[Natalie] NRS - Kosmograd

Strona 1 z 16 1, 2, 3 ... 8 ... 16  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

[Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Deithe on Pon Paź 10, 2011 1:49 pm

Natalie spoglądała za okno liniowca na pokładzie widokowym. Gwiazdy przesuwały się tak leniwie, że mogłyby równie dobrze stać w miejscu. Dopiero niedawno skończyła się jej służba w KEK i choć wciąż nosiła mundur, czuła się dziwnie, wiedząc, że nie jest już w czynnej służbie. Było jak było, ale taka zmiana zawsze musi potrwać, żeby zagnieździć się w umyśle. Tymczasem była wolna, żeby zbadać ten stary trop na który natrafiła właściwie przypadkiem.

Podróż byłą męcząca. Zaczęła się zaledwie wczoraj, a zdawała się trwać już tydzień. Podróż po terenie Federacji Handlowej byłą normalna, za to, gdy wlecieli do Nowej Republiki Socjalistycznej, zaczęły się kontrole. Długie, nudne, bezsensowne kontrole. Na szczęście dotyczyły głównie statku i załogi, mniej pasażerów. Na nich miała przyjść kolej później.

Wreszcie "Luxor" zawitał do Pierwej, głównej stacji komicznej NRS. Wielka, typowa konstrukcja saturnowa, wyglądała dość topornie witając gości rzędami nowych modułów, połączeń i instalacji. Pierwaja widocznie odstawała od standardów "Luxor'a", ale dało się to jeszcze znieść. Urzędnicy Federacji zajmujący się kontrolą paszportową na stacji na równi z urzędnikami NRS przepuścili ją z jej torbą prawie bez kontroli. Można powiedzieć, że wręcz zwyczajnie skierowali ją do promu planetarnego. Musiała nie rzucać się w oczy, gdyż takie zachowanie nie każdego się tyczyło. Nevarez zauważyła jak dwóch łebków odciąga jednego z pasażerów na bok. Przez ramiona mieli przewieszone automaty.

Minęła sklepy wolnocłowe, bary, sklepy i inne zakłady usługowe i znalazła się w końcu w krypie, szumnie określanej promem transportowym. Był to średniej klasy transporter, niemożebnie wysłużony podczas licznych wojaży kosmicznych. Miał za to generator pola, przynajmniej siódmego stopnia, jak oceniła Natalie na oko. Sam generator był wart dwa razy więcej niż cały statek.

Podróżnych nie było aż tak wielu, o wielu mniej niż widziała na "Luxorze". Wpierw oznakowali ich bagaż, rozdali im plakietki indentyfikacyjne i wrzucili do wspólnego luku bagażowego. Następnie oni sami zasiedli w fotelach, które prawdopodobnie przemontowano tu z pierwszych statków kosmicznych. Co jest niemożliwe, ale sprawiały takie wrażenie. Pomimo potężnej tarczy, która pewnie mogłaby im posłużyć do kontroli atmosfery wewnątrz, trzęsło niemiłosiernie. Nevarez zdołała nie wypluć nerek, tylko dzięki trzymaniu się prymitywnego uchwytu, służącego za pożal-się-boże, pas bezpieczeństwa.

Podróż promem trwała zaledwie kilkanaście minut ale dała się kobiecie we znaki niemal równie mocno co wcześniejsze tłuczeni się statku między kontrolkami NRS. Niestety, prom nie posiadał odpowiednich okien, wiec okolicę Kosmogrodu mogła zobaczyć tylko w krótkim przebłysku, gdy przechodzili z promu do hali przylotów.

Kosmodrom miał w sobie coś z podupadającego giganta. Wielkie konstrukcie, przeżarte zębem czasu i ciężkimi warunkami planetarnymi. Nad kosmodromem rozciągała się tafla tarczy, przynajmniej ósmego poziomu. Musiała ich nieźle kosztować. Poza polem tarczy, stłoczone wokół portu kosmicznego znajdowało się właściwe miasto Kosmogrodu, zadziwiająco niskie, minimalistyczne i szare jak na współczesne standardy. To tu gdzieś, według jej informatorów, kryła się jej ofiara.

Zwrócono im bagaże i skierowano do kontroli celnej. Tu skończyła się zabawa. Łebki, podobne do tych z Pierwej, rozstawiły się w równych odstępach pod ścianami hali. Ci z Pierwej chociaż udawali cywilizowanych, ci tutaj ostentacyjnie patrzyli spode łba na przybyłych, żuli coś, albo rozmawiali parami, nie spuszczając oczu z przybyszów. Nosili dystynkcje żołnierzy NRS i broń, ale coś co dziwnie przypominało AK-47 niż karabiny magnetyczne, czy wielofunkcyjne.

Tych kilkunastu przybyłych, którzy przylecieli tu wraz z Nevarez, zostało ustawionych w kolejki do trzech stoisk celnych, nieco w głębi hali. Poprzednia grupa właśnie kończyła. Natalie skończyła jako jedna z pierwszych do kontroli. Podchodziła właśnie do swojego celnika, gdy zaciekawiła ją końcówka sceny z biurka obok. Ku swojemu zdziwieniu zauważyła androida, stojącego przed panią celniczką. Kobieta patrzyła się na niego morderczym wzrokiem, nie próbując nawet kryć otwartej wrogości i pogardy.
- ... nie mogę tego, panu zabronić. Ale odradzam. Kosmograd nie wita otwarcie pańskiego gatunku.
Była to jawna prowokacja, ale android nie zdradził, czy to go uraziło.
- Czy to jakiś problem? - spytał płaskim głosem.
- Ależ skąd, zwyczajnie nie chcielibyśmy narazić się Admiralicji, gdyby pan... przepadł. Rozsądnie byłoby wsiąść w prom powrotny do Pierwej.
Cisza o chwilę za długa.
- Admiralicja nie oskarży was o nic w razie mojej śmierci, albo zaginięcia.
Oczy celniczki wypełniło coś na kształt satysfakcji.
- W takim razie... nie widzę problemu. Życzymy miłego pobytu.
Android odebrał swoje dokumenty i niemal jednym ruchem wyszedł z kolejki, przy okrzykach zdziwienia ludzki uskakujących mu z drogi.

Jej własny oficer celny chrząknął znacząco. Był spasiony, nieogolony i ogólnie było w nim coś z leniwego niechlujstwa. Małe, odpowiednio świńskie oczka patrzyły na Nevarez z łba noszącego wstępne oznaki łysienia. Psionitka poczuła na sobie spojrzenie celnika niczym coś fizycznego i nieprzyjemnego. Mężczyzna odchrząknął znowu, chwycił za formularz.
- Bagaż położyć na biurko. Imię, nazwisko i cel podróży? - rzucił po rosyjsku.




Dziewczyna jęknęła w duchu na standardy Kosmogradu. Po 20 latach życia w luksusie, 1 roku w standardzie umiarkowanie bogatej klasy średniej i 20 latach w różnych placówkach i jednostkach KEK to wszystko, całe to otoczenie było takie...prymitywne.

"Socjalizm jest zły, komunizm jeszcze gorszy..następny system polityczny który wymyślą będzie równoznaczny z końcem świata. Litości, ile pieniędzy można defraudować? Żeby transport był w tak skandalicznym stanie, mieliby choć trochę przyzwoitości"

Z ulgą przywitała wyjście z jakichkolwiek środków transportu koniecznego. Jeśli mają mieć taki standard lub gorszy to zdaniem Natalie lepiej już byłoby się przespacerować.

Gdy znalazła się przy stanowisku celnym w oczywisty sposób zaciekawiła ją scena obok, jednak zaraz została brutalnie przywołana do rzeczywistości nieprzyjemnym chrząknięciem jeszcze mniej przyjemnego z wyglądu celnika.
W odpowiedzi na jego pytanie czy polecenie odpowiedziała w typowy dla siebie sposób.

- Tak właściwie o co chodziło z tym androidem? Czy przypadkiem specyficzny klimat planety nie jest groźny dla takich jak on? Co do mnie Nadya Levchenko, cel ; uzupełnienia. Zresztą wszystko jest opisane, prawie. - odpowiedziawszy perfekcyjnie w języku Puszkina celnikowi, wyciągnęła książeczkę paszportowo-identyfikacyjną, rosyjskojęzyczną z kieszeni wewnętrznej płaszcza by mu podać. Zwalczając jednocześnie ochotę by go kopnąć by trzymał oczy przy sobie. W gruncie rzeczy wykazała nawet zaskakującą kooperacyjność rzeczywiście przekładając bagaże na biurko. W końcu i tak nie otworzą walizki z szyfrowymi zamkami bez jej zgody.A torba, w torbie nie było nic groźnego jeśli dobrze pamiętała.Chyba. A nawet jeśli zawsze można to naprawić, nieco boleśnie ale da radę.




Celnik obrzucił Natalie kolejnym obleśnym spojrzeniem i wyszczerzył pożółkłe zęby w sardonicznym uśmiechu.
- Wiera, pani pyta, o co chodziło z tym długouchym - rzucił do środkowej celniczki. Ta wodziła wzrokiem za androidem wychodzącym właśnie z hali przylotów, ale zrazu przeniosła wzrok na Nevarez. W jej oczach zaiskrzyła nowa doza nienawiści, ale nie tak silna jak poprzednio. Od rutyna.
- Jak taka ciekawa, to niech go spyta - parsknęła.
- Kiedy pani pyta, czy nasz klimat jest dla niego groźny? - ciągnął oblech.
- O tak... morderczy - skomentowała Wiera, co wywołało parsknięcia śmiechu u całej trójki. Pasażerowie ani strażnicy nie wyglądali na rozbawionych. Zakrzepła szarość i ruina hali działała przytłaczająco. - Nu dawaj! - Wiera ofuknęła kolejnego petenta, niepewnego, czy ma w ogóle podejść.

Celnik wziął podaną mu książeczkę paszportowo-uzupełnieniową. Przeglądał ją dłuższą chwilę, ale oczywiście niczego się nie dopatrzył. To był idealny falsyfikat. Musiała oddać znajomemu fałszerzowi lwią część swoich oszczędności za nią, ale robota była wykonana na medal.
- Levchenko, Nadya - mruczał do siebie celnik, drapiąc się pazurami po szczecinie. - Sprawdzimy, sprawdzimy.
Z szuflady biurka wyjął jakieś papiery, najwyraźniej przeznaczone dla ludzi, których ktoś tu faktycznie się spodziewał. Przejrzał kilka kartek.
- Jest. Levchenko, Nadya. Psycholożka. Uzupełnienia na polecenie towarzysza Gorbowa - celnik skrzywił się trochę. Był z takich co lubił znajdywać różne nieścisłości. Gorbow był niezłym posunięciem, choć teraz miała mieszane uczucia w związku z tym. Nadya Levchenko była całkowicie wymyśloną postacią, ale miała jak najbardziej prawdziwe dokumenty. Użyła ich, żeby się załapać jako tutejszy psycholog wojskowy. Przynajmniej w teorii, miała zajmować się żołnierzami, ale z wstępnych rozmów z sekretarzem Gorbowa czuła, że tamtemu chodzi o coś innego. Miał nadzieję na nową dziwkę? Może, ale nie przypuszczała, żeby o to chodziło. No, przynajmniej nie tylko o to. Za to miała całkowicie ważny powód, żeby ty być, nie musiała się trzymać strefy dla turystów i prawdopodobnie nie zamknął jej za pierwszą lepszą bzdurę. Gorbow to co prawda tylko wyższe stany średnie partii, ale zawsze to coś.
- Dobrze, dobrze... - mruczał celnik, nie dając za wygraną. - Otworzy torbę - polecił, zerkając nieprzychylnie na zamki szyfrowe.




Natalie otaksowała powoli celnika chłodnym wzrokiem przywodząc na myśl głodną ofiary panterę, przypuszczalnie potęgując ewentualny efekt różnokolorowymi oczyma.
Doszła do wniosku że jest to osobnik łysiejący, zakompleksiony, niekompetentny. Na domiar złego obleśny. W jej mniemaniu jednak dostatecznie niekompetentny by się nie sprzeczać.

Kobieta wywróciła oczami na kiepski "wewnętrzny żarcik" celników będący maską dla panującego zapewne w Kosmogradzie rasizmu na tle androidów. W sumie od ręki miała sposób jak takowego androida ewentualnie utrzymać przy życiu, kwestia czy wykazywałby potencjalną przydatność by zrekompensować z nawiązką minimalny wysiłek jaki dziewczyna musiałaby w to włożyć. Uśmiechnąwszy się lekko na samą myśl jakże miłego oszukiwania systemu i wymykania się wszelkim zasadom odezwała się swobodnie do celnika.

- Niestety nie otworzy - dziewczyna oparła się wygodnie bokiem o biurko wracając do rozmowy - Na podstawie artykułu sto dziewięćdziesiątego, wariantu piątego Kodeksu Celnego NRS. A dokładniej paragrafu trzeciego ; "Personel wojskowy NRS jest zwolniony z wszelkiej kontroli celnej, w szczególności w trakcie wykonywania działań operacyjnych". - kobieta wsunęła jeden kosmyk włosów za ucho - Pod co kwalifikuje się ewidentnie ta sytuacja.

Nevarez skrzyżowała ramiona na piersiach dając kilka sekund celnikowi na wchłonięcie i przetworzenie danych w jego małym móżdżku. Uznała że odwołanie się do jeszcze jednego autorytetu nie zaszkodzi, podstawowe techniki manipulacyjne poznane na studiach do czegoś się przydawały ostatecznie.

- Naturalnie możemy unikać dalej standardowych procedur przewidzianych w Kodeksie Celnym, przedłużając mój pobyt w tym miejscu. Ale nie chciałabym być w skórze oficera celnego który musiałby tłumaczyć towarzyszowi Gorbowi dlaczego kazano mu na mnie czekać. A przecież oboje nie chcielibyśmy takiej sytuacji...prawda? - na zakończenie Natalie uśmiechnęła się rozkosznie, można by rzec z przesadną słodyczą w głosie wypowiadając ostatnie słowa.




- Kodeks Celny, co? - Oblech wyszczerzył do niej pożółkłe zęby. - Słyszałaś, Wiera? Pani zna Kodeks Celny i to lepiej od nas.
- A pewnie, że zna. Takie jak ona znają - Wiera posłała Nevarez jadowite spojrzenie. - Wykłada, wykłada! - zwróciła się do swojej najnowszej ofiary, która była zmuszona do wyłożenia zawartości swojej torby na biurko celniczki. Mężczyzna nosił na twarzy mieszaninę strachu i zmieszania.
Celnik posłał jej pełne zadowolenia z siebie spojrzenie. Natalie uczyła się o takich typkach, skończonych tchórzach i gnębicielach słabszych od siebie. Zajmują pewien niewielki teren i nie wychylają spoza niego nosa, za to kąsając na nim bezlitośnie. Łysol nigdy otwarcie nie zrobi nic żeby jej zaszkodzić, za to wykorzysta każdą okazję, by dokopać jej pod stołem. Do tego wie, że ona kłamie, może nie ma pewności - na aż tak uczonego to nie wyglądał - ale prowadzi go ten sam instynkt co szczury.

- Ten paragraf odnosi się do służb DYPLOMATYCZNYCH, nie wojskowych - powiedział. Same słowa o tym nie świadczyły, ale mowa ciała i ton głosu celników wyraźnie świadczyły o ich stosunku do przyjezdnych. Nic skazującego oczywiście, ale nie dało się tego ominąć jeśli się z nimi rozmawiało. Dbali, żeby tak było. Dla takich utrudnianie życia innym było jedyną radością ich marnej egzystencji. - Oczywiście, zawsze możemy poszukać Kodeksu Celnego, jeśli pani życzy, ale tak czy siak, moim zadaniem jest dbanie od dobro Nowej Republiki Socjalistycznej. A to znaczy, że muszę wiedzieć, czy nie wwozi pani nic groźnego SZCZEGÓLNIE, jeśli ma się pani spotkać z towarzyszem sekretarzem Gorbowem. Nie chciałbym być w skórze oficera celnego, który wpuściłby do naszej kochanej Republiki imperialistyczną zabójczynię i pozwolił jej zabić sekretarza partii, tak? - skinął głową na jej cyberkombinezon.
- Więc teraz otworzy pani zamki, albo ten tu Kola - skinął głową na stojącego najbliżej żołdaka - je odstrzeli.




Nevarez obdarzyła celnika pogardliwym spojrzeniem. Jednocześnie skupiła się na tym by zmienić odrobinę swoje grawerunki odpowiadające za stopień na kombinezonie, tak by odpowiadały stopniu kapitana na NSR. Z tego co pamiętała wystarczyło zmienić odrobinę pozycję dwóch gwiazd na każdym i byłoby to nie do odróżnienia.

- Ależ oczywiście, przybywam do NSR na polecenie towarzysza Gorbowa po to by go zabić. Ja, psycholog wojskowy. - wywróciła oczami - I ja ci wyglądam na zabójczynię, litości. Na dodatek obrażasz towarzysza sekretarza sugestią że nie wie nawet za kogo ręczy. Ale bez obaw, zaraz wszystko zostanie wyjaśnione - Natalie westchnęła po czym machnęła ręką w stronę wskazanego przez celnika żołdaka - Kola, tak? Proszę na chwilę tutaj podejść.




- Trudno oczekiwać, żeby zabójca wyglądał na zabójcę i przybył z oficjalnym oświadczeniem, czego chce dokonać - stwierdził poważnie celnik, ale widać było, że dobrze się bawi. To te złośliwe ogniki w oczach. - Nigdy dość ostrożności. Wszyscy wiemy, jak sprytni są ci imperialistyczni szpiedzy i zabójcy, co Wiera?

- Da, z takimi mądralami jak oni, nigdy nic nie wiadomo. Np ten jegomość - wskazała swojego petenta. - Niby zwykły dziennikarz, a kto go tam wie? - szturchnęła długopisem coś co mogło być aparatem, gdyby kiedyś urządzali wystawę starodawnego szmelcu. To coś mogło robić zdjęcie na tych, jak im tam, kliszach. - Może to jakieś ichnie szprytne urządzonko? Niby zdjęcie człowiekowi chce robić, a tu bum i człowiek budzi się w drewnianej skrzynce. Znaczy, już się nie budzi - celniczka parsknęła z własnego żartu. - Poza tym u nas nie wolno robić zdjęć poza strefą turystyczną - plunęła jadem do mężczyzny, który przygarbił się stając się obiektem powszechnej uwagi i szyderstwa.

Nevarez trochę się w ciszy napociła, ale dość szybko udało jej się uzyskać całkiem przekonujący grawerunek stopnia kapitana NRS.

Żołnierz ostentacyjnie odbezpieczył karabin i zbliżył się do biurka, stając dwa metry od Natalie, nieopodal jej bagażu. Musiał być nałogowym palaczem na służbie, bo w ustach trzymał coś co mogłoby być wykałaczką, gdyby przeszło na dietę. Kola przerzucił drewienko z jednego kącika ust do drugiego i spojrzał na dziewczynę bez wyrazu. Młody, ale dziwnie zrezygnowany. Na ramieniu ocieplanego munduru NRS, jaki nosili wszyscy strażnicy wokoło nosił dystynkcje efreitora.
- Da?




"Nadya Levchenko" uśmiechnęła się pod nosem, bardzo chętnie wbije temu oślizgłemu spoconemu szczurowatemu celnikowi parę igieł, dosłownie i w przenośni.

- Dobrze Kola, proszę o odpowiedzi na kilka prostych pytań, i oczekuję zwięzłych żołnierskich odpowiedzi, da? Haraszo. Więc do rzeczy.

Adin. Prawdą jest że Korpus Celny NSR nie ma zwierzchnictwa nad Korpusem Wojsk Lądowych NSR w przypadku gdy oficer Korpusu Wojsk Lądowych jest wyższego stopnia niż oficer celny, da?

Dwa Proszę mi podać stopień obecnego tu oficera celnego, jestem zmęczona a jego...postura uniemożliwia mi odczytanie sygnatury stopnia.

Tri...Hm - Nevarez odwróciła się w stronę celnika wyszarpując mu delikatnie, tak by nie zniszczyć ale i stanowczo tak by mu odebrać swoją książeczkę identyfikacyjno-informacyjną z mruknięciem - Proszę mi to oddać - bardziej dla formalności niż z uprzejmości. W końcu dużo osób miało tu automaty. Następnie otworzyła na odpowiedniej stronie z zawodem, skupiła się na chwilę by wykorzystując wzorcowe symbole cyrylicy dodać adnotację "w stopniu kapitana" po psycholog wojskowy. Jednocześnie wodziła palcem po stronie jakby szukając czegoś. Po udanym dopisaniu adnotacji zwróciła dokument w stronę przywołanego żołnierza. - Czy posądzając mnie, jak wynika z dokumentów zarówno tego który teraz prezentuję jak i z tego co posiada towarzysz celnik psychologa wojskowego w stopniu kapitana przybyłą do NSR w celu uzupełnień wojskowych na polecenie samego towarzysza Gorbowa, o zdradę zważywszy na to że uzgodnienie mojego przybycie na polecenie towarzysza Gorbowa zostało wcześniej ustalone z jego prawą ręką towarzyszem Smirnovem, nie jest niczym innym jak wystąpieniem przeciwko partii, podważaniem jej kompetencji a w efekcie ostatecznym indywidualistycznym jednostkowym buntem przeciwko dobrze funkcjonującemu systemowi w Nowej Republice Socjalistycznej?

Czyterie. Czy ostatecznie nie dochodzimy do wniosku iż towarzysz celnik wykazuje poglądy niepewne polityczne i nie nadaje się do spełniania przydzielonej mu funkcji jako że nie potrafi nawet odróżnić Kodeksu Celnego od Cywilnego, ponadto podważając kompetencje partii pod pozorem fałszywej troski o dobro NSR?

Proszę się nie spieszyć efreitor, mamy czas i wszystkim nam zależy na dobru NSR. - zerknęła pogardliwie na celnika, zsuwając powoli płaszcz by ostatecznie przewiesić go sobie przez ramię odsłaniając niedawno poprawione sygnatury. -...prawie wszystkim jeśli wziąć pod uwagę niepewne politycznie stanowisko oficera służby celnej.




Nevarez poczuła, że ludzie za nią zaczynają sarkać. Przyszli tu lekko przestraszeni, a potem patrzyli w niemym zdumieniu jak wykłóca się z oficerem. Teraz jednak niektórzy zaczęli sarkać pod nosem. Tylko czekać jak ktoś rzuci komentarz zaczynający się od "paniusiu...".

Drewienko przesunęło się z jednego kącika ust do drugiego. O dziwo Kola zaczął odpowiadać na pytania jak na żołnierza przystało: krótko i na temat.
- Da. Korpus Celny nie ma żadnego zwierzchnictwa nad Korpusem Wojskowym NRS, niezależnie od stopnia. To jest towarzysz Iwan Walio, starszy celnik.
- To było niepotrzebne, Kola... ej! - Celnik Iwan obruszył się, gdy Natalie zabrała mu swoją książeczkę identyfikacyjno-informacyjną.

Żołnierz wzruszył ramionami na dwa dalsze pytania. Jego oczy przez cały czas nie wyrażały niczego.
- Nie mnie o tym decydować, pani kapitan - oho, awansowała na "panią kapitan". Nieźle. Walio uderzył otwartą dłonią w biurko. Kilka osób w kolejce drgnęło, gdy huk rozszedł się po sporej hali. Celnik poczerwieniał na mordzie, oczka zwęziły.
- Wypraszam sobie! - warknął. - Słuchaj no... - zawiesił głos.
- Spokojnie Iwan, opanuj się, człowieku - Wiera wywróciła oczami, odprawiając dziennikarzynę, który uciekł niemal w podskokach i gestem prosząc o podejście starszą kobietę.
Iwan zabębnił palcami po blacie biurka. Natalie niemal widziała jak pod tą łysiną kręcą mu się małe, oślizłe kółka. Nie miała wątpliwości, że gdyby nie byłą umówiona z sekretarzem partii i nie miała stopnia *khem* kapitana sił NRS, z chęcią oddałby ją żołnierzom. Jednak jego ograniczony zakres inteligencji najwyraźniej nie pozwalał mu na tak samobójcze ruchy w obecnej sytuacji.

- Proszę pani - zaczął. To była wojna. Nevarez oceniła, że gdyby jego tchórzostwo i podłość nie zaskorupiały tak bardzo, to puściłby ją, żeby nie ryzykować. Jednak najwyraźniej zbyt długo siedział w tym stołku i pomiatał petentami, żeby się tak łatwo wycofać. We własnych oczach musiał być kotem - jakkolwiek wyliniałym, zapchlonym i z jednym uchem - który bawi się myszą. Kot nie ucieka przed myszą. - Jestem lojalnym członkiem partii od dziewiętnastu lat. Pani jest kimś z zewnątrz. I może być pani z polecenia samego towarzysza sekretarza generalnego Nowej Republiki Socjalistycznej, a i tak obowiązują pewne zasady. Nie mam władzy nad Korpusem Wojskowym, ale Korpus Wojskowy ma obowiązek okazać przedmioty wwożonego do NRS. Nasz system dobrze funkcjonuje dlatego, że każdy trybik robi co do niego należy. Moim zadaniem jest sprawdzenie co pani wwozi. Pani zadaniem jest okazanie tego. - oparł łokcie na blacie i splótł palce. - Upór z jakim pani odmawia wywiązania się z tego obowiązku, sugeruje mi, że wwozi pani coś nielegalnego. Da, towariszcz Levchenko?




Problemy wyliniałych zapchlonych jednouchych kocurów zaczynają się gdy natrafiają na smukłą, i równie piękną co bezlitosną panterę. Skąd Walio mógłby wiedzieć że ma do czynienia z kimś kto przez całe życie bawił się innymi ludźmi?

- Da, towariszcz Walio. Macie absolutną rację - Natalie w międzyczasie sięgnęła po egzemplarz Kodeksu Cywilnego z którego wcześniej czytał celnik - Skoro mówicie że sytuacja to wam sugeruje, to zapewne to właśnie wam sugeruje niezależnie od stanu faktycznego. Trudno bym znała wasze myśli lepiej od was towarzyszu, mimo faktu że jest to moja praca to bez odpowiedniej sesji teoretycznie nie powinnam znać waszych myśli. - dziewczyna wzruszyła ramionami kartkując kodeks aż znalazła odpowiedni artykuł o służbach dyplomatycznych. Uznała że mimo wszystko nie ma powodu by nadwyrężać swoje szczęście więc skupiła się na tym by dodać jedynie przy artykule odnośnik do adnotacji, podobny do innych w książce. Następnie otworzyła na samym końcu kodeks odszukując dział z adnotacjami i w odpowiednim miejscu zdecydowała się wstawić wzorcowe "Identyczne postępowanie dotyczy personelu wojskowego NRS w trakcie działań operacyjnych" - Ale..mój upór? Muszę was rozczarować towarzyszu, wynika on jedynie z chęci by pewien konkretny trybik podzespołu celnego funkcjonował prawidłowo i zgodnie ze swoimi kompetencjami. Przecież nie ma potrzeby by trybik celny zwracał na siebie uwagę podzespołów kontrolnych, dbających zawodowo o to by wszystko funkcjonowało prawidłowo, wymiana trybików. Niszczenie nieprawidłowo funkcjonujących trybików... - Natalie uśmiechnęła się całkiem przyjaźnie, właśnie przypomniała sobie że nawet jeśli otworzy walizkę nie będą w stanie się dobrać do podwójnego dna z prostej przyczyny, jeszcze za czasu początków kontraktu w KEK zadbała o to by podwójne dno mogła tylko ona otworzyć ; zatrzaski były od wewnątrz schowka. Niemożliwe do zauważenia czy otwarcia dla osoby nieposiadającej zdolności telekinetycznych Nevarez, ponadto trzeba było znać miejsca w których są zatrzaski by je przestawić. Musiała być bardzo zmęczona skoro zapomniała o tej oczywistości, ale to że sobie przypomniała w logiczny sposób poprawiało jej humor - Jednak z drugiej strony, trudno rzec bym przewoziła cokolwiek nielegalnego, nawet jeślibym przewoziła broń służbową próba odebrania mi jej byłaby równie bezzasadna co próba odebrania jej obecnemu tu efreitorowi Koli. - dziewczyna wzruszyła ramionami - Jednak jak mówię towarzyszu, nie przewożę nic nielegalnego. Chyba że przepisy uległy zmianie i moja nieprzyzwoita bielizna w której mogłabym przyprawić o zawał ewentualnego kochanka stała się nielegalna. - "Nadya" pozwoliła sobie na posłanie drwiącego uśmieszku w stronę urzędnika celnego - Ale bez obaw towarzyszu, nie grozi wam nic tak przyjemnego. Nie jesteście w grupie ryzyka, nie jesteście w moim typie. Nie wiem nawet czy jesteście w czyimkolwiek typie. Ale...trudno bym wiedziała wszystko, da towariszcz Walio? Co do moich obowiązków, to jesteście w błędzie. Kodeksy mają to do siebie że należy je czytać uważnie. Efreitor, proszę przeczytać artykuł sto dziewięćdziesiąty, wariant czwarty Kodeksu Cywilnego NRS, skoro nie mamy dostępu do Kodeksu Celnego, wraz z adnotacją do paragrafu.

"Pani kapitan" się rozluźniła dając czas starszemu szeregowemu na obiektywne przeczytanie spreparowanej przez nią adnotacji, a Iwanowi czas na przetrawienie informacji w swoich oślizgłych trybikach mózgowych.

- Jak więc widzicie towarzyszu, to nie jest w najmniejszym stopniu mój obowiązek. Zwyczajnie ewentualna uprzejmość mająca na celu usprawnienie działania podzespołu trybików celnych poprzez uniknięcie wykłócających się cywilów. I tę uprzejmość zamierzam wam wyświadczyć towarzyszu, jednak ze względu na charakter sytuacji i delikatną równowagę panującą w walizce osobiście wskażę poszczególne elementy bagażu bez ingerencji waszych rąk towarzyszu, da? Haraszo, mam nadzieję że się rozumiemy.




Iwan z uśmiechem obserwował jak bierze do ręki Kodeks Cywilny. A Natalie przekonała się dlaczego. Draństwo miało tylko sto trzydzieści dwa artykuły. Wiedział, że blefuje i sam to pociągnął. Oczywiście ani pasażerowie nie zdawali sobie z tego sprawy, bo kogo tak naprawdę obchodzą jakieś tam paragrafy. Było to jednak problematyczne w kwestii manipulacji tekstem. Dopisać? Zmienić? Ale gdzie jest ten cholerny paragraf i jaki ma numer? Jest taki w ogóle?

W międzyczasie kontynuowała swój monoglog. Wraz z jego postępami poczerwieniały na twarzy celnik zaczął blednąć. Natalie przypuszczała, że od lat nikt mu tak otwarcie nie groził, ani go nie obrażał. Może odwykł? Ale nie był głupi, o nie. Leniwy, tak, ograniczony, jak najbardziej, ale nie głupi. Głupi ludzie nie utrzymują władzy, jakkolwiek miałkiej, przez dziewiętnaście lat. Wstał na równe nogi, aż zaterkotały nogi metalowego stołka, a zwały tłuszczu zafalowały nieprzyjemnie.

Widziała to w jego oczach, tą ciemną furię. Niektórzy w takich momentach wpadają w morderczy szał. Inni zmieniają się w bryły lodu.
- Bardzo mi przykro, wydaję mi się, że uraziłem oficera Armii, nie miałem takiego zamiaru. - Powiedział w obojętnym, płaskim głosie, niejako tożsamym z głosem żołnierza. - Oczywiście, jest pani wolna. - Chwycił jej torbę i podał zaskoczonemu Koli, który jednak szybko się opanował. - Towarzyszu efreitorze, zanieście proszę rzeczy pani kapitan do towarzysza majora Juszczenki.

Kola machinalnie skinął głową, po czym oddał bagaż swojemu koledze kilka metrów dalej. Nevarez zobaczyła jak dwóch żołnierzy pod ścianą rozmawia przyciszonymi głosami. Jeden z nich mówił coś właśnie do krótkofalówki. Kola wrócił na posterunek a jego kolega odszedł do drzwi z boku hali.
- Czy mogę jeszcze na chwilę poprosić pani książeczkę paszportowo-identyfikacyjną, towarzyszko Levchenko? Nie zdążyłem jej podstemplować - pokazał jej stempel w ręce. - Po tym jest pani wolna. Pani rzeczy zostaną zwrócone przez Armię tak szybko jak to tylko możliwe i dostarczone w miejsce pani zamieszkania - dodał.




Natalie była wściekła, ta obleśna spasiona namiastka człowieka mimo wszystko dalej próbowała jej utrudnić życie. Odprowadziła wzrokiem swoją uciekającą walizkę, zdecydowanie nie miała czasu na tę zabawę. To przestało być zabawne, kto upoważnił tego gnoja do przekazywania jej walizki do jakiegośtam majora Juszczenki, typa o nazwisku przywodzącym na myśl jakiegoś podrzędnego wschodniego dyktatora.

Nie mogła dopuścić do tego by do jej walizki dobrała się armia, z pewnością jest bardziej kompetentna i jeszcze mniej dbała o stan ostateczny przeszukiwanych rzeczy. Nevarez nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości, gdyby jej przedstawiono taką sytuację osobiście wybebeszyłaby podejrzaną walizkę. Otaksowała jeszcze raz wzrokiem celnika po czym postanowiła dać upust swoim emocjom w precyzyjnie wymierzonym ciosie w grdykę. Następnie jeśli żołnierze byliby dalej w osłupieniu wbiłaby palce dłoni w oczy celnika, zaraz potem wycierając je w jego mundur. Wszystko po to by ostatecznie wypowiedziawszy dwa słowa "Przeprosiny przyjęte" cofnąć się w czasie do feralnego momentu w którym podjęła decyzję ale jeszcze nie akcję by sięgnąć po kodeks. Szczęśliwie mieściło się to raczej w komfortowym przedziale 5 minut.

Po ogarnięciu na powrót rzeczywistości sprzed pięciu minut, ewentualnych efektów ubocznych odezwała się niemal identycznie jak przed chwilą. Z pewnymi zmianami. Przypuszczalnie zbyt ostro przyśrubowała gnoja zmuszając go do najbezpieczniejszej jego zdaniem ucieczki. Inną zmianą był przyjazny uśmiech będący zapewne efektem odstresowania się na celniku kilka minut potem w przyszłości.

- Da, towariszcz Walio. Macie absolutną rację. Skoro mówicie że sytuacja to wam sugeruje, to zapewne to właśnie wam sugeruje niezależnie od stanu faktycznego. Trudno bym znała wasze myśli lepiej od was towarzyszu, mimo faktu że jest to moja praca to bez odpowiedniej sesji teoretycznie nie powinnam znać waszych myśli. Ale..mój upór? Muszę was rozczarować towarzyszu, wynika on jedynie z chęci by pewien konkretny trybik podzespołu celnego funkcjonował prawidłowo i zgodnie ze swoimi kompetencjami. Przecież nie ma potrzeby by trybik celny zwracał na siebie uwagę podzespołów kontrolnych, dbających zawodowo o to by wszystko funkcjonowało prawidłowo, wymiana trybików. Niszczenie nieprawidłowo funkcjonujących trybików... Oboje wiemy że to nieprzyjemna i jak sądzę niepotrzebna w tej sytuacji procedura, prawda? - zawiesiła n chwilę głos chwytając swobodnie swoją walizkę.
-Jednak z drugiej strony, trudno rzec bym przewoziła cokolwiek nielegalnego, nawet jeślibym przewoziła broń służbową próba odebrania mi jej byłaby równie bezzasadna co próba odebrania jej obecnemu tu efreitorowi Koli. - dziewczyna wzruszyła ramionami - Jednak jak mówię towarzyszu, nie przewożę nic nielegalnego. Chyba że przepisy uległy zmianie i moja nieprzyzwoita bielizna w której mogłabym przyprawić o zawał ewentualnego kochanka stała się nielegalna. - "Nadya" pozwoliła sobie na posłanie drwiącego uśmieszku w stronę urzędnika celnego - Ale bez obaw towarzyszu, nie grozi wam nic tak przyjemnego z mojej strony. Nie jesteście w grupie ryzyka, nie jesteście w moim typie. - dziewczyna zaczęła bawić się zamkami szyfrowymi nie otwierając ich jeszcze. Zwyczajnie chciała się upewnić że nikt nie będzie tak głupi by jej ją odebrać z rąk własnych. - Naturalnie to tylko moje zdanie. Co zaś się tyczy moich obowiązków, oboje znamy Kodeks Celny, mógł się trochę zmienić od mojej ostatniej wizyty, może paragraf o którym mówiłam figuruje pod innym artykułem. To nie ma tak naprawdę znaczenia towarzyszu - "Nadya" wzruszyła ramionami - Wystarczy że zrozumiecie że to raczej uprzejmość, mająca na celu ułatwienie funkcjonowania komórki celnej niż faktyczny obowiązek. Tę uprzejmość zamierzam też wyświadczyć by nie hamować pracy trybików. Jednak ze względu na sytuację i delikatną równowagę bagażu w mojej walizce osobiście wskażę poszczególne elementy bagażu i wyjaśnię ewentualne wątpliwości, bez waszej bezpośredniej ingerencji w strukturę bagażu, da towarzyszu? Haraszo, nie chcemy powodować dalszego zamieszania koniecznością zbierania zawartości tej walizki, prawda? Świetnie.- zaczęła otwierać spokojnie zamki szyfrowe, tak by nikt nie dostrzegł kombinacji. Była jednak w każdej chwili gotowa do obrony przed jakimkolwiek zamachem na jej prywatność. To akurat każdy by zrozumiał, odruchy wojskowe te sprawy. Żołnierze z reguły nie lubią gdy ktoś pcha się z łapami do ich własności. W razie braku wrogich działań względem jej lub jej walizki otworzyła ją i po kolei wskazała poszczególne elementy bagażu zapasowe ubrania, kosmetyki, medykamenty opisując je minimalistycznie. Cieszyła się jednocześnie w duchu że odruchowo schowała kabury między fałdy złożonych ubrań a wytrychy usztywnione wraz z bronią. - Jakieś wątpliwości towarzyszu Walio? Czy też skończyliśmy?


Ostatnio zmieniony przez Deithe dnia Pią Lut 17, 2012 7:01 pm, w całości zmieniany 2 razy
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Deithe on Pon Paź 10, 2011 1:49 pm

Chrząstka zgrzytnęła pękając i wbijając się w gardło, zapychając drogi oddechowe mięsem. Iwan chrząknął, zaskoczony i wybałuszył świńskie oczka. Oczka, które zresztą zaraz mu wybiła. Prychnął mgiełką śliny i krwi, wydawszy z siebie zduszony jęk, który miał być chyba przerażonym krzykiem.

Pozostali pasażerowie nie mieli takich problemów. Natalie wyraźnie usłyszała kilka mieszanych wrzasków przerażenia i zaskoczenia. Kilka osób nie wiedziało co się właściwie stało. Mężczyzna za psionitką, z wyglądu biznesmen, krzyknął i upadł do tyłu, potrącając po drodze dwoje innych ludzi. Kobieta z sąsiedniej kolejki, z wyglądu bogata dama, tylko wybałuszyła oczy w niedowierzaniu.

Nevarez zobaczyła jeszcze tylko jak kilku najbliższych żołnierzy unosi w jej kierunku karabiny, celuje i naciska spust. Pociski zwolniły i zatrzymały się w locie. Czas zwolnił. Jak zwykle cały świat stopniowo, ale dość szybko pociemniał, gdy światło przestało padać na jej siatkówkę. "Widziała" go teraz umysłem, uporządkowany chaos, wypadkowa losowych, miliardy miliardów niezależnych cząstek poruszających się swoim własnym torem. Wpierw zwalniających, zatrzymujących się, a potem wracających po własnych śladach na poprzednie miejsca. Nigdy właściwie nie zrozumiała, czy naprawdę zatrzymuje nurt czasu, a potem go wraca (to znaczy swój kawałek, a reszta podąża automatycznie), czy zaledwie cofa samą siebie do poprzedniego miejsca i przekonuje wszechświat, że tak powinno być. Nie wiedziała nawet, czy rzeczywiście był jakikolwiek nurt. Grunt, że działało.

Oczywiście nie było nikogo, kto mógłby jej o tym powiedzieć, a ona sama siebie nie mogła widzieć w trakcie cofania się, ale jej różnobarwne oczy na tą krótką chwilę stawały się jednakowo amarantowe i zdawały się lśnić własnym światłem, gdy jej mózg pracował na zwiększonych obrotach.

Koncentracja. Napięcie. Przesunięcie. I już. Poczuła zwykłe ciśnienie napierające na jej mózg, gdy zatrzymała się w przeszłości. Nieprzyjemne uderzenie i właściwie tyle.
- ...da, towariszcz Levchenko? - usłyszała. Może być.

Natalie otworzyła torbę i wskazała mu poszczególne rzeczy. Celnik przejrzał je wraz z nią. Wyglądało na to, że nowe, kooperatywne podejście zbiło go trochę z tropu. Tym bardziej, że torba nie zawierała teoretycznie nic groźnego, ot trochę ubrań, kosmetyki. Chwilę popatrzył na linę, ale zasadniczo ciężko przyczepić się do liny. Chrząknął więc. Z szuflady wyjął stempel przyjęcia i formularz.
- Wpisze tu pani ilość i rodzaj wwożonych leków. Poproszę jeszcze na chwile pani książeczkę paszportowo-identyfikacyjną i jest pani wolna - podał jej nawet długopis. Długopis, uwierzycie. Średniowiecze, witaj z powrotem.

Biznesmen zza Natalie chrząknął znacząco, przestępując z nogi na nogę. Sąsiednia kolejka mimo wszystko się przesuwała, ta nie bardzo. Natalie wypełniła formularz, pomijając przy tym halucynogen, za to dodając jedną ampułkę przeciwbólową, w końcu Walio widział, ile sztuk tam jest, ale nie mógł wiedzieć czego. Iwan podstemplował jej książeczkę i oddał. Zebrała swoje rzeczy i była gotowa w końcu do wyjścia z tej zapyziałej nory.

- Życzymy miłego pobytu w NRS, towarzyszko Levchenko - dodał odruchowo Iwan i skupił się na biznesmenie.
Gdzieś na skraju pola widzenia coś skrzypnęło. Natalie spojrzała w górę i dostrzegła coś, czego wcześniej nie widziała. Pod sufitem zamontowano system mostków, który kiedyś miał pewnie jakieś zastosowanie, ale teraz nie wyglądał na używany. Z prawej, w cieniu pod sufitem znajdowały się drzwi. Domknęły się automatycznie i zamek szczęknął cicho. Zdawało jej się, że poza nią nikt nic nie zauważył.




"A ja myślałam że biurokacja w KEK to wrzód na tyłku...z drugiej strony tam nie próbowałam aż tak usilnie unikać procedur. Cóż grunt że to już koniec tej farsy."
Zamknąwszy i wziąwszy walizkę dziewczyna skierowała swe kroki dalej, rozglądając się kątem oka czy gdzieś nie ma dostępnych publicznie terminali, bądź komputerów. Potrzebowała informacji dodatkowych, zawsze warto utrzymać stopień wojskowy, z reguły wiele ułatwia.

Jednocześnie zastanawiała się nad ruchem w okolicy mostków, obserwowano ją? To możliwe "Witamy w Nowym Związku Radzieckim, tutaj wielcy mali bracia podglądają każdego w każdym możliwym momencie". Natalie uśmiechnęła się pod nosem, czasami zadziwiała samą siebie. Z rutynowej kontroli celnej stworzyć sytuację w której grozi celnikowi bezpieką. Niebezpiecznie szybko przystosowywała się do powoli wkradających się w otoczenie realiów. Odruchowo włożyła na powrót swój płaszcz, noszenie go przewieszonego przez ramię wydawało się zbędne. I tak niedługo będzie lodowato zimno, pozatym zawsze lepiej mieć conajmniej jedną rękę wolną.

Okazyjnie próbowała zwrócić uwagę na jakieś nieprawidłowości, może podobne sytuacje co z tym androidem przy kontroli? Mogły dostarczyć jej jakiejś rozrywki w tej zabitej lodem dziurze "towarzyszy".

Jeśli odnalazłaby jakiś dostępny terminal za drobną opłatą czy też nie, poszukała za jakimś pożarem czy wybuchem czy innym uszkodzeniem w jakiejś placówce wojskowej w okolicy. A także za dokładną strukturą aglomeracji w nowoodkrytym Związku Radzieckim. Po odnalezieniu i przyswojeniu dokładnie informacji cofnęła się do momentu sprzed zapłaty za ewentualną usługę czy podejścia do terminalu/komputera. Jeśli ktoś ją obserwował i komputer był stale monitorowany nie można było zostawiać za sobą śladów.




Natalie znalazła kilka publicznych terminali, stojących za rogiem, niedaleko wyjścia z hali przylotów. Przypominały trochę antyczne, płatne telefony. Co gorsza obok widniało kilka takich aparatów, chyba wyciągniętych z jakiegoś magazynu staroci. W ogóle cały Kosmograd przypominał jedno wielkie muzeum. Podeszła do komputerów. O bogowie technokratów. Wyświetlacze 2D, klawiatury, myszki, sloty na karty PP. W rogu wisiała równie antyczna jak wszystko, kamera przemysłowa.

Oczywiście Kosmograd nie miał prawdziwej Infosfery, ale jakaś tam lokalna bańka była. Dodatkowo łączył się też za pośrednictwem promu z Pierwą, więc można by w ten sposób próbować. Na razie spróbowała przeszukać lokalne archiwum. Znalazła żałośnie mało. Pamflety, uloty, lokalne oferty, jakkolwiek skąpe. Przeszukała lokalne gazety, ale dwie, które tu się ukazywały "Czerwona Gwiazda" i nieśmiertelny "Głos Ludu" nie dość, że były skrajnie lewicowe, to jeszcze najwyraźniej pisane pod dyktando partii. Może jeszcze cenzurowane, kto wie. Gdyby miała się na nich opierać, Kosmograd był bezwypadkowym, płynącym dobrobytem rajem wakacyjnym. Wszyscy ciężko pracowali ku wspólnemu dobru i choć nie obce im były kryzysy, to dzięki wzajemnej pomocy, bla bla bla.

Znalazła przy okazji mapkę samego miasta. Innych miast, ani terenów poza Kosmogrodem nie było. Ciekawe, zważywszy, że wg szacunkowych statystyk Federacji Handlowej mieszkało tu około sto milionów ludzi. Kosmograd nie wyglądał na zdolny pomieścić więcej niż kilka milionów, nawet gdyby ich poupychać, więc gdzieś te pozostałe kilkadziesiąt milionów?

Wreszcie, po prawie dziesięciu minutach znalazła czego szukała, choć prawie straciła nadzieję. Artykuł był zatytułowany "Nasi dzielni żołnierze". Opisywał trudy służby i wspaniałe poświęcenia żołnierzy NRS, służące poprawie życia ludu. Wymieniali przy tym kilka bohaterskich czynów żołnierzy, jak poszukiwania ofiar lawiny podczas ostrej zimy dwa lata temu, uratowanie archiwistów z pożaru Centralnych Archiwów Wojskowych przed półtora roku, czy rozpędzenie wywrotowej demonstracji na Placu Puszkina zeszłej wiosny. Dalej artykuł rozpływał się nad mężną postawą wojaków i atakował imperialistów, którzy nie marzą o niczym innym jak zburzyć i skraść nowy, socjalistyczny raj. Nie musiała więcej czytać. Zapamiętała plan miasta i cofnęła się.

Świat pociemniał i wrócił na swoje miejsce. Imadło ścisnęło jej zatoki, zakręciło jej się w nosie. Kichnęła w dłoń. Wśród płynu widniało kilka różowych nitek. Imadło puściło. Nevarez otrząsnęła się z efektu napięcia elektrycznego. Spojrzała na stanowiska komputerów, ale jej nie zainteresowały.

Za przeszklonymi, automatycznymi drzwiami hali widziała zaśnieżoną ulicę, jakieś samochody i ludzi. Jeśli ktokolwiek ją obserwował to się nie ujawnił, co jakoś szczególnie nie dziwiło.




Dziewczyna strzepnęła resztki płynów ustrojowych z dłoni z lekką irytacją ; nienawidziła ograniczeń których nie mogła znieść. Z drugiej strony nie było źle, w końcu to było nic w porównaniu z feralną próbą cofnięcia się o godzinę.

Rozejrzała się za jakimś krzesłem, czy może ławką. Jeśli się jej poszczęściło to usiadła w miaę wygodnie zakładając nogę na nogę. Położywszy walizkę w bezpiecznym zasięgu rąk sięgnęła do kieszeni wewnętrznych płaszcza ; gdzieś powinna mieć kartkę z godziną i miejscem spotkania z Gorbowem a także wytycznymi odnośnie zakwaterowania, czy to w jakimś malowniczym lokalu o dźwięcznej nazwie "U wujcia Stalina" czy może nawet dostała od razu adres mieszkania służbowego. Wyleciało to jej z głowy, w każdym razie po przestudiowaniu kartki wzrokiem i ułożenia pożądanego adresu docelowego na zapamiętanej mapie Kosmogradu, schowała kartkę na swoje miejsce i wstała przeciągnąwszy się z niejakim mruknięciem ulgi ; ostatecznie podróż do tego chłodnego piekła zwanego socjalistycznym rajem uległa końcowi, teraz zostaje przygotować sobie grunt pod dyskretne śledztwo. ; następnie udała się w stronę wyjścia za którym oczekiwał jej komitet powitalny składający się z samych znakomitości Nowej Republiki Sowieckiej ; Towarzysze Chłód, Śnieg i prehistoryczna technika.




Naprzeciw budek informacyjnych, po drugiej stronie hali stało kilka pustych, drewnianych ławek dla oczekujących. Natalie wybrała sobie nieco czystszy kawałek między wydrapanym w cyrylicy napisom: z jednej strony wyznaniu miłości, a z drugiej zapewnieniu, że ktoś tam ssie zawodowo.

Z płaszcza wyjęła niewielką karteczkę z zapisanymi uzgodnieniami. Umówili się na piętnastego lutego, czternasta trzydzieści, pod halą przylotów. Stąd miał odebrać ją Smirnoff i zabrać do willi Gorbowa. Starodawny, ścienny zegar pokazywał piętnastego lutego, za kwadrans trzecią. Smirnoff przez łącze mówił o pracy w kancelarii armii, która zdaje się znajdowała się dwie ulice od willi Gorbowa, między jego domem, a lokalną siedzibą partii. Mówił też o prywatnym mieszkanku, zaraz obok willi, ale nie podał adresu. Został jej tylko adres Gorbowa: ul. Mińska 16. Porównała to sobie z zapamiętaną mapką Kosmogrodu. Była to mapka dla turystów, gdzie zielonym kolorem zaznaczono dzielnicę turystyczną, żółtym kolorem dzielnicę najwyraźniej usługowo-handlową, a także przemysłową i magazynową, a patriotycznym czerwonym dzielnicę uprzywilejowanych i partyjno-administracyjno-wojskową. Willa Gorbowa mieściła się oczywiście w czerwonej strefie. Zastanawiała duża liczba szarych plam i zarysów rozsianych po całym Kosmogradzie, zapewne dzielnica ludności cywilnej, czy coś w tym guście.

Wstała i wyszła przez automatyczne drzwi. Natychmiast uderzył ją po twarzy zimny wiatr, rozpalając policzki. Wyjęła maskę osomotyczną i rozciągnęła ją sobie na ustach i szyi. Być może niedługo będzie musiała naciągnąć ją na pozostałą część twarzy, bo oczy już zaczęły jej łzawić, nawet po mimo tego, że pogoda po tej stronie tarczy była łagodniejsza nieco niż na zewnątrz. Migotliwa bariera oplatała cały kosmoport i dochodziła prawie do samej ulicy. Na chodniku też, po tej stronie tarczy rozstawiło się kilka taksówek. Patrzyła na nie, po raz pierwszy widząc autoloty, które miały koła. Te nazywano zdaje się, samochodami. Niektóre były na chodzie, kierowcy starali się ogrzać, i z kawałka rury z tyłu buchały kłęby śmierdzących spalin.

Za barierą zobaczyła samo miasto, niskie, szare, zadymione, niczym palacz przygięty zadymką. Blade słońce przeświecało słabo przez warstwy chmur. Na ulicach leżały zaspy śniegu, choć drogi wyglądały na przejezdne. Wiatr od czasu do czasu porywał garstkę płatków i ciskał nimi w jej twarz. Warstwa termoizolacyjna cyberkombinezonu jak na razie spisywała się na medal. Ulicą nadjeżdżał samochód, warcząc niemiłosiernie, a za szybą kierowcy zdało jej się, że dostrzega Smirnoffa, tą samą wielką łysiejącą głową na przesadnie chudej szyi niczym łabędzia z wodogłowiem.

Wtem coś poszturchało ją w nogę. Nie było tu praktycznie ludzi, jeśli ktoś czekał na przylot albo odlot, robił to w środku, albo załatwiał na dworze co musiał i szedł w poszukiwaniu ciepła. Gdy jednak Natalie spojrzała pod nogi zobaczyła coś chcące zwrócić na siebie jej uwagę. Coś sięgało jej do połowy uda i było zdaje się dzieckiem nieokreślonej płci. Nosiło rodzaj puchowego, starego kombinezonu dziecięcego i za dużą, wełnianą czapkę z pomponem. Pomiędzy końcem czapki, a kołnierzem kombinezonu nie było wiele miejsca, ale to stamtąd spoglądały na nią wielkie, mokre oczy.
- Pani, pani - zawołało dziecko piskliwie i z ciężkim akcentem. - Ja pomogę. Mam dla pani informację od Wielkiego Toniego. Pięć marek - dłoń okutana w wielką rękawiczkę bez palców wyciągnęła się po monetę.




Natalie była lekko zdziwiona odczuwając ingerencję w jej przestrzeń osobistą, nie była przyzwyczajona do tego by ktoś popełniał tak głupi błąd jak dotykanie jej bez pozwolenia. Po przeniesieniu wzroku na źródło dźwięku i ingerencji uniosła lekko brwi. Dzieciak. Zapewne żebrak. Niewidzialny, nikt o takich nie dba nikt takich nie zauważa mimo że każdy ich widzi. Idealny posłaniec czy też szpieg, a przy tym tani. Dać takiemu miskę jedzenia i miejsce do spania lepsze niż ulica i zrobi co do niego należy. Ale...kim był ten cały "Wielki Toni" i czego u licha od niej chciał?

Czyżby jakiś pokręcony sposób kontaktowania się z nią informatora, przez kilku pośredników? Nie byłoby to zaskoczeniem niemniej jednak...zbliżał się Smirnoff. Uznała że w sumie przez brak 5 marek nie zbankrutuje. Sięgnęła wolną ręką do wewnętrznej kieszeni płaszcza, gdzieś miała portfel z pieniędzmi i kartami. Wystarczyło tylko go znaleźć. Drugą ręką jednak trzymała mocno walizkę, taki dzieciak mógł też być niezłym złodziejem w tych warunkach. Po wyjęciu dwóch monet 5markowych schowała portfel na swoje miejsce z westchnięciem mówiąc.

- I oczywiście nie zapłacił ci za przekazanie informacji co? Śpiewaj ptaszyno. - jeśliby pamięć Nevarez nie zawierała żadnych informacji odnośnie podejrzanych "Wielkich Tonich" toby dodała - Jeśli jeszcze powiesz kim jest Wielki Toni i dlaczego chce się ze mną skontaktować, może nawet dostaniesz drugiego piątaka.

Dziewczyna zerknęła kątem oka w stronę nadjeżdżającego samochodu ze Smirnoffem, próbując oszacować odległość w jakiej się znajduje i czas jaki zajmie mu dojechanie w najbliższą okolicę. Potem zwróciła wzrok na niezidentyfikowanego dzieciaka, czyżby on się kręcił jakiś czas temu po mostkach?
W międzyczasie bawiła się jedną monetą przekładając ją między palcami czekając na rewelacje dzieciaka.




Nevarez niestety nie kojarzyła żadnych Wielkich Tonich. Jej własny kontakt przedstawił się jakże oryginalnie jako Iwan Iwanowicz. Doprawdy. Moneta zniknęła w wielu fałdach i zmarszczkach starego kombinezonu, zdecydowanie przeznaczonego na kogoś trochę większego.
- Wielki Toni mówi, coby pani uważała na siebie. Tutejsi ludzie bywają bardzo stanowczy w pewnych kwestiach - dziecko popukało się przy tym rękawiczką po pomponie, co miało być chyba wskazaniem palcem głowy.

Nastąpiło poruszenie miedzy czapką a kołnierzem. Kupka ubrań najwyraźniej oceniała czy coś mówić o swoim pracodawcy. Ostatecznie chyba doszła do wniosku, że pięć marek, to pięć marek.
- Wielki Toni jest bardzo mądry, pomaga nam. Dużo wie i pomaga ludziom. W zamian ludzie pomagają jemu. - Krótka pauza. - On "pomaga" a potem oni "wyrażają wdzięczność". Dobrze jest, jeśli Wielki Toni ci pomaga.

No tak, kolejny cinkciarz. Zdaje się, że Natalie zyskała drugi kontakt w tym mieście, a jeszcze nie zdążyła nawet się rozpakować. Rękawiczka wyciągnęła się po kolejną monetę.

W tym samym czasie samochód Smirnoffa zwolnił, podjeżdżając do bariery, powoli w nią wjechał. Ta wygięła się niczym membrana, po czym z pewnym oporem przepuściła maskę, a potem resztę karoserii do środka. Sekretarz Gorbowa wykręcił samochodem i podjechał do nich. Musiał ją zauważyć, ale nie zgasił silnika, ani nie wysiadł. Czekał.




Nadya westchnęła w duchu, no tak prawdziwy komunistyczny dżentelmen który nawet nie wysiądzie z auta. Wszyscy są równi i równiejsi i te bzdury. Akurat.

Dziewczyna zerknęła na dzieciaka dalej bawiąc się monetą.

- Zdążyłam zauważyć, ale i tak dzięki za informację. Tak poza tym..masz zapewne jakieś imię, co? - poczekała aż dzieciak się odezwie po czym pociągnęła dalej rozmowę ku końcowi - Darmowa rada ; może zwykle oznacza nie. - w tym momencie psionitka z błyskiem w oku zacisnęła pięść dookoła monety - Zwykle, ale jeśli jesteś w odpowiednim czasie i miejscu - moneta ponownie przebiegła między smukłymi palcami dziewczyny po to by zostać ostatecznie wypuszczoną w stronę wyczekującej rękawicy - Może rzeczywiście oznacza możliwości. Trzymaj się dzieciaku, może jeszcze się zobaczymy. - mruknęła na odchodne kierując swoje kroki w stronę pojazdu Smirnoffa. Otworzyła drzwi pasażera obok kierowcy by wsiąść skinąwszy głową sekretarzowi sekretarza..Doprawdy, czy oni nie znają pojęcia oryginalność nazw funkcji?Po usadowieniu się wygodnie w fotelu pasażera wyciągnęła wolną dłoń w stronę Smirnoffa.
- Dobrze was zobaczyć na żywo towarzyszu Smirnoff. Mam nadzieję że nic nieprzyjemnego nie spowodowało tego drobnego poślizgu czasowego?




Wielkie oczy spoglądały na nią czujnie. Kryła się za nimi jakaś mała, mokra inteligencja.
- Puszka - stwierdziła, choć ciężko było stwierdzić, czy to imię, czy przezwisko.
Druga moneta zniknęła, pompon zadrżał chaotycznie, co mogło być ukłonem, po czym dziecko odbiegło, z tą nieskoordynowaną szybkością charakteryzującą dzieci.

Natalie wsiadła do warczącego samochodu i usadowiła się z walizką na kolanach. Przywitała się. Sekretarz... czy też może asystent sekretarza, żeby ich nie pomieszać, spojrzał wpierw krytycznie na jej maskę osmotyczną, a potem na wyciągniętą dłoń, jakby mu podała węża. Po chwili uścisnął ją chłodną dłonią: krótko i lekko.
- Was też dobrze widzieć, towarzyszko Levchenko. Towarzysz sekretarz Gorbow oczekuje pani z niecierpliwością.

Wrzucił bieg, popuścił sprzęgło i dodał gazu, powoli wyjeżdżając przez barierę kosmoportu.
- Sprawy organizacyjne biura - rzucił wymijająco, wyjeżdżając na drogę - mam nadzieję, że nie czekała pani zbyt długo? Jak minął lot?
Ciekawe, czy widział jak rozmawiała z dzieciakiem. Musiał, ale nie zwrócił na to uwagi.
Ruszyli ulicami Kosmogradu, szybciej niż przez tarczę, ale niezbyt szybko. Ulice co prawda były przejezdne, ale niewiele ponadto, droga wciąż pokrywała skorupa ubitego lodu i śniegu. Dobrze chociaż, że jak zauważyła, samochody tutaj miały założone łańcuchy. Nie znała się co prawda na historii motoryzacji, ale podejrzewała, że tak łyse opony nie mogą być bardzo przyczepne.

Smirnoff pochylił się nad kierownicą mrużąc oczy, widać było, że nie jest zbyt doświadczonym kierowcą. Z bliska wyglądał jeszcze dziwaczniej niż z daleka czy przez wideolink. Duża głowa, chuda szyja, ostre rysy twarzy, wydatny nos i głębokie zakola nie dodawały mu urody.

Wydajeci się, że zabicie tamtego człowieka było w porządku, tylko dlatego, że cofnęłaś później czas?
Oho, no tak. Tego głosu już podejrzanie długo nie słyszała i miała nadzieję nie słyszeć go jak najdłużej.




- Skądże, w końcu to było zaledwie kilkanaście minut. Nic w porównaniu do lotu, który jakkolwiek przyjemny był raczej długi. - odpowiedziała swobodnie rozglądając się całkiem odprężona przez okna, zauważywszy że Smirnoff zaczął mrużyć oczy sama zwróciła swój wzrok w tę samą stronę co asystent sekretarza, chyba nie znowu jakaś kontrola.

- Wszystko w porządku towarzyszu? - wysnuła pytanie po chwili zwracając się w swoim umyśle do swojego absurdalnie moralnego odpowiednika.

"Nya, Nya, Nya....skąd u ciebie tak absurdalne myśli? Zabicie go nie było w porządku. Nie było dobre, nie było złe. Po prostu było, tak jak jest powietrze. Poza tym...kiedy cofałam czas jeszcze dychał. Chyba, zresztą jakie to ma znaczenie? Tutaj żyje i może się cieszyć swoją żałosną upierdliwą dla wszystkich egzystencją."




Nevarez miała okazję lepiej przyjrzeć się miastu. Pierwotna, początkowa nowoczesna, a nawet stylowa architektura ostała się jedynie częściowo. W większości zastąpiła ją minimalistyczna i efektywna, ocieplana dobudówka. Niegdyś majestatyczne łuki i drewno zastąpiono kątami i betonem wyizolowanym gdzieniegdzie pleksitworzywem. Z większości domów i budynków wystawały różne rury i kominy w większości dymiąc w zimowe niebo. Jechali przez dzielnicę mieszkalną, gdzie nieliczne domki graniczyły z kamienicami czynszowymi i sporadycznymi blokami mieszkalnymi.

Nie widać było wielu ludzi, a ci którzy się pojawiali, zwykle samotnie przedzierali się przez zasypane chodniki, z głowami pochylonymi pod mroźny wiatr. Zaledwie kilka grupek zebrało się przy rozstawionych tu i ówdzie płonących beczkach. Najwyraźniej mieszkańcy Kosmogradu woleli spotkania domowe.

Natalie rozejrzała się za kontrolą, ale żadnej nie zobaczyła. Samochodów też nie było wiele, okazyjna taksówka, czy ciężarówka, brnące po śniegu. W jednej z mijanych ulic widziała pracujący pług śnieżny, a w mniejszej uliczce stała furgonetka z oznaczeniami żandarmerii wojskowej. Zasłaniała widok, ale cienie poruszające się po ścianach alejki wskazywały na utarczkę milicji z kimś.

- Tak, tak, wszystko w porządku, tylko zwykle nie jeżdżę za wiele - mruknął Smirnoff. Wyglądał przy tym na krótkowidza, choć nie nosił okularów. - Co do pani planu dnia - podjął pewniejszym głosem, wciąż wpatrując się uporczywie w drogę przed nimi.
- Teraz m pani spotkanie z tow. sekr. Gorbowem. Potem wskażę pani pani zakwaterowanie. Resztę dnia ma pani wolną w celu aklimatyzacji. Od jutra zaczyna pani pracę w kancelarii armii, trzy godziny dziennie dyżuru psychologicznego dla żołnierzy. Praca trzy godziny od 10 do 13, od poniedziałku do piątku, weekendy wolne - był wtorek. - Dwieście marek tygodniowo pensji. Obowiązki i dodatki poza kancelarią do uzgodnienia z tow. sekretarzem. Jutro rano ktoś po panią przyjdzie i pokaże drogę do kancelarii.

Pf, nie żartuj. Obie wiemy, że był martwy jak kamień. Może jakby siedział w poczekalni centrum medycznego, ale w tej zabitej dechami dziurze? Założę się, że ich idea opieki medycznej to hartowanie staniem w kolejce i rzucanie soli przez lewe ramię, żeby odegrać zły urok.
Poza tym nie o to chodzi, że tutaj żyje. Gdzieś, kiedyś umarł... nie wiesz jak to działa. Co to miało być? Twoja idea rozwiązywania konfliktów? Posyłanie do piachu upartego rozmówcy to nie jest właściwa droga...




Natalie uśmiechnęła się pod swoją maską odpowiadając ukrytej dla świata części siebie. Po chwili w sumie zsunęła maskę na szyję, w końcu w samochodzie było umiarkowanie ciepło.
Miło że nie straciłaś poczucia humoru, ironia i sarkazm zawsze mile widziane. Gdzieś, kiedyś...prawdopodobnie gdzieś, kiedyś też jestem martwa, razem z tobą. Nie wiesz nawet czy w rzeczywistości jakaś wariacja nas tam nie została rozstrzelana. A zresztą... I tak zgodnie z teorią nieskończonej ilości wszechświatów toby nastąpiło, w końcu zasada brzmi że wszystko co może się stać następuje w którejś wariacji. Ale nie, to nie była moja idea rozwiązywania konfliktów. Nie...tego typu konfliktów. Poza tym, właściwie to tutaj nie mają chyba piachu, spodziewałabym się raczej śniegu. I lodu. Generalnie rzecz biorąc to i tak musiało nastąpić, w pewnej wariacji. W końcu z przyszłością jest więcej problemów niż z przeszłością. No i masz, przez ciebie znowu o tym rozmyślam. I w ogóle, ostatecznie właściwa droga to ta która jest skuteczna. No i gdyby nie uparł się wtedy przy oddawaniu mojej walizki do jakiegoś Juszczenki nic takiego by się nie wydarzyło. Zdajesz sobie przecież z tego sprawę, prawda Nya? Przecież wiesz że nie jestem bezduszną zimną suką, bez przerwy zabijającą ludzi, nie?
- Ach, doskonale. Brakowało mi tego klimatu. - skwitowała z przyjaznym uśmiechem wiadomość o wolnej reszcie dnia - Co zaś do miejsca zakwaterowania jakieś detale może? Rozmiar, rozkład pokojów, adres? - spytała jeszcze Nevarez podtrzymując przyjazny uśmiech nadający oczom błysk zadowolenia. Miała podejrzanie dobry humor w sumie. Myślałby kto że jej alter ego ją rozbawiło.




Liczy się prawdopodobieństwo przyszłości. Prawdopodobnie, byśmy nie były martwe, bo prawdopodobnie by do nas nie strzelano, gdybyś nie uznała, że dobrze ci zrobi na stres wydłubanie komuś oczu. Co było dość obrzydliwe moim zdaniem. A on prawdopodobnie nie skonfiskowałby naszego bagażu, gdybyś nie zrobiła z niego starego, obleśnego capa. Którym był, przyznaję, ale to nie zmienia faktu. Zabijanie ludzi, u których najczęstsza przyczyna śmierci szarych komórek to samotność, wydaje się jakoś fundamentalnie zła. Prawie jak uważanie, że wyrzucanie tetraplegika z wózka jest zabawne.
A tak w ogóle to żaden wybór, którego konsekwencją są lufy wymierzone w naszą głowę, nie jest właściwy. Może i nie jestem dominującą osobowością, ale cenię sobie własne istnienie. Martwi mnie też za częste używanie naszych zdolności... co jeśli znowu coś się spieprzy jak z tym instruktorem?
Natalie poczuła mentalne wzdrygnięcie Nye. Nie było to najszczęśliwsze wspomnienie ich życia.

- Och... zwolniło się mieszkanie w pięknej kamieniczce. Poprzedni właściciel musiał w pośpiechu wyjechać, więc pozostawił po sobie rzeczy, jak sądzę. O ile sobie przypominam jest tam salon, łazienka, kuchnia i sypialnia, na sześćdziesięciu metrach kwadratowych. Komitet mieszkaniowy planował podzielić mieszkanie, ale tow. sekretarz postanowił zamienić je na lokum dla gości. Mieści się na drugim piętrze, piękny widok na stary gmach teatru jak mi mówiono... o jesteśmy.
Skręcili i wjechali do innej dzielnicy. ładniejszej, lepiej odgarniętej ze śniegu, czystszej. Lepszej. Czerwona strefa. Gorbow miał swoją willę dwie ulice od granicy strefy. Willa to trochę zbyt okazałe słowo, ale wziąwszy pod uwagę warunki, nie mogło być innego: wolno stojący, trzypiętrowy dom, był znacząco większy niż to co Natalie widziała do tej pory w Kosmogrodzie. Był też ogrodzony, bramy pilnowało dwóch żołnierzy NRS. Nie widać było żadnego monitoringu, no tak pewnie by się spalił od ręki.

Żołnierze zasalutowali Smirnoffowi i otworzyli bramę. Wjechali do środka. Wokoło ktoś próbował zrobić ogród z wiecznie zielonych drzew i krzewów rosnących w tundrze, ale efekt był raczej mierny. Adiutant sięgnął do stacyjki i spojrzał na kobietę.
- Jakieś ostatnie pytania albo obawy? Nie chciałbym kłopotać tow. sekretarza.




Tsk, tsk. Mamy rękawiczki, skóra nie miała żadnego kontaktu z jego gałkami ocznymi. A prawdopodobieństwo to wciąż tylko jedna z wielu możliwości. A samotność to wybór, nikt mu nie kazał być samotnym. Mógł nawet...tak właściwie to już ile lat? Ech, fundamentalnie zła? Mówisz więc że jestem złą kobietą? Doprawdy. Znów przespałaś ten moment w którym powinnaś była powiedzieć >Owszem Natalie, nie jesteś bezduszną zimną suką, bez przerwy zabijającą ludzi.<
Tetraplegik na wózku? Niee, to nie byłoby zabawne. Raczej nudne, i bezsensowne. Więcej sensu miałoby obezwładnienie kogoś do chwilowego stanu sprawności ruchowej takiego tetraplegika. Chociaż...może jednak jestem zła? To interesujący koncept. Coś jak związek prawdopodobieństwa z twoim pojawieniem się w ogóle. A lufy wymierzone w nas jeszcze nie są tragedią. Problem zaczyna się gdy rozlegają się strzały, do takiego momentu jeszcze da radę odratować sytuację. Możesz tego nie odczuwać ale też nie jest mi śpieszno opuszczać to cudowne ciało jakie mam...mamy na rzecz bliżej nieokreślonej nicości. A tak poza tym ostatnie cofnięcie było jak najbardziej w naszym dobrym interesie.... A instruktor... Uch, nie wiem czemu pierwsze co mi przychodzi na myśl to fakt że próby pomagania komukolwiek nie wychodzą na zdrowie. I nie, nie zamierzam dalej eksperymentować z dłuższymi przeskokami, chyba że nie będzie wyboru. Krwotok z nosa to jeszcze nie problem ale to odrętwienie, blah przywodziło na myśl stężenie pośmiertne. Całe szczęście że ewentualne efekty uboczne tyczą się tylko manipulacji czasem, chyba że o czymś zapomniałam?

Dziewczyna mimowolnie musnęła palcami swoją szyję, to z pewnością nie był przyjemny moment w jej czy też ich życiu. Potrząsnęła przecząco głową w odpowiedzi na pytanie.
- Nie, właściwie nie chociaż...jedno właściwie. Skoro tow. sekretarz zmienił to mieszkanie na lokum dla gości, czy to znaczy że jest to zakwaterowanie tymczasowe? Sam opis mi się spodobał - posłała adiutantowi przyjazny uśmiech.

Tak właściwie, jak sądzisz czego chce Gorbow? Idę o zakład że jeśliby chodziło o żołnierzy znalazłby się od ręki ktoś z gorszym wykształceniem, za to lepiej nadający się do prania mózgu sołdatom zgodnie z komunistyczną doktryną, mimo że potrafię przecież kłamać jak z nut




Noszenie r?kawiczek nie sprawia, ?e grzebanie w ?mieciach jest przyjemne...
Nast?pi?a d?u?sza chwila konsternacji po drugiej stronie mentalnej linii odgradzaj?cej Natalie od Nye.
Chodzi?o mi o to, ?e jego kom?rki m?zgowe s? samotne, bo jest ich tak niewiele. Ergo jest g?upi i ograniczony, wi?c wy?ywanie si? na nim, to dla nas zni?anie si? do samej ziemi...
No tak, w tym uj?ciu to stwierdzenie i dalsza logika niepe?nosprawnego mia?y troch? wi?cej sensu. Nevarez musia?a by? bardziej zm?czona podr??? ni? my?la?a, ?e jej to umkn??o.
Poza tym, ju? zapomnia?a?, ?e to ja nie jestem bezduszn?, zimn? suk?, bez przerwy zabijaj?c? ludzi? Z tego co pami?tam, to ty nie chcia?a?, ?eby co? ci przeszkadza?o, jakby? mia?a na to ochot?, wi?c zepchn??a? na mnie sw?j baga? emocjonalny, pi?kne dzi?ki.
Chwila ciszy.
Tyle, ?e w tej hali rozleg?y si? strza?y... niewa?ne. Liczy si? to, ?e rozumiesz nasz? sytuacj? i nie zamierzasz znowu pr?bowa? lekkomy?lnie czego? takiego. Ci??ko by? obserwatorem we w?asnym ciele...
Taak, przypomnisz sobie jak zachce ci si? rzuca? samochodami. Ju? nie pami?tasz, jak uzna?a?, ?e zabawnie b?dzie zrzuci? legary konstrukcyjne na tego ?wie?aka i zatrzyma? je tu? nad jego g?ow?? By?o troch? zabawy, a potem musia?y?my siedzie? kwadrans w damskiej toalecie z tamponami w nosie...

- To zale?y od tego jak d?ugo zamierza pani zosta?, ale prosz? si? o to na razie nie martwi?. - Smirnoff chwilowo odwzajemni? u?miech, czy te? raczej skrzywienie warg, zanim wr?ci? do swojego naturalnego, sztywnego wyrazu twarzy. - Chod?my.
Zgasi? samoch?d i wysiedli. Nie k?opota? si? z zamykaniem na zamki. Wiatr by? tutaj s?abszy ni? na ulicy, ale i tak zafurkota? jego p?aszczem i znowu zar??owi? policzki kobiety. Przeszli po ?wie?ym ?niegu do drzwi frontowych, kt?re adiutant otworzy? i tym razem pu?ci? Nevarez przodem.

Znaleźli si? w niewielkiej sieni, stanowi?cej naturaln? stref? buforow? mi?dzy domem, a dworem. Otrzepali si? ze ?niegu. W?a?ciwy dom zaczyna? si? sporym hallem. Pod?oga by?a z p?yt odbijaj?cych ?wiat?o sporego kandelabru na suficie. Na ?rodku rzucono dywan. Po bokach znajdowa?y si? drzwi do jakich? pomieszcze?, stoliki z kwiatami i kilka piedesta??w z popiersiami. Na ?cianach wisia?o kilka obraz?w. Naprzeciwko znajdowa?y si? podw?jne schody prowadz?ce na pierwsze pi?tro. Sz?a po nich w?a?nie starsza kobieta, okutana ci??kim, bia?ym futrem.
- Towarzyszko Levchenko, to jest madame Grobski, ?ona tow. sekretarza.
- Och, witaj, ty musisz by? Nadya - powiedzia?a serdecznie kobieta, podchodz?c i podaj?c Nevarez r?k?. - M?j m?? wiele mi o tobie opowiada?. Jak podr??? Chcesz usi??? i napi? si? czego? ciep?ego? Jurij jest jeszcze w gabinecie, powinien za chwilk? tu by?.

Nie wiem, mo?e sam ma problemy? Albo jego ?onka?




Ależ skąd, jakże mogłabym zapomnieć. W końcu to ty próbujesz mnie zawsze powstrzymać przed doprowadzeniem jakiegoś zapatrzonego we mnie biedaka do samobójstwa. Właściwie powinnaś się cieszyć z tego dodatkowego bagażu emocjonalnego, w końcu dzięki temu masz wyższą percepcję emocjonalną od przeciętnego człowieka. Swoją drogą, wiesz przecież jak nasza sytuacja wygląda z psychologicznego punktu widzenia, prawda? Teoretycznie jesteś takim samym obserwatorem jak ja operatorem. Ale to teoria, i ironia sytuacji. Psycholog z rozdwojeniem jaźni. A jeden z naturalnych odruchów człowieka to oszukiwanie samego siebie. Mogłabyś to czasem zrobić gdy tego chcę, nie zaszkodziłoby dla odmiany. Co do rzucania samochodami, nieee raczej nie planuję niczego podobnego w najbliższej przyszłości. Ale z drugiej strony, sama powiedz nie było to zabawne? Właściwie jak ten świeżak wtedy zareagował? Zemdlał ze strachu, nie? W sumie widziałam po drodze chyba jeden plac budowlany można by... Jednak nie, masz rację. Nie wyglądam najlepiej z tamponami wciśniętymi do nosa.

W międzyczasie Natalie z przyjaznym uśmiechem przyjęła podaną dłoń i delikatnie odwzajemniła uścisk dłoni, dyskretnie rozglądając się po obrazach czy nie ma gdzieś jakiegoś absurdalnego portretu rodzinnego, gdyby Gorbow miał jakąś dzieciarnię zmniejszyłoby się znacznie ryzyko że chce czegoś więcej od Nevarez niż porady psychologa.
- Owszem, madame. Nadya Levchenko, do usług. Podróż była przyjemna, acz trochę długa, dziękuję. Nie chciałabym sprawiać pani kłopotu madame, jednak chętnie usiądę czekając na tow. sekretarza.

No i masz, ten klimat źle na mnie działa. Powiedziałam "do usług". Ech wejdziesz między wrony to musisz krakać jak one. To straszne. Z drugiej strony szkoda by moje talenty mydlenia ludziom oczu kłamstwami się zmarnowały. Właściwie to dobra wiadomość jest taka że jeśli wciąż są małżeństwem to może znaczyć że coś jest na rzeczy. Gorzej jeśli Gorbowowi nie wystarcza jego żona. To byłoby...niewygodne. Ale w sumie wtedy nie zachowywałaby się raczej tak...serdecznie w stosunku do mnie. Jak sądzisz? W końcu ty tutaj odpowiadasz za nadmierne ilości emocji i uczuć. Mooooże nawet zauważysz coś co mogłam pominąć?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Deithe on Pon Paź 10, 2011 2:10 pm

Taak, ciekawe czemu ci się nie śpieszy, żeby mi go odebrać i uzyskać "wyższą percepcję emocjonalną". Już ja bym ci powiedziała co nieco o tej wyższości.
No pewnie, nie dość, że jesteśmy w tej samej sytuacji. Jeszcze może mam się zrzec w ogóle jakiejkolwiek autonomii, dla twojej wygody? Zresztą, dobrze wiesz, że nie mogę mydlić ci oczu. Od tego masz siebie, nie? Ja tu jestem po to, żeby ci pokazać jak jest naprawdę.
A może chcesz się zamienić? "Tak dla odmiany?"

Chwilowa pauza.
No cóż, efekt był nie taki znowu zły. Pomyślałabyś, że ludzie, szczególnie wojskowi będą próbowali odskoczyć, widząc kilka ton stali lecących im na łeb, a tu proszę. Jak dziecko. Założę się, że później musiał wybulić fortunę za chemiczne pranie bielizny...
Ech, robię się niesmaczna.


Portretów rodzinnych brak, jedynie kilka kiczowatych martwych natur i scena morska, pasująca tu jak pięść do nosa. Na rozgałęzieniu schodów prowadzących na pierwsze piętro widać było portret samego sekretarza, młodego, prężnego człowieka z czarną czupryną i podobnymi wąsami. Podpis głosił "Jurij Pietrowicz Gorbow".
- Ja tymczasem wrócę do swoich obowiązków. Ktoś pani później pokaże drogę do mieszkania - zwrócił się do Natalie. - Madam Gorbow. Towarzyszko Levchenko - skłonił krótko głowę i odszedł przez drzwi za schodami.
Tymczasem gospodyni zaprowadziła dziewczynę do niewielkiego saloniku. Warstwa termiczna cyberkombinezonu zajęła się wypromieniowaniem ciepła. W domu musiało być dwadzieścia kilka stopni, kolosalna różnica między nim a dworem. Salonik przypominał bardziej osiemnastowieczną biblioteczkę, niż nowoczesny salon: drewniane, ciepłe meble, kilka stylowych biblioteczek zastawionych klasyką.

Usiadły przy wiśniowym stole. Do środka weszła służąca, niosąc im po filiżance wzmocnionej herbaty, prosto z samowaru. Nevarez nie mogła zdecydować, czy taki anachronizm był rzeczywiście praktyczniejszy, czy to zwykła popisówka.
- A więc, Nadjo, opowiedz coś o sobie - poprosiła Gorbowa, posyłając jej serdeczny uśmiech i splatając palce przyozdobione przesadnie pierścieniami. - Tutaj nieczęsto widuje się ludzi w cyberkombinezonach. Sama nie widziałam ich już od wielu lat. Jak zresztą wielu rzeczy - westchnęła. - Więc może zabawisz starą kobietę opowieścią, gdzie byłaś, co robiłaś? Co się ściągnęło tutaj, do Kosmogrodu...

Jeszcze się zastanawiam Burknęła Nya. Co prawda miała takie samo wykształcenie, ale obie używały go zadziwiająco odmiennie. Natalie częściej wystawiała szybkie, pomagające jej w danej sytuacji osądy, podczas gdy Nya analizowała wszystko po trochu i wolniej dochodziła do ogólnych wniosków.

avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Az on Wto Paź 11, 2011 7:37 pm

To proste, ty masz wyższą percepcję emocjonalną, ja bezwzględną. A zamiana… jesteśmy na planecie zdominowanej przez komunizm. Ten system z definicji nie zostawia miejsca na uczucia. Wierz mi, bardziej byś się męczyła użerając bezpośrednio z tymi ludźmi niż obserwując wszystkie straszne rzeczy które robię, robimy jeśli nie uznajesz ich za wyłączne efekty moich kaprysów.
Natalie założyła nogę na nogę splatając dłonie na kolanie.
- Opowiedzieć coś o sobie, madame? Cóż mogę rzec, jestem właściwie zwykłą dziewczyną. Większość życia spędziłam szwędając się z ciekawości po wszechświecie, nigdy nie mogłam usiedzieć zbyt długo w miejscu. Właściwie zdarzało mi się robić wiele rzeczy w trakcie tych podróży by jakoś związać koniec z końcem, w odróżnieniu od Kosmogradu w wielu miejscach nie byłam w stanie uzyskać pracy odpowiadającej mojemu wykształceniu ale jakoś trzeba było żyć. – Nevarez wzruszyła ramionami po czym się lekko uśmiechnęła – Ale też nie było źle, podróże kształcą. Zaskakujące też jak wiele osób okazywało się skorych do pomocy, często nawet całkiem bezinteresownie. Chociaż zdarzały się drobne nieprzyjemności, raczej nieszkodliwe ale z wracającą częstotliwością potrafiły być irytujące. A co mnie ściągnęło na powrót do Kosmogradu, nostalgia. Brakowało mi tego klimatu i wrażenia że wszystko jest na miejscu. Kosmograd opuściłam kilka lat temu, odwiedziny dalszej części rodziny. Miała to być krótka podróż, kilka dni i powrót. Jednak tak się nie stało, rodzice umarli w trakcie podróży przez jakąś usterkę techniczną liniowca transportowego. Zaburzenia ciśnienia na pokładzie, matka miała wylew a ojciec zawał. – lekkie drgnięcie ust i pokręceniu nosem po chwili opanowane - Podobnie jak kilkadziesiąt innych osób wrażliwych na tego typu zmiany. I tak zostałam formalnie bez możliwości powrotu ze względu na przepisy dotyczące dozwolonego wieku podróży czy czegoś tam. Siłą rzeczy studia skończyłam z daleka od Kosmogradu, mieszkając u dalszych krewnych przez pewien czas. Jakkolwiek strata rodziny nie mogła zostać wynagrodzona pieniężnie, to jednak władze korporacji wypłaciły pewne odszkodowania, które potem posłużyły mi na fundusze pozwalające na podróże. Stąd też mogę mieć pewne naleciałości obcego akcentu po jakichś siedmiu latach przebywania w różnych systemach. I to byłoby mniej więcej tyle, z mniej istotnych informacji lubię teatr i literaturę klasyczną. A cyberkombinezon, ot jest wygodny i funkcjonalny.
Całkiem zgrabna historyjka, nie sądzisz Nya?

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Deithe on Wto Paź 11, 2011 7:43 pm

Nya nie zaszczyciła jej odpowiedzią, ale Natalie mogła wyczuć co tamta sądzi o tym wszystkim. Jak zwykle zresztą.
Madame Gorbowa wyglądała wpierw na skonsternowaną opowieścią, potem na zakłopotaną, ale w końcu zwróciła się ku współczuciu.
- Och, kochanie, nie wiedziałam. Nie chciałam, żebyś wspominała tak tragiczne chwile – żona sekretarza wyciągnęła rękę, jakby chciała jej dotknąć, ale ostatecznie schwyciła filiżankę herbaty i upiła łyk. – Jestem pewna, że to byli dobrzy ludzie – powiedziała.
O tak, mętna jak angielska herbata.
- Ja też jestem fanką literatury klasycznej, cieszę się, że mamy coś wspólnego. – Gospodyni na powrót się uśmiechnęła. – A jaka jest twoja ulubiona powieść klasyczna? Ja osobiście…

Nevarez jednak nie miała okazji usłyszeć co madame osobiście, gdyż drzwi do saloniku się uchyliły i stanął w nich mężczyzna, który musiał być Jurijem Pietrowiczem Gorbowem. Obraz musiał być namalowany kilkanaście lat temu, gdyż tow. sekretarz wyraźnie się postarzał. Czerń czupryny zaczęła zastępować szarość, a same włosy zaczęły cofać się z czoła niczym żołnierze z linii frontu. Wąsik z obrazu rozrósł się w sumiaste wąsy. Kiedyś musiał być postawnym mężczyzną, ale zdaje się, że ciężar lat przygiął go do ziemi.
- Kochanie – madame uśmiechnęła się promiennie do męża. – Właśnie poznawałyśmy się z panią Nadją.
- Hmm… - wyraźnie widoczne linie na czole pogłębiły się, krzaczaste brwi zsunęły, tworząc włochate zasieki. – Nie wątpię, że jeszcze będzie okazja, żebyście się poznały. Tymczasem zapraszam do mojego gabinetu.
Głos miał niski i władczy. Odwrócił się i poszedł do siebie, najwyraźniej oczekując, że Nevarez za nim podąży. Żona sekretarza wstała, skinęła Natalie głową, wyraziła nadzieję na ponowne spotkanie, po czym wyszła przez drugie drzwi prowadzące w głąb domu.

Nie mając wyjścia, psycholożka wróciła do hallu i podążyła za Gorbowem, schodami na pierwsze piętro, w lewo, korytarzem w prawo i aż do końca, mijając kilka pokoi niewiadomego przeznaczenia. Tow. sekretarz czekał na nią przy otwartych drzwiach, zaprosił ją gestem do środka, przepuszczając w drzwiach. Zamknął drzwi. Uścisnął jej energicznie dłoń po czym wskazał fotel przed biurkiem, a sam zasiadł za nim.
Gabinet prezentował się imponująco – jak na standardy Kosmogrodu – mahoniowe biurko, skórzane fotele, gustowne biblioteczki na książki i papiery. Po prawej mieścił się niewielki kominek, oprócz rozmieszczonych po całym domu grzejników. Żarzyło się na nim kilka głowni. Za fotelem Gorbowa wisiał portret mężczyzny w sile wieku, spoglądającego surowo na cały gabinet. Artysta robił co mógł, żeby wydobyć z postaci potęgę i autorytet, ale Natalie momentalnie poczuła niechęć do tego człowieka. Z wielu powodów. Podpis pod obrazem głosił: towarzysz sekretarz generalny Nowej Republiki Socjalistycznej, Andriej Andriejewicz Stiepanov.

- Przepraszam, że nie przyjąłem pani od razu, sprawy partii – zaczął mętnie sekretarz. – Nie mieliśmy jeszcze okazji poznać się osobiście, Jurij Pietrowicz Gorbow, wiele o pani słyszałem – dodał.
Położył spore łapska na stole i splótł je. Wyglądał na spiętego.
- Ma pani imponujące referencje – powiedział po chwili, przysuwając sobie jakąś kartkę. Nevarez zobaczyła do góry nogami, że są to papiery, które przesłała Smirnoffowi jako swoje referencje do tej pracy. Skrzywiła się ponownie w myślach, na myśl o kosztach tej operacji. Jak tłumaczył jej znajomy fałszerz, samo znalezienie kobiety urodzonej w Kosmogradzie, która była w wojsku i wyjechała nie było takie trudne. Biedna Nadja Levchenko. Trudniej było ożywić trupa, podmienić dokumenty, zdjęcia i sprawić, że NRS uwierzy w tej stek bredni, jakoby psycholożka odnalazła się po latach tułaczki. Nadja okazała się nie tylko wytrawnym psychologiem, ale i znakomitym szpiegiem, okradającym imperialistyczne świnie ku chwale NRS, a teraz powraca w rodzinne strony by nieść kaganek socjalizmu i takie tam. Drogo, ale warto było.

- No dobrze, ale może przejdę do rzeczy – podjął Jurij Pietrowicz. – Oczywiście zatrudniłem panią jako psychologa wojskowego i to jest pani oficjalne zajęcie. Jednak jest coś jeszcze.
Oho, nadchodzi.
- Chodzi o mojego syna, Ilję – wyrzucił z siebie. – Chciałbym, żeby pani go wyleczyła.
Reszta popłynęła z niego, jak zwykle to płynie z ludźmi trzymającymi w sobie tajemnicę, którą mogą bezpiecznie ujawnić. Tajemnica lekarska i takie tam, zapewne. Otóż panuje w Kosmogradzie pewien przesąd, zabobon, niemalże gusło, że częste tu zamiecie i śnieżyce tańczące wokół miasta mają w sobie więcej niż śnieg. Śnieżny Anioł, tak nazywają tą istotę. Iluzja, równie częsta w zamieci jak na rozpalonej pustyni. Fatamograna, miraż. A mimo to ludzie w to wierzą, nie otwarcie oczywiście, ale mimo wszystko. Patrole chodzące granicą miasta czasem opowiadają, że widzieli ludzką postać ze skrzydłami ze śniegu szybującą w powietrzu, albo zwyczajnie stojącą. Niektórzy twierdzą, że w ryku zamieci słyszeli zdecydowanie inny głos, okrutny, nieludzi. Kilkoro ludzi zaginęło, całkowicie naturalna rzecz w takim klimacie.
To naprawdę jego wina – wyznał – chłopak był zafascynowany wojskiem, jak większość jego rówieśników. Więc pozwolił mu iść na patrol z prawdziwymi żołnierzami. Był to jeden z tych pechowych patroli, który widział Śnieżnego Anioła. Pal licho żołnierzy, próbowali przemówić chłopakowi do rozumu, wyjaśnić, a nawet przebłagać. Jednak młodzik doznał takiego szoku, że zapiera się rękami i nogami przed powrotem do rzeczywistości. Co za wstyd, syn sekretarza partii wierzący w zabobony.
- Naprawdę nie wiem co z nim zrobić. To dobry chłopak, a mimo to nie chce posłuchać głosu rozsądku. Na razie udało mi się utrzymać to w tajemnicy, ale kto wie jak długo jeszcze. Próbowaliśmy wszystkiego, ale nic nie skutkuje, po prostu zaparł się i wsio. Dlatego mam nadzieję, że może pani wreszcie coś zdziała, że pomoże…

Tow. sekretarz poświęcił absurdalnie dużą uwagę jej referencjom, nie chcąc patrzeć jej w oczy.
- Ustaliłem na razie wasze spotkania na czternastą, po pani pracy w kancelarii. Oczywiście to podwaja pani pensję – dodał nagle, jakby zapomniał o tym ważnym szczególe. – Więc… słucham, czy ma pani jakieś pytania. A może chciałaby pani zobaczyć się z Ilyą?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Az on Wto Paź 11, 2011 8:48 pm

- Cóż mogę rzec towarzyszu, nie marnowałam czasu - skwitowała z uśmiechem opinię odnośnie "jej" referencji. Jednocześnie założyła nogę na nogę odruchowo splatając dłonie na kolanie. Przez chwilę trawiła informacje o Ilji w ciszy.

"Negacja rzeczywistości, wycofanie. Reakcja obronna, ale na co? Co takiego spowodowało że kopnęło go bardziej niż sołdatów. Hmm..."

- Sądzę że nie będzie z leczeniem większych problemów, towarzyszu sekretarzu. Właściwie to mam już nawet kilka teorii roboczych. I dwie drogi do wyleczenia Ilyi. Jedyne pytania jakie teraz mam zresztą ich dotyczą. Co pan rozumie przez zapieranie się przed powrotem do rzeczywistości, zerwanie rutyny dnia codziennego, porzucenie obowiązków i zobowiązań? Naturalnie, będę chciała się zobaczyć z Ilyą, im prędzej poznam pacjenta tym lepiej. Wtedy też dowiem się części rzeczy o które pytam, jednak istotna jest również wasza opinia, towarzyszu. Zanim się z nim spotkam chciałabym też wiedzieć czy od chwili "incydentu" stał się drażliwy na jakimś punkcie bardziej niż kiedykolwiek. Ponadto przydatny byłby jego dotychczasowy plan tygodnia, rutyna i dotychczasowe zainteresowania często potrafią przełamać różne rodzaje szoku. Również raporty żołnierzy którzy byli z Ilyą na tym nieszczęsnym patrolu mogą rzucić trochę światła na sprawę, czy wspominali o czymś co mogło spowodować tę reakcję tylko u niego pozostawiając ich nietkniętych? Ilya na chwilę został odcięty od grupy przez zamieć przykładowo?
Tak, to tyle jeśli chodzi o pierwszy wariant leczenia. - Natalie westchnęła po dłuższej wypowiedzi, nawet jak na nią po czym uśmiechnęła się lekko, w zamierzeniu krzepiąco. Pozory trzeba zachowywać, abstrahując od komunistycznych idei może Gorbowie nie byli nawet złymi ludźmi. Mogła im pomóc, brzmiało jakby ktoś jej rzucił wyzwanie. Czy to jakiś kosmita, obłąkany efekt nielegalnych modyfikacji genetycznych, czy też może jakimś cudem inny psionita o abstrakcyjnej powłoce a nawet niekoniecznie. - Teraz przejdźmy do drugiego wariantu. Od razu uprzedzam że metody mogą być niekoniecznie.."standardowe", i mimo że konieczne działania będą bardziej wyglądały jak operacja wojskowa wszystko to ma na celu wyleczenie Ilyi. Po pierwsze, kiedy żołnierze którzy towarzyszyli wtedy Ilyi wyruszają na kolejny patrol w tym samym rejonie. Chcę osobiście zbadać tego całego "Śnieżnego Anioła", nie sądzę by miał rzeczywiście związek z jakimiś ezoterycznymi bzdurami. Po drugie potrzebuję kompletnych akt wszystkich żołnierzy którzy ponoć widzieli "anioła", a także wszystkich zaginionych. Ponadto chciałabym dostać mapę sztabową z zaznaczonymi trasami patroli, oraz miejscami w których było najwięcej doniesień o obecności domniemanego "anioła". Muszę też was uprzedzić towarzyszu sekretarzu, że może być konieczne zabrania Ilyi na jeden z takich patroli ze mną. Zdarza się że szok wtórny przywraca pacjenta do zdrowia. W ten czy w inny sposób Ilya zostanie wyleczony przeze mnie. Czy to przez rozmowę czy rozwianie nonsensownego zabobonu o tym całym aniele. Kiedy właściwie pojawiły się o nim pierwsze wzmianki? I Ne boisya tawariszcz, wasz syn jest w dobrych rękach.- uśmiechnęła się przyjaźnie i w zamierzeniu uspokajająco. W końcu prawdopodobnie nieprzyjemnie byłoby sekretarzowi mówić o tym feralnym szoku dzieciaka. - Najchętniej bym się spotkała z Ilyą od razu, jak odpowiecie na pytania towarzyszu. - w oczach Natalie pojawił się charakterystyczny błysk w oku, ciekawość i zaintrygowanie potencjalnym wyzwaniem jakby zniwelowały efekty zmęczenia podróżą.

Tak właściwie to nawet ja mogłabym robić za tego całego śnieżnego anioła, et unieść się na parę metrów w powietrze i skłonić trochę śniegu do ułożenia się w skrzydła. Ale nawet jeśli to powiedz mi Nya, kto chciałby robić coś takiego? I po co?

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Deithe on Wto Paź 11, 2011 10:03 pm

- Co? Nie, nie, Ilya to dobry chłopak - Sekretarz zafrasował się. - Pilnie się uczy, udziela się społecznie, chodzi na zgromadzenia. Tylko czasem zbyt ekscytuje się różnymi sprawami. Wpierw radzieckie czołgi z okresu Drugiej Wojny Światowej, później wojsko NRS, a teraz ta sprawa ze Śnieżnym Aniołem. Może jest trochę uparty, ale w jego wieku wszystkie dzieciaki takie są.
- Mówiłem mu wyraźnie, że nie ma czegoś takiego jak Śnieżny Anioł, że to tylko złudzenie optyczne, a ten swoje. Bardzo się upiera przy swoim. Wpierw nie gadał o niczym innym, ale im więcej próbowałem mu pomóc, wyjaśnić sprawę, tym bardziej zamykał się w sobie. Już nie wiem jak mam z nim rozmawiać.
Jurij zaczął międlić dłonie.

- Plan tygodnia? Normalnie, poniedziałek - piątek szkoła, później spotkania z przyjaciółmi. Bardzo się udzielał, rozumie pani - po raz pierwszy Gorbow pokazał coś na kształt uśmiechu. - W weekendy chodził na zgromadzenia, jak każdy porządny młodzieniec. U nas niestety nie ma wielu rozrywek, młodzież znajduje sobie więc bardziej kulturalne zajęcia. Rozwijają się duchowo - zapewnił.

- Raporty... oczywiście żadnych raportów póki co nie ma. I nie będzie, jeśli będę miał w tej sprawie coś do powiedzenia - rzekł. - Za to trzech, absolutnie przypadkowych żołnierzy zostało skierowanych na okresowe badania psychologiczne, akurat do nowego nabytku wydziału psychologii Kancelarii Wojskowej. Jutro od dziesiątej do trzynastej, jeśli to pani pasuje. Ale o ile mi wiadomo Ilya był cały czas z żołnierzami. Choć z drugiej strony nie wiem, czy który by się przyznał, jakby spuścił go z oka, sobacze syny - warknął i w gniewie na chwilę odmłodniał. Zaraz potem westchnął i ponownie opadł na niego płaszcz lat.

Następnie tow. sekretarz słuchał w skupieniu jej żądań odnośnie dokumentacji. I wypraw. Wyraźnie widziała jak zaciskają mu się mięśnie szczęki na wspomnienie zabrania ze sobą jego syna. Jeszcze nie byłą pewna co przeważy u niego w tej kwestii: troska o syna, czy chęć rozwiązania problemu.
- Wolałbym, żeby do tego nie doszło - mruknął - ale pozostawiam to w pani gestii - rzucił cokolwiek niezobowiązująco. - Co się zaś tyczy akt i map, musi pani się po nie zgłosić do Kancelarii Wojskowej, niestety są strasznie uparci w tym względzie. Każę Smirnoffowi ich uprzedzić, żeby nie robili pani problemów i udzielili wszelkiej potrzebnej pomocy.

Nie mam pojęcia, brzmi trochę za poważnie jak na zwykły kawał, ale zbyt prosto jak na jakąś operację wojskową. Może test psychologiczny? Żeby zobaczyć jak reagują żołnierze? Brzmi głupio, ale robiono już durniejsze rzeczy. A może zależy komuś na ustanowieniu jakiejś idei w ludzkiej świadomości? Na razie jednak nie mam pomysłu po co, nie bardzo jest tu co wykorzystać, ludność spacyfikowana... może wywrotowcy? Choć brzmi naciąganie.
Widać było, że obie z miejsca odrzucają teorię o mirażu.

- Wierzę w to, wierzę. Po to panią tu sprowadziłem - Gorbow wstał. - Pozwoli pani za mną - wskazał jej drzwi, przepuścił ją, zamknął gabinet na klucz i poszedł naprzeciwko, gdzie za przepierzeniem korytarza kryły się schody na drugie piętro. Weszli na górę. Widać było tu też kilka innych pokoi - ciekawe czy ktoś z tego wszystkiego korzysta - a nad sufitem parteru urządzono pokój dzienny. Dwie sofy, kilka foteli, wszystko utrzymane w tej skórzano-stylowej tonacji, do której willa Gorbowa zdążyła już ją przyzwyczaić.

Jurij jednak otworzył drzwi do pokoju nad schodami do pierwszego piętra. Było to mniejsze pomieszczenie, zawierające zaledwie dwa wysokie fotele, kilka podręcznych biblioteczek, stolik i kominek. W kominku ktoś świeżo rozpalił, a na stoliku stały dwie filiżanki parującej herbaty i paczka ciasteczek-herbatników.
- Poczeka pani chwilkę, przyprowadzę go - powiedział wskazując jej jeden z foteli.
Jurij wyszedł i po niespełna dwóch minutach powrócił ze swoją latoroślą. Chłopak nosił wojskowe spodnie khaki i czarny sweter, spod którego wystawał kołnierz koszuli. Czarna czupryna i ciemne oczy bardzo upodabniały go do postarzałego Gorbowa. Ilya mógł mieć na oko piętnaście lat, może szesnaście.

- Synu, to jest pani Levchenko, chciałaby z tobą porozmawiać.
Ostentacyjne wzruszenie ramion i brak kontaktu wzrokowego.
- Przywitaj się ładnie.
- Zdrastwujtie - mruknął do siebie chłopak.
Sekretarz zrobił niewyraźną minę. Chciał chyba coś dodać, ale rozmyślił się i powiedział:
- Zostawiam was samych, żebyście mogli porozmawiać w spokoju.
Po czym wyszedł, zamykając drzwi.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Az on Sro Paź 12, 2011 4:12 am

- Privet, Ilya. Jeśli chcesz mów mi Nadya. - Natalie zajęła jeden z foteli - Słyszałam że relatywnie niedawno byłeś na patrolu świadkiem pewnego zjawiska związanego z tak zwanym Śnieżnym Aniołem,da? Chciałabym się dowiedzieć o tym czegoś więcej, i sądzę że mógłbyś mi w tym pomóc. Zechciałbyś może opowiedzieć co widziałeś? - Nevarez uśmiechnęła się lekko zachęcająco mruknąwszy jednocześnie do siebie mentalnie.

Może by generować chaos, a może tak jak mówisz eksperyment psychologiczny sprawdzający skuteczność propagandy. Swoją droga ten Ilya, apatyczny, zrezygnowany. Bah nawet się nie spojrzał na mnie, to niemal obelga. Przy czym nie mogę zdecydować co jest gorsze, apatyczne ignorowane czy wręcz obmacywanie wzrokiem. Wracając do obiektu, też masz to dziwne wrażenie że zarówno dzieciak jak i Gorbow są jednakowo uparci? Przy czym dzieciak zdaje się mieć mniej zahamowań konformistycznych i bardziej wierzyć że to co widział było tym co widział.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Deithe on Sro Paź 12, 2011 9:01 am

Ukradkowe spojrzenie, brak kontaktu wzrokowego. Ponownie wgapienie się gdzieś w przestrzeń. Ostentacyjne wzruszenie ramion. Chłopak przez chwilę stał jak kołek i wyraźnie nie bardzo wiedział co ze sobą zrobić, ręce w kieszeniach, włosy zachodzące na oczy.
W końcu na wpół usiadł, na wpół rzucił się na fotel, bardziej chyba ze względu na możliwość wgapienia się w ciasteczka niż z rzeczywistej potrzeby czy ochoty siedzenia.

Chwila niezręcznego milczenia przeciągała się. Natalie widziała drobne oznaki świadczące o tym, że w młodziaku kotłują się uczucia: podejrzliwość, bunt, złość, rezygnacja i kilka innych, walcząc o dominację. Był dwadzieścia lat za młody, żeby potrafić to ukryć przed czujnym wzrokiem psychologa.
- Po co? I tak mi pani nie uwierzy. Mam dość tego, że ludzie uważają, że kłamię albo zmyślam - wyrzucił w końcu z siebie.

Jakoś nie wydaje mi się, żeby miejscowi byli dość wyrafinowani, by generować chaos. Sprawiają wrażenie dość skostniałej bandy.
Nevarez poczuła, jak Nya wysuwa się do przodu, by przyjrzeć się chłopakowi ich oczami, zamiast jak zwykle przeglądać obrazy w ich umyśle, po czym się cofa.
Czy ja wiem? Sto do jednego, że mogłybyśmy mieć go wokół palca w pięć minut. Tylko po co? Od kiedy nam zależy na adoracji jakiegoś chłystka? Dąsająca się królewna, gimme a break.
Jaki ojciec taki syn, choć nie wiem czy w tym przypadku to taki charakter, czy strumień hormonów.

avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Az on Sob Paź 15, 2011 12:41 pm

Och bez przesady. Zaraz tam "adoracji" od razu "zależy"... Nie doceniasz mojego wyrachowania, to rani. Z pewnością mógłby być przydatny jako ewentualny nacisk na Gorbowa, mając dzieciaka wokół palca można mieć jego ojca w garści jak sądzę. Wystarczyłoby to dobrze rozegrać, tak żeby przypadkiem nie zniszczyć jego psychiki. To może być nawet warte stracenia pięciu minut życia, nie wspominając już o potencjalnej wartości rozrywkowej przedsięwzięcia. Pewnie jest to wbrew jakiejśtam etyce zawodowej...ale co tam.

Natalie uśmiechnęła się sięgając po filiżankę herbaty by upić z niej drobny łyk naparu.
- Doprawdy, Ilya? A myślałam że nie mam najmniejszego powodu by nie wierzyć w to co powiesz. Zresztą, wciąż tak uważam. - Nevarez przerwała by upić kolejny łyk herbaty, i odłożyć filiżankę na stół. - Ostatecznie ty sam nie masz powodu by zmyślać i kłamać w tej kwestii, nic nie zyskujesz na tym jak sądzę. Nadmierna uwaga jest raczej irytująca dla ciebie, kategoria niezdatnego do służby wojskowej nie jest dla ciebie raczej interesująca zważywszy na twoje wcześniejsze zainteresowanie wojskiem. - "Nadya" splotła dłonie na kolanie - Nie byłoby mnie tutaj gdybym z definicji założyła że cokolwiek powiesz będzie kłamstwem. Nie sądzisz? Po co miałabym marnować czas. Więc powiedz mi Ilya co widziałeś, szczerze powiedziawszy chętnie bym spotkała "Śnieżnego Anioła" osobiście.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Deithe on Sob Paź 15, 2011 1:47 pm

Jak tam sobie chcesz.
Natalie wyczuła mentalne wzruszenie ramion tamtej.
Osobiście nie zbliżałabym się do dzieciaka ani ojca bliżej niż to konieczne dla naszych celów. W każdym razie idę spać, obudź mnie, jeśli będzie się działo coś interesującego...
I tak po prostu Nevarez poczuła jak tamta zasypia, rodzaj odrętwienia, gdzieś z tyłu głowy. Odkrycie, że obie uznają odmienny tryb dobowy, było tyleż zaskakujące co niepokojące. Poza tym, od ich rozdzielenia Natalie przestała śnić, wystarczało jej też cztery, pięć godzin snu, a teraz w powłoce jedna, czy dwie, żeby czuła się wypoczęta. Nya potrafiła spać po dziesięć albo i dwanaście godzin. Poza tym Natalie byłą pewna, że tamta śni, choć jakoś nigdy o tym nie rozmawiały. Co gorsza, Natalie wiedziała, że Nya najczęściej nie śpi, gdy ona sama odpoczywa.
Początkowo nie miała o tym pojęcia, ale przyłapała ją pewnego razu przypadkiem, a później upewniła się jeszcze kilkukrotnie. Niby nic się nie działo w tym czasie, wyglądało to tak jakby ktoś stał przy jej łóżku i patrzył się na nią gdy śpi. Oczywiście Nya twierdziła, że pilnuje jej, żeby nic się jej nie stało w chwilach, gdy jest niemalże bezbronna - co okazało się prawdą w kilku okazjach, dość przykrych dla ludzi, którym się wydawało, że mogą podejść ją we śnie. Jednak nie dawało jej to spokoju czasami. Czy Nya mogła przejmować jej ciało, gdy Natalie spała? Nya nigdy się nie przyznała ani nie zaprzeczyła, zbywając temat, a Nevarez nie mogła się zdecydować z jakiego powodu, czy dlatego, że to prawda i chce to ukryć? A może to jedyny sposób w jaki może się podroczyć z nią? Czy sama by sobie powiedziała, gdyby miała taką przewagę? Czy...?

Ilya obserwował ją ukradkiem. Ostentacyjnie zjadł ciastko, gdy ona popijała - wcale niezłą - herbatę.
Po jego wzroku wnosiła, że jednocześnie wcale jej jeszcze nie ufa, ale zdołała skruszyć jego skorupę na tyle by z niej wyjrzał.
- Bo ja nie kłamię! - wyrzucił z siebie. - Naprawdę ją widziałem - dodał.
Oho "ją". To sporo wyjaśnia.
- Była piękna...
Zaczyna się. O tak, widziała to w jego rozmarzonym spojrzeniu i uśmiechu błąkającym się po ustach. Pozerska obojętność spłynęła z niego jak świeża farba w deszczu. Chłopak szukał po prostu kogoś komu mógłby opowiedzieć o swoim ideale. Widziała jak dostrzega jej zainteresowanie i jak rzuca się na nie, wpierw powoli, z ociąganiem i wahaniem, ale w miarę mówienia coraz szybciej, chętniej i płynniej. Jurij Gorbow miał trochę racji, jakby jego syn tak się rozgadał na publicznym zebraniu to posłaliby go wprost do czubków.
Ojciec pozwolił mu na uczestnictwo w jednym z patroli wokół Kosmogradu, wiec z samego rana w sobotę zjawił się w Kancelarii Armii, gdzie żołnierze brali swój codzienny przydział obowiązków. Trafił do trzyosobowego zespołu pod komendą młodszego porucznika Pietera Woronova. Wyruszyli wiec normalnie, przeszli się ulicami. Był z nimi pies, owczarek niemiecki, Bruno. Ilya dowiedział się jeszcze, że byli z nim sierżant Afans Abelev i szeregowy Gora Liadov. Pogoda byłą w miarę słoneczna, mężczyźni mieli dobre humory, opowiadali sobie żarty, a Ilya śmiał się razem z nimi, chociaż ich nie rozumiał. Liadov próbował poczęstować go papierosem, ale młodszy porucznik natarł mu uszu.
Doszli do obrzeży miasta i skręcili w lewo. Spychacze kursowały tędy co godzinę, więc puch sięgał im zaledwie kostek. Minęli dwa inne patrole, żołnierze się pozdrawiali i szli dalej. Widać było, że niektórzy mieli ochotę się zatrzymać i pogadać, ale widząc chłopaka tylko machali przyjaźnie i szli dalej.
To stało się zaledwie pięć minut po spotkaniu drugiego patrolu. Nagle zerwał się ostry wiatr, porywając ze sobą tumany świeżego śniegu. Bruno zaczął ujadać, a potem nagle zaskomlał i rzucił się do ucieczki. Sierżant próbował go złapać, ale chybił wpadł w zaspę. Mężczyźni pomogli mu się wygrzebać i wtedy zobaczyli ją. Śnieżnego Anioła.
Pojawiła się znikąd, skąpana w płatkach śniegu i porywach wiatru. Skórę miała bielszą niczym śnieg, włosy powiewały majestatycznie na wietrze, była całkiem naga (oho), a śnieg układał się w powietrzu w olbrzymie skrzydła, które utrzymywały ją dobre dwa metry nad ziemią.
Ilya nie wiedział co się dalej działo, choć zdawało mu się, że Liadov i Abelev ściągają swoje AK-47, a Woronov coś na nich krzyczy. On jednak nie mógł oderwać oczy od śnieżnej postaci, które miała w sobie coś magnetycznego. Później pochwyciła go ciemność i obudził się dopiero w szpitalu polowym, gdzie powiedziano mu że zasłabł na patrolu, a żołnierze przynieśli go z powrotem.
Zwrócił się do siedzącego przy nim ojca i próbował opowiedzieć mu co za cuda widział, ale napotkał tylko konsternację i niezrozumienie. Lekarz stwierdził, że majaczy pod wpływem wychłodzenia. Tyle zdążyła wywnioskować z jego relacji.
- Nie wiem, czemu nikt mi nie wierzy - zakończył swoją przydługą opowieść. - Wiem co widziałem. Może chociaż pani mi wierzy? - spytał, wpatrując się w swoją filiżankę.
- Ech, chciałbym ją jeszcze raz zobaczyć... - mruknął, może zachęcony deklaracją Nevarez.
Dziadkowy zegar stojący w rogu wybił siedemnastą. Musieli tu siedzieć dobrą godzinę, wyłuskując historię z paplaniny chłopaka.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Az on Sob Paź 15, 2011 5:43 pm

Miała rację, to było zabawne.

- Owszem Ilya, wierzę ci. Ba, wiem że mówisz prawdę. To co opisałeś jest generalnie rzecz biorąc w stu procentach możliwe. - powiedziała z uśmiechem i błyskiem lekkiego rozbawienia w oczach Natalie - Jednak z drugiej strony, zakładając że spotkałbyś ją ponownie... Co byś wtedy zrobił?

Dziewczyna obserwowała młodego Gorbowa starając się zwrócić uwagę na wszelkie nietypowe reakcje, czy też mimikę twarzy dzieciaka prowadzącą do dalszych wniosków co się dzieje z jego pokręconym umysłem. Uznała że może poświęcić mu jeszcze ewentualnie godzinę. Potem wypadałoby w końcu zobaczyć przydzielone jej lokum i trochę powęszyć. Jak zwykle trochę niepokoił ją fakt różnicy w systematyce snu pomiędzy nią a jej odbiciem, ale z drugiej strony co złego mogłaby zrobić przez dwie godziny, nawet jeśli mogłaby przejąć kontrolę. Właściwie ze swoją kreatywnością Natalie wolała o tym nie myśleć. Wystarczyło że Nya zdawała sobie raczej sprawę że działając przeciwko niej działałaby przeciwko sobie, ponadto była przydatna więc kto wie. Może kiedyś Nevarez pożyczyłaby jej kontrolę na krótki czas. Co jest absurdalną myślą zważywszy na to że obie to tak naprawdę jedna i ta sama.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Deithe on Sob Paź 15, 2011 6:23 pm

- Naprawdę pani tak myśli? - Natalie zobaczyła w nim tego człowieka, którym mógł się stać: żywiołowego, popularnego, pragnącego akceptacji i poklasku. Może polityk jak jego ojciec? Oczy błyszczały mu ze skrywanej nadziei i radości, którą starał się ukryć z niemal dziecięcą nieudolnością.
- Och, sam nie wiem - chwilowe skupienie ponownie przeszło w rozmarzenie, tym razem już nawet nie skrywane. - Ona była taka majestatyczna, rozumie pani, a zarazem taka świetlista, jakby bił od niej wewnętrzny blask, jakby...
I tak dalej i tym podobne. Następna godzina nie doprowadziła do żadnych istotnych wniosków. Natalie próbowała go zawrócić subtelnie na właściwą rozmowę, ale Ilya zdawał się zwyczajnie nie słuchać, rozpływając się w fantazjach - niczym poważnym - o spotkaniu ze Śnieżnym Aniołem. Jedyne co z tego wynikało, to, że chciałby, ale się boi.

Mechaniczny zegar wybił szóstą i ich spotkanie dobiegło końca. Ilya pożegnał się tym razem ładnie i wyszedł jakiś taki zamyślony. Nie było wątpliwości, że młodzikiem sterują hormony. Swoją drogą to dobrze, po tych dwóch godzinach Natalie miała pewność, że nie tylko przebiła się do chłopaka, ale słuchając go zaskarbiła sobie pewien stopień zaufania, co zawsze może być przydatne. Gdyby natomiast był młodszy, cała sesja mogłaby wziąć w łeb, dzieciaki może i są głupie, ale nadrabiają instynktem i wyczuwają fałsz na kilometr.

Wstając i biorąc swoją teczkę, zwróciła się ponownie myślami ku swojej śpiącej połówce. Oczywiście wiedziała, że tak naprawdę to ona, nie jakaś druga kobieta w jej głowie, mogła mieć rozdwojenie jaźni, ale nie była bynajmniej szalona. Z drugiej jednak strony... dla niej samej Nya była tak prawdziwa jak druga osoba. Przez te wszystkie lata była dla niej, no prawie jak siostra. A biorąc pod uwagę możliwości własnego umysłu czasem zaczynała wątpić w to, że one dwie to tak naprawdę ta sama osoba. Czy mogła stworzyć zupełnie nową osobę? Były co prawda bardzo podobne, ale też różniły się, poza tym potrafiły zarówno dzielić się swoimi myślami jak i je blokować przed sobą. Czy jej mózg byłby do tego zdolny? Raczej tak. Czy by tego chciał? Raczej nie. Normalnie. Ale czy rozdwojenie jaźni można nazwać czymś normalnym? Czasem wykształcenie psychologiczne sprawiało więcej problemów niż dawało pożytku.

Tak się zamyśliła, że wychodząc niemal zderzyła się z Jurijem. Zwrócił ku niej głęboki mars na czole. Nie była pewna, ale wyglądał jakby stał tu, za drzwiami przez cały czas.
- I jak...? - rzucił tylko, ale w tych dwóch słowach kryła się całą troska i obawa rodzicielska do jakiej był zdolny ten postarzały mężczyzna.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Az on Sob Paź 15, 2011 7:13 pm

- Haraszo, właściwie nie ma powodu do obaw. Szczerze powiedziawszy z psychologicznego punktu widzenia jest zdrów. Acz może być jednak konieczna sesja na granicy miasta, to zależy od pozostałych informacji jakie wyciągnę z akt, badań "losowych" żołnierzy oraz przejścia się po trasie patrolu na którym był wcześniej Ilya. Sądzę że kwestię konieczności takiego spaceru rozstrzygnę do piątku albo poniedziałku, zależnie od ilości materiałów. Myślę że w najgorszym wypadku po miesiącu codziennych sesji "problem" ze śnieżnym aniołem będzie należał do przeszłości. - Natalie przerwała na chwilę jakby coś rozważając po czym zaczęła ostrożnie - Ponadto Ilya jest....hmmm zbyt pewny tego co widział, żeby to był zwykły miraż. Zwykle ludzie wykazują pewne oznaki wskazujące na to czy coś faktycznie widzieli czy to ich wzrok zawodził. Przynajmniej tyle mogę rzec po jednej sesji, nie mając pod ręką wszystkich informacji, towarzyszu.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Deithe on Sob Paź 15, 2011 7:40 pm

Jurij w pierwszej chwili wyglądał jakby doznał ulgi na wieść, że jego syn jest zdrów, ale na samo wspomnienie sesji na granicy i dalszych badań ponownie się spiął.
- No cóż, mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale oczywiście dostanie pani wszelkie informacje, jakich będzie potrzebowała. - Nie wyglądał na zadowolonego ani z perspektywy wysłania chłopaka na patrol ani miesiącem sesji. Jednak nic nie powiedział w tej kwestii.

Ruszyli ku schodom, gdy Natalie poruszyła kwestię Śnieżnego Anioła. Jurij odwrócił ku niej poszarzałą głowę i krzykną:
- Nie ma czegoś takiego jak Śnieżny Anioł, do cholery! - Przez moment patrzył na nią z czymś w rodzaju wściekłości, choć nie wiedziała czy na nią, czy na ideę Śnieżnego Anioła, po czym zacisnął usta w wąską linię i odwrócił wzrok. - Przepraszam, nie zamierzałem krzyczeć - niemal wyszeptał. - Po prostu nie ma znaczenia co też chłopak myślał, że widział. Nie ma żadnego Śnieżnego Anioła i nigdy nie było, to tylko zabobon głupich ludzi, którzy muszą sobie jakoś wyjaśnić zamiecie na tej planecie. Może kilka lat w świecie pozwoliło pani zapomnieć jak tu jest, towarzyszko Nadju, ale proszę pamiętać, że pustynia, czy to piaskowa czy lodowa bawi się ludzkim umysłem. Jeszcze na Ziemi polarnicy wierzyli w Wiecznego Towarzysza, co za bzdury. - Jurij potrząsnął kudłatym łbem.

Zeszli na pierwsze piętro, a potem na parter. Jakiś żołnierz siedzący na krześle w hallu i miętoszący swoją uszatkę, poderwał się na nogi i zasalutował. Na ramieniu Nevarez rozpoznała u niego oznaczenia efreitora. Chłopak był mniej więcej w wieku powłoki Natalie i nosił rzadką bródkę, o którą najwidoczniej bardzo dbał, ale z miałkim efektem.
- Towarzyszko Levchenko, to jest... - Zaczał Gorbow, ewidentnie nie znając żołnierza.
- Efreitor, Andrei Raibov, Armia/ląd, NRS - przedstawił się energicznie mężczyzna.
- Właśnie. W każdym razie, efreitor pokaże pani drogę do mieszkania, a rano zaprowadzi panią do Kancelarii Armii. Ogólnie pomoże się pani zaaklimatyzować, więc w razie czego proszę się do niego zgłosić. Tak?
- Oczywiście, towarzyszu sekretarzu!
- No to dobrze, dobrze. Tymczasem życzę pani dobrej nocy, pani Nadju. Spodziewamy się tu pani jutro o czternastej.

Sekretarz odwrócił się i powoli ruszył schodami na górę. Andrei Raibov pozostał wyprostowany jak struna.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Az on Nie Paź 16, 2011 8:12 pm

-Dobrej nocy, towarzyszu sekretarzu. - dziewczyna odpowiedziała odchodzącemu Gorbowowi po czym zwróciła się do Raibova.
-Spocznij, towarzyszu. Jestem Nadya Levchenko, co prawdopodobnie wiesz. A teraz..idziemy? Chciałabym wreszcie odpocząć po podróży. - mruknęła taksując wzrokiem Adreia, młody, energiczny nawet wierzy w komunizm skoro jeszcze nie dostrzegł że na starcie jest udupiony przez system. Albo ma partyjne korzenie, kto wie. Tuż przed wyjściem Natalie uznała że warto rozciągnąć maskę, nie ma powodu by nadmiernie marznąć.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Deithe on Pon Paź 17, 2011 8:33 am

Andrei przeszedł na "spocznij". Gdy się przedstawiła, sam powtórzył błyskawicznie swój stopień, nazwisko i przydział.
- Oczywiście, towarzyszko kapitanie. Proszę za mną.
Po czym odwrócił się i poprowadził ją na zewnątrz. Samochód Smirnoffa zniknął, ale nie wiadomo, czy w garażu gdzieś, czy adiutant gdzieś wybył. Niestety, nie przewidziano dla nich śniegołaza, efreitor stwierdził, że był potrzebny gdzie indziej, ale zapewnił też, że to niedaleko.

Bardzo dobrze, gdyż mglista tarcza służąca tutaj za słońce zdążyła zajść i mróz i wiatr poderwały się do lotu. Różnicę poczuła nawet przez warstwę wojskowej termy i maski osmotycznej, roztropnie naciągniętej na twarz. Cały czas musiała ręką przytrzymywać kaszkiet, a wiatr i tak szarpał końce jej włosów.
W sumie było dopiero luty... znaczy luty według standardowego kalendarza. O ile sobie przypominała, NRS prowadziło rodzaj podwójnego roku standardowego z jakimś socjalistycznym dodatkiem na niezgadzające się dni, ale nie mogła sobie w tej chwili przypomnieć o co chodziło.

Szli pod wiatr, brnąć po łydki w śniegu, na teoretycznie odśnieżonym chodniku. Zamieć wyła w tle i odcinała te marne światło gwiazd jakie mogłoby tu docierać, pozostawały im więc tylko uliczne lampy. O ile Natalie się orientowała były gazowe, ale miała nadzieję, że choć z mechanicznym zapalnikiem. Myśl o człowieku błąkającym się dzień w dzień po takiej śnieżycy była dziwnie niepokojąca. Choć z drugiej strony nie wiedziała, czy całe miasto się tak nie błąka.

Z naprzeciwka nadjechały dwa płonące ślepia ciężarówki i zniknęły w mroku z tyłu. Ludzi było jak na lekarstwo, jedynie pojedyncze cienie przemykały to tu czy tam. Przejście zaledwie dwóch kwartałów zajęło im dobry kwadrans. Wreszcie skręcili w prawo, w boczną ulicę. Przy wejściu stała płonąca beczka. Trzy męskie postacie rozmawiające o czymś przyciszonymi głosami rzuciły im zaciekawione, acz wrogie spojrzenia i wróciły do rozmowy dopiero, gdy poszli dalej.

Zatrzymali się przy wejściu do ładnej kamieniczki czteropiętrowej, noszącej jeszcze ślady pierwszego osadnictwa. Wejście znajdowało się z drugiej strony budynku, jakieś dwadzieścia metrów od ulicy. Stał tu kontener na śmieci i metalowa siatka odgradzała tą część ulicy od innych. Tutaj wiatr był zaledwie zimnym podmuchem.

Raibov otworzył drzwi i przepuścił Nevarez do środka. W środku była tylko klatka schodowa i wiszące z boku skrzynki pocztowe. Na każdym piętrze wisiała lampa gazowa, ale zostały przygaszone do minimum, dając najwyżej tyle światła co pięciowatówka. Brodząc po rozproszonym mroku weszli na drugie piętro. Mosiężne numery w kamienicy ciągnęły się od 33 do 44. Efreitor wskazał drzwi oznaczone 37.

- Tu się rozstajemy. Proszę... - wyjął coś z kieszeni i wcisnął jej do ręki. Natalie spojrzała na zestaw mosiężnych kluczy i kilka sekund zajęło jej zrozumienie co to jest i po co. Po dwudziestu latach korzystania z drzwi, w których najprostszy zamek opierał się na skanie genetycznym, a większość i tak była automatyczna, ciężko było się przestawić. - Przyjdę po panią o dziewiątej, towarzyszko kapitanie. Dobrej nocy.
Młody, energiczny człowiek zasalutował krótko stukając obcasami, po czym już go nie było.

Chwilę zajęło jej przypasowanie odpowiedniego klucza do zamka, włożenie go niemal po ciemku i obrót w dobrą stronę. Stary mechanizm przesunął się płynnie, acz z trzaskiem. W końcu znalazła się w mieszkaniu i mogła odetchnąć.

Znalazła się w sieni, której pierwsza część stanowiła jeden wielki wieszak na ubrania - sporo zostało po poprzednim właścicielu - i stojak na buty. Druga część prowadziła do reszty mieszkania, było tu spore lustro, nieco zmatowiałe ze starości i śmieszne dwa żeberka centralnego ogrzewania. Dotknęła ich, ledwie letnie. W mieszkaniu musiało być ze dwadzieścia stopni poniżej zera, co za barbarzyństwo. Szybki rekonesans ukazał sypialnię po prawej od wejścia, salonik na wprost, kuchnię po lewej i łazienkę za kuchnią. Szczegółowo mieszkaniem zajmie się za chwilę, a póki co zdążyła zlokalizować dwa piece-kozy, jeden w sypialni, drugi w saloniku.

Naścienny zegar w saloniku wskazywał za kwadrans dziewiętnastą.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Az on Pon Paź 17, 2011 3:14 pm

Odetchnęła, ale tylko na moment. Zamknęła drzwi na klucz zostawiając go w pozycji poziomej tak by nie mógł go wypchnąć ktoś z drugim kluczem, albo wytrychem po czym rozejrzała się za paliwem do pieców w postaci drewna. I jakąś zapalniczką może czy zapałkami. Zawsze mogła sobie poradzić i bez nich ale jeśliby były to bo co byłoby się wysilać?

Dziewczyna uznała że warto najpierw rozpalić piec w saloniku a zaraz potem w sypialni, chociaż jeśliby nie było dostatecznie dużo paliwa drewnianego czy węglowego czy syntetycznego toby ograniczyła palenie w piecu sypialnianym.

Jeśliby piece posłusznie uległy usiłowaniom rozpalenia ich czy to za pomocą zapalniczek, zapałek czy mocy psi Natalie zasłoniłaby okna i zabrała za rozpakowywanie walizki, rozpoczynając od broni, składając ją na jakimś stole, stoliku czy z braku powyższych na łożu czy kanapie.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Deithe on Pon Paź 17, 2011 8:40 pm

W saloniku na stoliku znalazła niespodziewany skarb: niemal pełną zapalniczkę wzorowaną na starych Zippo. Taki cudo potrafi płonąć nawet podczas burzy śnieżnej. Oprócz tego leżała tam też niemal pusta paczka zapałek, którą zużyła do rozpalenia w piecykach.

Przy obu piecykach znalazła schludne, choć skromne zapasy: w saloniku było pudełko wyłożone rozpałką i jedną ściankę zajmowały porąbane polana, natomiast w sypialni było pudełko z brykietami do grilla i wiadro węgla. Każde pomieszczenie ofiarowywało też dwa równie marne żeberka grzejnika co korytarzyk. Nevarez jakoś ciężko przychodziło uwierzenie, że naprawdę służą do grzania czegokolwiek.

Ogień wesoło zahuczał w metalowych konstrukcjach i jakoś tak od razu zrobiło się cieplej, choć to pewnie tylko psychiczna reakcja na płomienie. Natalie wyjrzała przez okna. Smirnoff mówił prawdę, w słabym blasku lamp gazowych widać było ulicę, którą tu przyszli i zarys starego gmachu, który mógł i być teatrem, choć nie wiedziała jakie to sztuki mogli wystawiać socjaliści.

Zasłoniła ciężkie okna kotarami, co od razu wyciemniło całe mieszkanie. Musiałą poświęcić chwilę, aż znalazła światło w szufladzie kredensu w saloniku. Trzy prawie pełne lampy naftowe i pęczek świec. Odpaliła lampę naftową postawiła ją na stoliku obok walizki. Z rozpędu wykręciła kombinację, aż wieko odskoczyło.

Apteczka, zestaw kosmetyczny, zapasowy cyberkombinezon, zestaw ubrań, rzemienie i obie linki zostały złożone obok na fotelu. Nevarez sięgnęła umysłem w głąb walizki i ukryte zatrzaski odskoczyły, ukazując podwójne dno. Jej dłonie pracowały mechanicznie, składając niemal bezwiednie rozłożoną broń i oto przed nią leżał VSS Vintorez, dwa Glock'i 17 i odpowiednio pięć magazynków do karabinu i dziesięć do pistoletów, ułożone z żołnierską precyzją nabytą w ciągu długich lat szkolenia.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Deithe on Pon Paź 17, 2011 9:57 pm

Kobieta chwyciła oba Glocki, wsadziła je do kabur i zapięła pas wokół bioder. Dodatkowe magazynki upchała do kieszeni płaszcza, a resztę zostawiła na razie tak jak leżała.

Rozpoczęła inspekcję swojego nowego królestwa.

Zaczęła od sypialni. Prostokątne pomieszczenie, stara, ciężka szafa na ubrania, podwójne łóżko. Mieszkanie należało do pary? Na łóżku leżały dwie puchowe poduszki i dwie kołdry, poświadczając słowa, że jeszcze niedawno ktoś tu mieszkał i wyprowadzając się nie zabrał ze sobą więcej niż zmieściło mu się w ręce. Na drewniane klepki rzucono dwie skóry z czegoś, co pewnie było tutejszą kowcą. Obok łóżka stał stolik, zapewne przeznaczony na stawianie na nim lampy naftowej. W kącie stało samotne krzesło, z rzuconym na nie starym, zbędnym waciakiem. Pod krzesłem leżała zapomniana para męskich gumiaków. W drugim kącie znajdował się piec z paliwem. Na ścianie nad łóżkiem wisiał obraz wątpliwej natury, za to w bardzo złym guście: ciemny las ukazywał mroczną ścieżkę pośrodku. Nad zagłówkiem wisiał prosty krzyż, ale czy poprzedni właściciel był chrześcijaninem, czy też może po prostu nikomu nie chciało się zdjąć ikony ze ściany, trudno było powiedzieć. Dziwna rzecz do znalezienia w mieście socjalistycznym. Szafka nocna zawierała w kilku szufladach śrubokręt, młotek, igłę z nitką i dwa niepasujące do siebie guziki i trochę innego śmiecia. Tknięta przeczuciem i przyzwyczajona do różnych schowków, Natalie wyjęła wszystkie szuflady i po chwili macania po omacku znalazła przyczepiony do ścianki zeszycik. Niewielki, cienki, nie miał nic na okładce. Chwilowo zostawiła go na szafce, wsunęła szuflady na miejsce i wróciła do saloniku.

Salonik wyłożony był identyczną klepką co sypialnia. Ciekawe czy to tutejsze mchodrzewo, czy coś prawdziwego przywiezionego z importu. Na podłogę na rzucono dywan, a na nim postawiono okrągły stolik, na którym rozłożyła się Nevarez. Obok stały dwa niskie fotele, z pluszowym obiciem. Jeden z nich pokrywały rzeczy psionitki. Przy drzwiach zawieszono owalne lustro z ramą z brązu. Było pęknięte. Po prawej stała biblioteczka wypełniona czymś, co powierzchownie wyglądało na masę tanizny w miękkiej okładce. Bliższe spojrzenie potwierdziło przypuszczenia. Po lewej znajdowała się przeszklona gablotka w której zwykle trzyma się cenną zastawę, albo rzeczy religijne. Gablotka była pusta. Przy oknie znajdował się piec, pod parapetem ułożono drewno. Nevarez uznała, że nie ma tu nic więcej i miała zamiar odejść, gdy coś przykuło jej uwagę. Rożek czegoś wystawał spod nogi biblioteczki, niemal całkiem skryty pod odłamkami drewna. Prosto można było to coś przeoczyć. Po podniesieniu to coś okazało się fotografią. Pierwotnie czarno-biała, w ciągu lat nabrała odcienia sepii. Przedstawiała dziecko, zapewne dziewczynkę, biorąc pod uwagę trzewiki, grube rajstopy, ciężką spódniczkę i płaszczyk. Uśmiechała się do aparatu spomiędzy przydużego szalika, zwisającego za kolana i takiej czapki opadającej na oczy. Za nią były schody budynku, być może szkoły, albo jakiegoś urzędu. Zdjęcie było niepodpisane w żaden sposób. Natalie zostawiła znalezisko obok karabinu i przeszła do kuchni.

Kuchnia dla odmiany wyłożona była płytkami. Pod sufitem biegło kłębowisko ocieplonych rur. Pod ścianą naprzeciwko drzwi stał rząd szafek, wraz ze zlewem. W kącie po lewej ustawiono kosz na śmieci, w którym tkwiła mieszanka starych resztek i opakować spożywczych. Po prawej stało pudło w zasadzie wyglądające na lodówkę, choć psionitka chwilowo nie orientowała się na ile to jest prawdziwy sprzęt, a na ile zwyczajne izolowane pudło. W środku znalazła kilka zawiniętych kawałków mięsa, które wyglądało na jadalne, była też kostka masła i smalcu i ze dwa pęta kiełbasy w gazecie, a także opróżniona do połowy butelka "Stolicznej". Nevarez umocniła się w przeczuciu, że mieszkał tu facet. Chleba, czy warzyw brak. Szafki nie zawierały nic ciekawego: ot trochę utensylii kuchennych, garnki, patelnie, formy, trochę środków czyszczących i odkażających. Na ceratowym blacie stał niewielki samowar i przekrzywiony zestaw noży. Obok leżała deska do krojenia ze śladami po mięsie i niezmyty nóż. Dalej znalazła też kuchenkę gazową z piekarnikiem i zlew z baterią. "Ciepła" woda wpierw była lodowata, ale po kilku sekundach zaczęła się nagrzewać, by po prawie pół minucie osiągnąć całkiem przyzwoitą temperaturę. W ocieplającym się powietrzu uniosła się para. Nad zlewem wisiała suszarka z kilkoma talerzami, miską i niewielkim zestawem sztućców.

Za kuchnią przez otwarte drzwi widać było łazienkę, ale tu już nie było nic specjalnego: kafelki, wanna z prysznicem i osobną baterią, sedes, umywalka i niewielka kosmetyczka z lusterkiem, nowsza niż dwa poprzednie. W apteczce były dwie stare szczoteczki do zębów w szklance, pół tubki zaschniętej pasty i dwie podejrzane pigułki bez oznakowania. Nevarez wróciła do saloniku. Zegar naścienny wskazywał już prawie wpół do ósmej.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Az on Pon Paź 17, 2011 10:30 pm

Nevarez przede wszystkim zdecydowała że warto wyeksportować podejrzane gumiaki do sieni, wnętrze potraktowawszy środkiem dezynfekującym. Kto wie jakie kolonie grzybów arktycznych mogłyby tam się rozwinąć.

Następnie Natalie uznała że warto by dokonać dokładniejszej inspekcji kuchni ; a nuż się trafi coś takiego jak cukier i herbata, i filiżanki? Kto wie, w razie odnalezienia takich skarbów zaprzęgłaby samowar do pracy.

W każdym razie po dokładniejszej lustracji kuchni uznała że warto pozbyć się potencjalnych źródeł nowych arktycznych cywilizacji w postaci niezmytego noża i deski do krojenia ze śladami ludzkiej...znaczy jakiejśtam krwi. Innymi słowy wrzuciła to wszystko do zlewu zalała w miarę ciepłą wodą i jakimiś dostępnymi pod ręką środkami odkażającymi czy dezynfekującymi czy czymśtam.

Następnie udała się do pomieszczenia z wannoprysznicem, po dokonaniu inspekcji stanu wanny zależnie od werdyktu potraktowała dostępnymi środkami czyszczącymi lub nie i w końcu odkręciła w zamierzeniu gorącą wodę. Jednak przezornie zakręciła odpływ wanny dopiero po tym jak woda osiągnęła przyzwoitą temperaturę.

Żeby jakoś sobie przyspieszyć upływ czasu udała się do sypialni po podejrzaną nieoznakowaną lekturę i wróciła do salonu. Okazyjnie sprawdzając w swoich rzeczach obecność jakiegoś ręcznika który teoretycznie powinien egzystować gdzieś między ubraniami.

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Deithe on Pon Paź 17, 2011 11:37 pm

Gumiaki wylądowały w sieni, potraktowane czymś co paskudnie śmierdziało amoniakiem, ale chyba nie było całkiem żrące, bo nie przepaliło butów.

W kuchni za stosem garnków i foremek odkryła trzy słoiki podpisane przezornie: pieprz, sól i ciasteczka. W pieprzu byłą herbata (zalatywała typową "gruzińską" partyzantką), w soli był cukier, a ciasteczka okazały się puste. Przy pomocy brykietu z sypialni udało jej się zapędzić samowar do pracy, przy czym w jednej z szuflad znalazła kolekcję kubków, z czego żaden nie pasował do pozostałych: czarny, jakiś biurowy, różowy z wizerunkiem misia i żółty z reklamą jakiejś agencji turystycznej. Filiżanek brak, choć w drugiej szufladzie dopatrzyła się kilku szklanek.

Nóż i deska poszły do zlewu, zalane wodą z jakimś niebieskim płynem, przypuszczalnie przeznaczonym do zmywania naczyń.

Wanna oglądała pewnie lepsze czasy, ale nie było tragicznie. W każdym razie nic tam nie zdechło. Na dnie widać było siateczkę rys i żółtawy pasek znaczący odbarwienie od wody z kamieniem. Przemyła to wszystko dwa razy i spłukała dokładnie. Wiele to nie pomogło, ale byłą przynajmniej pewna, że niczym się nie zarazi, a perspektywa kąpieli byłą zbyt kusząca, by odrzucić ją z byle powodu. Nawet supernowoczesny cyberkombinezon lepił się do jej ciała po kilku godzinach i zmianach temperatury rzędu kilkudziesięciu stopni. Odczekała chwilę aż woda się zagrzeje, po czym zatkała odpływ.

Zalała herbatę do szklanki - może później zdecyduje się na kubek, może nie - i przeszła z łazienki do sypialni. Wrzuciła podejrzane prochy do jednej z szuflad szafki nocnej i chwyciła zdobyczny zeszycik. Postawiła szklankę i zeszycik na stole w salonie i przegrzebała rzeczy na krześle. Wyciągnęła spomiędzy ubrań swój ulubiony ręcznik - czarne, długie frotte - po czym usiadła w drugim fotelu.

Jeśli wierzyć termometrowi obok drzwi, temperatura zdążyła wzrosnąć już do pięciu stopni Celsjusza. Wpierw obejrzała sobie szary zeszycik: cienki, znoszony, wystrzępiony na krawędziach, jakby właściciel nosił go ze sobą od miejsca do miejsca. Wpisy raz były wykonywane długopisem, raz ołówkiem, Nevarez nie dostrzegła nigdzie śladu światłopisu. Większość wpisów ołówkiem zdążyła się rozmazać do punktu nieczytelności, ale wpisy długopisowe trzymały się nieźle. Pisano cyrylicą, ale koślawo, niestarannie, jakby na kolanie. Nie było ani dat ani tytułów, pełno było skrótów myślowych, wtrętów i odnośników do czegoś oczywistego dla piszącego, ale niezrozumiałego dla rozmówcy.

Psionitka przebiegła wzrokiem po koślawych znakach. Zeszycik zaczynał się następująco:
"Przysłał mi dzisiaj jej zdjęcie. Własne noszę od Bóg wie ilu lat. Mówi, że żyje, ale w to nie wierzę. Nie chcę w to wierzyć, mam nowe życie. Myślę nad tym od trzech dni. Wróciłem do picia. Nie wierzę w to."
"Nie mogę spać. Żałuję, że wyjechałem, ale nie chcę tam wracać. Za nic nie chcę. Boję się. Pomagam sobie flaszką, ale pod oczami widzę zamykającą się nade mną arktyczną paszczę. Postanowiłem (...)"
"Oszukiwałem się. Nie można przegonić demonów przeszłości, nie można sprawić, że znikną. Wracam, o Boże, wracam. Może wiedziałem o tym od początku, ale nie mogłem tego zaakceptować? Czy robię to dla siebie? A może dla nich? Dla niego? Dla niej? Jeszcze nie wiem, ale boję się, że się dowiem. Pamiętam tamte chwile lepiej niż dzień wczorajszy. O tak, przeskakują lata świetlne niczym linię na piasku."
"Wróciłem. Nic się nie zmieniło, ta sama bieda, ta sama nędza, ten sam mróz. Póki co wmówiłem im, że wróciłem na ojcowiznę, więc liczę, że prędko mnie nie wykryją. Powinienem spalić ten pseudo-notatnik, pomagał mi zebrać myśli gdy się przygotowywałem, ale teraz tylko mnie obciąża. Jednak za każdym razem, gdy planuję wrzucić go do pieca, wydaje mi się, że to jedyna rzecz, która pozwala mi pozostać przy zdrowych zmysłach. Od myślenia o tym wszystkim kręci mi się w głowie. Może sen mi pomoże, czuję, że dzisiaj zasnę po raz pierwszy od tygodni. Tak naprawdę."
"Śnię o niej co noc. Katju, Katju, Katju. Chodzę po mieście, pytam dyskretnie. Robię co mogę, żeby nie zbliżać się do tamtego miejsca. Byłem w umówionym miejscu, które mi wskazał, ale nie udało mi się dojść do skrytki, przegoniły mnie zdziczałe psy. Zastanawiam się, czy to przez psy, czy zwyczajnie nie chcę iść naprzód. Sam już nie wiem, miotam się." [obok był toporny szkic ulic wraz z zaznaczonym punktem, który na gust Nevarez mógł pasować do co najmniej trzech punktów w mieście]
"Job' twoju mac! Był tu jeden z tych dzieciaków, złapali mój trop. Wiedzą, że węszę, że odgrzebuje stare sprawy. Będą tu niedługo, nie mogę wiele zabrać. Teraz bardziej niż kiedykolwiek powinienem spalić ten pamiętnik, ale jakoś nie mogę. Ukryję go. Nie wiem czy wrócę. Nie wiem czy ucieknę. Już nie mogę uciec. Być może pójdę tam. Może lepiej dąć się złapać. Już raz uciekłem..."


Wpis urywa się w połowie, jakby piszący nie miał czasu dokończyć. Reszta notatek jest nieczytelna. Zegar naścienny wskazuje pięć po ósmej, a Natalie nagle zdaje sobie sprawę, że trochę za bardzo się zaczytała. Wpadłszy do łazienki stwierdza, że parująca woda wylewa się przez górny odpływ i zbliża się do krawędzi wanny. Pośpiesznie zakręca wodę, której poziom stopniowo opada do trzech czwartych pełni.
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Az on Wto Paź 18, 2011 2:24 pm

Natalie wróciła do salonu wygrzebać spomiędzy ubrań bieliznę nocną i prawdopodobnie jedwabny szlafrok. Zapewne wśród zabranych rzeczy znalazły się również jakieś przybory toaletowe podstawowe podobnie jak jakieś obuwie domowe.

Następnie odniosła potrzebne rzeczy do łazienki po drodze zdejmując płaszcz i kaszkiet w sypialni, okrycie wierzchnie znalazło się na łożu, bo i po cóż iść do wieszaka? Potem Nevarez przeniosła VSS w sąsiedztwo płaszcza by w razie czego mieć zawsze bliżej do broni. Okazyjnie odpięła pas z pistoletami, który podzielił los VSS oraz płaszcza i kaszkietu. Z jednym wyjątkiem ; jednego Glocka zabrała ze sobą do łazienki. Ostatecznie nigdy nie wiadomo czy jakiś idiota nie spróbuje wyważyć drzwi do mieszkania. Gnata położyła na umywalce, a sama co tu dużo gadać zaczęła się przygotowywać do kąpieli pozbywając się kolejnych warstw odzieży, cyberkombinezon, bielizna. A wszystko po to by zanurzyć się w ciepłej wodzie, jednak zanim to zrobiła zerknęła krytycznie w lustro aktywując kamuflaż ze zwyczajowym opóźnieniem.

Po ocenie reakcji organizmu i kamuflażu na temperaturę rzędu kilku stopni powyżej zera dezaktywowała kamuflaż by spokojnie i powoli zanurzyć się w wannie ciepłej wody.


Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Deithe on Wto Paź 18, 2011 3:24 pm

Nevarez wyciągnęła ze swojej przepastnej kupy ciuchów szkarłatny szlafrok, kapcie i świeży zestaw bielizny. Jedną ręką, gdyż drugą wyciągnęła podróżny zestaw toaletowy Nyx'a.

Zrzuciła płaszcz i kaszkiet w sypialni, na łóżku a obok wylądował Vintorez i pas z Glockami. Przybory zabrała ze sobą do łazienki. Przezornie dołożyła do ognia, ale i tak gdy się rozebrała z miejsca jej ciało pokryła gęsia skórka. Dwanaście stopni to jeszcze nie temperatura dla porządnych ludzi. Mimo to, opanowała dreszcze i wypróbowała swój kamuflaż.

Na polecenie centralnego i dalej ośrodkowego układu nerwowego gruczoły łojowe zmieniły swój skład chemiczny i uaktywniły się pokrywając ją cienką warstwą lepkiej, niby żelowej substancji. Drugi impuls nerwowy spolaryzował żel, który momentalnie skopiował odcień i fakturę światła odbitego w nim. Natalie zniknęła.

A później otworzyła oczy. Nie mogła się nie uśmiechnąć, przez co wyglądała jak kot z Cheshire: unoszące się w powietrzu oczy i ząbki. Oczywiście uważny obserwator dostrzegłby podejrzane zakrzywienie przestrzeni wokół krawędzi jej ciała, ale inaczej można rzec, że była przezroczysta.

Dezaktywowała kamuflaż, położyła Glocka na umywalce, ubrania zostawiła na zamkniętej klapie sedesu, a przybory toaletowe rozłożyła na niewielkiej półeczce wmurowanej w ścianę za zagłówkiem wanny. Wreszcie zanurzyła się w wodzie.

Całe jej ciało doceniło tą niewątpliwą przyjemność. Nawet Nya przeciągnęła się i mruknęła coś w głębi jej umysłu.

No dobrze, więc jest tu, co dalej? Póki co wszystko szło niemalże jak po maśle, ale to miejsce wcale nie wydawało się przyjazne. Wrażenie pogłębiał tajemniczy dziennik. Nevarez instynktownie czuła, że dobrze byłoby wykorzystać te chwile spokoju do przemyślenia kilku spraw. Kto wie co będzie później?
avatar
Deithe
World Designer

Liczba postów : 711
Join date : 08/10/2011

http://immortem.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Az on Wto Paź 18, 2011 4:46 pm

Co dalej, co dalej. Pytanie krążyło po umyśle Natalie jak ciepło wody po jej skórze. Rozważała, analizowała i kalkulowała.

Do jakiejś dziewiątej wyjdzie z ciepłego mikroklimatu wanny, schowa się pod teoretycznie ciepłą kołdrę, pod warunkiem że poprzedni lokator nie zostawił na pościeli jakichś niespodzianek. W tym momencie skarciła się w duchu że nie sprawdziła tego wcześniej. Zostanie jakieś 12 godzin do momentu w którym się przypałęta pod drzwi Raibov chcąc ją odeskortować do Kancelarii Wojskowej.

Przy założeniu że będzie spała 2 godziny to wciąż zostaje jakieś 10 godzin do zagospodarowania. 1 godzina będzie odpowiedzialna za konsumpcję jakiegoś posiłku z rana. Wciąż 9 godzin. Dziewczyna leniwie zwróciła myśli ku temu co ją przywiodło do tego rajskiego lodowatego piekła socjalizmu. Iwan Iwanowicz. Chyba rozsądnie byłoby się z nim skontaktować raczej nocą. Powęszyć póki żaden szpicel nie jest dość masochistyczny by śledzić kogoś nocą. W chłodzie. Z drugiej strony myśl o chodzeniu nocą po Kosmogradzie była niepokojąca, ten chłód i w ogóle.

Na następny dzień wyznaczyła sobie plan ; pracować z przysyłanymi raz na ruski rok żołdakami. Potem pogadać znowu z tym dzieciakiem Gorbowa. A potem potem...Może warto byłoby jakoś rozeznać się w towarach spożywczych. Poszwędać się po mieście by lepiej poznać rozkład niż tylko z mapy. Mapy nie muszą być aktualne. Później wybierze się na patol tą samą trasą co dzieciak. Prychnęła generując ruchem powietrza lekkie zmarszczki na powierzchni wody. Naga. W śnieżycy. Jeżeli to psionitka jest tą całą anielicą to musiałaby bez przerwy korzystać ze swoich zdolności by nie zamarznąć. Ewentualnie pozostałość po badaniach genetycznych pierwszych osadników którzy chcieli się przystosować. Niemniej jednak Natalie zdecydowanie nie dziwiła się dlaczego Ilji nikt nie wierzył. Sama gdyby nie wiedziała że to możliwe miałaby wątpliwości.

W końcu po dłuższej chwili odprężenia w ciepłej wodzie zabrała się za faktyczne mycie. Po skończeniu szeregu podstawowych czynności wyszła z wanny wycierając się dokładnie. Odziała się w przyszykowaną bieliznę nocną, narzuciła szlafrok na grzbiet zawiązawszy pasem po czym sprawdziła wilgotność swoich włosów. Jeżeli były znośnie suche to dobrze, jeśli nie miała zamiar stworzyć frotowy turban na głowie. Albo zwyczajnie leniwie narzucić frotte na włosy.

Na koniec odkręciła odpływ i spłukała wannę przy użyciu słuchawki prysznicowej. Potem zgarnęła swoje rzeczy, część rozwiesiła. Glocka wsunęła za pas szlafrokowy a noże z powrotem na szyi zawiesiła po czym udała się do sypialni. Dokonała inspekcji stanu pościeli etc. Po stwierdzeniu że jest zadowalający dorzuciła do ognia i zgarnęła znowu zeszyt. W tym momencie westchnęła ze zmęczeniem widząc konieczność przestawienia wcześniej rozrzuconych na łóżku rzeczy. Dlaczego nie przełożyła ich wcześniej? Odpowiadając na to pytanie retoryczne poprzekładała rzeczy na pozostałe meble w sypialni, po czym jeśli stan oporządzenia łoża był zadowalający wślizgnęła się pod kołdrę/kołdry zostawiając glocka na szafce nocnej obok, sama zajmując się ponownie podejrzanym zeszytem. A nuż da radę coś poprawić by było czytelniejsze przesuwając rozmazany tusz i grafit w miejsce wgłębień pozostałych po literach cyrylicznych?

Az

Liczba postów : 270
Join date : 11/10/2011

Powrót do góry Go down

Re: [Natalie] NRS - Kosmograd

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 16 1, 2, 3 ... 8 ... 16  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach