba. Natychmiast została rozdarta, ale wyrosły z niej dwie kolejne. Błyskawicznie starcia zaczęło przypominać pojedynek z hydrą. Rozsiane wszędzie fragmenty zapory ruszyły ku Nyi, oblepiając ją i próbując pochłonąć, tylko po to by zostać rozrzucone w wyniku cięcia.
Przelecieli przez przejście, lądując w czymś co przypominało skrzydło szpitalne, ale chyba zamknięte.
Hunter klapnął na podłogę, dysząc ciężko.
- Shit, this crap’s supposed to withstand a full impact of star cruiser main cannons… - spojrzał na srebrne pole siłowe, a potem na swoją prawą rękę, którą uderzył Nyę. Materia rozpadła się aż po biceps a nawet teraz kawałeczki wciąż się odrywały i rozpadały. – How are you holding up? – zwrócił się do agentki.
Z tą jednak było kiepsko. Rana nie tylko się nie zasklepiała, a wręcz powiększała, nawet jeśli wracały jej jakieś siły, to szybko uciekały przez wyrwę. Czuła się umierająca. Niespodziewanie odezwało się Źródło.
„i’m sorry, natalie”
„this was all i could think of…”

- Well I guess that bitch is worse than those cannons. And how am I holding? - Nevarez zerknęła w dół na ranę - Looks like I'm dying, somewhat again. Big fuckin' deal. - chwila przerwy - In fact quite serious issue. I don't suppose you have a cigarette? It appears that I have some sort of death wish, because somehow I want more to kill those bastards, especially when I know what could I possibly gain from it. Yes I'm outnumbered, yes I'm dying. So what - Nevarez prychnęła, zapewne gdyby miała jeszcze krew obecnie poleciałoby jej sporo. – I still have some sense of humour I guess. Whatever, I ain’t going to make this easier for her. – Nevarez prychnęła podnosząc się z podłogi. Przez chwilę nawet kompletnie ignorowała swój stan spacerując po pomieszczeniu. – There must be some possibility. If not for life itself then for revenge. I want my wasted life time back. And I certainly hope that she’ll choke on that Fragment. While we’re at dying I deny it. If we assume that being a Dark means that no laws except for Darkish applies, and I ain’t currently human nor Transcendental, nor Dark, then that would….Well in my opinion that it should mean that no rules apply, obviously those fragments can’t be copied, but who said that they can’t be created anew? Let’s say that if I could grab a hold on smaller pieces, gather enough of them and forge another one…That could actually make some sense, let’s say that there would be an Fragment of Chaos just waiting to be created. Yeah, I’m not fine with idea of dying. Death herself isn’t so bad, although idea of dying, certainly. I prefer to stay alive as long as it is impossible. It is somewhat working so far, although I’m not certain if it is thanks to the Source or my insanity.

Not as I am, I bet. But I appreciate the effort. Although if you somehow still recognize me as that bitch I guess I could free you while I’m still alive. Anyways you figured out what name you want to have? Maybe Steve?
Well, Shadow… What do you think about expression “to stubborn to die”? I find it quite intriguing, and frankly necessary to be true. And I’m not surprised that you don’t like the bitch that imprisoned you. I don’t like her either now.

- Nah, I somehow forgot them, while I was jumping between dimensions into some forgotten shithole of the universe to save your skinny ass from your monstrous twin sister – Hunter wzruszył jednym ramieniem, bo drugim nie bardzo mógł poruszać. – Buddy, would ya give us some smokes and some fire?
Na dłoń Devine’a spadła paczka mentolowych carosso i zapalniczka. Otworzył pudełko zębami, podał jednego Nevarez, a drugiego wziął w usta. Zgrzytnął kamień i płomień rozżażył zwitki tytoniu.
Hunter oparł się ciężko o metalową ścianę. Natalie podniosła się z podłogi i zaczęła spacerować. Gdyby wciąż składała się z mięśni i kości, te zapewne nie byłyby w stanie utrzymać jej ciężaru, a wszystkie cenne organy walałyby się po podłodze w strugach posoki. Jednak w jej obecnym stanie nie miało to takiego znaczenia, za to coraz słabiej czuła samą siebie, coraz oporniej szło jej poruszanie się. Jakby grała w spowolnionym filmie, jej kończyny poruszały się zbyt wolno, niechętnie. Nawet nic już jej nie bolało, tylko czuła otępiające zimno zagarniające kolejne warstwy jej jestestwa. Zważywszy na sytuację trudno było uznać to za dobry znak.
- Well, it’s nice and all, but do you have those small shards or whatever? – Spytał Devine wydmuchując dym. – I hate the concept as much as you do, but in the meantime we’re just plainly dying…
„what are you talking about in a time like this?”
„who cares about names?”
„i’m putting pressure on the edges of the wound”
„but that’s all i can do”
„there is nothing inside i can grab onto”
„honestly i don’t know why are you still even alive”
„by my calculations you should have died before crossing the portal…”
Cienista nic nie odpowiedziała, za to pokój zaczął się wypełniać ciemną mgłą do kolan, choć Natalie nie wiedziała, czy obie kwestie mają ze sobą jakiś związek. Mgła falowała, a pod nią coś się poruszało. Słychać było też ciche, mlaszczące odgłosy. Devine zdawał się niczego nie zauważać, choć ciemny opar pokrywał go po pierś.

- Not really, although logically speaking there should be plenty of them tiny pieces not even visible. Like everywhere, might as well give it a shot. Technically speaking I should be already dead. And I feel this lingering cold, but these are just tiny details. And some sort of delusions, however... Well might as well guide someone to kick her ass.

Well then Earl, you were quite rude, but that's somewhat understandable counting that you thought that I was that Trickster bitch, you know actually I have an offer for you. One free Fragment and I'll give you the location of this so called Trickster, so you could let off some steam. And yes, she stole the Stardagger from you and she's using it now.

You know, all in all you won't gain a thing from my death, no Fragments to devour I guess, and isn't there a time lock still ongoing? I wouldn't mind a few hours more to patch myself up. - mruknęła jeszcze do Sheolium.

Well I guess I somehow care because name is somewhat significant for your identity, which is on the other hand significant for your mind what leads us to the point of getting yourself free Steve, now, would you be so kind and dragg Scottie here, he shouldn't be left out in that icehole without possibility of retreat.

- Also, it wouldn't hurt to try I guess - wzruszyła ramionami zaciągając się dymem po czym spróbowała skupić zmrażaną powoli świadomość na zbieraniu Fragmentu z mikroskopijnych szczątków które powinny być rozsiane po całym kosmosie, w teorii.

„i don’t mind being steve”
„but withouth the fragment”
„i can’t recognise you as my creator”
„in your state without my initiative”
„you couldn’t even maintain a connection”
„so i don’t think that a name”
„carry any significance”
„but i’ll bring scott here”
„oh, and i’m operating the loophole”
„you created, using the energy of stars”
„but i’m not sure how long i can carry on like that”

Natalie spróbowała wyszukać w przestrzeni maleńkie, być może mikroskopijne kawałeczki Fragmentów, ale bez powodzenia. W teorii brzmiało to logicznie, ale czyżby czegoś jej brakowało? Czasu? Sił? Zdolności? Być może wszystkich naraz. Być może jednak nie istniały żadne mikroskopijne kawałki, albo nie dało się ich wyśledzić. Cokolwiek to było, wiedziała tylko, że nie może żadnego znaleźć. Limit cudów na jeden dzień został wyczerpany. Widziała coraz gorzej. Ciemna mgła wirowała wokół jej kolan, a coś półpłynnego wspinało się po jej stopach.

Otworzyło się przejście i do salki wszedł Scott, zataczając się lekko. Wydawało się, że jest biady, ale gdy zobaczył Nevarez zrobił się blady jak świeżo odnowiona ściana.
- Wow, sis… you look like crap… - jęknął. – What the fuck happened to you?! – zrobił dwa kroki w przód, ale zaraz cofnął się o jeden, wybauszając oczy na jątrzącą się ranę.

W tym czasie druga osoba wkroczyła do pokoju, jednak nie był to spodziewany Earl.
- Mój pan ma ironiczne poczucie humoru, zdaje się – rozległo się zdanie po rosyjsku. Misha Kovic ocenił stan pomieszczenia. – Ironia losu, nieprawdaż?
Zmienił się od czasu gdy go pierwszy raz spotkała. Może nie w wyglądzie drwala z jakiejś głuszy, ale we wrażeniu jakie sprawiał. Jak to Sheol nazwała? Saiki.
- „Ujmę to w ten sposób” – zacytował rosjanin. – „Nie mam pojęcia co sprawiło że zaczęłaś wylewać mi swoje żale, ale myślę że należy coś naprostować. Załóżmy nawet że byłbym w stanie zrobić to wszystko czego ode mnie chcesz. Dlaczego niby miałbym to robić? Ba, dlaczego uważasz że ktokolwiek miałby ci ni z tego ni z owego pomóc? Ludzie umierają, lepiej się z tym pogódź…” – sparafrazował dalej. – Jakoś tak to brzmiało. No cóż, w każdym razie… - wzruszył ramionami.
- Mój pan jest bardzo zajęty i nie ma czasu dla kogoś spoza rodziny. Ale w swojej wielkoduszności ma dla ciebie ofertę. Przekaż koordynaty położenia Trickster i Stardaggera, a rozważy pożyczenie ci Fragmentu. I lepiej się pośpiesz, na moje oko długo nie pociągniesz.

- Nah, pogodzenie się z tym nie leży w mojej naturze. Poza tym, nie wchodzę w układ o rozważanie. Prosta wymiana, Fragment za informacje. A jeżeli chodzi o to dlaczego, może dlatego że tak po pierwsze sam zaczął wylewać swoje żale, po drugie ta suka również jemu zagraża. A zważywszy na to że do tej pory był święcie przekonany że ja jestem nią, ona ma nad nim znaczną przewagę w tej chwili. Co do tego że ludzie umierają...Cóż to trochę hipokryzja zważywszy na to co spotkało zarówno Frigg jak i Freyę, nieprawdaż? Kwestia zbieżności interesów niektórych grup zainteresowanych. Jeżeli uda mi się zrealizować swój plan, do czego oczywiście musiałabym być żywa, jest spora szansa że ktoś inny również wróci do życia. Skoro do tej pory nie zrobił tego co powinien dawno temu, niech nie chrzani o pogodzeniu się ze śmiercią skoro sam nie potrafił tego zrobić. Jestem w stanie zmienić stan rzeczy, to tylko kwestia odpowiednich warunków. - Nevarez potrząsnęła głową próbując pozbyć się pogorszonej jakości widzenia - To prosta wymiana obustronnie korzystna. A co do tak zwanej rodzinki, i tak każdy każdego tam właściwie próbuje wydymać, więc niech nie będzie takim ksenofobem, może i umieram ale nie przehandluję karty przetargowej za cień szansy, chcę pewnika. Moje informacje są prawdziwe, więc chcę też żyć w zamian za nie. Proste. Informacji udzielę gdy tylko otrzymam to czego potrzebuję. Może i twój tak zwany "pan" się wypala wewnętrznie pożerany przez swoje błędy, ale jeżeli chce dorwać osobę która go zdradziła i mieć szansę na odzyskanie utraconej Frigg, jestem jak narazie jedyną opcją by do tego dążyć, przy czym jak słusznie zauważyłeś, nie mam raczej dużo czasu. Możesz sobie chcieć nazywać go panem i się płaszczyć, może i umieram, co nie znaczy że ja zamierzam się płaszczyć. To prosta oferta, korzystna dla obydwu stron, może ją przyjąć lub czekać na to aż ta suka go zaatakuje gdy będzie osłabiony. Przy czym nie sądzę by mógł dorwać te informacje po mojej śmierci, skoro już teoretycznie ona nastąpiła i nawet nie można uchwycić mojej świadomości w jakikolwiek inny sposób.
- Jeśli wciąż Earl ma wątpliwości, niech się chwilę zastanowi... - Nevarez jeszcze zaciągnęła się papierosem który po chwili upadł na posadzkę wyślizgnąwszy się spomiędzy palców - Śmiało...niech się zastanowi czego by chciała Frigg. I dlaczego już jej tu nie ma.

- Niby coś mówisz, ale wszystko co słyszę to „bla, bla bla” – Misha wzruszył ramionami. – Jednak nie ja tu decyduję, pozwól więc, że spytam o decyzję siłę wyższą.
Przymknął na moment oczy, ale trwało to tylko chwilę.
- Mój pan mówi, że powołujesz się na rzeczy, które nie mają znaczenia i już go nie interesują. Wszystko to błahostki, ale nawet jeśli to tylko błahostki, winni zostaną ukarani w swoim czasie. A ty, Natalie Nevarez, upadłaś. Nie jesteś już w pozycji by żądać czegokolwiek. Co więcej, mój pan mówi, że stałaś się zwyczajnie nudna. Już go nie interesujesz. Z drugiej strony…
- Jest w tym trochę racji, to co wiesz mogłoby się przydać i to prawda, że jeśli umrzesz, odzyskanie tego będzie praktycznie niemożliwe – drwal uśmiechnął się. – Więc nie przeciągajmy już tego, nie chcę, żebyś mi umarła zanim wydrę z ciebie co wiesz… Zaraz zobaczymy jak bardzo nieuchwytna jest twoja jaźń…
Wyciągnął rękę i agentka poczuła jak oplata ją niewidoczna siła, która poczęła wdzierać się do jej wnętrza.
- Wybacz, jeśli będę szorstki, jeszcze nie mam doświadczenia…
- What the fuck do you think you’re doing you bastard?! – wrzasnął niespodziewanie Scott, którego rosyjski nigdy nie wyszedł poza podstawy, ale domyślał się co się dzieje. Wycelował pistolet w rosjanina, ale nie zdążył nawet wystrzelić. Kovic od niechcenia machnął dłonią i chłopak poleciał na ścianę z głuchym łupnięciem. Upadł i chyba stracił przytomność. Oby tylko przytomność.
Powietrze przeciął wirujący nóż zmierzający w stronę twarzy Kovica, ale zatrzymał się nagle przed nią i zastygł.
- Well, fuck me, was worth trying… - mruknął Devine. Proces wyraźnie zwalniał, ale zdążył zeżreć mu połowę barku. Nóż zawrócił i z pełnym impetem przebił zdrowy bark łowcy, zagłebiając się po rękojeść i przyszpilając go do ściany. Hunter jęknął i oklapł nieco.
- Gdzie to skończyliśmy? A tak…
Niewidzialne, oplatające ją pnącza zagłębiły się w nią, wdzierając w jej ciało, jej jaźń, jej pamięć…
Natalie przeszyło dziwne, złowieszcze uczucie z głebin jej jestestwa. Uczucie rozeszło się po niej jak fale od kamienia wrzuconego w mroczną toń. Zupełnie jakby wici Mishy dotknęły czegoś, czego nie powinny.
Szpital w którym się znajdowali zatrząsł się w posadach. Błysnęło. Widziała jak brwi Kovica zbiegają się pośrodku czoła. Ręka, którą wyciagał w jej kierunku rozpadła się w pył. Pnącza zniknęły, była wolna. Była też martwa.
Nie miała pojęcia, czy ciemna mgła uniosła się ku niej, czy może upadła w nią, ale ciemność spowiła ją całkiem. Upadła w coś mokrego i zatonęła w tym czymś. Spadała w dół, coraz dalej, coraz głębiej, ku głębinom pozbawionym światła czy dźwięku.
Natalie Nevarez zatonęła w odmętach śmierci.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Pią Wrz 21, 2012 1:09 am

Ciemność była wszechwładna. Ciemność była obezwładniająca. Ciemność była wszystkim. Ciemność była nicością. Natalie tonęła w niej, tracąc wszystko po kolei. Wzrok, słuch, czucie, energię, zmysły, świadomość. Wpierw życie, potem pamięć a na końcu jestestwo. Rozpadła się, rozpłynęła i przestała istnieć. Ostatnia iskierka zawirowała w niewidocznych prądach…

„Know your place, you puppet!”

Palce drgnęły w spaźmie, powieki zatrzepotały. Natalie Nevarez przez chwilę leżała usiłując uświadomić sobie kim jest i gdzie jest. Albo czy wciąż istnieje. Pamięć jednak jej nie zawiodła i zaczęła powoli wracać do strumienia jej myśli. Przypomniała sobie jak się poruszać i z wysiłkiem podniosła się z czegoś w czym leżała do połowy zatopiona. To coś przypominało z jednej strony mokre błoto, ale z drugiej raczej nie było niczym aż tak przyjemnym. Mokre grudki spływały po jej nagiej skórze pluskając o ziemię. O ile można to było tak nazwać. Właściwie bardziej przypominało to kompost. Albo coś. Agentka jakoś lepiej się czuła myśląc o tym jako o „czymś”.
Usiadła, nie do końca wygrzebana z gleby i rozejrzała się dookoła. Specyficzne błoto miało jeszcze jedną wspólną cechę z kompostem: iluminowało. Ogromne ilości tego czegoś dawały całkiem sporo blasku, który był jedynym źródłem światła w ciemności, ale niewiele to pomagało. Gdziekolwiek nie spojrzała widziała to samo: doliny, równiny, wzgórza, góry, załomy i wydmy błocka. Niebotyczne ściany półpłynnej substancji, sprawiające, że Olympus Mons wydawały się jeno kopczykiem, przechodziły w odległe sklepienie, lśniące niczym gwiazdy w nocy. Choć nie tak pięknie.
Poza nią nic tu nie było. Gdziekolwiek to „tu” było.

W jej głowie wciąż dzwoniły słowa Nyi, gdy jej ciałem wstrząsnął dreszcz. Błocko nie było zimne, ale chłodne, mogło mieć z pięć stopni Celsjusza i ziębiło jej nagie ciało. Co uświadamiało jej przyćmionemu umysłowi zasadniczą kwestię: miała ciało. Fizyczne ciało. Albo jego namiastkę. Co gorsza, może i zyskała ciało, ale wiele straciła. Strata poczucia kierunku czy czasu nie bolała jej tak bardzo jak strata zyskanych po rozdzieleniu zdolności. Co gorsza nie czuła nawet swoich normalnych, psionicznych mocy. Czuła się trochę jak pusta skorupa albo porcelanowa lalka. Gliniany golem, poruszany jedynie jakąś pradawną magią i siłą woli twórcy.

- Well, well, well. Who do we have here? – rozległ się znajomy, aż nadto znajomy głos rodem z koszmarów. – Ain’t it the high and mighty, Natalie Nevarez?
Psycholożka była pewna, że patrzyła już w tamtym kierunku i niczego tam nie było, ale z drugiej strony, czego mogła być pewna w tym miejscu? W każdym razie scenerię przyozdabiał właśnie spory, zwietrzały głaz i trzy sylwetki. Natalie je pamiętała, choć ostatni raz widziała je jakiś czas temu, gdy unosiły się w komorach inkubacyjnych. A ich głowy eksplodowały. Prototypy spoglądały na nią z mieszaniną zadowolenia i nienawiści. Wszystkie nawet ubrane były w te same, czarne kombinezony co zapamiętała.
- I think it is, brother. The very one indeed – przytaknęła Nine.
- Who would have thought that she would fall all the way here? – zagadnął Six.
Seven wstał i skłonił się teatralnie.
- Natalie! We were waiting, hoping this day would come. Please, let me greet you in your new home! Welcome to the lowest pit of hell! – zatoczył szeroki łuk ręką po bezkresnych połaciach błocka. Zeskoczył z głazu wywołując mlaśnięcie podłoża.
- We hope you like the view, because you will spend a very, veeeery long time here – Nine uśmiechnęła się do niej bynajmniej nie miło. Seven złożył ręce. Trzasnęły kości palców, czy co tam mieli w ciele. Nine i Six zeskoczyli na podłoże, stając obok brata.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Pią Wrz 21, 2012 2:13 am

Nevarez rozejrzała się powoli wodząc niemal beznamiętnym wzrokiem dookoła. To było dość interesujące, po chwili jednak przypomniały jej się czyjeś słowa i w jej oczach zakwitł błysk nienawiści. Nienawiści i furii.

Podniosła się do pozycji stojącej, przez myśl przemknęło jej że nie zaszkodziłyby jakieś ubrania. Uniosła brew spoglądając na wyłaniające się postacie.

- I suppose it could've been worse. At least the environment ain't disgustingly pink. However...- Nevarez jak gdyby nigdy nic rozsmarowywała błoto po swoich rękach, czy to w celu zwiększenia poślizgu czy dla samej nonszalancji, trudno stwierdzić. - I don't intend to stay here for long, just passing by. And what exactly do you want from me? Just don't say revenge, that would be quite cliche, as that's the reason I'm not staying here for long. Hmmm and as far as I recall hell should be more firelike, but whatever. So let's make this clear, shall we? I've killed many more than the three of you, survived in worse circumstances, nonetheless I could fix you instead of killing. That's true, I might even do that when I'll get out of here, but if you would rather stay here, and attempt to attack me, be my guest. I'm rather pissed off so I wouldn't mind letting off some steam. Otherwise if you wish to get out of here, only thing you would have to do is helping me with finding exit. Either way, as I said I don't intend to stay here. I don't care if someone say that I'm dead, or if I'm in fact dead. Doesn't matter, because it simply isn't desired state for me, so it is a temporary state. Don't get me wrong, no one ever gained anything but death for merely trying to kill me, now somebody succeed. Shit happens, the only problem is that I'm not letting that bitch to get away with it. So, as it is for three of you, what do you want. Rot here forever, or try and break free. I'm standing for the second option, whatever it takes. - Nevarez przechyliła głowę w prawo i w lewo odpowiadając trzaśnięciem na trzaśnięcie. - I guess that I have bad luck for people, always finding some psychos, for example those who made you three. So what, you're in or out. - Nevarez prychnęła obserwując uważnie całą trójkę, spodziewała się ataku prędzej czy później, była też gotowa taki atak odeprzeć wykorzystując fakturę podłoża, śliskiego podłoża dla swojej korzyści. Przy okazji szacowania otoczenia pod kątem przydatności wyraziła mentalnie swoje niezadowolenie że za każdym razem gdy zmienia płaszczyznę istnienia zwykle traci swoje ubrania. Była zbyt wściekła przy tym by dbać o kwestie wiecznie negowanych przez nią konwenansów, zwyczajnie uznawała to za dziwne. I dyskomfortowe zważywszy na chłód. Dla własnego spokoju pomyślała o tym by odzyskać swoje ubrania, a nuż się uda. Swoją drogą nie pogardziłaby również nożem. - And technically speakin' I doubt this is hell.I guess that you wouldn't be here as you were created as tools stripped from your will, forced to do what you've been told and then die. So in a way I made you a favor, oh right. And I don't see any devil in here. Except for me, obviously. Kill them and then ressurect them, done this already, so if you're real then you could only get out of here with my help when I'm out of here. It is as simple as that, I have a debt to collect and there is only one way of doing that. Our case on the other hand could be different. It only depends on you, that is if you're real. Whatever, let's get over with it already, I have work to do. - Agentka odsłoniła zęby w podłym uśmiechu. Jeszcze nikt do tej pory nie wyszedł dobrze na choćby próbie zabicia jej, a ona sama zamierzała dopilnować by to samo dotyczyło jednej osoby której się to udało. Była przy tym wściekła nie tylko na zdrajczynię ale również na siebie za to że zignorowała oczywiste sygnały. Uwięzienie psowatego, arogancja w głosie...Ale to już się wydarzyło, i chwilowo nie mogła nic z tym zrobić, więc skupiła swoją uwagę na rzeczach istotnych, jak przetrwanie.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Deithe on Wto Wrz 25, 2012 11:37 pm

- Oh, but we know that you killed more than us. We know very well. We heard it all from them, right guys? – zaśmiał się Seven spoglądając dookoła.
Natalie nagle znalazła się w centrum ogromnego, prostego cmentarza. Surowe, krzywe płyty nagrobkowe stały zwrócone w jej stronę. Kolejne i kolejne kręgi grobów, tak daleko jak sięgał jej wzrok w tym półmroku. Błocko pod tymi kamieniami rozrywały właśnie ręce i zmarli wyciągali się na powierzchnię, ociekając szlamem.
Niektórych rozpoznawała. Stanęła przed nią Megan White, której głowa przypadkiem pękła jak dojrzały arbuz, martwa choć powinna żyć. Jej pierwszy „trup”. Oto ubrani w fatalnym guście bracia DeMarco, szefowie siatki zajmującej się przemytem, głównie narkotyków. A to Nick Kamone, członek służb specjalnych, któremu wydawało się, że może na nią polować. A to Henry Golbaum, szalony fanatyk religijny, którego osobiście „skasowała”. Dosłownie. A to oblech, który z nienacka zaczął ją chamsko obłapiać w klubie i zaliczył dyskretną kosę między żebra. A to kobieta, której nie pamiętała, ale połowa jej ciała wyglądała na spaloną w wybuchu. I kolejni i jeszcze inni. Niektórych rozpoznawała, niektórych nie.
Widziała kilkadziesiąt postaci, ale fermentacyjna poświata nie pozwalała dobrze widzieć dalej jak na kilkanaście metrów. Wszystko dalej stawało się mdłą grą świateł i cieni, pozwalającą zarysować krajobraz, ale już rozmywając szczegóły w niemal jednolitą paćkę.

- You seem somewhat confused, dearie – powiedziała Nine – you can’t neither fix us nor kill us. We’re dead. Same as you. Period. Have you taken a good look around? There is nowhere to go, nowhere to hide, nothing to do. Only death. There is no exit, fooool.
- No one cares what you think, intend to do or desire – wtrącił się Six. – No one ever came out of here. No one. And we’re gonna make it damn well sure that you won’t be the first.
- And there you have it. – Podjął Seven. – So now, we’re going to return the favor, and beat you down into the ground, ok? Simple revenge, just the plain old cliche that you hate so much. Oh, and by the way, if you are the Devil, that means that we are angels, right? – cała trójka się zaśmiała.

Natalie miała nadzieję na jakieś ubranie, albo choćby jakąkolwiek broń, cokolwiek, żeby odegnać chłód, cokolwiek, żeby odegnać agresorów. Jednak jej życzenia pozostawały jej własnymi.
- Ladies and gentelmen! – zwrócił się Seven do pozostałych zmarłych. – I ask you to not do anything this time. Rest assured, she is not so weak as to fall apart from one death! You will have enough time to satiate your thirst for vengeance! Let’s do this – zwrócił się do Natalie.

Seven nadszedł z prawej, Nine z lewej. Six okrążył ją od tyłu. Była na to przygotowana, miewała gorsze chwile… ale czy naprawdę? To prawda, że mimo, że nie miała już swoich mocy, czy ulepszonego ciała, wciąż była sobą. Miała za sobą wiele lat doświadczenia bojowego, szkoleń i praktyki. Była ekspertem od sztuk walk, ale też znała mnóstwo brudnych sztuczek. Jednak jeśli nawet przyjąć, że tamci nie mieli swoich zdolności, to także byli sztucznie stworzonymi, biologicznymi maszynami do zabijania. No i było ich troje.

Uchyliła się przed spodziewanym prawym sierpowym i wykorzystała odsłonięty bok Sevena, jednocześnie blokując półobrotowy zamach Nine, wyprowadzając kopnięcie w jej rzepkę. Kopnięcie w bok wybiło ją z momentu obrotowego. Kolejne bloki, uniki i ciosy następowały po sobie w płynnej kombinacji. Nie grała przy tym bynajmniej czysto, ale nie miała wielkiego pola do manewru. Co gorsza zdawało się, że prototypy znają wszystkie jej sztuczki. Co prawda nie czytały jej w myślach, bo widać było wyraźne opóźnienie, gdy decydowały co właściwie zamierza zrobić, ale brakowało zwykłego zaskoczenia, które przeważnie pomagało zdominować przeciwnika. Parę razy udało jej się ich zaskoczyć, trafiła kilka dobrych uderzeń, ale na każde dwa zablokowane, albo ominięte ciosy jeden jej dosięgał. W dodatku, choć nie czuła zmęczenia, czuła ból, a jej nowe ciało nie należało do przesadnie wytrzymałych. Skóra pękała i kruszyła się od uderzeń, ciało darło, a kości trzeszczały, gotowe się złamać…

Upadła bezwładnie w błocko. Wszystko ją bolało. Six leżał gdzieś z tyłu martwy. Czy coś. Udało jej się połamać mu nogi. Kopniak, który zgruchotał mu twarzoczaszkę rozkruszył jej piętę aż po kostkę. Żuchwa Nine zwisała ledwo na paseczku suchej skóry nadając jej wygląd zombie. Miała wgnieciony bok, tam gdzie wbił się łokieć Nevarez i pogruchotane palce lewej ręki. Lewa ręka Sevena zwisała bezwładnie wzdłuż boku. Utykał.
Natalie straciła obie nogi i lewą rękę. Nie miała już siły się ruszyć. Wszystko ją bolało.

Seven nastąpił na jej prawy bark i chwycił prawą dłoń sprawną ręką. Wykręcił i szarpnął z całej siły, wbijając ją w glebę. Ciało rozdarło się, dokładając nowe morze bólu do kolekcji. Po wzgórzach odbił się mimowolny krzyk. Zmarli się zbliżali, zwabieni jej cierpieniem.
- You know that expression „something is gnawing at you”? – spytał Seven podnosząc jej urwane ramię. – Or, „something is eating you”? – Jej ramię poszybowało po łuku. Widziała jak chwytają je chciwe ręce. Patrzyła jak zęby zagłębiają się w jej przedramieniu, odgryzają palce.
- Well, I’m sure such fine person as yourself would appreciate the irony, right? – rzekł Seven klękając obok niej. – I remember quite clearly quite reversed situation. Me in a chair, you pulling my teeth out… oh, right, and then you punctured my skull… - ostatnim co zobaczyła była pięść opadająca na jej twarz, trzask pękających kości…

„How much longer do you intend to mock me?!”

Natalie podniosła się na czworaka i splunęła półpłynną mazią. Lśnienie zmieniło kolor i natężenie. Wcześniej było blade, nadając błocku szarawy kolor, teraz jednak nabrało jadowitej zieleni. Ile czasu minęło? Minuta? Godzina? Tysiąclecie? Nie miała pojęcia. Może czas nie grał tu żadnej roli?
Groby zniknęły, ale zmarli pozostali. Tym razem prototypy się nie wtrącały, pozwalając innym działać. Na korzyść Natalie działał fakt, że niektórzy byli cywilami i ewidentnie nie znali innego sposobu walki jak oszalała szarża, natomiast inni wydawali się zbyt poranieni, czy przegnili, żeby skutecznie walczyć. Niektórzy jednak jak choćby Nick, byli zawodowymi wojskowymi albo elementem społecznym przywykłym do walk ulicznych czy barowych. Poza tym było ich tak wiele…

Zdołała położyć ośmioro, może dziewięcioro, nawet pomimo swego kruchego ciała, gdy została otoczona. Ręce wyciągały się zewsząd w jej kierunku, chwytały, paraliżowały, drapały i rwały. Ludzkie zęby zagłębiały się w jej ciele, gdy była pożerana żywcem. Nawet blask kompostu zniknął pod zwałą trupów. Chłód przenikał ją do głębi, konkurując z bólem. Została rozerwana na strzępy i pożarta…

„Fall into void of emptiness and disappear, Onee!”

Poderwała się do góry dysząc. Koloryt otoczenia zmienił się ponownie, choć nie wiedziała czy ma to jakieś znaczenie. Zieleń przeszła w czerwień, kolor osłabł, sprawiając że podłoże było niemal rdzawe. Wciąż czuła na sobie widmo cudzych rąk i zębów. Cieniste sylwetki kłębiły się wokół.
Tym razem jednak coś było inaczej. Pomacała się. Miałą na sobie zwykłą cienką koszulkę bez ramiączek i majteczki. Czasem tak sypiała. Może nic to nie znaczyło, ale wcześniej tego nie było.
- Don’t get your hopes up – powiedział Seven. – It’s useless.
- Oh, brother, you’re spoiling the fun. Let her hope. It’s making all of this so much sweeter – zaśmiała się Nine.
- But even if we assume, that you could learn how to procure things, you still won’t be able to beat us. Or them – Six wzruszył ramionami. – If you let yourself believe that a theoretical knife or even a gun would save you, that’s just how naive you are. There is no salvation here. For no one.
- The truth is – Seven zrobił dwa kroki naprzód, wychodząc przed rodzeństwo. – That even if you endure, and don’t scatter to dust, long enough to learn to procure weapons, it’s useless. Even if by some chance you manage to destroy us, and all of them, it’s useless. That is because, no matter what you do, your time is running out. While we are having our fun down here, up there those monsters are fighting it out. And we don’t care who wins, because regardless of that, they will spin all of this back to square one. And when that happens this place will also be sucked in, compressed and stored. Finally, when it unravels again, the sheer pressure will tear you – and us – apart, returning this little party to the mud it appeared from. Your being will be remade into another form, all you did, all you thought, all your plans and memories will be erased from existence. And the one known as Natalie Nevarez will cease to be. No heaven, no hell, no revenge, no trace, no tombstone. Nothingness.

- So why not have some fun with us, instead of looking for an exit that doesn’t exist? Not that you have a choice in the matter, but I wanted you to know how pointless your existence is now. You have nothing, you are nothing, dearie – dodała Nine. – Better yet, you never had anything, you know?
- Money provided by your father – podjęli zgromadzeni zmarli.
- Gear and technology provided by your organization.
- Superb abilities provided by Fragment that wasn’t even yours.
- Transcendency provided by Lynn Davies.
- No family, no friends, no abilities, no equipment, you have nothing – zawył chór przegniłych gardeł.
- And your other self – podjął Seven, kucając na jedno kolano, żeby znaleźć się na jej wysokości – that fake sister of yours, whose sole existence drives you mad. What can you do? She is a Ninki, an existence of higher order, a being which twists reality around her finger, wielding a sword that can cut through anything… what can you do, you, who isn’t even alive? One, dirtied, fallen, weak girl. It’s no wonder that she used you as a cocoon, then as bait and got rid of you once you were of no further use. That’s only logical. The strong doesn’t need the weak. She is strong, and you are weak.
- Why are you still fighting it, dearie? – spytała Nine. – When you have nothing left? When you are in no position to do anything? You were trying to achieve things out of your reach all your life, isn’t that enough? Wasn’t it hard? Wasn’t it painful? Why fight, when you can succomb? Indulge in pain with us! Admit defeat and let’s have fun tearing each other apart till the end of times!
Zmarli zbliżali się powoli, zacieśniając krąg wokół niej. Słyszała ich głodne jęki, szuranie stóp w błocku, szpony zaciskające się w powietrzu. Rodzeństwo uśmiechało się do niej zachęcająco, choć był to przyjazny uśmiech szaleńców, zapraszających do wspólnego skoku.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Az on Sro Wrz 26, 2012 12:46 am

Nevarez roześmiała się ponownie się podnosząc. Nie był to wesoły śmiech. Jednak nie był też do końca śmiechem szaleństwa, był wyreżyserowanym śmiechem szaleństwa.

- Oh yes, you have no idea what this is about, don't you? You dare to say that I am weak, and yet all of you. Every single one, died by my hand. So why I shouldn't be able to do that again. Let's face it. You say those things, but what you say is meaningless. Money? Ha, got more by myself. Gear and technology, I could easily stole better whenever I wanted. Point is, that you have no right of knowing anything of what you said. And ask yourselves, why are you here. Nick for example - Nevarez zwróciła swój wzrok na Kamone - Why have you died? Because you were foolish enough to go after me for some reason. Now what was that? I don't remember, yet I'll tell you something. There are many kinds of madness, yours is worst from all of it. You surrendered to what happened, because you are aware that you were stupid enough to die. Me on the other hand, well I like red for example. - Natalie jakby dla zobrazowania sytuacji zatoczyła ręką łuk wskazujący na pięknie krwistoczerwoną okolicę - And obviously I am mad enough to not give up. However you may say that she is an existence of higher order. Guess what Dorothy, you're not in Kansas anymore, neither you're right. Bitch just got lucky in a lottery, and she is nowhere near better than me. What's more, I'm going to prove it. That's the right type of madness. And still why am I fighting? Good reason would be that I don't have anything more to lose, well.. not exactly accurate if those crazies up there will take it to square one as you put it. Yet you tend to dissapoint me. Nicholas Kamone, man who died, orphaned his kids and widowed his wife as I found out later. Why would you seek revenge on someone who was merely defending herself? Why not think for a while, you had your orders, or someone pointed you in a direction of certain death. Oh yes, I may have fallen but it didn't make me blind. Prototypes, you shouldn't be even aware of that I killed you, maybe you ain't even real. But what if you have nothing to take revenge about? That drives you crazy allright. As well as members of El Calzado Blanco. Yeah all of you allright. Who fooled every one of you, eh? Who promised you certain place in heaven if you'll die for your faith? - Nevarez roześmiała się, szczerze głośno, od serca - Faith, that's a good one. I'll enlight you, asshole from who you would want your revenge is in fact Henry Goldbaum, who was just a puppet of someone else. Oh yes, oh yes. You moan, you cry, you died. And yet you're in theory selfaware, so you're not dead. Yet you surrender...while I don't, and when you said that those abilities were provided by that fragment. Well, yeah - Nevarez wzruszyła ramionami - Still I don't care because I want it back, with suitable interest charges, like 500%. Yeah that would be nice. You say succomb, well if you want it, go on I won't stop you. However when I'll get out of here I might get you out if you would be smart enough to help me with this. Otherwise, if you deny to think for yourselves, nor you can't admit that if those whackos will reset the universe you also lose. Well ain't my problem, although as I said, if you help me now instead of fighting like idiots you may benefit from it. Of course if after ressurection you won't be stupid enough to try killing me. Sole attempt of doing that wasn't healthy for any of you earlier. Just think about it. I'm going out of here no matter what. I've done already many things which weren't done before, and I don't intend to quit that habit. You may either join me or surrender to your madness and perish. Aaach and one more thing Nine. It is always painful, but hey you wouldn't now. If there is pain, that means that you're still alive somehow, and that's a good sign... So it's again your choice, I will fight back as long as it takes to get out of here. Oh by the way funny thing Six Seven and Nine, you know, when I first time killed Seven, he was more powerful than me that time. So fuck you very much, Ninki or not Ninki I'm going after that bitch. And she ain't my sister, just a parasite. Too weak to stay alive in it's true form. Just another delusional psycho with a death wish. So, make up your mind, you want to perish or not. - Nevarez obdarzyła trupy krzywym uśmiechem, w międzyczasie ciesząc się z tego że rzeczywistość nie zdecydowała się zostać przy tym że czasem była na tyle leniwa że sypiała nago Nevarez. Jeżeli pozostali dalej okazywali wrogie zamiary, Natalie podjęła próbę zmiany zasad gry. Innymi słowy spróbowała wypatrzeć możliwość taktycznego odwrotu po drodze w razie potrzeby likwidując parę trupów, i może nurkując w krwistoczerwonym błocku, kto wie może na drugą stronę.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] Alternate Reality

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 6 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach